madison mcferrin

#FridayRoundup: Mac Miller, Mura Masa, Theophilus London i inni

#FridayRoundup

Po krótkiej noworocznej przerwie wracamy do cyklu #FridayRoundup, w którym dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, a tych było w miniony piątek całkiem sporo — od oczekiwanego pośmiertnego krążka z nagraniami nieodżałowanego Maca Millera, przez nowe krążki Mury Masy, Theophilusa Londona i Emily King, debiut 070 Shake i kolaborację Madliba z Oh No pod szyldem The Professionals aż po kuriozalny surprise album Eminema, który zelektryzował sieć, choć wcale nie powinien.


Circles

Mac Miller

Warner

Pierwszy pośmiertny krążek Mac Millera powstawał mniej więcej w tym samym czasie co ostatnia studyjna płyta artysty, czyli rewelacyjne Swimming i z założenia tworzyć miała spójną całość zatytułowaną Swimming in Circles. Tragiczna śmierć przerwała jednak proces tworzenia tego wydawnictwa. Po śmierci Malcolma rozpoczęte już szkice utworów postanowił ukończyć Jon Brion, czyli amerykański multiinstrumentalista oraz producent, znany, chociażby z wielu ścieżek dźwiękowych, ale również udziałów przy produkcji utworów dla takich artystów jak m.in. Beyonce, Frank Ocean, Janelle Monáe czy Kanye West. Muzyk współtworzył już wcześniej kilka utworów ze wspomnianego wcześniej Swimming i brał czynny udział w tworzeniu pomysłów na album Circles. Bazując na tym, co już powstało oraz na rozmowach, podczas których omawiali wspólne wizje tego, jak wyglądać ma końcowy efekt, doprowadził on wszystko do końca. Jeżeli dorzucimy do tego jedne z najbardziej osobistych tekstów rapera, otrzymamy bardzo smutne, ale jednocześnie przepiękne pożegnanie z fanami, które nie jest kolejnym, napchanym przypadkowymi udziałami gości, krążkiem stworzonym po śmierci artysty, ale pełnoprawnym i w dodatku znakomitym krążkiem. — efdote


R.Y.C

Mura Masa

Universal / Polydor / Anchor Point

Drugi album Mura Masy jest zupełnie inny od swojego poprzednika, którego warstwa muzyczna opierała się na marimbie, a całość była znacznie bliższa czarnym brzmieniom. R.Y.C (Raw Youth Collage), zgodnie z zapowiedzią, to mieszanka wszelkiej elektroniki lat 90. i gitar. Również wybór gości jest bardziej eklektyczny. Z jednej strony pojawia się tu Slowthai, z drugiej indie rockowy zespół Wolf Alice albo łagodna Clairo czy Tirzah. Chodzi tu przede wszystkim o powrót do przeszłości, pewną nostalgię i ucieczkę przed teraźniejszością. Decyzja o pójściu w tym kierunku muzycznym była dość ryzykowna. Sprawdźcie, jak Alex sobie z tym poradził. — Klementyna


Bebey

Theophilus London

My Bebey / Independently Popular

Mało kto chyba jeszcze pamiętał, że Bebey, zapowiadany od 2016 roku następca Vibes sprzed aż sześciu lat, wciąż jest na liście potencjalnych premier. Wtedy właśnie ukazał się fantastyczny new-wave’owy singiel „Revenge” z Arielem Pinkiem, który wieńczy tę niecodzienną płytę, na której znalazło się miejsce dla Raekwona, zaskakująco wyciszonego post-rapowego Lil Yachty’ego i dwóch świetnych duetów z Kevinem Parkerem z Tame Impali, spośród których jeden jest reinterpretacją klasycznego nigeryjskiego boogie z lat 80. Na Bebey urodzony na Trynidadzie London kreatywnie żongluje gatunkami we właściwy sobie sposób. To jazda po wertepach ze znakomitymi momentami. — Kurtek


Modus Vivendi

070 Shake

GOOD / Def Jam / UMG

Wyczekiwany debiut 070 Shake Modus Vivendi to muzyczna oprawa postapokalipsy, ale bardziej w wydaniu romantycznym niż futurystycznym. Oto potomkini Teyany Taylor ląduje w kapsule Dragon 3.19 na Marsie. Wciąż jednak odczuwa emocje tak samo jak jej przodkowie. A są to emocje godne GOOD Music: tęgie gitarowe riffy, pompatyczne elektro, odrobinę plemiennej rytmiki, no i Auto-Tune’a, który w 2070 jest zaadoptowany do tego stopnia, że stanowi pełnoprawny substytut naturalnego wokalu. Zamiast gości do swojej kosmicznej kapsuły 070 Shake zabiera cytaty z Debussy’ego czy Bena E. Kinga. Oś centralną Modus Vivendi stanowi połączenie syntetycznego pop rapu i R&B, rozmyte w chmurze dźwięków. Być może zbyt rozmyte (co mnie osobiście przypomina wspomnianą Teyanę Taylor z K.T.S.E., płyty sprawiającej niekiedy wrażenie mniej dopracowanej od strony producenckiej), ale i niepozbawione nadziei na przyszłość. — Maja


Sides

Emily King

ATO / PIAS

Najnowsza propozycja nowojorskiej artystki Emily King zawiera zbiór jedenastu wyselekcjonowanych z dotychczasowej twórczości utworów, zaaranżowanych na wersje akustyczne. Za produkcję albumu Sides odpowiada J. Most, a wokalnie artystkę wsparła Amerykanka Sara Bareilles, z którą Emily obecnie koncertuje. Całość krążka jest bardzo płynna, utrzymana w klimacie popu i rocka z lat osiemdziesiątych, z domieszką współczesnego R&B i lekkim tchnieniem jazzu. A wszystko dzięki różnorodności instrumentów wiolonczeli, smyczków, pianina, gitary, czy perkusji, wysuwających się zdecydowanie na pierwszy plan. Jednak elementem spajającym wszystkie szczegóły jest delikatny wokal King, który w instrumentalnych wersjach dotychczas znanych kompozycji, brzmi delikatnie i niezwykle kojąco. — Forrel


The Professionals

Madlib & Oh No

Madlib Invazion

Madlib i Oh No w końcu wydali wspólny album. Na przestrzeni lat współpracowali ze sobą rzadko, np. na The Disrupt — solowym debiucie młodszego z braci Jackson, a nazwa The Professionals, jako ich projektu, pojawiła chociażby dwanaście lat temu na producenckim krążku Madliba WLIB AM: King of the Wigflip. Przy natłoku płyt jakie panowie rocznie wypuszczają nie powinno dziwić, że właściwy krążek duetu ukazał się dopiero teraz. Taki pomysł na projekt sugerowałby, że dostaniemy coś w stylu drugiego Jayliba, przynajmniej jeśli chodzi o strukturę materiału — Madlib rapujący na bitach brata i odwrotnie, albo obydwaj bracia rapujący we wszystkich numerach, ale produkcją dzielący się po połowie. Tak nie jest. Madlib odpowiada tu za bity, Oh No za rap. Całość zawiera trzynaście numerów a gościnnie pojawiają się między innymi Chino XL i Elzhi. Cóż, Oh No nigdy nie był mistrzem mikrofonu, świetnie sprawdzał się za to jako producent, więc szkoda, że i jego bitów tutaj nie usłyszymy, ale i tak jestem bardzo ciekawy jaki wyszedł finalny efekt tej współpracy. — Dill


Music to Be Murdered By

Eminem

Interscope / Shady / Aftermath

Kuriozum. To określenie przyszło mi na myśl w trakcie słuchania najnowszego krążka (ex)legendy rapu z Detroid i nie chciało dać się zastąpić jakimkolwiek innym. Nie pomagała w tym, oczywiście, sama płyta, która kolejnymi abominacjami tylko jeszcze bardziej legitymizowała ten opis, serwując ciężkostrawną mieszankę hipokryzji, taniej kontrowersji i przeforsowanych rozwiązań producenckich. Emenems nagle zapomina o swoich korzennych manifestach i zaprasza do gościnnego udziału Young M.A. (bo przecież jak już zapraszać młodą szkołę to tylko tych obrzydliwie miałkich i niewyrazistych graczy) i próbuje wycisnąć trochę hajsu z żałoby po Juice Wrldzie (bo jak już bezcześcić swoje dziedzictwo, przy okazji można zahaczyć o spuściznę innych artystów). Oprócz tego dostajemy wyjątkowo patetyczną i leniwą interpolację „Sound of Silence”, gościnkę rudego barda (wiadomo którego), obrzydliwe, misoginistyczne podśmiechujki z molestatorskim podtekstem (She’s like „That’s harassment,” I’m like „Yeah, and?” mmm, pycha) i desperackie próby ratowania wizerunku generycznymi tematami przeżutymi i wyplutymi we wcześniejszej twórczości (kliszowy „Stepfather”, patetyczne „Leaving heaven”). Wisienką na torcie jest obleśny punchline o zamachu w Liverpoolu na koncercie Ariany Grande i mamy zarówno najgorszą część boomerskiej trylogii Eminema i poważnego kandydata na najgorszy album tego roku. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Madison McFerrin, Mary J Blige, Ghettopop, Mlodyskiny i inni

FridayRoundup

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem w piątek dostaliśmy oczekiwaną od miesięcy epkę Madison McFerrin, podróż sentymentalną do początków kariery Mary J. Blige, wspólny projekt Klarenza i Mario Kontrargumenta, długogrający debiut Mlodyskinego, instrumentalną odsłonę twórczości Slum Village, nową epkę Kilo Kish, pośmiertny album Xxxtentaciona czy kompilację dotychczasowych singli czarującej Celeste. Poza tym na plejliście Czarface, Fat Joe, Lee „Scratch” Perry, Roddy Ricch, French Montana, Old Man Saxon Cyne, Quiet Lake, Iggy Azalea, Kwaku Asante, Lancey Foux, Sammie i remiksowa Lafawndah.


You + I

Madison McFerrin

(no label)

Utalentowana Madison McFerrin w zeszłym roku oczarowała nas singlem „Insane”, a w ostatnich miesiącach aż czterema koncertami w Polsce. Teraz, po półtorarocznym oczekiwaniu piosenkarka wydała wreszcie trzecią epkę zatytułowaną You + I — pierwszy większy materiał artystki niezarejestrowany w formie a cappella. Jak McFerrin sama mówiła podczas wrocławskiego koncertu — zaczęła nagrywać muzykę w takiej formie, ponieważ nie potrafiła jej wyprodukować. Tym razem za produkcję odpowiada brat piosenkarki Taylor McFerrin, który sam w ostatnim czasie wydał bardzo udany krążek Love’s Last Chance. Na wydawnictwie znalazło się w sumie 6 utworów, w tym singlowe „Try” i „No Room”. Na luty planowana jest także limitowana do 500 kopii wersja winylowa z czterema bonusami, w tym wspominanym „Insane”. — Kurtek


HERstory Vol. 1

Mary J. Blige

UMG

Kibice Mary J. Blige obecni? W ramach świątecznego i urodzinowego prezentu z okazji 25. rocznicy wydania My Life królowa hip-hop soulu przygotowała nie lada gratkę. HERstory Vol. 1 (tytuł wskazuje na ciąg dalszy, ale co z tego będzie, jeszcze się okaże) to album pełen rarytasów z lat 90., od singli i remiksów z My LifeWhat’s the 411 poczynając, a na soundtracku z 8 MiliThe Show kończąc. Jako bonus dla fanów nośników fizycznych — gościnka u Jaya-Z. Jeżeli nadal potrzebujecie w życiu rasowego contemporary R&B i new jack swingu, albo jeżeli zwyczajnie potrzebujecie tych gatunków w wersji Blige, to No More Drama, bo czekają was Mary ChristmasMaja Danilenko


Ghettopop

Klarenz i Mario Kontrargument

(no label)

Klarenz, jeden z najbardziej oryginalnych polskich raperów, na potrzeby nowego krążka połączył siły z uznanym na scenie producentem Mariem Kontrargumentem. Panowie pod wspólnym szyldem Ghettopop wydali właśnie krążek o tym samym tytule. Album zapowiadano od dwóch miesięcy wydawanymi regularnie singlami, ale duet współpracował ze sobą już wcześniej wielokrotnie. Klarenz, wywodzący się z Bydgoszczy MC i producent, dał się poznać w 2015 roku jako Młody Wilk Popkillera. W zeszłym roku wydał dobrze przyjęty krążek Poza. Mario Kontrargument od dawna współpracuje z czołówką polskiej sceny rapowej (m.in. z Peją, Bonsonem, VNM-em czy Rogalem DDL). Ghettopop, jak opisują sami zainteresowani, to projekt dwóch przyjaciół, który charakteryzuje doskonała chemia, nie tylko w studiu. — Kurtek


Waste

Mlodyskiny

LTE Boys Global

Z młodym eks-youtuberem łączy mnie więź specyficzna trochę na zasadzie love-hate relationship. Z jednej strony już od czasów soundcloudowych hitów (z których najbliżej serduszka zawsze pozostanie u mnie „Mętowa Guma”) wydawało się, że w muzyce Skinego ciekawe jest wszystko tylko nie on sam, brzmiący od początku jak bardzo budżetowa wersja Lil Peepa. Z drugiej jednak w tych nieporadnie położonych wersach i częstochowskiej liryce tkwił jakiś niesamowity self-made’owy urok, który idealnie korespondował z niezręcznym klimatem i domową produkcją. Marzyło mi się wreszcie usłyszeć Kacpra samoświadomego, przekuwającego swoje wady na zalety i wydaje się że Waste wreszcie realizuje to założenie. Zamiast kopiowania wyeksplorowanej do cna formuły typu trapowe perkusjonalia i sampel z gitarowym arpeggio, Mlodyskiny serwuje postdraingangowe przeboje z wrażliwością wczesnego Yung Leana. Wersy płyną spokojnie od nagiej shawty poprzez narkotykowy flex po esencjonalny dla projektu Duże serce mały biceps/20 lat i dalej nie rozumiem co to życie. Relatable af, Kacper. Dziękuję. — Wojtek


Fantastic 2020, Vol. 1

Slum Village & Abstract Orchestra

Ne’Astra

Po znakomitych, instrumentalnych interpretacjach J Dilli oraz Madvillian, przyszedł czas na kolejne wersje klasycznych hip-hopowych nagrań, przez brytyjski band Abstract Orchestra. Tym razem na warsztat wzięli oni utwory zespołu Slum Village, a jak ogólnie wiadomo, w ich repertuarze nie brakowało fantastycznych nagrań. Obok tego, co zyskało tu nowe życie, znalazł się również bonusowy track, nagrany wraz z raperami z SV, którzy dograli się również do nowej wersji świetnego „Fall in Love”, a już w przyszłym roku połączone siły dwóch grup ruszają na wspólną trasę po UK. Laidback gwarantowany. — Efdote


Redux

Kilo Kish

Blacksmith

Od chórków u Vince’a Staplesa do własnej heterogenicznej twórczości. Kilo Kish przeszłość przekształca w przyszłość (ang. „redux” – przeniesiony z przeszłości). Epka Redux to druga części zaplanowanego przez wokalistkę mini-projektu koncentrującego się na „wytrwałości”. Mocne, różnorodne single: energetyczny kick-ass „Bite Me”, futurystyczne electro „Spark” i synth popowe disco „Nice Out” zapowiadały ekstremalną zmianę kierunku. Po Mothe szykuje się kolejnej wysokiej jakości mini-album, w którym artystka blenduje UK Bass i synth pop z eksperymentalnym hip-hopem. Kilo Kish chce, by słuchacze poczuli pełnię mocy i nie bali się iść naprzód. Czy jej się to udało? Przekonajcie się sami. — Ibinks


Bad Vibes Forever

Xxxtentacion

Bad Vibes Forever / Empire

Tragicznie zmarły w zeszłym roku kontrowersyjny artysta XXXTENTACION doczekał się po śmierci jeszcze dwóch wydawnictw. Pośmiertnie wydany Bad Vibes Forever kolegi Denzela Curry’ego to według zapowiedzi ostatni krążek rapera i następca zeszłorocznego Skins. Okrzyknięty ostatnim krążkiem longplay być może brzmiałyby inaczej, gdyby muzyk wciąż żył. Tak dostaliśmy 25 krótkich numerów z gościnnym udziałem m.in. PNB Rocka, Lil Wayne’a, Joey’a Bada$$a czy Stefflon Don. Kawałkom bliżej do emo w stylistyce lo-fi niż do cloud rapu. Warto jednak posłuchać tego pożegnania. — Ibinks


Tinashe Songs for You album cover

Compilation 1:1

Celeste

Both Sides / Polydor / Universal

Wraz z ogłoszeniem chyba najbardziej bezpiecznej decyzji w historii akademii o tegorocznej zwyciężczyni Rising Star BRIT Award, którą okazała się Celeste Waite, premierę miało mini wydawnictwo artystki. Na Compilation 1:1 złożyły się ostatnie premierowe utwory wokalistki, a wśród nich m.in. elektroniczne „Coco Blood” oraz subtelna ballada „Strange”. Nie zabrakło również kompoyzcji stworzonych przez jazzowo hip-hopowy kolektyw z Leeds, Gotts Street Park. Na Compilation 1:1 spodziewajcie się więc klimatycznego modern soulu, z charakterystycznym piaskowym wokalem Celeste. Wygrana zmotywowała Waite do wytężonej pracy, dlatego w przyszłym roku spodziewajcie się longplaya. — Forrel


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Madison McFerrin wizualizuje swój niepokój

Madison McFerrin w teledysku do No Room

Madison McFerrin w teledysku do No Room

Madison McFerrin ujmuje prostotą i naturalnością

Co prawda Madison McFerrin w ostatniej chwili przesunęła premierę swojej nadchodzącej epki You + I z 5 listopada na 4 grudnia, ale w ramach rekompensaty podzieliła się z słuchaczami klipem do drugiego singla promującego wydawnictwo „No Room”. Klip ujmuje prostotą i naturalnością doskonale współgrającą z wyciszonym charakterem singla. W lutym utworu można będzie posłuchać także na limitowanym winylu, który można zamówić już teraz w oficjalnym preorderze.

Madison McFerrin zapowiada nową epkę You + I

Madison McFerrin zapowiada epkę

Madison McFerrin odchodzi od nagrań a cappella

Utalentowana Madison McFerrin w zeszłym roku oczarowała nas singlem „Insane”, a w ostatnich miesiącach aż czterema koncertami w Polsce. Teraz piosenkarka przymierza się do wydania kolejnej epki zatytułowanej You + I. Na wydawnictwie w sumie znaleźć się ma aż 10 utworów, w tym znane już fanom „Try”, „No Room”, „No Time to Lose” i wspomniane „Insane” oraz dwa niezapowiedziane jeszcze bonusy. Płyta będzie pierwszym większym materiałem artystki nie-a cappella. Za produkcję odpowiadać ma brat piosenkarki Taylor McFerrin, który sam w ostatnim czasie wydał bardzo udany krążek Love’s Last Chance. Krążka cyfrowo posłuchać będzie można już w najbliższy wtorek 5 listopada, ale planowana jest także limitowana do 500 kopii wersja winylowa, którą można zamówić już teraz w oficjalnym preorderze, a która ma ukazać się w lutym przyszłego roku.

Madison McFerrin próbuje z nową odsłoną

Trzy miesiące musieli czekać miłośnicy talentu Madison McFerrin, aż jej nowy singiel „Try” trafi na platformy strumieniowe po tym, jak piosenkarka zaprezentowała go w maju na żywo w berlińskim studiu Colors. Tym razem otrzymaliśmy jednak cały pakiet — do audio artystka dołączyła instagramowy teledysk. Warstwą muzyczną „Try” zajął się brat artystki — Taylor, który sam niedawno wydał nowy album. Trzeba przyznać, że jest to dla utalentowanej artystki zupełnie nowe otwarcie, przynajmniej jeśli chodzi o brzmienie.

Poniżej posłuchajcie nowej muzycznej odsłony piosenkarki, a tutaj sprawdźcie naszą rozmowę z końca zeszłego roku.

Madison McFerrin próbuje w berlińskich kolorach

Madison McFerrin nie nagrała jedną z najlepszych piosenek zeszłego roku, nie tylko będzie jedną z gwiazd tegorocznej edycji Taurona, nie tylko przed dwoma tygodniami wydyła epkę z remiksami poprzedniego projektu Finding Foundations — właśnie ukazał się jej nowy singiel. Piosenkarka pracuje obecnie nad nową muzyką, a podczas swojej ostatniej wizyty w Europie zatrzymała się w berlińskim studiu Colors, gdzie dała próbkę brzmienia nadchodzącego projektu, wykonując nadchodzący singiel „Try”. Numer wyprodukował dla Madison jej starszy brat — Taylor McFerrin i trzeba przyznać, że jest to dla utalentowanej artystki zupełnie nowe otwarcie, przynajmniej jeśli chodzi o brzmienie. Poniżej posłuchajcie nowej muzycznej odsłony piosenkarki, a tutaj sprawdźcie naszą rozmowę z końca zeszłego roku.

„Czuję, że jako artystka muszę pokazać całą siebie” — Madison McFerrin dla Soulbowl.pl

Urodzona w Los Angeles, mieszkająca w Nowym Jorku — Madison McFerrin jest wystarczającym powodem, by wsłuchać się w muzykę pozbawioną akompaniamentu instrumentów. Wychowana na soulu i funku, który rozbrzmiewał w jej rodzinnym domu, Madison dopiero nabiera rozpędu i na pewno zaskoczy nas jeszcze niejedną odsłoną nowoczesnego soulu.

Złapaliśmy ją przed dwoma listopadowymi koncertami w Polsce – WarszawiePoznaniu – by zapytać czemu w ogóle zaczęła śpiewać a capella, o plany na najbliższy czas i bardzo muzyczną rodzinę. Przeczytajcie co powiedziała wokalistka, dla której Questlove stworzył określenie „soul-capella”.

Soulbowl.pl: Znany portal muzyczny Pitchfork nazwał cię “osobą, która przywraca do łask a capella”. Czy ty sama widzisz siebie jako wokalistkę stricte a capella? Czy może traktujesz to jako solidny punkt wyjścia w każdym muzycznym kierunku?

Madison McFerrin: Zdecydowanie to drugie. Śpiewanie a capella zaczęło się przez przypadek — nie tak planowałam rozpoczęcie swojej kariery. Okazało się jednak, że naturalnie i pięknie rozkwitło. Uważam zatem, że jest bardzo solidną bazą do wszystkiego, co muzycznie przyjdzie mi do głowy w przyszłości.

Powiedziałbyś więc, że jesteś znudzona instrumentami muzycznymi czy to po prostu taki moment w twojej karierze? 

(z lekkim zawahaniem) Nie tyle chodzi o moje znudzenie czy przesyt — gram przecież dobrze na pianinie; chodzi bardziej o to, że nie czuję się wystarczająco pewnie, śpiewając i grając jednocześnie. Właśnie dlatego zaczęłam tworzyć a capella. Od zawsze słyszałam rytm w głowie, łatwiej było mi go wydobyć, śpiewając niż używając klawiszy. Zaczęłam zatem tworzyć przy użyciu loopera i swojego głosu. Zdecydowanie chciałabym grać na instrumentach, ale na razie najlepiej czuję się, wykorzystując pedał zapętlający.

Jasne! Muzyka, którą tworzysz to po prostu ty: twoja głowa, głos i emocje. To nie lada wyzwanie pisać tak otwarcie o intymności i umieć otworzyć się przed słuchaczami. Na koncertach budujesz wyjątkową więź z publicznością. Jak wpływa to na twój proces twórczy i ciebie jako artystkę? 

Z pewnością zasila moją energię. Zwłaszcza, że moje występy tworzę na żywo i każdy jest niepowtarzalny — tak jak publika na każdym z nich. Nie każdy koncert jest super, ale większość pozwala mi na bardzo wyjątkowy kontakt ze słuchaczami. To napędza moją kreatywność i przygotowuje jeszcze lepiej do każdego kolejnego występu. Czuję, że jako artystka powinnam pokazać całą siebie, tym bardziej, że ludzie widzą muzykę tworzoną na żywo. Chcę zrobić wszystko, by być pewnego rodzaju przykładem. Wydaje mi się, że jest wiele osób, które nie czują komfortu autoekspresji, obnażania słabości czy lęków. 

Nawiązując do sposobów ekspresji i definiowania siebie, do tej pory wydałaś dwie części serii Founding Foundations, w 2016 i 2018 roku. Czy planujesz wydanie trzeciego tytułu i czy, zgodnie z panującym trendem łączenia EP-ek, myślałaś by połączyć je w długogrający materiał?

Bez dwóch zdań wydam trzecią część, ale nie myślę, że będzie to moje następne wydawnictwo. Founding Foundations wydałam jako serię, bo w najbliższej przyszłości planuję robić muzykę a capella, nawet jeżeli zagłębię się również w produkcję. Dla przykładu — w teatrze rzadko spotykasz sztuki, które mają więcej niż cztery akty. Wydawanie materiału fragmentami pozwala wracać i kontynuować tę serię w nieskończoność i mi ta wolność bardzo pasuje.

A czy powiesz nam co stało za nazwą serii?  

Oryginalnie przed Founding Foundations stworzyłam inny projekt. Napisałam go na pianino, ale jak już wspomniałam, grając, nie czułam się aż tak komfortowo. Próbowałam używać programów do produkcji, jednak znowu nie byłam w stanie przenieść wszystkiego tego, co kiełkowało mi w głowie, na akordy. Pomyślałam, że może po prostu zaśpiewam to, co słyszę. Pierwszy utwór a capella, który napisałam, nazwałam właśnie “Founding Foundations”. Oczywiście był to też rodzaj hołdu dla mojego ojca, który jest moim fundamentem, ale i dla jego ojca, który był wokalistą operowym. Głos jest bez dwóch zdań tym „czymś” w naszej rodzinie (śmiech). To wszystko jest więc podwaliną dla pisania muzyki, jak również stanowi o tym skąd pochodzę.

Kogo nazwałabyś zatem twoimi głównymi inspiracjami, wokalistami, z którymi dorastałaś — oprócz mężczyzn z rodu McFerrin? (śmiech)

Moja babcia też była wokalistką, bez dwóch zdań należy dodać ją do tej listy! W domu wybrzmiewał Stevie Wonder, Aretha Franklin, James Brown i The Beatles. W ostatnich latach Erykah Badu i Jill Scott są dla mnie dużą inspiracją.

Nie byłam w stu procentach przekonana czy zadać ci to pytanie, ale opłaciło się, bo w żadnym innym wywiadzie nie wspomniałaś o The Beatles — punkt dla nas (śmiech). Korzystając z okazji, musimy spytać cię o opinię na temat jednego z najbardziej znanych krążków a cappella ostatnich lat, albumu Medúlla Björk.

Zupełnie szczerze — nie przesłuchałam go. Jest to też zabawna historia, bo jeszcze przed czasami mojej solowej kariery, opiekowałam się dzieckiem, które miało pewnego rodzaju obsesję na punkcie Björk. Kazał sobie puszczać tylko jej muzykę. To spowodowało, że musiałam zrobić sobie pewnego rodzaju detox od jej twórczości (śmiech).

Wow, to ile lat miał ten chłopiec?

Myślę, że w tym okresie mógł mieć około 3 lat. Mama zabrała go na wystawę do MoMA, na której nie mógł oderwać się od teledysków Björk, które były tam wyświetlane. Tak rozpoczęła się dla niego — i dla mnie — “faza Björk”.

To się nazywa fan! Pozostając przy temacie artystów – to żadna tajemnica, że pochodzisz z bardzo uzdolnionej rodziny, ze śpiewającymi dziadkiem Robertem i ojcem Bobbym na czele, Taylorem, który również zajmuje się muzyką i bratem Jevonem – aktorem. Bez dwóch zdań to silny wpływ i wyzwanie, lecz chciałabym spytać o żeńską część twojej rodziny. Czy kobiety McFerrin też zajmują się muzyką?

Mama mojego taty, Sarah McFerrin była dyrygentem chóru i również wokalistką. Przed laty śpiewała na przykład w chórkach Sama Cooke’a. Ma już 94 lata i w moich oczach to chodząca definicja słowa dama. Jest bardzo dystyngowana, zawsze koryguje moje błędy gramatyczne (śmiech). Moja mama nie zajmuje się muzyką i jest to chyba dobry układ w połączeniu z moim tatą, który jest muzykiem od a do z. Dobrze balansują się z jego silną artystyczną osobowością. Zajmuje się projektowaniem wnętrz, jest jednak wielką miłośniczką muzyki. Mówiła mi kiedyś, że gdyby potrafiła śpiewać, byłaby wokalistką bluesową. Ona ma artystyczne oko, mój tata ma artystyczne ucho.

Zahaczając o bardziej codzienne zagadnienia – czy nie uważasz, że obserwujemy dość newralgiczne wydarzenia polityczne, społeczne i chociażby genderowe? Wokół jakich tematów krąży nowojorski światek artystyczny?

Myślę, że to nie tyle chodzi o wyjątkowość czasów, co o podejście ludzi, którzy chyba zapomnieli o tym, że nadal musimy się rozwijać. Chociażby cała afera dotycząca wyboru sędziego Kavanaugh w Stanach pokazuje, że ruch “Me Too” ma wielki sens. Jestem zaangażowana w ochronę praw kobiet, szczególnie kobiet czarnoskórych.  Żyjemy w 2018 roku, a nadal musimy radzić sobie z tak wieloma aktami wykorzystywania kobiet. Wydaje się to paradoksalne, szczególnie w Stanach, które kojarzą się z silnym rozwojem. Wykorzystywanie broni przeciwko nieuzbrojonym Afroamerykanom, brak procesów, zamiatanie pod dywan niewygodnych tematów — to dzieje się w Stanach cały czas. Wydaje mi się, że potrzebujemy dużego zwrotu w podejściu do niewolnictwa i uwzględnieniu go jako trudnej, lecz jednak, historii USA. Nie ruszymy do przodu, dopóki nie rozliczymy się z przeszłością, jak na przykład Niemcy czy Polska z historią II Wojny Światowej.

To rzeczywiście trudne i bardzo ważne procesy. Wracając jednak jeszcze do twojej twórczości, niedawno rozpoczęłaś swoją pierwszą solową trasę po Europie. Twoja kariera przyspiesza. Jak czujesz się przed tym wyzwaniem? Czy masz na swojej liście artystów, z którymi bardzo chciałabyś współpracować?  

Jestem podekscytowana, to bardzo ważny moment w mojej karierze. Świadomość, że mam słuchaczy nie tylko w Stanach jest cudowna i nie mogę doczekać się interakcji z europejską publiką! To duże wyzwanie, ale wiem, że dam radę. W kwestii kolaboracji na pewno byłby to Pharrell Williams — bardzo szanuję jego podejście do produkcji, ale też, choć wiem, że to wydaje się szalone, również Paul McCartney. Mój brat Taylor też jest na tej liście, ale tu mam więcej szans (śmiech).

A czy zdradzisz nam, nad czym teraz pracujesz? 

Na pewno będą to remiksy, które wydam w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Jest również projekt współprodukowany przez mojego brata, w którym gram również na klawiszach. I to na tyle z poletka nie-Founding Foundations. 

Bardzo dziękujemy ci za rozmowę, życzymy wielu pięknych momentów na koncertach w Europie, no i do zobaczenia!

Bardzo dziękuję, do zobaczenia w Warszawie i Poznaniu!

Rozmawiała Agnieszka Puzanowska

Bilety dostępne na Going., Biletomat i w salonach Empik.

Madison McFerrin na dwóch koncertach w Polsce

Autorka szaleńczo dobrego „Insane” i utalentowana córka Bobby’ego McFerrina w listopadzie zawita nad Wisłę na dwa koncerty promujące jej tegoroczną epką Finding Foundations: Vol II. Najpierw 14 listopada odwiedzi warszawską Kulturalną, a dzień później zawita do poznańskiego Spotu. Organizatorem obu występów jest Automatik, a bilety w cenie 40 złotych można już nabyć na Biletomat.pl. Zapowiada się piękna jesień!

Odsłuch: Madison McFerrin Finding Foundations: Vol II

Podczas gdy Taylor McFerrin dołączył do grona „niesformatowanych” i wydał swój multigatunkowy album w wytwórni Flying Lotusa, Madison McFerrin jest bliżej kierunku, którego moglibyśmy się spodziewać po dziecku Bobby’ego McFerrina. Nie ujmuje to w żaden sposób jej poczynaniom. Na epce Fiding Foundations: Vol II ponownie znajdziemy się w otoczeniu pętli wokalnych McFerrin, która (podobnie jak wokalistka z zupełnie innej bajki) sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Pobrzmiewają tu jednak przede wszystkim echa fascynacji Eryką Badu czy Esperanzą Spalding. Wydawnictwo znacznie lepsze od Fiding Foundations: Vol I, ale Madison chyba wciąż jeszcze potrzebuje czegoś, co sprawi, że będziemy chcieli słuchać jej częściej.

Nowy utwór: Madison McFerrin „Insane”

Okazuje się, że istnieje taki ktoś jak Madison McFerrin, jest córką Bobby’ego McFerrina i — cóż za zaskoczenie — uwielbia kombinowanie z aparatem głosowym. Do skromnego dorobku wokalistki dołączyła właśnie kompozycja „Insane”. Otoczona pętlami wokalnymi McFerrin wyznaje ukochanej osobie o szalonych zawirowaniach, jakich doświadcza pod wpływem uczucia — początkowo bardzo subtelnie, dążąc jednak do dobitnej kropki nad i w kulminacyjnym momencie utworu. Singiel promuje drugą epkę artystki Finding Foundations: Vol. II. Utwór powinien spodobać się tym, którzy cenią liryczność Eryki Badu, ale też nie stronią od jazzującej Esperanzy Spalding.