matana roberts

Jazzbowl ’19: Jazzowe podsumowanie roku

Jazzbowl ’19: Jazzowe podsumowanie roku

Postanowiliśmy kontynuować zapoczątkowaną przed rokiem piękną tradycję luźnego jazzowego podsumowania roku, bo pomimo tego, że nie mamy jazzu w nazwie strony, temat ten pozostaje nam niezmiennie bardzo bliski. Lata mijają, a jazz w dalszym ciągu pozostaje adekwatną, barwną i eklektyczną formą wyrazu. Dlatego wybraliśmy dla was 25 najciekawszych jazzowych tegorocznych premier płytowych, spośród których ponad połowę opisaliśmy poniżej, a całość umieściliśmy na pleliście na dole artykułu. Znalazły się tu krążki zaangażowane politycznie i takie, które skupiają się na formie, sentymentalne i nowoczesne, awangardowe i bardziej prostolinijne. Drodzy Państwo, oto Jazzbowl!


Jazzbowl

Beautiful Vinyl Hunter

Ashley Henry

Sony

Nie bez powodu 28-letni Ashley Henry nazwany został „młodym wizjonerem fortepianu”. Dwie fantastyczne epki, współpraca z takimi postaciami jak chociażby Terence Blanchard czy Robert Glasper oraz praca jako rezydent w prestiżowym Ronnie Scotts Club nie przytrafiają się przypadkowym osobom. Fakt, że jest na swoim miejscu w odpowiednim czasie, potwierdza jego fantastyczny długogrający debiut zatytułowany Beautiful Vinyl Hunter. Trzon grającego tu zespołu oprócz głównego bohatera, stanowią basista Daniel Casimir oraz Sam Gardner na perkusji, Niesamowitą chemię i zgranie czuć od tej trójki już od pierwszych dźwięków krążka. Jeżeli dodamy do tego kilku zaproszonych muzyków, wśród których znaleźli się tacy wymiatacze jak m.in. Keyon Harrold, Theo Crocker, Makaya McCraven czy Moses Boyd, otrzymujemy wyśmienitą dawkę, głównie tradycyjnego jazzu, który jak przystało na Londyn, nie stroni od wycieczek w różne stylistyki. Tutaj wymienić należy z pewnością świetne, mocno hip-hopowe „Between the Lines”, gdzie prym wiedzie MC Sparkz, brawurowe wykonany cover „Cranes (In the Sky)” z repertuaru Solange, czy nieco bardziej nowocześnie brzmiące nagranie „The Mighty”, w którym doszukiwać się można inspiracji J Dillą. Piękny album stworzony przez bardzo młodego muzyka, który z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy. — Efdote


Jazzbowl

Ancestral Recall

Christian Scott aTunde Adjuah

Stretch / Ropeadope

Nu-jazzowe wydawnictwa Christiana Scotta mijającej dekady poświęcały się z zapałem charakterystycznemu, niepodrabialnemu studium nostalgii. Na Ancestrall Recall dzieje się poniekąd rzecz zupełnie nowa. Oto zostajemy wpuszczeni w sam środek tajemnicy. Tajemnica nie traci na Scottowym frazowaniu, ale poprzez rytmiczne, plemienne uzupełnienie sprawia, że zbliżamy się do rejonów metafizycznych. Pytania o korzenie i ich wpływ na teraźniejszość zostały tu odmienione przez wszystkie przypadki. Maniera Christiana Scotta może być męcząca przy dłuższym obcowaniu. Z drugiej strony, jeżeli ma się akurat dzień na jazz, który nie krzyczy, ba! wręcz wodzi na pokuszenie linią melodyczną, to Ancestrall Recall jest świetnym biletem do takiej podróży. Podróży niezwykłej, bo pełnej szeptów przy strzelającym ognisku i tajemnicy wychodzącej ponad codzienne funkcjonowanie. — Maja


Jazzbowl

Cykada

Cykada

Astigmatic

Wyspiarski jazz od jakiegoś czasu ma się naprawdę dobrze, czego kolejnym dowodem jest świetny album składu Cykada. Jeśli kojarzycie Ezra Collective, Myriad Forest, Undergrooveland czy Don Kipper, z pewnością przypadnie wam do gustu również brzmienie Cykady. To londyński skład, który powstał z inicjatywy sześciu muzyków. Cykadę tworzą: Jamie Benzies, Tilé Gichigim-Lipere, Tim Doyle, Axel Kaner-Lidstrom, James Mollison i Javi Pérez (wszyscy znani są z wymienionych wcześniej projektów). Ich debiutancki album zatytułowany Cykada ukazał się nakładem polskiej wytwórni Astigmatic Records, wywołując niemałe poruszenie nie tylko wśród fanów jazzu. Krążek to co prawda przede wszystkim jazz, ale jak na współczesny jazz przystało, eksperymentuje z innymi gatunkami. Brzmienie kolektywu inspirowane jest zarówno daleką Afryką, jak i zadymionymi londyńskimi klubami. Cykada to jazz-fusion w najlepszym wydaniu — podczas odsłuchu możemy spodziewać się rocka, funku czy breakbeatu. Pięć rozbudowanych kompozycji to w sumie prawie czterdziestominutowy materiał, który zdecydowanie jest tegoroczną pozycją obowiązkową. — Polazofia


Jazzbowl

Where Future Unfolds

Damon Locks
Black Monument Ensemble

International Anthem

Where Future Unfolds to druga część jazzowej sagi Matany Roberts Coin Coin zrealizowana na 15-osobowy big band z politycznym zacięciem. Damon Locks i jego ensemble biorą jednak na warsztat to samo bluesowo-soulowo-gospelowe dziedzictwo Czarnej Ameryki, tak samo wplatają w jazzową awangardę obszerne fragmenty dokumentalne. Nieco inny jest kontekst, bo tam gdzie Roberts była głównie kronikarką zwyczajów codziennych, Locks, artysta wizualny, muzyk, didżej i wokalista, nakłada polityczną maskę. Przygotowane przez cztery lata, ale nagrane na żywo w trakcie jednego koncertu Where Future Unfolds to zapis walk amerykańskiego ruchu praw obywatelskich w latach 1954-1968. Atutami są niesamowita instrumentalno-wokalna synergia grupy, która niczym podwodna ławica meandruje między fragmentami natchnionego śpiewu i psychodelicznej jazzowej wirtuozerii. — Kurtek


Jazzbowl

Slavic Spirits

EABS

Astigmatic

Po fantastycznym Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) jazzowa formacja założona przez Piotra Skorupskiego zdecydowała się na zmianę muzycznej trajektorii. Efektem jest koncepcyjne Slavic Spirits, zdecydowanie jeden z najważniejszych albumów w gatunku ostatnich lat. To awangardowa, żywiołowa i jednocześnie misternie skonstruowana wizja, w której tradycyjnie rozumiany jazzowy spirytualizm z wielkim powodzeniem zastąpiony został słowiańską mitologią i pierwotnością. Całość cechuje przestrzenność, organiczność i barwność, co pozwala słuchaczowi przenieść się dosłownie w inny wymiar i kreuje całą paletę niemal transcendentnych wrażeń. — Adrian


Jazzbowl

You Can’t Steal My Joy

Ezra Collective

Enter the Jungle

Na swój długogrający debiut, londyński kwintet przygotowywał świat przez dłuższy czas. Dwie świetne epki oraz cała seria niezwykle energetycznych koncertów sprawiły, że oczekiwanie na to, co chłopaki pokażą na albumie, rozpalało głowy fanów jazzu, już nie tylko na wyspach. Po pierwszym przesłuchaniu krążka momentalnie nasuwa się wniosek, że niesamowita moc z ich występów na żywo przeniesiona została również na studyjne nagrania. Od razu słychać też czyja to zasługa i kto jest zdecydowanym liderem grupy. Pomimo że cały zespół składa się z niezwykle utalentowanych i uzupełniających się muzyków, to na pierwszy plan wysuwa się tu mocarna perkusja, za którą odpowiedzialny jest Femi Koleoso. Wystarczy posłuchać nagrania „People Saved” i tego, co ten człowiek wyprawia tam z połamanym na wszystkie strony rytmem, a od razu oddacie mu szacunek i wciągnięcie na listę swoich ulubionych bębniarzy młodego pokolenia. Kolejną sprawą wartą uwagi, jest bardzo duży eklektyzm krążka. Od laidbackowego „Space is the Place (Reprise)” przez niemal punkowe „Why You Mad?”, dubowe „Red Whine” po zainspirowane Brazylią „São Paulo” i afrobeatowe numery z końcówki wydawnictwa, mamy tu do czynienia ze swobodnym skakaniem po stylach, które łączy niczym nieskrępowany jazz. Sporo do tego wnoszą też goście. Loyle Carner udowadnia kolejny raz, że jest jedną z najciekawszych postaci brytyjskiego hip-hopu, Jorja Smith dodaje nieco neosoulowej magii, a członkowie zespołu KOKOROKO wnoszą wiele pozytywnych wibracji do rewelacyjnego coveru „Shakary” z repertuaru Feli Kuti. Możecie zabrać nam wszystko, ale nikt nie odbierze radości z obcowania z tym albumem. — Efdote


Jazzbowl

Fly or Die II: Bird Dogs of Paradise

Jaimie Branch

International Anthem

Drugą część projektu Fly or Die nowojorskiej trębaczki jazzowej i kompozytorki Jaimie Branch opatrzoną podtytułem Bird Dogs of Paradise można by pewnie odczytać jako jazzową odpowiedź na film Wszystkie psy idą do nieba — poświęconą niesprawiedliwości społecznej. Niewiele tworzy się ostatnio jazzu tak barwnego i ilustracyjnego jak tegoroczny krążek Branch, co słychać dobitnie w centralnym punkcie płyty — dwuczęściowym Prayer for Amerikkka inspirowanym muzyką mariachi i nowoorleańskim bluesem. Muzyka Branch bywa taneczna i przystępna, ale nierzadko eksperymentuje, co dzięki big bandowemu instrumentarium, nie przytłacza, miewa narratorkę, ale stroni od klasycznych wokalnych refrenów, często ucieka w tropiki, ale nadal brzmi amerykańsko. Ten najbardziej witalny, pozytywny i eklektyczny jazzowy album roku, dzięki wielości inspiracji nie przestaje słuchacza stymulować i zaskakiwać. Nie uświadczymy tu jednak momentów, gdy ugina się pod ciężarem własnych ambicji. — Kurtek


Jazzbowl

An Unruly Manifesto

James Brandon Lewis

James Brandon Lewis

An Unruly Manifesto nowojorskiego saksofonisty Jamesa Brandona Lewisa to ulubiony tegoroczny album dyrektora artystycznego festiwalu Jazztopad — Piotra Turkiewicza. To także krążek dedykowany Ornette’owi Colemanowi, Charliemu Hadenowi i surrealizmowi jako takiemu. To wreszcie charyzmatyczne połączenie jazzowej improwizacji z rockową energią, fusion podające rękę free jazzowi. Nieujarzmiony formalny i charakterologiczny manifest zgodnie z maksymą utalentowanego Lewisa, że każdy dzień jest okazją, by odkryć najprawdziwszą wersję siebie. — Kurtek


Jazzbowl

Turn to Clear View

Joe Armon-Jones

Brownswood

Album Jonesa jest doskonałym dowodem na słuszność istoty niniejszego rankingu. Nawet jeśli asekuracyjnie podchodzicie do jazzu w nagłówkach artykułów, nie miejcie obaw — Turn to Clear View — drugi album Joego Armona-Jonesa, może przypaść do gustu wszystkim tym, którzy stronią od napuszonego i posągowego jazzu. Różnorodność materiału jest olbrzymia. Począwszy od zadymionego dubu w „Try Walk with Me” (skojarzenia z nagraniami Fat Freddy’s Drop w ich najlepszym okresie) czy bezbłędnego numeru z Georgią Anne Muldrow, aż po „ The Leo & Aquarius” (fani Soulquarians, nie możecie tego przeoczyć) i „You Didn’t Care” z perfekcyjnie czytającą ostatnimi laty potrzebę zmian reguł w jazzie — Nubyą Garcią. Olbrzymią frajdą na tym przepełnionym pod korek tyglem muzycznych inspiracji i dźwięków albumie jest moment, kiedy skupiasz się wyłącznie na akordach lidera projektu, doceniając jak sprytnym i bezgranicznie kreatywnym stał się muzykiem. — K.Zięba


Jazzbowl

KingMaker

Joel Ross

UMG / Blue Note

Nagrałem post-bopową płytę na wibrafonie, jest super — to wcale nie wariacja na temat okładki ye Kanyego Westa, ale rzeczywistość. Joel Ross — do tej pory udzielający się jako skrzydłowy (między innymi u Makayi McCravena), teraz kapitan orkiestry — idzie pod prąd i robi to po mistrzowsku. Przy takim instrumencie jak wibrafon trzeba nie lada wirtuozerii i wyczucia. Zdecydowanie pomaga też dobre towarzystwo. Wszystko to ma orkiestra Rossa. Kwintet Good Vibes to, prócz lidera: saksofon altowy, fortepian, kontrabas i perkusja. To jeden z ładniejszych tegorocznych przykładów ilustrujących istotę dobrze naoliwionej machiny w jazzie. Możliwe, że ciut przegadany, niemniej jednak KingMaker wart jest uwagi. W nawale jazzu, który koniecznie musi być jakiś ten połamany, wibrafonowy koncert jest bardzo przyjemną, błyskotliwą (i co ważniejsze, obiecującą) ucieczką w nieznane. Nie dajcie mu utonąć w natłoku głośnych premier, zdecydowanie na to nie zasługuje! — Maja


Jazzbowl

Heritage

Mark de Clive-Lowe

Mashibeats / Songs of Defend / Ropeadope

Wyśmienity klawiszowiec, producent oraz kompozytor — Mark de Clive-Lowe wydał w tym roku swój najbardziej osobisty projekt w historii bogatej działalności scenicznej. Składa się na niego dwuczęściowy krążek zatytułowany Heritage. Tytuł ten oznacza transmisje z przeszłości do przyszłości oraz dziedzictwo, które otrzymujemy od naszych przodków i musimy przekazać przyszłym pokoleniom. Artysta eksploruje na tym wydawnictwie swoje japońskie, kulturowe korzenie, przez pryzmat współczesnego jazzu nagrywanego w Los Angeles. Inspiracją do powstania nagrań były dziecięce historie ludowe, mitologia jego ojczyzny oraz osobiste doświadczenia z pobytu w Japonii. Na każdym z krążków artysta reinterpretuje też po jednej tradycyjnej, folkowej piosence ze swojego ojczystego kraju, nadając w ten sposób krążkom jeszcze bardziej orientalny klimat. Materiał zawarty na albumach nagrany został podczas trzech koncertów w legendarnym, kalifornijskim klubie Blue Whale oraz jednego dnia w studio nagraniowym, a oprócz Marka w nagraniach tych udział wzieli światowej klasy muzycy, wśród których znaleźli się: Josh Johnson (Leon Bridges/Esperanza Spalding), Teodross Avery (Talib Kweli/Mos Def), Brandon Eugene Owens (Terrace Martin/Robert Glasper), Brandon Combs (Moses Sumney/Iman Omari) oraz Carlos Niño (Build An Ark/Lifeforce Trio). Wspaniały pomost między tym, co odległe nie tylko w czasie a teraźniejszością. — Efdote


Jazzbowl

Coin Coin Chapter Four: Memphis

Matana Roberts

Constellation

Czwarta część coinowej sagi Matany Roberts to, być może, najbardziej nośny materiał jaki się pojawiał do tej pory w tej serii. Spirytualizm obdarty zostaje z freejazzowej mnogości wątków, pozostawiając nagą, mantryczną medytację i trwanie w dźwięku. Nie oznacza to, że awangardowych naleciałości wyzbywa się zupełnie, ale kakofoniczne odloty nabierają wymiar raczej katharsis, momentów duchowego wyłamania z rzeczywistości i wyraźnego statementu. Postcoltrane’owski hałas jest intymny, ale pełen egzaltacji. Najciekawiej wypadają jednak powolne, rozegranie niemal na Swansową modłę momenty znacznych zwolnień narracyjnych, śmiało operujące dźwiękowymi widmami i sakralną repetywnością. Krążek chwilami sprawia wrażenia muzycznego ekwiwalentu poetyckiej wolności (której to, swoją drogą, nie brakuje także w tej dosłownej formie), spacerując pomiędzy kontekstami i odwołaniami, szczególnie mocno naciskając na spuściznę społeczności afroamerykańskich niewolników. Wyłania się z tego opowieść równie mocno osobista co społecznie zaangażowna. Takiego jazzu nam trzeba w XXI wieku. — Wojtek


Jazzbowl

Force for Good

Ryan Porter

World Galaxy / Alpha Pup

Najnowszy album studyjny Ryana Portera to zbiór kompozycji powstałych na przełomie ostatnich pięciu lat. Przy nagrywaniu Face for Good Porter pracował z członkami składu West Coast Get Down. Na płycie usłyszymy między innymi między innymi Kamasi Washingtona, Thundercata czy odpowiedzialnego za klawisze Brandona Colemana. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku poprzedniego albumu, koncept jego najnowszego LP powstał w rodzinnym domu Washingtona, w tajemniczym garażu zwanym The Shack. Główną inspiracją dla Portera był jednak John Coltrane — nie tylko jego muzyka, ale i pozytywny przekaz, którego celem było rozpowszechnianie pokoju, miłości i jedności. Stąd też tytuł wydawnictwa — Face For Good. Album promował singiel „Heaven Only Knows”, w którym gościnnie pojawia się Nia Andrews, znana między innymi ze współpracy z Solange. Warto sprawdzić również drugi numer z płyty, czyli magiczną Maggie z puzonem Portera w roli głównej. — Polazofia


Jazzbowl

Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery

The Comet Is Coming

UMG

Jazz fusion to gatunek z wyjątkowo niewdzięczną przyszłością. Wizja połączenia szeroko rozumianej progresywności (z całym bagażem jej nieco kiczowatego rozbiegania) i jazzowej wrażliwości przyniosła nam na przestrzeni lat wiele pokracznych potworków dziedziczących po obu rodzicach geny taniości i niezmierzonego banału. Jeżeli ktokolwiek miał na tym polu dokonać rewolucji, mógł być to tylko Shabaka Hutchings. Orędownik afrofuturyzmu na miarę XXI wieku wraz ze swoim projektem The Comet is Coming uderza w brainfeederyzm najwyższej klasy, łącząc syntezatorowym spoiwem duchową spuściznę Sun Ra z groovem uciekającym w kosmogoniczny synthfunk czy współczesne altrapowe brzmienia. Na jednej z grup dyskusyjnych po tegorocznym koncercie grupy na OFF Festivalu Kometa została określona jako „Jazz Grips” i, choć trudno tu szukać wielu brzmieniowych analogii, rzeczywiście intensywność performance’u i swoisty punkowy duch wybrzmiewa w obu formacjach bardzo podobnie. — Wojtek


Naszą pełną selekcję najciekawszych tegorocznych wydawnictw jazzowych znajdziecie na plejliście poniżej:

#FridayRoundup: Anna Wise, clipping., Kash Doll, Floating Points i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem znajdziecie tu zarówno świetne wokalistki (Anna Wise, Tawiah, Nicole Bus), muzyczne eksperymenty (clipping. Piernikowski), trap Kash Doll, wyszukaną elektronikę (Floating Points), awangardowy jazz (Matana Roberts) czy też klasyczny hip-hop (Temzki, Smoke DZA & Benny the Butcher, Gucci Mane). Wszystko to poniżej, a jeszcze więcej nowości znajdziecie na naszej zbiorczej playliście.


As If It Were Forever

Anna Wise

Anna Wise

Trudno mi jeszcze śledzić Annę Wise z powodu innego niż ciekawość (uzasadniona wiadomymi względami; mniej oczywisty tu). Na moje szczęście As If It Were Forever, figurujące w portfolio wokalistki jako pełnoprawny debiut, nie odbiega gabarytowo od standardowo rozumianej epki. Debiutancka Anna Wise próbuje zaś nieco odbiec od aż nazbyt impresyjnych i cierpiących na brak ukierunkowania tropów, cechujących jej poprzednie lata wydawnicze. Chwilami nawet mam wrażenie, że jej się to udaje. Przeboju na miarę „Go” na As If It Were Forever raczej nie znajdziecie; jest tu za to trochę udelikaconego, intymnego alt-art-R&B, podbitego rytmicznym (chyba zbyt wczesnym momentem kulminacyjnym) na „Nerve” i finałowym, odważniejszym harmonijnie od reszty „Juice”. Nadal jednak Anna Wise potrzebuje więcej produkcyjnej odwagi, by chciało się ją wspominać równie dobrze, co z gościnnego występu u Kendricka Lamara. — Maja Danilenko


There Existed an Addiction to the Blood

clipping.

Sub Pop

Nie czekałem na nowe clipping. Brzmi to jak mała spowiedź, ale przyznam szczerze, że formuła trio zaczęła się dla mnie powoli wyczerpywać i zjadać swój własny ogon, a zmierzenie jej z formułą ambicjonalnego albumu narracyjnego na Splendor&Misery pokazało, że ma swoje ograniczenia, które czasami są nie do przeskoczenia. Do There Existed an Addiction to the Blood podchodziłem zatem z dystansem, który coraz bardziej topniał w miarę słuchania albumu. Najnowszy krążek to, póki co, najlepsze ich dzieło. Wspaniałe instrumentale nie tylko czerpią z muzyki noise, concrete music i tape music, ale także w obrębie samego hip hopowego beatmakerstwa kombinują, w przeciwieństwie do poprzednich nagrań, z nieoczywistymi brzmieniami i podziemnym sznytem. Brzmienie krążka jest gęste, ale narracyjnie dostajemy dużo miejsca na oddech, a dźwięki mają przestrzeń na, dosłownie, wyszumienie się. Moje ambientowe serce kupił także pomysł na zakończenie krążka 18-minutowym trackiem z zapisem dźwięku płonącego pianina. Brzmi jak pretensjonalne silenie się na oryginalność, ale outro daje za to mnóstwo czasu na medytacje i ochłonięcie po noiserapowym znęcaniu się nad słuchaczem.– Wojtek


Stacked

Kash Doll

Republic Records

„Doświadczenie z ulicy bez jego wychwalania” plus unikalny styl, niezłe rymy i drapieżność to główne zalety Kash Doll. Po zeszłorocznych mixtape’ach Brat MailThe Vault Kash Doll powraca tymczasem ze studyjnym krążkiem. Związana z labelem Republic Records – wytwórni, z którą współpracowali m.in. Nicki Minaj, Drake, The Weeknd czy Ariana Grande – raperka prezentuje najnowsze wydawnictwo Stacked. Na płycie znalazło się 17 numerów, w tym single: trapowe „Kitten” z Lil Wayne’em, imprezowe „Ready Set” z Big Seanem i „Mobb’n” z zabawnym nawiązaniem do „Pass That Dutch” Missy Elliott. Znalazł się tu też znany wcześniej banger „Ice Me Out”, duet z Teyaną Taylor, parodia pop rapu („So Amazing”) i outro pierwsza klasa („KD Diary”). Kash Doll ma wszystko ułożone. Nie bez powodu zaprosił ją na wspólne występy Drake, a Rihanna wymienia ją jako ulubioną raperkę. Przy tworzeniu Stacked pomagał jej André 3000. I to jest chyba najlepsza rekomendacja. Odpowiedź na Cardi B z Detroit? Być może. — ibinks


Crush

Floating Points

Ninja Tune

Na nowy album Floating Points fani musieli czekać aż 4 lata. Zdecydowanie było warto, bo Crush to jedna z ciekawszych propozycji okołoelektronicznych ostatnich lat. Kompozycje muzyczne Sama Sepherda od zawsze miały w sobie coś tajemniczego i nostalgicznego. Czuć w nich brytyjską aurę i tęsknotę. Elektroniczne brzmienia Floating Points to idealny soundtrack na jesień. Crush wyszło w doskonałym momencie, wydaje się stworzone na ponure, październikowe wieczory. Album kontynuacja mrocznego klimatu Eleani, ale tym razem częściej poza smyczkowymi czy jazzowymi wstawkami, muzyk zdecydował się na szczyptę szaleństwa. Miejscami Crush nawiązuje do tradycyjnych klubowych brzmień, czego kulminacją jest energiczne „LesAlpx”. Floating Points znowu udowadnia, że jest nie tylko DJ-em otwartym na różne gatunki, ale i prawdziwym muzykiem chcącym eksperymentować i zmieniać oblicze muzyki elektronicznej. — Polazofia


Starts Again

Tawiah

First Word Records

Starts Now to debiutancki krążek brytyjskiej artystki, ale jej postać na scenie widoczna jest już od dawna. Dwie świetne przyjęte epki, mixtape oraz wiele gościnnych udziałów m.in. u tak znaczących postaci, jak Cinematic Orchestra, Blood Orange, Mark Ronson, Kindness, Cee-Lo, Wiley, Zed Bias czy Eric Lau, świadczyć mogą o jej statusie oraz niezwykłym talencie. Album jest bardzo osobistą eksploracją tożsamości jako kolorowej kobiety, wychowanej w rodzinie zielonoświątkowców, która chce wyrazić swoją muzykalność w całej jej okazałości, wolną od ograniczeń wielkich wytwórni. — efdote


Coin Coin Chapter Four: Memphis

Matana Roberts

Constellation

Prawie pięć lat po trzecim rozdziale projektu Coin Coin eksperymentalnej saksofonistki jazzowej Matany Roberts wreszcie doczekaliśmy się czwartej odsłony dzieła. Na Memphis, podobnie jak we wcześniejszych częściach, Roberts po raz kolejny eksploruje tematy związane z afroamerykańską historią, pamięcią i dziedzictwem, łącząc awangardowy jazz z formułą spoken word, by stworzyć nietuzinkowy muzyczny dokument. Tym razem Roberts przywraca pamięć swojej babci (na okładce płyty) pochodzącej z tytułowego Memphis. — Kurtek


The best of Moje Getto

Piernikowski

Asfalt Records

The best of Moje Getto owiane było duchem dużych zmian. Na płycie po raz pierwszy pojawia się tak wielu gości i to o tak dużym kalibrze (Brodka, Adam Repucha, Kacha Kowalczyk z Coals, Hades), a obecność Piernikowskiego w Asfalt Records mogła budzić kontrowersje i niepewność pośród fanów zarówno jednego i drugiego. Finalny owoc tej współpracy to jednak nadal przede wszystkim primeshitowa piernikowszczyzna najwyższych lotów. W stosunku do poprzedników, nagrywanych zarówno solowych jak i w duecie z 88, dużo więcej jest tutaj ciepła i harmonii. Tęskną, świnoujską melancholię zastąpiły nostalgiczne pasaże syntezatorów o nieco duchologicznym wydźwięku, a nihilistyczne trwanie przekute zostało w medytacyjne mantry, zwieńczone pojawieniem się na krążku numeru „Abhajamudra”. W tle szumią inspiracje elektronicznym brzmieniem spod znaku takich graczy jak Gaika, po raz pierwszy czuć też na krążku lepkie, psychodeliczne ciepło przebijające się tu i ówdzie. Piernikowski/Dziecko z Polski/Emce specjalnej troski nagrał najwrażliwszy swój album do tej pory i jeżeli to najlepsze, co przynosi jego Getto, to niech ono trwa. —Wojtek


Lift Ep

Pete Philly

B.U.

Jeden z najlepszych europejskich raperów (który swoją drogą jest też znakomitym wokalistą) powraca na scenę po dłuższej przerwie spowodowanej problemami ze zdrowiem. Tematem przewodnim epki zatytułowanej Lift, jest właśnie „uzdrowienie”. Artysta, aby wrócić do pełnej funkcjonalności, musiał przez kilka lat badać swoje ciało, umysł oraz ducha, co doprowadziło do jego głębokiej przemiany. Dużej przemiany nie uświadczymy na szczęście w muzyce, która jest nadal na wyśmienitym poziomie, a sam artysta porównuje proces jej tworzenia, do tego, co czuł, nagrywając wraz z Prequisite genialne Mindsate. Na epce tej odnajdziemy również sporo wpływów afro-karaibskich, bo takie korzenie ma właśnie holenderski muzyk, a w otwierającym całość utworze „Here” usłyszymy ponadto elementy folku oraz gospel. — efdote


Statue of Limitations

Smoke DZA & Benny The Butcher

RFC Music Group / Cinematic Music Group

Prawie trzy lata od wypuszczenia udanego Don’t Smoke Rock, Smoke DZA ponownie łączy siły z legendarnym producentem – Pete Rockiem. Tym razem dołącza do nich jeszcze reprezentant Griselda Records, Benny The Butcher. Efektem współpracy tej trójki jest epka Statue of Limitations. Duet świetnie się sprawdza na klasycznych boom-bapowych bitach. Gościnnie dołączają do nich stali współpracownicy – Conway the Machine, Styles P i Westside Gunn. It’s Smoke and Butcher, You can get smoked and butchered! —Mateusz.

T La Soul

Temzki

Temzki

Grupa De La Soul miała niepodważalny wpływ na twórczość wielu artystów wychowanych na hip-hopie z lat 90. Jedna z takich postaci jest bez wątpienia raper Temzki, o którym dłuższy czas nie było słychać, ale właśnie powrócił ze swoim nowym projektem, będącym niczym innym niż hołdem dla wyżej wymienionego zespołu. Na T La Soul zaprosił on kilku znakomitych producentów (m.in. Soulpete, Spinache, Roux Spana), którzy do stworzenia swoich beatów, posłużyli się samplami wykorzystanymi już na klasycznym krążku Stakes Is High. Dodatkowo usłyszeć możemy tu kilku gości, którzy doskonale wpasowali się w pozytywny i bujający vibe całości, tworząc znakomity materiał, nie tylko dla fanów De La. — efdote


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Recenzja: Matana Roberts Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile

Matan Roberts

Matana Roberts

Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile (2013)

Constellation Records

W drugiej części jazzowej sagi, Matana Roberts muzycznie i tematycznie sięga ponad pół wieku wstecz do opasłej szuflady pełnej wspomnień swojej babci. Wzloty i upadki, święta i dni powszednie na tle walki o równość rasową i polityczno-społecznych zawiłości ilustruje niesamowicie uduchowiona muzyczna kreacja.

W czasach, gdy nawet afroamerykański jazz zazwyczaj odcina się od swoich muzycznych korzeni na rzecz miejskiej elegancji, Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile wydaje się być projektem możliwie jeszcze bardziej niezwykłym — mimo awangardowego charakteru płyty, jej bluesowo-soulowo-gospelowe podszycie jest bezdyskusyjne. To swoisty seans spirytystyczny — osadzony głęboko w tradycji rytuał o znaczeniu niemal religijnym, uroczyście odprawiany przez Matanę i jej znamienitą nowojorską świtę. Osiemnaście pozycji w spisie utworów składających się na ponad trzy kwadranse muzyki to raczej jedna długa kompozycja podzielona na części według intuicyjnego klucza. Niezwykle pełne i działające na wyobraźnię doświadczenie wypełniają serie na wpół improwizowanych tematów, mieszające się z recytacją fragmentów rodzinnej historii i hipnotycznymi partiami tenora — wszystko zgodnie ze ściśle ustalonym obrządkiem.

To tradycja przełamana awangardą — kreatywna i natchniona opowieść — kolejna rewelacyjna pozycja w katalogu Matany Roberts.

Jazzująco: Matana Roberts promuje nowy album darmowym utworem

matana

Jeśli tak jak ja, byliście zachwyceni poprzednim krążkiem awangardowej saksofonistki jazzowej Matany Roberts — Coin Coin Chapter One: Gens de couleur libres z 2011 roku, to na pewno już od dawna odliczacie dni do premiery jej kolejnego albumu, który zresztą, jak można było się domyślać od początku, będzie stanowił drugi rozdział rozpoczętego projektu Coin Coin. Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile, podobnie jak pierwsza część zostanie wydana przez kanadyjską oficynę Constellation Records. Płyta trafi do sklepów wraz z początkiem przyszłego miesiąca (dokładnie 1 października) i zawierać będzie aż 18 kompozycji (o całe dziesięć więcej niż na poprzednim krążku). Na cały album przyjdzie nam jeszcze pewnie trochę poczekać, ale pierwsza próbka złożona z dwóch kompozycji „Amma Jerusalem School” i „For This Is” została już oficjalnie udostępniona do odsłuchu i ściągnięcia, co możecie też uczynić poniżej. Zapowiada się bardzo natchniony album.