pusha t
Pusha T potwierdza nowy album Clipse

Publikując na instagramie zdjęcia pracujących The Neptunes w studio, Pusha T zainicjował spekulacje na temat nadchodzącego albumu duetu Clipse. Okazuje się to prawdą, bo King Push wrzucił fotkę z bratem podpisując ją „It’s coming…”. Z pewnością jest to świetna wiadomość dla fanów rodzeństwa Thorntonów, chociażby z racji tego, że chłopaki nie nagrali nic razem od czasu Til the Casket Drops z 2009 roku (zajęli się wówczas solowymi karierami). Projekt nie jest jeszcze zatytułowany, ale praca wre. Jesteśmy ciekawi nowych produkcji Pharrella i Chada, lecz zanim te ujrzą światło dzienne, minie jeszcze sporo czasu. Będziemy informować was na bieżąco ;)
Nowy utwór: Justin Timberlake feat. J. Cole, A$AP Rocky & Pusha T „TKO (Black Friday Remix)”
W samą porę na rozruszanie po Święcie Dziękczynienia Justin Timberlake zaoferował swoim fanom nową wersję wyprodukowanego przez Timbalanda „TKO”. JT zaprosił do współpracy aż trzech raperów, którzy zupełnie zmienili charakter nagrania z The 20/20 Experience 2 of 2. J. Cole nie powstrzymał się od nawiązania do zwrotki Kendricka Lamara z „Control” („In case this is war then I’ll load up on all ammunition”), A$AP Rocky podjął temat absurdalnych plotek, z kolei Pusha T nie ominął kwestii albumu roku, podkreślając „I been hot since The Purple Tape„. Która wersja przedostatniego singla Timberlake’a bardziej Was przekonuje — remix czy oryginał?
Nowe teledyski: Run the Jewels, A$AP Rocky, Pusha T
Wczorajszy wieczór przyniósł nam kilka nowości na scenie rapowych teledysków. Nareszcie zobaczyć możemy „Banana Clipper” — długo zapowiadany obrazek do utworu El-P i Killer Mike’a z gościnnym występem Big Boia z OutKast. Zdecydowanie najbardziej widowiskowy klip duetu Run the Jewels, dodatkowo atrakcyjny dla miłośników motoryzacji. O wiele spokojniejsze video proponuje nam A$AP Rocky. W teledysku nakręconym do wyprodukowanego przez samego Danger Mouse’a „Phoenix” zobaczyć mozemy supermodelkę Joan Smalls, a także… Omara z The Wire. Na deser „Hold On” — już straciłem rachubę który klip promujący My Name Is My Name Pushy T. Bardzo udane dopełnienie utworu, do szczęścia brakowałoby mi tylko usunięcia z niego odgłosów stękającego Kanye Westa.
alternatywny link
Recenzja: Pusha T My Name Is My Name

Pusha T
My Name Is My Name (2013)
G.O.O.D. Music / Def Jam

Debiutancki — czy to określenie jest aby na miejscu mówiąc o pierwszym solowym albumie Pushy T, człowieka, który ma za sobą dwadzieścia lat doświadczenia w rapowaniu i kilka niezłych projektów na koncie? Po rozpadzie kultowego duetu Clipse przygarnięty przez Kanyego Westa do obozu G.O.O.D. Music, szybko wszedł na muzyczne salony, albo raczej, w odróżnieniu od brata, nigdy z nich nie wyszedł, a jedynie pewniej się na nich rozgościł. Na wydanych dwa lata temu Fear of God i Fear of God II: Let Us Pray pokazał klasę i zaostrzył smak na więcej, ale już tegoroczne Wrath of Caine i eksperymenty z modnym dziś trapem mogły wzbudzić pewne wątpliwości. A przecież potencjał i możliwości rapera są niewyobrażalnie duże. Biorąc pod uwagę protekcję samego Westa i niepodważalny talent Pushy, postawiona przez niego samego teza odnośnie My Name Is My Name mogła okazać się prawdziwa: album roku?
Wielu spodziewało się zapewne surowego materiału — minimalistycznego, ale bardziej hip-hopowego następcy Yeezusa, na którym tematem przewodnim będzie jak zawsze biały proszek o działaniu psychoaktywnym. I taka w istocie jest spora część płyty. Zimne i proste w swej budowie uliczne hymny takie jak „Numbers on the Boards” czy „Nosetalgia”, żywsze, majestatyczne, otwierające album przy dźwiękach werbli „King Push” czy wreszcie mroczne „Sweet Serenade” i „Pain” to w dużej mierze produkcje samego Westa przy współpracy m.in. z Sebastianem Sartorem, Swizzem Beatzem, Nottzem czy Hudsonem Mohawke. Ten ostatni razem z niejakim Beewirksem mocno ożywił nastrój płyty w „No Regrets”. Drugą, zdecydowanie krótszą, ale za to „cieplejszą” częścią krążka zajęli się przede wszystkim Pharrell Williams i The-Dream. To dzięki nim udało się przywołać oldschoolowego ducha Clipse. „Suicide”, „Let Me Love You” i „S.N.I.T.C.H.” brzmią jak żywcem wyjęte z czasów Lord Willin’ i Hell Hath No Fury.
Największym atutem My Name Is My Name jest naturalnie sam Pusha T. Jak podkreśla, nie jest ani producentem, ani gościem od refrenów. Nie wtrącał się nawet w oprawę graficzną albumu (która także zasługuje na wzmiankę). Jest po prostu raperem — „I rap nigga ‘bout trap niggas, I don’t sing hooks”. Swoim przybrudzonym głosem, psychodelicznym flow z charakterystycznymi ad-libsami i talentem do składania wersów potrafi nawet nudną produkcję zamienić w rewelacyjny numer. Niemniej świetnie rozdzielił role aż dwunastu zaproszonym gościom. Każdy, tak jak gospodarz, robi tutaj to, co potrafi najlepiej, z Future’em i jego lekko zafałszowanym refrenem włącznie. Nie sposób nie wspomnieć także o obecnych gwiazdach pop i R&B, które wprowadziły tu niezwykły powiew świeżości. Co prawda nieco komicznie brzmią szesnastki wszędobylskiego 2 Chainza i podupadającego powoli w swojej ambicji Big Seana. Szkoda też, że zwrotka Kanyego z „Who I Am” została wycięta, a ten ostatecznie ograniczył się do przesyconych auto-tunem chórków w soulowo-elektronicznym „Hold On”.
My Name Is My Name to dwunasto-epizodowa opowieść o tym, kim był i jest Pusha T. Opowieść na pozór chaotyczna, bo każda jej część jest inna, ale ta zmienność nastrojów pokazuje tylko jaki jest autor i jego życie. Nic nie trwa tu dłużej niż przysłowiowe „pięć minut”. Odważne wersy z pogróżkami zabójstwa łączą się bez wyraźnych granic ze wspomnieniami trudnego dzieciństwa. Przewijający się przez cały czas motyw kokainy, Terrence potrafi błyskotliwie wykorzystać na swoją korzyść — śmiało wytyka brak autentyczności kolegom z branży, pseudo-gangsterom, którzy nigdy nie sprzedali ani grama białego proszku. Z drugiej strony dochodzi do konfrontacji z Kendrickiem Lamarem, który jako dziecko musiał patrzeć na ojca ćpającego to, co sprzedawał niegdyś Pusha. Ten jednak, koniec końców, nie ma jakichkolwiek wyrzutów co do swojego postępowania, czemu wyraz daje w tryumfalnym „No Regrets”.
Czy to wszystko jednak wystarczy aby uhonorować ten krążek tytułem albumu roku? Myślę, że trudno będzie Pushy T załapać się nawet do ścisłej czołówki — konkurencja jest bowiem duża, a on sam wciąż chyba nie jest traktowany na tyle poważnie, by szersze grono doceniło jego dzieło. Mimo to, w swoim gatunku, My Name Is My Name jest jedną z najważniejszych pozycji 2013 roku. Wielu zgodzi się z tym zapewne dopiero po latach.
Nowy teledysk: Pusha T „Pain”
Aż trudno w to uwierzyć! Pusha T w ciągu dwóch tygodni pokazał nam aż cztery klipy do numerów z wydanego niedawno My Name Is My Name! Po „King Push”, „Nosetalgia” i „Sweet Serenade” Push w końcu (po roku od wydania samego singla) zdecydował się opublikować teledysk do „Pain” — jednego z najmroczniejszych kawałków na płycie z delikatnie sfałszowanym refrenem Future’a. I nie będzie chyba zaskoczeniem jeśli powiem, że obraz jest maksymalnie minimalistyczny. Ujęcia były chyba nagrywane podczas zdjęć do wspomnianego „King Push”. Słabo oświetlona sylwetka Terrence’a i białe tło, pomiędzy tym urywki różnych wydarzeń ze świata, a na końcu sam raper w ogniu. Tanio, ale pięknie!
Nowy teledysk: Pusha T feat. Chris Brown „Sweet Serenade”
Ostatni tydzień był bardzo napięty jeśli chodzi o rzeczy związane z Pushą T. Wielkie emocje związane z odsłuchem debiutanckiego krążka My Name Is My Name zostały spotęgowane dwoma teledyskami: do otwierającego krążek „King Push” i wspieranego przez Kendricka Lamara „Nosetalgia”. Jakby tego było mało zaledwie kilka minut temu Terrence uraczył nas kolejnym klipem. Tym razem wybór padł na „Sweet Serenade” — kawałek z jednej strony krytykowany za featuring Chrisa Browna (który, moim zdaniem, spisał się tu świetnie), z drugiej mocno aprobowany za bezbłędne jak zawsze rapsy Pushy. W obrazie do dość mrocznego numeru musiało być równie mrocznie. Noc, plaża, ogień, fluorescencyjne ciuchy i gadżety, dużo kobiecego piękna (z góry zalecamy kontrolę rodzicielską) i rzecz jasna sami panowie wykonujący utwór. Wszystko troszkę takie, chciało by się rzecz — cliché, jednak porządnie wykonane i trafnie oddające nastrój i treść utworu. Jedyna bolączka? Za mało tego typu numerów na płycie. Jednak więcej o tym w naszej recenzji My Name Is My Name, która na łamach serwisu ukaże się już niebawem!
Nowy teledysk: Pusha T feat. Kendrick Lamar „Nosetalgia”
Do oficjalnej premiery zostało co prawda trochę czasu, jednak od trzech dni możemy cieszyć nasze uszy nowym (jak dla mnie świetnym) projektem Pushy T. Podopieczny obozu G.O.O.D. Music idzie za ciosem i prezentuje nam kolejny już klip promujący album. Tym razem z dźwięku na obraz przełożony został, przyznajmy otwarcie, jeden z najlepszych numerów na płycie mianowicie „Nosetalgia” nagrany pół-na-pół z Kendrickiem Lamarem. Jeśli myśleliście, że teledysk do kawałka „King Push” był tani i banalny, sprawdźcie to! Ciekawe ile razy panowie próbowali nakręcić to jedno trzy-i-pół minutowe ujęcie, w którym przechadzają się po spowitych ciemnościami ulicach Compton.
Odsłuch: Pusha T My Name Is My Name
Przez ostatni tydzień fani Pushy T budzili się z sercami pełnymi nadziei, że może w końcu będzie im dane usłyszeć debiut rapera. I oto jest dzień! Na tydzień przed premierą w serwisie MySpace pojawił się odsłuch całego albumu. Dwanaście świeżych produkcji Kanyego Westa, Hudsona Mohawke, Swizz Beatza, Nottza i wielu wielu innych. Na featuringu takie gwiazdy jak Rick Ross, Kelly Rowland, Kendrick Lamar czy sam Pharrell. Czym prędzej klikajcie poniższy link, słuchajcie całości i odpowiedzcie na pytanie: czy słusznie Pusha okrzyknął swój krążek albumem roku?
Nowy teledysk: Pusha T „King Push”
Oj, panie Pusha. Fatalne posunięcia. Najpierw zapowiada pan w czwartkowy wieczór odsłuch całego albumu (do którego, rzecz jasna, nie doszło), a teraz wydaje pan klip do otwierającego album „King Push”. Tym samym znamy już połowę albumu. Popsuł pan właśnie fanom całą przyjemność z wysłuchania całości 8. października. No cóż, żeby jednak nie narzekać, trzeba przyznać, że My Name Is My Name zapowiada się coraz lepiej. Produkcją nowego kawałka zajął się, obok Kanyego Westa, sam Cezar! Joaquin Phoenix, aktor znany z roli Commodusa w Gladiatorze jest także muzykiem, który w nowym numerze rapera pokazał swoje zdolności! Chcecie się przekonać jaki jest efekt — sprawdźcie klip! Chcecie mieć większą przyjemność ze słuchania całego krążka — pod żadnym pozorem nie wciskajcie „play”!
Nowy utwór: Pusha T feat. Kendrick Lamar „Nosetalgia”
Nie sądziłem, że Pusha T zdecyduje się wydać jeszcze jakiś singiel przed premierą My Name Is My Name. Poznaliśmy już zatem piąty kawałek z nadchodzącej debiutanckiej płyty. „Nosetalgia” to, zgodnie z zapowiedziami, hip-hopowy duet Pushy z samym Kendrickiem Lamarem na bicie Nottza. Obydwaj raperzy, jak i producent, trzymają wysoki poziom. Numer jest dość minimalistyczny, przypomina nieco „Numbers On the Boards”, co nie zmienia jednak faktu, że jest naprawdę świetny. Całe show i tak zdominował Lamar, kolejną genialną zwrotką. Czego oczekiwać od My Name Is My Name? Przesytu gości, zmarnowanego potencjału, kolejnej w tym roku wtopy G.O.O.D. Music? Przyznam, że bardzo się boję tego, co pokaże Push. Wciąż jednak wierzę, że nie zawiedzie fanów! 8. października, panie i panowie! 8. października!


