the neptunes

Recenzja: Justin Timberlake Man of the Woods

Justin Timberlake

Man of the Woods (2017)

RCA

Niedzielny występ w przerwie 52. finału Super Bowl można chyba z pewną dozą pewności uznać za pożegnanie Justina Timberlake’a ze statusem pierwszoligowej gwiazdy popu. To moment, do którego piosenkarz, a ostatnio częściej aktor, zbliżał się nieuchronnie po chybionym przynajmniej w połowie dwupłytowym The 20/20 Experience sprzed 5 lat. Ten schemat, fataliści powiedzą, że wyciągnięty żywcem z antycznego dramatu greckiego, przerabiało już przed nim wielu — ostatnio Katy Perry, do której wkrótce dołączyć ma Taylor Swift.

Wszyscy znamy legendę stojącą u podstaw kariery Justina — chłopiec z boysbandu nagrywa błyskotliwy debiut pieczołowicie wyprodukowany przez The Neptunes i Timbalanda w dużej mierze z materiału odrzuconego przez samego Króla Popu i tym samym staje się mocnym kandydatem do objęcia popowego tronu. Choć wydane trzy lata później FutureSex/LoveSounds, stworzone jako wspólna artystyczna wizja Timberlake’a, wspomnianego Timbalanda i Danji, nie zostało pierwotnie przyjęte przez krytykę i publiczność jednomyślną aklamacją, w istocie przybliżyło Timberlake’a w kolejce do sukcesji popowej korony. Justin, podobnie jak wcześniej Jackson, nie bał się poszerzać granic mainstreamowego popu, w ramach którego udało mu się wyrobić swój własny styl, który w trakcie siedmioletniej przerwy poprzedzającej wydanie The 20/20 Experience dojrzał i dał się doszlifować — z całkiem satysfakcjonującym rezultatem, pomimo tego że już wtedy współpracę z wypalonym w jakiejś mierze Timbalandem wielu postrzegało jako ryzykowną. Dopiero wypuszczona pół roku później druga odsłona obnażyła niewątpliwą, choć z początku wcale nieoczywistą prowizorkę projektu, odzierając Timberlake’a po części z przyszytej już całkiem mocno doń łatki popowego wizjonera.

Czym miało być Man of the Woods, jeśli nie wielkim comebackiem, ugruntowaniem zachwianej przed laty na ostatniej prostej pozycji podkopanej dodatkowo od tego czasu przez młodszych kolegów z branży? Być może jedynie kaprysem znudzonego aktora/eks-piosenkarza, który wraz ze spontanicznym duetem ze zjawiskowym Chrisem Stapletonem na nagrodach Country Music Association, wreszcie tchnął życie w nieskonkretyzowany wcześniej pomysł o powrocie do muzyki. Na fali tego dreszczyku emocji RCA wysłało wówczas do stacji country odrobinę ledwie tylko przecież countrujące „Drink You Away”. Jeśli jednak ktoś by mi wtedy powiedział, że Justin spróbuje na kolejnym krążku przede wszystkim pożenić R&B i americanę, uśmiechnąłbym się pod nosem i puścił rzecz mimo uszu. Tymczasem Timberlake nie tylko zdecydował się ten pomysł zrealizować, ale zaprosił do współpracy nikogo innego, a Timbalanda i The Neptunes, którzy o country wiedzą mniej więcej tyle, co T-Bone Burnett o hip-hopie. Timberlake odkopał też na tę okoliczność swoje pochodzenie (I’m the man of the woods and you’re my pride / I can’t make them understand but you know I’m a Southern man — śpiewa w tytułowym numerze nawiązującym stylistycznie trochę do folkowego epizodu Timberlake’a, nieporównywalnie bardziej zresztą autentycznego, przy okazji roli w Co jest grane, Davis? braci Coen, a trochę do licznych skeczy piosenkarza w Saturday Night Live), ale jego research nie miał zbyt wiele wspólnego z countrysoulowym bogactwem Tennessee.

Przeczytałem w ciągu ostatnich kilku dni bardzo wiele niepochlebnych opinii i niewybrednie skonstruowanych komentarzy pod adresem zarówno Timberlake’a, jego nowej płyty, jak i całej kariery w ogóle. Stara zasada o niekopaniu leżącego w internecie najwyraźniej się nie sprawdza. Ale szczerze mówiąc, myślę, że to już ostatni moment, żeby samemu do tego płonącego już żywym ogniem stosu dołożyć swoją gałązkę. Za kilka tygodni, może nawet dni, nikt już o tym albumie nie będzie pamiętał. Nieliczni wrócą do niego przed końcoworocznymi podsumowaniami, a za kilka lat ktoś odkopie jeden czy drugi singiel i nostalgia pomieszana z żalem ściśnie go za gardło. Mając tę wyjątkowo żywą (choć czysto hipotetyczną) wizję przed oczyma, nie mam ochoty tego Timberlake’a jeszcze dodatkowo rugać. Jeśli ktoś po odsłuchu futurefunkowego R&B w „Filthy”, rozwodnionego trap popu w „Supplies” i wyjątkowo kompromisowego akustycznego miksu folku i R&B w „Say Something” spodziewał się kolejnej płyty trzymającej się wspólnej osi i kreatywnie rozszerzającej granice popu, to musiał srogo się zawieść. A właściwie — niby dostał to, na co liczył, ale tylko na papierze.

W rzeczywistości, jak celnie zauważył w swojej recenzji Bartek Chaciński, Timberlake wykorzystuje americanę, folk i country przedmiotowo, traktuje je jako sample, pozostając wierny dotychczasowemu formatowi R&B z jego rytmiką i melodyką. A to dlatego, że po spotkaniu ze Stapletonem piosenkarz zamarzył, by zrobić całą płytę na kanwie jednej (całkiem udanej zresztą wówczas) countrypopowej piosenki, wspomnianego „Drink You Away”. Tymczasem okazało się nie da się na tym jednym schemacie, noszącym zresztą znamiona czegoś, co Amerykanie określają gatunkowo jako novelty (co można niezręcznie przetłumaczyć jako nowalijkę), sensownie zbudować ponad godzinnego albumu. Koniec końców piosenkarz musiał sięgnąć po wypełniacze — niezręcznie banalne interludia deklamowane przez jego własną żonę, budzące konsternację i niewpisujące się w żaden nadrzędny koncept proste jak konstrukcja cepa teksty, aż wreszcie festiwal wypełniaczy — średnio wyprodukowanych przeciętnych radiowych piosenek o niczym. To przy łagodnych szacunkach ponad połowa krążka.

Ale pomimo tego, co napisałem powyżej, nie zamierzam was przed Man of the Woods przestrzegać — to nie płyta, której słucha się za karę. Żaden wizjonerski album pop, ale też żaden dramat, blamaż czy katorga. Przeciętny popowy album, jakich co tydzień ukazuje się wiele, tyle że z o wiele szerzej zakrojoną medialną promocją. Nie ma sensu Timberlake’a demonizować — choć porzucił garnitur dla moro, nie popełnił żadnej stricte muzycznej zbrodni — otarł się o przeciętność, ot co. Man of the Woods jest nierówne, ale na tyle kompromisowe i wyważone brzmieniowo, że słucha się go całkiem nie najgorzej. Co więcej — można wyłowić z niego kilka bardziej niż przyzwoitych hajlajtów. Jeśli jesteście w tej połowie słuchaczy, która z owacjami i nadzieją przyjęła „Filthy” — elektrofunkową wariację na „Freeek!” George’a Michaela z domieszką Jamiroquai, to już macie jeden. Nawet w przeciwnym razie nie zaszkodzi wam sięgnąć po „Wave” — słoneczne koktajlowe R&B w stylu dawnych produkcji The Neptunes zbudowane wokół zwiewnego akustycznego motywu i zwieńczone powtarzalnym, ale dość szkicowo zarysowanym przedreferenem. Jeśli tęsknicie za Timberlake’m z pierwszej części The 20/20 Experience to numerem, który musicie przesłuchać będzie „Midnight Summer Jam” — prostolinijna, ale zręczna reinkarnacja neodyskotekowego R&B z zaskakująco dobrze skrojonym mostkiem. To Timberlake funkujący, wakacyjny, taneczny, niezobowiązujący i popowy — wciąż daleki od poszukiwań artystycznych, raczej poruszający się w obrębie wypracowanego przez laty formatu, ale robiący znakomity użytek z klasycznego Neptunesowego bitu. W podobny klimat uderza także „Breeze Off the Pond”, gdzie nawet bardziej Justin wkracza na muzyczne terytorium Mayera Hawthorne’a.

Jeśli z kolei wydaje wam się, że to jednak nie Timberlake i jego ekipa producencka nie podołali karkołomnemu zadaniu pożenienia country z R&B, ale samo założenie jest niemożliwe do zrealizowania, odsyłam was do błyskotliwego debiutu Nathaniela Rateliffa, do fenomenalnego „Movin’ Down the Line” z ostatniej płyty Raphaela Saadiqa, wreszcie do nagrań The Delines i Lake Street Dive. I pomyśleć, że być może wystarczyłoby, aby zamiast do Williamsa i Timbalanda Timberlake wykręcił numer do Ricka Rubina, który swego czasu zrobił znakomite płyty dla Dixie Chicks, The Avett Brothers czy Jakoba Dylana.

Justin Timberlake i jego postapokalipsa w wideoklipie do „Supplies”

A może to Justin Timberlake powinien wziąć udział w tworzeniu ścieżki dźwiękowej do kolejnej produkcji Marvela? W wideoklipie do „Supplies”, drugiego singla promującego Man of the Woods, Timberlake przedstawia wyrazisty komentarz na temat rzeczywistości. Podąża tym samym ścieżką obraną w „Filthy” i rozbudowuje swoją prasówkę o dystopijny, postapokaliptyczny obraz świata. Teledysk w reżyserii Dave’a Meyersa (autora między innymi klipów do „HUMBLE.” i „LOYALTY.”) koresponduje tu z pop-rapową warstwą muzyczną. Wśród pozostałych atrakcji mamy produkcję The Neptunes, Eizę González i zaskakujące zwroty akcji. Tytułowy las z nadchodzącego albumu Justina Timberlake’a musi być niezwykle ciekawym miejscem.

Pusha T potwierdza nowy album Clipse

hv88ro
Publikując na instagramie zdjęcia pracujących The Neptunes w studio, Pusha T zainicjował spekulacje na temat nadchodzącego albumu duetu Clipse. Okazuje się to prawdą, bo King Push wrzucił fotkę z bratem podpisując ją „It’s coming…”. Z pewnością jest to świetna wiadomość dla fanów rodzeństwa Thorntonów, chociażby z racji tego, że chłopaki nie nagrali nic razem od czasu Til the Casket Drops z 2009 roku (zajęli się wówczas solowymi karierami). Projekt nie jest jeszcze zatytułowany, ale praca wre. Jesteśmy ciekawi nowych produkcji PharrellaChada, lecz zanim te ujrzą światło dzienne, minie jeszcze sporo czasu. Będziemy informować was na bieżąco ;)

Nowy utwór: Usher „U Don’t Have to Call” (Durkin remix)

Usher_wallpaper

Grudzień to zdecydowanie najgorętszy muzyczny miesiąc w roku. Natłok pracy przy okazji wszelkiego rodzaju podsumowań, klasyfikacji i rankingów da się już odczuć w naszej redakcji. Tym bardziej, że 2013 rok podarował nam olbrzymią ilość dobrej muzyki. Wśród niej można wyodrębnić minimum kilkadziesiąt remiksów, które będą ciągnęły się za mną przez kilka następnych lat. Nie można jednak zapominać, że 2013 wciąż trwa i, jakby mu było mało, jeszcze intensywniej płodzi kolejne dźwiękowe bomby. Jedna z nich jest remiks ponadczasowego singla Ushera, „U Don’t Have To Call Me” zmajstrowanego przez Durkina z Bostonu. Amerykanin przearanżował produkcję PharellaChada,  która nabrała dzięki temu znacznie świeższych rumieńców. Sprawdzajcie śmiało.

Nowy utwór: Robin Thicke „Another Life”


Świeżutki track od Robina. Zaprezentowany po raz pierwszy w ramach telewizyjnego programu Duets utwór nosi tytuł „Another Life”. Nie wiadomo czy track ten jest zwiastunem nadchodzącego, szóstego albumu pana Thicke’a, czy po prostu luźnym singlem. Pewna jest natomiast niezła forma Pharrella Williamsa, który przypomniał w tym utworze o magii The Neptunes.

Każdy chce swój kawałek Oceanu

beoc

Oceanu a.k.a. Franka Oceana, croonera wszechobecnego w blogosferze Odd Future. Po tym jak na fale (tym razem) Internetu, wypłynął jego debiutancki mixtape nostalgia/U L T R A., oceaniczna bryza pokonując strome klify mainstreamu, zaniosła wieść o potencjale młodego artysty na (komercyjne) wyżyny rynku muzycznego. Z Oceanem do studia nagraniowego weszli już między innymi The NeptunesBeyoncé, a w ostatnim wywiadzie współpracę z muzykiem chwalił sobie weteran hip-hopu Nas. Tymczasem amerykańskie radio, niespodziewanie (przynajmniej dla mnie) zaczęło grać jeden z kawałków z nostalgia/U L T R A.„Novacane”. Obecnie numerowi udało się znaleźć na #58 miejscu listy R&B. Oby tak dalej! Odsłuch poniżej.

Nowy teledysk: Clipse „Kinda Like A Big Deal” ft. KanYe West

(Wyjątkowo teledyskowy dzień w ,,soul misce”!)

„Till the Casket Drops” duetu Clipse jest jednym z najbardziej oczekiwanych hip-hopowych albumów tego roku. Od wydania ostatniego krążka „Hell Hath No Fury” minęły już prawie 3 lata, a więc można podejrzewać, że wszyscy wielbiciele Clipse stoją w blokach startowych, nie mogąc doczekać się nowego materiału (w tym wyżej podpisana). Mamy już pierwszy zwiastun płyty, która W KONCU ma ukazać się we wrześniu. Kawałek „Kinda Like A Big Deal” został wyprodukowany przez DJ-a Khalila, a gościnnie udziela się w nim KanYe West, który porzucił auto-tune’a i wreszcie przemówił ludzkim głosem. Efekty są zadziwiająco dobre. Teledysk za to zupełnie nie zachwyca i w zasadzie mógłby nie istnieć. Wygląda on tak:

W sieci pojawił się również wyprodukowany przez The Neptunes utwór „Eyes On Me”, w którym Clipse towarzyszy Keri Hilson. U nas do odsłuchania po rozwinięciu. (więcej…)

Białe spodnie Pitbulla i Pharrella

blanco

Ale nie spodnie spodnie, ale raczej spodnie muzyczne, jako że nie zwykłem pisać o częściach garderoby. PitbullPharrell wspólnie z okazji soundtracku do, zapewne wspaniałej, czwartej już części „Szybkich i wściekłych” nagrali coś co można by nazwać latin-pop-rap-bangerem. „Blanco” to wzruszająca i z pewnością płynąca z głębi serca oda do białych spodni, czy może raczej do kobiet je noszących. Panowie tak się rozpędzili w swojej fascynacji tą częścią ubioru, że nawet stworzyli teledysk. Wyprodukowany przez Neptunesów utwór został też przy okazji ogłoszony singlem promującym film. Kawałek niestety nie zyskał pomocy ze strony stacji radiowych i w USA załapał się ledwie na ostatnią (#125) pozycję Bubbling Under Hot 100. Poniżej teledysk do kontemplowania.

Ponadto Pitbull coraz prężniej przygotowuje się do wydania swojego czwartego krążka „Rebelution”, reprezentowanego najpierw w 2008 przez singiel „Krazy”Lil Jonem (#30 US), a ostatnio przez „I Know You Want Me (Calle Ocho)”, który na Hot 100 radzi sobie coraz lepiej i w zeszłym tygodniu trafił na imponujące #23 miejsce, czyniąc kawałek zarazem najpopularniejszym utworem Pitbulla od początku kariery! W jednym z utworów na albumie gościnnie pojawi się też Robin Thicke.

Nowe utwory: Common – Gladiator

Do 9 grudnia zostało już tylko kilka dni.  W internecie pojawiła się kolejna  zajawka zwiastujące 9 LP Lonniego. Gladiator. Pierwszy z nich,  to  wariacja n/t The People  z ostatniego krążka, mocny bit, rozwscieczony Common i melancholijny refrenik, tyle, że autorstwa wielmożnego Pharrella Williamsa, który nie zaskoczył niczym ciekawym, od czasów Electric Circus

Drugi utwór, o którym już pisała emm!, posłuchasz tu, to dzieło Kanye West. Tym razem padło na Commona. Nie jest chyba zaskoczeniem, że jako trzeci, musiał pojawić się vocoder, dyskretnie czychający w podkładzie. Punch Drunk Love jest niezłe, zawsze dobrze się działo, gdy obu panów współpracowało, co prawda wyczerpali trochę formułę na Finding Forever, ale dobrze się stało, że nie próbują autoplagiatowania i nie brzmi to jak Be (part 3). Nowy album Commona Universal Mind Control chyba będzie chorował na to samo, co Finding Forever, czyli brak spójności, konceptu  i oddechu. Niemniej jednak czekamy na premierę.

Nowe utwory z Pharrellowym dotykiem

Przed Wami, drodzy czytelnicy i słuchacze, dwa nowe utwory, które łączy postać wszędobylskiego Pharrella W. Dawno u nas nie gościł. Kawałek nr. 1 to kolaboracja z niejakim Young Jeezy’em zatytułowana Rumor has it. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to Young Jeezy … cóż, cała ta muzyczna przygoda mogła się skończyć o wiele gorzej. Produkcja na wysoce przeciętnym poziomie, nie przeszkadza, nie rani, ale nie wnosi też nic odkrywczego. Pharrell w wybitnie Pharrellowym stylu robi użytek ze swoich możliwości falsetowych. To by było na tyle. Efekty?

Z kolei w utworze nr. 2 Williamsa w ogóle nie uświadczycie, bo w tym przypadku ukrył się on za konsoletą. The Neptunes stoją bowiem za produkcją poniższego kawałka, pochodzącego z najnowszego albumu Commona, którego premiera już za niewiele ponad tydzień. W Punch Drunk Love usłyszycie także KanYe Westa w postaci jak najbardziej przystępnej, pierwotnej, takiej jaką poznaliśmy na początku jego publicznego istnienia, zanim jeszcze nie przeszedł on na ciemną stronę auto-tune’a. Kompozycja napawa mnie nadzieją na to, że może jednak mój Kejn, a Wasz KanYe, zawróci z tej złej drogi, którą obrał w chwili zamroczenia i powróci do swoich korzeni. A nowe wydawnictwo Common zapowiada się całkiem smakowicie. (więcej…)

John Legend – Evolver (Recenzja)

 

Trzecia płyta Johna Legenda Evolver może nie do końca zaskakuje, ale dla zagorzałych wielbicieli będzie niespodzianką.

(więcej…)

Nowy teledysk: N.E.R.D. „Spaz”

Spaz jest drugim singlem i teledyskiem z jeszcze świeżej i pachnącej płyty N.E.R.D. zatytułowanej Seeing Sounds. I albo chłopcy sami zaciągnęli sobie pasa, albo ktoś inny na nich przyoszczędził, bo jak na załączonym obrazku widać, wideoklip jest skromniutki. To ma dobre strony. Nie ma nic gorszego niż wysokobudżetowy, ale totalnie skopany klip. W takich przypadkach zaczynam myśleć o wszystkich głodujących na świecie ludziach, których można by wykarmić za sumę na niego wywaloną. Przy tych Nerdach moje ludzkie uczucia mogę spokojnie z powrotem schować do szafy, nie bojąc się, że zniszczą mój misternie dziergany na szydełku kąśliwy wizerunek. W każdym razie, oto chłopcy z The Neptunes i ten trzeci w swoim wysoce alternatywnym ę ą projekcie. To brzmi absurdalnie, wiem. Ale z drugiej strony trudno temu zaprzeczyć.

Co Nerdy widziały – recenzja

seeingsounds

To może się wydać niewiarygodne, ale jeszcze nie słuchałam najnowszego albumu N.E.R.D., choć jest to jeden z moich ulubieńszych zespołów. I podczas gdy ja czekam, aż moja kopia przyleci ze Stanów (już w tym tygodniu!), niektórzy zdążyli już szczegółowo zrecenzować ten krążek. Czuję się niezmiernie pokrzepiona myślą, że moje kochane pieniążki nie poszły zupełnie na marne.

(więcej…)

Pharrell kontra Szwarceneger

pharrellEXZEBRATKOW sieć uderzył właśnie efekt współpracy PharrellaNicole Szwarceneger. Utwór nosi tytuł Heartbeat. Jest to najprawdopodobniej odrzut z solowego albumu panny Nicole, który na szczęście na razie nie ujrzał światła dziennego. Dzięki Ci, Xenu. Co ciekawe, na ostatnim albumie Madonny znalazła się bliźniaczo-jajowa kompozycja, zatytułowana … nigdy nie zgadniecie … Heartbeat ! To było trudne, non? Jak widać, u Neptunesów nic się nie marnuje. Zapewne lodówka Pharrella jest pełna takich resztek, czekających na przekazanie ich w jakieś dobre ręce. Nigella Lawson zbiera niezużyte białka od jajek (!), mój ojciec niespożytkowane ciasto na pizzę, a Pharrell Williams zapełnia swój zamrażalnik niewykorzystanymi utworami. Choć znajduje tam także z pewnością miejsce dla kilku mrożonych żeberek, żebrątek, itp. Nie wyszło z jednym, to pójdzie z drugim. To wręcz ekologiczne podejście, ale na pewno odbija się to na świeżości, czytaj: jakości. Sprawdźcie sami jak mrożą Neptunsi. Za pierwszym podejściem razem Pharrellowi wydawało się, że jest jakimś (bip!) Prince’em, a wszyscy wiemy, że le Mały Książę jest tylko jeden. Następnie musiał poddać się zupełnie przed królową Madonną. Pharrellu, proszę … Ty się zastanów.

Pharrell ft. Nicole Scherzinger: Heartbeat
[audio:heartbeat.mp3]
Madonna: Heartbeat
[audio:04-madonna-heartbeat.mp3]

Nowy teledysk: Madonna „Give It 2 Me” ft. Pharrell

Babcia Madonna ! Z okazji dzisiejszego dnia dziecka przynosi Wam cukierek w postaci swojego najnowszego wideoklipu. Towarzyszy jej Pharrell, który myśli, że jest moim Żebrątkiem, ale nim nie jest, ponieważ moje Żebrątko jest gorące, a Pharrell Williams niekoniecznie. Krypto reklama torby Hermes sprawia, że mam mieszane uczucia. Choć i tak lepiej się go ogląda niż Justina i jego wylewające się z każdego kadru za duże ego. Wracając do klipu, jak to powiedział Perez, gdyby teledyski do Borderline, Hung UpHollywood miały dziecko, nadano by mu imię Give It To Me. Nie dałoby się tego lepiej streścić. I zauważcie, Madge ma 50 lat. Pięćdziesiąt. Zawsze byłam dosyć sceptyczna do sztucznego podtrzymywania urody, skalpeli, itd., ale jeśli w wieku PIEDZIESIECIU lat można tak wyglądać, to też tak chcę. Oczywiście nie może to być desperacka walka, bo skończysz jak woskowa lala Nicole Kidman, jednak mniemam, że dobrze odmierzę proporcje. Umiejętność dobrego przepuszczenia się przez Photoshop, tak jak robi to babcia Maddy od kilku(nastu?) już klipów, byłaby również mile widziana.

]
P.S. To nie jest najwłaściwsza wersja klipu, bo ta została zdjęta. Gdy pojawi się ponownie, dokleję.

Solange w natarciu!

solange_leslie_kee.jpg02.jpg01.jpg03.jpg

Na dobre rozpoczęła się kampania promocyjna nowej, drugiej płyty Solange Knowles! Krążek młodszej siostry Beyoncé światło dzienne ujrzy już 26 sierpnia tego roku. Jak to określiła wokalistka, płyta będzie utrzymana w rytmach z lat 60. i 70., przeplatających się gdzieniegdzie z elektroniką. Nad całokształtem „Sol-Angel and the Hadley Street Dreams” pracują takie znakomitości, jak The Neptunes (odpowiedzialni za brzmienie pierwszego singla „I Decided”) czy Raphael Saadiq, wokalnie zaś udzielają się Bilal, Marsha Ambrosius z Floetry, Lil Wayne czy Estelle. Powyżej możecie zobaczyć najnowsze djęcia promocyjne 21-latki, które wykonał fotograf Leslie Kee. Bardzo trafiają w mój gust! <3

W tym tygodniu Solange kręciła teledysk „I Decided”. Poniżej możecie obejrzeć reportaż zza kulis. Będzie bardzo retro, bardzo różowo, może troszkę nasuwa się skojarzenie z „Bootylicious” Destinek, ale poczekajmy lepiej na rezultat. Reżyseruje znana wszystkim oglądaczom reedycji bijąsowego Bideja kobieta o wdzięcznej ksywce Melina. Nie mogę się doczekać premiery klipu! Już za samą ambicję i chęć zrobienia czegoś niebanalnego młodsza Knowlesówna ma u mnie wielki kredyt zaufania!

Na koniec jeszcze pierwszy singiel do posłuchania. Enjoy!

POSŁUCHAJ I DECIDED (ALBUM VERSION)

Nowy teledysk: Jay-Z „I Know” feat. Pharrell

Jak w tytule. W klipie nie zobaczymy ani Jay’a, ani Pharrella Żebrątka. Jest za to córa Lenny’ego Kravitza i Lisy Bonet, Zoe Kravitz. Wydaje się, że przede wszystkim oni tam w tych Hollywoodach z mlekiem matki wysysają parcie na szkło i obsesję sławy. Z talentem bywa natomiast różnie. Uroda dziedziczona po pięknych rodzicach też jest kwestią dyskusyjną (patrz. Rummer Willis). Ale może sami ocenicie, jak zapowiada się Zoe Kravitz w tym teledysku o niezwykle dziwacznej fabule. Szczerze powiem, absolutnie nie wiem, o co tu kamam, ale podoba mi się. Przynajmniej nie jest standardowo, żadnych fur, ani lachonów. Takie E.T. (?) z Zoe w roli głównej.

New Joint: Usher & Pharrell "Only One"

Przepraszam za trzy posty od Usherze pod rząd, ale właśnie znalazłem świeżo wyciekły kawałek i nie mogłem sobie darować. Kawałek nosi tytuł „Only One” i tradycyjnie nie wiadomo z jakiej jest okazji. Wiadomo natomiast, że na featuringu Uszatkowi towarzyszy niejaki Pharrell (a.k.a. half a Neptune). Produkcja także brzmi podejrzanie Neptunesowo, ale nie dam sobie ręki uciąć. Ogólnie utwór to takie „pitu pitu”. Poprzedni leak oceniam zdecydowanie lepiej. Jakość także nie powala, ale mimo wszystko…

Jako bonus do tego dość mdłego wycieku, dołączam nie do końca już świeży, ale nadal smakowity Wifey, w którym to także Uszatka wspomógł Pharrell.

Timbo idzie za ciosem


Nie, nie chodzi o cios dosłowny, jak ten swego czasu w Berlinie. Jak podaje rap-up.com Timbaland idzie za ciosem i na fali sukcesu albumu Shock Value zamierza nagrać jego drugą część. Będzie ona zatytułowana niezwykle odkrywczo, jej tytuł to właśnie … nigdy nie zgadniecie … Shock Value II ! Tim podobnież nagrał już kilka kawałków z towarzyszeniem Akona, Linkin Park oraz zdradzającej The Neptunes, Gwen Stefani. Cieszycie się ? Ale tak szczerze … nie dostaliście jeszcze Timbalandowej zadyszki, tudzież przejedzenia ?

NOWE N*R*3*D

Jak na razie – wiosna przyszłego roku.
Jak na razie – jak zwykle Interscope.
Jak na razie – album będzie nosił tytuł N*R*3*D.
Jak na razie, bo znając historię In My Mind … (już nie wspominając o Out Of Mind … ) może być różnie …
Choć tym razem Pharrell jest wyjątkowo dyskretny, więc może wszystko pójdzie z planem. OBY! Czy też tak jak ja przebieracie nogami z niecierpliwości w oczekiwaniu na ten album ?!