Marika i jej bogactwo czyli nowa płyta „Plenty”

Data: 1 września 2008 Autor: Komentarzy:

plenty_marika.JPG

Tak tak, Marika zawsze była kwestią sporną, ma pewnie tyle samo fanów jak i antyfanów. Nie wiem jak Wy, ale ja ją znam od dawna. Bodajże od 2005 roku, wtedy wzięła udział w wielce popularnym spektaklu muzycznym „12 Ławek”. Jako młoda gniewna i fanka musicali (to mi zostało do dzisiaj), bujałam się, skakałam i szalałam do piosenki „Piękne Panie”. Wraz z wiekiem powoli miłość mi mijała. Latem 2007 wyszedł jej promo singiel „Moje serce”. Przyciągnął mnie, ale tylko na chwilę. Minęło pól roku,a krążka nadal nie było widać. Musiał minąć prawie bity rok, żeby płyta „Plenty” ujrzała w końcu światło dzienne, poczuła zapach i wygodę sklepowych półek. Powiem Wam, że nigdy chyba nie byłam bardziej zaskoczona.

Radzę wszystkim zmienić tok myślenia o niej, jako wokalistce reggae i tylko reggae. Różnorodność stylów tworzy doskonały muzyczny koktajl. Marika ociera się o nu-jazz, neosoul, d’n’bass i funk. Wielbiciele starej Mariki niech nie czują się oburzeni, o Was także nie zapomniała. Swoją obecność na albumie zaznaczył Numer Raz („Wierzę w cuda”) i Fisz („Pieniądze połamane”), a jakże! Marta Kosakowska (po mężu Zarębska) rymować się nie boi i wychodzi jej to bardzo fajnie. Oprócz szybkich i rytmicznych kawałków, które powinny śmigać po stacjach radiowych ( m.in „Masz To”, „Funky So Sure”), mamy też głębokie ballady („Just Call”, „Lullaby for J”, „Stop” i inne). Bezapelacyjnie bardzo dużym atutem „Plenty” są teksty piosenek, przemyślane i prawdziwe. Nie sztuką jest posługiwać się górnolotnym słownictwem, ale za pomocą prostych, choć nie głupich słów wyrażać umiejętnie emocje. Udało jej się to. Płyta jest długa, ma 15 kawałków i wysłuchanie jej zajęłoby Wam aż (tylko?) 55 minut. Ja byłam nastawiona bardzo, bardzo sceptycznie. Posłuchajcie bo warto. Intensywny muzyczny seans.

Komentarze

komentarzy