Witajcie. Oto kolejny dzień na planecie Ziemia, którą – jak to daje się już od dawna zauważyć – opanowała kultura remiksu, coveru, zapożyczania, przetwarzania, przerabiania, zżynania, przegrywania, ,,przekombinowywania”, odtwarzania itd. Czy kogoś jeszcze dziwi, że w zasadzie wszystko już było ? Pytanie, jakie za to powinno dzisiaj paść brzmi raczej – z jakim skutkiem się to robi i czy artystom, chcącym zmierzyć się z cudzym materiałem, udaje się mimo wszystko wycisnąć z niego nową jakość ? To da się sprawdzić. I tak oto poniżej mamy dwóch kandydatów, którzy mieli czelność zaśpiewać cudze kawałki, co z kolei daje nam prawo, aby wydać na nich wyrok i ocenić ich wersje. Panie mają pierwszeństwo, a zatem na pierwszy ogień idzie Jazmine Sullivan i jej cover Sealowego „Kiss From A Rose”, zaśpiewany we francuskim programie „Taratata” (swoją drogą, zwróćcie uwagę na to jak Francuzi wypowiadają „Jazmine”, w ogóle jak oni cokolwiek wymawiają po angielsku ! To zawsze daje mi niekończącą się radość, uwielbiam ich za brak kompleksów w tym względzie i tę wyższość, którą uważają, że mają … ).
Ładnie, poprawnie, bardzo zgodnie i wiernie w stosunku do oryginału, ale przez to dosyć przewidywalnie i niestety bez fajerwerków. Następny. Daniel Merriweather we wczorajszej audycji „Live Lounge” Radia 1, wykonał swoją wersję piosenki, która jest jeszcze w miarę świeża i dopiero co wkracza na drogę do stania się utworem kultowym, o ile oczywiście w ogóle nim stanie. Chodzi o ewidentnie inspirowany (,,inspirowany” jest tu eufemizmem terminu ,,zerżnięty” … ) brzmieniem lat ’80 kawałek „In For The Kill” brytyjskiego duetu La Roux. W Danielowym świecie brzmi to tak.
Na początku trudno mi było to kupić, ale po chwili i obniżeniu ceny przez Merriweathera , dokonałam zakupu tej interpretacji w promocji. Zrozumcie, bardzo trudno rozważać kupno tejże kompozycji, kiedy wie się, że na początku brzmiało to niczym kawałek ze ścieżki dźwiękowej do ,,Powrotu do przeszłości” …
Dzieci lat ’80, ja wiem, że wy wiecie … Co ciekawe, choć to trochę na marginesie, reżyserem zresztą bardzo znakomitego i osadzonego idealnie w epoce „In For The Kill” jest niejaka Kinga Burza, Polka wychowana w australijskim Melbourne, a następne ,,wyjechana” do Wielkiej Brytanii. Z kolei wspomniane Melbourne jest miastem rodzinnym … niejakiego Daniela Merriweathera ! Te zbiegi okoliczności. Nie wiem po co to wszystko piszę, powinnam była wkleić wszystkie 4 klipy i dorysować do nich wykres zależności. Może następnym razem. W każdym razie w tej chwili interesuje mnie to, jaki byłby wasz, planeto Ziemio, wyrok w sprawie wymienionych wyżej podejrzanych ? Następny !


Komentarze