Recenzja: Domo Genesis & Alchemist No Idols

Data: 5 października 2012 Autor: Komentarzy:

Domo Genesis & Alchemist

No Idols (2012)

Odd Future

Przez długi czas do Odd Future podchodziłem ze sporą rezerwą. Chłopaki przekonali mnie dopiero do siebie swoim debiutem studyjnym – The Odd Future Tape Vol. 2. Mniej więcej od tego czasu zacząłem śledzić poczynania składu, będącego dziś już niejako symbolem nowej fali w rapie, charakteryzującej się zupełnie inną estetyką brzmienia.

Dlatego też, gdy usłyszałem, że Domo Genesis wypuścił płytę nagraną na bitach Alchemista nieco się zdziwiłem. Raczej wydawało mi się, że obaj panowie reprezentują przeciwległe bieguny jeśli chodzi o styl, więc spekulując wcześniej na temat planów wydawniczych reprezentantów Wolf Gang na pewno bym nie wpadł na to, że dojdzie do takiej kooperacji. A jednak – w końcu doczekaliśmy się w Odd Future kogoś, kto nagrał całą płytę na samplowanych bitach.

No Idols to wypuszczony do sieci za darmo long play, na którym znajduje się 11 tracków wyprodukowanych w całości przez Alchemista. Wokale Domo urozmaica bardzo ciekawe zestawienie występów gościnnych. Oprócz ziomków ze składu: Tylera i Earla, możemy usłyszeć takie gwiazdy podziemia jak Action Bronson i Freddie Gibbs, legendę Prodigy, czy mniej znanych: Space Ghost Purp, Smoke Dza i Vince Staples.

Wbrew powszechnej opinii jakoby Domo Genesis był przyćmiewany przez swoich gości – choć faktycznie momentami brakuje mu tchu – rymuje dobrze i równo, podbijając rytm bitów mnogością rymów. W tych szalonych labiryntach słownych nie jest mu daleko nawet do Earla Sweatshirta. Pozostając przy gościach, inni także wypadają dobrze – w pamięć szczególnie zapada pierwsza zwrotka z utworu No Idols, w której Tyler, The Creator energicznie rymowane wersy kończy niepasującym spokojnym głosem przy zupełnie wyciszonym podkładzie.

Nie zawiódł także Alchemist – album obfituje w zapętlone gitarowe riffy, pocięte wokale o podwyższonej tonacji i kontrastujący z nimi głęboki bas. Bity jednak nie są tu w stu procentach klasyczne – Alc urozmaica płytę, dość często rezygnując z mocnych bębnów, co genialnie oddaje mroczny klimat niektórych utworów…

Zaułki dzielnic i sąsiedztw Los Angeles, gdzie nie dociera miejski monitoring, czy nowojorskie ulice późną nocą, podczas ulewy jakiej nie pamiętają nawet najstarsi wyborcy Rudego Giuliani, tam właśnie przenoszą nas takie kawałki jak „Fuck Everybody Else”, „Elimination Chamber” czy „The Daily News” – będące najmocniejszą częścią albumu. Ale No Idols nie jest jedynie potencjalnym soundtrackiem do filmu gangsterskiego – Domo i Alchemist mają w zanadrzu także bardziej chillujące czy wręcz refleksyjne kawałki („The Feeling”, „Gamebreaker”, „All Alone”).

No Idols to bardzo dobra płyta, łącząca artystów z dwóch różnych nurtów rapu, którzy doskonale odnaleźli się współpracując ze sobą. Domo Genesis udowodnił, że nie jest tylko tłem w składzie Odd Future, a Alchemist na pewno zyska sobie dzięki niemu nowych fanów.

Komentarze

komentarzy