Wystawa soulu nowoczesnego: relacja z pierwszego koncertu Bilala w Polsce

Data: 11 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

bibibibi

Wyjątkowy koncert Bilala okiem (i uchem) Miskowych krytyków sztuki. Zapraszamy do lektury!

Kontekst

9 listopada mieliśmy okazję by zapoznać się z wystawą twórczości Bilala Olivera. Pochodzący z Filadelfii artysta przez kilkanaście lat swojej działalności zdążył się wpisać w historię sztuki swego miasta niczym Thomas Eakins, Ian Hornak czy Cecilia Beaux. Nie każdy koneser zgodziłby się postawić wszystkich powyższych artystów w jednym szeregu — choćby ze względu na czasy działalności oraz odmienność stylów. Poprzednicy Bilala cenili sobie realizm i wierność w stosunku do konkretnego nurtu, bohater wczorajszego wieczoru jest artystą zupełnie innym. Chociaż nigdy nie można było mu niczego zarzucić w kwestii stosowanych w jego pracach technik, zawsze to emocje kierowały nim najbardziej i prowadziły jego sztukę w najróżniejsze strony. Począwszy od klasycznego soulowego ekspresjonizmu, Bilal wędrował w kierunku twórczości abstrakcyjnej i nieunikającej ideologii z epoki romantyzmu. Jego najnowsza (i zarazem pierwsza w Polsce) wystawa dotyczyła natomiast dzieła zatytułowanego A Love Surreal, w którym artysta odnosi się bliższego mu chronologicznie nurtu, jakim jest obecny w tytule surrealizm. To, czego byliśmy świadkami podczas sobotniego wieczoru było nie tylko przedłużeniem wizji Salvadora Dalí, Giorgio de Chirico i René’a Magritte’a, ale także uhonorowaniem całego dotychczasowego dorobku artystycznego pana Olivera.

Właściwa analiza obrazu

Kompozycja

Nie mniejsze znaczenie niż wystawa sami-wiecie-kogo miała poprzedzająca ją ekspozycja Night Marks Electric Trio. To artyści z gatunku tych paradoksalnych, którzy hołdują klasyce, jednocześnie swoimi działaniami całkowicie jej zaprzeczają. Tym razem jednak ich poczynania zostały zdominowane przez dwie postacie, niegdyś pierwszoplanowe wokalistki w tym kraju, PaulinęNatalię Przybysz (ale nie mówcie nikomu, że tam była; to tajemnica!). Dziewczyny, występujące obecnie pod pseudonimem Archeo Sisters, przygotowały mocno obiecujący materiał, który nie tyle przywołał w naszej głowie kolorowe obrazy sprzed kilku lat, gdy prezentowały się jeszcze jako Sistars, co wprowadził do naszej podświadomości myśl, że niezależnie od gatunku jaki tworzą, jest to dzieło sztuki. I niech dowodem na tę niekończącą się siłę grupy będą przepalone klawisze Marka Pędziwiatra.

I wydawać by się mogło, że udana wystawa Bilala to zwieńczenie, jakie marzy się każdemu koneserowi sztuki, dopóki nie zaczęła się, trwająca do godzin rannych, improwizacja z Siostrami, a także anonimowymi wokalistkami w tle. Spontaniczne jam session jako odpowiednik muzycznego happeningu sprawiło, że ta noc przeszła już do historii.

Paleta barw

Prezentowanie swoich dzieł chronologicznie byłoby dla Bilala zabiegiem zbyt oczywistym, dlatego też pokaz jego soulowego rzemiosła, które pośrednio doprowadziło go do fascynacji surrealizmem, przeplatał się z tegorocznymi numerami, w nieuporządkowanym szyku. Swobodne „Soul Sista”, dynamiczne „Back To Love” czy pełne zadumy „Butterfly” sprawiło, że nie jeden widz, pytał siebie w myślach „to jawa czy sen?”. Dobór kawałków w pełni oddał oryginalny charakter jego dyskografii. Bilal „rozciągnął rzeczywistość” do granic możliwości.

Głębia

Opisując tę nadzwyczajną wystawę nie mogliśmy pominąć jednego z najważniejszych jej aspektów, czyli wokalu pana Olivera. Tak naprawdę niemałą trudnością jest dokumentne przedstawienie ekspresji talentu jaką tryskał na płótno (słuchaczy). Bilal robił ze swoim fenomenalnym głosem rzeczy magiczne, ukazując przy tym piękną głębię, zarówno liryczną jak i emocjonalną. Bezproblemowo przechodził przez dźwięki i nie ukrywam, że nadzwyczajną przyjemność sprawiało patrzenie na lekkość, z jaką bawił się śpiewem z liniami melodycznymi czy wysokimi i niskimi tonacjami.

Tłem pierwszoplanowej postaci w obrazie był Micah Robinson, który wraz z muzykami będącymi na scenie robił coś, dzięki czemu człowiek jeszcze bardziej docenia możliwość oglądania takich sztuk na żywo. Idealnym uhonorowaniem możliwości Robinsona było coś w rodzaju improwizacji, podczas której dane mu było zmierzyć się z Mistrzem i przez blisko 10 minut namalować dzieło niemal doskonałe, a na pewno wywołujące ogrom wrażeń.

Muzycy wraz z Bilalem na około dwie godziny zaprosili nas do bycia uczestnikami bezbłędnego, spójnego i świadomego grania, które jednocześnie stanowiło, wydawałoby się, jedną, aczkolwiek wielce przemyślaną improwizację pełną soulu, jazzu, funku a nawet rocka.

He’s „got a style that changes everything.”

Przestrzeń

W „Lost For Now” Bilal zaśpiewał „it’s me alone on this ride” i tak też można było się poczuć podczas sobotniej ekspozycji geniuszu pomimo, że w kameralnej sali Cafe Kulturalna nie istniało coś takiego jak wolna przestrzeń.

Bilal podczas tego wieczoru przeniósł wszystkich tam obecnych do innego świata; świata pełnego miłości, magii i wszechobecnego surrealizmu, który widoczny był zaraz po przekroczeniu progu Pałacu Kultury. Nieduża powierzchnia Kulturalnej idealnie nastrajała pomimo swej surowości oraz, jak mogło się wydawać, pewnego rodzaju kontrastu w odniesieniu do muzycznej strawy, którą zaraz mieliśmy otrzymać. Jak się okazało scena ustawiona zaraz przed głównym barem ze ścianą butelek za sobą była nieposzlakowanym pomysłem w pełni oddającym zamysł A Love Surreal.

Wyśmienita gra świateł i kolorów dodatkowo wywoływała intymną atmosferę i niezwykłą bliskość z artystą. Ci, którzy przyszli na koncert Bilala nie do końca świadomi jego geniuszu (byli tacy?), wyszli z klubu zakochani. Ci, którzy znali jego dar po dziś dzień mają problem z ochłonięciem. Chyba nie było na sali osoby, która w jakikolwiek sposób odczuwała niezadowolenie. Tym bardziej, że wszyscy stanowiliśmy integralną część tej wystawy.

Interpretacja obrazu

Prezentacja sztuki Bilala w klubie Cafe Kulturalna przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Kunszt tworzących ją artystów zachwycił i wzruszył bardzo wymagającą i świadomą grupę obecnych tam koneserów dźwięków najwyższej jakości. Surrealizm nazywany jest często nadrealizmem. Bilal namalował swoją ekspresją, talentem i charyzmą rodem z Prince’a to, co nie zostało jeszcze nazwane, ale na pewno stoi ponad tym, co dane nam jest znaleźć w całej koncertowej kolekcji Miski (a jest bardzo bogata).

„W malarstwie założeniem surrealizmu było wyrażanie wizualne percepcji wewnętrznej. Artyści starali się wykreować obrazy burzące logiczny porządek rzeczywistości.”

W ten wieczór Bilal, jego zespół, Night Marks Electric Trio, NataliaPaulina Przybysz oraz główny organizator – Warsoul, zafundowali nam doskonałe zaburzenie porządku w sztuce, zwanej muzyką.

CHOJNY, EYE MA, DZESI, LEJDI K

Komentarze

komentarzy