Recenzja: Erykah Badu But You Caint Use My Phone

Data: 28 listopada 2015 Autor: Komentarzy:

Erykah Badu

But You Caint Use My Phone (2015)

Motown

Jeśli miałbym wybrać jedno jedyne nagranie najpełniej opisujące dobiegający już powoli końca rok, nie wahałbym się ani chwili. „Hotline Bling” Drake’a nie bez powodu można już teraz nazwać ikonicznym, nawet bez pomocy obłędnego teledysku. Drake’owi w charakterystyczny dla niego sposób udało się bowiem bezbłędnie zamknąć w jednym nagraniu trendy konstytuujące w ostatnim czasie brzmienie i treść czarnej muzyki — zarówno te mniej, jak i bardziej oczywiste na czele z post-minimalistycznym podejściem do hiphopowej tkanki. Sukcesu tej miary jednak z pewnością by nie było, gdyby nie to, że muzyk wykazał się otwartym umysłem i co równie ważne dystansem do swojego otoczenia i siebie samego. Sampel automatu perkusyjnego wystukującego pseudolatynoski rytm okazał się strzałem w dziesiątkę. Wkrótce „Hotline Bling” coverowali wszyscy — od Justina Biebera po Sufjana Stevensa. Nie zabrakło wśród nich samej Eryki Badu.

Królowa neo-soulu, która swój ostatni na tę chwilę album, wydała ponad pięć i pół roku temu, zainspirowała się podejściem Drake’a do materiału na tyle, że wkrótce po udostępnieniu monumentalnego siedmiominutowego remiksu „Hotline Bling” pośpieszyła z zapewnieniami, że na tym nie koniec — ideę postanowiła rozszerzyć do formy jedenastoczęściowego koncepcyjnego mikstejpu skupionego wokół szeroko pojętego telefonowania — od „Hi” po „Hello”. To kreatywna zabawa, artystyczny kaprys, ale znakomicie brzmiący i jeszcze lepiej korespondujący z muzyczną rzeczywistością 2015 roku. Ale po kolei. Nie jest to ani Badu polityczna i progresywna, ani tym bardziej Badu liryczna i neo-soulowa. To Badu z dystansem do siebie, eksperymentująca, remiksująca — wydawałoby się, dość losowe treści w niezbyt wyrafinowany i przemyślany sposób, ale jednak zaskakująca płynnością, koherencją i świeżością brzmienia. Zaskakująca także precyzyją swoich obserwacji i biegłością w przekładaniu ich na własną muzykę. Bo to, że wspomniane „Hotline Bling” jest podstawą całego przedsięwzięcia to jedno, a to, że Badu na pierwszym oficjalnym mikstejpie w swojej karierze bawi się właśnie w post-minimalistyczne R&B na hip-hopowych bitach wcale nie wynika z użycia przeboju Drake’a samo przez się. Jeszcze inną rzeczą jest natomiast niewątpliwy talent Badu do robienia czegoś z niczego — podparty znakomitymi umiejętnościami, charyzmą, fascynującą osobowością i swoistym głodem nowej muzyki, który po pięciu latach muszą odczuwać rzesze fanów. Biorąc pod uwagę, że But You Caint Use My Phone absolutnie nie jest tym, czego po Badu ktokolwiek z nich oczekiwał, można by napisać, że ten mikstejp to idealne guilty pleasure, ale o żadnej winie w tym przypadku mowy być nie może. Jest tu za to mnóstwo muzycznego funu.

Z perspektywy Badu trudno nie zauważyć, że Badu od dawna wyrażała jakieś zainteresowanie telefonowaniem — od „Tyrone” promującego Baduizm Live po dedykowane J Dilli Telephone z pierwszej części Nowej Ameryki. Artystka o tym nie zapomina, wplatając w bieg nowego wydawnictwa cytaty z obu numerów — linijka z „Tyrone” była zresztą bezpośrednią inspiracją dla tytułu płyty. Na tym jednak powiązania z wcześniejszymi albumami piosenkarki się nie kończą, bo pomimo tego że do tej pory nigdy nie brzmiała tak oszczędnie i syntetycznie, trudno nie odnieść wrażenia, że część rozwiązań muzycznych zastosowanych na mikstejpie przypomina jej wcześniejsze nagrania — jak chociażby jeden z motywów użytych w centralnym punkcie płyty „Cel U Lar Device”, bliźniaczo podobny do beatu „Soldier” z 2008 roku. „Cel U Lar Device” to zresztą nic innego jak właśnie „Hotline Bling” według Badu, która po swojemu popsuła trochę przejrzystą strukturę numeru zaprojektowaną przez Drake’a na rzecz ewoluującej w czasie neo-soulowej improwizacji. Nie sposób pominąć także otwierającej album suity „Caint Use My Phone” przechodzącej od melodii wygrywanej na klawiaturze telefonu do intensywnego wokalnego finału — nie trudno wyobrazić sobie piosenkarkę włączającą tę część płyty w program któregoś ze swoich koncertów. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak brzmiałaby Badu na Neptunesowym bicie, koniecznie posłuchajcie „U Don’t Have to Call”, które zgodnie z tytułem jest coverem przeboju Ushera z 2002 roku. Zanim płyta dobiegnie końca, będzie jeszcze okazja usłyszeć zaskakująco funkującą wariację na syntezatory mowy i klasyczny 80’sowy hiphopowy bit oraz dwa numery nagrane wspólnie z niejakim ItsRoutine, wokalnym naśladowcą Drake’a brzmiącym momentami niemalże jak oryginał, wprowadzając słuchaczy w błąd. Całość zamyka wyciszony duet z André 3000 — o ile dobrze liczę, pierwsze muzyczne spotkanie byłych kochanków od ponad 15 lat, kiedy Badu można było usłyszeć w „Humble Mumble” na Stankonii Outkast.

Przed przesłuchaniem But You Caint Use My Phone nie dało się nie pomyśleć, że byłoby lepiej gdyby Badu skupiła się raczej na nowym materiale autorskim niż na remiksowaniu Drake’a. Po odsłuchu nic nie jest już takie jednoznaczne.

Komentarze

komentarzy