Recenzja: Mick Jenkins The Healing Component

Data: 7 października 2016 Autor: Komentarzy:

mick-jenkins

Mick Jenkins

The Healing Component (2016)

Cinematic Music Group

W 2016 roku mieliśmy już okazję usłyszeć co najmniej dwie bardzo głośne premiery z Chicago. Pierwsza z nich to oczywiście długo oczekiwane i kontrowersyjne The Life of Pablo Kanyego Westa, druga natomiast to niemal zewsząd chwalone The Coloring Book od Chance’a the Rappera. Niedawno do tej dwójki dołączył Mick Jenkins wraz ze swoim oficjalnym debiutanckim albumem The Healing Component. Kiedy dwa lata temu światło dzienne ujrzał jego mixtape The Water[s] Mick momentalnie stał się jedną z nowych rapowych twarzy, z którymi pokładane są największe nadzieje słuchaczy. Głównie dlatego, że posiada chyba coraz rzadziej spotykaną umiejętność tworzenia rapu, który miałby w sobie tyle samo poetyckiej wrażliwości co społecznego zaangażowania.

Podobnie do ostatnich projektów Jenkinsa THC jest przede wszystkim albumem konceptualnym. Głównym motywem The Water[s] oraz zeszłorocznej epki Wave[s] była uzdrawiająca siła wody, która przedstawiona była jako metafora prawdy. Tym razem Jenkins poszedł jeszcze dalej i cały swój nowy album zbudował wokół miłości w jej różnych odcieniach. Pochodzący z Chicago raper stosunkowo mało miejsca poświęca temu pojęciu w romantycznym kontekście, a dużo więcej opowiada o miłości jako szerzeniu pozytywnego myślenia, pokoju i szacunku względem innych ludzi i samego siebie. Nie zabrakło też licznych odniesień do religii i duchowości, przez co The Healing Component czasem przywołuje na myśl wspomniane już The Coloring Book. W przeciwieństwie do Chance’a Jenkins stara się jednak mieszać pozytywną energię i optymizm („Spread Love”, „Communicate”, „Angles”) z mroczniejszym momentami. Do takich należą na pewno najlepsze na płycie „Daniels Bloom”, „Fall Through” czy „Drowning” z BADBADNOTGOOD, któremu klimatycznie zdecydowanie bliżej do bluesa lub free jazzu aniżeli rapu w tradycyjnym wydaniu.

Poprzednie krążki Jenkinsa zdominowane były przez ciepłe, eteryczne i jazzujące brzmienie. W podobnej atmosferze zanurzone są podkłady na The Healing Component, chociaż wydaje się, że nowy album artysty jest w tym względzie nieco mniej hermetyczny od chociażby The Water[s]. Obok hipisowskiego hymnu „Spread Love” i wolno płynącego, zwiewnego „Angles” znajdziemy tu przecież jeszcze wyprodukowane przez Kaytranadę klubowe „Communicate”, a także przestrzenne i syntetyczne „1000 Xans” z całkiem udanym refrenem theMind. Te próby urozmaicenia warstwy brzmieniowej nie zawsze wychodzą jednak Jenkinsowi na dobre — najlepszym przykładem jest „As Seen in Bethsaida”, gdzie rycząca, dubstepowa elektronika ma się nijak do całościowego klimatu płyty. Z kolei „Strange Love” oraz „Prosperity” to przeciągnięte i monotonne zapychacze.

Nie da się ukryć, że budowanie całego materiału wokół tak abstrakcyjnego i w gruncie rzeczy wyświechtanego pojęcia jak miłość jest zadaniem dosyć trudnym. Na The Healing Component autorowi zdarza się ocierać o banał, jednak jego wszechstronność i liryczna kreatywność sprawia, że w niedalekiej przyszłości może stać w jednym szeregu z najważniejszymi przedstawicielami świadomego rapu pokroju Kendricka Lamara, Vince’a Staplesa czy Joeya Bada$$a.

Komentarze

komentarzy