Recenzja: Syd Fin

Data: 20 lutego 2017 Autor: Komentarzy:

7aa8d8be1cbf6987957127c2f740e58f-1000x1000x1

Syd

Fin (2017)

The Internet / Columbia

The Internet to grupa, która na przestrzeni ostatnich lat wysunęła się na czoło soulowego peletonu, jednocześnie nie oglądając się na innych i podążając własną drogą. Na pierwszej solówce Syd też w dużej mierze wybiera swoją ścieżkę, czerpiąc z najlepszych możliwych wzorców.

Nie oznacza to jednak, że piosenkarka zupełnie zerwała z brzmieniem macierzystej grupy. Otwierające płytę „Shake Em Off” mogłoby z powodzeniem znaleźć się na jednym z dwóch ostatnich krążków The Internet, a jednocześnie Syd tym utworem jakby chciała pokazać, że nie zapomniała, skąd wyrastają jej muzyczne korzenie. Podobnie jest z pojawiającym się pod koniec płyty „Dollar Bills”. Za to po pierwszym numerze brzmieniowo przenosimy się w to, co stylistycznie miała nam do zaoferowania końcówka lat dziewięćdziesiątych. „Know” to rasowy banger w stylu najlepszych produkcji Timbalanda, a zarazem jeden z najciekawszych utworów na płycie. Aż chciałoby się tu usłyszeć gościnny występ Aaliyah. „Nothin to Somethin” czy „Body” również nawiązują stylistycznie do twórczości tragicznie zmarłej artystki, ale Ginuwine też by się takich produkcji nie powstydził. „Smile More” także sprawia wrażenie jakby zostało nagrane ładnych parę lat temu. Widać zatem, że Syd odrobiła lekcje i wie skąd czerpać dobre wzorce. Właściwie jedynym zgrzytem w tej skądinąd spójnej mieszance jest singlowe „All About Me”, które nijak nie pasuje do reszty płyty. To ucieczka w trochę bardziej trapsoulowe klimaty i raczej nietrafiony wybór na kawałek promujący resztę materiału.

Ostatnimi czasy jesteśmy świadkami wysypu dużej liczby protest albumów, w których artyści soulowi dają upust swoim poglądom społecznym i politycznym. Wystarczy tylko przypomnieć ostatnie dokonania Solange czy D’Angelo. Syd nie daje się ponieść temu trendowi. Poza paroma wyjątkami skupia się raczej na różnych wymiarach relacji damsko-damskich, co w połączeniu z jej głosem daje całkiem ciekawy efekt. Bez zbędnych ozdobników i wokalnych trików ten przekaz w pewnym sensie wydaje się być jeszcze bardziej osobisty. Dobrze słychać to w „Over”, w którym pokazuje swoje spojrzenie na rozpadający się związek czy w „Know”, gdzie mówi o utrzymywanej w tajemnicy relacji z partnerką. Syd jest bez wątpienia świadoma swoim ograniczeń wokalnych i słychać, że stara się je przekuć na swoją korzyść.

Fin przedstawia osobiste spojrzenie Syd na muzykę, różniące się od dokonań The Internet, a czerpiące garściami z brzmień lat dziewięćdziesiątych i początku dwutysięcznych, ale jednocześnie jest to płyta nawiązująca do dokonań macierzystej grupy. Nie można tu na pewno mówić o poszerzaniu granic gatunku, ale jest to całkiem udana próba dodania kilku nowych barw do znanej już palety.

Komentarze

komentarzy