Recenzja: Calvin Harris Funk Wav Bounces Vol. 1

Data: 2 sierpnia 2017 Autor: Komentarzy:

Calvin Harris

Funk Wav Bounces Vol. 1 (2017)

Columbia

Jeśli Dua Lipa rzeczywiście nagrała godny pochylenia się nad nim debiut, nowy krążek Calvina Harrisa można by pewnie okrzyknąć płytą roku. Tymczasem nie tędy droga. Na Funk Wav Bounces Vol. 1 Harris faktycznie obrał ścieżkę zasadniczo różniącą się od jego dotychczasowych radiowych duetów z Rihanną i Ellie Goulding, ale potencjał ten krążka musimy jednak zamknąć w obrębie tegorocznego lata i w tym właśnie kontekście płyta nie może nie sprawdzić się doskonale.

Chociaż miłośnicy klubowej odsłony Harrisa mogli poczuć się odrobinę zawiedzeni, (zgodnie z tytułem) pierwsza odsłona Funk Wav Bounces to najbardziej koherentny, stonowany i przemyślany długogrający krążek producenta w jego dziesięcioletniej działalności wydawniczej. Harris zwrócił swoją uwagę ku szeroko pojętej stylistyce neo-dyskotekowej, zestaw dziesięciu nowych nagrań realizując w duchu syntezatorowego funku i disco rapu. Pomogła mu w tym plejada topowych piosenkarzy i raperów, których jednak udało się Harrisowi poprowadzić własną ścieżką. Ścieżką w kontekście brzmienia i koncepcji w pierwszym odczuciu przywodzącą na myśl Random Access Memories Daft Punk czy Uptown Special Marka Ronsona, ale jednak diametralnie różną na poziomie wykonawstwa. O ile francuski duet i brytyjski producent mogli pochwalić się dwoma potężnymi radiowymi hitami, o tyle przebojowy potencjał ich długogrających materiałów był ograniczony. Harris natomiast znakomicie wyważył punkt ciężkości Funk Wav Bounces, która rozkłada się z podobnym naciskiem na każde z dziesięciu nagrań na krążku. Przy niespełna 38-minutowym przebiegu płyty trudno tego lata o lepiej dobrany popowy zestaw piosenek do odbijania piłki na plaży, moczenia łydek w basenie czy popijania mojito pod parasolem w upalny dzień.

Bez dopisywania ideologii do muzyki udało się Harrisowi zrealizować niesamowicie przyjemny i pozytywny album, który nie przytłacza ani liczbą nagrań, ani listą zaproszonych gości. A ta jest długa. Niech o ostatecznym sukcesie Harrisa na tym polu zaświadczy to, że udało mu się zazwyczaj bezładny i nieporęczny wokal Katy Perry zamknąć w kompaktowym, niezobowiązującym hooku w „Feels”. Ani linijki nie prześpiewuje też Khalid, który w „Rollin” razem z Future’m tworzy idealny wakacyjny słoneczny jam z pogranicza elektropopu i synth funku. W swoich utworach pięknie odnajdują się też Travis Scott, Snoop Dogg czy Nicki Minaj — każde z nich wydaje się na swoim miejscu, ale jednocześnie nie narzuca własnym stylem i osobowością brzmienia nagraniu, w którym się pojawia. Najjaśniejszym punktem krążka pozostaje jednak wciąż bujające „Slide”, w którym do vibe’u Harrisa swoje trzy grosze dokładają Offset i Quavo, którzy wspólnie z Frankiem Oceanem na lekkim 80sowym bicie mieszają zrelaksowany rap z wokoderowymi wokalizami. Ocean co prawda brzmi tu momentami trochę jak emerytowany piosenkarz reggae, który po trzecim odwyku postanowił ostatecznie odstawić używki i zaczął śpiewać chilloutowe R&B, ale ostatecznie każdy z tych elementów sprawia, że Funk Wav Bounces Vol. 1 w prostolinijnym radiowym ujęciu to triumf klasycznego wakacyjnego popu.

Komentarze

komentarzy