40 najlepszych utworów 2017

Data: 16 grudnia 2017 Autor: Komentarzy:

Soulbowl20.

„Grant Green”

Mr Jukes feat. Charles Bradley

Island

Jednym z największych muzycznych zaskoczeń 2017 roku było, a w zasadzie wciąż jest, wydawnictwo przygotowane przez Jacka Steadmana, gitarzystę zespołu Bombay Bicycle Club, który pod pseudonimem Mr Jukes stworzył materiał przesiąknięty soulem, funkiem, bluesem oraz hip-hopem. Jednym z najjaśniejszych punktów wywoływanej płyty „God First” jest wspólny utwór z Charlesem Bradleyem, który demonstruje świetną chemię pomiędzy artystami. „Grant Green” kipi funkową energią, a niemalże wykrzykiwane na koniec wersy „Just take me high, take me higher!” uskrzydlają lepiej niż niejeden energetyk i sprawiają, że chce się na serio powalczyć z bezduszną grawitacją. — Dźwięku Maniak


Soulbowl19.

„Za wysoko”

Jarecki

Supa’High

Stało się tak, że Jarecki wydał jedną z najlepszych polskich płyt tego roku — kropka. Czym sobie zasłużył? Świetnie dobranymi numerami, w których wymieszał najpiękniejszy soul, hip-hop czy funk, okraszonymi nieco żartobliwymi tekstami, ale jakże trafnymi i mocno refleksyjnymi. „Za wysoko” to numer będący tego kwintesencją już od pierwszych wersów. Z jednej strony chce się płynąć, z drugiej zostajemy nieświadomie zmuszeni do myślenia, zadumy nad tym, co dzieje się dziś na świecie, by w końcu faktycznie oderwać się od ziemi i odetchnąć, skupiając się na tym, co najważniejsze — nie jest to kolejny „ot” przyjemny kawałek o niczym. No i ten głos! — Dżesi


Soulbowl18.

„Teenage Fever”

Drake

OVO Sound

Po nie do końca dobrze przyjętym Views, tym razem zamiast albumu otrzymaliśmy playlistę. Playlistę, która jest zbiorem różnych wcieleń Drake’a, a jednym z najlepszych jej momentów jest właśnie „Teenage Fever”. Melancholijna ballada o niespełnionym romansie albo wciąż żarzące się nastoletnie uczucia do międzynarodowej supergwiazdy popu – tego nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić. Pikanterii dodają plotki o romansie Drake’a i JLo, które podsyciły opublikowane przez nich zdjęcia. Najważniejszy jednak jest sam utwór, którego minimalistyczną, mocno basową produkcję autorstwa Haglera oparto na bezbłędnym samplu „If You Had My Love” wspomnianej wcześniej Jennifer Lopez. Drake w topowej formie nagrał niesamowicie klimatyczny utwór, który zgrabnie łączy dreszczyk nowej, rozwijającej się relacji z wspomnieniami nastoletnich romansów. Zdecydowanie czołówka alternatywnego R&B w tym roku. — Richie Nixon


Soulbowl17.

„XO Tour Llif3”

Lil Uzi Vert

Atlantic

„Lil Uzi Vert, jak i cały ten mumble rap to trochę żenada, ale jego »XO Tour Llif3« naprawdę daje radę” — oto jedno ze zdań często padających w tegorocznych dyskusjach o kondycji hip hopu. Faktycznie, trudno nie darzyć sympatią ekscentrycznego dzieciaka z Philly, przynajmniej za stworzenie tego właśnie bezlitosnego earworma. „XO Tour Llif3” to nie tylko pamiętny refren i kolosalna produkcja pana TM88. To także niezwykle szczera projekcja myśli młodego artysty, któremu nie do końca wychodzi łapanie życia za mordę. W czasie, gdy popowa aparycja utworu wprowadza w ekscytację, wersy Uziego nas z niej wyprowadzają, bo czy nie mamy tutaj do czynienia z prawdziwym wołaniem o pomoc? A może to właśnie ten dysonans nas najbardziej fascynuje? Zakręcona piosenka w sam raz na zakręcone czasy. — Chojny


Soulbowl16.

„Chanel”

Frank Ocean

Blonded

Jakiś czas po wydaniu albumów BlondeEndless, zupełnie z zaskoczenia dostaliśmy nowy singiel, który Frank Ocean zaprezentował światu podczas swojej audycji „blonded RADIO”. Numer „Chanel” to nie tylko znakomita, choć nieco minimalistyczna produkcja oparta na prostym motywie pianina. To przede wszystkim bardzo osobisty tekst, w którym z jednej strony pełno niepewności i przeciwstawnych sił, objawiających się chociażby kolejną próbą odpowiedzenia sobie na pytania odnośnie swojej seksualności czy zagrożeń codzinnego życia (takich jak hazard). W drugiej części nagrania odnajdujemy za to swoisty zachwyt sytuacją, w której jest już rozpoznawalną postacią posiadającą pieniądze oraz historie o nowo odnalezionej niezależności. — Efdote


Soulbowl15.

„Desafío”

Arca

XL

Arca rozbiera się przed słuchaczem — dosłownie i w przenośni — swoje uczucia, doznania i myśli wyrażając emocjami, zarówno na poziomie brzmienia, tekstów, jak i — w znaczącej mierze — nieoszlifowanego, na wpół amatorskiego paraoperowego wokalu. Wciąż brzmi dysonantycznie, ale tym razem muzykę porządkują słowa. „Desafío” to najbardziej klasycznie piosenkowy fragment w dotychczasowej dyskografii Arki. Zbudowany został na dwóch potężnych, piętrowo zaaranżowanych hookach i uderzającym ekspresją osobistym tekście o obezwładniających pragnieniach i towarzyszącym im uczuciom. W linijce „Listo o no, hay un abismo dentro de mí” — „Gotów czy nie, wewnątrz mnie jest otchłań” zawiera się istota całej stylistycznej przemiany Arki, co na swój sposób czyni z „Desafío” manifest artystyczny. — Kurtek


Soulbowl14.

„What the World Needs Now Is Love”

Dwight Trible feat. Matthew Halsall

Gondwana

Ciężko zrozumieć dlaczego tak mało muzycznych mediów zainteresowało się tegoroczną płytą Dwighta Trible’a, którą kalifornijski wokalista nagrał wspólnie z pochodzącym z Manchesteru instrumentalistą i producentem Matthew Hallsalem. Zwłaszcza, gdy na wydawnictwie znajdują się utwory, takie jak „What the World Needs Now Is Love”. Ta cudowna jazzowa kompozycja, zbudowana w głównej mierze na dźwiękach pianina i harfy, przywodzi na myśl najlepsze dokonania producentów złotej ery jazzu. Warto również zaznaczyć, że ten emocjonalny manifest jest śmiałą interpretacją piosenki o takim samym tytule, która w 1965 została napisana i wyprodukowana przez Hala Davida oraz Burta Bacharacha. — Dźwięku Maniak


Soulbowl13.

„Slide”

Calvin Harris
feat. Frank Ocean & Migos

Columbia

Najjaśniejszy punkt krążka Funk Wav Bounces Vol. 1, gdzie do vibe’u Harrisa swoje trzy grosze dokładają Offset i Quavo, którzy wspólnie z Frankiem Oceanem na lekkim bicie w stylu lat 80. mieszają zrelaksowany rap z wokoderowymi wokalizami. I choć Ocean brzmi momentami jak emerytowany piosenkarz reggae, który po trzecim odwyku postanowił ostatecznie odstawić używki i zaczął śpiewać chilloutowe R&B, to ostatecznie dzięki tej fuzji narodził się bujający hit, który na nowo zdefiniował dance. — Kuba Żądło


Soulbowl12.

„Love Galore”

SZA feat. Travis Scott

Top Dawg

Trudno o lepszy powrót po dłuższej nieobecności dla muzyka. To wprawdzie drugi singiel z Ctrl, ale to z jego wydaniem ruszyła machina promocyjna długogrającego debiutu SZA. I chyba całkiem słusznie, bo to jedyny tak wyrazisty i odstający utwór z albumu. SZA porzuca dominującą na krążku rolę „dziewczyny z sąsiedztwa”, żeby pokazać, że chemia między ludźmi może prowadzić do iście wybuchowych mieszanek. Dusznemu, słodko-gorzkiemu klimatowi utworu asystuje Travis Scott i przesterowany podkład. SZA i shoegaze? Niby niewiarygodne, a jednak brzmi dobrze — nie tylko na papierze. — MajaDan


Soulbowl11.

„Mood”

DVSN

OVO Sound

„Mood” ukazał się na miesiąc przed premierą drugiego albumu dvsn i skutecznie podsycił apetyty. Morning After nie zabłądził wobec obranego kursu na pierwszej płycie, co właściwie nie powinno budzić zastrzeżeń. Wrześniowy singiel jest na to najlepszym dowodem. Utwór kanadyjskiego duetu powinien znaleźć się w sztafecie olimpijskiej pościelówek i rozpoczynać zawody — zabrzmieć zanim jeszcze skorzystasz z pomocy Teddy’ego Pendergrassa i Maxwella. Bezbłędny falset Daniela Daleya w asyście subtelnego tła muzycznego dał w rezultacie pierwszorzędny soul na miarę drugiej dekady XXI wieku. Klimatu nie można również odmówić klipowi – na pierwszy rzut oka niekomplikowanemu, jednak przemyślanemu scenograficznie, przykuwającemu uwagę i nienachalnie wprawiającemu w dobry nastrój. A jak sam tytuł wskazuje, właśnie na stan ducha tu postawiono. — K.Zięba


strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy