40 najlepszych utworów 2017

Data: 16 grudnia 2017 Autor: Komentarzy:

Soulbowl10.

„Junky”

Brockhampton

Empire

Ten rok bezsprzecznie należał do Brockhampton. Liczba hitów wydanych w ciągu ostatnich kilku miesięcy przez Kevina Abstracta i jego ekipę jest absolutnie zdumiewająca, a największym spośród nich jest „Junky”, będący swoistym manifestem pierwszego rapowego boysbandu Ameryki. Szczególne wrażenie robi otwierająca piosenkę zwrotka Abstracta, w której mierzy się on z homofobią i własną seksualnością („Why you always rap about bein gay? / Cause not enough niggas rap and be gay”). Ten oparty na totalnie wykręconym, mrocznym i psychodelicznym bicie utwór, nie tylko pokazuje ogromny potencjał, jaki drzemie w tej grupie, ale również stanowi dowód, że ich pomysł na nieszablonowe, eksperymentalne, wręcz rebelianckie podejście do rapowej formy to nie tylko sezonowa ciekawostka, ale coś, co może niedługo stać się dominującym kierunkiem we współczesnym hip hopie. — Jędrek


Soulbowl9.

„Humble”

Kendrick Lamar

Top Dawg

Każda premiera od Kendricka Lamara stawia na nogi cały przemysł muzyczny i środowisko fanów. Nie inaczej było, gdy w świetnym “The Heart pt .4” artysta zarapował “Y’all got till April 7th to get y’all shit together”. Koncept nowej płyty K. Dot zdradził w wywiadzie dla “The New York Times”, mówiąc, że „obecnie jest skupiony na tematyce Boga”. Wszystko w pewnym sensie potwierdziło się 30 marca — w dniu premiery pierwszego singla z nadchodzącego albumu DAMN. “Humble” wzbudziło olbrzymie kontrowersje: trapowy bit Mike Will Made It, Kendrick, który w warstwie lirycznej stał w kompletnej opozycji do tytułu kawałka oraz kinowy teledysk autorstwa Dave’a Meyersa i The Little Homies (Dave Free i Kendrick we własnej osobie), gdzie mogliśmy zobaczyć serię nawiązań do Biblii, takich jak Ostatnia Wieczerza czy płonące głowy. Opowiadając o kulisach powstawania “Humble”, jego producent wyznał, że bit był oryginalnie przeznaczony dla Gucci Mane’a. Klip do “Humble” obejrzało do tej pory prawie 400 milionów osób, a utwór dotarł do pierwszego miejsca zestawienia Billboard Hot 100, zdobywając także aż 4 nominacje do nagród Grammy. — Adrian


Soulbowl8.

„The Story of O.J”

Jay-Z

Roc Nation

Ciekawe, ilu słuchaczy spodziewało się, że dopiero po ponad 20 latach solowej kariery wydawniczej Jay-Z odważy się nagrać najbardziej dojrzały i osobisty materiał w historii swojej działalności? 4:44 udowadnia jednak, że nie o samo zdobywanie się na odwagę chodzi, a o szczerość i wrażliwość, która twórczości Hovy towarzyszyła od zawsze, pozornie skrywana pod regałami ponadczasowych hitów i hip-hopowego przepychu. Okraszone przepięknym animowanym klipem „The Story of O.J.” to wnikliwy i osłupiająco błyskotliwy komentarz odnośnie sytuacji społeczności afroamerykańskiej, co zresztą jest jednym z najważniejszych motywów albumu. — Mleczny


Soulbowl7.

„Quarrel”

Moses Sumney

Jagjaguwar

Zaczęło się pięknie, ale niepozornie, a dopiero w sierpniu po opublikowaniu „Quarrel” zaczęła dziać się prawdziwa magia. W utworze artystę wspomogli twórczo Thundercat, Cam O’bi i Paris Strother z grupy King. Efektem tej współpracy jest Sumney nie tylko intymny i szczery, ale też dryfujący w stronę progresywnego jazzowego fusion pozostającego w ścisłym związku z neo-soulem. Fenomenalne nagranie. — Kurtek


Soulbowl6.

„Drew Barrymore”

SZA

Top Dawg

SZA, zafascynowana kilkoma filmami z lat 90., w których główne role grała Drew Barrymore, napisała do aktorki długi list. Opisała w nim jak mocno te obrazy ją ukształtowały i jak, oglądając je, poczuła się lepiej w okresie dojrzewania, gdzie nie zawsze łatwo o akceptację otoczenia. Menadżer artystki nigdy nie wysłał tego listu, ale skontaktował się z ekipą gwiazdy. SZA natomiast nagrała piosenkę, która nie tylko przez swój tytuł jest hołdem dla wspomnianych produkcji. To mocno sentymentalna i pełna nostalgii ballada opowiadająca o samotności, niezrozumieniu oraz szukaniu swojego miejsca w relacjach międzyludzkich. Warto dodać również, że w świetnym, dopełniającym całość klipie wyreżyserowanym przez Dave’a Myersa (mającego na koncie chociażby powalający obrazek do „Humble” Kendricka) pojawia się na moment sama Drew. Cała historia ma więc świetny finał. — Efdote


Soulbowl5.

„LMK”

Kelela

Warp

Utwór „LMK” był pierwszym singlem promującym ostatni krążek Keleli i jest on esencją brzmienia tejże płyty. Delikatny, zmysłowy głos wokalistki osnuwający niepokojącą linię melodyjną podkładu. Wokalizy wybijają się tu na pierwszy plan, jako subtelne i zharmonizowane, a jednocześnie tak rozbudowane i rozwarstwione, że nadają ton całej kompozycji. Utwór jest wielkim ukłonem w stronę lat 90. Zarówno teledysk, w którym artystka swoimi stylizacjami przywodzi na myśl Lil’ Kim, jak i vibe piosenki kojarzący się z dobrymi quietstormowymi szlagierami zeszłej dekady. Lirycznie zresztą utwór bazuje na propozycji niezobowiązującego spotkania dwójki ludzi, a tytuł jest anagramem do słów Let Me Know. — Pat


Soulbowl4.

„DNA”

Kendrick Lamar

Top Dawg

Trudno wyobrazić sobie bardziej obiecujące rozpoczęcie albumu. Elektryzujące „DNA” od samego początku stawia grubą kreskę pomiędzy Damn a wypełnionym jazzem i funkiem To Pimp a Butterfly. Kendrick z dumą wykrzykuje „I got loyalty, got royalty inside my DNA”, a bit od Mike’a Willa tylko dodaje wiarygodności owym zapewnieniom. Atmosferę podgrzewają zawarte w przejściu dziennikarskie komentarze, natomiast w drugiej części oliwy do ognia postanawia dolać sam K.Dot — ponoć kończąca utwór zwrotka została zarapowana acapella. Po jej ukończeniu Kendrick miał poprosić hitmakera z Atlanty o stworzenie bitu, który będzie brzmieć jak chaos. — Mateusz


Soulbowl3.

„Crawl”

Gabriel Garzón-Montano

Stones Throw

D’Angelo nigdy za wiele. Jak się zresztą okazuje, pod tym hasłem kryje się już nie tyle jeden człowiek, co cała muzyczna stylistyka. Stylistyka, którą pięknie podchwycił w zeszłym roku PJ Morton, a teraz w długogrającej formie eksploruje ją Garzón-Montano. I owszem, przyznaję, że granica między stylem a naśladownictwem czy wręcz plagiatem bywa cienka, lecz singlowe „Crawl” błyskotliwie nawiązujące do melodyki klasycznego VooDoo wyrazistym jazzującym beatem i kanciastymi wokalami, to o wiele więcej niż zręczna reprodukcja. Montano stapiając swój głos w unisonie z wydatnym soulowym chórkiem, intuicyjnie szatkując i rwąc lekko w przeciwnym razie sunącą melodię, w bez wątpienia najbardziej chwytliwym refrenie w swojej karierze dodaje do tej mieszanki własną charyzmę i osobowość. — Kurtek


Soulbowl2.

„911/Mr. Lonely”

Tyler, the Creator

Columbia

Jeden z utworów ostatecznie odsłaniających Tylera. W końcu zdjął maskę Goblina, wskoczył w kolorowe ciuchy i… no właśnie. Słodkie soulowe refreny, harmonijnie brzmiące wokale, garaż z pięcioma samochodami, Frank Ocean czy Steve Lacy na featach — czym jest to wszystko w obliczu poczucia samotności i pustki? Z płyty na płytę Tyler dojrzewał do emocjonalnego coming outu, który w utworze „911/Mr. Lonely” rozkwita z wersu na wers. Po pierwszej partii tego małego arcydzieła pozostaje pewien słodko-gorzki posmak. Z jednej strony dostajemy dawkę bujającego soulu, z drugiej trzymające za gardło, coraz śmielsze wołanie o wyciągnięcie ręki w stronę samotnego, a raczej — o chociażby jeden telefon. Obrazek ten zostaje nagle przerwany przez drugą część. Delikatny bas i rytmiczną perkusję zastępują mocny snare i syntetyczne brzmienie, a miłe wokale — głosy Asapa Rocky’ego i Schoolboya Q. Narracja Tylera staje się brutalniejsza – pozornie stylem bliżej jej do wspomnianego Goblina, ale w rzeczywistości ma więcej wspólnego z „911”. Podczas dwuetapowych wyznań Tyler raz zerka w lustro i snuje refleksję nad samym sobą, raz patrzy dookoła, wyciągając podobne wnioski – „I can’t even lie, I’ve been lonely as fuck”. Z perspektywy słuchacza możemy powiedzieć jednak, że z pomocą kilku artystów stworzył emocjonalny i brzmieniowy miks, który idealnie mieści się w naszej misce. — Polazofia


Soulbowl1.

„Show You
the Way”

Thundercat
feat. Michael McDonald
& Kenny Loggins

Brainfeeder

Thundercat już jakiś czas temu opanował do perfekcji reinterpretowanie fusion z lat 70. przez pryzmat neo-soulu lat 90. i współczesnej muzyki bitowej. Na tegorocznym Drunk wpisał tę momentami dość ckliwą stylistykę w adekwatną w tym przypadku formę muzycznego żartu. Tak dzieje się także ze smoothsoulowym „Show You the Way” — głównym singlem promującym projekt, który na wielu poziomach jest idealnym soulowym utworem — brzmieniowo gładki i harmonijny, nie ustępuje kroku najbardziej wysublimowanym piosenkom Ala Greena i klasykom quiet stormu, tekstowo z kolei — uduchowiony i inspirujący, jednocześnie skutecznie unika niezręcznych dosłowności. Mimo skrzętnej produkcji, nie jest to jednak wyłącznie literalne odtworzenie przeszłych soulowych trendów — Thundercat broni tej stylistycznej słodyczy w najlepszy możliwy sposób — otwierając możliwość odczytywania go jako pastisz. I to pastisz najrozkoszniejszy ze wszystkich, bo bazujący na nostalgii, która siłą rzeczy musi wymykać się hipsterskiej ironii w stronę bezmiaru szczerej dziecięcej radości. Czyni to, wpisując w bieg utworu dwóch charyzmatycznych gości z epoki — Kenny’ego Logginsa (tego od „Footloose”) i obdarzonego potężnym soulowym głosem Michaela McDonalda (który śpiewał rzeczy z pogranicza smooth i blue eyed soulu). „Show You the Way” jednocześnie nie ma niczego z wulgarnych parodii w stylu The Lonely Island, do których współczesny słuchacz i widz jest przyzwyczajony. To raczej mrugnięcie okiem, wentyl bezpieczeństwa, przez który można spuścić powietrze, żart w znaczeniu bardziej lirycznym, niż kabaretowym — zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę pieczołowitość wykorzystanych przez Thundercata środków. — Kurtek



strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy