Jessie Ware - What's Your Pleasure

Soulbowl 2010s: Najlepsze utwory dekady

Data: 4 maja 2020 Autor: Komentarzy:

 
 

Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s75.

See You Again

Tyler, the Creator ft. Kali Uchis

Columbia / Sony Music

Piękna, rozmarzona ballada o wyidealizowanej miłości wydaje się jednym z najważniejszych utworów ubiegłej dekady. Mamy tutaj prawdziwy komplet — śpiewającego Tylera, zjawiskową Kali Uchis w refrenie, ciepłą, wręcz miękką i otulającą melodię, która nagle przełamana jest soniczną elektroniką i zwrotką gospodarza. Prawdziwy gatunkowy blend, który łączy hip-hop, neo-soul i R&B w totalnie najlepszej formie. Do tego wręcz definiuje i podsumowuje szereg zmian, które zaszły w muzyce w zeszłej dekadzie. Wydaje się, że Tyler odnajduje się w takim połączeniu jak nikt inny, naturalnie porzucając jakiekolwiek przyjęte konwencje. — Nikodem Jedynak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s74.

Waiting All Night

Rudimental

Warner / Black Butter

To numer, dzięki któremu angielski kwartet wbił się na rynek amerykański. I do naszych głów. Kluczem do sukcesu okazał się wybór na główny wokal Elli Eyre, która imponująco wykonała niewielką, powtarzającą się ilość tekstu. Ponadto, klip przedstawia prawdziwą i emocjonalną historię Kurta Yaegera, mistrza BMX, któremu w wyniku wypadku w 2006 roku amputowano nogę. Chociaż „Waiting All Night” to pierwszy utwór Rudimental, który zwrócił uwagę amerykańskiego radia, dzisiaj już wiemy, że nie był ostatnim. Mimo że opinie na temat „Waiting All Night” były w naszej redakcji podzielone, utwór ostatecznie wylądował w zestawieniu 25 najlepszych utworów 2013 roku, a teraz umieściliśmy go w setce dekady. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s73.

Tightrope

Janelle Monáe ft. Big Boi

Bad Boy / Atlantic / Warner

W życiu każdego człowieka znajdzie się choćby jedna taka osoba, która wywarła na niego ogromny wpływ. Tylko czy każdemu spotkać tę osobę pomogła Janelle Monáe? Poznałem kiedyś wspaniałą dziewczynę, która sprawiła, że sporo się nauczyłem o sobie, nabrałem pewności siebie, poznałem się lepiej i przekonałem się, że jestem zdolny do wielu odważnych czynów, o czym wcześniej nie miałem pojęcia. Zaczęło się od tego, że kupiła ona ode mnie The Electric Lady. Sprowadziłem ze Stanów niedostępną w Polsce wersję płyty i niczym rasowy rekin liczyłem na szybki zarobek. W ostateczności tylko do interesu dopłaciłem, ale zyskałem cenną znajomość, którą zapamiętam do końca życia. Wiadomo, „Tightrope” pochodzi z poprzedniego albumu Monáe, ale gdybym jakimś cudem nie usłyszał go kilka lat wcześniej, być może do dzisiaj byłbym zakompleksioną ofermą? W czasach, w których każdą nową twarz neo-soulu zapowiadano jako wielką indywidualność, a w ostateczności większość z nich brzmiała jak przyszywana siostra Eryki Badu, zobaczyłem urzekający teledysk. Ekscentryczna kobieta gania się z jakimiś upiorami po szpitalu psychiatrycznym. Rok później miałem okazję być na jej koncercie i było to dla mnie niemal sakralne przeżycie. Do dziś znajduje się na moim podium. Na scenie było raz mrocznie, gdy Janelle pojawiła się w towarzystwie wspomnianych upiorów, a raz tak punkrockowo, że królowej Wielkiej Brytanii mogłoby się dostać nie tylko od Sex Pistols. James Brown w przysłowiowej spódnicy w połączeniu z Grace Jones i André 3000! Właśnie “Tightrope” idealnie oddaje to połączenie. — Modest []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s72.

Ain’t It Funny

Danny Brown

Warp

Powiedzieć o „Ain’t It Funny”, że pędzi na złamanie karku to zgrabny eufemizm i zachowawcze uładzenie. Najbardziej radykalny hip-hopowy manifest XXI wieku narzuca bowiem już we wstępie tempo godne agonalnych palpitacji serca pulsującego w rytm narkotykowego allegro. Ten bieg o życie rozgrywa się w psychotropowym piekle pod dyktando trąb jerychońskich wyciągniętych z jednego z eksperymentalnych wyskoków perkusisty Pink Floydów i absurdalnie immersyjnego flow Browna. Najbardziej niepokojące w tej dystopijnej psychozie jest jednak to, jak ta wyciągnięta rodem z sennego koszmaru mara okazuje się być przerażająco realną. Pod warstwą rozbuchanej agresji kryje się żywe, pulsujące ciało łapiące łapczywie nierówny od intoksykacji oddech i pocące się jak na rave’ie. I chyba to sprawia, że „Ain’t It Funny” oddziałuje aż tak intensywnie. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s71.

Norf Norf

Vince Staples

Def Jam / UMG

Detroit, Chi-Raq to tylko niektóre amerykańskie miasta z listy tych, w których diabeł mówi dobranoc. Życie w kalifornijskim Long Beach wcale nie wygląda do końca tak, jak podkolorowywali nam kiedyś w teledyskach Snoop Dogg i Warren G. Zamiast dobrej, hedonistycznej zabawy mamy brudne zasady ulicznego kapitalizmu, zamiast ginu z sokiem szybki Sprite na orzeźwienie, a leniwa piszczała została zastąpiona mrożącym krew w żyłach synthem Clams Casino. Strzelaniny między gangami, handel narkotykami, to wszystko jest już passé, teraz na czasie jest poczucie beznadziejności i konsekwencji. Chociaż to muzyczne antypody G-funku, przywołany w „Norf Norf” duch Nate Dogga z pewnością patrzy na Vince’a z dumą. — Maciej Chojnacki []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s70.

Primetime

Janelle Monáe ft. Miguel

Bad Boy / Atlantic / Warner

Jak zazwyczaj walczę słowem z wszelkiej maści cukierkowymi hymnami o wielkiej miłości, tak w tym wypadku musiałem się poddać — tych słów użył nasz redakcyjny kolega odnosząc się do „Primetime” przed kilkoma laty. Niezwykły duet artystów, którzy w na przełomie 2012 i 2013 roku swoimi muzycznymi poczynaniami zdobyli spore uznanie, wypływając na szerokie mainstreamowe wody. Trzeci singiel z albumu The Electric Lady, miał jednocześnie ze wszystkich trzech największy potencjał na przebój. Wyczuwalna chemia między wokalistami i sympatyczna gitarowa solówka sprawiły, że nie mogło go zabraknąć w naszym zestawieniu tak najlepszych utworów 2013 roku, jak i najlepszych piosenek dekady. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s69.

Am I Wrong

Anderson .Paak ft. Schoolboy Q

Steel Wool / OBE / Art Club

Nie chciał zrobić złego wrażenia i zmarnować naszego czasu. Jak wyszło? Doskonale. „Am I Wrong?” to kolejny fragment muzycznej podróży po Malibu .Paaka, w którą chłopak z Kalifornii zaprosił nas w 2016 roku na swoim drugim albumie. Wierząc w przeznaczenie, nie miał też wątpliwości co do doboru gości — w tym przypadku to ScHoolboy Q, który na tej wznoszącej synth-funkowej fali dostarczył jakże znaczący wers „Music ain’t music without soul”. Jeśli kiedyś chociaż przez chwilę się zastanawialiście, czy brak tanecznego talentu oznacza ograniczone zdolności do… ooh, to koniecznie odpalcie ten kawałek— okaże się, że bujać biodrami potrafi każdy bez wyjątku. — Hanna Brzezińska []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s68.

Family and Loyalty

Gang Starr ft. J. Cole

TTT / Gang Starr

Przez długi czas uważałem się za największego fanatyka Gang Starra na świecie, a przynajmniej u mnie w mieście. Kiedy zmarł Guru, zamknąłem się w domu (i w sobie) na dwa tygodnie i zasłuchiwałem się naprzemiennie w każdej z części „Jazzmatazz”. Z kumplami zorganizowaliśmy pierwszy polski mural, upamiętniający artystę na jednym z sosnowieckich garaży. Okres mojej fascynacji tą grupą przypadł na burzliwy okres dojrzewania. Moja pierwsza dziewczyna słuchała popu, a ja jej bez przerwy o tym Gang Starrze gadałem, więc ze mną zerwała. Napisałem nawet list do DJ-a Premiera, na którego nigdy nie odpowiedział. Singiel „Family and Loyalty” to zaś najlepsza odpowiedź, jaką mogłem sobie wymarzyć. Odsłuchując go, wzruszyłem się nie na żarty. Przypomniałem sobie te wszystkie lata, gdzie człowiek miał same dwójki w szkole, ale za to dyskografię Nowojorczyków na półce. Czasy były ciężkie, więc na bluzę Gang Starra musiałem odkładać prawie rok. Kiedyś zagrałem w niej koncert — nikt nie gratulował występu, a bluzy. Z tej fascynacji wyrosłem, a w plotki o powrocie grupy nie wierzyłem. Powróciło jedno i drugie za sprawą tego magicznego numeru. Zwrotki Guru pochodzą chyba z okresu jego najlepszej formy, a Premier zadbał o to, aby czas, który upłynął, nie był tak odczuwalny. Singiel został doceniony nawet przez tych, którzy na co dzień śmieją się z tego typu powrotów. Czegoś takiego dawno nie widziałem. — Modest []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s67.

Ultralight Beam

Kanye West ft. Chance the Rapper, Kirk Franklin, The-Dream & Kelly Price

Getting Out Our Dreams / Def Jam

Wielu śmiało się z koncepcji Jesus Is King, jeszcze zanim projekt ujrzał światło dzienne, ale prawda jest taka, że gdyby krążek zrealizowano na kanwie „Ultralight Beam” otwierającego The Light of Pablo trzy lata wcześniej, West zamiast płyty-memu, miałby na koncie kolejny przełomowy album. W „Ultralight Beam” udało mu się zdekonstruować i zredefiniować gospel w ramach progresywnego hip-hopu. Konserwatywny styl zamknięty od lat we własnym anturażu nie został tutaj potraktowany po macoszemu jako podbitka oderwanej od niego samolubnej artystycznej wizji, ale znalazł się w jej centrum — pomogli z pewnością wokalna tytanka Kelly Price, muzyczny pastor Kirk Franklin, specjalista od nastrojowych hooków The-Dream i najbardziej uduchowiony wśród raperów Chance the Rapper. Po raz kolejny Westowi i jego producenckiej świecie udało się skutecznie połączyć w obrębie jednego numeru różne talenty i temperamenty. Kanwą jest minimalistyczny, oparty na długich pojedynczych wybrzmieniach bit, wprowadzający gdzieniegdzie jazzową sekcję dętą i majestatyczny gospelowy chór, które muszą w swojej niewymuszonej prostocie i klasycznej formie być swoistym hołdem dla „Move On Up” Curtisa Mayfielda. „Ultralight Beam” jest jednak samo w sobie nową jakością, która w dobie powtarzalności patentów i bylejakości jest na wagę złota. Nie byłoby jednak tej jakości, gdyby „Beam” nie zabrzmiało wiarygodnie zarówno na polu rapu, jak i gospel, oraz nie rezonowało emocjonalnie, co dzięki doskonałym featuringom udało się Westowi bez zarzutu. Aż chce się zakrzyknąć „Jesus is king”! — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s66.

Papi Pacify

FKA Twigs

Young Turks

„Papi Pacify” to kwintesencja dwóch wyjątkowych talentów: umiejętności przekazywania emocji swoim zmysłowym sopranem FKA Twigs oraz kunsztu do tworzenia hipnotyzujących produkcji Arki. Dostajemy więc utwór niezwykle namiętny, ale jednocześnie brudny od poszarpanych, gliczowych wariacji wenezuelskiego producenta. Utwór bez wątpienia do dziś wyróżniający się w ewoluującej dyskografii Twigs. — Kuba Wojewódka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s65.

Self

Noname

Noname

Polityka, religia, feminizm, Kanye West czy kwestia sukcesu i popularności — wszystkie te tematy zmieściły się w zaledwie półtoraminutowym singlu „Self”. Noname skacze po nośnych hasłach i ważnych tematach bez nachalności i bez chaosu. Przeciwnie, robi to w wyjątkowo wysmakowany sposób, unikając pompy i sztuczności. Do tego, kilkukrotnie wplata, brzmiące jak bragga „Y’all really thought a bitch couldn’t rap huh?”. Po takim numerze chyba nikt nie odważyłby się zakwestionować umiejętności raperki z Chicago. „Self” to nie tylko intro na albumie Room 25, wprowadza w klimat płyty, ale i jest jej fundamentem. Noname pokazała tu, jak mistrzowsko połączyć hip-hop z poezją. — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s64.

Power

Kanye West

Roc-A-Fella

„Power” nie jest najwyżej notowanym utworem Kanyego na naszej liście, ale jeżeli wybieralibyśmy te najbardziej symptomatyczne dla dekady, widziałabym go o wiele wyżej. Wciąż myślę, że niewielu jest takich, którzy nakreśliliby (nadchodzące przecież) dziesięciolecie z równą dokładnością. Przede wszystkim „Power” to solidny prztyczek w nos wszystkim muzycznym radykałom, na długo przed tym, zanim będziemy z takim przekonaniem mówić o hegemonii rapu, osiągniętej po wieloletnim rockistowskim panowaniu. Epicki, megalomański prog-hop, z gargantuiczną produkcją na karku i szablonem, który później wielu będzie naśladować. Nie umiem przestać myśleć o tym, że trzeba niemałej bezczelności, by w 2010 roku wyjąć z szafy sampel wykonawcy-filaru topu wszech czasów, dodać do tego plemienne zaśpiewy i wpleść w oś egotycznej narracji szaleńca, zapytującego o granice władzy (a przy okazji granice otwartości słuchaczy). Z całym szacunkiem dla innych utworów z MBDTF, czy to nie „Power” jawi się tym najbardziej profetycznym? A przy tym jest też zwyczajnie bombastycznym i napuszonym, wzorcowym bangerem o niesłabnącej mocy pięciu tysięcy roboczogodzin. Można mu odmówić subtelności? Być może. Ale na pewno nie można mu odmówić mocy. — Maja Danilenko []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s63.

Hold On, We’re Going Home

Drake ft. Majid Jordan

Cash Money

Drake przyznał, że w „Hold On, We’re Going Home” razem z producentem 40 chciał zmierzyć się z duetem Quincy Jones/Michael Jackson. Do oryginału może daleko, ale i tak udało im się wspólnie stworzyć jedną z wizytówek jego dyskografii i mocnych punktów na mapie R&B minionej dekady. Zgodnie z tytułem krążka Nothing Was the Same nic nie jest tu takie samo, więc zamiast rapu mamy śpiew i muzyczną podróż w synthpopowe klimaty lat osiemdziesiątych. Dorzucając do tego zestawu teledysk inspirowany filmem Miami Vice oraz dodatkowe wokale duetu Majid Jordan, otrzymaliśmy od Drake’a perfekcyjny popowy numer, którego melodyjność i powtarzający się refren trudno będzie wyrzucić z pamięci przez długie lata. — Paweł Wojdylak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s62.

LMK

Kelela

Warp

Niby niezobowiązująco, a jednak wciągnęła nas w relację długoterminową i nawet nie stawaliśmy jakiegokolwiek oporu. Zresztą nie było jak — byliśmy zbyt zajęci gubieniem się w zadymionych korytarzach tajemniczego nocnego klubu. Po świetnie przyjętym mikstejpie i zachwycającej epce, w 2017 roku Kelela wydała wyczekiwany długogrający debiut. Pierwszy singiel zapowiadający płytę Take Me Apart to duszna produkcja spod znaku wymykającego się schematom electro-R&B. „LKM” uwodzi nie tylko na jedną noc. Flirtując z przystępnością popowego brzmienia, delikatna Kelela stanowczo wciąga nas do swojego świata nieoczywistych muzycznych rozwiązań i otwartych uczuciowych relacji. Propozycja nie tylko dla poszukiwaczy czytających między wierszami. — Hanna Brzezińska []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s61.

Calls

Robert Glasper Experiment ft. Jill Scott

Blue Note

„Calls” to jedna z piękniejszych ballad o miłości ostatnich lat. Jill Scott śpiewa w nim o swoim wyobrażeniu najgłębszego uczucia jakie kobieta może żywić do mężczyzny. Pierwsza zwrotka zaczyna się od słów „I don’t even have to question if it’s real or not/ You’re right there, all times/ Even when my car broke down in the parking lot” Przepisem na sukces jest też oszczędne instrumentarium w postaci klawiszy, basu i perkusji. W przejściu tylko na chwilę wchodzi pianino, przydając piosence dodatkowego uroku. — Dill []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s60.

You’re Not Good Enough

Blood Orange

Domino

Devonté Hynes to muzyczny geniusz i perfekcjonista, który odpowiada zarówno za muzykę, teksty, jak i kwestie wizualne swojej twórczości. Wydane w 2013 roku “You’re Not Good Enough” zapowiadało drugi album studyjny Blood Orange — Cupid Deluxe. Hynes był już wtedy docenianym producentem, współpracował między innymi z Solange przy “Losing You”, a jego kariera solowa właśnie po Cupid Deluxe rozwijała się coraz szybciej. “You’re Not Good Enough” ma w sobie niesamowity klimat lat 80-tych. Lekki gitarowy riff, charakterystyczna stopa i syntezatory — czuć Prince’a. Efekt dodatkowo podkreśla teledysk wyreżyserowany przez Gię Coppolę, wnuczkę Francisa-Forda Coppoli. Gościnnie w kawałku można usłyszeć wokal Samanthy Urbani, z którą współpracował przy kilku numerach z Cupid Deluxe. Cudo! — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s59.

Chanel

Frank Ocean

Blonded

„Chanel”, bez wątpienia największy singlowy sukces Franka Oceana od czasu „Thinkin Bout You” aż do dziś, to doskonałe wprowadzenie w brzmienie i filozofię post-Blonde’owej odsłony artysty. „Chanel” to luźny wokalny styl gdzieś wpół drogi pomiędzy śpiewem a rapem, do którego od tego czasu Ocean (i całe pokolenie modnych raperów) zdążył nas już przyzwyczaić oraz stanowcze uporządkowanie pewnych niejednoznaczności już w pierwszym wersie „My guy pretty like a girl” — błyskotliwym zresztą cholernie i definiującym Oceana, zgodnie zresztą z jego wolą, bardziej niż którakolwiek inna z jego wcześniejszych linijek. Poza tym „Chanel” ma jednak też coś, czego chronicznie brakuje w jego ostatnich numerach — mocny, melodyjny hook, a właściwie dwa — najpierw rozmarzone „It’s really you on my mind”, jeden z tych rozkosznych momentów, gdy Ocean odsłania miękkie podbrzusze, za które wszyscy tak go pokochaliśmy, i drugi, którym wokalista kończy numer na bardziej trapową nutę (ale zadziwiająco, akustycznie, bez typowego dla stylistyki bitu). „Chanel” to Ocean w formie znakomitej pod każdym względem i nowe otwarcie na projekt, który mamy dopiero usłyszeć. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s58.

911 / Mr. Lonely

Tyler, the Creator

Columbia / Sony Music

Jeden z utworów ostatecznie odsłaniających Tylera. W końcu zdjął maskę Goblina, wskoczył w kolorowe ciuchy i… no właśnie. Słodkie soulowe refreny, harmonijnie brzmiące wokale, garaż z pięcioma samochodami, Frank Ocean czy Steve Lacy na featach — czym jest to wszystko w obliczu poczucia samotności i pustki? Z płyty na płytę Tyler dojrzewał do emocjonalnego coming outu, który w podwójnym utworze „911 / Mr. Lonely” rozkwita z wersu na wers. Po pierwszej partii tego małego arcydzieła pozostaje pewien słodko-gorzki posmak. Z jednej strony dostajemy dawkę bujającego soulu, z drugiej trzymające za gardło, coraz śmielsze wołanie o wyciągnięcie ręki w stronę samotnego, a raczej — o chociażby jeden telefon. Obrazek ten zostaje nagle przerwany przez drugą część. Delikatny bas i rytmiczną perkusję zastępują mocny snare i syntetyczne brzmienie, a miłe wokale — głosy Asapa Rocky’ego i Schoolboya Q. Narracja Tylera staje się brutalniejsza – pozornie stylem bliżej jej do wspomnianego Goblina, ale w rzeczywistości ma więcej wspólnego z „911”. Podczas dwuetapowych wyznań Tyler raz zerka w lustro i snuje refleksję nad samym sobą, raz patrzy dookoła, wyciągając podobne wnioski – „I can’t even lie, I’ve been lonely as fuck”. Z perspektywy słuchacza możemy powiedzieć jednak, że z pomocą kilku artystów stworzył emocjonalny i brzmieniowy miks, który idealnie mieści się w naszej misce. — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s57.

Self Control

Frank Ocean

Boys Don’t Cry

Wszystko, co wiem o miłości, nauczyłem się od Franka Oceana. „Self Control” jest dla mnie jak książka, na marginesach której znajdują się najbardziej intymne notatki z całego życia. Dlatego też, mimo że dziennikarski etos uprasza się o przynajmniej pozorowany obiektywizm, jakakolwiek próba wyłączenia prywaty, gdy przychodzi mi pisać o Blonde z góry skazana jest na niepowodzenie, w szczególności zaś właśnie o tym kawałku. „Self Control” odbieram jako muzyczny absolut, jednocześnie zupełnie pozbawiony wszelkich znamion wybitności. Zamiast rozbuchanego patosu i arcydzielnej monumentalności dostajemy minimalistyczną kołysankę, dźwiękowy ekwiwalent pocałunku na dobranoc, tak dojmująco szczery i humanistyczny, że bez wahania pozwalam mu grać na wszystkich strunach mojej wrażliwości. Miłość nie jest tu napuchniętym frazesem, orkiestrowym fantazmatem, ale przejawia się w drobnych gestach, szczerości wyznania i słodko-gorzkiej puencie wakacyjnego romansu. Do tego instrumentalne solo po drugim refrenie to prawdopodobnie najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałem i nawet teraz, powracając do tego kawałka jedynie w ramach pisarskiej rzetelności, nie umiem nie rozkleić się. Emocjonalny ekshibicjonizm o filigranowej wadze. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s56.

Drew Barrymore

SZA

Top Dawg / RCA

SZA, zafascynowana kilkoma filmami z lat 90., w których główne role grała Drew Barrymore, napisała do aktorki długi list. Opisała w nim jak mocno te obrazy ją ukształtowały i jak, oglądając je, poczuła się lepiej w okresie dojrzewania, gdzie nie zawsze łatwo o akceptację otoczenia. Menadżer artystki nigdy nie wysłał tego listu, ale skontaktował się z ekipą gwiazdy. SZA natomiast nagrała piosenkę, która nie tylko przez swój tytuł jest hołdem dla wspomnianych produkcji. To mocno sentymentalna i pełna nostalgii ballada opowiadająca o samotności, niezrozumieniu oraz szukaniu swojego miejsca w relacjach międzyludzkich. Warto dodać również, że w świetnym, dopełniającym całość klipie wyreżyserowanym przez Dave’a Myersa (mającego na koncie chociażby powalający obrazek do „Humble” Kendricka) pojawia się na moment sama Drew. Cała historia ma więc świetny finał. — Efdote []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s55.

Pick Up the Phone

Young Thug & Travis Scott ft. Quavo

300 / Atlantic / Warner

„Pick Up the Phone” to nic innego jak serenada ery internetu — zbudowana na opartym na chillującym steelbandowym motywie bicie z zadziwiająco zręcznymi wielowarstwowymi vocoderowymi chórkami. To jednak także narkotyczna spowiedź wyłuskująca spod samczej skorupy prawdziwe uczucia i intencje zwieńczona hipnotyzującym podwójnym refrenem, który z bezpardonową lekkością zawstydził w 2016 roku cały mainstreamowy pop. „I’m in the zone, baby”. Pozamiatane. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s54.

Window Seat

Erykah Badu

Motown / UMG

Kiedy w 2010 usłyszeliśmy pierwszy zwiastun drugiej części Nowej Ameryki Badu, nie mogliśmy się spodziewać, że to ostatnie podrygi piosenkarki w takim sensie, w jakim znaliśmy ją wcześniej, tzn. aktywnej wydawniczo. Kontrowersyjny teledysk (za nakręcenie którego Badu została niesławnie obciążona grzywną) zestawiono tu dość paradoksalnie z najbardziej klasycznym neo-soulowym numerem w karierze Badu od czasu „Bag Lady”. „Window Seat” można więc na tę chwilę potraktować jako klamrę stylistyczną spinającą właściwą dyskografię Badu w jej dotychczasowej formie. „Window Seat” to ostatni dostępny nam dowód, że artystka, choć uwielbia wszelkie muzyczne i pozamuzyczne kreacje, wcale ich nie potrzebuje, żeby tworzyć rzeczy ponadczasowe i błyskotliwe. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s53.

We the People…

A Tribe Called Quest

Epic / Sony Music

Raperzy tworzący protest songi? Nie, to nie jest zestawienie klasyków z końcówki lat 80. W takim stylu powrócili A Tribe Called Quest, jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najważniejszych składów hip-hopowych w historii. „We the People…” był pierwszym oficjalnym singlem grupy po 18 latach przerwy. Jego premiera zbiegła się w czasie z wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, co tylko podbija jego polityczny i społeczny wydźwięk. Utwór rozpoczyna się samplem z Black Sabbath, a po chwili słyszymy Q-Tipa wykrzykującego przez megafon – „We don’t believe you ’cause we the people”. Długo wyczekiwany powrót, który nie zawiódł oczekiwań. — Mateusz Mudry []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s52.

Climax

Usher

RCA / Sony Music

„Climax” ukazał się w 2012 roku, tym samym, co artystowskie „Counting” Autre Ne Veut, i choć to dwie inne strony jednej monety, nie zdziwiłabym się, gdyby umieścić je na jednym albumie. Usher to przecież odważny młody człowiek. Tymczasem minęło kilka znaczących lat: Oneohtrix Point Never napisał kompozycję dla Ushera, po czym przekuł ją we własną, a The Weeknd zdążył się już upomnieć o swoje influenserskie prawa do „Climax”. Nic dziwnego, bo to wciąż ten build-up’owy crooning brzmi świeżo i niepowtarzalnie. Połączenie niby prostej, ciągle wzbierającej cyrkulacji (dzięki, Diplo) z ultrawrażliwym wokalem Ushera przypadkowo zaowocowało manifestem programowym, a jednocześnie niedoścignionym ideałem dla odgałęzienia pbr&b prezentowanego przez wykonawców skupionych wokół OVO Sound. How to Dress Well i Weeknd ojcami chrzestnymi gatunku? Tak? A kto teraz jest w naszym podsumowaniu dekady? — Maja Danilenko []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s51.

Hold Up

Beyoncé

Parkwood / Columbia

Miłosny manifest i definicja muzyki pop 2016 roku — Beyoncé reinterpretuje klasyczne „Can’t Get Used to Losing You” Andy’ego Williamsa, nadając najbardziej niezobowiązującemu bitowi lat 60. zupełnie nową twarz. Łączy przy tym szyk klasycznego popu z trapowym zacięciem i południowym vibe’m w idealnej proporcji — jest jednocześnie Ettą James i Gucci’m Mane’m — ponadczasowa i piekielnie adekwatna zarazem. — Kurtek Lewski []


NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 25-1


strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure