najlepsze utwory

30 najlepszych utworów 2020

30 najlepszych utworów 2020 Soulbowl.pl

Już niemal, prawie, tuż tuż — rok 2020 dobiegnie końca i, miejmy nadzieję, prędzej czy później wszyscy odetchniemy z ulgą. To było trudnych 12 miesięcy, ale pomimo masowo odwoływanych tras koncertowych i festiwali, pomimo pandemicznej cyfrowej promocji, nasi ukochani artyści dowieźli nam masę fantastycznej muzyki, która zostanie z nami na dużo dłużej niż pandemia covid-19. Na przystawkę w corocznym cyklu podsumowań prezentujemy wam listę 30 najlepszych utworów 2020 roku wg Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201930.

„Tidal Wave”

Tom Misch & Yussef Dayes

Beyond the Groove / Blue Note / Caroline

To pełen metafor utwór dla tych, którzy kryzysu ludzkości upatrują w oszalałym konsumpcjonizmie i nieszanowaniu ziemi, po której chodzimy. Wydany na tegorocznym albumie Toma Misha i Yussefa Dayesa stanowi jeden z najciekawszych momentów na What Kinda Music. Umiejętnie odebrany wydobywa wrażliwość, uzmysławia jak muzyka może kierunkować emocje i wpływa na jakość naszego światopoglądu. Jest przy okazji świetnym przykładem na to, jak wielką rolę w ostatecznym brzmieniu tej kolaboracji odegrał Yussef Dayes. Całość uszlachetnia świetny, animowany klip w reżyserii Jacka Browna. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201929.

„Spotlight”

Jessie Ware

PMR / Virgin EMI / Universal

Migoczące na horyzoncie już w 2018 roku What’s Your Pleasure Jessie Ware zdawało się zwiastować ekscytującą i potrzebną woltę stylistyczną. Wydane wówczas garage-house’owe „Overtime” zrealizowane wraz z Jamesem Fordem nie kreśliło jej jeszcze jednoznacznie, ale pokazywało potencjał i zarysowywało perspektywę. Dzieło przypieczętował lutowy singiel „Spotlight” — przysłowiowa jaskółka zwiastująca wiosnę, czyli w tym przypadku faktyczny nowy początek kariery Jessie Ware. To nie tylko jeden z najbardziej przebojowych refrenów w karierze piosenkarki, ale też znakomity klucz do odsłuchu jej tegorocznej płyty syntezujący w sobie pewną tęsknotę, melancholię nawet zastygłą na moment w finezyjnej posągowej pozie (to poniekąd właśnie za tę wymagającą wszelkiej równowagi kreację pokochaliśmy Ware przed laty) z neo-dyskotekowym zacięciem wprowadzającym słuchacza w świat nowych brzmień Jessie Ware. Tym samym piosenkarka mocno weszła na terytorium smutnej, a przynajmniej refleksyjnej dyskoteki do tej pory okupowanego niepodzielnie przez Robyn (i, niech im będzie, Hercules & The Love Affair). „Spotlight” jak w soczewce skupia w sobie dwa światy, które prawowicie w nowej wizji muzyki Ware współistnieją ze sobą na równych prawach — retro i futuro. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201928.

„UFO”

EABS

EABS / Astigmatic

Jazzowy hit, który z miejsca porywa nas w spirytualistyczną podróż po wszechświecie. Jakkolwiek niemożliwie nie brzmi, dla formacji z Wrocławia nie ma rzeczy niemożliwych. Z łatwością przyszło im okiełznanie legendarnego Sun Ra, unikatowego, jazzowego szamana, który między basem, hymnową sekcją dętą i sonicznymi snytezatorami w tle, głosi nam prawdy o istocie życia i śmiertelności. A to tylko wstęp do szalonych, wielopoziomowych improwizacji, które niemalże zmiatają w kolejne wymiary lada moment. Fantastyczna interpretacja twórczości amerykańskiego jazzmana. — Richie Nixon


Soulbowl: Najlepsze utwory 201927.

„One Way Flight”

Benny the Butcher ft. Freddie Gibbs

Griselda / Empire

Nowy album Benny’ego Rzeźnika jest bogaty w świetne kawałki i właściwie ciężko znaleźć w nim cokolwiek, do czego można by się przyczepić. Wszystkie numery mają w sobie to coś, ale „One Way Flight” wyróżnia się szczególnie. Ten track jest de facto esencją płyty, zarówno tekstowo, jak i brzmieniowo. Świetnie odzwierciedla obecną sytuację w karierze rapera, związaną z ogromnym sukcesem odniesionym przez Griseldę w mainstreamie. Butcher nawija, że idzie do przodu mimo wszystkich spotykających go przeciwności losu, jednak jest świadomy tego, że zachłyśnięcie się sukcesem może sprawić, że spadnie ze szczytu, na którym się znalazł. Freddie Gibbs dopełnia całości mocnym refrenem i zwrotką. Niby już to wszystko słyszeliśmy, ale robi wrażenie, bo Benny jak nikt potrafi pokazać, że jest do bólu autentyczny w tym, co mówi. Muzyka też świetnie koresponduje z tekstem. Hit-Boy, w tym kawałku, jak i w ogóle na całej płycie, dostarczył dynamiczną warstwę dźwiękową, która przydałyby się Nasowi na usypiającym King’s Disease. Soulowy sampel doskonale oddaje emocje zawarte w tekście, a legendarny breakbeat z „Impeach The President” grupy The Honey Drippers, służący za bębny, który już słyszeliśmy milion razy w kawałkach hip-hopowych, w tym wydaniu sprawia, że odkrywamy go na nowo, co pozwala jeszcze raz się nim zajarać. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 201926.

„Take Care of You”

Charlotte Day Wilson ft. Syd

Stone Woman

Z Charlotte Day Wilson jest trochę tak, że czego by nie nagrała, wszystko jest złotem. No, w każdym razie dla mnie — to jakie ta kobieta budzi we mnie emocje swoim głosem, tekstami i muzyczną prostotą na różnych płaszczyznach , zawsze wywołuje u mnie podziw. Często do niej wracam gdy potrzebuję nieco się potaplać w romantycznych zakamarkach, więc gdy usłyszałam „Take Care of You”, świat się zatrzymał. Utwór ten powstał z potrzeby opowiedzenia miłosnej historii między kobietami, jednak jego głębokie emocje ubrane w niewyszukane słowa znajdą odbiorców niezależnie od orientacji (która nigdy nie powinna mieć wpływu na cokolwiek). To w połączeniu z przybrudzoną (lo-fi) produkcją, długo tkwiącą w głowie linią basu, gładkim głosem Syd i spitchowanym wokalem Charlotte w refrenie (który robi tu ogromną robotę), i voilà! Mamy w głośnikach jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości — i ponownie bez zbędnych zabiegów. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

„3 Hour Drive”

Alicia Keys ft. Sampha

RCA / Sony

3 Hour Drive — Nie wiem czy wolę wersję albumową z Samphą czy wykonanie dla kanału Colors, gdzie męskim głosem był SiR. Jedno jest pewne — ten utwór to jeden z najważniejszych hajlajtów albumu Alicia. Nie jest to typowy love song. Nagranie tej piosenki miało miejsce w Londynie, gdzie Alicia udała się po narodzinach drugiego dziecka. Podczas sesji nagraniowej do Keys i Jimmy’ego Napesa dołączył Sampha, któremu niedługo wcześniej zmarła mama. Po stworzeniu melodii i napisaniu części tekstu utwór przeobraził się w „medytację dotyczącą kolistą naturą życia, radości i żalu występujących przy pojawianiu się i odejściu ukochanych osób tworząc łuk egzystencji”. — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

„Wildfires”

Sault

Forever Living Originals

Sault przez długi czas byli bardzo enigmatyczni — żadnych teledysków, sesji promocyjnych czy nazwisk, tylko muzyka wydawana bez zapowiedzi. Dopiero w tym roku udało się ustalić, że producentem projektu jest Inflo, głównym głosem Cleo Sol, a do zespołu należą też Kadeem Clarke oraz Melisa Young. Cała twórczość Sault skupia się na protest songach — bazujące na funku i r&b nagrania traktują o walce czarnoskórych o swoje prawa, i choć teksty są bardzo konkretne w swym przekazie, nie są jednak agresywne. Jednym z najważniejszych utworów Untitled (Black Is) jest „Wildfires”, powstały po zamordowaniu George’a Floyda i protestach Black Lives Matter odbywających się na ogromną skalę po tej okrutnej zbrodni. Ludzie domagają się prawdy i równego traktowania, będąc zmuszani do nieustannej walki o swoje podstawowe prawa — o tym właśnie, co dość paradoksalne, kojącym głosem śpiewa Cleo Sol. Warto uważnie przysłuchać się tekstom nie tylko ze względu na możliwość lepszego zrozumienia sytuacji Afroamerykanów oraz innych dyskryminowanych grup, ale też jako fantastyczny przykład, że o trudnych sprawach, mimo przewlekłego lęku, da się mówić w sposób pokojowy. Materiał Sault, niezwykle ważny w obecnych czasach, osobiście poruszył mnie na wielu płaszczyznach, a jednak — mimo niełatwej tematyki — nie zdołał przybić, za co w dużej mierze odpowiadają produkcje Inflo oraz, bądź co bądź, celebracja siły. Jedność, równość, rewolucja. Te hasła ostatnio nawet nam stają się coraz bliższe. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

„Comme des Garçons (Like the Boys)”

Rina Sawayama

Dirty Hit

„Comme Des Garçons (Like the Boys)” to popowy banger, z house’owym smaczkiem i elementami futurystycznego R&B. W warstwie tekstowej Rina nawiązuje do maskulinistycznego świata, do społecznie akceptowalnego i jedynego właściwego zachowywania się „jak chłopacy”. Serwuje przy tym wokalne hooki, bawiąc się i sprawnie omijając męską dominację. Pokazuje również kobiecą siłę, dystans do siebie i uwalniającą oryginalność, nie zważając na wszechobecne chłopięce ego. Murowany klubowy hit, z przemyconą aktualną warstwą liryczną. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201922.

„Conveyor”

Moses Sumney

Jagjaguwar

Na nowości od Sumneya czekaliśmy z niecierpliwością od czasów świetnego Aromanticism. Nie zawiedliśmy się, bo grae udowadnia, że Moses to niezwykły artysta, chociaż wciąż szuka dla siebie właściwego miejsca i języka przekazu. „Conveyor” jest pełne niepokoju, chaosu, niespodziewanych wzlotów. Brzmi jak utwór, który spokojnie mógłby być soundtrackiem jakiegoś dramatu filmowego czy musicalu. Początkowy, niemalże batalistyczny motyw, zostaje przełamany kojącym wokalem Sumneya, na takich nieoczekiwanych przełamaniach i dziwnych połączeniach opiera się cała kompozycja. Artysta opowiada o trudnym losie jednostki w społeczeństwie i zastanawia się nad korzyściami „pójścia pod prąd”. Wyszło pięknie. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201921.

„Do You Wanna?”

Dornik ft. Gavin Turek

Dornik Music Limited

Utwór „Do You Wanna?”, nagrany wspólnie z Gavin Turek, z elementami synthu, bębnami, gitarą i ciekawym basem, opowiada o flircie między dwojgiem ludzi. Nie jest to niewinny flirt. Zwiastuje on coś większego, coś, co może przerodzić się w wielkie uczucie. Kawałek idealnie wpasowuje się w dominujący w 2020 roku klimat lat osiemdziesiątych. Muzyczny duet stworzył unikatowy vibe, dystyngowany na własny sposób styl funky, dzięki czemu, słuchając „Do You Wanna?” czuć swoistą harmonię i chemię między dwojgiem utalentowanych muzyków. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201920.

„Gravity”

Roy Ayers ft. Adrian Younge & Ali Shaheed Muhammad

Jazz Is Dead

Jazz Is Dead! — proklamowali ironicznie w tym roku Adrian Younge i Ali Shaheed Muhammad na ich jak najbardziej jazzowej płytowej serii wydawniczej. Przekorny wydźwięk tej wypisanej na każdej z okładek ogromną czcionką frazy podkreśla zwłaszcza odsłuch ich kolaboracji z legendarnym wibrafonistą Royem Ayersem — rozkoszna uczta dla miłośników uduchowionego jazzu, której emanacją jest „Gravity” — klasyczna jazzowa piosenka napisana tu i teraz przez Younge’a, Muhammada i Ayersa — efektownie zaśpiewana przez pięć soulowych wokalistek stopionych w jeden głos: Loren Oden, Joy Gilliam, Saudię Yasmein, Elgin Clark i Anitrę Castleberry. Jazzowa perkusja, enigmatyczny puls wibrafonu i cokolwiek tajemnicze wokale przenoszą nas gdzieś do Nowego Orleanu końca lat 60., do szczytu psychodelicznej rewolucji, na skraj jazzowego fusion, w zmierzch epoki wokalnego jazzu. Wszystko to ma sens w kontekście drogi, którą jazz przebył od tamtego czasu. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201919.

„Peppers and Onions”

Tierra Whack

Interscope

Tierra Whack wróciła do gry. W jednym z trzech tegorocznych singli „Peppers and Onions” zaserwowała nam więcej tego, co w niej najlepsze, czyli plimplająco-blimblającej laidbackowo-mumblecore’owej trap-popowej słodyczy, po raz kolejny w przenikliwie introspektywnym wydaniu. Kiedy inni raperzy napinają mięśnie i szczotkują sneakersy, Whack śmiało przyznaje, że nie jest wzorem do naśladowania, ale nie dlatego, że jest „bad, bad, real real bad”, ale zupełnie przyziemnie jest „only human” i „sometimes happy, sometimes nervous” — nuci melodyjnie w refrenie. Jest w tym szczerość, urok i odwaga w przekraczaniu granic w gatunku, który mimo coraz wyżej położonych artystycznych szczytów wciąż ma do wykonania sporą pracę, jeśli chodzi o akceptację nienormatywności. Siłą „Peppers” jest zresztą właśnie ten niesamowicie chwytliwy hook — chyba najbardziej w dotychczasowym dorobku Whack — nie opierajcie się, pomruczcie sobie pod nosem, dajcie sobie — bo jak śpiewało w innym tegorocznym singlu Lake Street Dive — „it’s hard to be a human, it’s even harder to be not”. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201918.

„The Ghost of Soulja Slim”

Jay Electronica

Roc Nation

„Ghost of Soulja Slim” można uznać właściwie za pierwszy utwór na A Written Testimony. Rozpoczęty fragmentem przemówienia Louisa Farrakhana, przywódcy Narodu Islamu, jest świetnym wprowadzeniem do wyjątkowego, mistycznego albumu – nieco patetycznym, nieco nawiązującym do klasyki, a jednak wyjątkowo współczesnym. Natychmiast jednak całą uwagę koncentruje na sobie… Jay-Z, który niezwykle dobrze radzi sobie w tym klimacie. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201917.

„Bittersweet”

Lianne La Havas

Warner

Bittersweet na nowym krążku Lianne La Havas ma miejsce wyjątkowe, bo pojawia się aż dwa razy – w dłuższej wersji na początku tracklisty i na jej końcu w wersji krótszej. To wolny, emocjonalny numer o nieudanym związku, który trzeba zakończyć. Utwór muzycznie oparty o sampel z „Medley: Ike’s Rap Part III / Your Love Is So Doggone Good” Isaaaca Hayesa na początku sączy się wolno by potem nabrać energii za sprawą elektryzującego głosu głównej bohaterki, a także świetnego aranżu. Lianne w refrenie śpiewa „Bittersweet summer rain/I’m born again/All my broken pieces/Bittersweet summer rain/I’m born again”. Robi to pełna emocji, jakby chciała dosadnie powiedzieć, że to już koniec i nie ma sensu dalej ciągnąć tej znajomości. Czas na odrodzenie, a co za tym idzie, nowy rozdział w życiu. Bardzo mocny i chwytający za serce utwór. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 201916.

„Freeze Tag”

Dinner Party ft. Phoelix

Sounds of Crenshaw / Empire

Dinner Party tj. Terrace Martin, Robert Glasper, 9th Wonder i enigmatycznie wszechobecny-ale-niewpisany-w-oficjalny-skład-zespołu Kamasi Washington zrobili nam w czerwcu nie lada smaka na ich niespodziewany w gruncie rzeczy tegoroczny wspólny krążek. A to dzięki laidbackowemu singlowi „Freeze Tag”, którego hipnotyczny hiphopowy sampel dryfuje w stronę przebojowego neo-soulu zespolony z natchnionym wokalem Phoelixa. I gdyby tylko pokierować nim nieco tylko inaczej, śmiało uplasowałby się gdzieś pomiędzy produkcjami Madliba lub w ostateczności Saalama Remiego. Tak synkretycznego i zespolonego w jeden żywy muzyczny organizm połączenia hip hopu, neo-soulu i jazzu nie było od czasu złotej ery Soulquarians. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

„Fantasy”

Against All Logic

Other People

Against All Logic to kolejne wcielenie Nicolasa Jaara, który zdecydowanie nie lubi nudy. Pracował z FKą twigs przy ubiegłorocznym albumie Magdalene, działa w zespole Darkside i tworzy soundtracki filmowe. Against All Logic to projekt, któremu brzmieniem najbliżej do materiałem wydanych jako Jaar. Numer „Fantasy” jest zdecydowanym highlightem albumu 2017-2019, przede wszystkim ze względu świetnie wykorzystany sampel z „Baby Boya” Beyonce i Seana Paula. Against All Logic z jednej strony inspiruje się minimal techno, ale wolniejsze tempo utworów wykraczają poza standardy elektroniki. Z drugiej strony można wyłapać elementy muzyki soulowej czy bluesowej, zazwyczaj poprzez brutalnie pocięte sample. „Fantasy” to esencja blue-wave’u, czyli stylu, którym swoją muzykę określa sam Nicolas Jaar. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

„Good News”

Mac Miller

Warner

„Good News” był pierwszym oficjalnym numerem, jaki ukazał się od śmieci Maca w 2018 roku. To utwór o bardzo emocjonalnym charakterze – nie tylko z uwagi na oszczędną i refleksyjną kompozycję Jona Briona. Do tego dochodzą również wersy rapera, które w kontekście jego śmierci poruszają jeszcze bardziej. Tekst koresponduje z tym, co mieliśmy okazję słyszeć na Swimming — Mac opowiada o próbie radzenia sobie z samym sobą i byciu odpowiedzialnym za własne szczęście. Całość wieńczy przejmujące: There’s a whole lot more for me waitin’ on the other side / I’m always wonderin’ if it feel like summer. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

„W domach z betonu”

Pro8l3m

RHW

Skoro nawet najwięksi twardziele przyznają, że uronili przy tym utworze niejedną łezkę, to coś musi być na rzeczy. „W domach z betonu” PRO8L3M-u uderza szczerością i burzy międzypokoleniowe mury. Zastosowana narracja z perspektywy pięcioletniego chłopca, który nie do końca świadomie przygląda się walce swojej matki z nowotworem, brzmi bardzo wiarygodnie (obok wersów o wypadających włosach – zachwyty nad resorakami i naklejkami z gum Turbo). Zgodnie z konceptem albumu Art Brut 2, singiel ten oparto na samplu dawnego polskiego przeboju. Wykorzystane „W domach z betonu nie ma wolnej miłości” Martyny i Andrzeja Jakubowiczów ukazało się akurat w roku 1983, kiedy to Oskar i Steez przyszli na świat. Jakby wzruszeń było mało, całość została zwieńczona ich zdjęciami z dzieciństwa. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

„Bubbletea”

Quebonafide

QueQuality

Gdy Quebo na początku roku zaczął pojawiać się w mediach społecznościowych i tradycyjnych jako zdziwaczały nerd-introwertyk, większość ludzi była zszokowana. No bo jak to, Quebonafide spokojny i bez tatuaży?! Ostatecznie okazało się, że to tylko grana postać i charakteryzacja, a cała akcja to działanie marketingowe związane z nadchodzącą wówczas płytą. Wśród wielu dobrych numerów znalazł się tam synonim nostalgii, „Bubbletea”. Wyprodukowana przez Duita piosenka to zdecydowanie jeden z najjaśniejszych punktów tego roku w polskiej muzyce rozrywkowej. Nie był to oficjalny singiel, a wszystkie komercyjne radiostacje grały go na najwyższej rotacji, co właściwie pieczętuje sukces tego numeru. Rok 2020 ogólnie rzecz biorąc był okropny, a „Bubbletea” zdominowało tę cieplejszą połowę roku zapewne dlatego, że pozwala odlecieć myślami w pożądanym przez nas kierunku, a już na pewno do pozytywnych chwil z przeszłości. — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

„Her Light”

Cleo Sol

Forever Living Originals

Rose in the Dark jest płytą, która zapewne nieświadomie, ale za to idealnie wstrzeliła się w swój czas. Obcowanie z tym albumem jest wręcz wyśmienitym sposobem na uspokojenie nerwów i odreagowanie stresu, jaki dawkuje nam systematycznie rok 2020, a nagranie zatytułowane „Her Light” będące finałem tego wspaniałego wydawnictwa, daje nam dodatkowo tak potrzebną nadzieję na lepsze dni. Muzycznie mamy tu do czynienia ze stylowym połączeniem jazzu z lat 70 z klasycznym, neosoulowym sznytem, za które odpowiedzialny jest Inflo. Wyraźne akordy fortepianu, oraz optymistycznie brzmiący flet, tworzą vintage’owy klimat, będący bazą dla pięknego tekstu mówiącego o zmianach, intuicji i szczerości, a niby prosty i banalny wers “without night the sun couldn’t show you her light” wyśpiewany z dużą dawką ciepła przez niesamowicie zdolną reprezentantkę Londynu, podniesie wielu Was na duchu i z pewnością pozwoli przetrwać trudniejsze chwile. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

„What’s Your Pleasure?”

Jessie Ware

PMR / Virgin EMI / Universal

Gdyby taki singiel wyszedł 40 lat temu, byłby dziś na czele wszystkich rankingów złotej ery disco, obok Donny Summer, Diany Ross czy Cheryl Lynn. Wciąż niedowierzam, że najbardziej zmysłowy numer w dotychczasowej dyskografii Jessie, którą większość zdołała zaszufladkować w zupełnie innych kategoriach, to energetyczny majstersztyk nurkujący w latach osiemdziesiątych. „What’s Your Pleasure?” emanuje erotyzmem bez grama wulgarności. To spora sztuka, zwłaszcza, że seksualność, pożądanie i hedonizm w muzyce sprowadzane są obecnie często do prymitywnych i tanich skojarzeń. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

„Scottie Beam”

Freddie Gibbs & Alchemist

ESGN / ALC / Empire

Freddie Gibbs zrobił to znowu! W ubiegłorocznych podsumowaniach święcił triumfy dzięki Bandanie z Madlibem. W tym roku zdecydował się na współpracę z inną producencką legendą – The Alchemistem. Na „Scottie Beam” Al podrzuca lekki, minimalistyczny i samplowany beat. Główną rolę odgrywa tu partia piania, która świetnie kontrastuje z szorstkimi i agresywnymi wokalami gospodarza. Gibbs pokazuje natomiast, że do gangsterskiej nawijki potrafi wpleść także komentarz do aktualnych wydarzeń. W refrenie parafrazuje słowa Gila Scotta-Herona i rapuje Yeah, the revolution is the genocide / Look, your execution will be televised. Do tego dochodzi jeszcze zwrotka Ricka Rossa, który składa hołd Gigi i Kobe’iemu Bryantowi. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

„He Won’t Hold You”

Jacob Collier ft. Rapsody

Hajanga / Interscope / Decca / Universal

Jacob Collier na wyżynach muzycznej dojrzałości i antyprogramowego minimalizmu (a przynajmniej pozornie). „He Won’t Hold You” jest niczym pierwsze opady śniegu: subtelny i urzekający. Charakterystyczny Collierowski maksymalizm nie przeszkodził w stworzeniu powściągliwego, ale wrażliwego, neo-gospelowego dzieła. Utwór zaczyna wyciszony wielogłos a cappella, w który z największą subtelnością wkraczają kaskadowe klawisze, przeszkadzajki, a później strumienie harfy, połączone z chóralną mgiełką. To bez wątpienia jeden z najlepszych i najmniej pretensjonalnych utworów w dorobku Jacoba Colliera. Nastroju dopełnia Rapsody z featuringową rolą życia; w osadzonym spoken word niosąc równie osadzone przesłanie na trudne czasy. Pięknie trzyma. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

„Polskie tango”

Taco Hemingway

Taco Corp

Od ponad roku polscy raperzy częściej podejmują się tematów politycznych i robią to coraz bardziej bezkompromisowo. Taco Hemingway sytuacji w kraju poświęcił zresztą cały Jarmark, pierwszy z tegorocznych albumów, a najmocniej wybrzmiało na nim właśnie „Polskie tango”. Singiel wyprodukowany przez samego Lanka to także pierwszy kawałek, w którym raper zdecydował się na cięższe, agresywniejsze brzmienie – adekwatne do treści. Ale to nie tak, że Taco Polski nie kocha. Kocha. Poza tym, że w utworze wyraża żal i bezsilność, rozpoznaje przyczyny słabej kondycji państwa w jego przeszłości. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

„Enlacing”

Clipping

Sub Pop

Choć Halloween już dawno za nami, to „Enlacing” za każdym razem, bez względu na datę w kalendarzu, przenosi nas prosto na mroczną imprezę w klubowych podziemiach. Daveed Diggs, który nie daje sobie przykleić łatki aktora z głośnego musicalu Hamilton, wraz z kolegami z eksperymentalnego zespołu hip-hopowego Clipping stworzył niepokojący, przesiąknięty pesymizmem spektakl dźwięków oparty na samplu z ambientowo-drone’owego numeru Infinite Body. O ile mnożącym się w nieskończoność sequelom filmów grozy trudno jest przyciągnąć uwagę odbiorców, o tyle „Enlacing” jako piętnasty, przedostatni utwór na horrorcore’owym albumie Visions of Bodies Being Burned wgniata w fotel. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

„Kerosene!”

Yves Tumor

Warp

Kerosene! to programowy wzorzec dla odbiorców, których prywatnie szufladkuję jako wychowanych na wszystkim (choć można ich też zaszufladkować akademicko: jako metamodernistów, respektujących tak patos, jak ironię). W powierzchownym odruchu chciałoby się nawet zakwestionować jego istnienie w naszym rankingu; z tą całą mroczną, rzężącą strukturą w post-punkowym wdzianku, płynnie przechodzącą w obłędny fajerwerk gitary, ukradziony ze skądinąd dziadowskiego, ale hardego progu „Weep in Silence” Uriah Heep. Wystarczy jednak, że na scenie pojawią się dramatyczne wokale Yvesa Tumora i Diany Gordon (czy ktoś pamięta jeszcze D’Mile’owski kolaż z wpływów Timbalanda i The-Dreama w „Surveillance”? To dopiero metamorfoza!), i jesteśmy w domu. W domu, w którym aż kipi. Chociaż nie tylko od nadmiaru duszy. Prince, Sheena EastonMadonna lubią to. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

„Ooh La La”

Run the Jewels ft. Greg Nice & DJ Premier

Jewel Runners / BMG

Klasyczny wers ze zwrotki Grega Nice’a z duetu Nice & Smooth, dogranej do wydanego w 1992 roku singla „DWYCK” grupy Gang Starr, stał się podstawą do jednego z najbardziej chwytliwych refrenów tego roku. Ale to z pewnością niejedyna zaleta nagrania promującego krążek RTJ4. Kolejną z nich jest bardzo minimalistyczna, ale niezwykle bujająca produkcja stworzona w składzie: El-P, Wilder Zoby oraz Little Shalimar. Najważniejsze są tu kąśliwe i surowe niczym tatar i ostrygi wersy wspomnianego już El-P oraz uśmiechającego się niczym Joker Killer Mike’a, wyrzucane z siebie z mocą pocisków z Kałasznikowa. Rozprawiają się nimi z kapitalizmem, materialnym podejściem do życia czy skorumpowaną władzą, przy okazji oddając hołd kilku raperom ze złotej ery i zostawiając nieco miejsca na jak zwykle perfekcyjne cuty od samego Dj Premiera. Nie sposób nie wspomnieć też o rewelacyjnym klipie, jeszcze bardziej podbijającym przesłanie nagrania, w którym przedstawiona jest utopijna wizja momentu końca walki klas, a celebrujący tę chwilę ludzie, z uśmiechem na ustach palą niewskazujące już wtedy na wartość drugiego człowieka pieniądze. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

„Rich Nigga Shit”

21 Savage ft. Young Thug

Slaughter Boomin / Epic / Boominati Worldwide / Republic

Każdy, kto obserwował jak od dłuższego czasu Instagram 21 Savage’a staje się przestrzenią afirmowania tradycji okropnie przaśnego, kiczowatego R’n’B z lat 90 i wczesnych 00, miał chyba gdzieś w duszy nadzieję na pojawienie się tracku w tej estetyce. Numer, który zaserwował „sensualny gangus” przerósł chyba jednak oczekiwania wszystkich, bo to coś więcej niż mrugnięcie okiem do zamierzchłej estetyki. To absolutnie legitny, pościelowy banger okraszony przestylowymi zagrywkami skrzypiec i ejtoejtowymi rimshotami i cowbellami prosto z kultowego drumpada Rolanda. Najważniejsze jednak jest to, że zachowany zostaje ten fascynujący, kiczowaty sznyt bez którego takie granie straciłoby duszę. Nie zajeżdża to tanim pastiszem, o który przecież bardzo łatwo w takiej estetyce, całość za to kipi aż ze szczerej zajawki na takie granie, zupełnie jakby 21 realizował swoje dziecięce marzenia o wstąpieniu do Silk. W powietrzu czuć tanie perfumy i to wspaniałe uczucie, kiedy aż wstyd nam przyznać jak bardzo ten kampowy światek nas porusza, a kiedy Young Thug przejmuje numer ze swoją tradycyjną, fascynującą akrobatyką wokalną totalnie już się można w tym rozpłynąć. For the love of cheap thrills! — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

„Blinding Lights”

The Weeknd

The Weeknd XO / Republic / UMG

Choć w ostatnich latach coraz częściej radio gra jedno, słuchacze na własną rękę w sieci słuchają czegoś innego, a jeszcze coś innego chwalą krytycy, w dalszym ciągu zdarzają się takie płyty czy utwory, gdy te trzy wymiary się spotykają. „Blinding Lights” The Weeknd to, jak się okazało, bardziej niż synthpopowy wehikuł czasu do serca lat 80-tych, utwór który zdefiniował komercyjnie brzmienie roku 2020. To też trudny do odparcia argument do kolejnej (jałowej dyskusji) z malkontentami, dla których dobry wielkoformatowy pop skończył się lata temu. Ale przede wszystkim to fantastyczna piosenka — zaaranżowana na duchologiczny syntezatorowy rif na pędzącym motorycznie oldschoolowym bicie, ale z ponadczasową przebojową melodyką angażującą słuchacza od budujących napięcie zwrotek po refren przywodzący na myśl nieśmiertelne „Take On Me” a-ha. I owszem, częściowo sukces „Lights” napędziła ta sama fala nostalgii, która uczyniła wielkim hitem Stranger Things, ale ostatecznie niezależnie od otoczki wygrywa tutaj przede wszystkim pierwszorzędny pop. Chciałbym wierzyć, że to znamienne zwycięstwo klasycznej melodyki nad opartym głównie na rytmice trapowym podejściem do popu (machamy ci, Ariano!). W 2020 jak mało kiedy bowiem potrzebujemy więcej wyrazistych radiowych melodii, które są w stanie wnieść nowy koloryt w pogrążony w pandemicznym marazmie świat. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

„Gospel for a New Century”

Yves Tumor

Warp

Jeżeli rok 2020 coś nam udowodnił, to że nic tak dobrze jak muzyka nie ratuje nas z tego opresyjnego, zgniłego u samych trzewi świata. W dobie wszechogarniającego neurotyzmu i beznamiętności Yves Tumor stworzyło rzecz najpotrzebniejszą- przestrzeń wszelakich eksapizmów. „Gospel for the New Century” to rozbuchana, melodramatyczna pieśń złamanego serca, płaczący żywymi łzami w brokacie romans mieszający w sobie bezpruderyjny, androgyniczny glam, okultystyczną ekstazę i emocjonalny ekshibicjonizm, a to wszystko zostaje nam proroczo zesłane w dobie izolacji i zupełnego wyłączenia cielesnego doświadczania namiętności. Ewangelia Nowego Wieku jest jak baśniowe kino, na które naiwnie chcemy się nabierać, to rzeczywistość pompatycznych wyznań miłości, namiętnego, pociągającego jak narkotyk seksu i rozstań kochanków, przy których każda łza świeci szlachetnie w blasku świec. To rzeczywistość tak odległa od naszej, że rzucamy się w ten wir słodkiego, queerowego hedonizmu, onirycznej sensualności i psychotropowej mgły, nie pytając o wyśpiewywaną wielkimi, krągłymi frazesami historię żarliwych relacji. Gdy zaś już Yves Tumor podbija nasze serce, bezpardonowo rozrywa je potężnym, stadionowym refrenem wspartym dysonansowymi, potężnymi dęciakami. Vivat śnienie i eskapizm, z tej queerowej utopii moglibyśmy nie wychodzić. — Wojtek


Soulbowl 2010s: Najlepsze utwory dekady

 
 

 

Marzyłem o tej chwili i o tej liście, od kiedy tylko zacząłem pisać na Soulbowl, ba!, jeszcze wcześniej, jako dzieciak, gdy Rolling Stone opublikował swoje monumentalne podsumowanie płyt wszech czasów. Ostatnie dziesięciolecie nie jest może okresem na miarę pięćdziesięciolecia jednego z (wciąż) najbardziej opiniotwórczych magazynów muzycznych Ameryki, ale są to poniekąd Soulbowlowe wszechczasy, zwłaszcza że okres od 2010 roku to właśnie ten czas, gdy w soulu i okolicach na dobre zaczęło się dziać — R&B wyszło z okowów anachronicznego radiowego formatu i przemieniło się, przynajmniej w części, w gatunek artystyczny, a bywa, że i artystowski. To zresztą nie nasze pierwsze redakcyjne podejście do takiego podsumowania, a, o ile dobrze liczę, trzecie. Najpierw mieliśmy podsumowywać dekadę jeszcze wcześniejszą, ale wtedy okazało się, że nie udało nam się wyjść spoza naszych własnych ram, tzn. że muzyki przed 2006 rokiem (kiedy Soulbowl powstał) słuchaliśmy zupełnie inaczej niż po tym. Trzeba było pogodzić się, zacisnąć zęby i poczekać dziesięć lat, tzn. ja musiałem. Kolejną okazją miało być dziesięciolecie strony, co również, tym razem z powodów organizacyjnych, nie wyszło. Ale, że do trzech razy sztuka, a Polak mądry po szkodzie, tym razem wreszcie byłem przekonany i nie zawiodłem się — mieliśmy wreszcie zaplecze, by wygrać tę przegraną bitwę. Korzystając z okazji, zaprosiliśmy do współpracy szereg zaprzyjaźnionych z nami osób, których cechą wspólną jest to, że kochają soul i nie wyobrażają sobie bez soulu muzyki jako takiej. Wśród współtwórców poniższego podsumowania poza obecnym zespołem redakcyjnym znaleźli się również Marcin Flint, Radek Miszczak, Andrzej Cała, Hirek Wrona, Eskaubei, Dawid „Goodkid” Bartkowski, Łukasz Kowalka, Marcin Harper, Marta Malinowska z Trójki, Łukasz Lorenc z Regime Brigade, Modest z El Quatro, DJ Praktyczna Pani, Piotr Grabski, Mikołaj Buszkers, a także emm!, Maciek Chojnacki, Julia „Eye Ma” Borowczyk, Dźwięku Maniak, Paweł Wojdylak, Klaudia „Lejdi K” Wąsowska, Jakub Wojewódka i Ola Nadzieja. Tym samym oddajemy w wasze ręce piosenkowy przewodnik po latach 2010-2019. Bon appétit! — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s100.

Thank U, Next

Ariana Grande

Republic / UMG

Rozstanie z Mac Millerem, tabloidowy związek z Petem Davidsonem, niespodziewana śmierć rapera, szybkie zaręczyny z komikiem i równie szybkie rozstanie. No, nie było lekko. „Thank U, Next” to nic innego jak miłosny biogram Ariany Grande, który choć trąci banalnym przesłaniem, jest niezwykle szczery i ujmujący. Oto dowód na to, że można jednocześnie śpiewać o byłych i stać daleko od bycia żałosną, a tytułowe „next” nie musi wcale oznaczać kolejnego romansu, no chyba że z samą sobą. „To najlepszy rok w mojej karierze, ale w życiu prywatnym? Nie wiem, kur…, co ja robię…” — tymi słowami pół żartem, pół serio dziękowała ze łzami w oczach za nagrodę dla Kobiety Roku magazynu Billboard i trudno było się nie uśmiechnąć, gdy to mówiła. „Thank U, Next” pełne jest paradoksów: to w końcu lekki popowy numer o stracie, ale właśnie dzięki temu tak przełomowy w obu strefach życia gwiazdy. I zapewne też dlatego okazał się tak ważny dla wielu milionów dziewczyn po przejściach na całym świecie. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s99.

New York Is Killing Me

Gil Scott-Heron

XL

Któż inny, jak nie Gil Scott-Heron, byłby w stanie tak wspaniale przywrócić do życie tradycje afroamerykańskich spirytuali rodem z delta bluesowego anturażu. Jazzowy poeta nowojorskiej ulicy tradycje akustycznych zaśpiewów osadzonych w dziedzictwie niewolniczego folku przenosi na współczesną wrażliwość, na instrumentalu który brzmi jakby przewidział 3 lata młodszego od siebie Yeezusa, pozostając przy tym tak korzennym, jak tylko się da. W tej dwoistości i kontraście znajduje swoją siłę i aż trudno uwierzyć, że mimo tego, że sam Heron w momencie premiery miał 61 lat, track dziś, dekadę później, wciąż brzmi tak bardzo świeżo. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s98.

If You Know You Know

Pusha T

Getting Out Our Dreams / Def Jam / UMG

Otwierający track z Daytony Pushy T to istna petarda. Raper nawet nie czeka na intro i już od pierwszej sekundy rzuca pełne pewności siebie linijki. Przez chwilę towarzyszą mu jedynie szybkie hi-haty i wokalny sampel, a po pełnej zwrotce możemy już podziwiać bit w pełnej krasie. Produkcja Kanyego Westa kojarzy się stylistycznie z jego dokonaniami z czasów MBDTF oraz Cruel Summer. Numer świetnie wprowadza słuchacza w klimat Daytony — od tej chwili wiadomo, że ma się do czynienia z Pushą T u szczytu możliwości. Jednym z najmocniejszych momentów miesiąca z Ye zaordynowanego przez rapera i jego świtę w połowie 2018 roku okazało się właśnie jego otwarcie. — Mateusz Mudry []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s97.

All of Me

John Legend

Getting Out Our Dreams / Columbia / Sony Music

Pochodzący z czwartego albumu Love In the Future singiel Johna Legenda „All of Me” wzbudza lawinę uczuć zarówno u autora, podczas wykonywania, jak również u odbiorcy, podczas słuchania. Piękna i wzruszająca ballada, oczywiście o miłości, została sprawnie wykorzystana, jako wyznanie miłości artysty dla jego partnerki i muzy Chrissy Teigen. Urok utworu, pomimo że miłość jest skomplikowana, tkwi w prostocie przekazu, oszczędnych dźwiękach fortepianu, a cały ciężar interpretacji spoczywa jedynie na wokalu Johna. „All of Me” brzmi niemal jak wersja akustyczna, a o jego popularności świadczą liczby oraz ilość wzruszonych fanów. Popowy kawałek stał się jednym z największych hitów Amerykanina, a tekst, chociaż opowiada o poważnym uczuciu, czyni to w sposób żartobliwy i zdystansowany. Proste i klasyczne „All of Me” szybko zostało jednak zaszufladkowane i stało się niekwestionowanym numerem jeden wielu imprez weselnych. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s96.

Swamp

Brockhampton

Question Everything / Empire

Wydana w 2017 roku trylogia Saturation udowodniła, że w dobie dominacji artystów solowych, wciąż jest miejsce na supergrupy. To, co nie udało się kolektywom takim jak Odd Future czy Awful Records, doskonale wyszło internetowemu samozwańczemu boysbandowi Brockhampton. Pochodzący z drugiej odsłony serii singiel “Swamp” jest tego świetnym przykładem. To przede wszystkim bezpardonowa, luzacka i zaczepna deklaracja statusu grupy, która mimo swojego alternatywnego charakteru zdołała przebić się do głównego nurtu. Podobnie jak wiele innych utworów „Swamp” czerpie z różnorodności stylów członków zespołu, takich jak Merlyn Woods, Joba czy niesławny Ameer Vann. Największym atutem jest jednak warstwa liryczna, w której Brockhampton z rozbrajającą szczerością mówią to, czego nigdy na głos nie powiedzieliby inni raperzy. I oto właśnie znak ostatniej dekady — mainstreamowy hip-hop wyszedł daleko poza uliczne swoje uliczne ramy, oddając głos mniejszościom, ludziom spoza środowiska i twórcom sięgającym po pozornie odległe inspiracje i gatunki. Jak słychać, z niepodważalną korzyścią — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s95.

Crew Love

Drake ft. The Weeknd

Cash Money

Za każdym razem, kiedy Drake wspomina w kawałkach o swojej ekipie i miłości do niej, nie mamy pewności, czy mowa o konkretnych ludziach, czy o nieuchwytnym posiadaniu kogoś bliskiego, kto zmienia się w zależności od… potrzeb Drizzy’iego (czy ktoś go w ogóle jeszcze tak nazywa?!). W 2011 przeżywaliśmy prawdziwy rozkwit podgatunku nazwanego wtedy alt R&B, którym zazwyczaj określano domowych twórców publikujących muzykę zupełnie za darmo w internecie. Dzisiaj już wiemy, że w tym przypadku „alt” to przedimek dla niskich budżetów, czego doskonałym przykładem jest kariera The Weeknd, który towarzyszy…. tfu! jest autorem i pomysłodawcą utworu „Crew Love”, na który wprosił się Drake i umieścił go na swoim albumie. Żeby było jasne — nadal jestem fanką Drake’a, a Take Care to moja ulubiona płyta ostatniej dekady. Pamiętajmy jednak, że w przypadku Aubreya granice między byciem kuratorem, a autorem są płynne, a jego dyskografia coraz bardziej przypomina mini-przewodniki po trendach muzycznych pt. „Tam byłem, to usłyszałem” — Marta Malinowska []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s94.

Time Moves Slow

BadBadNotGood ft. Sam Herring

Innovative Leisure

Aktywność kanadyjskiego kwartetu w ostatnich latach pozostawia wiele do życzenia. Ubolewamy nad nią z prostego powodu — dotychczasowe albumy BadBadNotGood mocno zakorzeniły się w naszych playlistach, a poszczególne single z powodzeniem przetrwały próbę czasu. Dowodem na to jest obecność w niniejszym rankingu „Times Moves Slow” z gościnnym udziałem Samuela Herringa z Future Islands. Oszczędna kompozycja jest jedną z lepszych prób uchwycenia emocji związanych z samotnością i odtrąceniem, jakie słyszeliśmy od 2010 roku. Romantycy z potrzebą częstych autorefleksji – ten numer jest dla was! — Krzysztof Zięba []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s93.

Happy

Pharrell Williams

Columbia / Sony Music

Happy to kropka nad i dyskografii Pharella Williamsa. Po latach przekraczania gatunkowych granic i przeprowadzania kreatywnych rewolucji brzmieniowych w hip-hopie i R&B z tylnego fotela, „Happy” wreszcie sprawiło, że Williams wreszcie trafił pod strzechy wszystkich gospodarstw domowych na planecie Ziemia pod własnym nazwiskiem. To bardziej fenomen popkulturowy niż nagranie muzyczne jako takie. W kontekście dyskografii Pharrella, a nawet krążka G I R L, na którym go ostatecznie umieszczono, wychodzi ze strefy komfortu wokalisty na soul-popowe terytorium eksplorujące lekką jak piórko melodykę i staromodnie nieironiczny dobry nastrój. Niezależnie od tego, czy „Happy” trafiło na wasze plejlisty i czy utrzymało się na nich do dziś, to kawałek naprawdę przebojowego, beztroskiego radiowego popu, który swego czasu sprawił, że przez kilka miesięcy życie milionów ludzi zdawało się choć odrobinę lepsze. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s92.

Dang!

Mac Miller ft. Anderson .Paak

Warner

Żywa gwarancja udanego utworu, jaką jest Anderson .Paak, ponownie zaskakuje. A to dlatego, że totalnie nic nie wskazuje na to, że refren tego utworu został napisany po śmierci Davida Bowiego. Pogodny, wibrujący funk, który w pięć minut dosłownie zamyka energię letnich związków, jest niesamowicie przyjemny, zwłaszcza patrząc przez pryzmat nieco zblazowanych i depresyjnych poprzednich kilku albumów w karierze Mac Millera. Jazzujące akordy stanowią wyśmienite tło dla figlarnej opowieści o nie do końca układających się związkach, które mimo wszystkich kłopotów, ciężko sobie ot tak odpuścić. Z dzisiejszej perspektywy, świadomość tego, że Malcolm nie wypuści już tak nieprzyzwoicie dobrego letniaczka, za każdym odsłuchem sprawia, że pęka serce. Na szczęście jego dorobek zostanie już z nami na zawsze. — Nikodem Jedynak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s91.

Insane

Madison McFerrin

Madison McFerrin

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s90.

Goddess

Banks

Harvest

Gdyby nagle nieżyjący już Disney zapragnął animowanej wersji Banks w jednej ze swoich bajek, nie trudno się domyślić, że odegrałaby ona rolę Królowej Śniegu. Określenie „powiało chłodem” to najdelikatniejsze sformułowanie, jakim można obdarować „Goddess”. Już od pierwszych dźwięków Banks stara się narzucić swój władczy ton, choć wbrew pozorom nie jest to wcale krzyk. Zdystansowana, jak na kobietę z klasą przystało, Banks nagrała kawałek, który jest muzycznym odpowiednikiem zdania słyszanego przez niejednego eks-partnera — „Jeszcze tego pożałujesz”. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s89.

Niggas in Paris

Jay-Z & Kanye West

Roc-A-Fella

Kiedy Kanye West i Jay-Z połączyli siły, stworzyli dzieło wyjątkowo barokowe i eleganckie, a „Niggas in Paris” to jeden z najmocniejszych bangerów ubiegłej dekady. W utworze słychać sample z „Baptizing Scene” Reverenda W.A. Donaldsona, „Victory” Puff Daddy’ego z Notoriousem i Busta Rhymesem oraz dialogi z filmu Blades of Glory. Inspirowany podróżą do Paryża kawałek dotyka historii Afroamerykanów w stolicy Francji, sięgającej początków XIX wieku. To tam czarnoskórzy artyści mogli uciec i wreszcie zostać docenieni. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s88.

Humble

Kendrick Lamar

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Każda premiera od Kendricka Lamara stawia na nogi cały przemysł muzyczny i środowisko fanów. Nie inaczej było, gdy w świetnym “The Heart Pt .4” artysta zarapował “Y’all got till April 7th to get y’all shit together”. Koncept nowej płyty K. Dot zdradził w wywiadzie dla New York Timesa, mówiąc, że „obecnie jest skupiony na tematyce Boga”. Wszystko w pewnym sensie potwierdziło się 30 marca — w dniu premiery pierwszego singla z nadchodzącego albumu Damn. “Humble” wzbudziło olbrzymie kontrowersje: trapowy bit Mike’a Will Made-It, Kendrick, który w warstwie lirycznej stał w kompletnej opozycji do tytułu kawałka oraz kinowy teledysk autorstwa Dave’a Meyersa i The Little Homies (Dave Free i Kendrick we własnej osobie), gdzie mogliśmy zobaczyć serię nawiązań do Biblii, takich jak ostatnia wieczerza czy płonące głowy. Opowiadając o kulisach powstawania “Humble”, jego producent wyznał, że bit był oryginalnie przeznaczony dla Gucci Mane’a. — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s87.

Retrograde

James Blake

Polydor

Debiut Jamesa Blake’a przyniósł parę ikonicznych singli, ale „Retrogade” z drugiego krążka artysty miało wcale nie mniejszy potencjał, aby zapisać się wielkimi literami w historii wyspiarskiej muzyki. Utwór opowiada o zapędzonym w ślepy zaułek związku, z którego jedynym wyjściem jest pogrążenie się we wspomnieniach. Chociaż Blake błądzi jako kochanek, nie błądzi jako artysta i doskonale trzyma się obranej przez siebie, post-dubstepowej ścieżki. Legenda mówi, że „Retrogade” powstało pod nadzorem Kanyego Westa i Justina Vernora — jestem jednak pewien, że i bez ich pomocy utwór hipnotyzowałby tak samo. — Chojny []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s86.

Peso

A$AP Rocky

A$AP Rocky / RCA

Właściwie to od tego kawałka rozpoczęła się kariera A$APa Rocky’ego. Mimo, że raper na koncie miał już krótki mixtape Deep Purple, to właśnie dzięki Live.Love.A$AP został w pełni doceniony. Projekt zapowiadał właśnie „Peso”, który finalnie dwa lat później nie trafił jednak na tracklistę wydawnictwa. Jak powiedział jednak sam Flacko — „czuję się, jakby dopiero w nim pokazał swoje liryczne umiejętności”. Samplujący „No One’s Gonna Love You” The S.O.S. Band, cloud rapowy, narkotyczny bit stał się charakterystycznym brzmieniem młodego rapera z Harlemu. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s85.

Shutdown

Skepta

Boy Better Know

Wszystkie trueschoolowe głowy doskonale pamiętają wydawnictwa XL Recordings i Boy In Da Corner Dizzeego Rascala czy Treddin’ on Thin Ice Wileya — ponadczasowy grime’owy panteon uformowany jeszcze na początku XXI wieku. Wielu słuchaczom i słuchaczkom, którym nie było dane zetknąć się z gatunkiem w trakcie bądź zaraz po pierwszej fali międzynarodowej popularności brzmienia, termin grime nominalnie wwiercił się w świadomość najprawdopodobniej dzięki singlowemu killstreakowi prowadzącemu do premiery albumu Konnichiwa Skepty, a zastępom wieloletnich fanów dał tak upragniony powiew świeżości. Od „It Ain’t Safe” i „That’s Not Me” aż po kultowe już „Shutdown” — minęło prawie pięć lat, ale największe przeboje całe szczęście nie znają pojęcia czasu. — Kamil Matyja []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s84.

Exhibit C

Jay Electronica

The Dogon Society / Just Blaze / Mass Appeal

Plotka głosi, że potężny, oparty o sampel z nagrania „Cross My Heart” z repertuaru Billy Stewart, instrumental do „Exibit C”, Just Blaze stworzył w niecałe 15 minut. Ten, jak to się zwykło mawiać w takich przypadkach, beat-forteca stał się na tyle kultowy, że wykorzystali go później jeszcze, chociażby tacy raperzy jak Fabolous, Crooked I, Joell Ortiz, AZ, N.O.R.E., Saigon, B.o.B, Childish Gambino, Twista, Game czy Big K.R.I.T. Głównym bohaterem tego nagrania jest jednak Jay Electronica, który w stylu osadzonym między tym, co na krążku The 18th Letter pokazał Rakim a najlepszymi momentami z twórczości Nasa, opowiada nam wciągającą i pełną ukrytych znaczeń historię swojej kariery, zaczynając od trudnych momentów, pełnych zgubnych nałogów i barku świadomości, przez swoiste oświecenie, aż do chwili, kiedy to legendy hip-hopu domagają się od niego większej dawki muzyki. Nikt tak naprawdę nie powinien się im dziwić, albowiem na tym ponad 5-minutowym nagraniu pozbawionym refrenów, raper nie zaserwował nam ani jednej słabej linijki. — Efdote []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s83.

Almeda

Solange ft. Playboi Carti

Columbia / Sony Music

“Almedę” można lubić, podziwiać, cenić za warstwę muzyczną, uważać, że to zdecydowanie wyróżniający się numer z doskonałego When I Get Home. Mimo to jest jednak dziełem ekskluzywnym — nie każdemu dany jest pełny dostęp do jej zrozumienia, a słowa Solange skierowane są do określonej grupy odbiorców. W tych czasach wszyscy chętnie przytakujemy, że muzyka powinna łączyć, bez względu na wszelkie różnice. Są jednak pewne doświadczenia, które nigdy nie będą naszymi przeżyciami. Możemy rozumieć, o czym mówi Solange, ale ostatecznie „These are black-owned things”. „Almeda” to podróż w rodzinne strony wokalistki — południowe rejony Houston. Powraca do korzeni, miejsca przesiąkniętego czarną kulturą, co objawia się nie tylko na poziomie tekstowym, ale i w warstwie muzycznej. Produkcja utworu, za którą odpowiedzialny jest między innymi Pharrell, nawiązuje do chopped and screwed, techniki remiksu popularnej w Houston w latach 90-tych. Nie można nie wspomnieć o Cartim, którego gościnne wersy odważnie przybliżyły „Almedę” do miana trapowego hymnu celebrującego czarne dziedzictwo. — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s82.

Black Skinhead

Kanye West

Def Jam / UMG

„Black Skinhead”, niewątpliwy highlight Yeezusa, choć został zamknięty w hip-hopowej formie, jest w istocie punkowy z natury, co odzwierciedlają mroczny, industrialny, charczący bit i nieskrępowane, charyzmatyczne flow rapera. To jedna z wielu udanych autokreacji jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s81.

No Sleeep

Janet Jackson

Black Doll / BMG

Kiedy usłyszałam ten numer po raz pierwszy, moje skojarzenie było takie, że to pewnie kolaboracja z Kaytranadą lub remiks od Casual Connection. Byłam zaskoczona lekkim groovem rodem z lat 90tych. Tak oszczędnie i tak w punkt. Żaden numer Janet od czasów „Got til It’s Gone” czy „ Go Deep” tak mi się nie podobał. Moją twarz wykrzywił grymas aprobaty podobny do grymasu producentów, którzy mocno jarają się swoim bitem. To był miód na moją oldschoolową duszę. Z jednej strony pościelówa, z drugiej zaś, podbijając tempo nieco ponad 90 BPM-ów bujam się jak do starego dobrego R&B. W czasach pogoni za brzmieniem nowego pokolenia, kultowi artyści często podążają za nowymi trendami. Janet nie jest tu niestety wyjątkiem, ale akurat ten numer wynagradza to muzyczne meandrowanie. Wybór producenckiego zasłużonego duo bardzo się tu sprawdził. Mogę się mylić, ale w tle chyba słyszę zsamplowane podbicia Ala Greena. Wsłuchajcie się. — Praktyczna Pani []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s80.

Heartbreaks + Setbacks

Thundercat

Brainfeeder

Wirtuoz i wizjoner. Oba te określenia można dziś z pełną powagą oraz śmiałością przypisać do niezwykle utalentowanego basisty Stephena Lee Brunera, którego większość słuchaczy zna szerzej z aliasu Thundercat. Zanim zdecydował się na karierę solową swoją markę budował, współpracując z takimi artystami, jak: Erykah Badu, Sa-Ra Creative Partners, J*DaVeY czy Flying Lotus. To właśnie współpraca z tym ostatnim przyniosła mu większy rozgłos i pierwszy poważniejszy hit na koncie. Chodzi o utwór „Heartbreaks + Setbacks”, który bardzo szybko stał się pierwszą wizytówką Thundercata i rzucił więcej światła na jego postać i twórczość. Piosenka, którą oprócz FlyLo współprodukował także inny kalifornijski artysta Mono/Poly, wręcz kipi dźwiękami, układającymi się w multigatunkowy miraż. Z kompozycji wybijają się oczywiście głębokie i bardzo rytmiczne tony gitary basowej, podawane z wielką wytrawnością, z którą Stephen Bruner jest od lat utożsamiany. — Dźwięku Maniak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s79.

The Wilhelm Scream

James Blake

Polydor

Dziś James Blake musi jawić się jako jeden z tych wiecznie poszukujących artpopowych wrażliwców, którzy nieustannie potrzebują redefinicji, ale w 2011 roku, gdy po kilku nieśmiałych post-dubstepowych (tak wtedy o tym pisaliśmy) epkach, Blake zadebiutował wreszcie dużym krążkiem, jego kontury były wyraziste jak nigdy wcześniej i nigdy później. Miało się wtedy (i ma się dziś) poczucie, słuchając tego materiału, że 23-letni artysta, wie doskonale, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Słuchało się tej muzyki u progu fali nowego R&B z otwartą głową i ona miała to w swoim DNA. Blake doskonale wykorzystał ten moment i położył swoim debiutem, chcąc niechcąc, podwaliny pod brzmienie dzisiejszego popu. „The Wilhelm Scream” był w tym ujęciu najbliżej melodyki klasycznego popu — zaaranżowanego introwertycznie, na zdekonstruowanym post-dubstepowym bicie z masą dźwiękowego efekciarstwa z pogranicza muzyki eksperymentalnej, ale melodycznie w całym swoim minimalistycznym zapętleniu jednak wchodzącego w głowę z niesamowitą siłą, na modłę przebojów z radia Top 40, a jednak zupełnie inaczej niż one. Ten intymny nastrój świadomie kreowany od pierwszej do ostatniej sekundy, ta wrażliwość na dłoni, niepewność — z tym nie dało się wtedy, będąc niemal równolatkiem Blake’a, nie utożsamić. Kto wie, jak zabrzmiałoby Blonde Franka Oceana, gdyby nie ta płyta i ten kameralny krzyk. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s78.

Can’t Feel My Face

The Weeknd

XO / Republic / UMG

Promocja, jaka towarzyszyła premierze „Can’t Feel My Face” sprawiła, że singiel odniósł znaczący sukces. Przyczynił się do tego zarówno start platformy Apple Music, jak również odwołanie do muzyki Michaela Jacksona i zaangażowanie Maxa Martina do powstania kompozycji. Niezgłębienie tekstu piosenki może początkowo sugerować temat nieszczęśliwego uczucia do kobiety, jednak okazuje się, że The Weeknd używając alegorii i w rzeczywistości rozprawia o pozytywnych dla niego skutkach obcowania z kokainą. Idąc dalej i łącząc oba tematy, dochodzimy do konkluzji, że artysta może śpiewa jednak o miłości uzależniającej jak narkotyk. Disco-pop-funkowy singiel ukazuje płynne przejście Abla od R&B do bardziej popowego brzmienia. W „Can’t Feel My Face” słyszymy R&B i pop o bardzo tradycyjnej strukturze i wykonaniu, które odnoszą się bezpośrednio do takich klasyków Jacksona, jak „The Way You Make Me Feel” i „Billie Jean”. Na szczęście sama piosenka nie przynosi wrażenia, że już gdzieś to słyszeliśmy, ale jest żywą i nowoczesną wersją własnego stylu Kanadyjczyka. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s77.

3500

Travis Scott ft. Future & 2 Chainz

Epic / Sony Music

Debiut Travisa Scotta to kosmos, niedościgniony wzór, jak tworzyć płyty kompletne i świeże w całym trapowym uniwersum. Tej legendy nie byłoby jednak, gdyby nie „3500”, które zmienia słowo w ciało — mokre rockowe sny całych pokoleń raperów materializuje w niedoścignionym 8-minutowym prog-trapowym opusie. Scott wraz z Future’m i 2 Chainzem nieśpiesznie nawijają o prawdzie w hip-hopie i na osiedlu (hehe), co ma jednak znaczenie zupełnie drugorzędne wobec majestatycznego intergatunkowego bitu, który wyszedł z warsztatu Metro Boomina, Mike’a Deana, Mano i Zaytovena. Synthy ściśle sprzężone z gitarami w mocarny świdrujący dron w trakcie eksplozywnego hooka przechodzący w psychodelicznie pulsujący bit mający coś w klasycznych gangsta rapowych produkcji lat 90., tu na charakterystycznym trapowym podbiciu, robi robotę jak mało która traprapowa produkcja minionej dekady. To jednak zaledwie punkt wyjścia dla hipnotyzującego numeru, który z każdą kolejną zwrotką, z każdą kolejną woltą produkcyjną, z każdym kolejnym padającym „trill n*gga” w refrenie wprowadza słuchacz w coraz głębszy trans, co konsekwentnie czyni do ostatnich sekund w półtoraminutowym progresywnym outro, jakiego nowy rap wcześniej nie widział. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s76.

Latch

Disclosure ft. Sam Smith

Island / Universal

Debiutancki singiel „Latch” okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym i wyniósł kariery Disclosure i Sama Smitha na wyższy poziom. Przed pojawieniem się kawałka cała trójka nie była znana na światowa skalę, ale kompozycja stopniowo zyskiwała na sile, by w konsekwencji osiągnąć numer jeden w Stanach Zjednoczonych i pokryć się potrójną platyną. Piosenka była męczona przez stacje radiowe, a artyści byli postrzegani chwilowo jako gwiazdy jednego przeboju. Przyszłość pokazała jednak coś innego. Zarówno „Latch”, dzięki oryginalnemu brzmieniu, garażowym dźwiękom i włączeniu soulowego wokalu Sama, stało się niekwestionowanym bangerem, jak i Brytyjczycy poradzili sobie w muzycznym biznesie bardzo dobrze. Do dziś wracamy z przyjemnością do tego klubowego hitu z soulowo-jazzowym zacięciem. — Forrel []


NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 25-1


25 najlepszych utworów 2019

25 najlepszych utworów 2019

Kolejny rok powoli ma się ku końcowi, a my zgodnie z wieloletnią tradycją redakcyjnie podsumowujemy najlepsze okołosoulowe wydawnictwa wypuszczone w przeciągu mijających 12 miesięcy. Tym razem zupełnie świadomie postanowiliśmy nie szaleć z liczbą prezentowanych pozycji, bo na poważnie przygotowujemy się do obszernego podsumowania lat 2010-2019, które trafi na łamy strony zaraz po nowym roku. W międzyczasie rzućcie jednak okiem, jakie piosenki mijającego roku uznaliśmy za najlepsze. Oto 25 najlepszych utworów 2019 roku według Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

„Star$”

Miętha

Asfalt

Miętha to duet, w którego skład wchodzi producent Awgs i raper Skip. Poznali się, polubili i w pół roku od pierwszego spotkania nagrali Audioportret. Jednym z najmocniejszych punktów albumu jest bez wątpienia numer „Star$” — poprowadzony na jednocześnie hipnotyzująco bujającym i kojącym bicie, na którym Skip poddaje się autorefleksji, począwszy od związku, aż do chęci życia tu i teraz. Jeśli jesteście fanami twórczości Vita z Bitaminy i produkcji Knxwledge, to nie przechodźcie obojętnie koło Mięthy. W tym miejscu warto też odnotować, że głos i autor tekstów duetu ma zaledwie 21 lat, co robi wrażenie, gdy słucha się tak dojrzałych i trafnych tekstów jak ten. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

„Crime Pays”

Freddie Gibbs & Madlib

Keep Cool / RCA

Trzeba było okrągłych 5 lat, żeby kultowa Piñata doczekała się swojej kontynuacji. Freddie Gibbs i Madlib nie zmarnowali jednak ani minuty, a utwory takie jak „Crime Pays” są tego najlepszym dowodem. Soczysty, pełen duszy i filmowego klimatu podkład zbudowany na soulowym samplu z utworu „Free Spirit” Walta Barra oraz spokojna, a jednocześnie techniczna i dynamiczna przewózka Freddiego tworzą razem doskonały koktajl. To jeden z tych kawałków, w których naprawdę słychać finezję i doświadczenie weteranów sceny — bez zbędnego efekciarstwa, pogoni za trendami czy próby udawania czegokolwiek. Bardzo odświeżająca propozycja w dobie tik-tokowych raperów i przygniatającej przeciętności. — Adrian


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

„Don’t Break
My Heart”

PJ Morton feat. Rapsody

Morton / Empire

Czy PJ tańczy sambę? Czy sambę PJ zna? Może się mylę, ale „Don’t Break My Heart” każe mi włożyć błyszczącą sukienkę i pędzić na naukę samby. Na szczęście PJ Morton nie myli się ani razu. W tym utworze zgadza się wszystko — może poza grzecznościowym intro Rapsody, które grzecznościowo usuwa się w cień tej cudnej kompozycji. „Don’t Break My Heart” to nowy singiel Steviego Wondera, który nie dość, że nie jest singlem, to nie został przez Wondera tknięty, choć struktura i aranżacja utworu mogłyby na to wskazywać. PJ Morton występuje tu pełen charyzmy i wrażliwości, pod rękę z progresją smaczną niczym wizyta w cukierni Wedla. Nadal nieprzekonani? Dla porównania pierwotna wersja tego staro-nowego klasyka soulu. Nie łamcie mu serduszka, pozwólcie się rozczulić — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 201922.

„Coming Home”

Pusha T feat. Ms. Lauryn Hill

GOOD / Def Jam / UMG

„Coming Home” to nie tylko kolejny dowód tego, że Pusha T w 2019 roku wciąż jest jednym z najlepszych raperów na scenie, ale przede wszystkim symboliczny powrót Lauryn Hill do matecznika. Piosenkarka która od dwóch dekad nie może przełamać artystycznego impasu, zupełnie jak w czasach swojej świetności beztrosko chwyciła za mikrofon, by nagrać witalny refren dla zaprzyjaźnionego rapera — tak jak w 1996 roku dla Nasa, w 1997 dla Commona, w 2019 zaśpiewała dla Pushy T na staromodnym bicie Kanyego Westa. To raczej ponadczasowy niż współczesny, podnoszący na duchu numer z idealnie hymnicznym refrenem, który, dzięki umiejętnemu wyważeniu całokształtu, o włos unika czołówki z banałem. Tak trzeba żyć! — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201921.

„A Boy Is a Gun”

Tyler, the Creator

Columbia / Sony

Autor jednej z najciekawszych tegorocznych płyt, przynajmniej wśród rapowych propozycji, potrafi przykuć uwagę, jak mało kto. Wizytówką przepełnionego emocjami Igora jest „A Boy Is a Gun” — sentymentalna kumulacja furii i pożądania, które miotają Tylerem na myśl o obecności swojego wybranka. Dominujący w konstrukcji utworu sampel zaczerpnięty został z „Bound” zespołu Ponderosa Twins Plus One, a czujny słuchacz wyłowi Solange w chórkach. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że jeszcze mocniej zaprzyjaźnicie się z „A Boy Is a Gun” po obejrzeniu klipu wyróżniającego się najwyższej jakości estetyką. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201920.

„Deal Wiv It „

Mura Masa feat. Slowthai

Anchor Point / Universal / Polydor

Z jednej strony mamy Slowthaia — pokręconego, zadziornego i nieuznającego żadnych świętości reprezentanta Northampton. Z drugiej Murę Masę — skromnego kolesia, który tworząc w zaciszu swojego pokoju, wdarł się mimochodem na szczyty list przebojów. Przeciwieństwa się przyciągają? Najwyraźniej tak, bo panowie wspólnie zaliczyli bardzo udany rok, o czym z pewnością przekonacie się (uwaga, spoiler!), przelatując przez kolejne pozycje na liście. Choć „Deal Wiv It” promuje nadchodzący krążek producenta, to bliżej mu raczej do debiutanckiego albumu Slowthaia. Mura Masa porzuca na moment popową stylistykę i sięga po punk rocka, esencję brytyjskiego brzmienia. Brudny bas, gitary, wszystko się zgadza, a jednocześnie udaje mu się zachować dynamikę prawdziwie klubowej produkcji. Mocnych momentów z udziałem obu panów w tym roku nie brakowało, a to zdecydowanie jeden z nich. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 201919.

„Where’s
the Catch?”

James Blake feat. André 3000

Polydor

James Blake, jeśli chodzi o kondycję psychiczną, nareszcie wyszedł na prostą. Na tegorocznym Assume Form opowiada przede wszystkim o uczuciach związanych z wchodzeniem w nową romantyczną relację. Wszystko wydaje się jednak zbyt wspaniałe i momentami pojawia się niepokój — Blake pyta więc o potencjalną, tytułową pułapkę. Do tego w równą, pulsującą melodię André 3000 wplótł wyjątkowo zgrabną, opartą na grze słów zwrotkę i po raz kolejny udowodnił swoją nieprzemijająco świetną formę. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201918.

„Cellophane”

FKA twigs

Young Turks

Miłość na świeczniku — tak w skrócie można zdefiniować pierwszy singiel z Magdalene. „Cellophane”, zaskakuje surowością formy i szczerością przekazu. Jak celofan, muzyka odbija w tym miejscu uczucia i jest ujściem dla ran serca. Piosenkarka poszła drogą Kate Bush i Björk i podzieliła się ze słuchaczami rozmyślaniami nad swoim życiem miłosnym. Dźwięki imitujące nakręcane zabawki symbolizują poczucie bycia marionetką w rękach osądzających ludzi. Muzyczne studium nad rozpadem związku i swoista autoterapia to niewątpliwie niełatwa sprawa. Dekoracyjność i orientalizm, w jakich została osadzona dźwiękowa materia tej sentymentalej pieśni, jest na tyle mocna, że niezmiennie rozczula i zachwyca. Dekonstrukcja, odbudowa i rozpoczęcie od nowa życia po cierpieniach duszy to światło w tunelu, z którego FKA twigs czerpie siłę na całym tegorocznym albumie. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze utwory 201917.

„Hot Coffee”

Schafter

Restaurant Posse / Universal

Wojtek narobił koło siebie bardzo dużo szumu w ciągu ostatnich dwóch lat, lecz to, jak gładko wszedł w uszy słuchaczy w całym kraju singlem „Hot Coffee”, zasługuje na poklask. Według niektórych kawałek o niczym, zdaniem innych hit roku. Cóż, może nie hit roku, ale z pewnością jest to jedna z najlepszych pozycji na polskiej scenie muzycznej 2019. I ten bit, który zrobił sam Schafter, a ludzie w to nie mogli uwierzyć. Winszujemy! — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201916.

„Big Wheels”

Kevin Abstract

Question Everything / RCA / Sony

Arizona Baby, trzeci solowy projekt lidera Brockhampton, to album trochę doceniony. Trwający półtorej minuty „Big Wheels” stanowi swego rodzaju intro, a Kevin Abstract porusza w nim kwestie takie jak problemy związane z nagłą popularnością, mówieniem wprost o swojej orientacji czy wyrzutami sumienia spowodowanymi ucieczką z rodzinnego miasta i rzuceniem studiów. Abstract jak nikt inny potrafi bawić się swoim flow i odpowiednio je przesterować. W przypadku „Big Wheels” ładnie gra ono nie tylko z nieco wykręconym, opartym na szybkiej perkusji, bitem, ale także z saksofonem, który łączy kompozycję z kolejnym, niemal równie świetnym „Joyride”. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

„The Tuxedo Way”

Tuxedo

Funk on Sight

Jeśli myślicie, że era funku i disco przeminęła raz na zawsze, to Mayer Hawthorne i Jake One wyprowadzą was szybko z błędu. Dźwięk dęciaków, syntezatorów i tupiąca nóżka to coś, za czym tęsknimy. A jeśli dodać do tego doskonałą melodię i teledysk reżyserowany prze Iana Eastwooda, nie można wróżyć temu niczego poza sukcesem. „The Tuxedo Way” to właśnie sposób chłopaków na pochmurne myśli — tańczmy więc! — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

„Doorman”

Slowthai feat. Mura Masa

Method

Brytyjskie blokowiska żyją (czy, idąc za głosem największego poety polskiej ulicy, trwają) i mają się dobrze. „Doorman” Slowthaia to hołd dla tradycji mocno zakorzenionego w realiach niższej klasy średniej punkowego cynizmu na wyspiarskich zasadach. Mura Masa uderza niesamowicie intensywnym instrumentalem, który brzmi jak Sleaford Mods na amfetaminie, czego nigdy nie spodziewalibyśmy się, znając jego popową wrażliwość, zaś Slowthai odchodzi od swojej postgrime’owej, charakterystycznej ekspresji, na rzecz przeskandowanych splunięć chodnikowego jadu. „Doorman” to, mimo swojego przebojowego potencjału, przede wszystkim manifest trwania w beznadziei i zawodu życiem. Osadzona w realiach Trainspottingowego romansu historia portretuje zmęczonego, nienawidzącego klasy wyższej chłopaka, który jedynie w nikotynie znajduje ukojenie od wiecznego gnojenia i niesprawiedliwości, zarówno społecznej jak i emocjonalnej. Całość wyrzygana jest jednak z sarkastycznym uśmiechem i wzrokiem z pogranicza zawadiactwa i psychozy. Tak brzmi głos naprawdę chorego społeczeństwa. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

„Borderline”

Tame Impala

Modular / Island

Po wydanym w 2015 roku „The Less I Know the Better” na kolejny singiel Tame Impala przyszło nam czekać cztery lata. „Patience” było dosyć zachowawcze i dla spragnionych nowości fanów, mogło być jednak małym zawodem. Zaledwie dwa tygodnie później ukazało się jednak „Borderline” i tym razem o rozczarowaniu nie mogło być mowy. „Borderline” z jednej strony oscyluje gdzieś na granicy popu i rocka, z drugiej — jest tajemnicze i psychodeliczne. Efekt ten to jak zawsze zasługa świetnej produkcji Kevina Parkera, który tym razem połączył klasyczne inspiracje psychodelicznym rockiem z brzmieniem synth popu. „Borderline” to opowieść o utracie kontroli nad emocjami i niebezpiecznej miłości i, mamy nadzieję, dopiero preludium przed nadchodzącym materiałem Tame Impala. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

„Jesus Forgive Me, I Am a Thot”

Jpegmafia

EQT

Autotune’owe kaznodziejstwo w służbie pruderii, czyli najbardziej esencjonalny banger ze stajni Peggy’ego. Niepokorny raper i producent zasłynął z ambiwalentnego stosunku do ciała hip-hopowej formuły, które regularnie rozrywał i dekonstruował z iście punkową wrażliwością. „Jesus Forgive Me, I am a Thot” to jednak krok jeszcze dalej. Charakterystyczne glitchowe zlepiają się w kolaż narracyjnej postmoderny. Quasireligijne zaśpiewy konfrontowane są z wybuchami amfetaminowej agresji, euforyczne pasaże najntisowego R&B zarażone są noise’owym wirusem i wykwitają niekontrolowanym szumem. Plan muzyczne przenikają się i zlewają się ze sobą, a jednak ten dźwiękowy Frankenstein, przy całym swoim stylistycznym rozchwianiu, kroczy z piosenkową gracją i stylowym powabem. Peggy to geniusz, który balansował na granicy szaleństwa, aby ostatecznie skoczyć w jego otchłań i zakończyć go death dropem. Damn, Peggy. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

„No Halo”

Brockhampton

Question Everything / RCA / Sony

Otwierający Ginger „No Halo” to nostalgiczna refleksja grupy poświęcona tematom depresji, rozstań czy uzależnienia od używek. Chłopakom wciąż towarzyszy głęboki smutek, a przy tym poczucie zagubienia i niepewność. Pojawia się tu jednak również jakaś nadzieja. Kawałek pięknie podkreśla indiepopowy charakter płyty. W refrenie udziela się zresztą debiutująca w tym roku Deb Never, a melodię uzupełnia delikatna akustyczna gitara. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

„País nublado”

Helado Negro

RVNG

No hej, właściwie to tegoroczny ranking piosenek nie miałby większego sensu, gdyby nie znalazło się w nim miejsce dla „País nublado”. Czy można się w ogóle oprzeć tej kojącej, elektro-ambientowej bossa novie? Przecież to czyste ucieleśnienie gratyfikacji po okresie odroczenia. Wyczekane i satysfakcjonujące, ale zrównoważone odczucia. Pierwsze promienie wiosennego słońca, krople deszczu na szybie obserwowane z wnętrza samochodu, muśnięcie letniej bryzy na policzku. „País nublado” odnajduje siłę w spokoju nylonowej gitary. Ta uśmierzająca, zachwycająca skromnością, ale nadal barwna paleta dźwięków hołduje wytrwałości i cykliczności, przeistaczając się mimochodem w jeden z nieodłącznych elementów natury, do której się odwołuje. Tak właśnie hipnotyzuje się słuchaczy. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

„Something Keeps Calling”

Raphael Saadiq

Columbia / Sony

Raphael Saadiq kazał na siebie czekać osiem długich lat, ale już pierwszy zwiastun jego tegorocznej płyty, singlowe „Something Keeps Calling”, zademonstrowało słuchaczom, że było warto. Choć nie od razu, bo singiel, podobnie jak zresztą cały krążek, rozpisano jako grower. Nieprzypadkowo piosenkarz dał fanom prawie trzy miesiące, by ta słodko-gorzka melodia mogła w nich dostatecznie dojrzeć. Progresywne mid-tempo z jednej strony przywodzi echa wcześniejszych soulowych dokonań artysty, z drugiej osadzone jest ciężko i konsekwentnie dąży do dramatycznego gitarowego finału. „Something”, pisane z punktu widzenia narkomana, który z jednej strony próbuje wieść normalne życie, z drugiej nie potrafi uwolnić się z objęć uzależnienia, z każdym kolejnym wersem coraz bardziej uzmysławia słuchaczowi nieuchronność codziennych zmagań osoby uzależnionej i jej bliskich. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

„BMO”

Ari Lennox

Dreamville / Interscope

Niespodziewanie Ari Lennox zdruzgotała nas jednym ruchem. „BMO” to utwór z gatunku niepozornych (umieszczony na jeszcze bardziej niepozornym albumie), który uderza nagle i bezpośrednio. A uderza wyłącznie po to, by zainfekować nasze głowy nośnym bitem zakończonym na „gitchi gitchi yaya”. Rzutem na taśmę, na zaraźliwym najntisowym R&B (a właściwie to na samplu utworu kompozytora muzyki do Hair, który to utwór Ari wynalazła tu) Ari Lennox przenosi ducha „Lady Marmalade” do schyłku kolejnego dziesięciolecia (po wersji jaśnie panującego kwartetu: Aguilera, Mýa, Pink, Lil’ Kim). „BMO” to kolejna piosenka wydłużająca nasze osobiste listy dźwięków, których nieświadomie potrzebowaliśmy. Jeden z bardziej charakternych tegorocznych bitów, prawdopodobnie jeszcze na długo zostanie nam w pamięci. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

„Karma”

Lucky Daye

Keep Cool / RCA

„Karma” to gamechanger na co najmniej kilku płaszczyznach. Nie tylko wprowadza nową jakość do dotychczasowego repertuaru zeszłorocznego debiutanta Lucky’ego Daye’a, ale przede wszystkim wyznacza nowy kierunek w 90sowej archeologii twórców nowej fali R&B. W numerze zbudowanym na gęstych nawiązaniach i przetworzeniach kultowego „Pony” Ginuwine’a — bez wątpienia jednego z najbardziej charyzmatycznych momentów popu lat 90. — Daye składa kreatywny hołd brzmieniu chętnie eksplorowanej ostatnimi czasy w R&B epoki. Jest pewny siebie, precyzyjny i zadziorny, bez problemów czyni to, co zostało z legendarnego bitu Timbalanda swoim własnym. To jeden z najciekawszych momentów tegorocznego R&B nie tylko ze względu na modelowo intertekstualny kontekst, ukochany przez badaczy popkultury, ale także — obezwładniający, pulsujący vibe, który Daye brawurowo odświeżył wraz ze stojącym za oprawą producencką większości numerów na krążku D’Mile’m. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

„Almeda”

Solange

Columbia / Sony

“Almedę” można lubić, podziwiać, cenić za warstwę muzyczną, uważać, że to zdecydowanie wyróżniający się numer z doskonałego When I Get Home. Mimo to „Almeda” jest jednak dziełem ekskluzywnym — nie każdemu dany jest pełny dostęp do jej zrozumienia, a słowa Solange skierowane są do określonej grupy odbiorców. W tych czasach wszyscy chętnie przytakujemy, że muzyka powinna łączyć, bez względu na wszelkie różnice. Są jednak pewne doświadczenia, które nigdy nie będą naszymi przeżyciami. Możemy rozumieć, o czym mówi Solange, ale ostatecznie „These are black-owned things”. „Almeda” to podróż w rodzinne strony wokalistki — południowe rejony Houston. Powraca do korzeni, miejsca przesiąkniętego czarną kulturą, co objawia się nie tylko na poziomie tekstowym, ale i w warstwie muzycznej. Produkcja utworu, za którą odpowiedzialny jest między innymi Pharrell, nawiązuje do chopped and screwed, techniki remiksu popularnej w Houston w latach 90-tych. Nie można nie wspomnieć o Cartim, którego gościnne wersy odważnie przybliżyły „Almedę” do miana trapowego hymnu celebrującego czarne dziedzictwo. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

„A palé”

Rosalía

Columbia / Sony

Rosalía nauczona doświadczeniem po zeszłorocznym debiucie odrobiła lekcje i albumem El mal querer wypłynęła na szerokie wody i zrobiło się o niej na tyle głośno, że niedługo po hitowej płycie artystka rozpoczęła prace nad nowym krążkiem. Kierunkiem muzycznym odbiegła od El mal querer, a już na pewno daleko za mgłą pozostawiła Los Ángeles. W nowych utworach Hiszpanka żegna się z nuevo flamenco na rzecz wszędobylskiego obecnie tanecznego reggaetonu. I właśnie na szczycie tych klubowych brzmień znajduje się „A palé”, które niesie ze sobą pewne przesłanie z przeszłości, a gatunkowo sięga do hip-hopu, glitch-popu i trapu. Elektroniczny ster, trzymany wspólnie w rękach Rosalíi, El Guincho oraz Franka Dukesa prowadzi słuchacza do ciekawszej, mrocznej odsłony wokalistki, tak odmiennej od jej ostatnich radiowych dokonań. Kompozycja esponuje ciężko rozbrzmiewającą wśród piskliwych syntezatorów perkusję. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

„Fallen Alien”

FKA twigs

Young Turks

„Fallen Alien” to most pomiędzy epką M3LL155X a nowo-starym brzmieniem FKA twigs. Przestery i glitche wpływające na wielowarstwowość kompozycji — za produkcję odpowiada sam Nicolas Jaar — odzwierciedlają dojmujące uczucie osamotnienia bohaterki nagrania. To kosmiczna odyseja, pełna dźwiękowych odbić i lustrzeń, gdzie instrumentacje oddają nastrój samotności i zdrady. Średniowieczny marsz, w którym wstawki dziecięcych chórków („I feel…”) brzmią złowrogo, niesie jednak zapowiedź światła. Artystka szuka drogi do domu, a jej powrotowi towarzyszą miłosne rozrachunki. Tym utworem udowadnia, że jej muzyka jest nie tylko jest wielowymiarowa, ale wręcz pochodzi z innej planety. Planety FKA twigs. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

„Ricky”

Denzel Curry

PH / Loma Vista / Concord

Denzel Curry w zaledwie kilka miesięcy przeszedł od mrocznego Ta1300 do wręcz buchającego klimatem Florydy Zuu. Był w stanie przy tym zachować swój undergroundowy sznyt, w efekcie dając nam jeden z najlepszych singli ostatniego roku. „Ricky” to soczysty banger, luźno inspirowany brzmieniem miami bassu. Ale Denzel odwołuje się tu do swoich korzeni nie tylko pod względem muzycznym. Kawałek jest także ukłonem w stronę tych, którzy czuwali nad karierą rapera od jej początków. My daddy said, „Trust no man but your brothers, And never leave your day ones in the gutter”. Wszystko to podane zostało z charakterystycznym dla gospodarza, bardzo agresywnym i energetycznym flow. Mainstreamowe zacięcie i prawdziwie uliczne zasady. W punkt. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

„Juice”

Lizzo

Nice Life / Atlantic

Lubimy dobre piosenki. Brzmi to tak sztampowo, że aż banalnie, ale przebojowe refreny i parkietowy groove przez długi czas owiane były zasłoną wstydu, a dosłowność piosenkowej formuły swoją strefę komfortu wyznaczoną miała gdzieś pod szufladkującą łatką guilty pleasure. I być może właśnie dlatego Lizzo tak nas łapie za serce. W jej monumentalnym hicie „Juice” od pierwszych dźwięków bezwstydnie wyzbywa się patosu i sterylnie spreparowanej powagi na rzecz infekcyjnego hurraoptymizmu i cielesnej bezpretensjonalności. Gdzieś między emancypacyjnym popem lat 90 i rozkosznym samouwielbieniem złotej ery disco znajduje przestrzeń, którą wypełnia swoją charyzmą, nieodpartym urokiem osobistym i szczerą, pozytywną energią. „Juice” stało się w tym roku przyczynkiem bardzo wielu niezręcznych sesji tanecznych, które lepiej, żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego, ale z Lizzo nie trzeba się tego wstydzić. Dla niej wszyscy jesteśmy piękni i wszystkich równie mocno obdarowuje miłością, największą dawkę zostawiając jednak na siebie samą. I nie mamy prawa mieć jej tego za złe. Slay, Królowo! — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

„Earfquake”

Tyler, the Creator

Columbia / Sony

Halko, czy to wciąż Tyler, the Creator? Od czasu wydania arcydzieła, jakim jest bez wątpienia Flower Boy, najlepszy gracz w rap grze porzucił hip-hop na rzecz udanego romansu z neo-soulem i R&B. Zamienił się przy tym miejscami z Frankiem Oceanem — który chwilowo zajął się rapowaniem — i na następnym longplayu Igor odsłonił duszę skrytą w pastelowym soulu. I pomyśleć, że „Earfquake”, jakie znamy, mogłoby nigdy nie zaistnieć. Nagranie powstało z myślą o oddaniu go Justinowi Bieberowi — a gdy ten go odrzucił — Rihannie. Całe szczęście ostatecznie pozostał u autora. Muzyczny ekshibicjonizm w formie zdystanowanego płciowo wokalu dostał tu muzyczną oprawę w postaci gustownego pianina i, co by nie mówić, stonowanego plumkania. Uroczy bełkot Playboya Cartiego, chórki Jessy Wilson i udział w chorusie weterana soulu Wujka Charliego — to dodatki do słownych gierek Igora. Alter ego Tylera, the Creatora w platynowej peruce, istna karykatura Andy’ego Warhola, jest rozumiane jako odskocznia od sercowych smuteczków protagonisty albumu. Tyler, the Creator leczy złamane serduszko, a zarazem udowadnia, że raperzy też mogą być wrażliwi i łagodni. To douszne trzęsienie ziemi naprawdę nami wstrząsnęło. „Earfquake” to muzyczna laurka dla wiernych fanów Tylera „Igora” the Creatora. Brokacik. — Ibinks


Wszystkie wyróżnione przez nas utwory wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej:

50 najlepszych utworów 2018

Jeśli zastanawiacie się, jak rok 2018 w soulu i R&B plasował się naszym zdaniem na tle poprzednich lat (a to już 11. rok, kiedy w grudniu publikujemy nasze podsumowania), niech za komentarz posłuży samo to, że ze względu na to, ile muzycznego dobra ukazało się w przeciągu ostatnich 12 miesięcy, specjalnie rozszerzyliśmy tegoroczne listy najlepszych utworów i płyt z 40 do 50 pozycji. A i tak nie było lekko, bo solidnych propozycji do miana piosenki roku mieliśmy w redakcji ponad czterokrotnie więcej. Ostatecznie niemalże jednoznacznie wyłoniliśmy laureata, który, jak niewiele utworów w ostatnich latach, jest jednocześnie doceniany przez krytykę i stał się też przebojem komercyjnym, zarówno w radiu, jak i w sieci. Doskonale przy tym oddaje istotę brzmienia bieżącego roku, a sam w sobie stanowi też komentarz społeczno-polityczny dla pozamuzycznej rzeczywistości. Zanim jednak do niego dotrzecie, rzućcie okiem, jakie jeszcze inne numery mijającego roku uznaliśmy za godne uwagi.


Soulbowl50.

„1539 N. Calvert”

Jpegmafia

Peggy/Deathbomb

Veteran to nie tylko jedna z najciekawszych hip-hopowych propozycji długogrających ostatnich 52 tygodni, to jeden z najświeższych, najlepiej zrealizowanych albumów szeroko pojętego hip-hopu eksperymentalnego, który na przestrzeni ostatnich kilku lat nieprzerwanie rodzi niekonwencjonalne, łamiące schematy projekty. Otwierające materiał „1539 N. Calvert” świetnie sprawdza się w roli openera będącego fuzją wszechobecnego na płycie futurystycznego, cyborgowego R&B oraz 808-owego, neonowego brzmienia mocno basowego trapu. — Mleczny


Soulbowl49.

„Fists of Fury”

Kamasi Washington

Young Turks

„Fists of Fury” rozpoczyna się niczym soundtrack z filmu z gatunku blaxploitation. Od początku słyszymy monumentalną melodię wygrywaną ze wsparciem chóru oraz egzotyczne bębny. Dodatkowo sam tekst jeszcze bardziej przywołuje na myśl czarne kino. „And when I’m faced with unjust injury Then I change my hands to fists of fury” wyśpiewują razem Patrice Quinn i Dwight Trible. Później inicjatywę przejmuje już sam Kamasi i improwizuje przy dźwiękach towarzyszącego mu pianina. Całość ma niemalże buntowniczy charakter, jest przesiąknięta zarówno dumą, jak i gniewem. — Mateusz


Soulbowl48.

„Everything Is Recorded”

Everything Is Recorded feat. Sampha & Owen Pallett

XL

Zamykający kompilację z nagraniami artystów skrzykniętych dzięki szefowi XL Recordings — Richardowi Russellowi utwór pozostawił niemałe wrażenie w naszej redakcji. „Everything Is Recorded” zbudowany jest na niepokojącym klimacie, dzięki fenomenalnym partiom smyczków Owena Palletta oraz niezawodnego falsetu Samphy. Przesłanie singla można odczytywać pod wieloma kątami — nie pierwszy zresztą raz tekstom trzydziestoletniego londyńczyka blisko do lirycznej poezji, której autor obnaża się emocjonalnie w przejmujący sposób. — K.Zięba


Soulbowl47.

„Bad Bad News”

Leon Bridges

Columbia

Porywająca linia basu, proste, ale jakże skuteczne uderzenia perkusji, gitara w stylu George’a Bensona i rozwijająca się z sekundy na sekundę aranżacja, gdzie kilka niemrawych akordów, zamienia się w swoisty przelot przez kilka muzycznych gatunków. W jednym tracku zawarto bowiem nawiązania do klasycznego soulu, bluesa, funku oraz jazzu, a wszystko to, spojone zostało w jeden logicznie snujący się z głośnika utwór. Jeżeli dodamy do tego będącego w znakomitej formie wokalistę i niezwykle optymistyczny tekst, z miejsca zrozumiemy, jak dobrą rzecz przygotowali Leon Bridges i reszta muzyków odpowiedzialnych za ten z miejsca wpadający w ucho singiel. — efdote


Soulbowl46.

„Favorite”

Leon Thomas feat. Buddy

Leon Thomas

„Favorite” brzmi jak zaginiony i produkcyjnie odmłodzony soulowy klasyk. Z pozoru nic się tu nie dzieje, ot, przypadkowy ziomeczek przechodzi od melorecytacji do coraz bardziej zaangażowanego wyśpiewywania fascynacji swoją ukochaną. Do tego główny motyw melodyczny to jakieś zapętlone pianinko, złożone z dźwięków, które można policzyć na palcach jednej ręki. Jeżeli jednak to zwiewne plumkanie z bądź co bądź przyjemnie płynącym wokalem nie są w stanie rozkruszyć waszych serduszek, to nie wiem, co jest. — Maja Danilenko


Soulbowl45.

„The Mint”

Earl Sweatshirt feat. Navy Blue

Tan Cressida

Po kilkuletniej nieobecności poeta i jeden z najbardziej intrygujących członków kolektywu z Los Angeles wraca na scenę w nietuzinkowym stylu. Ten laidbackowy, powolny utwór w stylistyce lo-fi brzmi niezwykle świeżo i przypomina jak bardzo brakowało nam wszystkim Earla. Chociaż numer wpisuje się w typowy dla artysty depresyjny styl i prezentuje ten sam oryginalny sposób rapowania, zaskakuje także dojrzałością i wyjątkową bezkompromisowością. Mimo że „The Mint” pojawiło się dosłownie w samej końcówce roku, nie wyobrażamy sobie tego zestawienia bez niego. — Adrian


Soulbowl44.

„Sugar”

Olivia Nelson

Hear This

Trzeba przyznać, że For You to jeden z najbardziej zbalansowanych i intrygujących debiutów w tym roku. Młoda wokalistka R&B zaprezentowała na nim nie tylko przemyślaną koncepcję, lecz także całą paletę muzycznych barw, w tym fenomenalny utwór z pogranicza funku, disco i R&B czyli „Sugar”. Uwodzicielski wokal okraszony seksownym, tanecznym brzmieniem jest najlepszym dowodem na to, że subtelność i minimalizm w muzyce zawsze brzmią świetnie, szczególnie w tak zmysłowym wydaniu. — Adrian


Soulbowl43.

„Reason in Disguise”

Ezra Collective feat. Jorja Smith

Enter the Jungle

Jeżeli na wspólnym tracku spotyka się jeden z najbardziej obiecujących brytyjskich zespołów z nowej, przeżywającej prawdziwy boom fali jazzu oraz jeden z najciekawszych żeńskich wokali z Wysp, to efekt nie mógł być chociażby średni. Pięcioosobowy kolektyw z Londynu pokazuje nam tutaj, że potrafi poruszać się wyśmienicie w obrębie różnych stylistyk i przyniesie nam jeszcze sporo świeżości, a to hipnotyzujące, smoothjazzowe nagranie jest tego znakomitym potwierdzeniem. Perkusista zespołu Femi Koleoso jest również częścią koncertowego składu Jorji, kolaboracja ta więc wynikła dosyć naturalnie. Po niezwykłej wręcz chemii, jaka słyszalna jest w „Reason in Disguise” od niemal pierwszej sekundy, liczymy więc po cichu na kolejne wspólne nagrania. — efdote


Soulbowl42.

„Opps”

Vince Staples & Yugen Blakrok
feat. Kendrick Lamar

Aftermath

„Puść coś! To nie pogrzeb!” — krzyczy do swojego partnera Andy Serkis, wcielający się w rolę genialnego Ulyssesa Klaue’a w filmie Czarna pantera. Następujący po tym pościg rozpoczyna się w rytmach podrasowanego „Oops”, który podwyższa ciśnienie. Chociaż trudno wybrać tylko jeden numer z fantastycznego Black Panther The Album Music Inpired By, to jednak „Oops” wyróżnia się na tyle, że z miejsca zostało naszym faworytem. Wybuchową atmosferę buduje tu mocny beat, wwiercający się w uszy. Vince Staples jest tu obecny w najwyższej formie i strzela rymami jak ze spluwy. Poza tym umówmy się — co jest fajniejszego od usłyszenia w jednym kawałku Kendricka Lamara i Vince’a Staplesa? Prawdziwą gwiazdą jest jednak undergroundowa raperka Yugen Blakrok. Wakanda forever! — ibinks


Soulbowl41.

„Roll Some Mo”

Lucky Daye

Keep Cool

„Roll Some Mo” to debiutancki singiel pochodzącego z Nowego Orleanu Lucky’ego Daye’a. Numer zapowiadał świetną epkę I, która miała być jedynie wstępem do tego, co przygotował dla nas Daye. Wciąż czekamy jednak na zapowiadany longplay Painted. Z Frankiem Oceanem łączy go nie tylko miejsce urodzenia, ale i sensualne, a nawet uduchowione R&B, w którym odnaleźć można zarówno smyczkowe aranżacje, jak i elementy trapu. „Roll Some Mo” to ukłon w stronę twórcy Channel Orange, ale nie bezmyślne naśladownictwo. Twórczość Daye’a pozwala mieć nadzieję, że mamy okazję obserwować nową, wzrastającą gwiazdę pierwszoligowego R&B. — Polazofia


Soulbowl40.

„Ladders”

Mac Miller

Warner Bros.

Olbrzymi smutek, który spadł na fanów rapera, zaburzył nam możliwość obiektywnego odbioru Swimming. Asekuracyjne obawy o oceny tegorocznego albumu Maca, które mogły być zawyżone z powodu jego śmierci, mijają jednak za każdym razem, kiedy odpalamy ten numer. Cała płyta jest zapisem wielu emocji, z dominacją strachu, rezygnacji i afirmacji nałogów. „Ladders” natomiast niesie ze sobą wiadro nadziei i optymizmu. Operując kilkoma różnymi stylami rymowania, Mac pragnie znaleźć drogę, pomimo świadomości, że pomieszkuje w zamkach z piasku i stąpa po grząskim gruncie. Utwór wyprodukowany przez Pomo — specjalistę od brzmień, które rozjaśniają niebo — został zgrabnie dopieszczony sekcją dętą. — K.Zięba


Soulbowl39.

„Observer”

Sevdaliza

Twisted Elegance

Obserwujemy Sevdalizę od czasu jej debiutanckiego krążka, wyśmienitego Ison. Fuzja wschodniej mentalności i niekonwencjonalnych brzmień to główne składniki twórczości utalentowanej artystki. Na najnowszej epce The Calling przykuwa uwagę szczególnie taneczne „Observer”. Sevdaliza uwodzi w nim gładkim wokalem w stylu Sade i wybornym, trip-hopowym brzmieniem, podkręconym zabójczą linią basu. Utwór to kontemplacja stanu umysłu, swoiste equilibrium. Sevdaliza nie jest częścią niczego, jest tylko obserwatorką. Dni mijają, a my wciąż nie możemy przestać słuchać tej absolutnie wyjątkowej artystki. — ibinks


Soulbowl38.

„All the Work”

Amber Mark

Jasmine Music

Utwór podsumowuje zgrabną epkę Conexão, którą z wielkim prawdopodobieństwem pokochają fani Sade, nadążający za rytmem ewolucji nowego soulu. Amber z gracją strzepuje z ramienia paprochy pozostałe po nieudanym związku. Pomimo bolesnych doświadczeń serwuje nam dynamiczny utwór, od którego dzień powinni zaczynać ci, którzy mają za sobą toksyczną relację i nie mają ochoty wysłuchiwać ckliwych wyznań ex-partnerów. — K.Zięba


Soulbowl37.

„Lady Lady”

Masego

EQT

Masego doskonale wie, jak wynieść kobiety na wyżyny ich doskonałości, by poczuły się jak damy, sam pozostając jednocześnie mężczyzną dominującym. Tytułowy utwór z płyty jest bardzo kokieteryjny, odrobinę nacechowany erotycznie, ale pokazuje płeć piękną jako inspirację do tworzenia nowej muzyki. Artysta w delikatny sposób używa swojego wokalu, aby nacechować wyśpiewane wersy. Dodatkowo moduluje głosem, szepcze, zmienia tembr, co w połączeniu z rytmicznymi jazzowo-soulowymi dźwiękami przyprawia o szybkie bicie serca. Warto posłuchać całego krążka. — Forrel


Soulbowl36.

„Stuck With Me”

Tinashe feat. Little Dragon

RCA

Tegoroczny Joyride z wielu różnych powodów nie przyniósł Tinashe należnych zaszczytów, ale mógł pochwalić się tą oto perełką. „Stuck With Me” nagrane wespół z Little Dragon jest idealnym przykładem na to, jak przy skromnym, surowym wręcz synthowym podkładzie, można zbudować przebojową kompozycję. Po części dzięki zapętlonej frazie w refrenie, po części dzięki idealnie dobranemu współwykonawcy, utwór przywodzi na myśl dalekowschodnie brzmienia i ten orientalny wydźwięk kawałka sprawia, że zdecydowanie wyróżnia się on w bogatej dyskografii artystki. — Pat


Soulbowl35.

„Strawberry Kisses”

Amber-Simone

Juicebox

Mało komu znana Brytyjka opanowała tegoroczne wakacyjne playlisty niektórych z nas. „Strawberry Kisses” to pozycja idealna na słoneczną imprezę przy grillu i tańce po zmierzchu. Nic więc dziwnego, że jedna ze stacji radiowych próbowała podtrzymać ten ciepły klimat późną jesienią, grając numer kilkanaście razy w listopadzie. Truskawkowe całusy pokazują, że piosenki z byłym w roli głównej nie zawsze muszą mieć negatywny wydźwięk. — Kuba Żądło


Soulbowl34.

„Make It Out Alive”

Nao feat. SiR

Little Tokyo

„Make It Out Alive” jest drugim singlem promującym drugą płytę Nao Saturn. Kawałek opowiada o osobistych problemach artystki, która w swoich życiowych latach dwudziestych stanęła na rozdrożu i musiała zdecydować o swojej przyszłości. Opowiada również o przepaści pomiędzy tym, co było a tym, co ma za chwilę nadejść. Pustynia pokazana w teledysku odzwierciedla pustkę i zagubienie, które wypełniają osobę znajdującą się przed podjęciem życiowej decyzji. Jednocześnie określa ogrom spraw, którym trzeba będzie stawić czoła, i nadzieje, które za tym idą. SiR z kolei, to artysta, z którym Brytyjka od dawna chciała nagrywać muzykę i którego sama jest fanką. Jak przyznała sama Nao, kompozycja konsumuje wszystko to, o czym jest Saturn i niewątpliwie jest jedną z najciekawszych propozycji z nowej płyty, nawiązując jednak klimatem do debiutu piosenkarki. — Forrel


Soulbowl33.

„La Di Da”

The Internet

Columbia

Najnowszy album od The Internet zrobił nam świetną ścieżkę dźwiękową do zeszłego lata. Oprócz wielu spokojnych i chillujących dźwięków znalazło się na nim również miejsce na parę tanecznych bangerów, a singlowe „La Di Da”, stanowi tego najlepszy przykład. Mocna perkusja i funkowa gitara napędzają groove, będący bazą do zwrotek Syd (brzmiącej tu momentami jak Erykah Badu) i refrenu, w którym Steve Lacy (brzmiący jak Steve Lacy) oznajmia wszem wobec, że wpadł tu tylko potańczyć i nie obchodzi go nic więcej. Przy tym utworze nie da się bowiem inaczej. — efdote


Soulbowl32.

„Level Up”

Ciara

Universal

Trzy lata upłynęły od premiery Jackie, zanim Ciara wróciła aktywniej do mediów społecznościowych, a dziś wreszcie zaprezentowała światu nowy singiel. W międzyczasie piosenkarka zdążyła wyjść za mąż, zostać matką po raz drugi, zmienić wytwórnię i scoverować Rolling Stonesów. „Level Up” to więc jak najbardziej adekwatny tytuł dla powrotnego singla wokalistki, który łącząc vibe klasycznego „Whatever Bitch” Myi i na wpół rapowanego refrenu wraz ze spektakularną choreografią w futurystycznym teledysku, zachęcał do pokochania i zaakceptowania siebie. Ten obezwładniający banger to jednocześnie bardzo świadome nawiązanie stylistyczne do sceny Jersey Club i kultury internetowych challenge’ów tanecznych. Brzmienie „Level Up” nie ma jednak w sobie nic z mema, a piosenkarka wykroiła w nim kolejny uzależniający hook. — Kurtek


Soulbowl31.

„Is It Cold in the Water?”

Sophie

MSMSMSM

Twórczość Sophie jest tym, czym był dla środowiska LGBTQ zeszłoroczny longplay Arki. Znakiem rozpoznawczym producentki i DJ-ki jest mieszanka syntetycznego popu i awangardy, którą opanowała do perfekcji. W „Is It Cold in the Water?” rzuca nas na głęboką wodę i serwuje deephouse’owy, świdrujący beat. Sophie, czy raczej zaproszona Cecile Believe (Mozart’s Sister), rozkwita w naszych słuchawkach. Drżąca od emocji syrena woła nas jak w kiczowatym melodramacie. „Is It Cold in the Water?” w końcu ucina się i zostawia nas dryfujących w wygenerowanym morzu dźwięków, sprawiając, że na powrót chcemy się w nie zanurzyć. — ibinks


Soulbowl30.

„Insane”

Madison McFerrin

630113

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek


Soulbowl29.

„Stir Fry”

Migos

Quality Control

O Migos można powiedzieć wiele — na przykład to, że od pewnego czasu nieustannie gdzieś coś o nich słyszymy. Ze „Stir Fry”, promującym styczniowe wydawnictwo Culture II, do naszego zestawienia najlepszych numerów 2018 załapali się rzutem na taśmę, wydając numer tuż przed zeszłorocznym Sylwestrem. Utwór hulał wówczas na niejednej imprezie, czemu trudno się dziwić — ten beat wkręca się do głowy niczym korkociąg. I nieprzypadkowo, bo w roli producenta zaangażowano legendarnego już Pharrella Williamsa, którego rękę słychać tu od pierwszych dźwięków. Jeden z bardziej różnorodnych kawałków tria z Georgii i perełka na przydługim i nieco przehype’owanym Culture II. — empee


Soulbowl28.

„Waiting on the Warmth”

MorMor

Don’t Guess

Mimo że lato pożegnaliśmy już dawno, a za oknem słońce co najwyżej razi w oczy, odbijając się od niewielkiej jeszcze ilości śniegu zalegającego na chodnikach, to jednak wakacyjny utwór „Waiting on the Warmth” MorMor znalazł się na całkiem przyzwoitym miejscu w naszym zestawieniu. Lubiący gatunkowe eksperymenty artysta tym razem postawił na bujające synthowe disco zabarwione R&B, które swoim pozytywnym klimatem sprawia, że w głośnikach znów rozbrzmiewa lato. Swój bujny wokal potrafił sprawnie wpleść w nowoczesną produkcję, dzięki czemu powstała bardzo świeża kompozycja. — Forrel


Soulbowl27.

„I Like That”

Janelle Monáe

Bad Boy

Utrzymujące spokojny ton „I Like That” osiągnęło największy sukces spośród wszystkich singli promujących tegoroczny longplay Monáe Dirty Computer. Trochę to paradoksalne, biorąc pod uwagę siłę rażenia pozostałych utworów z tego krążka, ale już po pierwszym odsłuchu można zrozumieć dlaczego akurat ta kompozycja okupowała Billboardową listę Adult R&B Songs. Artystka przy akompaniamencie uwspółcześnionego, doprawionego cykaczami i laidbackowego R&B, wyśpiewuje iście nonkonformistyczny tekst, którego główną idea jest nieprzejmowanie się krytyką innych i wiara w siebie. A do tego chóralne harmonie w tle! Lubimy to. — Pat


Soulbowl26.

„Stop Trying to Be God”

Travis Scott

Epic

„I’m warning you, best not try to play God tonight” — ostrzega Scott w pochodzącej z Astroworld, onirycznej balladzie, w której porusza problem coraz częściej spotykanego kompleksu Boga. Przekonanie o swojej świetności spowodowane sławą i sukcesem artystycznym nierzadko bowiem prowadzi do zguby. Utwór podszyty jest powolnymi hi-hatami, które wraz z harmonijką Stevie’ego Wondera spajają wyłamującą się z gatunkowych schematów kompozycję. Subtelny refren Philipa Baileya i nucącego Kida Cudi’ego przeplata się z melodyjnymi zwrotkami La Flame’a, a całość zamyka rozczulająca partia Jamesa Blake’a. — Klementyna


POZYCJE 25-1