Jessie Ware - What's Your Pleasure

Soulbowl 2010s: Najlepsze utwory dekady

Data: 4 maja 2020 Autor: Komentarzy:

 
 

Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s50.

Krystyna

Ptaki

The Very Polish Cut-Outs

Recepta na sukces była bardzo prosta — stare, polskie sample i klubowy posmak. Rodzima muzyka taneczna przed i po „Krystynie” Ptaków nie była już taka sama, chociaż „wstęp” w taką stylistykę pojawił się chwilę wcześniej. Wszyscy chcieli być tak samo fajni jak Bartosz Kruczyński i Jaromir Kamiński, ale nikomu się to nie udało. Nawet w obrębie ich własnej oficyny The Very Polish Cut Outs, które to przecież ma genialny katalog. Cudownie pocięte sample ze „Specjalnych okazji” Krystyny Prońko udowodniły wszystkim malkontentom, że te mają sens nie tylko w hip-hopie, ale sprawdzają się również na parkietach. Ale jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której trzeba koniecznie napisać. Druga strona singla, „Marek”, zbudowana m.in. na fragmentach „Diamentowej kuli” Lombardu, atakuje z taką samą siłą. Jeden z singli nie tylko dekady, ale i wszech czasów. Pod każdym względem. — Dawid Bartkowski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s49.

Make Me Feel

Janelle Monáe

Bad Boy / Atlantic / Warner

Janelle Monáe, która niedawno dokonała coming outu jako osoba panseksualna, piewczynią inkluzywnej seksualności i rozkoszy orgazmów stała się już w 2018 roku. „Make Me Feel” to ubersensualna, rozkosznie cielesna i, przede wszystkim, cudownie autoafirmacyjna jazda na fali post-princowskiej nostalgii ze szczególnie mocnym naciskiem na funkujące brzmienie spod znaku Minneapolis City. Mimo tak wyraźnej konceptualizacji cielesności, brzmieniowo kawałkowi znacznie bliżej jest do parkietowego blichtru i diva momentów w świetle spotlightów niż do sypialnianej pościeli. Zróbcie coś dla siebie samych i porzućcie na chwilkę hamulec kiedy wlatują te wspaniałe kaskadowe przejścia. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s48.

Quarrel

Moses Sumney

Jagjaguwar

Zaczęło się pięknie, ale niepozornie, a dopiero po opublikowaniu singlowego „Quarrel” w dyskografii Mosesa Sumneya zaczęła dziać się prawdziwa magia. W utworze artystę wspomogli twórczo Thundercat, Cam O’bi i Paris Strother z grupy King. Efektem tej współpracy jest Sumney nie tylko intymny i szczery, ale też dryfujący w stronę progresywnego jazzowego fusion pozostającego w ścisłym związku z neo-soulem. Fenomenalne nagranie, które otworzyło Sumneyowi drzwi do międzynarodowej kariery. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s47.

XO Tour Llif3

Lil Uzi Vert

Atlantic / Warner

Trudno nie darzyć sympatią ekscentrycznego dzieciaka z Philly Lil Uzi Verta, przynajmniej za stworzenie tego bezlitosnego earworma. „XO Tour Llif3” to nie tylko pamiętny refren i kolosalna produkcja pana TM88. To także niezwykle szczera projekcja myśli młodego artysty, któremu nie do końca wychodzi łapanie życia za mordę. W czasie, gdy popowa aparycja utworu wprowadza w ekscytację, wersy Uziego nas z niej wyprowadzają, bo czy nie mamy tutaj do czynienia z prawdziwym wołaniem o pomoc? A może to właśnie ten dysonans nas najbardziej fascynuje? Zakręcona piosenka w sam raz na zakręcone czasy. — Chojny []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s46.

Earfquake

Tyler, the Creator

Columbia / Sony Music

Halko, czy to wciąż Tyler, the Creator? Od czasu wydania arcydzieła, jakim jest bez wątpienia Flower Boy, najlepszy gracz w rap grze porzucił hip-hop na rzecz udanego romansu z neo-soulem i R&B. Zamienił się przy tym miejscami z Frankiem Oceanem — który chwilowo zajął się rapowaniem — i na następnym longplayu Igor odsłonił duszę skrytą w pastelowym soulu. I pomyśleć, że „Earfquake”, jakie znamy, mogłoby nigdy nie zaistnieć. Nagranie powstało z myślą o oddaniu go Justinowi Bieberowi — a gdy ten go odrzucił — Rihannie. Całe szczęście ostatecznie pozostał u autora. Muzyczny ekshibicjonizm w formie zdystanowanego płciowo wokalu dostał tu muzyczną oprawę w postaci gustownego pianina i, co by nie mówić, stonowanego plumkania. Uroczy bełkot Playboya Cartiego, chórki Jessy Wilson i udział w chorusie weterana soulu Wujka Charliego — to dodatki do słownych gierek Igora. Alter ego Tylera, the Creatora w platynowej peruce, istna karykatura Andy’ego Warhola, jest rozumiane jako odskocznia od sercowych smuteczków protagonisty albumu. Tyler, the Creator leczy złamane serduszko, a zarazem udowadnia, że raperzy też mogą być wrażliwi i łagodni. To douszne trzęsienie ziemi naprawdę nami wstrząsnęło. „Earfquake” to muzyczna laurka dla wiernych fanów Tylera „Igora” the Creatora. Brokacik. — Ibinks []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s45.

Bow Down / I Been On

Beyoncé

Parkwood / Columbia

Wersja „Bow Down/I Been On”, która trafiła do sieci w marcu 2013 roku, to moment, w którym Beyoncé całkowicie przejęła stery. Nikt nie spodziewał się po klasycznym albumie 4 z dość zachowawczym R&B z wpływami new jack swingu, że kiedykolwiek jeszcze usłyszy ją rapującą pod tak mocny banger na trapowym bicie. Przy okazji tak agresywnego i wojowniczego tekstu, oberwało się kilku osobom z branży – Keri Hilson, pamiętamy. Mało tego, Queen B postanowiła także sięgnąć do korzeni Houston i drugą część utworu przygotować w konwencji screwed & chopped, z uwzględnieniem kilku legend z tamtego regionu. Dobitniej o swojej dominacji na rynku już nawinąć się nie dało. Nieco później, piosenka doczekała się nowej, nieco wygładzonej wersji zatytułowanej „***Flawless”, ale to ten oryginał pełen buntu i sprzeciwu wobec seksizmowi uznajemy za jedyną słuszną opcję. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s44.

Dontcha

The Internet

Odd Future

The Internet przy okazji drugiej płyty powiększył swój skład, co zaowocowało rozszerzeniem instrumentarium i zmianą brzmienia na nieco bardziej organiczne. Odbyło się to trochę kosztem dźwiękowych eksperymentów, ale dostając takie perełki jak „Dontcha” nie można było absolutnie narzekać. Utwór zbudowany jest przede wszystkim na rewelacyjnej linii basu idącej w parze z soczystą perkusją. Jeśli dodamy do tego wplecioną tu i ówdzie funkową gitarę, to z tych prostych elementów rodzi się potężne bogactwo dźwięków. Syd nie ma imponującej skali głosu, ale jej falset doskonale współgra z instrumentami, stanowiąc niejako kolejną teksturę tej spójnej muzycznej układanki. Złoty dotyk Chada Hugo i Mike’a Einzigera z zespołu Incubus, współodpowiedzialnych za kompozycję utworu, dopełniają obraz najlepszego numeru grupy The Internet i jednego z ciekawszych w ogóle w minionej dekadzie. — Emes []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s43.

Ivy

Frank Ocean

Boys Don’t Cry

Na Channel Orange temu Frank Ocean powalił nas na kolana majestatycznym, ekstrawaganckim i kunsztownie wykonanym „Pyramids”, na Blonde cztery lata później zachwycił czymś zupełnie odwrotnym. „Ivy” to retrospekcja Franka na temat dawnej miłości/przyjaźni, ale wchodząca na wyższy niż zazwyczaj w R&B poziom intymności i ekspresji. Prawdziwie joyce’owski strumień świadomości, w którym autor wchodzi w buty niewiarygodnego narratora własnego życia. Łata ze sobą ulotne strzępy wspomnień, choć te nie zawsze do siebie pasują, ale wciąż go podtruwają jak tytułowy bluszcz. Jedynym komfortem jest tutaj komfort kozetki obitej aksamitnie gitarową tkaniną. Wszystko, włącznie z godnym Prince’a finałem, przypomina nam o tym, że doskonałość w muzyce — tak samo jak i wszędzie indziej — to nic innego jak wypadkowa niedoskonałości. — Chojny []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s42.

Plastic 100°C

Sampha

Young Turks

W otwierającym album Process utworze Sampha dosłownie wystrzela się w kosmos. Intro stanowi sampel ze sławetnej kwestii wypowiedzianej przez stawiającego pierwsze kroki na Księżycu kosmonautę Neila Armstronga. Orientalne wstawki i dyskretna elektronika stanowią nie tylko miód na uszy, ale też tło dla historii zagubionego w świecie artysty, który szuka wewnętrznego spokoju, umiejętnie manewrując symboliką światła i mitem o spalającym się w słońcu Ikarze. „Plastic 100°C” to nauka powtórnego kochania. Artysta dotyka osobistych rejonów i nawiązuje do rodzinnych dramatów (śmierć rodziców, choroba jego i brata), jednocześnie uciekając w świat muzyki. Utwór stanowi auto-aluzję do następnego na liście „Blood on Me”. Kompozycja rozgrzewa serca do tytułowych stu stopni, a rozdzierające „Houston, can you hear me?” nabiera tutaj nowego znaczenia. My słyszymy. Zawsze. Do zatracenia. — Ibinks []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s41.

Fool to Love

Nao

Little Tokyo / Sony Music

Podobno Nao wymyśliła na to termin wonky funk. Mam trochę mieszane uczucia związane z tą nomenklaturą, szczególnie, że „Fool to love” brzmi dość organicznie przez miły żywy bas, a tu akurat bliżej jej do funku. Ja za to wymyśliłam na ten współczesny soul własną nazwę. „Neo” już dawno zajęty, a „post” kojarzy mi się z cyberprzestrzenią i punkiem. Future soul to moja własna definicja i do tego worka wrzucam wszystko, co ładnie śpiewane, a nie starsze niż ostatnia dekada. Jeśli ktoś nie był ciebie wart i chcesz mu to elegancko oraz lirycznie przekazać, śmiało możesz słać ten numer! — Praktyczna Pani []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s40.

Sticky

Ravyn Lenae

Atlantic / Three Twenty Three / Warner

Tak wysmakowanej fuzji alt R&B, neo-soulu i synth funku, jak ta przedstawiona na Crush Ravyn Lenae, nie było nam dane słyszeć od True Solange! Zresztą nie ma się czemu dziwić skoro produkcją zajął się znakomity Steve Lacy — w tamtym momencie najbardziej uzdolniony z neo-soulowych producentów. Sama Lenae zaś ma tę niezwykłą cechę, że gdy nie snuje się po oldschoolowo inspirowanym post-quietstormowym R&B Lacy’ego, ucieka w kosmiczny ekscentryzm — jak w otwierającym wersie uzależniająco ekstrawaganckiego, a jednak pozostającego w kręgu szeroko pojętego pościelowego R&B „Sticky”. Nie da się ukryć, że Lenae jest spadkobierczynią vibe’u Baduizmu. Sama Badu nigdy jednak nie była tak eteryczna. I nic dziwnego — Lenae składa sobie tu fenomenalne chórki w stylu królowej soulu, ale wyższych rejestrach nie waha się uciekać w stronę Aaliyah, a momentami nawet Kate Bush. To nie do pomyślenia, że od premiery wydawnictwa minęły już ponad dwa lata i wciąż nie usłyszeliśmy dalszego ciągu. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s39.

The Charade

D’Angelo & The Vanguard

RCA / Sony Music

D’Angelo był obok Prince’a i Lenny’ego Kravitza niekwestionowanym Czarnym Mesjaszem neo-soulu lat. 90. Po wydaniu drugiego krążka Voodoo w 2000 roku zawiesił działalność i kazał czekać na swoje nowe wydawnictwo prawie 15 lat. Efektem był powrót w wielkim stylu: Black Messiah i pochodzący z niego singiel „The Charade”. Kompozycja to komentarz na temat pozycji Afroamerykanów i ich dziedzictwa kulturowego. Muzyk nie bez powodu przywołuje postacie M.L. Kinga i Malcolma X. To także odpowiedź na wydarzenia z 2011 roku i ruchu Okupowania Wall Street, kiedy pokojowe demonstracje zostały przerwane agresywnymi działaniami policji i licznymi aresztowaniami. Tłem dla charakterystycznego falsetu D’Angelo jest grupa muzyków The Vanguard złożona z m.in. Questlove’a, Pino Palladina, Isaiaha Sharkey’a i Roya Hargrove’a. Dzieło oprócz wspaniałego feelingu i atmosfery ma także ogromne znaczenie dla ruchu #BlackLivesMatter. — Ibinks []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s38.

Body Party

Ciara

Epic / Sony Music

Chojny w 2013 roku powiedział, że ten kawałek to współczesna interpretacja „My Boo” Ghost Town DJ’s, która została zaśpiewana tak zmysłowo, że nie wyobrażamy sobie jej w repertuarze kogokolwiek innego. Rozchwytywany producent Mike Will Made-It idealnie przetłumaczył miamibassowy sampel rodem ze stajni So So Def na nowomowę alternatywnego R&B. „Body Party” sprawiło, że Ciara ostatecznie zamknęła rozdział archaicznie zatytułowany „księżniczka crunku”, otwierając się przed gronem słuchaczy zapatrzonych w nową falę rhythm and bluesa. W wielkim stylu. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s37.

212

Azealia Banks

Prospect Park

Minęło już dziewięć lat od premiery pierwszego singla Azeali Banks „212″, najważniejszego i prawdopodobnie najlepszego utworu w jej dotychczasowej karierze. Wiele gorzkich słów można by użyć, mówiąc o charakterze artystki (na podstawie słownych skandali z Azealią w roli głównej), ale „212” zamyka grę przy każdym odsłuchu. Numer na bicie Lazy’egp Jaya — zaśpiewany i nawinięty z wyjątkową charyzmą i stylem był niepodważalnym dowodem ogromnego talentu Banks, którego nie dało się zignorować. Czuć tu pomysłowość, energię, zabawę. To singiel wielokrotnie okrzyknięty przez media mianem utworu roku, nad którym krytycy muzyczni szczególnie głowili się, by wsadzić go w odpowiednie ramy… Hip house? R&B? Electronic Pop? Nieważne. To jedna z tych piosenek, które portretują zmieniającą się dekadę. — Łukasz Lorenc []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s36.

Supermodel

SZA

Top Dawg / RCA

Ctrl, drugi studyjny album Solány Rowe, spotkał się z szerokim uznaniem, przez co SZA została siłą rzeczy jedną z czołowych artystek alternatywnego R&B. „Supermodel” stanowi intro do tego materiału. Jest to list, który Rowe pisze do swojego byłego chłopaka. Ten zdradził ją, a następnie zostawił. SZA zastanawia się nad sobą – nad swoim ciałem i wrażliwością. Kluczem do odczytania utworu stają się słowa wypowiedziane na samym początku przez jej matkę: “This is my greatest fear / That if, if I lost control / Or did not have control, things would just, you know / I would be… fatal”. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s35.

Rewind

Kelela

Warp

„Rewind” to utwór o nazwisku znaczącym. Reprezentowany przez tytuł zaklinacz, samospełniającą się przepowiednię o niedosycie; chronicznym, obsesyjnym wręcz braku. Niczego jednak w tym smutnym, quiet-stormowym bangerze nie brakuje. Kelela inkorporuje do niego siłę i wrażliwość Janet Jackson i Aaliyah, wrzucając je w samo centrum bassowej, połamanej sceny. „Rewind” pozwala nam kręcić się chwilę w ekstatycznym, synkopowanym szale, by dotrzeć do trapowego katharsis, które katartycznym wcale nie jest. Co pewnie zaowocowałoby przyciskiem REW — gdybyśmy tylko jeszcze go używali. Do „Rewind” tańczyła pewnie SZA, ramię w ramię z Kali Uchis i Nao. My też chcemy kręcić się w kółko „for the rest of the night”, i wcale nie jest nam od tego niedobrze. — Maja Danilenko []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s34.

No Problem

Chance the Rapper ft. Lil Wayne & 2 Chainz

Chance the Rapper

Rok 2016 był dla Chance’a the Rappera niezwykle udany. Fani zacierali ręce w oczekiwaniu na następcę świetnego Acid Rap, a sam Chance zaczął na dobre flirtować z Kanye’m Westem, co poskutkowało dwoma wspólnymi numerami. West już wtedy zapowiadał, że jego nadchodzący album (The Life of Pablo) zahaczy o muzykę gospel, ale w mojej opinii, to Chance’owi wyszło to nawet lepiej. „No Problem” jest na to najlepszym przykładem. Duża w tym zasługa duetu Brasstracks — chłopaki z fragmentu chóralnej pieśni ukręcili mocny i soczysty banger, utrzymany oczywiście w radosnym i beztroskim klimacie. Energia aż bije z głośników, a słowa refrenu „You don’t want no problem, want no problem with me” same cisną się na usta. Do tego dochodzą zwrotki od 2 Chainza i Lil Wayne’a, którzy, choć stylistycznie byli w zupełnie innej lidze niż Chance, potrafili świetnie zgrać się z gospodarzem. Bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów w dotychczasowej karierze reprezentanta Chicago. Z takim Chance’em nie chcecie zadzierać. — Mateusz Mudry []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s33.

Take Care

Drake ft. Rihanna

Cash Money

To bez wątpienia jedna z najbardziej udanych kolaboracji minionej dekady. Vibe, minimalistyczna produkcja, świetne bębny i doskonałe emocje idące wraz z przekazem tego numeru zebrane do kupy dały każdemu z nas hit grubymi nićmi szyty. Nie ma chyba osoby, która nie lubi tej piosenki, a jeśli nawet znalazłby się przeciwnik Drake’a i Rihanny, to nawet on nie mógłby nie złączyć dłoni do klaskania, słysząc (i widząc) cover Florence Welch z występu dla BBC Radio 1 Live Lounge Special. Nie można zapomnieć i o tym, że współtwórcą kawałka (i samplowanego przez duetu numeru Gila Scotta-Herona) jest Jamie xx! — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s32.

Work

Rihanna ft. Drake

Westbury / Roc Nation

W tym zestawieniu znalazły się dwa utwory RiRi i Drake’a. Wiele osób po premierze singla „Work” zadawało sobie pytanie w stylu „co to za płytka piosenka”? Ostatecznie okazało się jednak, że to bardzo sprytne połączenie R&B z dancehallem, a w numerze tym zakochał się cały świat. Dziś oczywistym jest, że to jeden z największych hitów w karierze Barbadoski. Anti nie jest albumem, któremu można oddać sprawiedliwość po jednokrotnym przesłuchaniu. To materiał, który z każdym kolejnym odsłuchem zdaje się odsłaniać przed słuchaczem jakiś nowy szczegół. I tak jest do dziś – także w przypadku tego singla. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s31.

Running

Jessie Ware

Island / Universal

Przykład Jessie Ware śmiało można by podciągnąć do historii o brzydkim kaczątku. Z początku skromna, mało znana dziewczyna od featuringów w niecały rok – najpierw za sprawą singli zapowiadających jej debiutancki materiał, następnie za sprawą samego albumu – pokazała, jak szybko i zarazem nienachalnie dostać się na salony i wzbudzić powszechną sensację. Zmysłowość jaka towarzyszy utworom Jessie Ware, jest mocno uzależniająca, o czym najlepiej można się przekonać słuchając jej debiutanckiego krążka z 2012 roku, na którym „Running” jest niewątpliwym highlightem. Czar i wdzięk Brytyjki przyjemnie izoluje słuchacza, pozostawiając go w rozkosznym zamyśleniu jeszcze długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków tego magicznego numeru. — Dźwięku Maniak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s30.

Karma

Lucky Daye

Keep Cool / RCA

„Karma” to gamechanger na co najmniej kilku płaszczyznach. Nie tylko wprowadza nową jakość do dotychczasowego repertuaru Lucky’ego Daye’a, ale przede wszystkim wyznacza nowy kierunek w 90sowej archeologii twórców nowej fali R&B. W numerze zbudowanym na gęstych nawiązaniach i przetworzeniach kultowego „Pony” Ginuwine’a — bez wątpienia jednego z najbardziej charyzmatycznych momentów popu lat 90. — Daye składa kreatywny hołd brzmieniu chętnie eksplorowanej ostatnimi czasy w R&B epoki. Jest pewny siebie, precyzyjny i zadziorny, bez problemów czyni to, co zostało z legendarnego bitu Timbalanda swoim własnym. To jeden z najciekawszych momentów R&B ostatnich lat nie tylko ze względu na modelowo intertekstualny kontekst, ukochany przez badaczy popkultury, ale także — obezwładniający, pulsujący vibe, który Daye brawurowo odświeżył wraz ze stojącym za oprawą producencką większości numerów na krążku D’Mile’m. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s29.

Goosebumps

Travis Scott ft. Kendrick Lamar

Grand Hustle / Epic

Podam z palca jeden powód, dla którego można nazwać Travisa Scotta utalentowanym. Raper posiada niecodzienną umiejętność tworzenia hitów z, wydawać by się mogło, niczego. Scott wykonuje to perfekcyjnie, a właśnie w „Goosebumps”, przechodząc do zwrotki, słuchacz może nie być w stanie tego zauważyć i dalej lecieć w euforii refrenu. Zwrotka Kendricka w tym numerze to kolejny dowód na to, że jest bezwzględnie najlepszy w obecnej rapgrze. Znam osoby, które „Goosebumps” włączają tylko po to, aby usłyszeć szesnastkę K.Dota, ale i bez niego to niesamowity banger, o czym przekonujemy się co weekend niezmiennie od niemalże 4 lat. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s28.

Money Trees

Kendrick Lamar

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Według wielu to najlepszy utwór na albumie Good Kid, M.A.A.D City. Duet z TDE mówi bez ogródek o pogoni za dolarami, przemocy w Compton, wokół której wychowywał się K-Dot, a przede wszystkim bardzo obrazowo opowiada o biedzie. Hip-hop potrzebował albumu, który udowodniłby równie dobitnie, że transfer do dużej wytwórni nie musi wiązać się z utratą wolności artystycznej na rzecz startu w rapowym wyścigu szczurów. Jak czas pokazał, to duże wytwórnie zmieniły swój model biznesowy i podejście do artystów. — Kuba Żądło []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s27.

King Kunta

Kendrick Lamar

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Bezlitosny banger, który dosłownie ustawia wszystkich do pionu. Po trzech latach od Good Kid, M.A.A.D City Kendrick powrócił, nie biorąc żadnych jeńców. Potężnie bujający szlagier, w którym wybrzmiewa jeszcze echo fenomenalnej zwrotki z “Control” u Big Seana. Kendrick nie pozostawia złudzeń, kto jest królem hip-hopu, jednocześnie zastanawiając się nad jego kondycją. Ten potężny hymn jest prawdziwą manifestacją dumy z pochodzenia, własnej pracy i talentu, całymi garściami czerpie z funkowej energii, co zawdzięczamy nie komu innemu jak Thundercatowi i Terrace’owi Martinowi. Na domiar wszystkiego udało się tu zmieścić jeszcze nawiązania do Jamesa Browna, Michaela Jacksona i Toma Browne’a. Jeden z najmocniejszych momentów rewolucyjnego To Pimp a Butterfly. — Nikodem Jedynak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s26.

Them Changes

Thundercat

Brainfeeder

Thundercat w ostatniej dekadzie czarował jak mało kto. Wraz z Kamasim Washingtonem, Thundercatem i Kendrickiem Lamarem na polu łączenia hip hopu, soulu i jazzu zmusili konkurencję do bezwarunkowej kapitulacji. Jego znakomitą epkę The Beyond / Where the Giants Roam z 2015 roku bez wahania można jednak nazwać koncepcyjną suitą zbudowaną wokół singlowego „Them Changes”. W nadzwyczaj koherentnym, pozbawionym tradycyjnego refrenu numerze soczysty psychodeliczny funk rodem z lat 70. wraz z neo-soulem i hip-hopem stapiają się w obłędne brzmienie — osadzone poza czasem i epoką. Ta nieszablonowa strukturalnie, zbudowana na funkowym bicie tragikomiczna opowieść o utraconym sercu to bez wątpienia jeden z najbardziej nośnych utworów w przepastnej dyskografii artysty. — Kurtek Lewski []


NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 25-1


strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure