Recenzja: Alicia Keys Alicia

Data: 27 października 2020 Autor: Komentarzy:

Alicia Keys

Alicia Keys

Alicia

RCA Records / Sony Music Entertainment

To, że nasza redakcja jest zakochana w Kluczykowej od początku jej kariery, to żadna tajemnica. Przy każdym kolejnym albumie od około dekady powstają dyskusje, czy to wciąż progres, dlatego więc między innymi naszym obowiązkiem jest sprawdzenie nowego materiału. Po Girl on Fire Alka zdjęła make-up i zajęła się rodziną przy Here. Minęło kilka dobrych lat. Co obecnie ma nam do powiedzenia pochodząca z Hell’s Kitchen supergwiazda, która sprzedała 16 milionów egzemplarzy swojej debiutanckiej płyty w wieku zaledwie 20 lat?

Nowojorczanka w swojej karierze rzadko kiedy decydowała się na gościnki innych artystów. Niespodzianką było więc, gdy do sieci trafiła tracklista najnowszego albumu Keys. Aż 8 utworów zostało nagranych we współpracy z m. in. Samphą, Jill Scott, Snoh Aalegrą czy Miguelem. Reszta nazwisk wcale nie jest gorsza. Muzycznie Alka wciąż decyduje się na bardziej elektroniczne podkłady, w swoim stylu mieszając gatunki. Wśród utworów usłyszymy oczywiście soul (“Gramercy Park”), R&B (“Show Me Love” z Miguelem). Znajdzie się też funk (singiel “Time Machine”), czy nawet reggae (“Wasted Energy”). Bardziej niż o brzmienie artystka dba o przekaz tudzież nastrój słuchacza. Uważam tak na podstawie poruszanych tematów takich jak np. tęsknota z powodu utraty bliskiej osoby, czy sytuacja polityczna w kraju (a konkretnie odniesienie do brutalności policji, która w Stanach ciągle jest obecna w życiu codziennym). Rzecz jasna, gwiazda kalibru Alicii nie byłaby sobą, gdyby w kuchni powstawania swoich numerów nie współpracowała z wielkimi nazwiskami ze świata songwritingu. I tak oto “Underdog” pisał też Ed Sheeran, a w “Love Looks Better” palce maczał Ryan Tedder (nadzwyczajnie utalentowany wokalista One Republic). Zdecydowanym highlightem jest także piękne “Authors of Forever”, które bardzo pachnie Daft Punk z Random Access Memories.

Z płyty na płytę Keys staje się jakby coraz skromniejsza. Nie liczy się już “ja”, a bardziej “my” („Me x 7”). Album Alicia to prawdziwa mieszanka optymizmu, realizmu i empatii, które słychać w warstwie lirycznej. 19 lat po debiucie Alicia Keys nadal potrafi w unikatowy sposób łączyć neo-soul z hip-hopem, jednak wraz z biegiem czasu staje się w tym coraz dojrzalsza i ta ewolucja właśnie jest czynnikiem, który nie pozwala na znudzenie się Kluczykową. Przynajmniej dla mnie i tym bardziej teraz, w najcięższych czasach w jakich przyszło mi żyć to, co ma do powiedzenia, jest dla mnie najistotniejsze.

Komentarze

komentarzy