Wydarzenia

„Hip hop zawsze był przesiąknięty testosteronem” — MC Melodee dla soulbowl.pl

Data: 11 kwietnia 2014 Autor: Komentarzy:

Untitled-1
Dziś prawdziwych raperek już nie ma? A gdzie tam. Pogadaliśmy sobie nawet z jedną z nich. Cały wywiad z MC Melodee do przeczytania po skoku.

Królowa rapu w Holandii, a w zasadzie królowa rapu w całej Europie. Dawna La Melodia, dziś MC Melodee, zapraszana przez samego Q-Tipa na koncerty do Nowego Jorku. Krzywi się na nazwisko Minaj, uśmiecha gdy wspominam o Salt’n’Pepa. Zrzesza żeńskie MC, bo solidarność kobiet w tym biznesie ma znaczenie. W ostatnim miesiącu zagrała koncert w stolicy (dziś natomiast pojawi się na scenie w Sopocie), ale zanim zaraziła polską publiczność hip hopem, odpowiedziała na kilka naszych pytań. Miłej lektury!

Wiem, że nie jest to Twoja pierwsza wizyta w Polsce. Byłaś tu latem zeszłego roku?
W ubiegłym roku, dokładnie w tę samą datę, jeden dzień później.

Co najlepiej pamiętasz z wizyty w Polsce?
Naprawdę podobało mi się występowanie tutaj. Występ był przyjemny i bardzo żywy. Mam świetne doświadczenia z Polski. Wielu ludziom podoba się brzmienie hip-hopowe, czułam wiele miłości do hip hopu tamtej nocy. Byli breakdancerzy, występowało więcej artystów. Czuło się naprawdę dobre wibracje.

Dwa tygodnie temu wypuściłaś EP In My Zone. Słuchałam jej i myślę, że jest naprawdę dobra. Dlaczego wybrałaś krótką formę, a nie długogrającą?
Ubiegłej jesieni pojechałam do USA by wejść do studia z paroma artystami i dać kilka występów, nagrać teledysk itp. Od tamtego czasu ciągle pracowałam i ukończyłam 17 piosenek, ale nie chciałam wypuścić ich wszystkich na jednym albumie. Wolę raczej kilka różnych EP-ek. W ubiegłym roku przykładowo wypuściłam album przez wytwórnię, również wyszła limitowana edycja na winylu, co było fajne, bo jestem miłośnikiem winyli. Ale prawie nikt nie chce kupować już muzyki, ludzie chcą ją ściągać za darmo. Z tego powodu wolę, aby więcej osób słuchało mojej muzyki, niż żebym zarabiała pieniądze na fizycznym produkcie. Czuję, że będę niejako rozdawać swoją muzykę, ale będę to robić na 3 różnych EP-kach, które wyjdą w tym roku. Wyszła właśnie pierwsza z nich i nazywa się In My Zone.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką, z hip hopem?
Zaczęłam słuchać hip hopu, gdy byłam bardzo młoda, miałam około 8 lat. Kuzyn dał mi kasety z hip hopem takim jak A Tribe Called Quest, De La Soul, Salt’n’Peppa, Heavy D. Bardzo mi się spodobały, czułam to. Gdy byłam już starsza, chciałam rapować wraz z tekstem, więc zaczęłam spisywać teksty innych, takich raperów jak Wu Tang, Biggie i Nas. Wtedy stwierdziłam, że skoro spisuję te wszystkie teksty, to równie dobrze mogę napisać swoje, więc zaczęłam pisać rymy w wieku 16 lat, występowałam na wieczorach „otwartego mikrofonu”. Ludzie byli pod wrażeniem, mówili „masz niezłe umiejętności”. Zaczęłam je rozwijać i wkręcać się w to. W 2004 roku, gdy ukończyłam studia, postanowiłam skupić się kompletnie na muzyce. Wtedy założyłam La Melodia i kilka lat temu zrobiłam swój pierwszy solowy projekt pod nazwą Mc Melodee.

Wspomniałaś, że najpierw skończyłaś szkołę. Nie żałujesz, że nie poświęciłaś się muzyce wcześniej? Czy edukacja jest dla Ciebie ważna?
Moi rodzice byli zawsze skupieni na tym, żebym skończyła edukację. Widzieli, że tworzę muzykę, ale nie brali tego na poważnie. Pochodzę z Eindhoven, które jest przemysłowym miastem i tam ludzie skupiają się na szkole i pracy, nie są zbyt kreatywni. Nigdy nie byłam zbytnio stymulowana, rodzice powtarzali „skończ szkołę”, więc musiałam najpierw to zrobić. Zgadzam się, że edukacja jest ważna, bo uczysz się wielu rzeczy, których nie nauczyłabym się skupiając na muzyce. Dało mi to dużo wiedzy na różne tematy. Przykładowo, ukończyłam ‚zarządzanie zasobami ludzkimi’, co głównie dotyczy zarządzania organizacjami. Obecnie jestem niezależnym artystą i prowadzę swoja własną organizację.

Chciałam zapytać Cię o bycie niezależnym artystą. Nie byłoby łatwiej pracować z wytwórnią, ze specjalistami od bookingu i promocji?
Z jednej strony byłoby łatwiej. Współpracuję z biurami zajmującymi się bookingiem, ale promocją zajmuję się sama, ponieważ obecnie wielu ludzi nie ma pojęcia o nowych trendach związanych z promocją. Bardzo ważne jest utrzymanie stałego kontaktu przez media społecznościowe. Oni nie wiedzą jak to robić, więc wolę to zrobić sama za pośrednictwem Twittera, Instagramu czy Facebooka. Zdecydowanie łatwiej by było gdyby ktoś mi w tym pomógł, ale najważniejsze jest, by upewnić się, że jest to zrobione dobrze.

A co z Twoimi inspiracjami? Wspomniałaś kilka nazwisk z dzieciństwa. Co inspiruje Cię obecnie?
Przykładowo Jet Life Crew. Myślę, że są naprawdę czadowi. Gdy w październiku ubiegłego roku byłam w Nowym Orleanie, spotkaliśmy się tam w studio z Fiendem, jednym z raperów z Jet Life, który jest niesamowitym MC. Inni raperzy, których lubię, to Cool Kids jak Chuck Inglish, Mikey Rocks. Chuck Inglish wyprodukował dla mnie również kilka piosenek. Wielu jest takich ludzi, prawdę powiedziawszy jest ich więcej niż kilka lat temu.

Nie wspomniałaś o żadnych raperkach, dlaczego?
Nie, ponieważ obecnie nie ma zbyt wielu żeńskich MC. W latach 90-tych czy nawet 80-tych były Roxanne Shante, MC Lyte, Foxy Brown, Lil Kim. Chodzi mi o to, że Nicki Minaj nie jest dla mnie inspiracją.

Dzięki Bogu. Nie uważam jej nawet za raperkę, jest bardziej popową gwiazdką.
Robi to, “co czyni ją szczęśliwą”, ale ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, bo nie uczyniłoby to mnie szczęśliwą. Lil’ Kim jest na krawędzi, prowokująca, ale Nicki już przesadza. Wiem, że ma pewne umiejętności, ale tego dla mnie tego wszystkiego jest za wiele.

Ale nie tylko ją mamy w mainstreamie. Mamy również Azealię Banks.
O tak, Azealia jest świetna. Nigdy nie widziałam jej na żywo, ale chcę ją zobaczyć, gdyż jest niesamowita.

Nadal rap jest zdominowany przez mężczyzn. Dlaczego tak jest? Czy media nie chcą pokazywać raperek czy może to dziewczęta nie są zainteresowane?
Hip hop zawsze był przesiąknięty testosteronem. Jest o przechwałkach, kto jest najtwardszy, najprawdziwszy, najlepszy. Kobiety z natury nie są tak rywalizujące, więc to zdecydowanie męska rzecz. Również niewiele kobiet może się z tym utożsamiać, lub może się utożsamiają, ale nie mają potrzeby wyrażać się w ten sposób. Od tego się zaczyna i oczywiście scena, która jest zdominowana przez mężczyzn nie jest zbyt otwarta na kobiety. Jeśli jesteś kobietą i chcesz robić swoje w męskim świecie, musisz być pewna siebie i chcieć wyjść poza swoją strefę bezpieczeństwa. Trzeba być przygotowanym do wejścia na scenę, gdzie będzie się ocenianą, ludzie będą stawiać ci wyzwanie i próbować się przeciwstawiać lub patrzeć na ciebie z góry. Musisz być nieustraszona, potrzebujesz umiejętności i musisz wiedzieć jak to wszystko pokazać na scenie. To może być powód, dla którego niewiele kobiet decyduje się na wkroczenie w świat hip hopu, jest on twardy. Jeśli obecnie posłuchasz hip hopu, to jest on powierzchowny, płytki i bardzo zimny. Jeśli posłuchasz tematów, jest w nich wiele o dziwkach, otwieraniu butelek, Versace, markach, pieniądzach. Nie ma zbyt wielu kobiet, które czują, że to w ich stylu.

Jak doszło do Twojej współpracy z Cookin’ Soul?
Spotkaliśmy się chyba w 2010 roku przy okazji projektu Diversidad, w którym wspólnie braliśmy udział. Był to projekt realizowany przez UE i skierowany na międzykulturowy dialog. Poznające się kraje europejskie, a jaki lepszy sposób do osiągnięcia tego niż przez muzyką, zwłaszcza muzykę miejską. Zaproszono 14 MC z całej Europy i 4 producentów, zamknięto ich w studio na 10 dni w celu wyprodukowania wspólnego albumu. Nigdy wcześniej nie spotkałam żadnego z tych ludzi i nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. Było to ogromne doświadczenie i okazało się być świetnym. Poznałam wielu podobnie myślących ludzi i genialnych artystów, o których nie miałam pojęcia, ponieważ hip hop w Europie jest mocno nastawiony na USA i rap z własnych krajów, ale niekoniecznie na to co dzieje się w innych europejskich krajach. Największym odkryciem było dla mnie Cookin’ Soul, jest to grupa producencka z Hiszpanii. Produkowali dla kogokolwiek, od Dilated Peoples do Nicki Minaj. Pracowali w zasadzie z kimkolwiek. Pracują bardzo szybko i są niezwykle utalentowani. Coś między nami zaskoczyło natychmiast. Zrobili remake jednego z moich utworów pt. „Give It Up” i to dało radę, spodobało się wielu osobom. Powiedzieli wtedy, abyśmy zrobili wspólnie prawdziwy utwór i tak powstało „Check Out Melodee”, które wypuściliśmy w 2011 roku.

Czy będą oni pracować z Tobą przy następnych albumach?
Dobrze się nam współpracuję, ale to nie jest tak, że pracuję tylko z nimi. Pracuję również z innymi producentami. Dlatego właśnie na In My Zone EP zrobili oni tylko jeden beat. Na następne EP może również jeden i będzie jeszcze jeden kolejny. Uwielbiam z nimi pracować, ale lubię również z innymi ludźmi.

Skąd wziął się pomysł na Dam Dutchess? Czy jest otwarty na wszystkie raperki? Jak działa? Czy pomagasz młodym artystkom w nagrywaniu utworów, produkcji, czy może bardziej skupiasz się na promocji, bookingu?
Dam Dutchess zaczęło się od tego, że ludzie ciągle pytali mnie: “Melodee, wiemy że jesteś żeńską MC, hip hopową królową Holandii, rapującą dla kobiet, ale gdzie jest reszta pań?”. I ja nie miałam pojęcia, bo w przeszłości zdarzały się dziewczyny robiące swoje, ale one zniknęły i nigdy więcej o nich nie słyszeliśmy. Chciałam więc dowiedzieć się co się dzieje i zainicjowałam platformę dla świetnych żeńskich MC w Amsterdamie, zrobiliśmy przesłuchania i pojawiło się około 25-30 dziewcząt. Następnie wybraliśmy 10 dziewcząt, które miały talent i odrobinę doświadczenia, które brały muzykę na serio. One są teraz Dam Dutchess. Skupiamy się na nich indywidualnie, bo nie jest to nowy projekt, nie jest to nowa grupa. Jednak, jako zespół jesteście silniejsi, możecie połączyć siły. Dlatego przykładowo zrobiły wspólnie utwór i wypuściły teledysk w ostatnie lato, ma on tytuł „Mash Up”. Widać zainteresowanie wśród ludzi. Niektórzy myślą, że to grupa żeńskich MC, ale tak nie jest, są solistkami, które pokazują na co je stać. To na czym się skupiam to rozpowszechnianie ich nazwisk indywidualnie, uczenie ich jak mogą stawać się lepsze i jak być niezależnymi artystkami, bo mają jeszcze wiele do nauczenia. Oprócz tego będą jeszcze pracować nad wspólną EP-ką, aby zaprezentować swoje umiejętności i to pomoże im w bookingu. Wierzę w te dziewczyny. Chcę coś dać od siebie.

Chciałam zapytać o Q-Tipa i Wasz wspólny koncert.
To było całkiem niezłe, ponieważ nigdy wcześniej nie byłam w Nowym Joku, a od momentu gdy miałam 19 lat zawsze chciałam tam pojechać. Byłam wtedy razem ze swoim producentem w grupie zwanej La Melodia. Powiedział mi wtedy, że jestem za młoda, że nie powinnam jechać do Nowego Jorku, bo nawet nie będę mogła wejść do żadnego baru itp. Poczekałam, minęło kilka lat, rzekłam wtedy, że nie chcę po raz pierwszy jechać do Nowego Jorku tylko po to, żeby go zwiedzić, chcę tam wystąpić. Stało się to jednym z moich celów. Na przestrzeni lat poznałam wielu ludzi, rapowałam po angielsku i byłam zapraszana na różne festiwale na całym świecie, od Japonii po Capetown i Indonezję, wszędzie w Europie. Jeden z ludzi, z którymi nawiązałam kontakt, był Rich Medina, który jest DJ-em z Filadelfii i występował on z Q-Tipem. Powiedział mi „Myślę, że ludzie są już na Ciebie gotowi, powinnaś przyjechać do Nowego Jork i zagrać z nami”. Kilka tygodni później Q-Tip miał wystąpić w Amsterdamie, zapytano czy chciałabym go zapowiedzieć i się zgodziłam. Zapowiedziałam go i po występie rozmawialiśmy za sceną. Dałam mu swoje CD. Następnego dnia wysłał mi wiadomość, w której mówił, że jestem świetna i powinnam przyjechać do NY. Zareagowałam w stylu „Yeah, jedziemy!”. Rozmawiałam bezpośrednio z Q-Tipem, wymienialiśmy maile i smsy, zorganizowaliśmy to i sprawiliśmy, że się wydarzyło. To był mój pierwszy występ w Nowym Jorku, w październiku 2009 roku. Było super świetny, genialnie nas zapowiedziano. Po przyjeździe do NY musiałam natychmiast jechać na scenę, bo ludzie już czekali, przebierałam się w łazience w samolocie, szykowałam, biegłam z walizkami na taksówkę, prosto do miejsca koncertu. Weszliśmy na scenę i w ciągu 15 minut zbudowaliśmy wszystko, musieliśmy dać show. Ludzie się wczuwali, byli żywiołowi. Świetnie było być w Mekce hip hopu, być w Nowym Jorku pierwszą godzinę i już występować i mieć dobry odbiór. Czułam się rewelacyjnie.

Maca Millera poznałaś przez Cookin’ Soul?
Tak, Mac Miller jest jednym z artystów, z którymi pracowali Cookin’ Soul. Gdy dowiedzieli się o mnie, stwierdzili, że powinnam z nim zrobić utwór. Nawet go wtedy nie znałam, bo nie byłam skupiona nowościach, ale się zgodziłam, to super, zróbmy to. Cookin’ Soul zrobili beat, Mac Miller miał pomysł na piosenkę, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kiedy usłyszałam słowa, zaczęłam pisać swoje, nagrałam je, Cookin’ Soul to poskładało — zrobili mix i master. Nagraliśmy teledysk i wypuściliśmy. Ludzie byli zachwyceni. Było naprawdę miło.

Zastanawiałam się co się z nim stało, bo od jakiś 2 lat nie było o nim słychać.
Wciąż coś wypuszcza. Nie tak dawno nagrał coś z Chuckiem Inglishem. Słyszałam, że robi też inne rzeczy. Być może idzie bardziej w stronę popu, co często zdarza się u artystów tego typu.

Był niezalażnym artystą, który znalazł się na Billboarodzie.
Tak, był numerem jeden na liście Billoard. Nadal się liczy.

Lubisz lata 90-te. W swoich teledyskach nosisz szerokie spodnie, duże złote kolczyki. Podoba Ci się to?
Ogólnie lubię modę. To nie jest tak, że utknęłam w latach 90-tych, ale lubię utrzymywać wszystko w stylistyce hip hopowej. Lubię dobrze wyglądać, więc noszę również spódnice i szorty, tak że widać moje nogi haha. Jednocześnie zawsze staram się wpleść do swojego stroju element hip hopowy. Może to być czapeczka lub złoty łańcuch albo moje kolczyki. To właśnie ja, to mnie wyraża. Przykładowo, go wychodzę z koleżankami lub z chłopakiem, nakładam czasami sukienkę, obcasy, ale także nakładam złote kolczyki albo łańcuch. Nie noszę już szerokich spodni, nosiłam je wiele lat, aż w końcu powiedziałam, ok, teraz mogę ponosić obcisłe. Można pokazać, że jest się kobiecym, a jednocześnie wciąż być hip hopowym.

Z perspektywy czasu jak oceniasz swój debiutancki album Vibing High?
Czuję się z tym dobrze. To pierwszy album, który zrobiłam wspólnie z I.N.T. Jestem z niego naprawdę dumna, a dzisiaj zagram też trzy kawałki z Vibing High. Mam ze sobą również kilka krążków. Czułam, że chcę również przywieźć ze sobą starsze poczynania. La Melodia zaczęła się jako projekt solowy, na wokalach byłam zawsze tylko ja. Wiele pracy zostało włożone w ten pierwszy album. Jest tam wiele piosenek napisanych na przestrzeni wielu lat, więc jest to bardziej kompilacja. Dlatego też jest na nim 20 utworów. Jest to dla mnie wyjątkowy album.

Dziękujemy za rozmowę.

Komentarze

komentarzy