1988

#FridayRoundup: Alicia Keys, Sault, Lil Tecca i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. No, niezupełnie co tydzień, bo ostatnie dwa były na tyle skromne, że ograniczyliśmy się do apdejtowania naszej Roundupowej plejlisty. Ale jesień już niemal na pełnej i nastąpiło w tym aspekcie oczekiwane ożywienie. Prezentujemy poniżej nowe krążki Alicii Keys, Sault, Lil Tecki, Takui Kurody, Włodiego z 1988 oraz Roachforda, a nawet więcej premier znajdziecie na wspomnianej już plejliście!


#FridayRoundup

Alicia

Alicia Keys

RCA / Sony

Alicia to już siódmy długogrający krążek jednej z największych gwiazd współczesnego R&B. Z każdym kolejnym albumem, Alicia Keys zawiesza sobie kolejne poprzeczki, pozostając jednak wierna brzmieniom, dzięki którym pokochali ją fani na całym świecie. Przy tym materiale współpracowała z takimi producentami jak Swizz Beats, Ludwig Göransson, Mark Ronson czy The-Dream. Co ciekawe, utwór „Underdog” napisała przy pomocy Eda Sheerana. Lista gości jest równie imponująca, usłyszymy m.in.: Miguela, Jill Scott czy Samphę.Alicię mieliśmy dostać wcześniej, ale światowa pandemia zmusiła wokalistkę do przesunięcia premiery albumu o pół roku. Mimo to, przed premierą zdążyliśmy usłyszeć aż siedem singli, co jest raczej nietypowym zabiegiem promocyjnym. Keys swoje najnowsze dzieło zapowiadała jako najbardziej szczery i przemyślany pod względem treści. Czy faktycznie? Sprawdźcie sami! — Polazofia


#FridayRoundup

Untitled (Rise)

Sault

Forever Living Originals

Brytyjski kolektyw Sault swoją muzykę zwykł utrzymywać w pewnym spektrum enigmy. Wydany kilka miesięcy temu Untitled (Black is) miał w sobie coś z manifestu programowego, zarówno poprzez częste i gęste wykorzystywanie pasaży recytowanej poezji jako środka ekspresji artystycznej, jak i przez specyficzny eklektyzm, który spajający wszystko neo-soulowy vibe przepuszczał przez filtry przeróżnych stylistyk, na czele z cierpliwym downtempo i psychodeliczną otoczką trip hopu. Jego następca, Untitled (Rise), wydaje się dzielić z poprzednikiem te cechy, podobnie zresztą jak on uderzając w tony radykalnej afirmacji czarnej kultury, jednak w trzon miękkiego, emotywnego soulu tym razem wbija się z funkową motoryką i afrobeatowym groovem. Narracja wyraźnie przyspiesza, a z powolnego, medytacyjnego ducha wrzuceni zostajemy w uliczny, żywiołowy, organiczny i lekko chaotyczny klimat chodnikowej poezji i nielegalnych potańcówek., w którym łatwo się pogubić, ale wcale nie chce się odnajdować. Rzecz totalnie do doświadczenia. — Wojtek


#FridayRoundup

Virgo World

Lil Tecca

Galactic / Republic / UMG

Chociaż tuż po premierze debiutanckiego mixtape’u, We Love You Tecca, Tecca zarzekał się, że kończy swoją karierę rapową, nastąpiła mała zmiana planów. Na platformy streamingowe trafił właśnie oficjalny album, Virgo World, który zawiera 19 utworów z gościnnymi występami Lil Uzi Verta, Polo G, Lil Durka czy Nava. Każdy, kto zna twórczość 18-latka z Nowego Jorku, wie, że jego muzyka to przede wszystkim zabawa melodią, humorystyczne podejście i autentyczność — Tecca po prostu nie udaje kogoś, kim nie jest. Single „Dolly” i „Royal Rumble” zwiastują, że najnowsze wydawnictwo podąża tymi samymi ścieżkami, dlatego jeśli jesteście w stanie przymknąć oko na wtórność i schematyczność, a docenić poczucie humoru i naturalny luz, Virgo World może być dla Was ciekawą propozycją. — Adrian


#FridayRoundup

Fly Moon Fie Soon

Takuya Kuroda

First Word

Być może pamiętacie moment w 2014 roku, gdy oczy świata zwróciły się w stronę utalentowanego japońskiego trębacza jazzowego Taykui Kurody? Muzyk właśnie wypuścił swój wielkoformatowy międzynarodowy debiut Rising Son nakładem Blue Note, którą wyprodukował mu José James. Zresztą kilka miesięcy później Kuroda zagrał gościnnie na płycie Jamesa właśnie. Kuroda dał się poznać jak muzyk wszechstronny i dojrzały ze świetnym wyczuciem łączący instrumentalny jazz z funkowym vibe’m i soulową melodyką pod parasolem szeroko pojętego fusion. Otóż Kuroda wciąż z powodzeniem to robi. Właśnie ukazał się jego kolejny krążek Fly Moon Die Soon, gdzie wokalnie w dwóch utworach udziela się Corey King. Nie ma już Jamesa ani kontraktu z Blue Note, ale została całkiem konkretna i przede wszystkim bardzo przyjemna muzyka. To jazz dla miłośników soulu, dla jesieniar (i jesieniarzy) i dla tych, którzy ponad wirtuozerię cenią sobie harmonię, ale wciąż dobre instrumentalne solo, jest w stanie zawrócić im w głowie. — Kurtek


#FridayRoundup

W/88

Włodi/1988

Włodi / Def Jam

Trudno znaleźć w Polsce rapera sprawniej poruszającego się w dychotomiach rodzimej sceny niż Włodi. Jeden z ojców polskiego hip-hopu, wylewający na „Skandalu” Molesty fundament pod bruk, po którym stąpać będą kolejne pokolenia raperów, od kilku lat regularnie kładzie gościnne wersy na kawałkach młodzików stanowiących obecnie trzon śmietanki trapowego przelotu (vide: Otsochodzi, Young Igi). Gdy jednak pojawiły się pierwsze informacje o kolaboracji między Włodim a połową Synowskiego duetu, producentem 88, jasne było, że, cytując tytuł jednej z poprzednich płyt rapera, „wszystkie drogi prowadzą do dymu”. Dym jest i to gęsto. Włodi porusza się w mitologii osiedlowych ewangelii ze stale towarzyszącym mu kadzidłem wiadomego sortu i w ten świat poezji pisanej na kostkach bruku zaprasza najmocniejszych obecnie zawodników lirycznych podziemi. Fantastycznie wypadają gobliny z Tonfy, bezpardonowy Pryskon Fisk wbija się jak do siebie, a Jetlagz z przelotem Kosiego (Dobry skun,dobry tekst, dobry flow, dobry klimat / Dobry seks, dobry hajs, dobry sen i rodzina) zrobili jeden z najlepszych momentów tegorocznego rapu. A to wszystko rozgrywa się na beatach 88, które absurdalnie dobrze godzą tradycje polskiego oldschoolu z połamanym, przesyconym IDMem stylem Przema, serwując rozwiązania, których u niego do tej pory nie mieliśmy okazji słyszeć (vide: kapitalnie laidbackowe „Stilo” czerpiące garściami z Undziarskiego cannabisowego luzu albo te fantastyczne melodyjne loopy „Żakardach”). Czyżby płyta roku w kategorii polski hip-hop? — Wojtek


#FridayRoundup

Twice in a Lifetime

Roachford

BMG

Droga do wydania najnowszego albumu Roachforda Twice in a Lifetime była kręta i wyboista. Najpierw okazało się, że artysta musiał przejść poważną operację strun głosowych, co jednak uczyniło jego wokal mocniejszym i dodało skrzydeł wokaliście. Gotowość do wydania płyty pokrzyżował tym razem koronawirus. Szczęśliwie premiera doszła do skutku, a uszom wszystkich słuchaczy ukazało się dobrze wyprodukowane, skomponowane i zaśpiewane wydawnictwo z gatunku klasycznego soulu i R&B. Twice in a Lifetime wypełnione jest instrumentami, delikatnymi gitarowymi riffami, chillowymi balladami, jak również nieco tanecznymi kompozycjami, a wszystko spaja pozytywnie ochrypły wokal Roachforda. Krążek jest wspaniałym podsumowaniem jego scenicznej aktywności i jak to artyści zwykli mawiać – najlepszym dziełem w dotychczasowej karierze. — Forrel


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Ring the Alarm! 88 wraca z primeshitem

88 zapowiada solowy materiał

Na łamach Soulbowl wielokrotnie już zdarzyło mi się już pisać o mojej dosyć emocjonalnej, by nie rzec wręcz intymnej relacji z synowskim primeshitem, zarówno w formie wizualnej, jak i dźwiękowej. W zeszłym roku za serce wszystkich chwycił Piernikowski ze swoim cudownie organicznym, oblepionym ciepłem miękkiej psychodelii albumem The Best of moje getto, przy okazji którego udało nam się nawet zaprosić go na wyjątkowo ciekawą rozmowę, w tym roku zaś ze swoim solowym projektem powraca 88, odpowiedzialny w duecie za warstwę instrumentalną.

Styl producencki 88 jest absolutnie niepodrabialny i trudny do pomylenia z czymkolwiek innych, choć równocześnie wydaje się być, za sprawą swojego eklektyzmu i erudycyjności, wyjątkowo nieuchwytny i niedefiniowalny. Artysta ambientalne, szumiące ciała syntezatorów rozpryskuje w dubowych echach, czasem przecinając je trip-hopową motoryką, innym razem czerpiąc ze spuścizny brudnych werbli typu RZA. Cała ta dźwiękowa opowieść rozgrywa się natomiast w półświatku osiedlowych akcji i urbanistycznej przestrzeni blokowiskowego getta. Tak przynajmniej było do tej pory, więc trudno było stwierdzić, czego możemy się spodziewać po nadchodzącym solowym wydawnictwie producenta.

„Asid I”, bo tak enigmatycznym tytułem przedstawia nam się pierwsza zapowiedź nowego materiału, to kawałek jednocześnie mocno osadzony w soundsystemowej, dubowej estetyce jungle, jak i radykalna dekonstrukcja wszelakich praw i schematów gatunkowych, którymi takowa się rządzi. Basowe, brytyjskie tętno zostaje zostaje spowolnione do mocno rezonującej, basowej medytacji, która jednocześnie cały czas pulsuje jak żywy organizm, próbując się się wyrwać z ambientalnej stagnacji, ostatecznie uciekając pod koniec w bardziej bezpośrednie, wyraziste klubowe frekwencje. Kierunek ten zwiastuje wiele rzeczy. Po pierwsze – u 88, podobnie jak u Piernikowskiego, przejawia fascynacja artystami takimi jak Gaika, którzy w podobny sposób sięgają po anturaż brytyjskiej elektroniki, aby zinterpolować go na pole własnych, awangardowych ekscesów, zatem ducha wyspiarskiej syntetyczności na Ring the Alarm! zapewne usłyszmy jeszcze nieraz. Po drugie – 1988 dalej kręci swoimi dźwiękami chory film, choć zmienia pejzaż i przenosi go z chłodu chodników w klubową intensywność. Po trzecie natomiast i najważniejsze- jarać jest się czym!

Track i preorder sprawdzicie tutaj.