amine

#FridayRoundup: Aminé, Idris Ackamoor, Victoria Monét, Klarenz i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Nie spodziewaliśmy się, że już w połowie sierpnia tak obrodzi nowościami płytowymi. Tymczasem na naszą plejkę #FridayRoundup trafiły w piątek nowe krążki Aminé, Idrisa Ackamoora, Victorii Monét, Washed Out, Marlowe, Popcaana, Tkay Maidzy, Bronsona z Odeszy czy Tiana Major9, w sobotę z płytą wrócił Klarenz, a to nie cały skład weekendowych premier. O najciekawszych piszemy poniżej, wszystkie znajdziecie na plejliście an dole artykułu.


#FridayRoundup

Limbo

Aminé

Republic / UMG

Aminé to tajna broń altrapowego światka. Zadomowiwszy się na spokojnie mainstreamowej szufladce „one-hit wonderów”, konsekwentnie odchodził od letniaków i ignoranckiego trap rapu na rzecz nieco mniej konwencjonalnych, czerpiących ze spuścizny Chicago i Californi rozwiązań. Wynikiem tego kompromisu jest Limbo, będące zdecydowanie jego najbardziej spójnym i przemyślanym wydawnictwem do tej pory. Krążek to kaskada mikrorenowacji utartych formuł, od futuryzacji (i tak już mocno postrapowych) autotunowych sonetów z pogranicza mumble i G-Funkowych gwizdków na „Compensating” z gościnką Young Thuga po samplujące Czesława Niemena „Shimmy” w estetyce przewózki na maksymalnie upgrade’owanych patentach Ol’ Dirty Bastarda. Trudno dopatrywać się w tym rewolucji i kamieni milowych gatunku, ale jako przypomnienie o dzikim potencjale zawodnika z Oregonu sprawdza się fantastycznie. — Wojtek


#FridayRoundup

Shaman!

Idris Ackamoor & The Pyramids

Strut / K7

Idris Ackamoor & The Pyramids dowożą po raz trzeci! Właściwie na tej podstawie można by uznać, że zawsze dowożą. Kto by pomyślał, że kolaboracja wiekowego już przecież szamana jazzu z grupą zafascynowanych brzmieniem afrykańskiego jazzu muzyków reaktywowana w 2010 roku po 35 latach przerwy stanie się jednym z najciekawszych jazzowych projektów nowego milenium. Na nowym krążku zespół robi swoje — łączy pierwszorzędny spiritual jazz z wpływami muzyki afrykańskiej, a awangardowe improwizacje miesza z popowymi refrenami. To jazz jednocześnie inteligencki i ludyczny, idealna proporcja tego co złożone i dalekie z tym co proste i bliskie. — Kurtek


#FridayRoundup

Jaguar

Victoria Monét

Tribe

Zaczynała od pisania piosenek dla Ariany Grande, czy Fifth Harmony. Przeszła przez kilka dobrze przyjętych epek, by finalnie zaprezentować swój oficjalny debiutancki album Jaguar. Podczas procesu tworzenia płyty Victoria Monèt studiowała teksty piosenek Janet Jackson z jej wczesnych lat, dzięki czemu krążek nabrał uwodzicielskiego i seksownego klimatu w stylu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pomimo zdecydowanego chilloutu w postaci funku, łagodnego disco, czy spokojnych instrumentów obecnych na Jaguar oraz jedwabistego wokalu, Victoria wydaje się pewna siebie i zdecydowana w sprawach, o których śpiewa. W kilku kompozycjach używa mocniejszego języka, aby podkreślić przesłanie. Chociaż album brzmi nieco jednostajnie i za dużo w nim cukru, trzeba przyznać, że jest uwodzicielski i sprawnie łączy tradycyjne R&B z muzycznym indywidualizmem artystki — Forrel


#FridayRoundup

Life After Poza

Klarenz

Klarenz

Klarenz wyłamał się z piątkowego reżimu premier i jego trzeci longplay zatytułowany L.A.P., czyli Life After Poza trafił do słuchaczy w sobotę. Krążek pierwotnie miał być zbiorem luźnych nagrań wydanych po dobrze przyjętym debiucie Poza z 2020 roku, ale ostatecznie zrodził się z tego świeży materiał. Klarenz poza świeżą nawijką sam zadbał także o większość oprawy muzycznej i miks wydawnictwa. Raper wciąż kontestuje rzeczywistość — tę społeczno-polityczną i tę sceniczno-rapową. To hip-hop tworzony z potrzeby przekazania czegoś wbrew trendom i poza pudełkiem — niezależny, nietuzinkowy i niestety z tej przyczyny wciąż niewystarczająco doceniony. — Kurtek


#FridayRoundup

Purple Noon

Washed Out

Sub Pop

Lata mijają, chillwave dla wielu stał się brzmieniem lat już minionych, ale jedenaście lat po swojej błyskotliwej debiutanckiej epce Washed Out wciąż robi swoje. Właśnie ukazał się jego czwarty longplay Purple Noon inspirowany wybrzeżem Morza Śródziemnego i filmem Renego Clémenta z 1960 roku. Washed Out jest jak zwykle rozmarzony, ale na wskroś popowy. Bawi się balladową stylistyką końcówki lat 80. i czyni z tego adekwatny soundtrack na pożegnanie lata. — Kurtek


#FridayRoundup

Marlowe 2

Marlowe

Mello Music Group

Raper Solemn Brigham i producent L’Orange powracają z kontynuacją projektu Marlowe. Panowie podeszli do albumu bardzo ambitnie – brudne, mocno oldschoolowe bity powstały z połączenia sampli z czasów prohibicji i walki o prawa człowieka oraz psychodelicznego rocka z Azji. Świetnie prezentuje się na nich gospodarz, który nie boi się odchodzić od klasycznego rapowania i prezentuje bardzo melodyjne flow. Gościnnie na krążku pojawia się A-F-R-O. Jeśli jesteście fanami pierwszej części, druga z pewnością także przypadnie wam do gustu. — Mateusz


#FridayRoundup

Fixtape

Popcaan

OVO Sound / Warner

Dancehallowy protegowany Drake’a, Popcaan, pomimo bycia jednym z najbardziej charakternych głosów w szeregach OVO, od wydania przełomowego Where We Came From wydaje się regularnie rozcieńczać swoje korzenne, jamajskie brzmienie na rzecz szarej materii mainstreamu. Najwyraźniej widać to na najnowszym mixtapie Fixtape, na którym wpływy przejawiają się nie tylko w zalotnych ucieczkach w stronę trapowej motoryki, ale, przede wszystkim, w niepokojąco częstym przejmowaniu etosu kreującego „vibe music” do wypełnienia playlist na Spotify’u. Jest z resztą czym ję wypychać, bo muzycznych pustych kalorii jest tu ponad godzina, co fantastycznie wpisuje się w streamingowe nawyki konsumowania, ale finalnie składa się na okropnie frustrujące doświadczenie muzyczne. — Wojtek


#FridayRoundup

Last Year Was Weird, Vol. 2

Tkay Maidza

4AD

Tkay Maidza porzuciła trap-M.I.A.-Santigoldowe przyległości z poprzednich projektów na rzecz lekkiego pop rapu, którego można słuchać bez wyrzutów sumienia. Mimo nieco rozmytej produkcji, Last Year Was Weird, Vol. 2 raczy nas kilkoma porządnymi momentami; weźmy choćby taneczny, ale nie prostacki house w „24k”, małe eksperymenty w „Awake” z Jpegmafią, czy arianograndowe chórki w gitarkowym „You Sad” (nie wspominając już singlach, neo-soulowym płaczku „Please Don’t Call Again” i bangerze „Shook”, produkcji Dana Farbera, z ekipy Lizzowego „Tempo”). Wszystko podane bez pretensji, za to z energią, której nie powstydziłyby się wymienione tu wyżej wokalistki. Jeżeli przypadła wam do gustu zeszłoroczna Little Simz i nie wiecie, na kogo postawić w te wakacje, możecie na Tkay Maidzę. — Maja


#FridayRoundup

Pyramid

Jaga Jazzist

Brainfeeder

Dziewiąty album w karierze norweskiego zespołu Jaga Jazzist przynosi nieco zmian. Po pierwsze jest to ich debiut w wytwórni Brainfeeder i przyznać trzeba, że ich kosmiczny jazz idealnie wpasował się w profil labelu dowodzonego przez Fly Lo. Drugą poważną zmianą jest to, że Pyramids jest pierwszym wydawnictwem w historii grupy, który artyści wyprodukowali zupełnie sami. Na czterech zawartych oscylujących wokół jazzu, post-rocka oraz delikatnej psychodelii, zarejestrowanych w zaledwie dwa tygodnie, słyszymy więc naturalny feeling i naturalną siłę, jaką oddziaływają na siebie muzycy, co w efekcie przełożyło się na jeden z najlepszych krążków w ich dyskografii — Efdote


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Aminé nagrywa z Young Thugiem po raz pierwszy i zapowiada nowy album!

Aminé rozlicza się ze sobą.

Aminé wspomina swoje nieudane relacje i przyznaje się do winy. Przy tym stara się zrehabilitować, o czym razem z Young Thugiem nawija właśnie w „Compensating”. Ten drugi w kawałku pojawił się dzięki T-Minusowi, kanadyjskiemu producentowi, który zaproponował, że połączy numer Aminé’a z nagraniem, które zrobił z Thuggerem. Pomysł, jak słychać, był bardzo dobry, bo raperzy dobrze się uzupełniają. Na minimalistycznym bicie obaj bawią się głosem i uderzają raz w wyższe, raz w niższe brzmienia, przez co utworu słucha się przyjemnie. Wraz z premierą „Compensating”, który jest trzecim wydanym w ostatnim czasie przez Aminé’a singlem, raper zapowiedział także swój nowy album. Limbo ma ukazać się już 7 sierpnia!

Aminé śpiewa dla Rihanny

raper amine

raper amine

Aminé to jeden z najbarwniejszych raperów na współczesnej scenie.

Świetny debiut, Good for You, potem równie udane OnePointFive, tegoroczny energetyczny i zadziorny singiel „Shimmy” — wydaje się, że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Nowy utwór, którym artysta podzielił się z fanami, tylko potwierdza jego genialną formę. „Riri” to oda do Rihanny nagrana na klimatycznym, doprawionym bassem bicie Pasqué’a. Tekst w pomysłowy sposób opowiada o nieudanym związku przez pryzmat obsesji na punkcie wokalistki z Barbadosu. Całość domyka krótki skit komika Jaka Knighta, pozostawiając słuchacza z tym, co zazwyczaj towarzyszy muzyce Aminé’a — uśmiechem i dobrym nastrojem. Na poniedziałek zapowiedziano już premierę teledysku, tymczasem łapcie odsłuch, bo naprawdę warto!

#FridayRoundup: Ariana Grande, Sabrina Claudio, Young Thug i inni

W tym tygodniu wśród premier znajdziecie szeroki wachlarz gatunków muzycznych. Od sweet popu, przez jego inteligentniejsza wersję, przez alt R&B i soul, aż po rap i jamajskie rytmy. Każdy znajdzie coś dla siebie, więc do dzieła!


Sweetener

Ariana Grande

Republic / UMG

Sweetener Ariany Grande po pobieżnym odsłuchu przedstawia piosenkarkę zagubioną w nawale współczesnych popowych trendów — między postrapową deklamacją, rhythm&bluesowo-klubowymi meandrami i bitami, które zastępują melodię. Pytanie, czy pogubiła się sama, czy to ją pogubiono. Jak na każdej płycie Grande i tu sprawdzi się zasada, że dla każdego coś miłego, pod warunkiem, że trap pop to wasza bajka. Na pewno nie zawiedzie tych, którzy nie mieli oczekiwań. Co najwyżej znudzi.— Kurtek


No Rain, No Flowers

Sabrina Claudio

SC Entertainment

Niecały rok po premierze About Time Sabrina Claudio wraca z projektem No Rain, No Flowers przy 8 piosenkach i ledwie 28 minutach pozostającym gdzieś na pograniczu longplaya i epki. Choć z wydawnictwa wyłączono tegoroczny błyskotliwy singiel „All to You”, Claudio z pewnością nie zawiedzie tych, którzy we współczesnym Alt R&B szukają wyrafinowania, ducha i melodyki. Dla miłośników Rhye, KING i Solange.— Kurtek


Slime Language

Young Thug

Young Stoner Life

Miłośnicy Młodego Zbója mieli w tym roku powód do narzekania na swojego ulubieńca. Osiem miesięcy i jedynie 3-trackowa epka? Wraz z dniem dzisiejszym zmienił się stan rzeczy i światło dzienne ujrzało długogrające Slime Language. Mixtape? Oficjalny album? Kompilacja? Jak zwykle nikt nic do końca nie wie, aczkolwiek duża ilość featuringów mało znanych kolegów Thuggera wskazywała by na showcase’owy charakter tego wydawnictwa. To musi być dobry materiał, jeśli sama impreza go promująca (i urodziny rapera zarazem) zakończyła się aresztowaniem głównego zainteresowanego. Bawcie się grubo, ale może nie aż tak grubo. — Chojny


Secure

Stefflon Don

54 London Limitede

Brytyjska raperka o jamajskich korzeniach pod skrzydłami Quality Control Music — trzeba przyznać, że to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Tak najlepiej można opisać Stefflon Don, która zaistniała na scenie w 2016 r. dzięki mixtape’owi Real Ting. Od tego czasu jej popularność zarówno na Starym, jak i Nowym Kontynencie tylko wzrastała, co pomogło jej zdobyć miejsce pośród tegorocznych freshmanów XXL Magazine. Teraz przyszedł czas na jej kolejny projekt pt. Secure. Utwory takie jak „Senseless” czy „Lil Bitch” są zapowiedzią agresywnych ulicznych hymnów z domieszką jamajskiego temperamentu. Idealna propozycja dla wszystkich, którzy poszukują mniej kompromisowego wydania rapu w stylu Nicki Minaj czy Cardi B. — Adrian


Under My Skin

Gabrielle

BMG Rights Menagment

Dreams can come true śpiewała Gabrielle w utworze „Dreams”. Zarówno dla niej, jak i dal jej fanów, marzenie o nowej płycie szczęśliwie się ziściło. Gwiazda soulu i popu lat dziewięćdziesiątych, o charakterystycznym wokalu powróciła z nowym albumem Under My Skin. Dwanaście premierowych kompozycji składa się na pełne harmonii wydawnictwo, na które trzeba było czekać aż jedenaście lat. Znajdziemy na nim zarówno soulowo-popowe klimatyczne ballady, jak i dynamiczne przebojowe utwory, a wszystko utrzymane w old schoolowym stylu. Under My Skin jest powrotem Gabrielle do jej korzeni muzycznych, które ukazują połączenie komfortowych dźwięków z kojącym instrumentem, jaki posiada artystka. Tę osobliwą fuzję zdecydowanie słychać w pierwszym singlu promującym płytę „Show Me”. Jak brzmi całość krążka, przekonacie się po jego uważnym przesłuchaniu. — Forrel


OnePointFive

Aminé

Republic

Spośród Freshmanów z rocznika 2017, to Aminé zdawał się jednym z tych, przed którymi listy przebojów staną otworem. Mimo iż od tamtego czasu zdążył wydać dobrze przyjęty debiut Good for You, to dosyć szybko zaszył się w studiu i rozpoczął pracę nad nowymi rzeczami. Już kawałki z końcówki ubiegłego roku zwiastowały stylistyczną zmianę, a wydane niespodziewanie OnePointFive tylko to potwierdziło. Letnie i pozytywne beaty ustąpiły miejsca surowym podkładom z dudniącym basem. Na EP/LP/mixtape/albumie (jak to określił sam artysta) usłyszymy 13 kawałków, a wśród gości pojawią się Gunna, Rico Nasty oraz G Herbo. Czy wspomniane zmiany wyjdą gospodarzowi na dobre? Przekonajmy się. —Mateusz


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej:

Recenzja: Rejjie Snow Dear Annie

Rejjie Snow

Dear Annie (2018)

300 Entertainment

Od Dublina po Stany, od amatorskich nagrywek po kontrakt z 300 Entertainment. Alex Anyaegbunam znany jako Rejjie Snow zaliczył na swojej drodze etapy godne największych MC. Jego podróż, której aktualnie ostatnią stacją jest pierwsza w karierze płyta długogrająca, to suma właściwych decyzji, ciężkiej, skrupulatnej pracy oraz ogromnego talentu. Zanim doczekaliśmy się Dear Annie, którego wydanie sam raper uznał za osobistą ulgę, mogliśmy poznać Rejjiego dzięki licznym mniejszym wydawnictwom — na czele z doskonałymi singlami z zeszłego roku oraz epką Rejovich, która była krokiem milowym w jego karierze.

Rejovich pozwoliła mu pokazać potencjał, który docenili nie tylko wyspiarze, ale i Kendrick Lamar czy Madonna, którą supportował podczas trasy koncertowej. To, czego słuchał i kogo spotkał na swojej drodze miało ogromny wpływ na to, gdzie teraz jest. W sieci krąży nagranie wspólnego freestyle’u Rejjiego i King Krule’a, jeszcze z „amatorskich” czasów. Obecnie to jedne z najbarwniejszych postaci brytyjskiej sceny muzycznej. Swoją niezwykłą barwą głosu i wokalnymi umiejętnościami Snow zjednał sobie takich graczy jak Joey Badass czy Rahki. Tym razem album współtworzyli z nim m.in. Kaytranada czy Amine, widać więc, w którą geograficznie i stylistycznie stronę podąża Irlandczyk.

Długość Dear Annie wpasowuje się w ostatni trend wydawania pokaźnych albumów (Culture II Migosów to aż 24 utwory). W przeciwieństwie do albumu Migos -– szczęśliwy, kto wytrzymał do końca -– Rejjie swoją dwudziestopiosenkową płytą, mimo wszelkich obaw, nie męczy. Poza tym na krążku znajduje się kilka przerywników. Zazwyczaj są to rozmowy, przypominające audycję radiową, podczas których Rejjie zapowiada kolejne utwory i w kilku słowach objaśnia różne kwestie z nimi związane. Chociaż ten patent powtarza się, albumu nie nazwiemy konceptualnym, bo mimo powracających motywów, nie tworzy on jednej historii. Dear Annie można by podzielić na dwie części, a raczej oddzielić ostatnie cztery kawałki, które nieco zakłócają odbiór albumu. Granicą byłby wówczas utwór „LMFAO”, po którym zaczynają się nieco eksperymentalne numery. Debiutancki LP Irlandczyka został poprzedzony dwoma epkami z piosenkami, które trafiły potem na Dear Annie. Być może lepszym pomysłem byłoby po prostu oddzielenie tych ostatnich, burzących klimat utworów i umieszczenie ich na nierapowej epce.

Dear Annie koi swoim brzmieniem. Rozpływa się wraz z każdym kawałkiem. Nie znaczy to jednak, że płyta zlewa się w jedność. Z pewnością można wyróżnić kilka utworów. Ze względu na singlowy potencjał wskazałabym na „Epyptian Luvr” (na feacie możemy usłyszeć Amine oraz Danę Williams), które ma w sobie podobny słodkobrzmiący vibe co przed laty „American boy” w wykonaniu Estelle i Kanyego. Z kolei jednym z nielicznych powrotów do korzeni jest „The Rain”, które przywodzi na myśli klimat epki Rejovich. Na Dear Annie częściej możemy usłyszeć Rejjiego wykorzystującego swój wokalny potencjał, aniżeli spokojne flow znane z „1992”. Irlandczyk doskonale brzmi na podkładach à la Kaytranada i to właśnie takie elektroniczne dance’owe numery uwydatniają muzykalność Snowa, której nie mielibyśmy okazji poznać, gdyby pozostał przy trueschoolu. Wydaje się, że wybrał więc najlepszą drogę. Mimo kontraktu z 300 Entertainment, w której obraca się wśród takich kolegów jak Young Thug czy Migosi, nie poszedł w mumble rap. Z drugiej strony, otwierając się na nowych producentów i wprowadzając różnorodność muzyczną, udało mu się uniknąć staroszkolnych schematów. Stał się po prostu alternatywny.

Trudno nie zauważyć inspiracji Rejjiego, z których najoczywistszą jest Tyler, the Creator. Faktycznie, Dear Annie ma w sobie coś z Flower Boya. Po pierwsze wspomniane mieszanie gatunków, w tym słodkobrzmiące soulowe wpływy. W przypadku Rejjiego taki efekt to również inspiracje podróżami, a dokładnie Paryżem. W jednym z wywiadów przyznał, że ostateczne brzmienie płyty ma w sobie coś z atmosfery stolicy Francji, w której przebywał jakiś czas. Rzeczywiście słychać pewną romantyczność, która nie opiera się wyłącznie na podśpiewywaniu po francusku, chodzi raczej o francuską subtelność. Paryż miał również wpływ na tematykę albumu. Snow w większości opowiada na nim o romansach i miłości, tematach raczej niepopularnych we współczesnym rapie, który trudno nazwać romantycznym. Otwierające płytę wersy „Life Is Beautiful” mogłyby być podsumowaniem całego materiału, bo po przesłuchaniu, nawet bez analizy warstwy lirycznej, odczuwa się ów pozytywny przekaz (chociaż miejscami bywa melancholijnie). To podejście łączy Snowa ze wspomnianym już Tylerem, który podobną postawę zaprezentował na ubiegłorocznym wydawnictwie.

Dear Annie było jedynie formalnością w karierze Snowa, który prawdopodobnie niebawem stanie się udanym towarem eksportowym irlandzkiej sceny. Z jednej strony, możemy mieć obawy o utratę własnego stylu i „zamerykanizowanie” brzmienia. Z drugiej strony, wydaje się, że Rejjiemu poniekąd chodzi o nieco inną uniwersalność. Łatwiej zaklasyfikować go jako artystę szeroko rozumianej kultury afroamerykańskiej, aniżeli konkretnego państwa. Nosi w sobie znamiona miejsc, w których przebywał, subtelne znaki w muzyce i w jego wizerunku.

Nowy utwór: Aminé „Squeeze”

Koniec tego tygodnia to nie tylko czas premier albumów. Wśród natłoku piątkowych wydawnictw warto sprawdzić nowy singiel Aminé — „Squeeze”. Trzy miesiące po świetnym Good for You, pochodzący z Portland raper postanowił zaskoczyć nowym kawałkiem swoich fanów. „Zaskoczyć” to trafne określenie, bo utwór odbiega od tego, czego mieliśmy okazję posłuchać na ostatniej płycie. Jak dotąd Aminé zaprezentował się jako muzyk sięgający głównie po pozytywne, ciepłe brzmienia, w których usłyszeć można było klawisze, flet czy gitarę. Tym razem zdecydował się na nieco bardziej ascetyczny podkład i stonowane flow. Czyżby odmienny styl i brak pozytywnej energii znanej z ostatniego albumu to zmiana muzycznego kierunku rapera? Na razie nie wiadomo, czy „Squeeze” należy traktować jako zapowiedź nowego materiału od Aminé.

Aminé pełen niespodzianek

Adam Aminé Daniel oznajmia, czego naprawdę (ale naprawdę) potrzebuje od płci przeciwnej. Robi to oczywiście w zakręconym wideo do jednego z singli z jego debiutanckiego krążka Good for You — „Spice Girl”. Wesołe szczegóły typu animowana stopa Aminé czy wielki dozownik na mydło (w cukierkowej łazience) każą myśleć, że nikt nie będzie choćby tak w połowie spicey jak sam zainteresowany. Wszystko to oczywiście przy dźwiękach kontrastowych flecików. Smaczku dodają pojawienie się Issy Rae i Mel B. Może jeszcze nie wiecie, ale potrzebujecie obejrzeć ten teledysk.

Recenzja: Aminé Good for You

Aminé

Good for You (2017)

CLBN / Republic

Aminé nie jest stereotypowym raperem. Pojawił się nagle i znikąd. Jego zeszłoroczny hit “Caroline” pokrył się potrójną platyną i dotarł do 11. miejsca notowania Billboard Hot 100, bynajmniej nie za sprawą memów czy przez przypadek — to po prostu świetny utwór. W branży muzycznej zwykle oznacza to pospieszną pracę nad debiutem w celu zmonetyzowania popularności, a efekt takich działań bywa przeważnie rozczarowujący. Jednak Aminé nie jest stereotypowym raperem. Na jego album Good for You musieliśmy trochę poczekać. 

Największym atutem każdego debiutanta jest możliwość zaskoczenia słuchaczy. W przypadku Aminé zagadką był muzyczny kierunek, który obierze na swoim krążku. Jego ton wyznacza już pierwszych kilka minut, a więc otwierające płytę “Veggies” z fantastyczną aranżacją smyczkową i gitarową oraz radosnym i nostalgicznym zarazem wykonaniem wokalnym gospodarza. Całość dopełnia udział Ty Dolla $igna, który ostatnimi występami gościnnymi konsekwentnie udowadnia swoje ponadprzeciętne umiejętności. Kolejne “Yellow” to odważna poprapowa kompozycja pełna humoru i luzu. “Stuntin’ with my dogs like my first name Cruella / Black girls love me ’cause a nigga got some feta / And white girls love me like my first name Coachella” — rapuje Aminé na podkładzie, który brzmi jak skrzyżowanie “Kids” MGMT z rasowym trapem (za produkcję odpowiadają Metro Boomin i Murda Beats). Nie mniejsze zdziwienie budzi fakt, że w pewnym momencie tego nagrania możemy usłyszeć absolutnego króla pop rapu — Nelly’ego. Podobnym eksperymentem jest “Spice Girls”, w którym trend wykorzystywania dźwięków fletu świetnie wpasowuje się w energiczny i melodyjny charakter utworu o poszukiwaniu wybranki serca.

Niestety Good for You boryka się chwilami z problemem, że co za dużo, to niezdrowo. Dotyczy to przede wszystkim kawałków “STFU” (który brzmi jak odrzut z płyty Far East Movement) czy “Wedding Crashers”. Chociaż słysząc żartobliwy refren dedykowany “wszystkim ex”, trudno powstrzymać uśmiech, gościnny udział Offseta nijak nie koresponduje ze stylem i tekstem gospodarza. Także auto-tune wydaje się tu zbędnym dodatkiem. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Leniwe i podszyte soulem “Sundays” to zaduma nad stylem i rytmem życia — “Niggas will either end up at Heaven or at Kevin’s gates”, jak błyskotliwie stwierdza Aminé. Nostalgiczny klimat czuć także w “Turf”, w którym refren skłania do wniosku, że autor mógłby śmiało nagrać wyłącznie śpiewany album. Podobnie jest w przypadku luzackiego “Blinds”, pełnego przechwałek i dystansu. Raper idealnie sprawdza się również w duetach, co słychać w “Dakota” z legendą The Gap Band — Charlie Wilsonem czy zamykającym płytę “Heebiejeebies” z wspaniałą Kehlani.

Good for You nie jest albumem początkującego 23-letniego artysty. To zadziwiająco dojrzały, przemyślany i skrupulatnie nagrany krążek, w którym balans między zabawą i humorem a inteligentną autorefleksją został ujęty w ramy stylowego, ambitnego pop-rapu z domieszką soulu i R&B. Nawet sporadyczne potknięcia nie są w stanie zaburzyć niezwykle przyjemnego doświadczenia, które kwalifikuje debiut Aminé do podsumowań najlepszych płyt w tym roku.

#FridayRoundup: Vic Mensa, Aminé, Tanya Morgan i inni

FridayRoundUp with Tinashe and schafter

Nie macie pomysłu co nowego włączyć w weekend? Jak zwykle w piątek spieszymy z garścią muzycznych nowości, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.


The Autobiography

Vic Mensa

Roc Nation

Mnóstwo ludzi zadaje sobie pytanie “gdzie podział się Vic Mensa z czasów Kids These Days?”, lub “Gdzie Vic, którego znamy z Innanetape?”. Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Nowy Vic to zupełnie inny artysta. Zeszłoroczny utwór “There’s Alot Going On” tłumaczy sporą część zmian, które zaszły w jego życiu, m.in. epizod z GOOD Music, czy kulisy wstąpienia w szeregi Roc Nation. Ale nic nie tłumaczy niektórych jego muzycznych wybryków, takich jak niedawno opublikowana zapowiedź albumu w formie The Manuscript. Vic Mensa w coraz większym stopniu ujawnia swoją tendencję do tworzenia kawałków pełnych patosu, lub nieco przekoloryzowanych wizji współczesnych relacji w amerykańskim społeczeństwie, a efektem tego są skręcające w stronę pop-rapu ballady w stylu “Rage”, które, jak się obawiam, może wyznaczać ogólny nastrój nadchodzącego albumu. Cóż, chciałbym wierzyć w entuzjastyczne opinie blogów takich jak Fake Shore Drive i w moc, którą niesie ze sobą produkcja No I.D. (będący na drodze po tytuł producenta roku za 4:44, jednak coraz większe ciągoty Vica w stronę skandali, ujawniania życia prywatnego i dramatów sprawiają, że The Autobiography stoi dla mnie pod wielkim znakiem zapytania. Zobaczymy co z tego wyjdzie — Adrian


Good for You

Aminé

CLBN/Republic

O Aminé zrobiło się głośno w 2016 roku, kiedy to wydał bardzo dobrze przyjęty singiel „Caroline”. Przez 12 miesięcy od momentu premiery utwór zdążył pokryć się trzykrotną platyną, a sam artysta dostąpił zaszczytu dołączenia do grona Freshmanów XXL. I chociaż żaden z jego kolejnych kawałków takiego sukcesu nie powtórzył, to jestem przekonany, że etykietkę one-hit wonder w tym przypadku można sobie darować. Jego twórczość cechuje ciepłe brzmienie oraz pozytywny vibe. Na Good For You znajdzie się w sumie piętnaście utworów. W gronie gości pojawią się Ty Dolla $ign, Nelly, Offset, Charlie Wilson oraz Kehlani. Szykuje się idealny album na drugą połowę lata. — Mateusz


New Wave

Stalley

Real Talk

Stalley wraca z drugim longplayem po trzech latach przerwy po dobrze przyjętym Ohio. Na Nową Falę hip hopu w ujęciu Stalleya złożyło się tym razem 14 numerów, utrzymanych w doskonale znanej mieszance trapowego południa ze świadomym rapem. Jednocześnie krążek stanowi odejście Stalleya od gwiazdorskich kolaboracji i stylistycznego przepychu z czasów Maybach Music. — Kurtek


YGWY$4

Tanya Morgan

(brak)

Tej dwójki nie sposób jest nie lubić. Niby takich płyt, z tak klasycznym, podziemnym hip-hopem dostajemy całkiem sporo, to Donwill i Von Pea od zawsze mają w sobie to coś, co nie pozwala odejść od głośnika pomimo wiedzy, że muzycznie nie dostaniemy tu nic odkrywczego. Może to te pogodne i bardzo żywiołowe nawijki? Może to duża zasługa zabawnych tekstów, które nie unikają też wnikliwych obserwacji? Wszystko to znajdziemy zapewne na ich kolejnym, czwartym już krążku, który to trafia w nasze głośniki dokładnie dzisiaj. — efdote


Power of Peace

The Isley Brothers & Santana

Legacy

Tęsknicie za pokojem? Miłością? Wdzięcznością? Też macie dość? I wreszcie — czy jesteście gotowi na spotkanie z muzycznym absolutem — odtrutką na całe zło stechnicyzowanego świata (z autotunem włącznie)? Z pomocą przychodzą Carlos Santana z żoną, Cindy Blackman Santaną, oraz bracia Ronald i Ernie Isley. Na „Power of Peace” znajdziecie pieczołowicie dobrane covery na czas kryzysu, w tym m.in. „Higher Ground” Steviego Wondera czy „Mercy Mercy Me (The Ecology)” Marvina Gaye’a. Cóż, można i tak. — MajaDan


Love to a Mortal

Davina Oriakhi

Davina Oriakhi

Debiutancki album mającej swoje korzenie w Nigerii artystki Daviny Oriakhi ciężko nazwać lonplayem. Tylko dziewięć utworów, z czego kilka wstawek muzycznych i intro, stawia to wydawnictwo raczej w szeregu epek. Niemniej zawartość Love to a Mortal nie zawiedzie słuchacza. Nie jest ona przełomowa, ale piosenkarka zręcznie łączy klasyczny jazz, soul i R&B z afrykańskimi rytmami („Juju”) i wakacyjnym brzmieniem reggae („Silence (Father Have Mercy)”). Całości słucha się bardzo przyjemnie, a przedsmak tego, co można znaleźć na krążku, poznaliśmy już w promowanych singlach „F.S.L.S.” i wspomnianym „Juju”. Nie pozostaje nic innego, jak zapoznać się z materiałem i przenieść się do słonecznej Afryki. — Forrel


Detroit OST

Various Artists

Motown

„Detroit” to film wyreżyserowany przez Kathryn Bigelow, który opowiada o głośnych ulicznych zamieszkach jakie miały miejsce w 1967 roku na ulicach The Motor City. Na ścieżce dźwiękowej towarzyszącej temu obrazowi usłyszymy klasyczne utwory takich wykonawców jak m.in. zespół The Dramatics, duet Marvin Gaye & Tammi Tyrell czy też John Coltrane. W przeważającej części pojawią się tam brzmienia, jakie serwowała nam w tamtych latach wytwórnia Motown i to właśnie za jej pośrednictwem ukazał się ten album. Główną atrakcją tej ścieżki dźwiękowej, jest jednak nowy numer od The Roots, czyli nagrane wraz z Bilalem, powalające „It Ain’t Fair”. — efdote


LateNightTales

BadBadNotGood

Night Time Stories Ltd

Oprócz koncertu w warszawskim klubie Palladium, który odbędzie się 10 listopada, kwartet zapowiedział na 28 czerwca premierę składanki w serii wydawniczej LateNightTales, na którą, jak zawsze w przypadku tych wydawnictw, złoży się osobliwa selekcja utworów dokonana przez artystów oraz jeden niepublikowany utwór z ich katalogu. Na płycie znajdzie się 21 utworów z repertuaru takich wykonawców jak Erasmo Carlos, Stereolab, Thundercat, Lydia Lunch, The Beach Boys czy Donnie & Joe Emerson. — Marynia


Everything Now

Arcade Fire

Columbia

Pierwszy album Arcade Fire dla dużej wytwórni Everything Now kontynuuje stylistyczną metamorfozę zespołu, który od zawsze miał disco we krwi, ale dopiero w klipie do „Reflektora” przed czterema laty udało mu się zestawić je, całkiem słusznie, z kulą dyskotekową. Na nowej płycie w w tytułowym nagraniu dochodzi do tego hipnotyczny klawiszowy motyw inspirowany „Dancing Queen” grupy ABBA. Krążek wyprodukował wraz z Kanadyjczykami Thomas Bangalter, połowa duetu Daft Punk, i wierzcie, że w kontekście tej pozycji to nazwisko nie jest przypadkowe. — Kurtek