amine

Nowy utwór: Aminé „Squeeze”

Koniec tego tygodnia to nie tylko czas premier albumów. Wśród natłoku piątkowych wydawnictw warto sprawdzić nowy singiel Aminé — „Squeeze”. Trzy miesiące po świetnym Good for You, pochodzący z Portland raper postanowił zaskoczyć nowym kawałkiem swoich fanów. „Zaskoczyć” to trafne określenie, bo utwór odbiega od tego, czego mieliśmy okazję posłuchać na ostatniej płycie. Jak dotąd Aminé zaprezentował się jako muzyk sięgający głównie po pozytywne, ciepłe brzmienia, w których usłyszeć można było klawisze, flet czy gitarę. Tym razem zdecydował się na nieco bardziej ascetyczny podkład i stonowane flow. Czyżby odmienny styl i brak pozytywnej energii znanej z ostatniego albumu to zmiana muzycznego kierunku rapera? Na razie nie wiadomo, czy „Squeeze” należy traktować jako zapowiedź nowego materiału od Aminé.

Aminé pełen niespodzianek

Adam Aminé Daniel oznajmia, czego naprawdę (ale naprawdę) potrzebuje od płci przeciwnej. Robi to oczywiście w zakręconym wideo do jednego z singli z jego debiutanckiego krążka Good for You — „Spice Girl”. Wesołe szczegóły typu animowana stopa Aminé czy wielki dozownik na mydło (w cukierkowej łazience) każą myśleć, że nikt nie będzie choćby tak w połowie spicey jak sam zainteresowany. Wszystko to oczywiście przy dźwiękach kontrastowych flecików. Smaczku dodają pojawienie się Issy Rae i Mel B. Może jeszcze nie wiecie, ale potrzebujecie obejrzeć ten teledysk.

Recenzja: Aminé Good for You

Aminé

Good for You (2017)

CLBN / Republic

Aminé nie jest stereotypowym raperem. Pojawił się nagle i znikąd. Jego zeszłoroczny hit “Caroline” pokrył się potrójną platyną i dotarł do 11. miejsca notowania Billboard Hot 100, bynajmniej nie za sprawą memów czy przez przypadek — to po prostu świetny utwór. W branży muzycznej zwykle oznacza to pospieszną pracę nad debiutem w celu zmonetyzowania popularności, a efekt takich działań bywa przeważnie rozczarowujący. Jednak Aminé nie jest stereotypowym raperem. Na jego album Good for You musieliśmy trochę poczekać. 

Największym atutem każdego debiutanta jest możliwość zaskoczenia słuchaczy. W przypadku Aminé zagadką był muzyczny kierunek, który obierze na swoim krążku. Jego ton wyznacza już pierwszych kilka minut, a więc otwierające płytę “Veggies” z fantastyczną aranżacją smyczkową i gitarową oraz radosnym i nostalgicznym zarazem wykonaniem wokalnym gospodarza. Całość dopełnia udział Ty Dolla $igna, który ostatnimi występami gościnnymi konsekwentnie udowadnia swoje ponadprzeciętne umiejętności. Kolejne “Yellow” to odważna poprapowa kompozycja pełna humoru i luzu. “Stuntin’ with my dogs like my first name Cruella / Black girls love me ’cause a nigga got some feta / And white girls love me like my first name Coachella” — rapuje Aminé na podkładzie, który brzmi jak skrzyżowanie “Kids” MGMT z rasowym trapem (za produkcję odpowiadają Metro Boomin i Murda Beats). Nie mniejsze zdziwienie budzi fakt, że w pewnym momencie tego nagrania możemy usłyszeć absolutnego króla pop rapu — Nelly’ego. Podobnym eksperymentem jest “Spice Girls”, w którym trend wykorzystywania dźwięków fletu świetnie wpasowuje się w energiczny i melodyjny charakter utworu o poszukiwaniu wybranki serca.

Niestety Good for You boryka się chwilami z problemem, że co za dużo, to niezdrowo. Dotyczy to przede wszystkim kawałków “STFU” (który brzmi jak odrzut z płyty Far East Movement) czy “Wedding Crashers”. Chociaż słysząc żartobliwy refren dedykowany “wszystkim ex”, trudno powstrzymać uśmiech, gościnny udział Offseta nijak nie koresponduje ze stylem i tekstem gospodarza. Także auto-tune wydaje się tu zbędnym dodatkiem. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Leniwe i podszyte soulem “Sundays” to zaduma nad stylem i rytmem życia — “Niggas will either end up at Heaven or at Kevin’s gates”, jak błyskotliwie stwierdza Aminé. Nostalgiczny klimat czuć także w “Turf”, w którym refren skłania do wniosku, że autor mógłby śmiało nagrać wyłącznie śpiewany album. Podobnie jest w przypadku luzackiego “Blinds”, pełnego przechwałek i dystansu. Raper idealnie sprawdza się również w duetach, co słychać w “Dakota” z legendą The Gap Band — Charlie Wilsonem czy zamykającym płytę “Heebiejeebies” z wspaniałą Kehlani.

Good for You nie jest albumem początkującego 23-letniego artysty. To zadziwiająco dojrzały, przemyślany i skrupulatnie nagrany krążek, w którym balans między zabawą i humorem a inteligentną autorefleksją został ujęty w ramy stylowego, ambitnego pop-rapu z domieszką soulu i R&B. Nawet sporadyczne potknięcia nie są w stanie zaburzyć niezwykle przyjemnego doświadczenia, które kwalifikuje debiut Aminé do podsumowań najlepszych płyt w tym roku.

#FridayRoundup: Vic Mensa, Aminé, Tanya Morgan i inni

Nie macie pomysłu co nowego włączyć w weekend? Jak zwykle w piątek spieszymy z garścią muzycznych nowości, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.


The Autobiography

Vic Mensa

Roc Nation

Mnóstwo ludzi zadaje sobie pytanie “gdzie podział się Vic Mensa z czasów Kids These Days?”, lub “Gdzie Vic, którego znamy z Innanetape?”. Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Nowy Vic to zupełnie inny artysta. Zeszłoroczny utwór “There’s Alot Going On” tłumaczy sporą część zmian, które zaszły w jego życiu, m.in. epizod z GOOD Music, czy kulisy wstąpienia w szeregi Roc Nation. Ale nic nie tłumaczy niektórych jego muzycznych wybryków, takich jak niedawno opublikowana zapowiedź albumu w formie The Manuscript. Vic Mensa w coraz większym stopniu ujawnia swoją tendencję do tworzenia kawałków pełnych patosu, lub nieco przekoloryzowanych wizji współczesnych relacji w amerykańskim społeczeństwie, a efektem tego są skręcające w stronę pop-rapu ballady w stylu “Rage”, które, jak się obawiam, może wyznaczać ogólny nastrój nadchodzącego albumu. Cóż, chciałbym wierzyć w entuzjastyczne opinie blogów takich jak Fake Shore Drive i w moc, którą niesie ze sobą produkcja No I.D. (będący na drodze po tytuł producenta roku za 4:44, jednak coraz większe ciągoty Vica w stronę skandali, ujawniania życia prywatnego i dramatów sprawiają, że The Autobiography stoi dla mnie pod wielkim znakiem zapytania. Zobaczymy co z tego wyjdzie — Adrian


Good for You

Aminé

CLBN/Republic

O Aminé zrobiło się głośno w 2016 roku, kiedy to wydał bardzo dobrze przyjęty singiel „Caroline”. Przez 12 miesięcy od momentu premiery utwór zdążył pokryć się trzykrotną platyną, a sam artysta dostąpił zaszczytu dołączenia do grona Freshmanów XXL. I chociaż żaden z jego kolejnych kawałków takiego sukcesu nie powtórzył, to jestem przekonany, że etykietkę one-hit wonder w tym przypadku można sobie darować. Jego twórczość cechuje ciepłe brzmienie oraz pozytywny vibe. Na Good For You znajdzie się w sumie piętnaście utworów. W gronie gości pojawią się Ty Dolla $ign, Nelly, Offset, Charlie Wilson oraz Kehlani. Szykuje się idealny album na drugą połowę lata. — Mateusz


New Wave

Stalley

Real Talk

Stalley wraca z drugim longplayem po trzech latach przerwy po dobrze przyjętym Ohio. Na Nową Falę hip hopu w ujęciu Stalleya złożyło się tym razem 14 numerów, utrzymanych w doskonale znanej mieszance trapowego południa ze świadomym rapem. Jednocześnie krążek stanowi odejście Stalleya od gwiazdorskich kolaboracji i stylistycznego przepychu z czasów Maybach Music. — Kurtek


YGWY$4

Tanya Morgan

(brak)

Tej dwójki nie sposób jest nie lubić. Niby takich płyt, z tak klasycznym, podziemnym hip-hopem dostajemy całkiem sporo, to Donwill i Von Pea od zawsze mają w sobie to coś, co nie pozwala odejść od głośnika pomimo wiedzy, że muzycznie nie dostaniemy tu nic odkrywczego. Może to te pogodne i bardzo żywiołowe nawijki? Może to duża zasługa zabawnych tekstów, które nie unikają też wnikliwych obserwacji? Wszystko to znajdziemy zapewne na ich kolejnym, czwartym już krążku, który to trafia w nasze głośniki dokładnie dzisiaj. — efdote


Power of Peace

The Isley Brothers & Santana

Legacy

Tęsknicie za pokojem? Miłością? Wdzięcznością? Też macie dość? I wreszcie — czy jesteście gotowi na spotkanie z muzycznym absolutem — odtrutką na całe zło stechnicyzowanego świata (z autotunem włącznie)? Z pomocą przychodzą Carlos Santana z żoną, Cindy Blackman Santaną, oraz bracia Ronald i Ernie Isley. Na „Power of Peace” znajdziecie pieczołowicie dobrane covery na czas kryzysu, w tym m.in. „Higher Ground” Steviego Wondera czy „Mercy Mercy Me (The Ecology)” Marvina Gaye’a. Cóż, można i tak. — MajaDan


Love to a Mortal

Davina Oriakhi

Davina Oriakhi

Debiutancki album mającej swoje korzenie w Nigerii artystki Daviny Oriakhi ciężko nazwać lonplayem. Tylko dziewięć utworów, z czego kilka wstawek muzycznych i intro, stawia to wydawnictwo raczej w szeregu epek. Niemniej zawartość Love to a Mortal nie zawiedzie słuchacza. Nie jest ona przełomowa, ale piosenkarka zręcznie łączy klasyczny jazz, soul i R&B z afrykańskimi rytmami („Juju”) i wakacyjnym brzmieniem reggae („Silence (Father Have Mercy)”). Całości słucha się bardzo przyjemnie, a przedsmak tego, co można znaleźć na krążku, poznaliśmy już w promowanych singlach „F.S.L.S.” i wspomnianym „Juju”. Nie pozostaje nic innego, jak zapoznać się z materiałem i przenieść się do słonecznej Afryki. — Forrel


Detroit OST

Various Artists

Motown

„Detroit” to film wyreżyserowany przez Kathryn Bigelow, który opowiada o głośnych ulicznych zamieszkach jakie miały miejsce w 1967 roku na ulicach The Motor City. Na ścieżce dźwiękowej towarzyszącej temu obrazowi usłyszymy klasyczne utwory takich wykonawców jak m.in. zespół The Dramatics, duet Marvin Gaye & Tammi Tyrell czy też John Coltrane. W przeważającej części pojawią się tam brzmienia, jakie serwowała nam w tamtych latach wytwórnia Motown i to właśnie za jej pośrednictwem ukazał się ten album. Główną atrakcją tej ścieżki dźwiękowej, jest jednak nowy numer od The Roots, czyli nagrane wraz z Bilalem, powalające „It Ain’t Fair”. — efdote


LateNightTales

BadBadNotGood

Night Time Stories Ltd

Oprócz koncertu w warszawskim klubie Palladium, który odbędzie się 10 listopada, kwartet zapowiedział na 28 czerwca premierę składanki w serii wydawniczej LateNightTales, na którą, jak zawsze w przypadku tych wydawnictw, złoży się osobliwa selekcja utworów dokonana przez artystów oraz jeden niepublikowany utwór z ich katalogu. Na płycie znajdzie się 21 utworów z repertuaru takich wykonawców jak Erasmo Carlos, Stereolab, Thundercat, Lydia Lunch, The Beach Boys czy Donnie & Joe Emerson. — Marynia


Everything Now

Arcade Fire

Columbia

Pierwszy album Arcade Fire dla dużej wytwórni Everything Now kontynuuje stylistyczną metamorfozę zespołu, który od zawsze miał disco we krwi, ale dopiero w klipie do „Reflektora” przed czterema laty udało mu się zestawić je, całkiem słusznie, z kulą dyskotekową. Na nowej płycie w w tytułowym nagraniu dochodzi do tego hipnotyczny klawiszowy motyw inspirowany „Dancing Queen” grupy ABBA. Krążek wyprodukował wraz z Kanadyjczykami Thomas Bangalter, połowa duetu Daft Punk, i wierzcie, że w kontekście tej pozycji to nazwisko nie jest przypadkowe. — Kurtek