amine

Aminé pełen niespodzianek

Adam Aminé Daniel oznajmia, czego naprawdę (ale naprawdę) potrzebuje od płci przeciwnej. Robi to oczywiście w zakręconym wideo do jednego z singli z jego debiutanckiego krążka Good for You — „Spice Girl”. Wesołe szczegóły typu animowana stopa Aminé czy wielki dozownik na mydło (w cukierkowej łazience) każą myśleć, że nikt nie będzie choćby tak w połowie spicey jak sam zainteresowany. Wszystko to oczywiście przy dźwiękach kontrastowych flecików. Smaczku dodają pojawienie się Issy Rae i Mel B. Może jeszcze nie wiecie, ale potrzebujecie obejrzeć ten teledysk.

Recenzja: Aminé Good for You

Aminé

Good for You (2017)

CLBN / Republic

Aminé nie jest stereotypowym raperem. Pojawił się nagle i znikąd. Jego zeszłoroczny hit “Caroline” pokrył się potrójną platyną i dotarł do 11. miejsca notowania Billboard Hot 100, bynajmniej nie za sprawą memów czy przez przypadek — to po prostu świetny utwór. W branży muzycznej zwykle oznacza to pospieszną pracę nad debiutem w celu zmonetyzowania popularności, a efekt takich działań bywa przeważnie rozczarowujący. Jednak Aminé nie jest stereotypowym raperem. Na jego album Good for You musieliśmy trochę poczekać. 

Największym atutem każdego debiutanta jest możliwość zaskoczenia słuchaczy. W przypadku Aminé zagadką był muzyczny kierunek, który obierze na swoim krążku. Jego ton wyznacza już pierwszych kilka minut, a więc otwierające płytę “Veggies” z fantastyczną aranżacją smyczkową i gitarową oraz radosnym i nostalgicznym zarazem wykonaniem wokalnym gospodarza. Całość dopełnia udział Ty Dolla $igna, który ostatnimi występami gościnnymi konsekwentnie udowadnia swoje ponadprzeciętne umiejętności. Kolejne “Yellow” to odważna poprapowa kompozycja pełna humoru i luzu. “Stuntin’ with my dogs like my first name Cruella / Black girls love me ’cause a nigga got some feta / And white girls love me like my first name Coachella” — rapuje Aminé na podkładzie, który brzmi jak skrzyżowanie “Kids” MGMT z rasowym trapem (za produkcję odpowiadają Metro Boomin i Murda Beats). Nie mniejsze zdziwienie budzi fakt, że w pewnym momencie tego nagrania możemy usłyszeć absolutnego króla pop rapu — Nelly’ego. Podobnym eksperymentem jest “Spice Girls”, w którym trend wykorzystywania dźwięków fletu świetnie wpasowuje się w energiczny i melodyjny charakter utworu o poszukiwaniu wybranki serca.

Niestety Good for You boryka się chwilami z problemem, że co za dużo, to niezdrowo. Dotyczy to przede wszystkim kawałków “STFU” (który brzmi jak odrzut z płyty Far East Movement) czy “Wedding Crashers”. Chociaż słysząc żartobliwy refren dedykowany “wszystkim ex”, trudno powstrzymać uśmiech, gościnny udział Offseta nijak nie koresponduje ze stylem i tekstem gospodarza. Także auto-tune wydaje się tu zbędnym dodatkiem. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Leniwe i podszyte soulem “Sundays” to zaduma nad stylem i rytmem życia — “Niggas will either end up at Heaven or at Kevin’s gates”, jak błyskotliwie stwierdza Aminé. Nostalgiczny klimat czuć także w “Turf”, w którym refren skłania do wniosku, że autor mógłby śmiało nagrać wyłącznie śpiewany album. Podobnie jest w przypadku luzackiego “Blinds”, pełnego przechwałek i dystansu. Raper idealnie sprawdza się również w duetach, co słychać w “Dakota” z legendą The Gap Band — Charlie Wilsonem czy zamykającym płytę “Heebiejeebies” z wspaniałą Kehlani.

Good for You nie jest albumem początkującego 23-letniego artysty. To zadziwiająco dojrzały, przemyślany i skrupulatnie nagrany krążek, w którym balans między zabawą i humorem a inteligentną autorefleksją został ujęty w ramy stylowego, ambitnego pop-rapu z domieszką soulu i R&B. Nawet sporadyczne potknięcia nie są w stanie zaburzyć niezwykle przyjemnego doświadczenia, które kwalifikuje debiut Aminé do podsumowań najlepszych płyt w tym roku.

#FridayRoundup: Vic Mensa, Aminé, Tanya Morgan i inni

Nie macie pomysłu co nowego włączyć w weekend? Jak zwykle w piątek spieszymy z garścią muzycznych nowości, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.


The Autobiography

Vic Mensa

Roc Nation

Mnóstwo ludzi zadaje sobie pytanie “gdzie podział się Vic Mensa z czasów Kids These Days?”, lub “Gdzie Vic, którego znamy z Innanetape?”. Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Nowy Vic to zupełnie inny artysta. Zeszłoroczny utwór “There’s Alot Going On” tłumaczy sporą część zmian, które zaszły w jego życiu, m.in. epizod z GOOD Music, czy kulisy wstąpienia w szeregi Roc Nation. Ale nic nie tłumaczy niektórych jego muzycznych wybryków, takich jak niedawno opublikowana zapowiedź albumu w formie The Manuscript. Vic Mensa w coraz większym stopniu ujawnia swoją tendencję do tworzenia kawałków pełnych patosu, lub nieco przekoloryzowanych wizji współczesnych relacji w amerykańskim społeczeństwie, a efektem tego są skręcające w stronę pop-rapu ballady w stylu “Rage”, które, jak się obawiam, może wyznaczać ogólny nastrój nadchodzącego albumu. Cóż, chciałbym wierzyć w entuzjastyczne opinie blogów takich jak Fake Shore Drive i w moc, którą niesie ze sobą produkcja No I.D. (będący na drodze po tytuł producenta roku za 4:44, jednak coraz większe ciągoty Vica w stronę skandali, ujawniania życia prywatnego i dramatów sprawiają, że The Autobiography stoi dla mnie pod wielkim znakiem zapytania. Zobaczymy co z tego wyjdzie — Adrian


Good for You

Aminé

CLBN/Republic

O Aminé zrobiło się głośno w 2016 roku, kiedy to wydał bardzo dobrze przyjęty singiel „Caroline”. Przez 12 miesięcy od momentu premiery utwór zdążył pokryć się trzykrotną platyną, a sam artysta dostąpił zaszczytu dołączenia do grona Freshmanów XXL. I chociaż żaden z jego kolejnych kawałków takiego sukcesu nie powtórzył, to jestem przekonany, że etykietkę one-hit wonder w tym przypadku można sobie darować. Jego twórczość cechuje ciepłe brzmienie oraz pozytywny vibe. Na Good For You znajdzie się w sumie piętnaście utworów. W gronie gości pojawią się Ty Dolla $ign, Nelly, Offset, Charlie Wilson oraz Kehlani. Szykuje się idealny album na drugą połowę lata. — Mateusz


New Wave

Stalley

Real Talk

Stalley wraca z drugim longplayem po trzech latach przerwy po dobrze przyjętym Ohio. Na Nową Falę hip hopu w ujęciu Stalleya złożyło się tym razem 14 numerów, utrzymanych w doskonale znanej mieszance trapowego południa ze świadomym rapem. Jednocześnie krążek stanowi odejście Stalleya od gwiazdorskich kolaboracji i stylistycznego przepychu z czasów Maybach Music. — Kurtek


YGWY$4

Tanya Morgan

(brak)

Tej dwójki nie sposób jest nie lubić. Niby takich płyt, z tak klasycznym, podziemnym hip-hopem dostajemy całkiem sporo, to Donwill i Von Pea od zawsze mają w sobie to coś, co nie pozwala odejść od głośnika pomimo wiedzy, że muzycznie nie dostaniemy tu nic odkrywczego. Może to te pogodne i bardzo żywiołowe nawijki? Może to duża zasługa zabawnych tekstów, które nie unikają też wnikliwych obserwacji? Wszystko to znajdziemy zapewne na ich kolejnym, czwartym już krążku, który to trafia w nasze głośniki dokładnie dzisiaj. — efdote


Power of Peace

The Isley Brothers & Santana

Legacy

Tęsknicie za pokojem? Miłością? Wdzięcznością? Też macie dość? I wreszcie — czy jesteście gotowi na spotkanie z muzycznym absolutem — odtrutką na całe zło stechnicyzowanego świata (z autotunem włącznie)? Z pomocą przychodzą Carlos Santana z żoną, Cindy Blackman Santaną, oraz bracia Ronald i Ernie Isley. Na „Power of Peace” znajdziecie pieczołowicie dobrane covery na czas kryzysu, w tym m.in. „Higher Ground” Steviego Wondera czy „Mercy Mercy Me (The Ecology)” Marvina Gaye’a. Cóż, można i tak. — MajaDan


Love to a Mortal

Davina Oriakhi

Davina Oriakhi

Debiutancki album mającej swoje korzenie w Nigerii artystki Daviny Oriakhi ciężko nazwać lonplayem. Tylko dziewięć utworów, z czego kilka wstawek muzycznych i intro, stawia to wydawnictwo raczej w szeregu epek. Niemniej zawartość Love to a Mortal nie zawiedzie słuchacza. Nie jest ona przełomowa, ale piosenkarka zręcznie łączy klasyczny jazz, soul i R&B z afrykańskimi rytmami („Juju”) i wakacyjnym brzmieniem reggae („Silence (Father Have Mercy)”). Całości słucha się bardzo przyjemnie, a przedsmak tego, co można znaleźć na krążku, poznaliśmy już w promowanych singlach „F.S.L.S.” i wspomnianym „Juju”. Nie pozostaje nic innego, jak zapoznać się z materiałem i przenieść się do słonecznej Afryki. — Forrel


Detroit OST

Various Artists

Motown

„Detroit” to film wyreżyserowany przez Kathryn Bigelow, który opowiada o głośnych ulicznych zamieszkach jakie miały miejsce w 1967 roku na ulicach The Motor City. Na ścieżce dźwiękowej towarzyszącej temu obrazowi usłyszymy klasyczne utwory takich wykonawców jak m.in. zespół The Dramatics, duet Marvin Gaye & Tammi Tyrell czy też John Coltrane. W przeważającej części pojawią się tam brzmienia, jakie serwowała nam w tamtych latach wytwórnia Motown i to właśnie za jej pośrednictwem ukazał się ten album. Główną atrakcją tej ścieżki dźwiękowej, jest jednak nowy numer od The Roots, czyli nagrane wraz z Bilalem, powalające „It Ain’t Fair”. — efdote


LateNightTales

BadBadNotGood

Night Time Stories Ltd

Oprócz koncertu w warszawskim klubie Palladium, który odbędzie się 10 listopada, kwartet zapowiedział na 28 czerwca premierę składanki w serii wydawniczej LateNightTales, na którą, jak zawsze w przypadku tych wydawnictw, złoży się osobliwa selekcja utworów dokonana przez artystów oraz jeden niepublikowany utwór z ich katalogu. Na płycie znajdzie się 21 utworów z repertuaru takich wykonawców jak Erasmo Carlos, Stereolab, Thundercat, Lydia Lunch, The Beach Boys czy Donnie & Joe Emerson. — Marynia


Everything Now

Arcade Fire

Columbia

Pierwszy album Arcade Fire dla dużej wytwórni Everything Now kontynuuje stylistyczną metamorfozę zespołu, który od zawsze miał disco we krwi, ale dopiero w klipie do „Reflektora” przed czterema laty udało mu się zestawić je, całkiem słusznie, z kulą dyskotekową. Na nowej płycie w w tytułowym nagraniu dochodzi do tego hipnotyczny klawiszowy motyw inspirowany „Dancing Queen” grupy ABBA. Krążek wyprodukował wraz z Kanadyjczykami Thomas Bangalter, połowa duetu Daft Punk, i wierzcie, że w kontekście tej pozycji to nazwisko nie jest przypadkowe. — Kurtek