christina aguilera

Aguilera i Lovato w dystopijnym więzieniu

Christina Aguilera nie może się zdecydować, jak promować zbliżający się wielkimi krokami, pierwszy po sześcioletniej przerwie, zapowiedziany na 15 czerwca album Liberation. Mówią, że tonący brzytwy się chwyta, ale Aguilerze chyba z tą brzytwą do twarzy, bo „Fall in Line” — trzeci utwór zwiastujący krążek — to zdecydowanie najbardziej melodyjna rzecz w tej erze piosenkarki. Po popowym frankensteiniekonwencjonalnej balladzie zaprasza do współpracy Demi Lovato, by w piosence i teledysku połączyły swoje wokale przeciw szowinistycznym oprawcom, którzy w klipie zamykają wokalistki na wiele lat w dystopijnym więzieniu. Te oczywiście wyswobadzają się w końcu, paraliżując strażników (dosłownie) ostatnim koszmarnie prześpiewanym i zdającym się nie mieć końca refrenem. Co ciekawe, choć „Fall in Line” odświeża patenty ze Stripped (zwłaszcza wokalne), słucha się go względnie przyjemnie i pozostaje mieć nadzieję, że Aguilera utrzyma tendencję wzrostową i Liberation okaże się krążkiem względnie przyzwoitym.

Christina Aguilera niczego nie żałuje

Rozliczenie z przeszłością — chyba jeden z bardziej atrakcyjnych leitmotivów w muzyce. Od szczerego albumu Wins & Losses Meek Milla przez ironiczne „I Love Kanye” do nostalgicznego „Landslide” z repertuaru pop-rockowego Fleetwood Mac (żeby wymienić kilka z wielu przykładów). No właśnie… Po patchworku, jaki Christina zafundowała nam na „Accelerate”, zwolnienie tempa wydawało się nieuniknione. Efekt wyszedł nad wyraz dobrze. „Twice” to melodyjna ballada opleciona harmoniami wokalnymi, jakich nie powstydziliby się wspomniani Fleetwood Mac. Aguilera też się nie wstydzi; oszczędny fortepian kontrastuje z siłą jej głosu, która w „Twice” ujawnia się w skali, jakiej już dawno nie słyszeliśmy (ale prawdopodobnie chcieliśmy usłyszeć). Wreszcie kawałek, do którego można wracać bez zastanowienia.

Gdybyście mimo wszystko nadal odczuwali niedosyt, na Instagramie Xtina podzieliła się wizualnym dopełnieniem dla utworu.

Christina Aguilera wraca z nowym singlem z pomocą Kanyego Westa

Kto by pomyślał, że po wyjątkowo odtwórczym popowym Lotusie Christina Aguilera jeszcze kiedykolwiek będzie miała cokolwiek wspólnego w hip hopem, a tymczasem piosenkarka przygotowuje się do wielkiego powrotu i pierwszy singiel z albumu Liberation (który trafi do sprzedaży już 15 czerwca) został wyprodukowany m.in. przez Kanyego Westa. Szkoda, że akurat teraz, kiedy ten jest w definitywnym dołku swojej kariery. Tym samym „Accelerate” z gościnnym udziałem Ty Dolla $igna i 2 Chainza to trappopowy bałagan łączący w sobie niedoszlifowane pomysły na 2, może nawet 3 numery i komplikujący nadto popową tkankę. Patrząc na wulgarny teledysk w zamyśle miało być to chyba drugie „Dirrty”. Na krążku ma być w sumie 15 kawałków, w jednym z nich pojawi się także Demi Lovato. Aguilera kombinuje, a to już coś. Z oceną jeszcze się wstrzymajmy — poczekamy, zobaczymy.

Grande i Aguilera na żywo podczas finału The Voice US

grande_aguilera

Finał amerykańskiej edycji The Voice często przyciąga gwiazdy i daje widzom interesujące pod każdym względem występy. Pomimo że pomysł Christiny Aguilery z hologramem Whitney Houston nie wypalił, udało się artystce wzbudzić pewne emocje. Czy pozytywne, czy też negatywne, pozostawiam Wam do oceny. Wokalistka dołączyła na scenie do Ariany Grande, z którą wspólnie wykonała hit tej drugiej – „Dangerous Woman”, poprzedzony ostatnim singlem Grande „Into You”. Ciężko jest mi powstrzymać słowa krytyki dla Aguilery, której wokal od dłuższego czasu brzmi jakoś inaczej — gorzej, a po drugie – ten kawałek jej nie leżał. Zgadzam się z moją redakcyjną koleżanką, że najlepszy artystycznie album Christiny to Back to Basics, dlatego mam ogromną nadzieję, że nadchodzące wydawnictwo będzie na podobnie wysokim poziomie lub przynajmniej muśnie komercyjnego sukcesu Stripped.

1-800-MUZYCZNE-DEDYKACJE

Bez nazwy-2
Drake się nie kończy. (więcej…)

Mac Miller dodaje wersy do „Moves Like Jagger”

tumblr_lsapvxqwjr1qh02ye

Nikt nie lubi się przyznawać, że podoba mu się taka niska kultura. Dlatego też nie płakałam za bardzo, gdy nie mogłam napisać o tym kawałku, gdyż nie pasował on do Miski. Jednak pewnie większość z Was go zna, bo hitem był (a był nim, bo jest świetny, jak na piosenkę dance, nie oszukujmy się). Dlatego też, choć Mac Miller wiele w piosence nie zmienił, ucieszyłam się jak głupia, że mogę się z Wami tym podzielić. Jeśli nie padliście ofiarą chwytliwości tego kawałka w wakacje – po pierwszym przesłuchaniu nie zrozumiecie, w czym rzecz. Dlatego też proszę o wyrozumiałość. Na pomysł zaproszenia rapera do zmiksowania kawałka wpadł obecny producent Maroon 5 (a także masy popowych gwiazd i gwiazdeczek, ale cśśś!), Benny Blanco. Czy wybór był dobry, oceńcie sami, choć uprzedzam nic bardziej ambitnego od „I’m a rich bastard, Mick Jagger, say I got them moves. Always rolling stoned, girls call my phone let it ring, let ’em know I’m way too cool” nie znajdziecie.

Gwiazdy vs Klasyka

Każda gwiazda chce czasem przykozaczyć i pokazać, że umie coś zrobić lepiej niż pozostali. W tym celu musi się zmierzyć z utworem nagranym wcześniej przez kogoś innego. Dzisiaj mowa o BeyonceChristinie Aguilerze [sic!], które wzięły na tapetę klasyk z lat 60 czyli nagrany przez Peggy Lee utwór „Fever”. Tak naprawdę już nagranie pani Lee było coverem, gdyż w roku 1956 jako pierwszy wydał ten utwór Little Willie John, jednak jego wersja nie cieszyła się wielkim sukcesem. Można podejrzewać, że dopiero kobiecy głos uczynił z piosenki taką bombę. Dopiero wersja Lee dotarła na 8 miejsce amerykańskiej listy przebojów pop. Peggy Lee była znaną piosenkarką jazzową a także nominowaną do Oskara aktorką i autorką tekstów. Warto zauważyć, że dodała kilka własnych wersów do piosenki, o której dziś mowa.
Przed wami Peggy Lee a po skoku dwie wersje naszych współczesnych gwiazd o niebotycznych zdolnościach wokalnych. Wersja Christiny jest opatrzona nawet obrazem z jej występu live. Wyrobiły waszym zdaniem?


(więcej…)

Usher i bliźniaki

Co prawda, trasa koncertowa „One Night Stand: Ladies Only” promująca nie-tak-dobrze-sprzedający-się album „Here I Stand” ruszyła już w listopadzie, ale nie wspominaliśmy chyba, jakiego połączenia mogą być świadkami ci, którzy się na jeden z koncertów Ushera wybiorą. Uszatek zawsze bardzo dbał o wizerunek i dopieszczał swoją garderobę, ale tym razem – być może głównie ze względu na „ladies only” – współpracuje z tymi, którzy się na tym znają najlepiej.

(więcej…)

Świąteczna odliczanka: Otis Redding „Merry Christmas, Baby”

Do świąt pozostało już tylko 5 dni! Słyszycie już dzwoneczki zbliżających się sań Mikołaja? W każdy razie dzięki koleżance Lejdi K, poznaliście już zapewne świąteczny rhythm & bluesowy klasyk „Merry Christmas, Baby” w wykonaniu Raphaela Saadiqa. Tymczasem tradycja wykonywania tego utworu jest długa i sięga rock n’ rollowych lat 40tych, a konkretnie roku 1947, kiedy to po raz pierwszy wykonało go rhythm & bluesowe trio Johnny Moore’s Three Blazers. Utwór dotarł wtedy do pozycji #3 listy najczęściej granych w Juke Boxach utworów R&B. Bardzo chętnie przybliżyłbym Wam tę wersję, ale niestety zasoby youtube w chwili obecnej w nią nie obfitują. Dostępna jest natomiast inna, sztandarowa już wersja tego utworu – wykonywana przez jednego z legendarnych soulowych głosów ubiegłego stulecia – Otisa Reddinga. Kawałek zostały wydany na singlu w roku 1968, razem z „White Christmas”, już po tragicznej przedwczesnej śmierci piosenkarza, rok wcześniej, w katastrofie lotniczej. Myślę, że ta wersja przez cały czas należy do kanonu najznamienitszych czarnych bożonarodzeniowych utworów. Obok niej należy jednak wymienić także wykonania Bruce’a Springsteena, Elvisa Presleya czy wspaniały bluesowy popis wokalny Christiny Aguilery i Dr’a Johna ze świątecznego krążka piosenkarki „My Kind of Christmas”. Po skoku natomiast wersja Otisa.

(więcej…)