dirty projectors

Nowy teledysk: Dirty Projectors „Up in Hudson”

Najbardziej liryczny fragment tegorocznego znakomitego krążka Dirty Projectors, niemal 8-minutowe „Up in Hudson”, doczekał się właśnie teledysku. Klip, równie abstrakcyjny co sama piosenka, podzielony został na cztery pasaże — niezwiązane ze sobą bezpośrednio pastelowe historie dziejące się w świecie ludzi o wielkich czerwonych nosach. Przy okazji w serwisach strumieniowych pojawiła się skrócona radiowa wersja utworu.

Recenzja: Dirty Projectors Dirty Projectors

jardin

Dirty Projectors

Dirty Projectors (2017)

Domino

Dirty Projectors od zawsze mieli z soulem wspólnego trochę więcej niż by się wydawało i trochę mniej niż by się chciało jednocześnie. Ich nowy album, pierwszy od 2012 roku, enigmatycznie zatytułowany Dirty Projectors to osadzony gdzieś w niedalekim sąsiedztwie czarnej muzyki słownikowy przykład natchnionego post-popu z prawdziwie artystycznym zacięciem.

Choć wielu ma grupie za złe, że indiepopowy fundament na nowej płycie zastąpiła alternatywnym R&B doprawionym glitchowymi loopami, elementy, które Dirty Projectors tym razem wykorzystali jako bazę, od zawsze były obecne na perfyferiach ich twórczości. Solange z ich Stillness Is the Move flirtowała jeszcze 2009 roku, gdy (wówczas jeszcze) zespół wydał przełomowy w karierze krążek Bitte Orca. Już wtedy soul stanowił ważny składnik unikalnej mieszanki gatunkowej, która wraz z oryginalnym podejściem do melodyki, stworzyła niepodrabialne brzmienie Dirty Projectors — brzmienie, które mogło poniekąd stać się jedną z inspiracji tej bardziej alternatywnej części singer/songwriterów nowej fali R&B (How to Dress Well czy Autre Ne Veut). Kolejnego kroku uczynionego w stronę tej sceny przez samych Dirty Projectors nie traktowałbym zatem ani jako próby podłączenia się pod panujące trendy, ani jako wielkiej zaskakującej przemiany — to raczej naturalny etap ewolucji ich brzmienia — coś co można było przewidzieć już kilka lat temu, ale też coś w czym doskonale im do twarzy.

David Longstreth, spiritus movens projektu, człowiek orkiestra i w 2017 roku jedyny aktywny członek Dirty Projectors, wie, jak wyjść poza schemat, jednocześnie nie wychodząc na oszołoma. W dziewięciu utworach, które nie tylko sam napisał i zaaranżował, ale też odpowiada za znaczną część instrumentów, które możemy na krążku usłyszeć, traktuje R&B jako płaszczyznę do wyjścia poza klasyczną melodykę muzyki popularnej. Jego drugim sprzymierzeńcem w niełatwym zadaniu stworzenia płyty, która z jednej strony jest apologią popu, a z drugiej traktuje go wyłącznie przedmiotowo, są glitche — oswojone już przez Sufjana Stevensa, tuzów IDM-u i bubblegum bassu, tutaj zastosowane na szeroką skalę i zestawione z powykręcanymi, powtarzalnymi bitami ukradzionymi jakby ze starszych płyt Animal Collective. Pozwalają na przełamanie radiowego schematu, nawet, jeśli wszystko inne temu sprzyja, jak w singlowym „Cool Your Heart”, którego współautorką jest wspomniana już Solange, a wokalnie Longstretha wspiera w nim Dawn Richard. Oparty na pędzącym, post-tropikalnym bicie numer, gdyby nie umyślnie połamana melodia, sprawdziłby się znakomicie jako kolejny taneczny przebój w dyskografii Rihanny.

Ale siła Dirty Projectors nie ogranicza się do umiejętności przegryzania popowych schematów artystowskimi trickami — ich muzykę cechuje w dalszym ciągu nietuzinkowa wrażliwość pokrewna tej, którą usłyszeć mogliśmy u Solange, Franka Oceana, Jamesa Blake’a czy Samphy. Chociażby w otwierającym album „Keep Your Name” Longstreth serwuje porządną dawkę pierwszorzędnej melodramy, z powodzeniem oplatając prawdziwie szczery ładunek emocjonalny postpopową stylizacją. To jak u Beyoncé — trochę maskarada i kreacja, ale fundamentem całości pozostają osobiste przeżycia, które raz po raz rozdzierają stylistyczną skorupę, wypływając na wierzch i z miejsca stając się dominantą. Dirty Projectors to pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy marzą, żeby Oneothrix Point Never zaczął produkować płyty R&B, ale jednocześnie obok innowacyjnych kreacji cenią sobie dobrze skrojone popowe refreny i szczery przekaz.

#FridayRoundup: Thundercat, Karriem Riggins, José James, Stormzy i inni

Jak co piątek prezentujemy odsłuchy najciekawszych czarnych premier danego tygodnia. Tym razem zestaw jest niebagatelny. Listę rozpoczyna nowy krążek Thundercata, ale koniecznie sprawdzić trzeba także jazz ze stajni Stones Throw na płycie Karriema Rigginsa i nową odsłonę marnotrawnego syna jazzu Josego Jamesa. A to dopiero początek. Drugi album tydzień po tygodniu wypuścił właśnie Future, Stormzy wydał długogrający debiut, wracają też Oddisee, Dirty Projectors i Mrozu, który zdaje się kompletnie zredefiniować swoje brzmienie.


Drunk

Thundercat

Brainfeeder

Piąteczek dopiero co się rozpoczął, a niektórzy już pijani. Wśród nich Thundercat, aktualna gitara basowa numer jeden. Ponad pięćdziesiąt minut, dwadzieścia trzy utwory, w tym noszące takie tytuły jak „Captain Stupido”, „A Fan’s Mail (Tron Song Suite II)” albo „Jameel’s Space Ride”. Pharrell, Kendrick i Wiz Khalifa na featuringach. Bardziej zakręconej muzycznej propozycji na ten weekend już dla was nie znajdziemy.. — Chojny


Headnod Suite

Karriem Riggins

Stones Throw

Jakiś czas temu pisaliśmy o dwóch instrumentalach Karriema Rigginsa — „Bahia Dreamin”„4Es’J & Oddness”, które były zapowiedzią jego drugiej już długogrającej płyty Headnod Suite. Perkusista i producent z Detroit może sobie przybić piątkę z Madlibem i Oh No nie tylko dlatego, że wydaje z nimi w tej samej wytwórni, ale głównie z powodu oryginalnego brzmienia jego podkładów i nietuzinkowych sampli, z których korzysta. To jest dokładnie ta sama szkoła co w przypadku braci Jackson. Dwa podkłady, o których pisaliśmy tylko to potwierdzają. Pewnie w przypadku Headnod Suite brzmieniowo będziemy mieli do czynienia z lekko abstrakcyjnymi i trochę przydymionymi bitami, a na trackliście jest ich aż dwadzieścia dziewięć, więc jest czego słuchać. Sprawdźcie całość poniżej. — Dill


Love in a Time of Madness

José James

Blue Note

Nowy album zgranego już trochę przez lata Josego Jamesa klasycznie wydało Blue Note. Sama płyta natomiast jest mniej klasyczna niż cokolwiek, co zrobił James w swojej karierze, co zwiastowały już trap-popowo wyprodukowane single „Always There” i „Closer”. James rzuca fuckami, przyjmuje stylówkę jamajskiego dilera/alfonsa z lat 90., a na okładce krążka możemy zobaczyć doskonale znane ostrzeżenie przed mocnym językiem. Świetnie, że wpuścił trochę nowych inspiracji do swojego coraz bardziej zakurzonego jazzowego świata, ale miłośnicy jego klasycznej odsłony mogą przeżyć mały szok. — Kurtek


Gang Signs & Prayer

Stormzy

#Merky Records

Jak tak dalej pójdzie drugą połowę drugiej dekady XXI wieku będziemy wspominać jako złote czasy grime’u. Do stawki swoim pierwszym oficjalnym longplayem Gang Signs & Prayer właśnie dołączył Stormzy. Na płycie można usłyszeć m.in. refreny Kehlani czy MNEK-a, ale nie dajcie się zwieść — to grime z krwi i kości. — Kurtek


artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Hndrxx

Future

A1 Freebandz Epic

Future chce koniecznie być jak Frank Ocean, Beyoncé i Sasha Fierce jednocześnie. Nie tylko wypuszcza nowe albumy tydzień po tygodniu, ale każdy z nich odpowiada jednej stronie jego osobowości. Hndrxx to bardziej imprezowo-radiowe oblicze Future’a i najwyraźniej znakomita wymówka, by po raz kolejny zabalować z Rihanną i The Weeknd. — Kurtek


The Iceberg

Oddisee

Mello Music Group

Rok 2015 przyniósł nam świetną The Good Fight. Ubiegły rok należał m.in. do instrumentalnego The Odd Tape, ale przede wszystkim do wydanej z zupełnego zaskoczenia Alwasta EP. W 2017 Oddisee kontynuuje swoją znakomitą passę kolejnym albumem. Pierwsze trzy single zapowiadające krążek The Iceberg weszły znakomicie i nic nie wskazuje na to, że pozostałe 9 numerów zaniży poziom tego wydawnictwa. Pieniądze, seks, polityka, kwestie rasowe i religijne widziane oczami niezwykle inteligentnego 32-latka, będącego jednocześnie jednym z najzdolniejszych producentów ostatnich lat. — efdote

artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Zew

Mrozu

Warner Music Poland

Jeśli tytułowy zew można będzie poczuć na czwartej płycie Mroza tak jak w dwóch pierwszych singlach, będziemy mogli uścisnąć wokaliście rękę i powiedzieć „Dobra robota!” — i to w zupełnie innym tonie niż w przypadku „Dobra robota!”, które poniekąd usłyszał od nas przy okazji premiery „Milionów monet” przed ośmioma laty. Wszystko wskazuje na to, że Mrozu na Zewie zręcznie się zredefiniuje — w „Sierści” funkrockowy sznyt spod znaku ostatniego Childish Gambino miesza się z reggae’ującą melodią, z kolei „Duch” wokalnie flirtuje z dziedzictwem Czesława Niemena na natchnionym klasycznym nowojorskim hiphopowym bicie. — Kurtek


Dirty Projectors

Dirty Projectors

Domino

Dirty Projectors mają z soulem wspólnego trochę więcej niż się wydaje, ale też trochę mniej niż by się chciało. Ich nowa płyta to osadzony gdzieś w niedalekim sąsiedztwie czarnej muzyki słownikowy przykład natchnionego post-popu z prawdziwie artystycznym zacięciem. David Longstreth, frontman grupy, wie jak wyjść poza schemat, jednocześnie nie wychodząc na oszołoma. Ich pierwszy krążek od 2012 roku to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy byliby gotowi przestawić nawet dalej granicę umowności w melodyce na ostatnich płytach Samphy i Solange, pozostawiając na swoim miejscu ich nietuzinkową wrażliwość i emocjonalność. –Kurtek


Nowy teledysk: J. Cole feat. Amber Coffman and Cults „She Knows”

Bez tytułuPo „Power Trip” i „Crooked Smile” przyszedł czas na kolejny klip promujący ostatnie wydawnictwo J. Cole’a. Tym razem obrazek powstał do numeru „She Knows”, z gościnnym udziałem grupy Cults oraz Amber CoffmanDirty Projectors, którą słyszeć mogliście m.in. w kawałku „Get Free” Majora Lazera. Nie będę silił się tutaj na streszczanie fabuły teledysku, w końcu „Koń jaki jest, każdy widzi”, natomiast przyznać trzeba, że Jermaine wie, jak klipy powinno się robić. Bez dwóch zdań.

Solange pracuje nad nową płytą

Solange+PNG

Po tym jak Solange odwołała swoje sierpniowe występy w Europie, zaśpiewała w nowojorskiej pralnizatańczyła na pralce, przyszła pora na trochę informacji na temat jej nowej płyty. Długogrający album artystki ma się ukazać za pośrednictwem jej własnej wytwórni Saint Records. We współpracę zostali już zaangażowani Dave Longstreth, czyli członek indie popowej grupy Dirty Projectors, a także Patrick Wimberly, który zajmuje się między innymi produkcją w Chairlift — kolejnym zespole z szeroko pojętego nurtu muzyki niezależnej. W gronie uczestniczących w tworzeniu nowego materiału Solange znajduje się także znakomity Sampha — znany z kolaboracji z SBTRKTJessie Ware (niedawno ukazała się jego epka Dual). Do tej ogromnie ciekawej grupy muzyków dołączył także sam Questlove (współzałożyciel The Roots). Zamieścił on na swoim Instagramie zdjęcie ze studia nagraniowego — w opisie pojawiło się między innymi słowo „magia”.

solangequestlove

Dokładna data premiery płyty nie jest znana. Sama Solange wypowiedziała się jednak w tej sprawie:

Staram się wyznaczyć sobie końcowy termin, wokół którego będę się poruszała. Jedna z zalet bycia niezależną to posiadanie tej przestrzeni i czasu. Jednocześnie główna wada polega na możliwości ciągłego przekładania terminu. Jeżeli wyznaczysz sobie cel, to zdecydowanie pozostajesz zmotywowanym. Próbuję stale być zmotywowana, bo zdaję sobie sprawę, że cztery lata minęły zanim ukazało się moje ostatnie wydawnictwo. Tym razem to się nie zdarzy — nowa płyta wyjdzie w następnym roku.

Miejmy więc nadzieję, że trzeci długogrający album Solange faktycznie ukaże się w 2014 roku (oby w jego pierwszej połowie). Już sama lista zaangażowanych w proces twórczy wydaje się bardzo interesująca. Nim jednak poznamy efekty pracy w studio, warto obejrzeć krótki wywiad z wokalistką, w którym między innymi opowiada o swoich muzycznych inspiracjach i przeprowadzce do Nowego Orleanu.

Przypomnę jeszcze, że Solange występowała już na scenie z Dirty Projectors. Wszystko to za sprawą „Stillness In The Move”, czyli utworu grupy, którego cover został przez artystkę nagrany kilka lat temu — Solange pokazuje tu jak ogromne umiejętności wokalne posiada.

Czy nowe pomysły Solange będą lepsze niż to, co zaprezentowała na zeszłorocznej epce True? Ja wierzę, że równie dobre i ciekawe — warto czekać! A już na sam koniec — występ Solange na Pitchfork Music Festival oczywiście z kawałkiem „Losing You”.

Dirty Projectors na soulową nutę

Oczywiście na swój zwariowany sposób. Dirty Projectors, amerykański niezależny zespół art popowy, zawsze gdzieś tam oscylował wokół czarnych brzmień, ale nigdy nie był tak blisko jak w „Gun Has No Trigger”. Czy to przez hip hopowy beat, czy zaangażowany emocjonalny główny wokal, czy wreszcie okalające słuchacza chórki, momentami wchodzące w motownowe tony, a co za tym wszystkim idzie – ogólny okołosoulowy klimat numeru. I to nie byle jakiego numeru. To bez wątpienia jeden z najbardziej przebojowych i najmniej połamanych kawałków jakie wyszły z pod ręki grupy.

„Gun Has No Trigger” to pierwszy singiel zwiastujący ósmy długogrający album zespołu Swing Lo Magellan, zapowiadanego na 9 lipca. Oczywiście czekamy i będziemy donosić o postępach. Odsłuch poniżej, powyżej okładka singla.

Solange śpiewa Dirty Projectors

Młodsza siostra Beyonce, aspiruje najwyraźniej do zaszczytnego miana artystki wszechstronnej, łączącej dwie zupełnie odmienne muzyczne krainy, czyli czarną muzykę i szeroko pojętą alternatywę, czy może raczej indie, używając modnego ostatnio słowa. Wcześniej w ciągu ostatnich lat sztuka ta udała się bardzo nielicznym reprezentantom czarnych brzmień, na czele z M.I.A. i ostatnim dziełem królowej Badu New Amerykah Part One (4th World War). Oczywistym dowodem na to, że Solange wyznaczyła sobie analogiczną ścieżkę jest jej ostatni dobór repertuaru, albowiem piosenkarka sięgnęła po utwór „Stillness Is the Move”, tegoroczny singiel alternatywnej grupy Dirty Projectors, która ze swoim ostatnim krążkiem „Bitte Orca” (wydanym w czerwcu nakładem Domino Records) zbiera bardzo pozytywne recenzje w środowiskach alternatywnych. A propos Badu dodam jeszcze, że w poniższym utworze z powodzeniem samplowane jest jej „Bag Lady”. Czy Solange uda się zdobyć uznanie szerszej grupy słuchaczy? Ja trzymam kciuki i wierzę, że może się udać. Dobrze, że chociaż jedna z sióstr Knowles zainteresowana jest robieniem muzyki ambitnej, a nie tylko dobrze się sprzedającej.

(więcej…)