Gabriel Garzon-Montano

Gabriel Garzón-Montano przyprawia nam skrzydła w nowym utworze

Już-już, kiedy wydawało się, że Gabriel Garzón-Montano osiądzie na laurach po rewelacyjnym zeszłorocznym debiucie Jardín i zajmie się wyciąganiem coraz to nowych żeńskich głosów przed szereg… niespodzianka! „Golden Wings” to kontynuacja wszechstronnej neosoulowej ścieżki obranej na debiutanckim krążku. Tradycyjnie mamy bogaty i harmonijny aranż, który otwiera dwugłosowa a capella, a kończy iście wonderowski chórek. Podobnie jak w przypadku większości swoich kompozycji Montano jest autorem każdego z elementów utworu. „Golden Wings” to rzekomo gloryfikacja człowieczej zdolności do kreacji. Pozostaje mieć nadzieję, że skrzydła skradzione Hermesowi mają długi czas działania.

Kolejny remiks od Gabriela Garzóna-Montano

Jak zapowiedział, tak zrobił. Gabriel Garzón-Montano już od pół roku zaprasza raperki do remiksów utworów ze swojego debiutanckiego albumu Jardín. Nowe wersje są nieco inne od definicji remiksu, do której przywykliśmy — zmienia się w nich jedynie warstwa wokalna. Ta zostaje zastąpiona nawijką danej raperki, będącą jedynym w swoim rodzaju showcasem. Tym razem Montano zaprosił do skromnego występu w „Long Ears Remix” dwie raperki: Ill Camille i Odd Mojo. Doskonała okazja, żeby przypomnieć sobie najlepsze utwory z Jardín i sprawdzić, jak wypadają w zupełnie innych, zaskakujących okolicznościach.

Audra The Rapper w remiksie „Crawl” Gabriela Garzóna-Montano

Gabriel Garzón-Montano idzie za ciosem i publikuje remiks kolejnego utworu z jednego z naszych ulubionych zeszłorocznych albumów Jardín. Tak jak w przypadku remiksów „Bombo Fabrika”„The Game” w przeróbce „Crawl” zaproszono do współpracy raperkę; tym razem jest to Audra The Rapper. Po raz kolejny też kompozycja Montano jest zaledwie punktem wyjścia do prezentacji charakteru i umiejętności gościa. Gabriel Garzón-Montano nie ukrywa, że współpraca z raperkami jest dla niego dużą przyjemnością. Zapowiada również kolejne utwory z udziałem żeńskich głosów. Czekamy!

Junglepussy w remiksie „The Game” Gabriela Garzóna-Montano

Gabriel Garzón-Montano upodobał sobie ostatnimi czasy współpracę z młodymi zdolnymi raperkami. Tuż pod koniec zeszłego roku mieliśmy okazję sprawdzić, jak z twórczością nowojorczyka radzi sobie Little Simz. Tym razem za podkład posłużyło „The Game”, a w roli MC (bo słowo remiks przy współpracy z Montano jest wyjątkowo nieadekwatne) wystąpiła — pochodząca nota bene z Nowego Jorku — Junglepussy. Odcinanie kuponów czy zupełnie nowy kierunek? Czas pokaże.

Little Simz w remiksie „Bombo Fabrika” Gabriela Garzóna-Montano

Jak pokazuje przypadek Little Simz i Gabriela Garzóna-Montano, niedocenienie może być umowne, a już na pewno nie wiąże się z wykluczeniem. Wymieniona dwójka poznała się na festiwalu muzycznym w Japonii i stwierdziła, że z tego spotkania koniecznie musi coś wyniknąć. Efektem jest gościnny udział Simz, a raczej zawłaszczenie sobie jednego z highlightów długogrającego debiutu Montano — „Bombo Fabrika”. Little Simz już nie raz udowadniała, że liryczne towarzystwo jej niestraszne. A to dopiero początek. Gabriel Garzón-Montano szykuje utwór specjalnie dla raperki z UK. No, no.

Nowy teledysk: Gabriel Garzón-Montano „Bombo Fabrika”

Jardín to bezapelacyjnie jedna z najlepszych płyt zeszłego roku, przez niektóre serwisy chyba trochę przespana. Kilka dni temu ukazał się klip do jednego z najlepszych numerów na tym krążku — „Bombo Fabrika”. Nakręcony został w malowniczej Kolumbii. Wydaje się zatem, że jest to idealny teledysk na wakacyjną porę roku. Widać w zasadzie tylko slumsy, ale nie zmienia to faktu, że oglądając takie obrazki myśli się zapewne o tym żeby tam pojechać.

Nowy teledysk: Gabriel Garzón-Montano My Balloon

Po kreatywnie minimalistycznym teledysku do „Crawl” i premierze chyba niestety jednego z najbardziej niedocenionych soulowych krążków ostatnich lat, Garzón-Montano dzieli się kolejną wizualizacją z Jardín. W pastelowym obrazie do numeru „My Balloon” piosenkarz gra na pianinie, kąpie się w basenie pełnym płatków róż i celebruje zachód słońca nad morzem z nieobojętną mu najwyraźniej niewiastą. Nic szczególnego. Lepiej sprawdźcie płytę!

Karriem Riggins remiksuje Gabriela Garzona-Montano

Na początku byłem trochę zdystansowany do „Crawl” — jednego z singli promujących znakomity tegoroczny długogrający debiut Garzona-Montano, ale teraz gdyby przyszło mi wskazać najlepszy neo-soulowy numer 2017 roku (jak dotąd), nie wahałbym się ani chwili. Nie wiem, czy zgodziłby się ze mną Karriem Riggins, ale na pewno nie stanąłby w zdecydowanej opozycji. Stones Throw podzieliło się właśnie jego ciekawą, choć jednak niedotrzymującą kroku znakomitemu oryginałowi interpretacją. Sprawdźcie rzecz poniżej!

Recenzja: Gabriel Garzón-Montano Jardín

jardin

Gabriel Garzón-Montano

Jardín (2017)

Stones Throw

Znam takich, którzy całą dyskografię D’Angelo potrafili podsumować stwierdzeniem, że to kropka w kropkę skóra z Prince’a. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Gabriela Garzona-Montano przy okazji podsumowań końcoworocznych 2014 roku i jego niesamowicie plastycznej epki Bishouné: Alma del Huila, zacząłem się zastanawiać, jak określiliby jego twórczość. A to dlatego, że najbliższym punktem odniesienia jest tu już nie tyle Prince, co właśnie D’Angelo.

Choć Black Messiah zaspokoiło dziki, mimowolnie narastający głód neo-soulu z krwi i kości ze szkoły Soulquarians z charakterystycznym funkowo-jazzowym zapleczem, D’Angelo nigdy za wiele. Jak się zresztą okazuje pod tym hasłem kryje się już nie tyle jeden człowiek, co cała muzyczna stylistyka. Stylistyka, którą pięknie podchwycił w zeszłym roku PJ Morton, a teraz w długogrającej formie eksploruje ją Garzón-Montano. I owszem, przyznaję, że granica między stylem a naśladownictwem czy wręcz plagiatem bywa cienka, o czym dotkliwie przekonali się Pharrell i Robin Thicke przy okazji sądowej batalii z potomkami Marvina Gaye’a. Wszystko jest kwestią wyczucia — zarówno muzyków, jak i słuchaczy. A tego Montano odmówić nie można.

Owszem, obszernie cytuje D’Angelo: wokalnie — stapiając swój głos w unisonie z wydatnym soulowym chórkiem; rytmicznie — intuicyjnie (wydawałoby się) szatkując i rwąc lekko w przeciwnym razie sunące melodie, i wreszcie rytmicznie — podporządkowując bieg kolejnych piosenek dynamice hiphopowych bitów. Odchodzi też w dużej mierze od częściej akcentowanego na Bishouné profilu neo-souljazzowego singer/songwritera w stylu Josego Jamesa w stronę człowieka-orkiestry, wytrwałego ogrodnika przez lata pielęgnującego źródła swoich inspiracji, których owocem jest właśnie Jardín. To jeszcze bardziej przybliża go do D’Angelo, ale też do wspomnianego Prince’a czy Steviego Wondera, których echa poniekąd też można usłyszeć na płycie. Jardín nie da się jednak bezpośrednio zestawić z żadnym z krążków D’Angelo, Prince’a czy Wondera — choć elementy go konstytuujące są podobne, ogólny charakter i brzmienie płyty przenoszą nas do zgoła innego świata.

Tytułowy ogród Montano wypełniają wysmakowane kameralne aranże, od oszczędnego smyczkowego motywu otwierającego album w intymnym „Trial” poczynając, a kończąc prowadzoną przez głos Montano i fortepian solo wyciszoną kodą w „Lullaby”. I choć pomiędzy nimi płyta rozkwita feerią najróżniejszych uczuć, wprowadzona we wstępie i zakończeniu stylistyczna dominanta ani na chwilę nie opuszcza słuchacza, prowadząc go przez kolejne zaułki ogrodu Montano, który choć wykorzystuje nieco odmienne środki, uderza w te same nuty ludzkiej wrażliwości co James Blake, Frank Ocean czy Electric Wire Hustle na dwóch pierwszych płytach. Wszystko to poddane lekko i nienachalnie z kulminacją w postaci trzech następujących po sobie kilerów — minimalistycznie pulsującym „The Game”, „Long Ears” po mistrzowsku zestawiającym nowobitowy podkład z wielogłosowym refrenem i ostatnim singlu „Crawl” z bez wątpienia najbardziej chwytliwym refrenem w karierze Montano błyskotliwie nawiązującym zresztą do melodyki klasycznego VooDoo. Co jednak nawet ważniejsze — Jardín to pierwszorzędny neosoulowy krążek, w którym bez reszty można się zagubić — błądzić godzinami złudnie nakreślonymi ścieżkami, nie próbując nawet znaleźć wyjścia.

Nowy teledysk: Gabriel Garzón-Montano „Crawl”

gabriel-garzon-montano-crawl-still-1

Premiera debiutanckiego longplaya Gabriela Garzóna-Montano Jardín już jutro nakładem Stones Throw. Wreszcie, w ostatniej chwili artysta zaprezentował pierwszy klip promujący płytę, na który mimo wszystko nie liczyliśmy. Padło na najnowszy z trzech zaprezentowanych singli „Crawl”, w którym Montano odświeża neo-soul spod znaku D’Angelo bardziej niż kiedykolwiek. W prostym klipie piosenkarz prezentuje improwizowany (czy też wyglądający na improwizację) taniec solo na minimalistycznym szarym tle. Trudno orzec, czy jest w tym wszystkim bardziej niezręczny czy uroczy, ale na pewno nie można odmówić mu charakteru.

Nowy utwór: Gabriel Garzón-Montano „Crawl”

gabriel-garzon-montano-red-eye-desert

Dwa i pół tygodnia dzieli nas od wyczekiwanego od dawna debiutanckiego longplaya Gabriela Garzona-Montano Jardín. W zeszłym roku piosenkarz zdążył już podzielić się z nami dwoma singlami: znakomitym „The Game” i nieco bardziej zachowawczym, ale również zasługującym na uwagę „Sour Mango”, a przed weekendem udostępnił trzeci. „Crawl” to jeszcze inne ujęcie neo-soulowej tradycji przełomu lat 90. i 00. przez utalentowanego piosenkarza. Po raz kolejny w uszy rzucają się w niego wyrazisty jazzujący beat i kanciaste wokale ze szkoły D’Angelo, ale Montano dodaje też do tej mieszanki własną charyzmę i osobowość. Posłuchajcie sami.

Nowy utwór: Gabriel Garzón-Montano „The Game”

thegame

Po fantastycznej epce Bishouné: Alma del Huila z 2014 roku i przyzwoitym nowym singlu „Sour Mango” sprzed miesiąca Gabriel Garzón-Montano wreszcie wydaje debiutancki longplay. To już pewne, że Jardín zostanie wydane 27 stycznia nakładem Stones Throw i aby umilić nam oczekiwanie artysta wypuścił właśnie nowy numer — „The Game”, który w telegraficznym skrócie można opisać jako słoneczne wariację na brzmieniu D’Angelo, czyli zupełnie to, czym na początku ujął nas señor Montano. Czekamy na więcej z „The Game” w głośnikach.

Gabriel Garzon-Montano i kwaśne mango

gabriel-mango

Nie, ten news nie będzie o owocach, a o najnowszym singlu „Sour Mango” autorstwa Gabriela Garzon-Montano. Pochodzący z Brooklynu wokalista, autor piosenek i multiinstrumentalista właśnie zapowiedział swój album Jardin (co oznacza, że możemy chyba spodziewać się większej ilości owoców). I choć nie przepadam za mango, tym bardziej za kwaśnym, to ten kawałek zjadam z przyjemnością, serwując sobie kolejną porcję. Charakterystyczny, trochę szorstki głos muzyka, dryfujące chórki, oraz elektryzujące, ciemne, wręcz mroczne brzmienia, złamane piękną linią pianina dają niesamowity efekt, obok którego nie można przejść obojętnie. Coś mi się wydaję, że będziemy wyczekiwać z niecierpliwością kolejnej dostawy owoców z ogrodu Gabriela Garzon-Montano.