jungle

Jungle znaleźli receptę na szczęście

Pamiętacie jeszcze londyński neo-dyskotekowy duet Jungle, który zadebiutował latem 2014 średnio ekscytującym krążkiem. Otóż panowie wracają właśnie z nowym materiałem — w ostatnich tygodniach zdążyli podzielić się już dwoma zwiastunami następcy Jungle, który ukaże się jeszcze w tym roku. O projekcie nie wiadomo jak dotąd zbyt wiele poza tym, że materiał nagrywano w Londynie i Hollywood, duet rozszerzył skład do pełnowymiarowej grupy muzycznej (na fotografii promocyjnej widzimy aż 7 osób), a nadchodzący materiał został wstępnie określony przez twórców jako „post-apokaliptyczna stacja radiowa grająca breakup songi”. Znamy też numery „House in L.A.” i „Happy Man”, które oszczędniej i subtelniej niż przed czterema laty eksploatują funk i disco, za to oddają się błądzeniu po smoothsoulowych inklinacjach i robią to całkiem dobrze.

Nowy utwór: Shura „Indecision” + „Indecision (Jungle Remix)”

shura-indecision

Choć dorobek artystyczny Shury liczy zaledwie trzy utwory, to mieszkająca w Londynie wokalistka od momentu wydania debiutanckiego „Touch” należy do moich osobistych ulubienic i za każdym razem niesamowicie mnie urzeka. Moje przeczucia co do jej wyjątkowości potwierdza chociażby niedawna nominacja do tytułu BBC Sound of 2015, a to już spore wyróżnienie. Pisanie o „Indecision” jako nowym utworze jest nieco niezręczne, bo kawałek pojawił się w sieci równo dwa miesiące temu, ale nie mógłbym sobie pozwolić na brak wzmianki o tej kompozycji na naszym portalu. Shura bardzo wiernie trzyma się konkretnej stylistyki — za pomocą łagodnej, dream-popowej aury i syntezatorowej produkcji tworzy wyjątkowo czarujące obrazy. Trzeba przyznać, że są to obrazy słodko-gorzkie. W każdym z jej utworów wyczuwalna jest specyficzna tęsknota skontrastowana z rytmicznym, ejtisowym tłem, dodatkowo podkreślona inteligentnymi tekstami i magicznym wokalem. „Indecision” to zaledwie trzeci przykład talentu Shury, ale wierzę, że w najbliższych miesiącach powodów do zachwytu będzie zdecydowanie więcej. Ostatni singiel artystki zremiksowali inni brytyjscy twórcy — duet Jungle. Wersja oryginalna i reinterpretacja do sprawdzenia poniżej, a wcześniejszych utworów wokalistki i producentki posłuchacie tutaj.

FKA Twigs, Young Fathers i Jungle dominowani do Mercury Prize

fka

Ogłoszono nominowanych do najważniejszej brytyjskiej nagrody muzycznej, Mercury Prize za rok 2014. Wśród nich znaleźli się m.in. FKA Twigs za jej rewelacyjny debiut długogrający LP1, Young Fathers, którzy po dwóch znakomitych mikstejpach wydali w lutym tego roku swój oficjalny krążek Dead oraz tegoroczne zaskoczenie na brytyjskiej scenie funkowej — Jungle. Przypomnijmy, że w zeszłorocznej edycji Mercury Prize otrzymał James Blake za jego Overgrown. Zwycięzca, wytypowany przez jury złożone z brytyjskich krytyków, muzyków i didżejów, zostanie ogłoszony 29 października. Pełna lista nominowanych dostępna poniżej.

Anna Calvi, One Breath
Bombay Bicycle Club, So Long, See You Tomorrow
Damon Albarn, Everyday Robots
East India Youth, Total Strife Forever
FKA Twigs, LP1
GoGo Penguin, v2.0
Jungle, Jungle
Kate Tempest, Everybody Down
Nick Mulvey, First Mind
Polar Bear, In Each and Every One
Royal Blood, Royal Blood
Young Fathers, Dead

Recenzja: Jungle Jungle

Jungle

Jungle (2014)

XL Recordings

Kiedy już wydawałoby się, że revival disco powoli zaczyna się kończyć, gdzieś pomiędzy chillwave’ową dyskoteką Toro y Moi a Daftpunkowym house’m nawróconym na oldschoolowy funk powstała znaczna luka stylistyczna, gotowa przyjąć, chciało by się rzec, brakujące ogniwo, bez którego neodyskotekowa scena nie byłaby kompletna. Taką muzykę środka niewątpliwie prezentuje londyński duet Jungle, który w minione wakacje pojawił się zupełnie znikąd, by w połowie lipca tego roku wydać wreszcie swój debiutancki album.

To, w jaki sposób Jungle zaczęli nagrywać najpierw dla Chess Clubu, a następnie dla XL Recordings pozostaje zagadką, zwłaszcza, że w krótkim czasie udało im się przebić z kręgów niezależnych do szerokiej publiczności. Tu jednak sprawa jest o tyle prostsza, że wiele jest w stanie wytłumaczyć sama muzyka. Produkcyjnie Jungle być może kątem oka podglądali sąsiadów z londyńskiej sceny bassowo-garażowej, a już na pewno spędzili wiele godzin z ostatnią płytą wspomnianego Toro y Moi, ale jednocześnie ich wizja muzyki jest zupełnie inna. Melodie są proste, klasyczne, jakby wykradzione z szuflady z outtake’ami w Motown Records. Pod tym względem ciekawie komponują się zresztą z wycofanym lo-fi’owym wokalem i chilloutową, nieostrą oprawą muzyczną. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że spośród dwunastu utworów na krążku wszystkie zostały zrobione w taki sam sposób — i choć muzyka, do jakiej przyzwyczaiło nas radio brzmi w zupełnie inny sposób, duet, poza głównym nurtem, spreparował płytę, mimo wszystko, bardzo generyczną.

Można spierać się co w muzyce jest wartością najwyższą. Jungle jasno i zdecydowanie postawili na chillout. I rzeczywiście, ich debiutancki krążek jest płytą do granic rozmytą, mimo swoich kompaktowych rozmiarów (39 minut), przytłaczającą zaprogramowaną monotonią, gdzieniegdzie, owszem, urzekającą pejzażowością produkcji („Lucky I Got What I Want”, „Drops”), w której faktycznie można się zatopić, ale równie dobrze — utopić. Przede wszystkim za sprawą leniwej rytmiki i antycharyzmatycznych, skrojonych pod linijkę falsetowych wokali, przy których nawet roboty z Daft Punk wypadają ludzko i przebojowo. Mimo to Jungle też przydarzyło się kilka ciekawszych momentów, głównie singlowych („Time”, „The Heat”, „Busy Earnin'”), ale nawet one giną i przepadają w kontekście całej płyty. Płyty, która mogłaby stać się bardzo kompetentnym soundtrackiem do przejażdżki windą, ale jakiekolwiek inne zastosowanie dla niej pozostaje nie mniejszą zagadką co historia samego zespołu.

Nowy teledysk: Jungle „Busy Earnin”

jungle

Dzisiaj z mojej strony odbędzie się mały wysyp spraw zaległych, które długo czekały w ‚szkicach’ i choć super nowościami już nie są, to wciąż warto o nich wspomnieć. Zacznę od ekipy, o której tylko patrzeć, a zrobi się naprawdę głośno. W zasadzie samo stwierdzenie ‚ekipa’ jest tu nieco na wyrost, ponieważ Jungle to tak na prawdę duo producenckie, które dopiero w wydaniu koncertowym zmienia się w siedmioosobowy live band, na którym już zdążyła się poznać zasłużona i ceniona oficyna XL Recordings, zapraszając Brytyjczyków w swoje szeregi. Poniżej możecie sprawdzić niezwykle radosny i roztańczony klip do ich najnowszego numeru „Busy Earnin”, będącym moim zdaniem kwintesencją ich brzmienia, w którym z wielką swobodą i pomysłem łączą ze sobą soul, funk i blues. Po więcej dobrego od Jungle odsyłam na oficjalny profil na soundcloud.