kali uchis

#FridayRoundup: Kali Uchis, Sons of the James, Shygirl i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem znowu jest czego słuchać! Sprawdźcie nasze typy poniżej.


#FridayRoundup

Sin miedo (del amor y otros demonios

Kali Uchis

EMI / Interscope / Universal

Sin Miedo (del Amor y Otros Demonios) to już drugie wydawnictwo od Kali Uchis w tym roku. Kwietniowa epka To Feel Alive powstała podczas izolacji w domowym zaciszu wokalistki. Już wtedy obiecywała, że do końca 2020 możemy spodziewać się kolejnego materiału. Faktycznie, od jakiegoś czasu wypuszczała kolejne numery zapowiadające Sin Miedo (del Amor y Otros Demonios), czyli jej drugi album studyjny. Najpierw „Aqui yo mando!” z gościnną zwrotką Rico Nasty, potem między innymi ukazało się „te pongo mal(prendelo)”. To pierwszy materiał Kolumbijki nagrany w pełni po hiszpańsku. Oczekiwania po Isolation były naprawdę wysokie — czy Kali im sprostała? Oceńcie sami, być może nie ma potrzeby porównywania tych dwóch, zupełnie innych albumów. — Polazofia


#FridayRoundup

Everlasting

Sons of the James

Fresh Selects

Jeśli nazwa Sons of the James nic wam nie mówi, nic nie szkodzi. Panowie — singer/songwriter Rob Milton i producent/muzyk DJ Harrison — dopiero od kilku miesięcy wydają muzykę pod tym szyldem. Zainspirowani klasycznym gospel i brzmieniem klasycznych soulowych produkcji kolektywu Soulquarians z przełomu milenialnego, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć wspólny krążek jako Sons of the James. Album zatytułowany Everlasting zawiera w sumie 12 utworów, w tym niesamowity duet z Georgią Anne Muldrow w „Things I Should Have Said” oraz dwa sugestywne covery — „Thank You Master (For My Soul)” Donny’ego Hathawaya oraz „There’s a Riot Goin’ On” Sly & The Family Stone. Całość jest oczywiście mocno osadzona we współczesnym kontekście społeczno-politycznym. Właśnie taki soul mieliśmy z tyłu głowy, gdy przed czternastoma laty zakładaliśmy Soulbowl.pl! — Kurtek


#FridayRoundup

Alias

Shygirl

Because

Shygirl, czyli naczelna orędowniczka cielesnego, sensualnego UK Bassu i deconstructed club wjeżdża z nową EPką. Na portalu RateYourMusic ktoś względem przeseksualizowanego, mrocznego, industrialnego brzmienia raperki ukuł określenie „slutcore” i jakkolwiek nie byłoby ono dyskursywnie problematyczne, wydaje się fantastycznie oddawać bezpruderyjny, ekstatyczny charakter Alias. Względem poprzedniej EPki, czyli głośnego Cruel Pracrise, możemy odnieść wrażenie, że artystka chętniej idzie na kompromisy i, choć osobiście kompromisom jestem przeciwny (w szczególności w świetle ostatnich wydarzeń w polskiej polityce), nie prowadzą one w tym wypadku do rozwodnienia tematycznego materiału, a raczej do zwiększenia muzycznego eklektyzmu i gatunkowej inkluzywności muzyki. Wszechobecne ostatnio najntisy wkradają się także tutaj w postaci wczesnotechniarskich wywrotów w tkance utworów czy sporadycznych naleciałości The Prodigy, Sgygirl zaś rapuje pewniej i agresywniej, coraz częściej zapuszczając się w rejony grime’owego flow. Dla wszystkich złamanych przez brak tegorocznej edycji Unsound Festival serduszek niech to będzie chociaż namiastka ukojenia. — Wojtek


#FridayRoundup

Good News

Megan Thee Stallion

1501 Certified / 300 Entertainment

2020 r. nie dał nam zbyt wielu godnych uwagi hip-hopowych debiutów, szczególnie w mainstreamowym nurcie, dlatego premiery takie jak Good News cieszą podwójnie. Megan Thee Stallion stała się jedną z najpopularniejszych nowych postaci na scenie jeszcze przed wystąpieniem w akcji XXL Freshman Class, czy konfliktem z Tory’m Lanezem, głównie za sprawą takich kawałków jak „Cash Shit”, „Savage”, czy występu u boku Cardi B w „WAP”. Jej pierwszy krążek to 17 numerów wypełnionych po brzegi największymi ksywkami w grze – usłyszymy na nim m.in. Beyoncé, DaBaby czy Young Thuga. Sądząc po singlach i trackliście czeka nas konkretna porcja ratchet rapu, który, jak udowodniła 2 lata temu Cardi B, potrafi zaoferować znacznie więcej niż tylko materiał na memy i nagłówki portali plotkarskich. — Adrian


#FridayRoundup

5EP’s

Dirty Projectors

Domino

Ring Road to piąta w tym roku epka od Dirty Projectors, z przytupem domykająca serię rozpoczętą pod koniec marca. David Longstreth najwyraźniej zdecydował, że finał musi być najgłośniejszy i najbardziej rozpasany wokalnie. No niech mu będzie. Cały zestaw jest na szczęście bardziej zniuansowany; zespół wychodzi od kameralnego folku, próbując go w trakcie uczynić tak zróżnicowanym, jak tylko się da. Piosenki przetkane są więc ćwiczeniami z wczesnych Beatlesów, lekką bossa novą i wysublimowanymi post-minimalistycznymi pasażami wokalno-instrumentalnymi. Garniec to mocno dirtyprojectorsowy, ale zgrabny. Ja, po latach słuchania wokalu Davida Longstretha, jestem już zmęczona jego krzykacką manierą i pomysł zdominowania przez niego ostatniej części serii wspomnieniem okresu Swing Lo Magellan nie do końca mi odpowiada. Całościowo jest jednak nieźle, a przy lekkim finiszu à la McCartney vs. późny Byrne na „My Possession” prawdopodobnie nic bardziej świątecznego wśród nieświątecznych premier nie usłyszycie. — Maja


#FridayRoundup

What a Time to Be in Love

Raheem DeVaughn

SoNo / DeVaughn Media

Crooner, król miłości Raheem DeVaughn powrócił ze swoim ósmym albumem. Przy współpracy z muzykami z The Colleagues na What a Time to Be in Love artysta wyszedł z komfortowej sypialni na pełną emocji ulicę. Z miłosnych pościelowych i uwodzicielskich ballad typu „Mr. Midnight” przeszedł do utworów nawołujących do miłości bliźniego („Marvin Used to Say”). Na płycie znalazły się nostalgiczne dźwięki, które przemawiają nie tylko do świadomości i klimatu społecznego na świecie, ale także do kochanka znajdującego się w każdym człowieku. Odniósł się również do niedawnych i wciąż istniejących problemów społeczności Afroamerykanów i konieczności pojednania. Tym samym nawiązał również do swojej dobrze znanej działalności charytatywnej w rejonie Waszyngtonu, w ramach powołanej przez siebie fundacji The LoveLife Foundation. Ciężki czas na miłość. — Forrel


#FridayRoundup

Euphoric Sad Songs

Raye

Polydor / Universal

Piąta EP-ka Raye, jak sugerował już jej roboczy tytuł, Her Heart Beats in 4/4, stanowi połączenie miłosnej tematyki z electropopowymi rytmami. Brzmi niczym przepis na tegoroczną płytę The Weeknda? Owszem, ale Brytyjka serwuje nowy materiał w zdecydowanie grzeczniejszym wydaniu niż kanadyjski wokalista. Współpraca z DJ-em Regardem czy zsamplowanie kawałka „Rapture”, który swojego czasu zawojował parkiety, z pewnością zadowolą stałych bywalców klubów. Piosenkarka zachęca do słuchania utworów zgodnie z ich kolejnością na trackliście, aby krok po kroku prześledzić etapy, jakie przeszła po ostatnim rozstaniu. Album zaczyna się od desperackich prób ratowania związku i wołania o miłość („Love Me Again”), a kończy zaakceptowaniem sytuacji i wyrażeniem gotowości na nową relację („Love of Your Life”). W międzyczasie Raye doświadcza całego spektrum emocji, w tym obawy, że ktoś inny zajmie jej miejsce („Natalie Don’t”), a także strachu przed kolejnym odrzuceniem („Please Don’t Touch”). Euphoric Sad Songs to produkt 2 w 1 – do stosowania w przypadku złamanego serca lub imprezowych okoliczności. — Katia


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nieoczekiwanie trapowa Kali Uchis łączy siły z Rico Nasty

kali uchis

kali uchis

Kali Uchis z Rico Nasty łączy przede wszystkim bardzo wyraźny wizerunek. Ich muzyczna kolaboracja nieoczekiwanie okazała się równie zgrana. Wspólny numer, „Aquí Yo Mando” jest pierwszym utworem Uchis po epce To Feel Alive, która powstała podczas koronawirusowej izolacji. Tym razem zamiast melodyjnych hiszpańskojęzycznych ballad dostaliśmy mocną, trapową wręcz stylistykę i rapującą Kali. Całość dopełnia teledysk przypominający sceny z latynoskich kryminałów. Panie skutecznie zaznaczyły swoją dominację i siłę kobiet. Szkoda, że aktualnie wszyscy skupiają się na ostatnich poczynaniach Cardi i jej kontrowersyjnym „WAP”. Jeśli już musimy porównywać, to „Aquí Yo Mando” jest znacznie ciekawszą propozycją.

#FridayRoundup: Tom Misch & Yussef Dayes, Quelle Chris, Kali Uchis i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, które w tym tygodniu ponownie zaskoczyły nas zarówno swoją ilością, jak i przede wszystkim jakością. Sprawdźcie koniecznie naszą plejlistę na dole artykułu, gdzie zebraliśmy wszystko, a poniżej kilka wyróżnionych przez nas tytułów.


#FridayRoundup

What Kinda Music

Tom Misch & Yussef Dayes

Beyond The Groove

Kolaboracja tych dwóch zdolnych reprezentantów brytyjskiej nowej sceny po prostu musiała wyjść dobrze. Tom Misch i Yussef Dayes połączyli siły i stworzyli solidny, a jednocześnie lekki i przyjemny abum What Kinda Music. Ich ścieżki przecinały się nie raz, ale pomysł na wspólny materiał podobno zrodził się tuż po wydaniu Geography, czyli ostatniego LP Mischa. Czuć w nim zarówno jazzowy sznyt Dayes’a, jak i brzmienia hip-hopu. Gościnnie usłyszymy Rocco Palladino, Kaidi Akinnibi czy Freddiego Gibbsa. „Nightrider” z Gibbsem to zdecydowanie jeden z highlightów! Idealny materiał na nadchodzące słoneczne dni i definicja jakościowej muzyki bez patosu. — Polazofia


#FridayRoundup

Innocent Country 2

Quelle Chris & Chris Keys

Mello Music Group

Ach, Quelle Chris znowu dowozi! Po zeszłorocznym albumowym przesztosie Guns raper wraz z innym znajomym Chrisem — fantastycznym beatmakerem Chrisem Keysem zaprezentowali właśnie zapowiadany od stycznia wspólny album Innocent Country 2 — sequel projektu z 2015 roku. Duet jest w fantastycznej formie — Chris Keys gra na wszystkich instrumentach, Quelle Chris nawija, obaj współprodukują, a wokalnie w 16 numerach wspomaga ich plejada wiernych ziomków. Panowie po raz kolejny wspólnie odtwarzają żywo pulsujące soulrapowe brzmienie Guns, dzięki któremu w zeszłym roku Quelle Chrisowi udało się na dobre wyjść z nowojorskiego rapowego andergrandu. Jeśli lubicie neo-soul i świadomy rap, to płyta, której nie możecie sobie odpuścić! — Kurtek


#FridayRoundup

To Feel Alive

Kali Uchis

Universal Music

Tymczasem specjalistka ds. izolacji Kali Uchis przygotowała follow-up do okładki My Beautiful Dark Twisted Fantasy (Internet już przypisał autorstwo twórcy tejże również w przypadku Uchis, ale również Internet odsyła na stronę 30-letniej artystki urodzonej w Warszawie), a tak naprawdę to oczywiście epkę-dowód na współodczuwanie z pogrążonymi w rozpaczy fanami. To Feel Alive startuje ze stopy neo-soulowej, chcąc byśmy przywołali w myślach Kelis, ale sielanka szybko się kończy, ukazując naszym oczom i uszom chaotyczny zbiór demówek rzuconych ot tak, bez wyraźnych hooków do zapętlania. Czy na pewno tego potrzebowaliśmy? Odpowiedzią okazuje się ostatni, tytułowy utwór, i jego tekst. Istotnie, współodczuwamy z Kali Uchis, powtarzając za nią: „I just wanna feel something”. — Maja Danilenko


#FridayRoundup

It Was Divine

Alina Baraz

Mom+Pop

Debiutancki album piękności z USA Aliny Baraz wyraźnie zaznaczy swoja obecność w przemyśle rozrywkowym. It Was Divine nie jest może muzycznym rollercosterem, ale mamy kilka urokliwych piosenek. Niestety gdy przechodzimy do sedna, album zaczyna się przeciągać i dźwiękowo, większość utworów zaczyna się zlewać. Artystka, pomimo że na płycie wsparła się dużymi nazwiskami, jak Nas, Khalid, czy 6Lack, potrafi skupić uwagę na sobie. Pomaga w tym na pewno jej delikatny, anielski głos, którego nie można łatwo zaszufladkować oraz solidna produkcja. Wokalistka na krążku balansuje na granicy dwóch głównych gatunków. Jej twórczość nie jest w pełni popowa, ale nie wpasowuje się również zupełnie w R&B. It Was Divine nie można zaliczyć do odważnych przedsięwzięć, ale warte jest przesłuchania dla wielbicieli ciepłego, miękkiego brzmienia z kategorii alternatywnego R&B. — Forrel


#FridayRoundup

She Already Decided

Smino

Mom+Pop

Zaledwie miesiąc temu zastanawialiśmy się, czy w tym roku Smino wypuści następcę świetnego NØIR. Okazuje się, że nie trzeba było na to długo czekać – w piątek do naszych rąk trafił mixtape She Already Decided. To zbiór szesnastu luźnych numerów, na których gospodarzowi towarzyszą m.in. Sevyn Streeter, Kal Banx oraz T-Pain – panowie zremiksowali wspólnie „Klink” z ostatniego albumu Smino. Propozycja, która z pewnością umili oczekiwanie na kolejny pełnoprawny krążek rapera. — Mateusz  


#FridayRoundup

44th Move

44th Move Ep

Black Acre

Zespół 44th Move powstał z połączenia sił Alfa Mista, czyli jednego z popularniejszchy obecnie w Wielkiej Brytanii pianistów jazzowych, który na swoich solowych albumach z powodzeniem łączy je z hip-hopem, oraz Richarda Spavena. Ten drugi to równie uznany perkusista, który oprócz niezwykle udanych albumów solowych, współpracował także z takimi zespołami oraz wykonawcami, jak chociażby The Cinematic Orchestra, Guru’s Jazzmatazz, Flying Lotus, Jose James, Jameszoo czy Jordan Rakei. Ich wspólna epka to sześć znakomitych utworów, mieszających ze sobą jazz, elektronikę oraz hip-hop, oraz dających nam niezłą zajawkę na pełnoprawny album. — efdote


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Little Dragon i Kali Uchis mierzą nasze samopoczucie

Little Dragon i Kali Uchis

Little Dragon i Kali Uchis

Little Dragon i Kali Uchis przejmują kontrolę nad smutkiem

No worries, no worries, no, Kali Uchis już nie taka samiusieńka! Nowy singiel Little Dragon „Are You Feeling Sad?” to najlepsze nowe potwierdzenie na to, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nu-Disco-soulowy kwartet ze Szwecji porwał reggaetonową smutaskę w tan dosłownie w chwilę przed wydaniem swojego kolejnego albumu New Me, Same Us. Nieoczekiwanie skorzystali na tym wszyscy — „Are You Feeling Sad?” to dubowy taniec opętaniec, gotowy zapanować nawet nad tymi najbardziej opornymi kończynami. Sprawdźcie sami poniżej!

Kaytranada zapowiada nowy album, który ukaże się już w najbliższy piątek!

Bubba, taki oto zabawnym i krótkim tytułem zatytułował swój nowy krążek Kaytranada, czyli bez wątpienia jeden z najciekawszych producentów na muzycznej scenie. To nie koniec dobrych wiadomości. Następca świetnego 99.9% ukaże się bowiem już 13 grudnia, czyli w najbliższy piątek. Patrząc a listę zaproszonych gości, jesteśmy mu wdzięczni, że nie trzeba będzie na to czekać kilka tygodni. Na albumie pojawią się bowiem takie postacie jak: Pharrell Williams, Mick Jenkins, Tinashe, Estelle, Charlotte Day Wilson, GoldLink, SiR czy też Kali Uchis, którą usłyszeć możemy w singlu promującym wydawnictwo, zatytułowanym 10%. Odliczamy dni!

Tracklista całości przedstawia się natomiast tak:

01 DO IT
02 2 the Music (feat. Iman Omari)
03 Go DJ (feat. SiR)
04 Gray Area (feat. Mick Jenkins)
05 Puff Lah
06 10% (feat. Kali Uchis)
07 Need It (feat. Masego)
08 Taste (feat. VanJess)
09 Oh No (feat. Estelle)
10 What You Need (feat. Charlotte Day Wilson)
11 Vex Oh (feat. GoldLink, Eight9Fly and ARI PenSmith)
12 Scared to Death
13 Freefall (feat. Durand Bernard)
14 Culture (feat. Teedra Moses)
15 The Worst in Me (feat. Tinashe)
16 September 21
17 Midsection (feat. Pharrell Williams)

Samiusieńka Kali Uchis wraca do hiszpańskiego

Kali Uchis - Solita

Kali Uchis samotna na parkiecie

Na zeszłorocznym długogrającym debiucie Kali Uchis Isolation ku naszej rozpaczy znalazła się zaledwie jedna piosenka po hiszpańsku. Teraz piosenkarka postanawia odwrócić tę tendencję i jej najnowszy singiel „Solita”, którego tytuł można przetłumaczyć pieszczotliwie jako „Samiusieńka”, jest w całości po hiszpańsku. Co więcej — Uchis odchodzi o niezgrabnego smooth soulu w stronę post-reggaetonowego popu, który wychodzi jej znacznie lepiej! Nie znaczy to bynajmniej, że w tamtej odsłonie jej nie lubiliśmy. Dopiero w tej lśni pełnym blaskiem! Szkoda tylko, że po raz kolejny raz w tekście jest zostawiona sama sobie i w dodatku na parkiecie! Czy „Solita” stanie się w hiszpańskojęzycznym świecie równie kultowa co „Dancing on My Own” Robyn? Trzymamy kciuki!

Kali Uchis w drodze po skarby w teledysku do „Just A Stranger”

Dolary sypią się z nieba na tropikalnej, psychodelicznej dyskotece, na której fluorescencyjna zieleń jest motywem przewodnim. No i Kali Uchis. Tym razem wyjątkowo obecna, przewodzi lokalnemu girl gangowi w wyprawie na wyspę pełną papierowego bogactwa, ale i niebezpieczeństw. Ale od czego mamy Steve’a Lacy’ego. Czy uda mu się uratować Kali? Kto ostatecznie zgarnie wszystkie dolary i jaka jest w tym rola delfina? Najntisowy teledysk w reżyserii duetu BRTHR do obejrzenia niżej.

Nowy teledysk: Tyler, The Creator „See You Again”

Okej, okej, okej, okej! Tyler, the Creator powraca do klimatów z Flower Boy i prezentuje nam gotowy klip do „See You Again”. W zamyśle perfekcyjne love song, oryginalnie adresowane do niejakiego Zayna Malika, ukazuje zamyślonego nad owsianką i butelką wody Tylera w ciuchach własnego projektu. Statek miłości zabiera następnie w rejs Kali Uchis, Tylera i A$APA Rock’yego na gapę, a na bicie macha do nas Franek Ocean. Potem mamy jeszcze taniec na pasie startowym lotniska (B-A-N-A-N-A-S!) i widzącego duchy Tylera. Can we get a kiss? Do zobaczenia wkrótce!

Kali Uchis znowu o śmierci

Ulubiony motyw Kali Uchis, kanwa utworu „Dead to Me” to temat nowego, zaskakującego statystycznego teledysku piosenkarki. Ładnie to wszystko wygląda. Kali stoi w pomarańczowej sukni na niebieskim tle, wokół pływają tropikalne rybki, ktoś przygrywa na harfie. Piosenkarka wciąż jest nieobecna, sami więc oceńcie, czy tym razem bardziej tajemnicza, czy zachowawcza.

Recenzja: Kali Uchis Isolation

Kali Uchis - Isolation

Kali Uchis

Isolation (2018)

Rinse / Virgin / Universal

Po sukcesie zeszłorocznego singla „Tyrant” i kolejnego hiszpańskojęzycznego utworu „Nuestro planeta”, nawet mocniej akcentującego rytmiką latynoskie korzenie Kali Uchis, wydawało się zupełnie naturalnym, że zapowiadany od pewnego czasu długogrający album piosenkarki będzie jej mocnym wejściem w silnie osadzone w reggaetonie tropikalne R&B. To ten zwrot stylistyczny przydał jej bowiem witalności i wyrazistości, wyróżniając z tłumu wielu podobnych nowosoulowych piosenkarek. Tak się jednak nie stało — po pierwszoligowym refrenie w „See You Again” Tylera, the Creatora i lubianych duetach z Miguelem i Danielem Caesarem wokalistka postanowiła zawrócić i postawiła na smoothsoulową stronę swojej muzyki.

Trudno przy tym nie odnieść wrażenia, że pomysł na wydany ostatecznie w kwietniu pod tytułem Isolation album zmieniał się wielokrotnie — jak gdyby Uchis (w czyichś oczach) potrzebowała tropikalnej przynęty, by zwrócić na siebie uwagę i dopiero wówczas mogła pozwolić sobie, by odpłynąć w wyznaczonym przez samą siebie kierunku. Ta teza znalazłaby zresztą z łatwością odzwierciedlenie w tytule krążka — tytule, który znakomicie oddaje istotę muzyki i scenicznej persony Uchis. Nie chodzi tylko o zaprezentowany na płycie rozmyty, psychodeliczny miks smooth soulu i bossa novy ze szczyptą tropikalnego popu, który musi siłą rzeczy stanowić niewielką wysepkę w oceanie dzisiejszego generycznego R&B. Chodzi też o samą Kali, która swoim sposobem bycia i wokalem równie eterycznym, co niechlujnym w większości swoich piosenek czy teledysków wydaje się nie do końca obecna — tak jakby jej mente dryfowało niezależnie od fizycznej obecności ciała i głosu gdzieś w innym równoległym wymiarze. Sama Uchis zresztą igra w tej kwestii z słuchaczem, teledysk do „Get Up” osadzając w zaświatach. W przypadku tak nonszalancko nakreślonego krążka to zresztą niekoniecznie wada.

Niewątpliwie jednym z największych atutów Uchis jest jej głos — zarówno barwa, jak i sposób w jaki piosenkarka nim operuje, sprawiają, że trudno pomylić ją z kimkolwiek innym. W połączeniu z harmonijnymi, nieco oldschoolowymi soulowymi aranżami dominującymi na Isolation Uchis koi głosem jak mało kto. Drugim atutem płyty jest, zadziwiająco, sposób w jaki rzecz została wyprodukowana. Zadziwiająco, bo do określenia sytuacji na krążku lepiej niż sformułowanie „gdzie kucharek sześć…” nadaje się parafraza przysłowia, że „sukces ma wielu ojców…”. Wśród nich Thundercat, Dave Sitek, Steve Lacy, Om’Mas Keith z Sa-Ra, Kevin Parker z Tame Impala, Damon Albarn z Gorillaz czy BadBadNotGood, a to nawet nie połowa długiej listy producentów, którzy dołożyli swoją cegiełkę do Isolation. Na papierze to nie mogło się udać, ale w praktyce krążek znakomicie siada jako całość — nawet pomimo dość szerokiego spektrum stylistycznego.

Przyczyna takiego wrażenia jest dość paradoksalna, bo (poza przemyślanymi aranżami) tym, co uwydatnia pieczołowicie wykreowany klimat wydawnictwa, jest brak zdecydowanych (żeby nie napisać jakichkolwiek) piosenkowych hajlajtów. Zdecydowana większość płyty, na czele z neosmoothsoulowym głównym singlem promującym „After the Storm”, to fantastyczne moodsettery, których melodie ledwie zapadają w pamięć nawet po wielokrotnych, rozłożonych w czasie odsłuchach. Pod tym względem najlepiej bronią się zeszłoroczne tropikalne single „Nuestro planeta” i „Tyrant” zręcznie łączące popowe oblicze latynoskiego dancehallu z inspiracjami alternatywnym R&B, kiedy Uchis zabiera słuchaczy w głąb tanecznego kalejdoskopu mieniącego się wokalnymi i aranżacyjnymi subtelnościami. Pozytywnie z izolacjonistycznego charakteru płyty wybija także Albarnowskie „In My Dreams” zbudowane na radośnie pędzącym przed siebie, syntezatorowym bicie i psychodelicznie zapętlonym refrenie. Innym mankamentem — nieszczególnie frustrującym, jedynie potwierdzającym tezę o faktycznej nieobecności piosenkarki we własnych piosenkach — są teksty, w większości skreślone jej własną ręką. Uchis nie ma wiele do przekazania i nie zdarzają jej się błyskotliwe momenty, ale jest na tyle poprawna, że można na tę niedoskonałość bez problemu przymknąć oko.

Jakkolwiek Isolation robi pozytywne wrażenie i jest debiutem zupełnie udanym, chciałoby się dla Uchis lepszego songwritingu, który przełamałby pewien marazm, na tę chwilę będący znakiem rozpoznawczym jej twórczości. Tak by nawet nieobecna, była wyłącznie intrygująca i tajemnicza, a nie mdła i zachowawcza. Dotychczasowe proporcje są co najmniej dyskusyjne.