Wydarzenia

kanye west

The Life of Pablo wreszcie na iTunes i Spotify

the-life-of-pablo-spotify-screengrab-650

Pomimo szumnych zapowiedzi Westa, że od teraz jego płyty będzie można znaleźć wyłącznie na Tidalu, dziś ostatecznie The Life of Pablo po półtoramiesięcznej ekskluzywnej obecności na platformie, wreszcie trafił na inne serwisy streamingowe, w tym Spotify, i został oficjalne udostępniony do ściągnięcia. Można zapytać, na jak długo albo czy to aby nie primaaprilisowy żart, więc ściągajcie i słuchajcie na zapas, póki można. Płyta została udostępniona w najbardziej aktualnej wersji, ale zgodnie z oficjalnym oświadczeniem Def Jam, nie jest to jeszcze forma ostateczna i planowane są kolejne poprawki. Czy album kiedykolwiek ukaże się w wersji fizycznej? Na tę chwilę trudno powiedzieć, ale biorąc pod uwagę strategię promocyjną Westa, trudno cokolwiek wykluczyć. Z premierą splótł się wyciek jednego z niepublikowanych dotąd utworów z sesji nagraniowych do The Life of Pablo — „Saint Pablo”, w którym gościnnie udziela się Sampha. Odsłuch poniżej.

Lido remixuje fragmenty TLOP

TheLifeofPederArtwork-1-1024x955

Album The Life Of Pablo podzielił fanów Kanyego jeszcze bardziej niż było to widoczne przed wydaniem jego pierwszej wersji. Przynajmniej część z nich, powinno pogodzić to, co z wybranymi fragmentami tego wydawnictwa zrobił producent Lido. Nie dość że wybrał on jedne z najciekawszych momentów albumu, to jeszcze podrasował je tak, że nie będzie chyba osoby, która powie, że jest to niedopracowane i tworzone na szybko (a był to jeden z głównych zarzutów dotyczących oryginału). Zbiór remixów zebrany jest w jeden 8-minutowy track, a całość zatytułowana została The Life of Peder (Part One) (Peder to prawdziwe imię pochodzącego z Norwegii producenta). Poniżej sprawdzacie efekt, tutaj to pobieracie, wszyscy czekamy na kolejną część a Kanye płonie ze wstydu.

Nowy utwór: Kanye West „I Love Kanye” (DJ Premier Remix)

e16d52cb

„I Love Kanye” to kawałek acapella, z ostatniego albumu Kanye Westa — The Life of Pablo. Dodajmy, że numer ma czterdzieści kilka sekund i w zasadzie jest przerywnikiem. DJ Premier postanowił wziąć na warsztat ten track i zrobić wersję z wyprodukowanym przez siebie instrumentalem. Wyszło całkiem fajnie — klasyczna prostota od Preemo plus skrecze i nawet mający do siebie dystans Kanye dają miłe dla ucha połączenie. Teraz całość jest nieco dłuższa, bo dodano mały wstęp. W sumie szkoda, że nie weszło na album.

Recenzja: Kanye West The Life of Pablo

Kanye West

The Life of Pablo (2016)

GOOD Music / Def Jam

Kiedy na początku roku po raz pierwszy usłyszałem nominalną wersję „Facts”, załamałem się. Bezradny Kanye bezmyślnie wylewający swoje żale wobec Nike na totalnie wtórnym, niedbale wyprodukowanym podkładzie, stanowił fatalną zapowiedź zbliżającego się wielkimi krokami albumu. W momencie gdy osłupiały dotarłem do przedostatniej na krążku wersji alternatywnej, zacząłem szaleńczo śmiać się do siebie i zapętliłem ją w nieskończoność. Od razu przypomniałem sobie katastrofalne „FourFiveSeconds” i kilka innych muzycznych wpadek, a następnie puściłem wszystko w niepamięć i odzyskałem stuprocentowe zaufanie do twórczości Westa.

Do tej pory każdy album reprezentanta Chicago miał wyraźnie rewolucjonizujący charakter. Po sukcesie producenckim na dwóch przełomowych klasykach Jaya Z w postaci The BlueprintThe Black Album, na The College Dropout Yeezy ponownie zdefiniował istotę samplingu w hip-hopie, aby przy okazji Late Registration odważnie rozwinąć tę wizję w jej kompletnej, najbogatszej postaci. Następnie na Graduation sięgnął po współczesne brzmienia popu, R&B i rapu, oddając słuchaczom zwariowany, kolorowy kolaż muzyki popularnej XXI wieku. Nieszczęsne 808s & Heartbreak, mimo swoich oczywistych wad, jeszcze dogłębniej eksplorowało nowoczesne środki, co w obrębie samego projektu okazało się porażką, aczkolwiek w kontekście sceny zrodziło całe pokolenie artystów eksperymentujących z auto-tunem, przestrzennymi, minimalistycznymi aranżacjami i introwertyczną dramaturgią. 2010 rok przyniósł najjaśniejszy wówczas dowód geniuszu Kanye w postaci barokowego My Beautiful Dark Twisted Fantasy, które swoim przepychem dowiodło, że mainstreamowi artyści wcale nie muszą ograniczać się do odtwórczych, sezonowych hitów, jednocześnie dając im impuls twórczy, do dziś można uważać za punkt zwrotny w głównym nurcie i nie tylko. Watch the Throne w kolaboracji z Jay’em odtworzyło tę formułę w nieco bardziej hip-hopowej, przystępnej formie. Kolejnym krokiem był Yeezus — album, który na dobre zadomowił muzykę elektroniczną w hip-hopie i R&B, wzbogacając je o swój niepowtarzalny chłód i niezmierzoną, kosmiczną, surową przestrzeń.

The Life of Pablo jest pozornie najzwyklejszym krążkiem Westa, co czyni go najbardziej enigmatycznym i paradoksalnie najciekawszym. Nie ma tutaj żadnego przewrotu — dostajemy natomiast uderzające reinterpretacje najlepszych elementów jego dotychczasowej dyskografii i intrygującą odpowiedź na dzisiejsze realia rynku muzycznego. To tak jakby Kanye zaprosił nas na prywatny wernisaż, gdzie z bliska możemy przyglądać się jego najszczerszym pracom, zarówno szkicom jak i wykończonym dziełom.

Jego rozwój producencki jest równie zaskakujący, co logiczny. Po okresie eksponowania budulców kolejnych krążków, artysta ostatecznie dojrzał do równowagi, dusznego współgrania ścieżek i zrozumienia pełni swojego różnorodnego brzmienia. Otwierające projekt sakralne „Ultralight Beam” z fenomenalnym Chance’m the Rapperem, The-Dreamem, Kelly Price i Kirkiem Franklinem nie atakuje ucha nachalnością, a delikatnie hipnotyzuje swoją niebiańską delikatnością i w żadnym wypadku nie nakreśla tego, czego należałoby spodziewać się po kolejnych utworach. Ta zagadkowość pozwala w pełni cieszyć się zarówno tak czarującymi, soulfulowymi bombami jak „Father Stretch My Hands Pt. 1”, „Real Friends” czy „FML” z The Weeknd, gdzie Ye prawdopodobnie najmocniej w swojej karierze otwiera się przed słuchaczem, emocjonalnie roztrzaskując go niewiarygodnym, naturalnie płaczliwym finałem, jak i bardziej teraźniejszymi propozycjami pokroju „Waves”, „Facts (Charlie Heat Version)” bądź „Pt. 2”.

Najpiękniejsze kompozycje czekają jednak na samym finiszu. „30 Hours” spokojnie zestawić można z „Last Call” z The College Dropout. Gdyby Kanye nagrywał swój debiut w 2016 roku, prawdopodobnie właśnie tak doskonałą, niekończącą się, bogatą w drobne smaczki aranżacją zamknąłby ten projekt. Co więcej, wyciągnął wnioski i dojrzał do tego, aby nie pozostawić uczucia niedosytu i na bis zostawił trzy powalające utwory z „No More Parties in LA” na czele, gdzie niepowtarzalny ślad swojego producenckiego talentu odcisnął Madlib, a Kendrick Lamar dołożył najlepszy na płycie występ gościnny.

Tematycznie płyta jest jednak najbardziej chwiejną i chaotyczną w katalogu Yeezy’ego. Sława, sukces, a także niewątpliwy talent i jego uznanie zarówno wśród krytyków jak i masowego odbiorcy na przestrzeni już ponad dekady sparowane z pozycją medialnego epicentrum zainteresowania wyraźnie odbijają się na warstwie tekstowej projektu. Z jednej strony Kanye broni siebie i bliskich, traktując ich jak ostatni bastion niezburzonego szumem spokoju i prawdy, a także niejednokrotnie z niekrytym bólem opisuje prywatne cierpienia („Real Friends”), z drugiej zaś daje się ponieść swoim frustracjom i egoizmowi, wykrzykuje często niedorzeczne rzeczy na pograniczu agresywnej dumy ze swojej pozycji i złości wynikającej z wszechobecnej krytyki i obserwacji jego każdego kroku. Niezależnie od tego jak skrajne emocje prezentuje i jak ryzykownie balansuje na granicy piękna i ignorancji, wszystko jest po prostu niesamowicie szczere.

Czasem można obrażać się na zbyt oczywiste wybory sampli na materiałach Kanye. Na The Life of Pablo (poza praktycznie nienaruszonym wykorzystaniem refrenu utworu „Panda” Desiignera w „Pt. 2”) dwa najbardziej wymowne odzwierciedlenia tej tendencji nie stały się jednak głównymi tematami numerów, a ich przemyślanymi uzupełnieniami. Zamykający „Famous” fragment kultowego „Bam Bam” Sister Nancy pojawia się praktycznie znikąd i niewymuszenie podkreśla i tę naturę pierwiastka produkcji muzyka, a wykorzystanie klasycznego, house’owego „Deep Inside” autorstwa Hardrive z katalogu nowojorskiej oficyny wydawniczej Strictly Rhythm zamiast grymasu rozczarowania, pozostawia uczucie podziwu wobec wieńczącego longplay ukłonu w kierunku muzyki tanecznej. Można również gniewać się na arogancję i często nieprzemyślane teksty rapera, ale to on jako jeden z nielicznych artystów tym sposobem właśnie oddaje nam siebie w pełni. Zarówno tego dojrzałego, wrażliwego jak i nerwowego, gorączkowego i niechlujnego.

Ostateczna tracklista The Life of Pablo i nowy utwór Kanyego Westa

8c74ca69

Kanye to jest wariat, szaleniec… Cała otoczka jaka wytworzyła się wokół premiery albumu  The Life of Pablo (choć tego nie możemy być w 100% pewni…) nie może nie przyciągać uwagi. Wczoraj artysta zaprezentował album podczas specjalnego pokazu Yeezy Season III na platformie Tidal, podczas którego nie obyło się bez kontrowersji. Choćby związanej z wersem dotyczącym Taylor Swift. Przed chwilą West opublikował na twitterze nową tracklistę, dodając do niej więcej utworów, a także zapowiedział, że album jest właśnie masterowany, a jego premiera ma odbyć się dzisiaj. Do tego wszystkiego podzielił się nowym utworem w ramach G.O.O.D. Fridays, zatytułowanym „30 Hours”.

CbBqx_0UYAAdF0a

Kanye West zmienia tytuł i tracklistę nowej płyty

kanyem

Już po raz czwarty — album najpierw nazywać miał się So Help Me God, później tytuł zmieniono na Swish, ale niedługo później Kanye się rozmyślił i zatytułował krążek Waves. Aktualny tytuł to T.L.O.P., co można rozwinąć jako The Life of Pablo. Wydaje się, że data premiery jest już ostateczna, bo krążek ma wyjść jeszcze dzisiaj — oficjalna premiera przewidziana jest na dziś i odbędzie się w Madison Square Garden. Jednocześnie fani w innych miejscach na świecie będą mogli uczestniczyć w wydarzeniu za pośrednictwem transmisji kinowej (szczegóły tutaj — wśród europejskich państw uwzględnionych w rozpisce nie ma niestety Polski).

Spekuluje się, że Pablo z nowego tytułu płyty Westa to nikt inny jak Pablo Picasso. Po porównaniach do Jezusa West postanowił wspaniałomyślnie powrócić na nasz ziemski padoł i tym razem najwyraźniej uważa siebie za reinkarnację wielkiego hiszpańskiego malarza. Wiadomo też, że na trackliście płyty zabraknie udostępnionego w styczniu na soundcloudowym profilu Westa numeru „No More Parties in L.A.” z Kendrickiem Lamarem — moim zdaniem to jak najbardziej słuszna decyzja. Pełna tracklista poniżej.

Ca5SQ0eUMAAiAkq

Jeremih zapowiada nowy album

jeremih-2014-billboard-650

Jeremih ogłosił follow-up do Late Nights. Nowe wydawnictwo ma nosić nazwę Later That Night. Aktualnie Jeremih jest zadowolony z przyjęcia swojego wielokrotnie opóźnianego albumu. W rozmowie z magazynem Billboard, wokalista z Chicago stwierdził, że chce dać fanom całą trylogię, więc można się spodziewać kolejnej porcji świetnego materiału. Ostatnio spędził również wiele czasu w studiu nagrywając nowe rzeczy między innymi z Nicki Minaj oraz Kanye. Cóż, zobaczymy czy na nowym albumie Westa znajdzie się jakaś kolaboracja z Jeremihem. Jeśli nie, ten stwierdził, że z pewnością użyje w takiej sytuacji stworzonego przez nich materiału.

Nowy utwór: Freddie Gibbs „Cocaine Parties In L.A.”

freddie

Kanye West rozpoczął na dobre promocję albumu, który na dzień dzisiejszy, zatytułowany jest WAVES. Jednym z utworów z nieregularnej serii G.O.O.D. Fridays, jest kawałek „No More Parties In L.A.” na beacie Madliba z gościnnym udziałem Kendricka Lamara. Freddie Gibbs postanowił stworzyć własną wersję, dzięki czemu otrzymaliśmy „Cocaine Parties In L.A.”. Jak sugeruje tytuł, utwór opiera się an tematyce narkotyków, do czego z resztą Gangsta Gibbs zdążył nas przyzwyczaić.

Kanye West znów zmienia tytuł albumu

kanye

Siódmy solowy krążek Kanye Westa miał nazywać się SWISH. Raper postanowił jednak po raz kolejny zmienić tytuł albumu, tym razem na WAVES. Jest to już trzecia nazwa wyczekiwanego mocno krążka, który początkowo nosił roboczą nazwę So Help Me God. Ciekawe czy tracklista ulegnie zmianie… Premiera SWISH WAVES zaplanowana jest na 11 lutego.

Standardowo, jak to Kanye, zapowiedział również, że nie będzie to tylko albumu roku, ale i życia. 

Kanye West ujawnia tracklistę albumu Swish

kanyem

Coś nie za bardzo wychodzą mu te Good Fridays. Systematyczność i ogrom nowych rzeczy, które zaprezentował przed premierą My Beautiful Dark Twisted Fanatsy nie ma porównania do tego, co dzieje się teraz. Wczoraj w nocy dostaliśmy za to spis utworów z nadchodzącego albumu. Za pomocą Twittera, megalomaniak Kanye, jak zwykle w swoim stylu, informuje nas, że „the best album of all time” jest już skończony i jest z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Dołączył do tego zdjęcie ręcznie napisanej tracklisty, na której na całe szczęście, wśród 10 utworów znalazły się dwa, jak by nie patrzeć najlepsze numery z tych, które do tej pory dane nam było usłyszeć. „No More Parties In L.A.” katujemy już od tygodnia, a numer „Wolves” na którym udzielają się Sia i Vic Mensa, chociaż nie doczekał się oficjalnego wydania i słyszeliśmy tylko spory jego fragment, ma w sobie olbrzymi potencjał. Czekamy zatem na potwierdzenie kolejnych gości, producentów i wreszcie na sam album, który trafia do nas już 11 lutego.

swish