kilo kish

Kilo Kish rozpala iskrę zainteresowania nową muzyką

kilo kish

kilo kish

Kilo Kish wydobywa z mroku kolory

Kilo Kish do perfekcji opanowała sztukę kontrastów. Jej trzeci singiel z zapowiedzianego na grudzień albumu Redux to brzmieniowa wolta. Po gorzko-komicznym „Bite Me” i „Nice Out” w stylu nu-disco „Spark” bliżej do electro clashu niż trapu. Kawałek budują metaliczne uderzenia beatów, dźwiękowe wiertła i cyfrowe pulsacje — jak z zepsutej satelity (gameboya?). W klipie własnoręcznie przez nią wyreżyserowanym wokalistka prezentuje się w efektownym make-upie, w welonie i czarnej cekinowej sukience. Z bukietem polnych kwiatów wędruje po brzegu plaży na tle stopniowo ciemniejącego nieba. Kilo Kish wciąż jest w grze — i wywołuje w nas za każdym razem euforię!

Kilo Kish romansuje z latami 80. w najnowszym nagraniu

kilo kish

kilo kish

Kilo Kish stawia na brokatowe disco

Kilo Kish kontynuuje zabawę konwencją na fali synth popowych lat 80. Świeży singiel „Nice Out” to wyraz aspołecznych niepokojów i uwięzienia we własnych ograniczeniach. Dyskoteka na smutno i samotność w klubie pełnym neonów doskonale obrazuje ejtisowy klip. W make-upie w stylu „Euforii” Kilo Kish pokazuje własne podejście do wieczornych wyjść. Ten ultra banger wyprodukował Ray Brady. Producent jest odpowiedzialny m.in. za futurologiczne brzmienie nagrań Vince’a Staplesa. Epka Redux już grudniu. Issa mood!

Kilo Kish chce zostać ugryziona przez krytykę

„Sick of that song? Oh well…” — te autoroniczne linijki pochodzą z najnowszego singla Kilo Kish. „Bite Me” to fuzja rozmarzonych lat 80. i ostrego, slasherowego synth-popu z glitchowymi wstawkami. W teledysku dominuje scenografia jak z przedszkolnego przedstawienia i brokatowe rekwizyty. Złota kotara i balony zapraszają na muzyczne przesłuchanie z muppetami jako jury. Słodko-ostra Kilo Kish w różowej sukience ma tę samą energię co paradujący w platynowej peruce Igor. Śmiertelnie znudzeni? Kilo Kish wprowadzi w wasze nudne życie trochę zabawy.

#FridayRoundup: Masego, Yves Tumor, Seinabo Sey, Lenny Kravitz i inni

Kolejny weekend obfitujący w ciekawe premiery płytowe. Jak zwykle mamy dla Was przekrój przez różne gatunki i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Zaczynajmy!


Lady Lady

Masego

EQT Recordings

Czy wam też okładka Lady Lady wydaje się wyrafinowaną wariacją na temat okładki Take Care Drake’a? Ale spokojnie. Micah Davis na debiutanckim albumie dostarcza nam wszystkiego tego, czego się po nim spodziewaliśmy. W pełni rozwija tu autorską koncepcję „żywej”, soulowo-jazzowej muzyki, podszytej hip-hopem czy trapem. Znajdziemy więc na Lady Lady subtelne utwory, ale w bogatych i bezpretensjonalnych aranżacjach. Album jest oczywiście poświęcony kobietom, które muzyk przedstawia jako najważniejsze źródło inspiracji. Na płycie gościnnie m.in. Tiffany Gouché, SiR czy FKJ w dobrze już znanym „Tadow” (w obu wersjach). Nie tylko posiadacze biletów na warszawski koncert powinni być zadowoleni. — Maja Danilenko


Safe in the Hands of Love

Yves Tumor

Human Re Sources

Bezpieczny w rękach miłości. Miłość u Yvesa Tumora to pojęcie złożone, które przetwarza w swojej obecnej twórczości na własny użytek. Traktowane ironiczne wzniosłe uczucie posiada w jego eksplikacji wiele aspektów. Zanurzając się w Safe in the Hands of Love podążamy wraz z Tumorem po najgłębszych zakamarkach jego umysłu i poznajemy kolejne aspekty miłości. Wiara w zbawienie, wolność, szczerość, paranoja, nadzieja – tworzą to finalne pojęcie. Klasyczne instrumentarium współgra z glitchową eksperymentalną estetyką, przynosząc ekscentryczny wytwór artystycznej wyobraźni eskapisty-ekstrawertyka. Uwolnijcie Wewnętrznego Lwa i odlećcie z nową muzyką Yvesa Tumora! — ibinks


I’m a Dream

Seinabo Sey

Saraba AB

Szwedzka wokalistka o afrykańskich korzeniach zadebiutowała mocnym albumem Pretend, który odniósł znaczący komercyjny sukces. Druga płyta Seinabo Sey może nie zawiera radiowych hitów, ale jest dojrzałym i świadomym zapisem ostatnich lat artystki. Podróż do rodzinnych stron, przemyślenia i obcowanie z tamtejszą kulturą, pozwoliły Szwedce zrozumieć swoje pochodzenie, w pełni je zaakceptować i podążać wyznaczoną przez siebie ścieżką, nie uginając się pod naciskami zachodnich trendów. Słychać to na krążku I’m a Dream, na którym mniej jest popu, przeważającego na debiucie, a więcej R&B, soulu i naleciałości muzycznych z Afryki. Słychać również świadome wyrażanie własnych myśli, bez zbędnych obaw i strachu przed ewentualną cenzurą, dzięki czemu z albumu bije wolność liryczna i dźwiękowa, tak potrzebna w obecnych czasach. — Forrel


Raise Vibration

Lenny Kravitz

Roxie / BMG

Lenny Kravitz ogłosił wrześniowy termin premiery jedenastego już studyjnego krążka Raise Vibration jeszcze w maju i honorowo go dotrzymał. Trzy promujące płytę single klimatycznie i tematycznie nie miały wielu stycznych punktów, ale stylistycznie zazębiały się w jednym — wszystkie stanowiły mocny powrót Kravitza do brzmienia połowy lat 90. Szukając potwierdzenia we wczesnych płytach artysty, po 12 nowych utworach można więc spodziewać się zarówno gitarowych popisów, jak i soulujących ballad.— Kurtek


Dancehall

The Blaze

Animal 63

Jeśli marzy wam się Young Fathers w bardziej klubowej odsłonie, to klaustrofobiczny house francuskiego duetu The Blaze ma szanse się wam spodobać. Po dobrze przyjętej zeszłorocznej epce Territory bracia Alric przekładają swoją minimalistyczną, ale niezwykle intensywą wizję muzyki na długogrający projekt Dancehall. Jako że zwiastujące projekt single niczym nie ustępowały ich wcześniejszemu materiałowi, z pełną odpowiedzialnością polecamy.— Kurtek


Indigo

Kandace Springs

Blue Note / UMG

Przed dwoma laty dość szeroko rozpisywaliśmy się o długogrającym debiucie wokalistki jazzowej Kandace Springs Soul Eyes, który przenosił jej soulowe inspiracje w świat subtelnego jazzu. Teraz piosenkarka wraca z drugą płytą Indigo i wraca do soulowych inspiracji, które na pierwszym albumie zostały dość zaskakująco stłumione. Indigo kontynuuje drogę inspirowanego jazzem soulu po śladach takich piosenkarek jak Lizz Wright, India.Arie czy Amel Larrieux. — Kurtek


Mothe

Kilo Kish

Human Re Sources

Gdyby Lana del Rey chciała rozpocząć karierę hip-hopowej księżniczki, brzmiałaby jak Kilo Kish. Po zaliczeniu udanych featuringów u Gorillaz i jej starego kolegi Vince’a Staplesa, Lakisha Kimberly Robinson powraca z mini-albumem Mothe. Po intrygującym „Elegance” Kish wyskakuje ze stroju baletnicy, by przeobrazić się w ćmę i sięgnąć po inteligentne disco, wyeksplorowane przez jej koleżanki Kelelę, Ojerime czy Abrę. Na Mothe delikatność jak u Rey przyćmiewa miks bassu, ambient popu i elektroniki z barokowymi wstawkami. Zwolnione tempo w stylowym „San Perdo”, duszne „Like Honey” oraz pozostałe kompozycje tworzą playlistę do wypadów do klubów i sennych powrotów autobusem. — ibinks


Language

MNEK

Digital Teddy

Powiedzieć, że MNEK przespał swój moment sławy to nie powiedzieć nic. W końcu jednak doczekaliśmy się premiery jego debiutanckiego krążka pt. Language. Hity takie jak „Every Little Word” czy „Ready for Your Love” to niestety echo zamierzchłych czasów, jednak w rekompensacie brytyjski wokalista przygotował dla swoich fanów aż 16 świeżych utworów. Single „Colour”, „Crazy World” czy „Correct” zwiastują dużą różnorodność i sporo pozytywnej energii. Miejmy nadzieję, że na płycie nie zabraknie jednak popowych ballad, które są idealnym tłem dla imponujących popisów wokalnych artysty. Liczę na naprawdę porywające wydawnictwo i powrót MNEKa w formie sprzed lat — Adrian


Love, Loss, and Auto-Tune

Swamp Dogg

Joyful Noise

Już za chwilę minie 10 lat od wydania 808s & Heartbreak, po którym Kanye West musiał się tłumaczyć z nadużywania auto-tune’a, a to narzędzie wciąż wzbudza silne emocje. Soulowy tytan Jerry Williams Jr., czyli Swamp Dogg, wykorzystuje auto-tune jako pretekst do swoistej dekonstrukcji czystej krwi rhythm and bluesa. Niby nic imponującego, ale chyba jeszcze nie było nikogo, kto z taką ostentacją przedstawiałby to urządzenie jako jednego z głównych bohaterów albumu. Niepotrzebna fanaberia czy ciekawy zabieg stylistyczny? Zachęcamy do sprawdzenia na własną rękę, bo Love, Loss and Auto-Tune łatwo przeoczyć w natłoku premier, a to zdecydowanie pozycja, którą szkoda przegapić. — Maja Danilenko


Lover’s Rock

Estelle

VP Records

O najnowszym albumie Estelle napisaliśmy wcześniej już wiele słów, mało pochlebnych. Wokalistka z każdym kolejnym projektem schodzi w dół artystycznej drabiny. Jej najlepszemu krążkowi Shine wciąż nic nie dorównuje z dotychczasowej dyskografii. Lovers Rock również nie podoła temu zadaniu. Nowy wakacyjny kierunek muzyczny, który Estelle obrała na wydawnictwie, wpasowuje się w popularny wciąż nurt reggae, ale z pewnością nie dorasta do pięt największym płytom tego gatunku. Lovers Rock pozostaje daleko w tyle, a za nim jest tylko wspólna płyta Syleeny Johnson i Musiq Soulchilda. Nie bez powodu album był wielokrotnie przekładany, a single ginęły gdzieś w eterze. Wierzę jednak, że longplay Brytyjki znajdzie fanów, którym jej rytmy przypadną do gustu. — Forrel


Ringo’s Desert

ZHU

Mind of a Genius

Przedsmak drugiego longplaya jednego z najbardziej tajemniczych, ale również utalentowanych producentów muzyki elektronicznej, został zaprezentowany w kwietniu tego roku. Ringo’s Desert Pt. 1 zawierał siedem kompozycji i wszystkie znalazły się na płycie Ringo’s Desert. Oprócz wspomnianych kawałków z epki, do grona unikalnych i hipnotyzujących melodii, dołączyły między innymi kawałki z gościnnym udziałem TOKiMONSTA, Majid Jordan czy Karnaval Blues. ZHU przenosi słuchacza tym razem na pustynię, na której hipnotyzujące „brudne” synthy mieszają się z wyrazistymi elektronicznymi dźwiękami, przywołującymi na myśl pustynny pejzaż, z dującym wiatrem na czele. Wybierzcie się w muzyczną podróż z ZHU, podczas której będziecie tylko wy, muzyka i pustynny krajobraz. — Forrel


The Difference Between Me & You

Black Joe Lewis & The Honeybears

self released

Choć Black Joe Lewis i jego grupa The Honeybears nie stawiają już w centrum swojej twórczości klasycznego rhythm & bluesa, ale raczej garażowy rock, w ich żyłach nadal płynie ciekły funk, a dusze aż kipią soulem. Wydany dziś piąty długogrający album zespołu The Difference Between Me & You to uduchowione gitarowe granie stawiające duży nacisk na wyrazistą rytmikę i emocjonalne wokale. Dla sympatyków The Black Keys i The Dirtbombs.— Kurtek


Young Sick Camellia

St. Paul & The Broken Bones

Records

St. Paul & The Broken Bones zachwycili miłośników klasycznego soulu w 2014 roku niezwykle natchnioną i wyważoną wizją południowego odłamu gatunku na debiutanckim Half the City. Teraz amerykański kolektyw wraca z trzecim krążkiem Young Sick Camellia, przełamując swoje organiczne brzmienie klasycznym funkiem i disco. Miłośnicy złotej ery Motown nie będą zawiedzeni.— Kurtek


Passion Like Fire

Tamia

Puls1

Na swoim siódmym albumie Tamia niezmiennie kroczy wyznaczoną wcześniej ścieżką celebracji szczęśliwego małżeństwa. Tematyka Passion Like Fire, zaczerpnięta z prawdziwego życia artystki, obraca się między bezgraniczną miłością do męża, pasją, seksem i – jak bywa w każdym związku – kłótniami, które w konsekwencji umacniają relacje. Krążek zawiera dwanaście kompozycji spod znaku R&B, wyprodukowanych przez długoletnich przyjaciół Kanadyjki Salaama Remi, Lil Ronnie’go oraz Shepa Crawforda, a szczyptę latino dodali Andres Torres i Gray Hawken. Na Passion Like Fire Tamia zdecydowanie zaprasza do sypialni na romantyczny wieczór wśród świec. Jej długoletnie małżeństwo z Grantem Hillem tylko potwierdza, że wokalistka wie jak nieustannie rozpalać i podsycać uczucie. — Forrel


Even More

Major.

BOE / Empire

Jeśli pseudonim Major. mówi wam niewiele, śpieszymy wyjaśnić, że to mniej więcej ta sama kategoria piosenkarza R&B, co Musiq Soulchild, Dwele czy Raheem DeVaughn, który robi swoje po cichu i niekoniecznie należy spodziewać się po nim świeżego brzmienia czy innowacyjnych rozwiązań. Może za to liczyć na to, że będzie grało go radio. Tak było przed dwoma laty z „Why I Love You” z debiutanckiego krążka piosenkarza. Teraz wrócił z nową płytą Even More, która z pewnością nie odkryje Ameryki, zwłaszcza jeśli macie już pojęcie o współczesnej scenie R&B.— Kurtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Kilo Kish jako baletnica w nowym klipie

Tyler, the Creator ma Kali Uchis, Drake — Nicki Minaj — a Vince Staples — Kilo Kish. Koleżanka Staplesa, pojawiająca się gościnnie na jego kolejnych wydawnictwach może się pochwalić własnym repertuarem. Lakisha Kimberly Robinson ma na koncie kilka epek i interesujący debiut Reflections in Real Time, na którym eksperymentalny hip-hop spotyka się z dream popem. Surrealistyczny klimat to zasługa unikalnego głosu artystki. Teraz Kish prezentuje najnowszy singiel „Elegance”. Sygnuje go teledysk z wokalistką w roli baletnicy. Nagrany zimą w Tokio klip składa się z poszczególnie zatytułowanych rozdziałów, ukazujących niegrzeczną noc spędzoną w świetle neonowych świateł, w towarzystwie pluszowych maskotek-ludzi. „Elegance” zapowiada nową epkę Kilo Kish „Mothe”, inspirowaną mocno trip-hopem i muzyką przełomu lat 90./00. Premiera już 7 września!

Nowe EP: Kilo Kish Across

acrossep-600x600

Pamiętacie Kilo Kish? Pochodząca z Nowego Jorku wokalistka/raperka tworząca muzykę z pogranicza hip hopu i alternatywnego r&b powraca z pierwszym od ponad roku materiałem. Pierwszym dostępnym do ściągnięcia jedynie na iTunes — co nie oznacza, że nie możemy posłuchać go sobie na Soundcloudzie albo Spotify. Across, w przeciwieństiwe do poprzednich wydawnictw, nie kusi nas ani featuringami, ani produkcjami od The Internet. Tym razem producentem odpowiedzialnym za muzyczną oprawę jest mniej znany producent z Bay Area, Caleb Stone. Poniżej znajdziecie odsłuch oraz teledysk do otwierającego epkę utworu. Warto wspomnieć, że 25 sierpnia materiał będzie miał premierę na fizycznym nośniku — tym naszym ulubionym, dwunastocalowym.

Nowy utwór: Chet Faker & Kilo Kish „Melt”

Gdy te dwa nazwiska łączą siły musi być interesująco. Będący na fali od początku roku artyści, z mogłoby się wydawać dwóch różnych końców muzycznej niszy idealnie odnaleźli się w nowym kawałku Fakera. Wznosząc się na wyżyny swoich wokalnych umiejętności dostarczają świetny, nieco melancholijny i sentymentalny track, który bardziej pasowałby do aury jesiennej aniżeli tej, którą mamy obecnie. Występ obojga muzyków dopełniają świetna kompozycja i nienaganny dobór instrumentów, które tworzą niecodzienną atmosferę wyczekiwania i lekkiej niepewności. Idealne połączenie głosów oraz świetny instrumental. Wróżymy tej dwójce samych sukcesów w nadchodzących miesiącach.

Nowy mixtape: Kilo Kish K+


Ile bym nie sprawdził na bieżąco albumów to zawsze w ciągu roku przegapię coś wartego uwagi. Jedną z takich właśnie ciekawych propozycji jakie przyniósł nam rok 2012, a ja natrafiłem na to dopiero ostatnio, jest epka HomeSchool niejakiej Kilo Kish. Pochodząca z Nowego Jorku piosenkarka-ale-jednak-bardziej-raperka oczarowała mnie swoim zmysłowym głosem, poetyckim spojrzeniem na rzeczywistość, oryginalnym poczuciem humoru, a także idealnym wyborem autorów oprawy muzycznej (zespół The Internet), łączącej współczesne ścieżki rhythm & bluesu z echami trip hopu. Chociaż przegapiłem EP to nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło – przynajmniej krócej musiałem czekać na jej kolejny projekt. Jeszcze nie przesłuchałem K+, ale podobno udzielają się tutaj gościnnie Earl Sweatshirt, Childish Gambino, A$AP Ferg, SBTRKTFlatbush Zombies (ci ostatni akurat na sto procent, jako że wystąpili wypuszczonym klika dni temu singlu zatytułowanym „Creepwave”). Myślę, że materiał mogę w ciemno polecić wszystkim fanom eksperymentalnego hip hopu i nowej fali r&b.

DOWNLOAD

Nowy teledysk: Kilo Kish „Navy”

Urocza Kilo Kish zaprezentowała pierwszy singiel, a zarazem teledysk zwiastujący debiutancki album. Singiel „Navy” wyprodukowany w całości przez The Internet po prostu zachwyca. 22-letnia wokalistka do tej pory znana była z EP-ki HomeSchool, a także ze współpracy przy Purple Naked Ladies wspomnianego The Internet. Jej muzyka to wariacja na temat czarnej muzyki, mix hip hopu, soulu, elektroniki oraz trip hopu. Ta wariacja również zauważalna jest w teledysku, w którym snujemy się wraz z Kilo po ulicach nocnego Nowego Yorku. Ciekawe.