l’orange

#FridayRoundup: Aminé, Idris Ackamoor, Victoria Monét, Klarenz i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Nie spodziewaliśmy się, że już w połowie sierpnia tak obrodzi nowościami płytowymi. Tymczasem na naszą plejkę #FridayRoundup trafiły w piątek nowe krążki Aminé, Idrisa Ackamoora, Victorii Monét, Washed Out, Marlowe, Popcaana, Tkay Maidzy, Bronsona z Odeszy czy Tiana Major9, w sobotę z płytą wrócił Klarenz, a to nie cały skład weekendowych premier. O najciekawszych piszemy poniżej, wszystkie znajdziecie na plejliście an dole artykułu.


#FridayRoundup

Limbo

Aminé

Republic / UMG

Aminé to tajna broń altrapowego światka. Zadomowiwszy się na spokojnie mainstreamowej szufladce „one-hit wonderów”, konsekwentnie odchodził od letniaków i ignoranckiego trap rapu na rzecz nieco mniej konwencjonalnych, czerpiących ze spuścizny Chicago i Californi rozwiązań. Wynikiem tego kompromisu jest Limbo, będące zdecydowanie jego najbardziej spójnym i przemyślanym wydawnictwem do tej pory. Krążek to kaskada mikrorenowacji utartych formuł, od futuryzacji (i tak już mocno postrapowych) autotunowych sonetów z pogranicza mumble i G-Funkowych gwizdków na „Compensating” z gościnką Young Thuga po samplujące Czesława Niemena „Shimmy” w estetyce przewózki na maksymalnie upgrade’owanych patentach Ol’ Dirty Bastarda. Trudno dopatrywać się w tym rewolucji i kamieni milowych gatunku, ale jako przypomnienie o dzikim potencjale zawodnika z Oregonu sprawdza się fantastycznie. — Wojtek


#FridayRoundup

Shaman!

Idris Ackamoor & The Pyramids

Strut / K7

Idris Ackamoor & The Pyramids dowożą po raz trzeci! Właściwie na tej podstawie można by uznać, że zawsze dowożą. Kto by pomyślał, że kolaboracja wiekowego już przecież szamana jazzu z grupą zafascynowanych brzmieniem afrykańskiego jazzu muzyków reaktywowana w 2010 roku po 35 latach przerwy stanie się jednym z najciekawszych jazzowych projektów nowego milenium. Na nowym krążku zespół robi swoje — łączy pierwszorzędny spiritual jazz z wpływami muzyki afrykańskiej, a awangardowe improwizacje miesza z popowymi refrenami. To jazz jednocześnie inteligencki i ludyczny, idealna proporcja tego co złożone i dalekie z tym co proste i bliskie. — Kurtek


#FridayRoundup

Jaguar

Victoria Monét

Tribe

Zaczynała od pisania piosenek dla Ariany Grande, czy Fifth Harmony. Przeszła przez kilka dobrze przyjętych epek, by finalnie zaprezentować swój oficjalny debiutancki album Jaguar. Podczas procesu tworzenia płyty Victoria Monèt studiowała teksty piosenek Janet Jackson z jej wczesnych lat, dzięki czemu krążek nabrał uwodzicielskiego i seksownego klimatu w stylu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pomimo zdecydowanego chilloutu w postaci funku, łagodnego disco, czy spokojnych instrumentów obecnych na Jaguar oraz jedwabistego wokalu, Victoria wydaje się pewna siebie i zdecydowana w sprawach, o których śpiewa. W kilku kompozycjach używa mocniejszego języka, aby podkreślić przesłanie. Chociaż album brzmi nieco jednostajnie i za dużo w nim cukru, trzeba przyznać, że jest uwodzicielski i sprawnie łączy tradycyjne R&B z muzycznym indywidualizmem artystki — Forrel


#FridayRoundup

Life After Poza

Klarenz

Klarenz

Klarenz wyłamał się z piątkowego reżimu premier i jego trzeci longplay zatytułowany L.A.P., czyli Life After Poza trafił do słuchaczy w sobotę. Krążek pierwotnie miał być zbiorem luźnych nagrań wydanych po dobrze przyjętym debiucie Poza z 2020 roku, ale ostatecznie zrodził się z tego świeży materiał. Klarenz poza świeżą nawijką sam zadbał także o większość oprawy muzycznej i miks wydawnictwa. Raper wciąż kontestuje rzeczywistość — tę społeczno-polityczną i tę sceniczno-rapową. To hip-hop tworzony z potrzeby przekazania czegoś wbrew trendom i poza pudełkiem — niezależny, nietuzinkowy i niestety z tej przyczyny wciąż niewystarczająco doceniony. — Kurtek


#FridayRoundup

Purple Noon

Washed Out

Sub Pop

Lata mijają, chillwave dla wielu stał się brzmieniem lat już minionych, ale jedenaście lat po swojej błyskotliwej debiutanckiej epce Washed Out wciąż robi swoje. Właśnie ukazał się jego czwarty longplay Purple Noon inspirowany wybrzeżem Morza Śródziemnego i filmem Renego Clémenta z 1960 roku. Washed Out jest jak zwykle rozmarzony, ale na wskroś popowy. Bawi się balladową stylistyką końcówki lat 80. i czyni z tego adekwatny soundtrack na pożegnanie lata. — Kurtek


#FridayRoundup

Marlowe 2

Marlowe

Mello Music Group

Raper Solemn Brigham i producent L’Orange powracają z kontynuacją projektu Marlowe. Panowie podeszli do albumu bardzo ambitnie – brudne, mocno oldschoolowe bity powstały z połączenia sampli z czasów prohibicji i walki o prawa człowieka oraz psychodelicznego rocka z Azji. Świetnie prezentuje się na nich gospodarz, który nie boi się odchodzić od klasycznego rapowania i prezentuje bardzo melodyjne flow. Gościnnie na krążku pojawia się A-F-R-O. Jeśli jesteście fanami pierwszej części, druga z pewnością także przypadnie wam do gustu. — Mateusz


#FridayRoundup

Fixtape

Popcaan

OVO Sound / Warner

Dancehallowy protegowany Drake’a, Popcaan, pomimo bycia jednym z najbardziej charakternych głosów w szeregach OVO, od wydania przełomowego Where We Came From wydaje się regularnie rozcieńczać swoje korzenne, jamajskie brzmienie na rzecz szarej materii mainstreamu. Najwyraźniej widać to na najnowszym mixtapie Fixtape, na którym wpływy przejawiają się nie tylko w zalotnych ucieczkach w stronę trapowej motoryki, ale, przede wszystkim, w niepokojąco częstym przejmowaniu etosu kreującego „vibe music” do wypełnienia playlist na Spotify’u. Jest z resztą czym ję wypychać, bo muzycznych pustych kalorii jest tu ponad godzina, co fantastycznie wpisuje się w streamingowe nawyki konsumowania, ale finalnie składa się na okropnie frustrujące doświadczenie muzyczne. — Wojtek


#FridayRoundup

Last Year Was Weird, Vol. 2

Tkay Maidza

4AD

Tkay Maidza porzuciła trap-M.I.A.-Santigoldowe przyległości z poprzednich projektów na rzecz lekkiego pop rapu, którego można słuchać bez wyrzutów sumienia. Mimo nieco rozmytej produkcji, Last Year Was Weird, Vol. 2 raczy nas kilkoma porządnymi momentami; weźmy choćby taneczny, ale nie prostacki house w „24k”, małe eksperymenty w „Awake” z Jpegmafią, czy arianograndowe chórki w gitarkowym „You Sad” (nie wspominając już singlach, neo-soulowym płaczku „Please Don’t Call Again” i bangerze „Shook”, produkcji Dana Farbera, z ekipy Lizzowego „Tempo”). Wszystko podane bez pretensji, za to z energią, której nie powstydziłyby się wymienione tu wyżej wokalistki. Jeżeli przypadła wam do gustu zeszłoroczna Little Simz i nie wiecie, na kogo postawić w te wakacje, możecie na Tkay Maidzę. — Maja


#FridayRoundup

Pyramid

Jaga Jazzist

Brainfeeder

Dziewiąty album w karierze norweskiego zespołu Jaga Jazzist przynosi nieco zmian. Po pierwsze jest to ich debiut w wytwórni Brainfeeder i przyznać trzeba, że ich kosmiczny jazz idealnie wpasował się w profil labelu dowodzonego przez Fly Lo. Drugą poważną zmianą jest to, że Pyramids jest pierwszym wydawnictwem w historii grupy, który artyści wyprodukowali zupełnie sami. Na czterech zawartych oscylujących wokół jazzu, post-rocka oraz delikatnej psychodelii, zarejestrowanych w zaledwie dwa tygodnie, słyszymy więc naturalny feeling i naturalną siłę, jaką oddziaływają na siebie muzycy, co w efekcie przełożyło się na jeden z najlepszych krążków w ich dyskografii — Efdote


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Taco Hemingway, Marlowe, Children of Zeus, Dirty Projectors

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych.


Café Belga

Taco Hemingway

Taco Corp

W czwartek Taco Hemigway ogłosił, że jedynie godziny dzielą nas od premiery jego kolejnej solowej płyty. Jak zapowiedział, tak zrobił i oto świat polskiego streamingu zalało Café Belga. Na krążku Hemingway jest możliwie nawet bardziej egocentryczny i nawet bardziej wczuwa się w rolę niewolnika sukcesu i popularności. Muzycznie możecie spodziewać się mniej trapu, a więcej popu. Ostateczną ocenę, czy słuchać i czy polubić, zostawiamy oczywiście wam. — Kurtek


Travel Light

Children of Zeus

First World

Children of Zeus to pochodzący z Manchesteru duet, który tworzą Tyler Daley oraz Konny Kon. Swoją pozycję na brytyjskiej scenie konsekwentnie budują singlami, ciekawymi kolaboracjami i zamiłowaniem do łączenia hip-hopu z soulem. Zdarza się, że w ich twórczości usłyszeć można również wpływy jazzu. Children of Zeus poznaliśmy w ubiegłym roku. W 2017 ukazała się również doskonała epka duetu zatytułowana The Story So Far… i to od tego wydawnictwa mamy ich na oku. Wreszcie przyszedł czas na debiutancki krążek długogrający. Travel Light to trzynaście numerów i kilku ciekawych gości. Na płycie możemy usłyszeć Terri Walker, DRS czy Layfullstop. Tyler i Konny nadal trzymają się niepretensjonalnej mieszanki rapu, jazzu i soulu. Dobry soundtrack na lato! — Polazofia


Marlowe

Marlowe

Mello

Nowy projekt muzyczny o nazwie Marlowe wyszedł właśnie spod skrzydeł Mello Music Group. Pod wspomnianą nazwą kryją się znany waszyngtoński producent L’Orange oraz MC z Północnej Karoliny Solemn Brigham. Panowie są przyjaciółmi od wielu lat i tę chemię pomiędzy nimi czuć doskonale na nowym albumie o tym samym tytule. Marlowe prezentuje wiele skrajności, od merytorycznych w postaci zestawienia zakazów i namiastki praw człowieka, po muzyczne, gdzie rap miejscami miesza się z psychodelicznym rockiem. Solemn doskonale radzi sobie z mikrofonem, za którym jawi się jak prawdziwy showman. Z kolei L’Orange sprawnie stworzył tło dla jego nieustannych artystycznych poszukiwań. Jak zapowiadają panowie, zawartość Marlowe otworzy umysł słuchacza i nieco go przewietrzy, aby spojrzeć na różne sprawy z innej perspektywy. — Forrel

Lamp Lit Prose

Dirty Projectors

Domino

W nieco ponad rok po zeszłorocznym powrocie Davida Longstretha w barwach Dirty Projectors muzyk wypuścił właśnie kolejną płytę. Krążek opisywany przez muzyka jako „ying w stosunku do yang zeszłorocznego Dirty Projectors” to powrót do lżejszego, bardziej gitarowego brzmienia, od którego zaczynała grupa. Jednocześnie wśród gości w 10 numerach albumu możemy usłyszeć tak różnorodnych wykonawców jak Syd, Haim, Amber Mark, Empress Of, Rob Pecknold z Fleet Foxes czy Rostam z Vampire Weekend. Dla miłośników nieoczywistego melodycznie progresywnego popu czerpiącego garściami z mnogości popkulturowych wzorców. — Kurtek


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej. Tam też usłyszycie nawet więcej świeżych wydawnictw. W tym tygodniu dodatkowo nowe krążki Wiza Khalify i Chief Keefa, epka z elektronicznymi wariacjami na numerach z Syre Jadena Smitha i trzecia propozycja od chilijskiego electroreggaetonowego producenta Kamixlo.

#FridayRoundUp: Big K.R.I.T., Majid Jordan, Snoop Dogg, Yelawolf i inni.

Tym razem aż dwanaście bardzo mocnych premier, wśród których idealnie po połowie rozłożyły się rzeczy dla hip-hopowych głów (Big K.R.I.T., Snoop Dogg, Yelawolf, Ty Dolla $ign, L’orange, Overdoz) oraz dla fanów wokalnych popisów (Majid Jordan, Curtis Harding, Bootsy Collins, George Maple, Gregory Porter, Funkadelic). Warto jednak sprawdzić wszystko, bo na pierwszy rzut oka, nie widzimy tu słabych rzeczy.


4eva Is a Mighty Long Time

Big K.R.I.T.

BMG Rights Management (US) LLC

Ostatni piątek października okazał się jednym z najbardziej obfitych w premiery dni w ciągu całego roku. To muzyczna uczta, szczególnie dla fanów południowych brzmień. Co prawda, Big K.R.I.T. i Yelawolf rozważali w przeszłości możliwość nagrania wspólnego projektu, jednak w zamian za to zdecydowali się na kolejne albumy solowe — dziś mamy okazję się z nimi zapoznać. Każdy, kto miał styczność z twórczością Krizzle’a wie, że stoi na niesamowicie wysokim poziomie. Jego dotychczasowa dyskografia, zarówno jeśli chodzi o oficjalne wydawnictwa, jak i free albumy, to fascynująca podróż po soczystych i tłustych zarazem brzmieniach głębokiego południa USA. Tym bardziej cieszy fakt, że raper zdecydował się nagrać podwójny album. 4eva Is a Mighty Long Time podzielone jest na dwie części (łącznie 22 utwory), z których pierwsza utrzymana jest w tonie bangerów idealnych na długie wycieczki samochodem, podczas gdy druga stanowi refleksyjne i spokojniejsze odzwierciedlenie osobowości artysty. Jeśli single, które promują wydawnictwo tj. “Confetti”, “Keep The devil Off” i “Aux Cord” w pełni oddają klimat płyty, to z całą pewnością możemy mówić o kandydacie na tegoroczne top 10. Równie obiecująco wygląda lista gości, wśród których usłyszymy weteranów południowego rapu; CeeLo, T.I. i UGK, jak i utalentowanych wokalistów, takich jak Bilal, Lloyd, czy wspaniała Jill Scott. Było warto czekać? Już teraz wiem, że tak — Adrian


The Space Between

Majid Jordan

OVO Sound

Idealnie tuż przed zmianą czasu na ten bardziej senny kolejni artyści z wielkiej trójki hipsterskiego R&B dołączają swoją cegiełkę do nowych wydawnictw z OVO Sound. Na podstawie singli promujących The Space Between mogliśmy się przekonać, że Majid Jordan trzymają sztamę ze swoimi ziomkami z OVO, czyli dvsn i PartyNextDoor. Duo udowodniło też, że raczej nie zamierza nas zaskakiwać. W tej chwili nie mają chyba ku temu żadnych powodów. Najnowszy album jako zawieszenie gdzieś pomiędzy klubem a sypialnią –- my nie mamy nic przeciwko. — MajaDan


Make America Crip Again

Snoop Dogg

Doggystyle Records

Snoop Dogg od dawna nie ukrywał, po której stronie politycznej barykady stoi. Od początku prezydentury Donalda Trumpa otwarcie go krytykował, nie szczędząc mocnych słów komentujących decyzje i poczynania Republikanina. Kiedy w marcu ukazał się teledysk do „Lavender” BadBadNotGood z udziałem Snoopa, internet zawrzał — w jednej ze scen raper mierzy z pistoletu do postaci przypominającej Trumpa (pistolet był oczywiście jedynie zabawką). Odniesień do aktualnej sytuacji politycznej nie brakuje również na nowej epce. Już okładka Make America Crip Again zapowiada tematykę wydawnictwa. Niebieska czapka i tytułowy napis to parodia kampanijnego hasła czterdziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Epka to osiem utworów, a gościnnie usłyszeć możemy między innymi Chrisa Browna, Shona Lawona czy O.T. Genasis. Stylem nieco odbiega od ostatniego albumu Neva Left, który nawiązywał do początków twórczości Snoopa. Make America Crip Again to muzyczny miks: zawiera zarówno nowoczesne brzmienia, jak i wyluzowane numery. Sam raper o swoim najnowszym materiale mówi, iż nie chodziło mu wyłącznie o polityczny manifest, a o warstwę muzyczną. — Polazofia


Trial by Fire

Yelawolf

Interscope Records

Yelawolf to jeden z najbardziej interesujących raperów ostatnich lat. Odważnie wkroczył w świat hip hopu, prezentując agresywny, niepokorny i bardzo doszlifowany styl, dzięki któremu szybko zdobył sympatię słuchaczy i kontrakt z Shady Records. Okres ten przyniósł kilka mniej lub bardziej udanych posunięć muzycznych, aby zakończyć się pełną transformacją, którą artysta przeszedł w 2015 roku, wydając album Love Story. Silna fuzja hip hopu i country okazała się strzałem w dziesiątkę, i wypełniła lukę, którą pozostawili po sobie tacy artyści jak Bubba Sparxxx, czy Kid Rock. Dziś dane nam jest usłyszeć kolejny krok w wytyczonym wtedy kierunku, pod postacią płyty Trial By Fire. Udane single, takie jak “Row Your Boat”, “Punk”, czy “Get Mine”, i tracklista (14 utworów), wskazują na to, że raper wyciągnął wnioski z ostatniej płyty, stawiając na bardziej radykalne i dopracowane brzmienie. Wśród gości znaleźli się Kid Rock, Travis Barker, Juicy J, oraz postacie ze świata country; Lee Brice i Wynonna Judd. Wszystko każe mi myśleć, że materiał na pewno przypadnie do gustu fanom ostatniego albumu reprezentanta Alabamy. Zabieram się do odsłuchu — Adrian


Beach House 3

Ty Dolla $ign

Atlantic Records

Najnowszy Beach Hosue to tak naprawdę czwarta odsłona zapoczątkowanej w 2012 serii dzięki, której reprezentant LA zaczął być coraz lepiej widoczny na muzycznej mapie Stanów Zjednoczonych. Mogliśmy mieć pewne obawy co do tego ile nowego materiału będzie na nas czekało podczas odsłuchu, bo Ty zaserwował nam aż pięć utworów przed premierą. Okazało się jednak, że mixtape jest naprawdę obszerny i zawiera łącznie dwadzieścia pozycji. Połowa z tego to kolaboracje, których jak sam artysta przyznaje, jest wielkim zwolennikiem. Trochę szkoda, że płyta nie ukazała się latem, lecz z drugiej strony może powiew ciepłej Kalifornii podczas deszczowej jesieni to jeszcze lepszy moment? — mmisiak


The Ordinary Man

L’orange

Mello Music Group

Na albumie wydanym dla niezawodnego Mello Music Group, producent L’Orange, za pomocą hip-hopowych beatów opowiada nam historię pewnego magika, który odkrywa, że świat magii to jedno wielkie oszustwo. Rozczarowany tym faktem, stara się popchnąć własny show na niezbadane terytorium, demonstrując rzekomo niemożliwe wyczyny, co niesie za sobą nieoczekiwane konsekwencje. W przekazaniu tej opowieści swoją pomoc niosą m.in. Del Funkee Homosapien, Blu, Elzhi czy Oddisee. Zapowiada się więc ciekawa i dosyć nietypowa rzecz (materiały prasowe opisują to jako Harry’ego Pottera spotykającego na swojej drodze piekło), który spodobać się może w szczególności fanom takich wykonawców jak: RJD2, Dj Shadow czy Blockhead — efdote


Face Your Fear

Curtis Harding

Anti

Jak informowaliśmy w lipcu Curtis Harding, jeden z najciekawszych soulowych debiutantów ostatnich lat i twórca fantastycznego krążka Soul Power z 2014 roku wraca z nowym materiałem. Pod koniec sierpnia artysta ujawnił szczegóły projektu, który został, podobnie jak zeszłoroczny album Michaela Kiwanuki, silnie zainspirowany psychodelią lat 70. i współprodukowany przez Danger Mouse’a. Czy to oznacza definitywnie odejście Hardinga od dotychczasowych inspiracji Motown lat 60. w stronę bardziej gitarowego i intensywnego brzmienia? Posłuchajmy! — Kurtek


World Wide Funk

Bootsy Collins

Mascot Records

Jedna z najbarwniejszych postaci w historii muzyki powraca z nowym albumem po sześcioletniej przerwie. Na World Wide Funk — jak to zwykle bywa na krążkach Bootsy’ego — pojawi się cała masa gości i to nie tylko takich związanych z funkową sceną. Będzie roić się zarówno od stałych bywalców jak Chuck D czy Musiq Soulchild, ale pojawią się też nowe twarze, m.in. Kali Uchis czy October London. Single pokazują, że legendarny basista nie ucieka od tego co świeże i inspiruje się twórczością młodszych kolegów po fachu (w przypadku „Worth My While” może nawet za bardzo). Myślę, że to idealna propozycja na zbliżające się deszczowe dni. — Mateusz


Lover

George Maple

Utopian Ideas PTY

Utalentowana, pracowita, o głębokim i ciepłym wokalu, tworząca muzykę z pogranicza electro-soulu, alt-popu i R&B. Jest oryginalna, pomysłowa, a jej wyobraźnia jest nieograniczona. Mowa o George Maple, a właściwie Jess Higgs, która zaprezentowała swój debiutancki album Lover. W przeciwieństwie do wielu innych artystów, umieściła na nim aż dwadzieścia utworów, z których aż 6 to interludia. Posunięcie dosyć ryzykowne, ale po wysłuchaniu wszystkich promowanych singli, które są mieszanką rytmów z EP Vacant Space i komercyjnego popu, apetyt na pozostałą zawartość krążka rośnie. Artystka określiła swoją płytę jako odkrywanie własnej intymności, w różnych kolorach i strukturach, ze wzlotami i upadkami włącznie. Zapowiada się więc bardzo osobiste wydawnictwo z nieschematycznym podejściem do muzyki. — Forrel


Nat King Cole & Me

Gregory Porter

Blue Note

Ktoś kiedyś powiedział Gregory’emu Porterowi, że brzmi jak Nat King Cole. Początkowo nie wziął sobie komplementu do serca, ale z czasem ziarno zakiełkowało, a artysta wnikliwiej zaczął przesłuchiwać winyle króla. Fascynacja idolem obudziła w wokaliście miłość do muzyki, a z czasem narodził się pomysł na nagranie największych klasyków Cole’a. Stworzony z pełną orkiestrą pod kierunkiem Vince’a Mendozy album Nat King Cole & Me zawiera nowe wersje najbardziej cenionych klasyków Nata, jak: „Mona Lisa”, „L-O-V-E”, „Nature Boy”, czy „The Christmas Song” oraz premierową kompozycję Portera, inspirowaną twórczością króla „When Love Was King”. Jesień jazzową uważam za rozpoczętą. — Forrel


2008

Overdoz

RCA Records

Od podpisania kontraktu z wytwórnią RCA Records minęły cztery lata, przez które fani wyczekiwali debiutanckiego krążka od kalifornijskiej ekipy Overdoz. Wraz z każdym nowym singlem, wydanym na przestrzeni tego czasu, wydawało się, że ta chwila zaraz nastąpi, ale chłopaki ćwiczyli naszą cierpliwość, aż do dziś. Bez szumnych zapowiedzi ukazał się bowiem album 2008, zawierający produkcje m.in. od takich postaci jak THC, Organized Noize, Terrace Martin czy Hit-Boy. Dokładamy do tego wyluzowane nawijki, z jakich znani są Kent, Cream, P oraz Joon i otrzymujemy dawkę słońca w samym środku szarej jesieni. — efdote


Reworked By Detroiters

Funkadelic

Ace Records

Podczas gdy swój nowy krążek podarował nam dzisiaj Bootsy Collins, na który czekali wszyscy fani P. Funku, wytwórnia Ace Records również przygotowała nam nie lada gratkę. Dokłądnie dzisiaj ukazała się bowiem kompilacja najbardziej znanych utworów zespołu Funkadelic, zremixowanych przez najważniejsze postacie elektronicznej sceny Detroit. Wśród osób odpowiedzialnych za te przeróbki znaleźli się m.in. Moodyman, Amp Fiddler, Underground Resistance, Anthony “Shake” Shakir and T Dancer czy Claude Youn Jr, a biorąc pod uwagę fakt, jakim kultem otoczony jest w Motor City (i nie tylko tam) ten zespół, nie może być tu mowy o żadnej profanacji. — efdote


Nowy utwór: L’Orange feat. Oddisee „Look Around”

L’Orange szykuje nowy album. Krążek zatytułowany The Ordinary Man został opisany jako „koncept album o znanym magiku rozczarowanym światem, który doprowadził do jego wielkości.” Znając poprzednie projekty Orange’a, na przykład z takimi ludźmi jak Stik Figa czy Kool Keith, można spodziewać się naprawdę wysokiego poziomu. Na razie mamy dla was pierwszy singiel zatytułowany „Look Around” z gościnnym udziałem Oddisee. Premiera The Ordinary Man przewidziana jest na 27 października, więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na cały materiał.

Nowe video: L’Orange „The Quiet Room”

lorange-the-quiet-room-1Teledysku doczekał się kolejny track z ostatniej płyty nowojorskiego producenta L’Orange. „The Quiet Room” jest drugim singlem promującym album The Mad Writer. Jay BrownTyler Gibbs, którzy zajęli się reżyserią klipu, osadzili nasycony inspiracją latami pięćdziesiątymi utwór w animowanej scenerii, która zdaje się być rysunkowym odtworzeniem atmosfery Casablanki doprawionym (zbyt nadmierną?) lekturą Freuda. Przypatrzcie się tylko jak przedstawiane są tu relacje damsko-męskie. Całość  utrzymana jest natomiast w charakterystycznej, typowej dla L’Orange nostalgicznej, tęskniącej do przeszłości estetyce.

Kinowa stylistyka nowego teledysku L’Orange

lorange-lead

Pierwszy singiel z albumu The Mad Writer L’Orange’a doczekał się zwizualizowania. Po sukcesie jakim było wyprzedanie całego nakładu winylowej edycji specjalnej albumu, przyszedł czas na świętowanie pierwszego video z krążka. Teledysk wyreżyserował Ashton Blessing z Kangaroo 5 Productions, w rolach głównych występują zaś Cedric Turner i Kate McCallum. Czarno-biała estetyka nie jest zaskoczeniem, a raczej oczywistością, biorąc pod uwagę silną inspirację L’Orange’a starym kinem i czasami minionymi. Podkład „Alone” jest złożony z sampli muzyki pochodzącej z lat 40. i 50. ubiegłego wieku, stąd osadzenie akcji teledysku w tych czasach. Dwoje ludzi błąka się po ulicach, desperacko czegoś szukając. Smutek jest wręcz wymalowany na ich twarzach. A jak się okazuje, wystarczyło się tylko odnaleźć. Narratorem całej historii jest Blu, idealnie wpisujący się w tę rolę, ze swoim storytellingiem. Cały klip jest jakby uzupełnieniem samego singla,  towarzyszy temu, co L’Orange już zdążył napisać. Trafionym zamysłem jest nadanie tej wizualizacji charakteru krótkometrażowego filmu, co świetnie współgra z produkcją nowojorskiego wykonawcy. Godne polecenia. Rozsiądźcie się wygodnie i oglądajcie.

Recenzja: L’Orange The Mad Writer

L’Orange

The Mad Writer (2012)

Jakarta

Od lutego 2011 roku, kiedy to ukazała się jego pierwsza epka The Manipulation, fani talentu L’Orange’a czekali na długogrający album. Po drodze dostaliśmy Old Soul, krążek z remiksami i mashupami, poświęcony pamięci i twórczości Billie Holiday. Jak się okazuje, okres ten był męczący dla samego twórcy, który długo marzył o swoim pierwszym, prawowitym solowym albumie. Nareszcie jest.

The Mad Writer to album koncepcyjny w czystej postaci, na którym teksty i wokalne występy są inspirowane filmami noir i jazzem z tamtej epoki. W trakcie 13 utworów odbywamy z tym zdolnym producentem kinową podróż do przeszłości, duszy, umysłu i wyobraźni . . . szalonego pisarza.

Sama produkcja artysty jest praktycznie bez skazy. Wszystko jest dopieszczone i dopięte na ostatni guzik. Sporo tu instrumentalnego i eksperymentalnego hip-hopu, połączonego z elementami jazzu, soulu i trip-hopu. Jeśli idzie o zaproszonych gości, to L’Orange postawił na znanych sobie z poprzednich projektów wykonawców. Trzeba przyznać, że jest to dość wytworne towarzystwo. Być może nazwiska takich postaci jak yU, Blu, Has-LoErica Lane szerszej publiczności mówią niewiele, ale idealnie wpasowują się w takie przedsięwzięcie. Niewątpliwie utwory z ich udziałem wysuwają się przed szereg — w tytułowym nagraniu, yU zagłębia się w umysł rzeczonego, szalonego pisarza, w „Alone” Blu daje próbkę swojego storytellingu, zaś w „Femme Fatale” Erica Lane, ucieleśnia jeden z klasycznych motywów filmów noir, czyli kobietę fatalną. Album jest złożony tak, że jedno nagranie zgrabnie przechodzi w drugie, co tworzy niezwykle urokliwy klimat. Niemal siedzimy obok Rity Hayworth palącej papierosa, uchwyconej na czarno-białej taśmie filmowej.

The Mad Writer legitymizuje pozycję L’Orange jako jednego z ciekawszych i uzdolnionych producentów w gatunku instrumentalnego hip-hopu. Artysta ma wyjątkowe wyczucie jak łączyć bogactwo talentów swoich gości ze swoją wyjątkową kreatywnością pod jednym szyldem. Utożsamiając na chwilę, tytułowego szalonego pisarza z autorem tego wydawnictwa, można stwierdzić, iż  twórca zagubił się w swoim umyśle, lecz znalazł z niego wyjście, zwyczajnie go pożerając.

Nowy utwór: L’Orange „Alone” feat. Blu

Pochodzący z Północnej Karoliny L’Orange, producent i tekściarz w jednej osobie, wypuścił właśnie nowy kawałek pt. „Alone”. Niezwykły klimat nagrania przywodzi na myśl atmosferę filmów noir, a sample są rodem z muzyki lat dwudziestych ubiegłego wieku. Przypomina to nieco jego poprzedni projekt Old Soul. L’Orange zaprosił do tego kawałka Blu i można powiedzieć, że wydobył z niego to co najlepsze: żywy storytelling i nieco introspekcyjny charakter tekstu. Z całą pewnością takiego Blu chcemy słuchać.

Kolejny longplay od zdolnego producenta pt. The Mad Writer ma się okazać 20 listopada. Oprócz mnóstwa samplowych smaczków i wielu odniesień do innych ze sztuk, można się spodziewać także sprawdzonych w przypadku L’Orange gości tj. yU, Has-Lo oraz Eryki Lane.

Tak. To jest ten alternatywny i undergroundowy hip-hop, którego CHCECIE posłuchać!