m.i.a.

M.I.A. na OFF Festivalu

OFF jest co prawda trochę na peryferiach naszego festiwalowego rozkładu, ale zdarzają się Arturowi Rojkowi w katowickiej Dolinie Trzech Stawów strzały, których próżno szukać gdziekolwiek indziej — na tegorocznej edycji festiwalu będzie m.in. szansa, by zobaczyć Mosesa Sumneya. Teraz do lajnapu skupiającego już takie gwiazdy muzyki alternatywnej jak Grizzly Bear, Charlotte Gainsbourg czy John Maus dołącza M.I.A.

To nie pierwszy występ barwnej raperki w Polsce — występowała już w 2011 i 2017 roku na Open’erze. Ostatnią jak dotąd płytą w dyskografii artystki jest AIM z 2016 roku.

OFF Festival Katowice 2018 odbędzie się w dniach 3-5 sierpnia, w Dolinie Trzech Stawów. Trzydniowe karnety w cenie 330 zł możecie kupić w OFF Sklepie. W sprzedaży są także bilety na pole namiotowe, w cenie 70 zł. Wybieracie się?

Nowy utwór: M.I.A. „GOALS”

M.I.A. porzuciła na chwilę społeczno-polityczne dyskusje i zaprezentowała nowy utwór „GOALS”. Górnolotne obietnice połączone z niewzruszoną artykulacją i minimalistyczną oprawą muzyczną od Branko wpadają w mantryczne tony, przywołując mimowolnie myśli o tym, czy przypadkiem nie zostaliśmy właśnie poddani hipnozie. Piosence towarzyszy adekwatny klip, który powinien przypaść do gustu fanom aplikacji Boomerang. Jeżeli zastanawiacie się jeszcze, czy jest sens sprawdzać, jak brzmi „GOALS”, M.I.A. wychodzi wam naprzeciw, dedykując utwór swoim „hardkorowym fanom”.

Recenzja: M.I.A. AIM

M.I.A.

AIM (2016)

Interscope / Polydor

Pierwsze dwie płyty M.I.A. były wydarzeniami. Każda kolejna jest jedynie ciekawostką. I w dodatku z krążka na krążek, z roku na rok coraz mniej słuchacza angażującą. O ile jednak Matangi z 2013 roku można było rozpatrywać w kategoriach jakieś rekuperacji po absurdalnym ΛΛ Λ Y Λ, nowa propozycja angielskiej raperki AIM to raczej znowu krok do tyłu.

Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłem teledysk do „Galang” w telewizji latem 2005 roku. Oszalałem. Numery na Arular (a dwa lata później na Kali nawet w większym stopniu) wywracały system. M.I.A. ciskała gunshotami z niezwykłą charyzmą. Politycznie naładowane kawałki na szaleńczych bitach Switcha, Diplo czy Blaqstarra były czymś wówczas bezprecedensowym — dzięki nim hip-hop wszedł na zupełnie nowy poziom. Kala mieszająca afrykańskie, indyjskie, jamajskie, brazylijskie i trudno powiedzieć jakie jeszcze inspiracje pod banderą tanecznej elektroniki była najświeższą rzeczą w rapowym uniwersum, od kiedy Timbaland zaczął kręcić chore bity dla Missy Elliott na początku poprzedniej dekady. Ale coś za coś. Po wielkim przełomie nie dało się utrzymać tego szalonego tempa przez kolejnych dziesięć lat — nie ma w tym zresztą nic dziwnego.

Za AIM stoi ta sama M.I.A., która zrobiła „Bucky Done Gun” czy „XR2”, z tym że o 10 lat starsza i nieporównywalnie bardziej zmęczona życiem. Bo choć raperka kurczowo trzyma się wypracowanego przed laty niepodrabialnego stylu, nie potrafi już wejść w temat z takim samym zacięciem czy równie kolorowo swoją muzykę oprawić. Na płycie znajdziemy kilka interesujących momentów, ale żaden z nich nie może równać się z którymkolwiek z numerów na Arular czy Kali. To zresztą raczej M.I.A. goniąca za własnym cieniem sprzed dekady. Artystka sama zresztą przyznaje, że współczesny świat, włączając w to powstającą dzisiaj sztukę i muzykę, raczej ją rozczarowuje. Tymczasem doprawione trapem i moombahtonem AIM nie stanowi dla słuchacza żadnej alternatywy. Co więcej — to rozczarowanie czy wręcz zachowawczość dają się we znaki.

AIM nie tylko nie jest growerem, ale przy kolejnych odsłuchach nawet bardziej wychodzą na wierzch kolejne braki — chaotyczna forma bardziej muzycznego szkicownika niż faktycznej płyty, zwłaszcza jeśli mierzymy się z rozszerzoną o pięć utworów wersją deluxe (czy to już syndrom The Life of Pablo?), czy niedobór przebojowych hooków, z czym zresztą piosenkarka ma problem od dawna. Najciekawsze momenty to zresztą te znane jeszcze przed premierą płyty — minimalistycznie zapętlone „Borders” odnoszące się do kryzysów migracyjnych współczesnego świata, trapowe „Go Off” skrojone we współpracy ze Skrillexem czy oparte na spitchowanym etnicznym samplu „Bird Song”. W uszy rzuca się też „Visa” mieszająca faktyczny fragment hitowego hooka „Galang” z indyjskim motywem w stylu „Mundian to bach ke” czy niesione przez jarmarczne glitche „Ali R U OK?” tytułem nawiązujące nawiązujące najpewniej do refrenu „Smooth Criminal”. Mimo tego żadnego z tych numerów nie cechuje ponadprzeciętne replay value. Nie tylko nie zachęcają słuchacza, żeby wrzucił AIM na repeat, ale powodują coś w rodzaju tęsknoty za dwoma pierwszymi albumami M.I.A. I tak oto koło się zamyka.

Nowy utwór: M.I.A. & Skrillex „Go Off”

mia go off

Brytyjska wokalistka M.I.A. zamilkła na jakiś czas w świecie muzycznym, ale teraz powraca z nowym singlem. „Go Off” to elektroniczny banger z elementami hip-hopu i hinduskimi rytmami. Do współpracy artystka zaprosiła dobrze znanego producenta Skrillexa, którego charakterystyczne dup-stepowe brzmienie jest doskonale słyszalne w utworze. Kawałek zapowiada długo wyczekiwany album wokalistki Matahdatah, mający ukazać się tego lata.

Nowy teledysk: M.I.A. „Borders”

mia-borders-le-nouveau-clip-hallucinant
Pomimo swojego bangerowego charakteru, ostatni sinigel od M.I.A. jest także wyrazistym i donośnym protest songiem. Nic dziwnego, że i w teledysku artystka miała nam coś do przekazania. Liczyłem trochę, że zapowiadany od tygodnia klip został wyreżyserowany przez Romaina Gavrasa (niezapomniane obrazki do „Born Free”„Bad Girls”), ale sama Maya też co nieco potrafi w tejże dziedzinie. Video do „Borders” porusza problematykę od kilku miesięcy spędzającą sen z powiek przywódców cywilizowanego świata. Tak jak w trwającej społecznej debacie, uchodźcy są rekwizytami, elementem scenografii, tłem. Przyglądając się jednak bliżej widzimy w nich indywidualne jednostki i najprawdziwszy ludzki dramat każdej z nich.

Nowy utwór: M.I.A. „Borders”

mia-borders-song
Przyznajemy, trochę zaspaliśmy jeśli chodzi o nowości od Mayi. Gdzieś tam nowy klip, tu kolejny singiel, tam wyraźna zapowiedź, że piąty solowy album wiecznie młodej, pięknej i kreatywnej Brytyjki jest już na zaawansowanym etapie produkcji. Możecie zatem wpisać sobie Matahdatah na listę najbardziej oczekiwanych premier 2016 roku, ja już to zrobiłem. Sama autorka o nadchodzącym projekcie mówi, że przekracza wszelkie granice i że będzie dziennikiem z jej podróży w pionie i poziomie. Aha. Do wspomnianego motywu granic nawiązuje tytuł singlowego „Borders”. Poza nazwą nie słyszę tutaj jednak niczego przecierającego jakiekolwiek szlaki — ani horyzontalnie, ani wertykalnie. Ot, post-trapowa estetyka w przekładzie na język M.I.A.. Nie zmienia to faktu, że wpada to w ucho w sposób niemiłosierny.

Nowy utwór: M.I.A. „Gold”

Przechwytywanie

Holenderski duet Partysquad współodpowiedzialny za produkcję Matangi M.I.A. stworzył dla niej kolejną piosenkę. Znajdzie się ona na The Partysquad Summer Mixtape 2014. „Gold” to typowy dla artystki utwór, dużo elektroniki, basu i pełen energii. Niedoceniony Matangi wydany został w zeszłym roku, a informacji o kolejnych produkcjach na razie brak, mamy nadzieję, że M.I.A. uraczy nas czymś większym w przyszłym roku.

Nowy teledysk: M.I.A „Double Bubble Trouble”

Przechwytywanie

Wydawałoby się, że obrazek do tego wdzięcznie brzmiącego tytułu nie będzie zbyt poważny. M.I.A. postarała się jednak zaskoczyć. Sama postanowiła wyreżyserować teledysk, w wyniku czego dostaliśmy coś interesującego. Teledysk nie ma żadnej konkretnej fabuły, zawiera jednak wątki zabarwione politycznie np. grupę rebeliantów z karabinami, czy sceny protestów. Ujrzymy dużo wizualizacji i zwierząt. Utwór pochodzi z ostatniego albumu artystki Matangi. Całość poniżej.

Nieskazitelna (i niecierpliwa) M.I.A.

miabey

Kto jeszcze nie słyszał… ten gapa, ale damy Wam szansę na nadrobienie zaległości. M.I.A. udostępniła nagranie, którego tytuł — „Baddygirl 2 — MIA PARTYSQUAD BEYONCE FLAWLESS REMIX” — mówi chyba wszystko. Ponoć Maya czekała kilka miesięcy na odpowiedź w temacie autoryzacji tego remixu ze strony ekipy pani Carter, ale ostatecznie jej cierpliwość się wyczerpała. Jednak tysiące komentarzy ze słowami „Bow down” w treści, potwierdzają, że wykonała prawidłowy ruch. Zresztą i synowi raperki ten kawałek przypadł do gustu. Zadowoleni powinni też być fani płyty I Am… Sasha Fierce, bo M.I.A. sięgnęła po nagranie „Diva”. No, to play: „I woke up like this, I went to bed like this, we do everything just like this…”.

Nowy utwór: M.I.A. „Trouble Again”

mia500

M.I.A. dołączyła do grona artystów publikujących swoje nowe nagrania wyłącznie w serwisie Spotify. Mowa o nie byle jakim kawałku, bo o remiksie “Double Bubble Trouble”. Utwór, który znalazł się na albumie Matangi przyprawia o taneczny zawrót głowy. „Trouble Again” to prawie dwa razy dłuższa i zdecydowanie bardziej poukładana wersja tego nagrania, która lekkim spowolnieniem wprowadza w trans, ale równie mocno eksploduje przy końcu. Warto podkręcić głośność.

Nowy teledysk: M.I.A. „Y.A.L.A.”

url
Żyje się tylko raz? Nie według M.I.A., która właśnie wypuściła teledysk do kawałka “Y.A.L.A.” (You Always Live Again). Wybór kolejnego singla ze świetnego albumu Matangi uważam za nie do końca trafiony, ale we współpracy z magazynem i-D oraz domem mody KENZO powstał piorunujący obrazek w reżyserii Daniela Sannwalda. Eksplozja migających kolorów, M.I.A. jako bogini, mnie po obejrzeniu bolą oczy, czyli wszystko się zgadza. Epileptycy uważajcie, za to całą resztę niech poniesie szaleństwo artystki.

M.I.A wykonuje „Come Walk With Me” u Fallona


W ramach promocji albumu Matangi, pochodząca ze Sri Lanki artystka wpadła w odwiedziny do dobrze znanego wszystkim Jimmy’ego Fallona aby zaprezentować swoje wokalne umiejętności wraz z małą pomocą legendarnych Rootsów. Wokalistka wykonała numer „Come Walk With Me”, który chyba nie był najlepszym wyborem jak na tego typu show, bowiem na albumie znalazło się kilka bardziej interesujących utworów. Wciskajcie play i sprawdźcie jak artystka wypadła przed kamerami telewizyjnego show.

Recenzja: M.I.A. Matangi

url

M.I.A.

Matangi (2013)

N.E.E.T./Interscope

Na Matangi przyszło nam czekać trzy lata. Obsuwa tłumaczona była krytycznym procesem twórczym M.I.A., ale bardziej jednak nieszczęsną polityką wydawcy. Nie pomagały prośby, ale pomogły groźby autorki, dzięki czemu wreszcie otrzymaliśmy album, który w głównych zamiarach artystki miał odsunąć w niepamięć rozczarowujące recenzentów i wciąż dzielące fanów Maya.

Plan był prosty i w swej prostocie genialny — stworzyć krążek, który będzie przywodził jak najwięcej skojarzeń z wydanym w 2007 roku rewelacyjnym Kala. Produkcję płyty powierzyć głównie w ręce niezawodnego Switcha, ale zaprosić również nowych producentów, którzy będą w stanie odnaleźć się w muzycznym świecie artystki (brawa za poskromnienie charakterystycznych stylów Hit-Boya albo Danjy pod własne dyktando). W tekstach przypominać o swojej niepokorności, oryginalności i poczuciu humoru. W tym samym czasie pamiętać, że teksty są tylko dodatkiem do jej najważniejszej mocy, jaką jest jej oryginalna — wręcz jedyna taka na świecie — odmiana wokalno-rapowej deklamacji.

Plan uległ jednak w międzyczasie kilku modyfikacjom. Choć główny trzon strony muzycznej Matangi pozostał ten sam (kombinacja hip hopu, electro, uk garage’u i indyjskiego folkloru), M.I.A. nie chciała udawać, że nie wie co się dzieje we współczesnej muzyce. Stąd niektóre podkłady mają w sobie elementy powracającego do łask chicagowskiego house’u, modnego trapu, alternatywnego r&b (bezsensownie podzielona na dwie bliźniacze części interpretacja utworu Weeknda) czy hip hopu kojarzącego się z Death Grips, albo Yeezusem. Nie ma tu aż takiego muzycznego bajzlu jak na poprzednim cd, ale wciąż można mówić o pewnym chaosie, prawdopodobnie trudnym do przeskoczenia dla kogoś pierwszy raz obcującego z muzyką Brytyjki. Niektóre utwory mogą sprawiać wrażenie rozbudowywanych na siłę o dodatkowe elementy różnych gatunków, niestety nie tworzą tworzą one — tak jak na Kala — zadziwiającego swoją spójnością amalgamatu.

Pomimo pewnych niedoskonałości album dostarcza nam kawał wysokiej jakości rozrywki przy której można pokiwać głową, poprawić sobie humor po ciężkim dniu lub po prostu uśmiechnąć się słysząc na przykład zabawne zaczepki w kierunku Drake’a. Najważniejsze (co już wcześniej zauważyłem) jest to, że po prawie dziesięciu latach od debiutu M.I.A. wciąż tworzy coś unikatowego. Na skalę światową.

Odsłuch: M.I.A. Matangi

url
Już za kilka dni czwarta płyta M.I.A. w końcu trafi na półki sklepowe. Matangi można jednak już dzisiaj posłuchać w sieci – cały nowy materiał został udostępniony na VEVO. Na kolejny album M.I.A. trzeba było długo czekać – czy spełnia on Wasze oczekiwania? Dzielcie się wrażeniami w komentarzach.

Nowy utwór: M.I.A. „Y.A.L.A.”

mia-yala-hq-cover

Kilka tygodni przed premierą krążka Matangi, M.I.A. prezentuje kolejny singiel. Numer nosi tytuł „Y.A.L.A.” i jak zwykle jest mocno ekscentryczny. Wielbiciele artystki będą zachwyceni. Mnie nie zachwyca w nim absolutnie nic. Ciężko mi nawet zrozumieć, że takie niewiadomoco może się komuś podobać, ALE! co ja tam wiem. Bierzcie i dzielcie się tym dziwactwem.

Nowy utwór: M.I.A. „Y.A.L.A.” (teaser)

yala

Matangi światło dzienne ujrzy 5 listopada, a dziś przedstawiamy wam podgląd (a raczej podsłuch) jedenastego -według ujawnionej tracklisty – kawałka z nadchodzącej płyty M.I.A., który w całości ujawniony zostanie 22 października.  „You Always Live Again” rzecze raperka i tym samym podważa słuszność znaczenia wyrażenia YOLO (You Only Live Once),a w rezultacie zadaje pytanie z pogranicza ontologii i metafizyki o trwałość i wartość życia we współczesnym świecie. Tak to wygląda w teorii, w praktyce brzmi zaś następująco:

Znamy tracklistę Matangi M.I.A.

matangi

Na płytę trafi 15 utworów, w tym trzy single: „Bad Girls”, „Bring the Noize” i „Come Walk With Me”. M.I.A. ma co prawda ostatnio nie najlepszą prasę w związku z zeszłorocznym skandalem podczas występu na Superbowl, który najpewniej będzie miał swój finał w sądzie, ale jak głosi stare powiedzenie „nieważne jak, byle mówili”. A ja przekształcę je po swojemu i napiszę „nieważne co mówią, byle płyta była dobra”. Album ma ukazać się wreszcie 5 listopada.

Tracklista:
1. „Karmageddon”
2. „MATANGI”
3. „Only 1 U”
4. „Warriors”
5. „Come Walk With Me”
6. „aTENTion”
7. „Exodus”
8. „Bad Girls”
9. „Boom Skit”
10. „Double Bubble Trouble”
11. „Y.a.l.a”
12. „Bring the Noize”
13. „Lights”
14. „Know It Ain’t Right”
15. „Sexodus”

M.I.A. prezentuje okładkę Matangi

matangi

Cóż za ironia losu — w czasie kiedy M.I.A. nareszcie doczekała się poważnej daty premiery nowego albumu, to nawet nie ma czasu skupić się na jego promocji, gdyż ma na głowie co innego — ponownie wytoczoną przez NFL sprawę za pokazanie środkowego palca podczas zeszłorocznego Super Bowlu. Hmm, a może to właśnie jest dobra promocja? Teorie spiskowe odkładamy na bok i prezentujemy Wam okładkę Matangi. Jaskrawy, zniekształcony portret artystki bardzo bliski jest coverom poprzednich wydawnictw Mayi. Premiera albumu, określanego przez samą artystkę jako coś w stylu „Paula Simona na kwasie” (!), zaplanowana jest na 5 listopada.

Relacja z soulbowlowej części festiwalu Burn Selector

selector

Koncertowe emocje opadły, kilka dni po wydarzeniu, prezentujemy Wam naszą relację z soulbowlowej części festiwalu Burn Selector, który po raz pierwszy odbył się w Warszawie. Na świecznik wzięliśmy Jessie WareM.I.A. (więcej…)

Nowy utwór: M.I.A. „Come Walk With Me”

a5ff562f

Nadchodzący krążek M.I.A. Matangi, przekładany od miesięcy podobno dlatego, że był „zbyt wesoły”, ma w końcu ukazać się 5 listopada. Artystka tym razem ma na poparcie tej daty premiery twarde dowody w postaci muzyki, a konkretnie kolejnego singla „Come Walk With Me”, który w różnych wersjach i urywkach pojawiał się w sieci już od pewnego czasu. Po szaleńczym „Bring the Noize” [via „Bucky Done Gun” na speedzie], „Come Walk With Me” wydaje się zdecydowanie bardziej zachowawcze, nawet pomimo pulsującego beatu, zdającego się być echem „World Town” z niesamowitej Kali, wchodzącego po półtorej minuty numeru. „Come Walk With Me” zdaje się zdecydowanie uderzać w te same nuty, co jej jedyny mainstreamowy przebój „Paper Planes”, a to chyba zły kierunek. Finalny osąd zostawiam Wam.