raphael saadiq

Raphael Saadiq z drugą zapowiedzią Jimmy Lee

Minął miesiąc od premiery subtelnego „Something Keeps Calling” i Raphael Saadiq zdecydował się na upublicznienie drugiego utworu zapowiadającego jego pierwszy po ośmioletniej przerwie krążek Jimmy Lee. Do nowego nagrania, zaledwie 2-minutowego i bardziej triphopowego niż soulowego w brzmieniu „Glory to the Veins” muzyk zaangażował kolejnego utalentowanego instrumentalistę — pianistę jazzowego Ernesta Turnera. Posłuchajcie nowego numeru poniżej. Tymczasem Jimmy Lee ma ukazać się nakładem Columbia Records 23 sierpnia i zawierać 13 utworów, w tym duet z Kendrickiem Lamarem.

Raphael Saadiq wraca z nowym singlem po ośmioletniej przerwie

Choć Raphael Saadiq nie zasypiał gruszek w popiele od wydania Stone Rollin’ w 2011 roku, osiem długich lat zajęło mu wypuszczenie nowego solowego singla! W międzyczasie zawitał do Polski na koncert, zapowiedział drugą część kultowego Ray Ray, której premiera nie doszła finalnie do skutku, czy dostał nominację do Oscara. Dziś w internecie pojawiło się jednak nareszcie wyczekiwane od dawna nowe nagranie — „Something Keeps Calling”, które treścią odnosi się bezpośredniego do wieloletniej przerwy artysty. Muzycznie z kolei to subtelny miks saadiqowskiego soulu z wpływami funk rocka (za sprawą gitarzysty Roba Bacona) i klasycznego R&B. Nagranie można nazwać zachowawczym, ale lepszym określeniem będzie — refleksyjne. Ponoć „Something Keeps Calling” zwiastuje kolejny solowy krążek Saadiqa zatytułowany Jimmy Lee, ale na potwierdzenie tej informacji trzeba będzie pewnie jeszcze poczekać. Tymczasem słuchamy!

John Legend zapowiada świąteczny album

Ponoć wskaźnik prezentujący roczną popularność „Last Christmas” zaczyna powoli wzbijać się w górę. Nim osiągnie szczyt, minie jeszcze trochę czasu, jednak jest to jeden z pierwszych sygnałów zwiastujących nieuchronnie zbliżające się święta. Oznacza to również rozpoczęcie sezonu na wydawnictwa muzyczne osadzone w tym klimacie. Jeżeli męczą was powtarzane co roku przeboje, to niespodziankę ma dla was John Legend. Okazuje się, że jeszcze w tym miesiącu artysta wypuści projekt zatytułowany A Legendary Christmas. Na krążku usłyszymy oryginalne kompozycje oraz dobrze znane standardy, a u boku Legenda pojawią się Stevie Wonder oraz Esperanza Spalding. Producentem wykonawczym projektu jest Raphael Saadiq, a całość będziemy mogli usłyszeć już 26 października. Lista utworów pod spodem.

Spis utworów:
1. What Christmas Means to Me (feat. Stevie Wonder on harmonica)
2. Silver Bells
3. Have Yourself a Merry Little Christmas (feat. Esperanza Spalding)
4. No Place Like Home
5. Bring Me Love
6. Merry Christmas Baby / Give Love on Christmas Day
7. Christmas Time Is Here
8. Waiting for Christmas
9. Purple Snowflakes
10. The Christmas Song (Chestnuts Roasting On An Open Fire)
11. Please Come Home for Christmas
12. Wrap Me Up in Your Love
13. By Christmas Eve
14. Merry Merry Christmas

Ali Shaheed Muhammad i Adrian Younge szykują naładowany gościnnymi udziałami album

Takie newsy bardzo lubimy! Okazuje się, że związany niegdyś z A Tribe Called Quest Ali Shaheed Muhammad i Adrian Younge szykują wspólną płytę jako The Midnight Hour. To, że panowie współpracują ze sobą nowością nie jest, bo byli chociażby odpowiedzialni za stworzenie ścieżki dźwiękowej do Luke’a Cage’a, a zalążki wspólnej działalności były już widoczne na albumie Souls of Mischief, produkowanym przez Younge’a. Na nowym projekcie znajdziemy gościnne udziały między innymi Raphaela Saadiqa i Cee-Lo Greena ale też, Bilala, Marshy Ambrosius, Questlove’a, Keyona Harrolda, No I.D., Jamesa Poysera i innych. Pełna tracklista poniżej. Już teraz można sprawdzić pierwszy singiel „Questions” z Cee-Lo na wokalu. Jeśli pamiętacie untitled unmastered Kendricka Lamara, to na pewno skojarzycie, że „Questions” było samplowane w „untitled 06 | 06.30.2014.”.

1. „Black Beacon”
2. „Mare” (feat. Ladybug Mecca)
3. „It’s You” (feat. Raphael Saadiq)
4. „Questions” (feat. Cee-Lo Green)
5. „So Amazing” (feat. Luther Vandross)
6. „Gate 54”
7. „Do It Together” (feat. Bilal)
8. „Redneph In B Minor”
9. „Better Endeavor”
10. „Smiling For Me” (feat. Karolina)
11. „Don’t Keep Me Waiting” (feat. Marsha Ambrosius)
12. „Bitches Do Voodoo” (feat. Ángela Muñoz)
13. „Possibilities” (feat. Eryn Allen Kane)
14. „Mission”
15. „Dans Un Moment D’errance” (feat. Laetitia Sadier, Questlove & Keyon Harrold)
16. „Love Is Free” (feat. Eryn Allen Kane)
17. „Together Again” (feat. No I.D. & James Poyser)
18. „Feel Alive” (feat. Karolina & Loren Oden)
19. „There Is No Greater Love” (feat. Loren Oden & Saudia Yasmein)
20. „Ravens”

En Vogue powracają z nowym utworem „I’m Good”

En Vogue powracają z nowy utworem I'm Good

Dziewczyny z największym hitem na koncie w postaci „Free Your Mind” powracają (po raz kolejny). En Vogue jako trio w składzie Rhona Bennett, Terry Ellis oraz Cindy Herron zaprezentowały nowy instrumentalny singiel R&B, który zadziornie zapowiada, że jest dobry. „I’m Good” stworzone zostało przez Raphaela Saadiqa, a zespół brzmi w nim niezwykle harmonijnie i słychać, że wciąż dobrze czują się w swoim towarzystwie i na scenie. Przesłaniem kawałka jest pokochanie i akceptacja siebie. Przekaz pozytywny. Zobaczymy, czy wystarczy, by najnowszy album grupy o nazwie Electric Cafe zyskał uznanie. Premiera latem.

En Vogue zapowiedziały powrotną trasę koncertową w Stanach Zjednoczonych, a ostatnio zaprezentowały się w telewizji śniadaniowej Good Morning America, w której zaprezentowały madley swoich największych przebojów.

Nowy utwór: Dame D.O.L.L.A. x Raphael Saadiq „Hero”

Z rapującymi reprezentantami ligi NBA bywało różnie. Od radzącego sobie całkiem nieźle Shaquilla, po niewypały w postaci utworów od Bryanta czy Iversona. W tą zdolniejszą grupę rymujących koszykarzy wpisuje się rozgrywający Portland Trail Blazers — Damian Lillard. Tworzy on pod pseudonimem Dame D.O.L.L.A, a o jego umiejętnościach przekonać się możecie dzięki serii Songs From Scratch tworzonej przez Yours Truly oraz adidas Originals, w ramach której stworzył on bardzo pozytywny numer „Hero”. Jakby tego było mało towarzyszy mu w tym rewelacyjny jak zawsze Raphael Saadiq. Utwór oraz krótkie video obrazujące proces pracy nad nagraniem zobaczyć możecie poniżej.

Recenzja: Solange A Seat at the Table

Solange

A Seat at the Table (2016)

Saint

Po zeszłotygodniowej premierze trzeciego longplaya w karierze Solange widać jak na dłoni, jak długą artystyczną drogę przeszła — od wydanego na pół roku przed Dangerously in Love Beyoncé trzecioligowego debiutu, przez zdradzające pewne ambicje twórcze nie do końca fortunnie pożenione z gatunkowymi schematami Sol-Angel and the Hadley St. Dreams, po definiującą Solange po raz pierwszy jako świadomą i konsekwentną artystkę epkę True stworzoną we współpracy z Devem Hynesem. Wtedy też piosenkarka definitywnie przestała być młodszą siostrą swojej sławnej siostry, a teraz z czystym kontem i zapasem sił twórczych wydała nareszcie swoją pierwszą kompletną artystycznie długogrającą odsłonę — A Seat at the Table.

Radykalne zmiany w sposobie dystrybucji muzyki — możliwość ominięcia dużej wytwórni, by krążek w legalnej i zgodnej z intencjami twórcy formie mógł dotrzeć do odbiorców na całym świecie, bez wątpienia wpływa na brzmienie i charakter wydawanej ostatnio muzyki. Doskonale tę zależność zademonstrował przed miesiącem Frank Ocean — jego Blonde nie tylko stało się symbolem ucieczki od supremacji dużej wytwórni, ale pokazało dobitnie, jak priorytety artystyczne rozmijają się z komercyjnymi. Usłyszeliśmy bowiem album bez choćby jednego typowego singla — formą przypominający emocjonalny szkicownik. Solange nie musiała co prawda od nikogo uciekać — od lat jest na swoim — ale nagrała płytę, która jeszcze w latach 90. mogłaby być przez dużą oficynę odrzucona z banalnego powodu — braku ewidentnego przeboju. Tak przez osiem lat na półce leżakował Kamaal/The Abstract zaproszonego zresztą do współpracy przez Solange Q-Tipa. Przy okazji ledwie siedmioutworowego True wielu zadawało sobie pytanie, czy siłą epki nie jest przypadkiem w dużej mierze jej kompaktowy rozmiar i zastanawiało się, jak piosenkarka poradzi sobie na dłuższym dystansie. I oto mamy odpowiedź! A Seat at the Table to longplay z krwi i kości, dbający jednakowo o szczegół i ogół — album, który pochłania się jednym tchem. Wszystko dzięki przemyślanej wizji i zmaterializowanemu dopiero teraz, ale wypracowywanemu latami brzmieniu.

W pierwszej chwili dzięki rozlicznym mówionym interludiom płynnie wpisanym w bieg kolejnych kompozycji album naturalnie przywodzi na myśl przebieg The Miseducation of Lauryn Hill, ale to tylko jeden z wielu tropów. Osobiste retrospektywne ujęcie czarnego dziedzictwa będące tematyczną osią płyty (a zawarte w dużej mierze w reportażowym sposobie narracji) przypomina już bowiem raczej poszukiwanie własnych korzeni przez Matanę Roberts na Mississippi Moonchile — fantastycznej drugiej części jej projektu Coin Coin. Stricte muzycznie Solange plasuje się jednak zupełnie gdzieś indziej — pomiędzy sophistipopowym anturażem KING, jazzującym ekscentryzmem wczesnych płyt Eryki Badu a delikatną aurą niezapomnianej Minnie Ripperton. A Seat at the Table to płyta nagrana w tradycji neo-soulu, ale jednocześnie wyraźnie korespondująca z charakterystycznym synthfunkowym brzmieniem, które Solange wypracowała przed czterema laty z Devem Hynesem na kultowym już True. Tym razem co prawda z piosenkarką współpracowało wielu rozmaitych producentów, ale nad całością czuwał weteran soulu Raphael Saadiq. I być może to właśnie jego zasługą jest klasyczny vibe bijący od A Seat at the Table, który, trzeba podkreślić, sam w sobie nie decyduje o wartości tej skądinąd zrealizowanej zgodnie z duchem czasu płyty — ale to właśnie dzięki niemu krążek już w chwili premiery można uczciwie położyć na półce w towarzystwie klasycznych neo-soulowych albumów. Sama Solange jest na krążku subtelna, ale też szczera, zdecydowana i pewna siebie. Z pomocą Saadiqa po mistrzowsku udało jej się przekuć synthsoulowy minimalizm True na bardziej złożoną brzmieniowo tkankę.

W jednym z hajlajtów krążka — osadzonym na przestronnym wielowarstwowym bicie „Cranes in the Sky” Solange mierzy się z obezwładniającą samotnością, melodycznie odnajdując się gdzieś pomiędzy Eryką Badu a Dirty Projectors. Z kolei nawiązujące tytułem do marki odzieżowej z lat 90. „F.U.B.U.” („For Us, by Us”) to z jednej strony muzyczna reinkarnacja soulu na jazzrapowych bitach spod znaku debiutu D’Angelo, z drugiej zaś przeciwstawiający się wciąż piętrzącym się we współczesnej Ameryce stereotypom rasowym inspirujący czarną społeczność wyrazisty muzyczny manifest. Nie mniej połamane melodycznie, ale mimo tego z powodzeniem rekonstruujące vibe złotej ery funku jest „Junie” oparte na moogowym motywie wyciągniętym jakby z klasycznych płyt Steviego Wondera. A Seat at the Table to także kolejna płyta nurtu nowego R&B, na której rozliczni zaproszeni do współpracy zaprzyjaźnieni artyści nie tylko nie rozbijają koncepcji krążka i nie odwracają uwagi od gospodyni, ale wtapiają się w wykreowane muzyczne uniwersum i bezbłędnie odnajdują w rozpisanych dla nich rolach. W jakimkolwiek innym przypadku trudno byłoby pomyśleć, że zaproszenie na płytę R&B Lil Wayne’a nie zmieni diametralnie jej przebiegu (nie trzeba zresztą daleko szukać, wystarczy wziąć na warsztat swoją drogą mimo wszystko znakomite „Let Me Love You” z tegorocznej płyty Ariany Grande) — na A Seat at the Table Solange znalazła dla niego przy nakrytym przez nią stole miejsce na tyle komfortowe, że trudno wyobrazić sobie „Mad” bez niego. Nie sposób zresztą nie dojść do wniosku, że tytułem i zawartością A Seat at the Table Solange zaprasza nas do własnego stołu. Nie wszyscy z tego zaproszenia skorzystają, ale z pewnością dla każdego znajdzie się miejsce.

Raphael Saadiq zapowiada Ray Ray 2 na wiosnę 2017

raphael_saadiq_press-e1342033510769

Ani się nie obejrzymy, a będziemy słuchać nowej płyty Raphaela Saadiqa, który w ostatnich latach niepokojąco zamilkł (uwierzycie, że od premiery Stone Rollin’ minęło już ponad 5 lat?). Ray Ray 2, kontynuacja drugiej solowej płyty Saadiqa z 2004 roku ma ukazać się wiosną przyszłego roku. Jednocześnie w oczekiwaniu na album artysta udostępnił na Souncloudzie numer „RayRay 9th Show Me”, najprawdopodobniej outtake z sesji nagraniowych pierwszej części Ray Ray. Czekamy z niecierpliwością na więcej!

Nowy mixtape: Raphael Saadiq presents: Jane Handcock „Truth Be Told”

1077ts2
Nic nowego ostatnio od Raphaela Saadiqa nie wychodzi, ale przynajmniej można posłuchać czegoś, co poleca. Wokalista postanowił wziąć pod swoje skrzydła Jane Handcock — młodą artystkę, która wcale nie jest debiutantką. Ma już na swoim koncie współpracę między innymi z Kelly Rowland, Tyresem, Tankiem, czy Big K.R.I.T.’em, by wymienić tylko kilku. Teraz postanowiła spróbować swoich sił solo. „Truth Be Told” to trzynastokawałkowy mixtape (jedenaście numerów plus intro i outro). Niby śpiewa kobieta, ale głos przypomina faceta i kojarzy mi się nawet z Anderosnem .Paakiem, ale może to tylko moje skrzywienie. Na razie zabieram się do dalszego słuchania, co polecam i Wam.

315z9z6

Nowy teledysk: Adrian Younge feat. Loren Oden „Sittin’ By The Radio”

younge_7645-1170x780

Całkiem ładnie otworzy nam się ten przyszły rok. Najpierw info o albumie o Malibu LP, którym zaszczyci nas Anderson .Paak, a teraz do listy tego, na co czekamy najbardziej dopisujemy Something About April II, czyli album, który firmuje swoim nazwiskiem Adrian Younge. Ostatnimi czasy namieszał on sporo szczególnie w hip-hopowym światku, czego efektem był album z Ghostface Killah oraz współpraca z PRhyme. Na mającym się ukazać 22 stycznia krążku, powraca do klimatów pełnych analogowych brzmień, żywych instrumentów, w których główną rolę odgrywać ma soul oraz rozbudowane, przypominające muzykę filmową instrumentale. Z zaproszonych do współpracy gości najbardziej czekamy na to, co wyśpiewają Bilal oraz Raphael Saadiq, ale jak udowadnia nam pierwszy singiel zatytułowany Sittin’ By The Radio, nawet mniej znane postacie jak udzielający się tu Loren Oden, pokażą naprawdę dużą klasę. To może być piękna rzecz!

Nowy utwór: Big K.R.I.T. feat. Raphael Saadiq „Soul Food”

krit

Cadillactica zbliża się wielkimi krokami i jest to bardzo dobra wiadomość, gdyż będzie to mocny kandydat do rapowej płyty roku. K.R.I.T. wypuścił właśnie kolejny świetny singiel. Po dobrze przyjętych „Pay Attention” oraz tytułowej „Cadillactice” dostaliśmy utwór pod tytułem „Soul Food”. Kawałek w którym autor spod znaku korony w swoim stylu doskonale porusza się po wolnym, ciepłym bicie, a całość refrenem dopełnił rewelacyjny Raphael Saadiq. Singiel jest dużo spokojniejszy zarówno pod względem muzyki jak i nawijki w porównaniu do poprzednich. Pozostaje tylko czekać na resztę, bo do tej pory dostaliśmy dużą różnorodność, która wypada znakomicie. Big K.R.I.T. udowadnia, że ma nietuzinkowe umiejętności i może przekazywać je na różne sposoby. Gorąco polecam.

Nowy utwór: Raphael Saadiq „Gonna Miss U”

saadiq

Nie tylko fani, ale i wielu wykonawców upamiętniło w ciągu ostatnich dni wielkiego Bobby’ego Womacka. „Have Beautiful Transition” — takimi słowami zakończył swoją wzruszającą notatkę Raphael Saadiq, który zadedykował zmarłemu artyście dopiero co ukończoną kompozycję. Na samym początku „Gonna Miss U” można usłyszeć Snoop Dogga, potem utwór płynie na fali nawiązań do najlepszych momentów w historii muzyki soul. Koniecznie posłuchajcie.

Recenzja: Kid Cudi Satellite Flight: The Journey to Mother Moon

satellite flight

Kid Cudi

Satellite Flight: The Journey to Mother Moon (2014)

Wicked Awesome Records / Republic Records

-What is you like most about being up here?
 -The silence. I could get used to it.
 Gravity

Kid, Ty fircyku, zagrałeś na nosie pani doktor z hollywoodzkiej produkcji i udowodniłeś, że w kosmosie znaleźć można coś o wiele bardziej interesującego niż ciszę, której akompaniuje Steven Price. Dałeś nam miksturę swojego klasycznego stylu z domieszką patosu VangelisaEnnio Morricone (uwierz, trochę chichotałam, kiedy po raz pierwszy przesłuchiwałam Twój album) oraz odgłosów, które hulały w głowie Lema, kiedy ten osadzał w dźwiękowej rzeczywistości swojej wyobraźni postać pilota Pirxa.

Satellite Flight: The Journey to Mother Moon miał być pierwotnie EP-ką, w zamierzeniu – albumem, a w efekcie – stanowi (podobno) pomost spajający INDICUD i ospale zapowiadającym się Man on the Moon III. Albo inaczej – ma być do MOTM3 wprowadzeniem i zapowiedzią nowego rozdziału w artystycznej twórczości Mescudiego.

Tylko jak ten pomost wygląda? Największą jego słabością jest, paradoksalnie, stabilność, czyli natrętna równość kawałków – przynajmniej tych z pierwszej połowy albumu. Ugrzęzłe w charakterystycznej nostromo-lunarnej stylistyce numery aż do „Too Bad I Have To Destroy You” zdają się siostrzanie podobnymi do siebie zapychaczami albo uzupełnieniami prowadzonej przez Kida narracji. Uzupełnieniem do nieprzedstawionej treści, trzeba dodać. Mętnie nie przestaje być nawet, gdy za mikrofon w „Balmain Jeans” – notabene, niesamowicie banalnego pod względem tekstowym – chwyta Raphael Saadiq. Jest charakterystycznie, a jednak nijako.

Dopiero szósty, posiadający najbardziej hitowy potencjał numer wytrąca z poczucia odrętwienia i zawieszenia, nomen omen, w próżni. „To Bad I Have To Destroy You”, poza ironiczno-melancholijnym tytułem przykuwa uwagę rapowymi skilami Cudiego. O tak, ten człowiek zdecydowanie umie nawijać i szkoda, że robi to relatywnie rzadko.

Podróż trwa w najlepsze. Docieramy do „Internal Bleeding”. Semantycznego #bangu, emocjonalnego #sztosu. Dla tego i poprzednio wspomnianego numeru przedzierałam się przez papkowatość pozostałych utworów. Dziękuję Bogu za ten kawałek, bo jest on jednym z niewielu, po których pozbierać się jest nie łatwo. Co z tego, że technicznie wykazuje te same braki co reszta płyty i w ogóle producencka działalność Scotta: czyli zbytnią monotonność i zacietrzewianie się w jednym, zazwyczaj całkiem udanym, ale na dłuższą metę nudzącym koncepcie. Nic po tym, jeśli ciężar emocjonalnego przekazu w „Internal Bleeding” sączy się jak żółć , a środków wykonawczych, jakie zostały w nim zastosowane, mogliby pozazdrościć wszyscy laureaci wszelakich festiwalów piosenek aktorskich razem wzięci. Jednostajność warstwy instrumentalnej tutaj służyć może tylko jako atut. Nic nie porusza bardziej niż wyśpiewana świadomość wiecznego, jednostajnie raniącego cierpienia podkreślona ociężałością podkładu. Kid, ta piosenka sprawiła, że „my heart was leaking”. As well.

Szkoda tylko, że najjaśnieszy punkt płyty jest jej prawie jedynym highlightem. Leniwie składające się do zamknięcia albumu outropodobne trzy ostatnie numery powracają do poprzednio spotkanej konwencji – czyli głównie do budowania atmosfery, stanowienia wspomagacza opowieści, którą na dobrą sprawę można wysupłać tylko z tytułów kolejnych kawałków. Hej Scott, trochę mało konkretów w twoim sprawozdaniu z podróży do innej rzeczywistości, a zbyt wiele kliszowatych stylistycznych trików, które miały słuchaczy wprowadzić w atmosferę dalekosiężnych wojaży. Satellite Flight… prawdopodobnie zdecydowanie bardziej sprawdziłoby się jako EP-ka. Jego koncepcyjny charakter, zbyt inwazyjnie wpływający na stylistykę panującą na krążku nie wyczerpałby się, gdyby miał się rozciągać na o połowę mniej utworów. Mniej znaczy więcej, pamiętaj o tym, Kid. A teraz zabieraj się do pracy nad MOTM3.

Nowy utwór: Raphael Saadiq & D’Angelo „Be Here (aywy. & TEME rework)”

behere

Klasyczną wersję tego utworu zapewne zna większość naszych czytelników. Dla przypomnienia – singiel pochodzi z debiutanckiego albumu Saadiqa, osadzonego jeszcze w klimatach neo-soulowych. Owa kolaboracja przeszła do klasyki gatunku, będąc sztandarowym wyznacznikiem „pościelowego” brzmienia. (więcej…)

Kid Cudi zdradza szczegóły Satellite Flight: The Journey to Mother Moon

1941544_10152259531603586_1293250662_o
W grudniu zeszłego roku Kid Cudi zapowiadał premierę nowego wydawnictwa Satellite Flight: The Journey to Mother Moon, które będzie preludium do Man on the Moon 3. Utwór promujący album, “Satellite Flight”, przypadł nam do gustu. Dziś możecie zobaczyć okładkę pierwszego z krążków. Podsumuję to jednym wyrazem: kosmos! Poniżej pełen spis utworów. 10 numerów i tylko jeden gość ALE! jaaaaaaaki gość — sam Raphael Saadiq. Niestety data premiery Satellite Flight: The Journey to Mother Moon pozostaje wciąż nieznana.

1. “Destination: Mother Moon”
2. “Going to the Ceremony”
3. “SATELLITE FLIGHT”
4. “Copernicus Landing”
5. “Balmain Jeans” feat. Raphael Saadiq
6. “Too Bad I Have to Destroy You Now”
7. “Internal Bleeding”
8. “In My Dreams 2015″
9. “Return of the Moon Man (Original Score)”
10. “Troubled Boy”

Adrian Marcel marzy o sukcesie

Adrian-Marcel-Waiting

Posiadanie mentora w postaci Raphaela Saadiqa nigdy nie zaszkodzi. W takiej uprzywilejowanej pozycji znajduje się obecnie Adrian Marcel – wokalista, który szykuje się do podbicia naszych muzycznych gustów. Ten 22-latek spełnia swoje marzenia. 24 kwietnia wychodzi jego pierwszy mixtape pt. 7 Days of Weak, zaś teraz do sieci trafił pierwszy singiel pt. „Waiting”. Kawałek traktuje o bólu  i cierpieniu jakie odczuwa facet po odejściu ukochanej. W dodatku jest pijany i nie może się z tym pogodzić. Jak żyć Marcel. Przypomina to trochę „Marvin’s Room” Drake’a, tyle że Adrian nie używa auto-tune’a przy wokalnych popisach, co się chwali. Można spodziewać się, że nie tylko Saadiq będzie odpowiedzialny za produkcję albumu. Krążą plotki o J.U.S.T.I.C.E. League. W każdym razie nie musicie czekać aż do kwietnia, by posłuchać Adriana.

Koncert Raphaela Saadiqa odwołany.


Wczoraj wieczorem za pośrednictwem innych dróg już Was informowaliśmy, ale tak dla formalności wrzucamy tę niemiłą wiadomość na główną. Z powodu choroby artysty dzisiejszy koncert Raphaela Saadiqa w Sali Kongresowej został odwołany. Poniżej przeczytać możecie oficjalne oświadczenie organizatora imprezy tzn. Agencji STX JAMBOREE. Bardzo szkoda, pozostaje trzymać kciuki za to, że Mos DefPharoahe Monch nie zarażą się od wielkiego dziś nieobecnego i w sobotę zagrają.

Szanowni Państwo,

Z przykrością informujemy, iż ze względów niezależnych od Agencji STX JAMBOREE koncert Raphaela Saadiq 28 lutego o godz. 19.00 w Sali Kongresowej zostaje odwołany.

Powodem odwołania koncertu jest choroba artysty, o czym oficjalnie poinformował nas w dniu dzisiejszym agent muzyka. Informacja o niedyspozycji artysty została ostatecznie potwierdzona przesłanym w godzinach wieczornych zaświadczeniem lekarskim i decyzją managementu artysty o odwołaniu koncertu w Warszawie.

Zakupione bilety można zwracać w miejscu ich nabycia za okazaniem dowodu zakupu. W przypadku zakupu biletów drogą elektroniczną w internetowych systemach biletowych, prosimy o stosowanie się do zasad opisanych w regulaminie obowiązującym w danym systemie.

Za niedogodności przepraszamy.

Z poważaniem,

Agencja STX JAMBOREE

Nowy utwór: Raphael Saadiq feat. Common & Ledisi „They Don’t Know You”

Może nie do końca nowy bo pochodzi z roku 2004, ale ujrzał światło dzienne dopiero teraz (przynajmniej z mojego punktu słyszenia). Osiem lat temu Raphael Saadiq nagrywał album zatytułowany Pookie Blue Room produkowany przez Steve’a Spaceka Morgana Zarate. (więcej…)

Raphael Saadiq ponownie w Polsce!

raphael-saadiq

Dobre wiadomości z rana. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć Rafaela na w Białymstoku, możecie to nadrobić już 28 lutego w warszawskiej Sali Kongresowej. Artysta znowu nawiedzi Polskę! Informacje o cenach biletów już wkrótce.

10. rzeczy, których nie wiesz o… TLC!

Był czas, kiedy częściej zdarzało mi się siedzieć na necie czytając genezę jakiegoś albumu z większymi wypiekami na twarzy niż podczas słuchania krążka. Był czas, gdy buszowałam w internecie w poszukiwaniu najróżniejszych, czasem dziwnych związków pomiędzy piosenkami i samplami. Był czas… nie, teraz jest czas na to aby się z Wami tą wiedzą podzielić. Oto nowy cykl dla ciekawskich i (dosłownie) wścibskich, lubiących czasem zabłysnąć niespodziewaną informacją w (soulowym) towarzystwie. Co miesiąc niczym rentgen prześwietlę dla Was jednego wybranego artystę. Zdążyliście juz chyba zauważyć jak bardzo kocham trio TLC, więc na pierwszy rzut moje dziewczyny i 10. szokujących faktów z ich życia. Informacje na temat powiązania Cee Lo Green z wodospadami oraz kogoś, kto odważył się dissować „No Scrubs” po skoku. Zapraszam do lektury!
(więcej…)