Pjona: najlepsze koncerty na jakich był Radek Miszczak

Data: 2 kwietnia 2010 Autor: Komentarzy:

radek-i-george

To już piąta pjona! Czas zdmuchnąć świeczki i życzyć samemu sobie wytrwałości. Tym razem niebanalne pytanie postanowiłem skierować do Radka Miszczaka. Dostałem równie niebanalną odpowiedź. Czego innego spodziewać się od gościa dla którego muzyka jest całym życiem? Nie spytałem o książki, choć z pewnością dostałbym listę pięciu lektur wciągających tak samo jak „Beaty, rymy, życie” czy „Dusza, rytm, ciało”. Nie prosiłem także o listę najlepszych dziennikarzy. Radek współpracując z takimi tytułami jak „BBaRak”, „Klan”, „Hiro”, „Ślizg” czy „Steez” na pewno poznał wielu wspaniałych pismaków (tak, oni mogą być wspaniali). Tego zdolnego, wciąż młodego człowieka postanowiłem zapytać o najlepsze w jego życiu koncerty. Prawdopodobnie zaliczył ich więcej niż Q-Tip zgarnie propsów na tegorocznym Kempie. Notka dedykowana wszystkim, którzy tak samo jak ja z zazdrością śledzili wpisy Radka z jego podróży po Nowym Jorku.

George Clinton & Parliament/Funkadelic (B.B King Blues Club, Nowy Jork – IX 2006)

Zobaczyć dziadka Clintona na żywo z całą orkiestrą all-star funkowych legend z grupy Parliament/Funkadelic to gratka dla każdego fana czarnych brzmień. Udało mi się jej doświadczyć trzy razy, ale właśnie ten żywiołowy koncert w legendarnym klubie na nowojorskim Times Square przeżyłem najlepiej. Trzy godziny totalnej funkowej masakry w wykonaniu perfekcyjnie zgranych muzyków, nad którymi niejako czuwał tylko George, niczym przywódca duchowy. Poszedłem tam zupełnie sam, ale wrażeń starczyłoby dla wszystkich znajomych. Gdy podczas jednego z kawałków na scenę wkroczył gość-niespodzianka, wiedziałem że koncert ten zapamiętam do końca życia. W białym kapeluszu pojawił się bowiem nieodżałowany James Brown.

Erykah Badu (Sala Kongresowa, Warszawa – XII 2003)

Pierwszy występ Eryki w Polsce na trwale zapisał się nie tylko w mojej pamięci, ale chyba generalnie w historii „czarnych” koncertów w Polsce. Nie ogarnąłem na czas biletów i pamiętam, jak wydzwaniałem na hotlinie Shortcuta przez trzy godziny, próbując zdobyć ostatnią nieodebraną rezerwacje tego błyskawicznie wyprzedanego show. Udało się, za co do dziś jestem wdzięczny opatrzności. Magia, metafizyka, przeżycie duchowe – takie wspomnienia dziś wracają na myśl o tym koncercie. I choć całość odbywała się w „galowej” Kongresówce, większość uczestników oglądała koncert na stojąco, często też tańcząć na krzesłach czy bujając się razem z Badu. Dałem się całkowicie oczarować urokowi Eryki, a przy wykonaniu „I want you” przeszły mi prawdziwe ciarki. Wtedy poczułem, jak potężna siła drzemie w muzyce soul i poważniej zacząłem się zaznajamiać z jej skarbami.

Nicolay + Phonte (Foreign Exchange), Darien Brockington, Yahzarah, Sy Smith, Black Spade (Canal Room, Nowy Jork – 05.09.2006)

darien_sy

Impreza z okazji premiery zupełnie niedocenionego krążka producenckiego „There” Nicolay’a była eventem bardzo kameralnym, ale za to całkowicie pozbawionym przypadkowych osób. Nick za samplerem, a na scenie goście, którzy uświetnili promowany krążek. Phonte, wtedy jeszcze bardziej Little Brother niż Foreign Exchange, rapował na przyzwoitym poziomie, natomiast to, co wyczyniła na żywca Yahzarah, po prostu wbiło mnie w ziemię. Niespożyte pokłady energii scenicznej, śliczny głos, perfekcyjny kontakt z zakochaną w niej publiką – też się zakochałem i do dziś pielęgnuję to artystyczno-platoniczne uczucie! Choć równie dobrze mogłem stracić głowę dla wściekle czerwono-włosej Sy Smith, której ciepła barwa głosu i równie przyjazna osobowość także znacznie przyczyniły się do niezapomnianego klimatu tego koncertu.

yahzarah

VV Brown (Camden Crawl, Brighton, Anglia – 16.05.2009)

Koncert niespodzianka! Zobaczyłem VV podczas gigantycznego festiwalu klubowego w Brighton (The Great Escape), który odbywał się w 34 klubach jednocześnie. Na jej show załapałem się dość przypadkowo, ale takich przypadków to każdemu bym życzył. Tak energicznej babki na scenie czarnych brzmień próżno szukać! Prawdziwa petarda koncertowa, idealnie łącząca power nagrań lat 50′ ze współczesnymi rozwiązaniami brzmieniowymi. Kibicuję mocno jej karierze, gdyż w artystce drzemie niebywały potencjał – podczas pamiętnego show w Brighton w pełni się o tym przekonałem.

Angie Stone (Sala Kongresowa, Warszawa – 02.02.2008)

Ten koncert wspominam wyjątkowo, gdyż miałem wielką przyjemność tłumaczyć przed nim konferencję prasową z Angie (dzięki ekipo Good Music). W związku z tym konkretnie odświeżyłem sobie wszystkie nagrania Andzi oraz jej biografię, a – jak każdemu koncertowiczowi wiadomo – najlepsza zabawa jest przy najlepiej znanych numerach. Studiowanie dyskografii dało mi prawdziwą ucztę, gdyż Stone i jej super zespół zagrali większość z wymarzonych przeze mnie numerów. I to jak!!! Angie ma czym oddychać i na czym usiąść, ale dzięki temu ma z czego wydobyć potężny głos, o czym już wielokrotnie przekonała także polską publiczność. Równie wzruszające widowisko, jak warszawski koncert Jill Scott. Angie wygrała jednak bisami, w których zagrała covery uwielbianych (to mało powiedziane!) przeze mnie kawałków „The Makings of You” Curtisa Mayfielda oraz „Joy & Pain” Frankiego Beverly’egoMaze. Jakbym był kobietą, to pewnie zakręciłaby mi się wtedy łezka w oku.

Komentarze

komentarzy