Recenzja: dvsn Morning After

Data: 28 listopada 2017 Autor: Komentarzy:

dvsn

Morning After (2017)

OVO Sound/Warner Bros.

Duet dvsn składający się z producenta Nineteen85 i wokalisty Daniela Daleya wydał w zeszłym roku debiutancki krążek Sept. 5th z pamiętnym neonem na okładce. Była to udana prezentacja stylu vintage i zmysłowego wykorzystania inspiracji R&B lat 90. Kanadyjczycy dostarczyli w 2016 roku udany materiał, lecz wciąż pozostało trochę miejsca na rozkwit. Apetyty były wilcze, a potencjał ogromny, stąd też duże nadzieje związane z premierą follow-upu do 5 września.

Na poprzednim krążku przeważały pożądanie, ból, a miejscami rozwijała się nowa miłość opowiadana z nadzwyczajną namiętnością wokalem Daniela. Tym razem mamy do czynienia również z miłością, jednak związaną ze złamanym sercem i przebaczeniem. Duet wrócił, aby ukazać swoją szeroko zakrojoną kreatywną wizję, rozciągając przy tym granice dotychczas znanego R&B. Na szczęście dvsn nie mają ochoty zamykać się w określonej formule i przez cały album udowadniają to poprzez tworzony dzięki wykorzystaniu smyczków iście filmowy klimat. A jeśli dodamy do niej wspaniały wokal Daniela à la Maxwell, zawartość Morning After uzupełnia wszelkie ewentualne braki poprzednika.

Wspomniany Maxwell jest samplowany zresztą w jednym z singli „P.O.V.” — utrzymanym w wolnym tempie seksownym mood-makerze, który wzbogacono o gospelowy vibe poprzez umiejętne pocięcie i zwolnienie wokaliz z hitu „Fortunate„. Gdzie indziej zaś Nineteen85 zdecydował się poeksperymentować i podkręcił tempo, tworząc tytułowy utwór, w którym przy użyciu akustycznej gitary oraz doskonale dobranych skrzypiec oddał nastrój faktycznego poranka po. Podobny, acz bardziej romantyczny klimat słychać też w następnym utworze „Can’t Wait”, który do złudzenia przypomina styl Majid Jordan (no pun intended). Warto zwrócić też uwagę na niesamowicie uzdolnionego Daleya, który za pomocą swojego wokalu potrafi nie tylko uwodzić czy przedstawić szczęście w miłości, lecz także oddać emocje silnego bólu i udręki, co czyni go tym bardziej wartościowym artystą, który, nawiązując do słów mojego redakcyjnego kolegi, urodził się niestety kilkanaście lat za późno. Sposób, w jaki Daniel przedstawia kobiety, miłość, seks oraz rozstanie jest odkrywaniem złotego R&B lat 90. na nowo, ale w odświeżonej wersji. Można to porównać do sztuki, zamiast do bezwzględnego muzycznego Pornhuba, z którym na co dzień mamy do czynienia.

Wraz z drugą płytą reprezentanci wytwórni OVO (stojąc tuż obok Weeknda, Drake’a, PartyNextDoora, Majid JordanRoya Woodsa) udowadniają, że są obecnie najlepszą pozycją do słuchania już nie tylko na wyłączność dla kochanków, lecz także nadają się do ogólnego zastosowania celem stworzenia odpowiedniego klimatu. Morning After nie jest albumem krążącym wokół jednego ściśle określonego tematu czy brzmienia, lecz tworzy całe środowisko, przykuwając przy tym uwagę słuchacza dużo bogatszym światem przedstawionym, aniżeli miało to miejsce na debiutanckim krążku.

Komentarze

komentarzy