Wydarzenia

Radio Roux #6: Joy Jones

Data: 9 grudnia 2009 Autor: Komentarzy:

joy-jonesfinal

Zbiegi okoliczności się zdarzają. Jest to fakt. I dzisiaj z takim zbiegiem okoliczności się spotkałem. Od jakiegoś czasu zbierałem się do posta o wokalistce Joy Jones. Tekst już miałem praktycznie napisany, tylko drobne poprawki nanosiłem przez ostatnie dni. Przypadek sprawił, że dziś o wokalistce wspomniał też Andrzej Cała u siebie na blogu. Postanowiłem i tak post wystawić, bo dobrej muzyki nigdy nie za dużo, a Ci co czytają soulową miskę niekoniecznie odwiedzają bloga Pana Andrzeja, więc osoba panny Jones mogłaby im umknąć. Więc dziś w Radio Roux Joy Jones.

Na Joy Jones trałem przypadkiem. To co od razu zwróciło moją uwagę, to okładka płyty. Wiem, że nie należy oceniać po wyglądzie, ale w tym wypadku stwierdziłem, że coś co ma tak żywe kolory musi być także bardzo żywe w środku. I się nie pomyliłem.

joy-jones-godchild

Joy Jones pochodzi z Los Angeles, jednak jej korzenie sięgają Trynidadu. Po przeprowadzce do Londynu, gdzie kontynuowała studia medyczne, rozpoczęła współprace z sławnym kolektywem Bugz In The Attic. Od tamtego czasu wydała serie singli, przy których współpracowała z większością członków rodziny Bugz. Tam poznała Daz-I-Kue oraz Kaidi Tatham, którzy pomogli jej przy tworzeniu materiału na debiutancki krążek „Godchild”. Utwory na albumie są bardzo różne. Joy miesza gatunki i wychodzi jej to rewelacyjnie. Doświadczymy elementów jazzu, soulu, afro beatu, gospel i oczywiście rytmów soca, czyli soul calypso, które pochodzą z jej „korzennego” Trynidadu. Wszystko to z domieszką elektroniki (usłyszymy nawet auto-tune, który jednak nie razi, ale po prostu jest idealnym „smaczkiem”), której często towarzyszą „żywe” instrumenty, także te perkusyjne jak conga, bongosy, różnego rodzaju dzwonki oraz takie rzadziej spotykane, jak np. kalimba. Głos panny Jones (jak słusznie zauważył Andrzej Cała) przypomina trochę J*Davey bądź Sy Smith. Wokalistka stosuje dwu, trzy głosy, w których jej barwa brzmi bardzo miękko, delikatnie i klimatycznie. Lirycznie Joy porusza bardziej ambitne kwestie, przypominające trochę teksty Erykhi Badu lub Jill Scott. Z jednej strony zwraca uwagę na wolność duchową czy też wpływ mediów na ludzkie życie. Z drugiej strony mówi o nadziei, radości i miłości.

Debiut wokalistki to prawdziwa fuzja przeszłości i przyszłości. Materiał jest bardzo spójny i tworzy bardzo oryginalny, nietypowy klimat, który jednak może nie przypaść do gustu po pierwszym przesłuchaniu. Nie można się jednak zniechęcać. Trzeba dać sobie chwile, wtedy Joy odkryje przed nami całe piękno swojej muzyki.

Myspace Joy Jones

Komentarze

komentarzy