ambrose akinmusire

Jazzbowl ’18: Jazzowe podsumowanie roku

Pewnie zauważyliście przez tych parę lat, że choć nie mamy jazzu w nazwie strony, temat samego jazzu pozostaje nam nieobcy. Nie jest to co prawda zbyt często wątek przewodni naszych niusów, ale systematycznie zagłębiamy się w świat jazzu, czy informując was w piątki o premierach płytowych, czy prowadząc audycję w Radiu LUZ, czy wreszcie podsumowując najciekawsze wydawnictwa kolejnych lat. Tym razem, jeszcze przed końcem spowitego jazzową aurą listopada, postanowiliśmy dodatkowo wyróżnić najciekawsze w mniemaniu redaktorów Miski krążki ze świata jazzu — niezależnie od zbliżających się wielkimi krokami rankingów końcoworocznych. Drodzy Czytelnicy, oto Jazzbowl ’18.


Origami Harvest

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Ambrose Akinmusire odważnie przeciwstawia się dominującej we współczesnej krytyce muzycznej idei dopisywania politycznego kontekstu do abstrakcyjnej w formie muzyki. Jest w tym, owszem, coś niefrasobliwie dosłownego, bo na Origami Harvest Akinmusire w roli narratora obsadził rapowego outsidera Kool A.D., który we właściwy sobie sposób, gdzieś między prostym snuciem opowieści a koncepcyjnie porwanym, poetycznym free rapem, dzieli się prowadzi słuchacza przez kolejne jazzowe meandry nowej płyty utalentowanego trębacza. Jest jednocześnie głosem z offu i głosem z wnętrza, narratorem i bohaterem, jest obecny, ale iluzorycznie, mówi, ale niedopowiedzeniami. Sam Akinmusire także zawraca ze ścieżki klasycznego amerykańskiego post-bopu ku bardziej europejskiej muzyce kameralnej, w czym pomagają mu muzycy z Mivos Quartet. To, w połączeniu z wykonawczą i kompozycyjną wirtuozerią, politycznym przesłaniem, niecodzienną wrażliwością i nieoczywistą rapową narracją, kreśli kompetentny jazzowy portret współczesnej Ameryki. — Kurtek


Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

Avantdale Bowling Club — to właśnie nazwa zespołu, który mimo skrajnie małej popularności i swojego niszowego stylu, nagrał nie tylko jeden z najlepszych hip-hopowych, ale również jazzowych albumów w tym roku. Liderem formacji jest Tom Scott, weteran nowozelandzkiej sceny, który jest także częścią takich projektów jak Homebrew czy @peace. Na liczącym 8 utworów krążku, raper dotyka spraw takich jak przyjaźń, brak pieniędzy czy uzależnienia, jako tło wykorzystując bogato zaaranżowany i świetnie skomponowany jazz. Całość przypomina To Pimp A Butterfly, jednak z bardziej przyziemną tematyką i środkiem ciężkości położonym na swobodnych instrumentalnych eksperymentach. ”Years Gone By” doskonale reprezentuje brzmienie płyty, rzucając słuchacza w nostalgiczną podróż przez życie. Jeśli jesteście zainteresowani jakościowym jazz-rapem, w którym zarówno jazz, jak i rap stoją na najwyższym poziomie, nie mogliście lepiej trafić. — Adrian


Seymour Reads the Constitution!

Brad Mehldau Trio

Nonesuch

W marcu Brad Mehldau zaczarował słuchaczy wytrawnym studium Bachowskim balansującym na granicy kameralnego jazzu i muzyki barokowej. Nim zdążyli wziąć głębszy oddech, wrócił w swoim sygnaturowym trio z Jeffem Ballardem na perkusji i Larry’m Grenadierem na basie z koktajlowym krążkiem Seymour Reads the Constitution! Na płycie poza trzema oryginalnymi kompozycjami Mehldau znalazły się interpretacje popowej klasyki (Paul McCartney, Brian Wilson), reinterpretacje mistrzów jazzu (Elmo Hope, Sam Rivers) i jeden standard z wielkiego amerykańskiego śpiewnika („Almost Like Being in Love” Fredericka Loewe’a). Mehldau z ekipą nie odkrywają jazzowej Ameryki, ale po dwuletniej przerwie wracają rozmiłowani w lżejszej, choć nie prostolinijnej formule, której bliżej do klasycznego Billa Evansa, Cannonballa Adderleya czy wczesnego Milesa Davisa niż do sygnaturowego brzmienia wcześniejszych nagrań Mehldau. Nie jest to oczywiście cool jazz sensu stricto, ale pozostaje on niewątpliwym punktem wyjścia dla właściwym współczesnemu jazzowi improwizacji tria. — Kurtek


The People Could Fly

Camilla George

Ubuntu

Po ubiegłorocznym debiucie długogrającym „Isang”, londyńska kompozytorka i saksofonistka altowa Camilla George po raz kolejny udowadnia, że jest jedną z najciekawszych postaci współczesnej międzynarodowej sceny jazzowej. Wydane siłami labelu Ubuntu Music The People Could Fly to zapierający dech w piersiach miraż karaibsko-afrykańskiej tradycji artystycznej (narracja albumu oparta została na książce z afrykańskimi opowieściami ludowymi), niejednokrotnie dubujących groove’ów oraz funkującego spiritual jazzu rodem z najznamienitszych nagrań Johna Coltrane’a. — Mleczny


The Window

Cécile McLorin Salvant

Mack Avenue

Ostatnio trochę narzekaliśmy, że najnowszy album od Cécile McLorin Salvant po raz kolejny składa się ze zbioru cudzych kompozycji. Tymczasem „The Window” to świetne wydawnictwo, z którym warto zapoznać się bliżej. Nie bez przyczyny Cécile jest nazywana nadzieją wokalnego jazzu. Piąty krążek Amerykanki stanowi intymną, ale też pełną dojrzałości i charyzmy rozmowę wokalistki z pianistą. Niesamowicie brzmi minorowy ton, który artystka potrafi wydobyć z nawet najbardziej radosnego standardu. Sprawdźcie sobie, co wyczynia się tu z musicalowymi tematami jak „Where Thine That Special Face” czy ograne „Somewhere” z West Side Story. Pod względem nastroju to zdecydowanie jesienna płyta, ale artystka zapewnia, że starała się uchwycić pełnię dynamizmu towarzyszącego miłosnym cyrkulacjom. Ten plan wykonała w tysiącu procentach. W dobie wzmożonej kompresji takie kameralne, ale treściwe albumy to czysta przyjemność. — Maja Danilenko


An Angel Fell

Idris Ackamoor ☥ The Pyramids

!K7 Music

Fantastyczna trupa jazzowych podróżników pod wodzą charyzmatycznego saksofonisty Idrisa Ackamoora wróciła w tym roku z nową płytą, następcą przełomowego dla muzyków We Be All Africans sprzed dwóch lat. To udana kontynuacja stylistyki zaczerpniętej przez Ackamoora i spółkę z amerykańskiego spiritual jazzu i afrykańskiego folku. Sam muzyk mówi zresztą, że u podstaw nowej płyty stoją właśnie folklor, fantazja i dramaturgia, które mają służyć nie samym sobie, nie jedynie celom artystycznym, ale także, a może przede wszystkim dotarciu do świata z trudną wiadomością — o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia i ekologicznej obojętności, za którą prędzej czy później zapłacimy wszyscy. Krążek wyprodukowany przez Malcolma Catto z The Heliocentrics wyciąga muzykę Ackamoora i spółki z plemiennego afrobeatu w rejony bliższe szeroko pojętej folkowej duchowości — tak jest w inspirowanym Sun Rą dubowym „The Land of Ra”, w orientalnym „Papyrus” czy w na wpół psychodelicznej, a na wpół awangardowej wariacji na klasycznej exotice w „Message to My People”. An Angel Fell to zrównoważony, bujający krążek ujmujący doskonałą synergią i magnetyzujący nienachalnym groove’m. — Kurtek


Starting Today

Joe Armon-Jones

Brownswood

Ten niepozornie wyglądający rozczochraniec wyrósł w 2018 roku na jednego z liderów młodej fali wyspiarskiego jazzu. Dał o sobie znać już w lutym, za sprawą premiery kompilacji We Out Here, będącej przewodnikiem po multikulturowych zakamarkach muzycznych Londynu. Trzy miesiące później otrzymaliśmy Starting Today — album wydany nigdzie indziej jak w Brownswood Recordings. Wbrew skądinąd słusznej taktyce nieoceniania zawartości po okładce, można śmiało stwierdzić, że ilustracja Starting Today oddaje doskonale istotę płyty, będącej skompresowaną definicją brzmienia wielkomiejskiej ulicy, której start zaczyna się w sercu wschodniego Londynu. Fuzja jazzu, dubu, soulu i parkowej poezji pełna jest w najrozmaitsze wpływy i inspiracje. To absolutna zaleta, która pozwala płycie być ścieżką dźwiękową zarówno do medytacji, jak i pośpiesznego spaceru pośród tłumu. — K.Zięba


The Return

Kamaal Williams

Black Focus

Zwolennicy poglądu o poprawie kondycji jazzu dzięki hiphopowym wpływom dostali w tym roku kolejny dowód na słuszność głoszonej tezy. Błędem jednak byłaby klasyfikacja The Return jako zapisu jedynie flirtu tychże gatunków. Podobną zagwozdkę musieli mieć recenzenci dorobku Roya Ayersa (Swoją drogą – czy w latach siedemdziesiątych soul również „ratował” jazz?), który należy prawdopodobnie do ulubieńców Kamaala. Album, nagrany wespół z Pete’em Martinem na basie oraz Joshuą McKenzie’em na bębnach zdominowany jest przez obłędnie ciepłe rhodesowe dźwięki oraz futurystycznie przestronne akordy, które narodziły się w głowie Williamsa. Słuchając The Return, można w myślach zakładać okulary przeciwsłoneczne i zapomnieć przy tym, że twórcy działają w wiecznie pochmurnym Londynie. Kamaal zafundował nam konkretną podróż z Kalifornią na horyzoncie. — K.Zięba


Heaven and Earth

Kamasi Washington

Young Turks

Niebo i ziemia. Dwa światy połączone ze sobą. Tytuł tegorocznego albumu Kamasiego Washingtona idealnie oddaje charakter jego twórczości. Muzyk niczym mityczny Prometeusz sprowadził jazz na ziemię i postanowił na nowo przedstawić go nowemu pokoleniu słuchaczy (pokoleniu, które może go kojarzyć głównie z nie jazzowych kolaboracji m.in. z Thundercatem lub Kendrickiem Lamarem). Brzmi patetycznie i górnolotnie? Jak samo Heaven and Earth! Bogate i rozbudowane kompozycje, inspiracje m.in. funkiem, R&B czy muzyką afrykańską, wsparcie wielu innych uznanych muzyków — Milesa Mosleya, Ryana Portera, Ronalda Brunera Jr. i Terrace’a Martina. To wszystko składa się na ten ponad 2-godzinny (choć krótszy niż wydane 3 lata temu The Epic) album. Jedna z tegorocznych pozycji obowiązkowych. A jeśli komuś będzie mało, zawsze może sięgnąć po dołączoną do krążka epkę The Choice. — Mateusz


MITH

Lonnie Holley

Jagjaguwar

Choć MITH Lonniego Holleya trudno jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, bezapelacyjnie powinno uplasować się wysoko na tegorocznych liście płyt, które nie brzmią jak nic innego, czego wcześniej słuchaliście. Holley z właściwą sobie ekspresją, w formie gdzieś między Waitsowską quasimelodyjnością a Heronowską deklamacją, miesza słoniowaty parasol odcieni freakowego soulu z eksperymentalnym jazzem, który raz szuka źródła natchnienia w afroamerykańskiej muzyce ludowej i początkach gospel, innym uderza w te same post-minimalistyczne rejestry, które zbudowały uniwersum muzyczne Colina Stetsona, jeszcze później wije się wraz z psychodeliczną elektroniką. Sam Holley ma w sobie równie dużo z wokalisty, co performera, jawiąc się a to jako współczesny Screamin’ Jay Hawkins, a to free-jazzowy Charles Bradley, a to soulmate Georgii Anne Muldrow — w zależności od utworu i kontekstu. Z jego sugestywnie zatytułowanego debiutu Just Before Music z 2012 roku pozostał mu ambientowo-improwizowany background oraz inspiracja kazaniami afroamerykańskich pastorów, ale MITH eksploruje na szczęście mimo wszystko bardziej piosenkowe terytoria, z których, bez wątpienia, na czoło tegorocznego peletonu utworów-manifestów należy wyprowadzić przejmujące „I Woke Up in a Fucked-Up America”. — Kurtek


Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem

Makaya McCraven w swojej twórczości balansuje gdzieś na granicy kilku gatunków. Perkusista tworzy muzykę, w której odnaleźć można elementy instrumentalnego hip-hopu, jazzu oraz funku z domieszką chicagowskich brzmień. Określenie „producent bitów” byłoby nieodpowiednie dla tak utalentowanego artysty, chociaż jego utwory często mylnie przypominają hiphopowe bity stworzone z sampli muzyki jazzowej. Sam Makaya wśród inspiracji wymienia na równi zespół The Pharcyde oraz takich jazzmanów jak Archie Shepp. Upodobania te słychać na jego najnowszym albumie Universal Beings. Z jednej strony, materiał miejscami wydaje się beattape’m, ale rozbudowane partie instrumentalne raz po raz przypominają, że mamy do czynienia z pełnoprawnym albumem jazzowym. McCraven kontynuuje tradycje chicagowskiego AACM, nieoczekiwanie mieszając je z elementami post-rocka. Kolejny raz udowadnia, że nie boi się eksperymentu. —Polazofia


The Optimist

Ryan Porter

World Galaxy

The Optimist Ryana Portera to wzorcowa płyta z historią. Zanim ukazała się w lutym tego roku, spędziła prawie dekadę na półce i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie doczekałaby się oficjalnej premiery, gdyby nie to, że Porter grał na puzonie na wydanym w 2015 roku przełomowym The Epic Kamasiego Washingtona. To zresztą nie jedyne podobieństwo między oboma krążkami, bo choć muzyczny świat Portera w dużej mierze został zaklęty w klasycznym coltrane’owskim post-bopie, za oba albumy odpowiada mniej więcej ta sama ekipa. Miles Mosley na bazie, Cameron Graves na klawiszach, Tony Austin na bębnach, Brandon Coleman na pianie Rhodesa i oczywiście Kamasi Washington na saksofonie. I choć trudno ścigać się z The Epic Washingtona pod jakimkolwiek względem, The Optimist jest solidnym współczesnym jazzowym krążkiem sam w sobie — niesiony tą samą znakomitą synergią i wypełniony chwytliwymi, doskonale zdekonstruowanymi improwizacjami motywami melodycznymi. — Kurtek


Your Queen Is a Reptile

Sons of Kemet

Impulse

Muzyka jazzowa to nie tylko zimne improwizacje i wyścig kolejnych solówek. Istnieją też płyty będące swoistym manifestem i wyrazem buntu przeciwko zastałej sytuacji. Na najnowszej płycie projektu Sons of Kemet lider zespołu Shabaka Hutchings postanawia dać wyraz swojemu niezadowoleniu względem rządzącej Wielką Brytanią rodzinie królewskiej i w dziewięciu nagraniach zawartych na albumie na pierwszym miejscu stawia swoje własne królowe, które potrafią go wysłuchać i nie uznają niesprawiedliwości klasowej oraz dyskryminacji rasowej. Wśród kobiet, wysławianych w każdym z utworów znalazły się m.in. aktywistki społeczne, zbiegłe niewolnice, a nawet babcia Hutchingsa. Manifest swój artyści wyrażają przez jazz połączony z hip-hopem często przechodzącym w spoken word, a nawet dubowymi wibracjami. Muzyka z Londynu od zawsze pełna była łączenia gatunków i łamania barier, nie inaczej jest także i tutaj, gdzie kilka muzycznych światów, łączy się w jeden wyraźny strumień, z którgo przez niemal cały album, aż kipi wściekłość i bunt. Warto dodać również, że album ukazuje się w barwach legendarnego labelu Impulse, w którym swoje wielkie dzieła wydawali m.in. John Coltrane, Alice Coltrane czy Pharoah Sanders. — efdote


For Gyumri

Tigran Hamasyan

Nonesuch

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych An Ancient Observer, ormiański pianista Tigran Hamasyan i w tym roku nie pozostawił nas z niczym. Wydana w lutym epka zatytułowana For Gyumri jest symbolicznym hołdem dla Giumri, drugiego największego miasta we współczesnej Armenii, niegdyś znanego jako Aleksandropol i pełniącego rolę artystycznej stolicy regionu, ale poddanego w XX wieku wielu trudnym próbom z katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 1988 roku na czele. For Gyumri musi więc traktować na swój sposób o mierzeniu się z traumą i stratą (wirtuozeryjnie poszarpana miniatura „Self-Portrait” to doskonała alegoria najnowszej historii miasta i jego mieszkańców), ale przede wszystkim przynosi wyczekiwane ukojenie — czy to w ostatnich taktach kończącego płytę „Revolving-Prayer”, czy w post-cool-jazzowym „The American” zwieńczonym zwodniczo beztroskim pogwizdywaniem, czy w zapuszczającym się na terytoria post-impresjonistycznego ambientu, rozświetlającym „Rays of Light”. — Kurtek


We Out Here

Różni wykonawcy

Bronswood

Trudno chyba o lepsze podsumowanie tego, co dzieje się obecnie na młodej jazzowej scenie Wielkiej Brytanii, niż to co zaprezentowano nam na tej kompilacji. Kompilacji nietypowej, nie jest to bowiem selekcja gotowych już nagrań, a efekt pewnej sesji nagraniowej. Pod okiem dyrektora muzycznego przedsięwzięcie, którym był występujący zresztą na płycie — Shabaka Hutchings oraz właściciela labelu Brownswood RecordingsGillesa Petersona, w przeciągu trzech długich i owocnych dni w studiu North West London, powstał krążek, będący zarówno podsumowaniem niesamowitej rewolucji zachodzącej obecnie w brytyjskim jazzie, jak i zapowiedzią tego, czego możemy spodziewać się po nim w przyszłości. Usłyszeć można tam zarówno znane już zespoły, jak np. Ezra Collective czy Kokoroko, jak i całe grono artystów, którzy dopiero podbijają scenę, ale posiadają olbrzymi talent. Każda z dziewięciu kompozycji tu zawartych to mistrzowski kawałek muzyki, a po wysłuchaniu całości można dojść tylko do jednego wniosku — ekspansja młodych jazzowych artystów z Wysp dopiero się rozpoczyna, a za sprawą We Out Here, już teraz sprawdzić można, jakiego jazzu słuchać będziemy w kolejnych latach. — efdote


Zbiorcza plejlista z naszymi jazzowymi hajlajtami roku poniżej:

#FridayRoundup: Usher, Ella Mai, Ambrose Akinmusire, Quavo i inni

Kolejny piątek przynosi nam m.in. wydany z zaskoczenia materiał od Ushera, solowy materiał od reprezentanta Migosów — Quavo, krążki od dwóch zdobywających coraz większą popularność wokalistek, jakimi są Jess Glynne i Ella Mai oraz mocny dodatek do pejzażu współczesnego jazzu od utalentowanego trębacza Ambrose’a Akinmusire.
(więcej…)

Nowy album: Blue Note All-Stars Our Point of View

To bez wątpienia jeden z ciekawszych newsów w tym roku. Legendarna wytwórnia Blue Note Records postanowiła zebrać swoich najlepszych młodych artystów, tych, którzy tworzą trendy we współczesnym jazzie i wypuścić ich wspólny album. W skład Blue Note All-Stars wchodzą Robert Glasper, Ambrose Akinmusire, Kendrick Scott, Derrick Hodge, Marcus Strickland i Lionel Loueke. Jeśli interesujecie się współczesną muzyką jazzową to nie trzeba wam na pewno przedstawiać tych nazwisk. Krążek Our Point of View ukaże się już 29 września i będzie zawierał 11 kompozycji, w tym w większości będą to utwory skomponowane na potrzeby płyty. Pojawią się też kompozycje już znane z solowych dokonań członków zespołu, jak na przykład „Message Of Hope” Derricka Hodge’a i „Freedom Dance” Lionela Loueke. Usłyszymy też interpretację utworu Wayne’a Shortera „Masquelero”, który oryginalnie pojawił się na jego longplayu Footprints — Live z 2002 roku. W nowej wersji Shorter wystąpi również gościnnie razem z Herbiem Hancockiem. Cała tracklista i pierwszy singiel do sprawdzenia poniżej.

1. „Bruce’s Vibe” (Robert Glasper)
2. „Cycling Through Reality” (Kendrick Scott)
3. „Meanings” (Marcus Strickland)
4. „Henya” (Ambrose Akinmusire)
5. „Witch Hunt” (Wayne Shorter)
6. „Second Light” (Derrick Hodge)
7. „Masquelero” (feat. Wayne Shorter & Herbie Hancock) (Wayne Shorter)
8. „Bayyinah” (Robert Glasper)
9. „Message Of Hope” (Derrick Hodge)
10. „Freedom Dance” (Lionel Loueke)
11. „Bruce The Last Dinosaur” (Ambrose Akinmusire)

#FridayRoundup: SZA, London Grammar, Chuck Berry, Quebonafide i inni

Jak co tydzień w piątek dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych tygodnia.


Ctrl

SZA

Top Dawg

Nie mieli lekkiego życia ci, którzy wyczekiwali pełnoprawnego długograja SZA. Wielokrotne zapowiedzi, krążące po sieci już od zeszłego roku, okazywały się w większości czczymi słowami. Ostateczny termin wydania CTRL przesunął się z lutego na czerwiec, a fani dostali na pocieszenie wizualno-muzyczny kolaż wyjaśniający „Where the hell have you been” i trzy bardzo obiecujące – ale wciąż tylko — single. Liczba gości nie jest wprawdzie tak imponująca, jak można było wnioskować z zapowiedzi, jednak wszystko wskazuje na to, że w ciągu trzech lat od wydania ostatniej epki wokalistka nie próżnowała. — MajaDan


Truth Is a Beautiful Thing

London Grammar

Metal & Dust

Trójka młodych Brytyjczyków z zespołu London Grammar powraca, by zmierzyć się z nie łatwym tematem, jakim jest wydanie drugiego albumu. Pierwsze single nie zapowiadają zbytniej rewolucji w brzmieniu i nadal są to świetnie zaaranżowane utwory krążące wokół downtempo oraz ambitnego popu, za które świat pokochał ich po wydaniu rewelacyjnego debiutanckiego krążka If You Wait. Wszystkie utwory na nowy album tak jak poprzednio napisali sami, a producenckie szlify zapewnili im tacy ludzie jak Paul Epworth (Adele, Florence & The Machine), Greg Kurstin (Sia), Jon Hopkins oraz Tim Bran i Roy Kerr. Zapowiada się więc kolejna dźwiękowa uczta, zaserwowana przez niezwykle wrażliwych i zdolnych muzyków. — efdote


Egzotyka

Quebonafide

QueQuality

Wydanie drugiego studyjnego albumu Quebonafide to bez wątpienia duże wydarzenie, niekoniecznie jedynie muzycznie. Krążkowi towarzyszyła dobrze zaplanowana akcja promocyjna — od znakomicie zrealizowanych teledysków, po „Przygody Wesołego Hypemana” z różnych części świata. Na pewno Egzotyce nie można odmówić rozmachu, każdy kawałek to oddzielna historia. Na płycie znajdziemy między innymi refleksyjne utwory takie jak „Zorza” czy „Bollywood”, mocno boombapowe akcenty w postaci „To nie jest hip-hop” z KRS-Onem oraz piosenki, takie jak „Madagaskar”, które skutecznie rozpalają publikę każdego koncertu Quebo. Mimo dużej różnorodności, płyta zachowuje charakter koncept albumu, którego głównym tematem są podróże. Pozwoliły one spojrzeć raperowi z innej strony zarówno na odwiedzane kraje, ich kulturę, historię oraz społeczeństwo, jak i w głąb siebie. — Polazofia


Known Unknowns

Billy Woods

Backwoodz Studioz

Nie będzie to z pewnością łatwy w odbiorze krążek. Nowojorczyk Billy Woods należy raczej do grona raperów, których teksty mają w sobie potężną dawkę brudu i jeszcze więcej ukrytych znaczeń. Nie bez powodu artysta bardzo dobrze rozumie się z Aesop Rockiem, który nie dość, że rzucił mistrzowską zwrotkę w singlowym „Wonderfull”. Większością warstwy muzycznej zajął się dobry znajomy obydwu wymienionych tu nawijaczy, czyli Blockhead, który wnieść ma do tego albumu ponoć trochę melodii. Warto więc chyba zapoznać się z nieznanym. — efdote


Chuck

Chuck Berry

Dualtone

Po tym jak zmarły przed dwoma miesiącami prekursor rock & rolla został uhonorowany właśnie pierwszym w jego trwającej ponad 60 lat karierze oficjalnym teledyskiem, przyszedł czas na ostatni w jego karierze krążek, wydany już niestety pośmiertnie. Chuck został ukończony na krótko przed śmiercią artysty, a krążek wspólnymi siłami wydali Dualtone i Decca. To pierwszy album Berry’ego składający się głównie z premierowego materiału od 1979 roku. — Kurtek


A Rift in Decorum: Live at the Village Vanguard

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Jeśli macie wątpliwości co do kondycji i prawdziwości współczesnego jazzu, powinniście posłuchać 35-letniego amerykańskiego trębacza Ambrose’a Akinmusire’a. Jest po temu akurat sposobność, bo muzyk wydał właśnie wyrafinowany dwupłytowy koncertowy album A Rift in Decorum: Live at the Village Vanguard nagrany wspólnie z jego kwartetem. Na krążek nawiązujący miejscem, w którym dokonano nagrania — nowojorskiego Greenwich Village, do bogatej historii muzyki jazzowej złożyło się 18 premierowych kompozycji autorstwa Akinmusire’a, w których kunsztownie dialoguje z dawnymi mistrzami. — Kurtek


Jazzująco: Brad Mehldau, Vijay Iyer, Ambrose Akinmusire i inni na tegorocznym Warsaw Summer Jazz Days

Image1

Tegoroczna edycja powstałego w 1992 roku festiwalu Warsaw Summer Jazz Days zapowiada się wyjątkowo ciekawie. W programie największe nazwiska amerykańskiego jazzu i intrygujące projekty polskie, europejskie i światowe. Tegoroczna edycja odbędzie się między 9 a 12 lipca w warszawskim Soho Factory.

Już pierwszego dnia imprezy usłyszymy dwa znakomite projekty muzyczne ostatnich miesięcy Vijay Iyer Trio wykona materiał z ich najnowszego krążka Break Stuff wydanego przez ECM, a kwartet Ambrose’a Akinmusire’a zaprezentuje m.in. kompozycje z wydanej przed rokiem post-bopowej płyty The Imagined Savior Is Far Easier to Paint. Tego samego dnia usłyszymy włoskie Giovanni Guidi Trio, które przed tygodniem nakładem ECM wydało swój najnowszy album This Is the Day.

Drugiego dnia natomiast będzie okazja podsłuchać projektu Vibes Quartet, namłodszego z braci Marsalis, wibrafonisty Jasona Marsalisa oraz tria organowego amerykańskiego saksofonisty Jamesa Cartera, który na przełomie wieków zasłynął takimi płytami jak Conversin’ With the Elders czy Chasin’ the Gypsy. Line-up domknie występ być może najważniejszego amerykańskiego pianisty jazzowego minionego dwudziestolecia, Brada Mehldau, który wystąpi z towarzyszeniem swojego nieśmiertelnego tria.

Dzień trzeci wypełnią projekty specjalne — najpierw koncert laureata konkursu OpenJazz, a następnie występ Krzysztofa Kobylińskiego z The World Orchestra Project, w ramach którego kompozycje muzyka zostaną specjalnie zaaranżowane dla Orkiestry Aukso, najbardziej znanego polskiego zespołu grającego muzykę współczesną, dyrygowanego przez Marka Mosia.

Natomiast ostatniego dnia imprezy będziemy mogli usłyszeć dwa nietuzinkowe projekty Sly & Robbie meets Nils Petter Molvær, gdzie słynna jamajska sekcja rytmiczna (która swego czasu remiksowała m.in. utwory Fugees czy No Doubt) spotka się z norweskim trębaczem Nilsem Petterem Molværem (któremu towarzyszyć będą zresztą nie mniej uznane nazwiska — Eivind Aarset na gitarze i Vladislav Delay na klawiszach). Festiwal zamknie koncert basisty Billa Laswella, który zaprosił do współpracy marokańską grupę Master Musicians of Jajouka.

Szczegółowy program festiwalu:

Dzień pierwszy: 9 lipca

Giovanni Guidi Trio
Ambrose Akinmusire Quartet
Vijay Iyer Trio

Dzień drugi: 10 lipca

Jason Marsalis Vibes Quartet
James Carter Organ Trio
Brad Mehldau Trio

Dzień trzeci: 11 lipca

Laureat konkursu OpenJazz
Laureaci Jazzowego Debiutu Fonograficznego 2015 Instytutu Muzyki i Tańca:Apprentice
Patryk Kraśniewski Trio
Music of Krzysztof Kobyliński: Joey Calderazzo, KK Pearls, Orkiestra Aukso, Stanisław Soyka

Dzień czwarty: 12 lipca

Sly & Robbie meet Nils Petter Molvaer
Bill Laswell Material & The Master Musicians of Jajouka