ariana grande

Recenzja: Ariana Grande Positions

Ariana Grande - Positions

Ariana Grande - Positions

Ariana Grande

Positions

Republic

Mariah Carey promuje właśnie świeżo wydaną autobiografię The Meaning of Mariah Carey, tymczasem najbardziej wyrazista spadkobierczyni jej kilkuoktawowego dorobku (przy czym uściślijmy: Mariah śpiewa w skali pięciu oktaw, bohaterka tej recenzji w czterech) tworzy filary własnej. Ariana Grande nie osiadła na laurach po Thank U, Next i wydała album, który można by skwitować jako realizację rapowej, a zarazem coacherskiej maksymy better done than none.

Tyle że zarzut impulsywności wydawniczej wprowadza dylemat poznawczy, i główny problem Positions — trudno bowiem posądzić o bylejakość ten wycyzelowany zestaw, niezupełnie przypominający gryzmoły na marginesie poczynione w trakcie rozmowy telefonicznej. Dlaczego więc tak właśnie brzmi? Czyżby nasza permanentnie rozmieniana na drobne uwaga była ciągle za mało podzielna na formalną kompresję tej płyty?

A jednak. Nie sposób dostrzec całej grandy treści, kiedy się uczestniczy w maratonie Arianowych miniaturek. Słuchanie Positions przypomina przeglądanie newsfeeda; to takie ulotne impresje w formie dźwiękowych kolaży, stroniących od sztywnej struktury utworów z mostkiem. Srogo się zdziwiłam, kiedy zorientowałam się, że mostki w tym krajobrazie występują; ich rolą, zamiast nachalnego wytrącania z uwagi, jest utrzymanie jednostajnego poziomu energii. Czyli taki newsfeed, ale kontrolowany. „Maybe that’s just how it’s supposed to be”, śpiewa Grande w „Six Thirty” i po jakimś trzydziestym — może niezupełnie, ale rachuba w zderzeniu z Positions zostaje w lesie — odsłuchu łapię się z przerażeniem na myśli, że zaczynam jej wierzyć.

A przecież nie jesteśmy w lesie, tylko — podobnie jak w przypadku Jaguara koleżanki po piórze Victorii Monét, jednej z naczelnych postaci writerskiego sztabu Grande — w pościeli. I co jak co, ale umiejętność melanżu na Positions jest perfekcyjna — to najbardziej konsekwentne w karierze spotkanie między wysublimowaniem Yours Truly a trap-popowymi strzałami z Thank U, Next. Recykling idei, jaki przeprowadziła na płycie ta wielka ekipa, imponuje subtelnością. W rzeczonym „Six Thirty”, gdzie zmieszano musicalowe sacrum z trapowym profanum nie mniej sprawnie niż w „7 Rings”; w „My Hair” emanującym nieodpartym jazzem, brzmiącym jak wypolerowane „Daydreamin’”; albo w „Nasty” zaczynającym korbką z „The Way”, żeby przejść w trapową psychodelię alt-R&B z „In My Head”. Świetnie brzmi na papierze, ale w rzeczywistości już bardziej jak „Love Language” — zaczyna się spoko new-jack-swingiem, a kończy jakoś tak mniej spoko, outrem, które może coś znaczyć lirycznie, ale muzycznie już niezupełnie. A na wierzchu — polerka; po złożeniu wszystkich skrawków w całość Positions kłuje w oczy swoją nieinwazyjnością, z utworem tytułowym na czele. Oddajmy Arianie sprawiedliwość, że dała nam wytchnienie od bombastyczności poprzedników. Tylko że przy okazji wytrwałego polerowania formy, zawartość wokalno-instrumentalna transformowała w pozłotko.

Positions kończy bardziej tradycyjne „Pov”, stawiając nas przede wszystkim w sytuacji rozproszenia; pozycji, w której lądujemy w innym pomieszczeniu i zastanawiamy się, po co do niego przyszliśmy. „Co ja tutaj właściwie chciałam?” Ja chciałabym się jeszcze łudzić, że ten album nie jest introdukcją do popowej myśli muzycznej przyszłości. Trudno jednak mówić o jakichkolwiek przypadkach w polityce perfekcyjnego wizerunku scenicznego, którą uprawia Ariana Grande. Ona sama przyznaje się zresztą do kontroli absolutnej w rozmowie z Zachem Sangiem, zaznaczając też, że Positions to najbardziej konsekwentna i dojrzała płyta w jej dorobku. I w pewnym sensie trudno się z nią nie zgodzić. Ale patrzy się na to z ciężkim sercem.

Retro trap-pop Ariany Grande

Ariana Grande

Ariana Grande jako lolita, robot i naukowczyni

Ariana Grande była już ostatnio prezydentką, ale to jedynie początek długiej listy jej aspiracji, które konsekwentnie urzeczywistnia w kolejnych teledyskach. W najnowszym do „34+35” wciela się w aż trzy role — naukowczyni powołującej do życia Arianę-robota oraz retro lolity. Wszystko to doskonale koresponduje ze staromodnymi smyczkami, którymi podszyty jest ten trap-popowy jednak numer. To zdecydowanie bardziej przebojowy i wyrazisty wybór na singiel z ostatniego krążka piosenkarki niż tytułowe „Positions”. Tak trzymać!

#FridayRoundup: EABS, Ariana Grande, Common i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Wydawnicza jesień wciąż wydaje obfite plony. W ten weekend po raz kolejny w kręgu naszych zainteresowań znalazła się szeroka grupa premier płytowych. O najciekawszych piszemy poniżej — wśród nich: EABS w hołdzie Sun Ra, Ariana Grande, Common, Trippie Redd, Sam Smith, Ill Bill, Alxndr London, Atmosphere i Busta Rhymes. Wszystkie one i jeszcze więcej na plejliście #FridayRoundup na dole artykułu.


#FridayRoundup

Discipline of Sun Ra

EABS

EABS / Astigmatic

EABS ponownie wzięli się za repertuar mistrza. Tym razem postanowili oddać hołd Sunowi Ra — artyście, którego trudno zaszufladkować, bo określenie „muzyk” nie opisuje całej jego działalności. Ra znany był przede wszystkim jako kompozytor i pianista jazzowy, ale poświęcał się również filozofii i poezji. Nagrał dziesiątki albumów sięgając po różne brzmienia — ragtime, swing czy free jazz. Disciplines of Sun Ra to siedem utworów będących nowymi odsłonami dorobku Suna. Proces twórczy albumu skupił się wokół dwóch idei — dekonstrukcji oraz dyscypliny. Poprzedni materiał EABS, Slavic Spirits, był podróżą z mroku w stronę światła. Tym razem zapowiada się kosmiczna podróż na szaloną planetę Sun Ra. — Polazofia


#FridayRoundup

Positions

Ariana Grande

Republic / UMG

Gdy za oknem robi się coraz chłodniej, ale jednocześnie czujemy, że na puszczanie świątecznych piosenek jest jeszcze za wcześnie, z pomocą przychodzi nam Ariana Grande, która na nowym albumie próbuje otulić nas swoim głosem i przekonać, że spędzenie całego dnia w łóżku wcale nie musi być nudne. Artystka na wstępie jasnym komunikatem (utwór o wymownym tytule „Shut Up”) ucisza wszystkich krytykantów – bije od niej pewność siebie i, jakże zaskakujący w 2020 roku, optymizm. Już w pierwszym singlu podzieliła się z nami radością, jaką daje jej budowanie obecnego związku i wygląda na to, że tym razem nie pozwoli, by cokolwiek stanęło jej na drodze do szczęścia. Chwile zwątpienia miewa tylko w duetach z The Weekndem (pomyśleć, że od ich pierwszej współpracy minęło aż sześć lat!) i Ty Dolla $ignem (mistrz featuringów jak zwykle w formie), jednak panowie spieszą jej ze zrozumieniem i zapewnieniami miłości. Co ciekawe, ich „Off the Table” i „Safety Net” są najgrzeczniejszymi i najwolniejszymi propozycjami na albumie. Z resztą, raczej nie znajdziemy na nim kawałka o sile porywającej tłum podczas koncertu. Ariana uznała Positions za ulubiony projekt w swoim dorobku. Czy słuchacze również go pokochają? — Katia


#FridayRoundup

A Beautiful Revolution (Pt 1)

Common

Common / Loma Vista / Concord

W Stanach wybory, a Common postanowił z tej okazji uraczyć nas kolejnym zaangażowanym projektem. A Beautiful Revolution (Pt 1) to trzynasty solowy krążek w dorobku rapera z Chicago. W skład krążka wchodzi dziewięć premierowych numerów, na których obok gospodarza pojawiają się Black Thought, Lenny Kravitz i PJ. W warstwie muzycznej nie brakuje jazzu, soulu, a za podkłady odpowiada m.in. Karriem Riggins. Muzyczne ukojenie na trudne czasy. — Mateusz


#FridayRoundup

Pegasus

Trippie Redd

1400 Entertainment / TenThousand Projects

Niezrażony potężnym wyciekiem sprzed paru tygodni Trippie Redd postanowił dopiąć swego i wydać swój trzeci album tak, jak pierwotnie było to zaplanowane. Pegasus to aż 26 numerów, na których usłyszymy całą plejadę producentów i gości. Wśród nich znaleźli się m.in. ATL Jacob, Scott Storch, Lil Wayne, Busta Rhymes czy nawet wyciągnięty z odmętów ery ringtone’owego rapu Sean Kingston. Dotychczas większość projektów rapera z Ohio reprezentowała wybitnie nierówny poziom, dlatego do najnowszego krążka najlepiej podejść z rezerwą — nawet jeśli promujące go „Excitement”, „I Got You” i „Sleepy Hollow” okazały się całkiem udanymi singlami. — Adrian


#FridayRoundup

Love Goes

Sam Smith

Universal / Capitol

Różnie żeśmy o Samie Smithie pisali przez lata — nie tylko używając różnych zaimków, ale też niekoniecznie pozytywnie odbierając jego kolejne płyty i single. W zeszłym roku w artyście wreszcie obudziła się prawdziwa dyskotekowa królowa i mieliśmy nadzieję, że Love Goes pójdzie w ślady ostatniego albumu Jessie Ware. Sam Sam nie miał jednak chyba do końca na tę płytę pomysłu, bo single krążek promujące były zbiorem rozmaitości i taki jest też ten album. Jedno na pewno się tu Smithowi udało — wydostać się z okowów roli smutnego popsoulowego wyjca, w której sam zamknął się dwiema poprzednimi płytami. Jest tu dużo więcej popowej zabawy, ale w dalszym ciągu to raczej zachowawcza i grzeczna odsłona artysty, który większość swoich głośnych deklaracji wygłosił niestety pozamuzycznie. — Kurtek


#FridayRoundup

La Bella Medusa

Ill Bill

Uncle Howie

Ill Bill to eastcoastowy wyjadacz, mocno przesiąknięty klimatem kolektywu Jedi Mind Tricks i wpływami swojego młodszego brata, cieszącego się znacznie szerszą środowiskową estymą horrorcore’owca Necro. Te tropy estetyczne w roku 2020 wydają się być już nieco przedawnione i nieaktualne i taki też jest La Bella Medusa. Pompatyczny, agresywny hardcore rap na patetycznych smyczkach i „spooky” rapsy o szaleństwie to relikt epoki z której hip hop słusznie zrezygnował od przeszło dekady, co najboleśniej słychać w bezlitośnie nasterydowanym numerze „Illest Killers”. I nawet jeżeli z bagażu wpływów i doświadczeń chwilami przebija się wyraźny wpływ ostatnich działań chłopaków z Griselda records, całość to jedynie przyzwoita robota rzemieślnika dobrze wyrobionego w swoim fachu. — Wojtek


#FridayRoundup

III Meta

Alxndr London

Alxndr London

Najnowszy, piąty projekt brytyjskiego iluzjonisty Alxdra Londona IIIMeta to wydawnictwo zdecydowanie odmienne, od dotychczasowych. Mniej w nim melodii, więcej rytmiki i balearskich dźwięków w stylu donwtempo. Za produkcję odpowiedzialny jest producencki kolektyw Bon Music Vision, oddając afrofuturystyczny klimat, w którym od początku porusza się Alxndr. EP, wydanemu z okazji 60. rocznicy niepodległości Nigerii, nie bez powodu nadano symboliczny tytuł. Oznacza „3” zarówno w językach romańskich, jak również w języku Joruba (Meta). Trójka bardzo kocha życie i jest z natury radosna. IIIMeta wnosi więc radość, ale zmusza również do refleksji nad przemijającym światem. — Forrel


#FridayRoundup

The Day Before Halloween

Atmosphere

Rhymesayers Entertainment

Po świetnym, nagranym wraz z Mursem jako projekt Felt, krążku Felt 4 You, zespół Atmosphere powraca ze swoim jedenastym już albumem, na którym Slug i Ant wyszli wyraźnie ze swojej strefy komfortu. O ile wszystkie poprzednie krążki podobne były do siebie brzmieniowo i dążyły do wyraźnego załagodzenia klimatu, tak wydawnictwo zatytułowane The Day Before Halloween, to już ostra jazda, pełna ciężkich produkcji, mocnych bębnów i zniekształconych syntezatorów. Na tym wszystkim jak zawsze niezawodny Slug, kolejny raz snuje swoje równie mroczne, jak muzyka tu obecna opowieści, tworząc w ten sposób zdecydowanie najbardziej oryginalne wydawnictwo w dyskografii grupy. — Efdote


#FridayRoundup

Extinction Level Event 2: The Wrath of God

Busta Rhymes

The Conglomerate / Empire

Busta powraca po ośmiu latach po koszmarze, jakim było wydane w 2012 roku Year of The Dragon. Swój kolejny album zapowiadał od lat. Aż tu nagle, ni z tego, ni z owego, pojawił się ten tragiczny singiel z Vybz Kartelem, a później kolejny, niezbyt udany, numer z Andersonem .Paakiem. Coś ewidentnie było nie tak i ktoś, kto doradzał raperowi przy ich wyborze, jako motorów napędowych projektu, podjął ewidentnie błędne decyzje. Na swoich profilach społecznościowych 9th Wonder pisał, że E.L.E. 2 jest płytą roku, więc może jednak warto dać jej szansę? W końcu o Buście było przez ostatnie lata stosunkowo cicho, tracklista jest długa, więc może nie będzie tak źle i trafi się parę kozaków, których będziemy słuchać latami? Mimo wszystko jestem dobrej myśli. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Ariana Grande udowadnia swoją wszechstronność

Ariana Grande na prezydenta!

Atmosfera w Stanach robi się gorąca – w zeszły piątek odbyła się finałowa debata prezydencka, a Ariana Grande wypuściła singiel „Positions” zwiastujący rychłą premierę jej szóstego albumu o tym samym tytule. Artystka doskonale wpisała się w wyborczy czas. W teledysku wystąpiła w roli głowy państwa, pełnej młodzieńczej energii i otoczonej zaufanymi doradczyniami (i doradcami). Bez względu na tegoroczny wynik, na tak rewolucyjne zmiany w gabinecie Ameryka poczeka przynajmniej cztery lata.

Sam utwór ma w sobie lekkość i dziewczęcy urok („Touch My Body” Marii Carey vibes, anyone?). Wokalistka zwraca się w nim do ukochanego i deklaruje swoje zaangażowanie w budowanie związku. Z entuzjazmem podchodzi do czekających ją wyzwań, zaplanowanych na poszczególne dni tygodnia. Jeśli ktoś jeszcze wątpi w siłę kobiet, niech spojrzy na Arianę, która w „Positions” bez cienia zmęczenia godzi zawodowe obowiązki z kuchennymi eksperymentami, albo posłucha jej przeboju „God Is a Woman”, obecnie rozbrzmiewającego na polskich ulicach.

Witajcie w Białym Domu

Autorem wspomnianego klipu jest słynny Dave Meyers. Ostatnimi czasy pociągają go miejsca dostępne tylko dla wybranych – dopiero co dostał się do głównej siedziby Nike, by na jej terenie nakręcić teledysk do „Laugh Now Cry Later”, a już zagląda we wszystkie zakamarki Białego Domu. Co prawda, w tym drugim przypadku musiał sięgnąć po komputerowe techniki, gdyż do uzyskania przepustki nie wystarczył nawet status czołowego reżysera. Tym sposobem, Ariana swobodnie krąży między Gabinetem Owalnym a kuchnią i sypialnią. Sądząc po portrecie jej psa wiszącym w pokoju konferencyjnym, zadomowiła się tam na dobre.

Na nadchodzącej płycie, mimo napiętych grafików związanych z promocją własnych wydawnictw, gościnnie pojawią się The Weeknd oraz Ty Dolla $ign.  Nie zabraknie również kobiecego duetu (utwór „Motive” z Doją Cat). Czy piosenkarka rzeczywiście potrafi sprostać każdemu zadaniu, przekonamy się już jutro.

Ariana Grande ze wsparciem dla Lizzo

Ariana Grande ze wsparciem dla Lizzo

Lizzo i Ariana Grande czują się naprawdę dobrze!

Choć przebojowe „Truth Hurts” w dalszym ciągu okupuje szczyt amerykańskiej listy singli, Lizzo ma już kolejny hit na horyzoncie. Po przełomowym występie na MTV VMA, kiedy piosenkarka przeszła płynnie ze wspomnianego „Hurts” w inny przegapiony przez publikę numer ze swojego katalogu — „Good as Hell”. I to był strzał w dziesiątkę, bo numer podłapały stacje radiowe, a teraz Lizzo stoi przez naprawdę realną szansą na kolejny duży przebój. Żeby pomóc sprawie, artystka dziś podzieliła się remiksem piosenki z Arianą Grande, który nie jest żadnym ulepszeniem znakomitego oryginału, ale jeśli ma wywindować „Good as Hell” na szczyty, jesteśmy za! Posłuchajcie tego niespodziewanego duetu poniżej.

Ariana Grande, Miley Cyrus i Lana Del Rey jako Aniołki Charliego

Ariana Grande, Lana Del Rey i Miley Cyrus połączyły siły na potrzeby remake’u „Aniołków Charliego”. W „Don’t Call Me Angel” wokalistki wcielają się w niegrzeczne agentki do zadań specjalnych. W popowo-trapowym nagraniu dominuje wokal Ariany Grande. Swoje 5 minut ma też zadziorna Cyrus. Od diabelskiej anielicy Lany Del Rey słyszymy za to kilka typowych dla niej linijek: „I fell from Heaven, now I’m living like a devil”. „To nie Destiny’s Child” — grzmią internauci. Do niezależnych kobiet faktycznie triu daleko. „Don’t Call Me Angel” jest na pewno najlepszym utworem Ari od czasu „Break Up…”. Premiera filmu już w listopadzie.

Nowy teledysk: Ariana Grande feat. Social House „Boyfriend”

Znudzona wykonywaniem starych kawałków Ariana Grande postanowiła stworzyć przebój tego lata. W singlu „Boyfriend” udziela się gościnnie duet Social House. Amerykańska grupa towarzyszy wokalistce na trasie „Sweetener Tour” jako support. Zespół zadebiutował w zeszłym roku wspólnym nagraniem z Lil Yachtym. Razem z Arianą tworzą w klipie do „Boyfriend” dość nietypowy miłosny trójkąt. Jak informuje sama artystka, piosenka opisuje klasyczną niechęć do zobowiązań i zaangażowania się w związek. Miłosne podchody stają się w tym przypadku w końcu niebezpieczne. Zazdrosna piosenkarka mści się w dość szokujący sposób na potencjalnych rywalkach. Zobaczcie poniżej, jakie ma pomysły.

Ariana Grande na okładce Vogue’a i z wizualizacjami do „In My Head”

Co się dzieje w głowie Ariany Grande? Jeszcze niedawno dzieliła się na swoim koncie na Instagramie niepokojącymi skanami mózgu. Teraz pojawia się na okładce sierpniowego wydania „Vogue’a”. Na jego potrzeby stworzono specjalną digitalową wersję jednego z hajlajtów Thank U, Next „In My Head”. Wokalistka zaprasza w nim do pokoi swojego umysłu. Przemierza białe przestrzenie i przybiera kolejne pozy. Tańce butów, konfiguracje i obroty podzielonego ekranu, rzeźby i specjalne efekty tworzą tło dla jej odbijającego się w powietrzu głosu. Powstawanie futurystycznej wizualizacji w reżyserii Bardii Zeinali można podejrzeć na kanale magazynu mody.

Gość specjalny na drugiej imprezie spod szyldu Soulbowl!

Mamy przyjemność zaprosić Was na drugą imprezę z naszej serii we Wrocławiu! 18 maja w klubie One Love będziemy bawić się w rytm naszych ulubionych numerów z przestrzeni ostatnich 20 lat. Poprzednie wydarzenie kręciło się wokół Rihanny i Drake’a, a za muzykę odpowiedzialni byli Spisek Jednego oraz Paul Orlov. Tym razem bierzemy na warsztat Arianę Grande z Big Seanem. Oprócz nich będzie można potańczyć do Kendricka, Beyonce, Travisa Scotta, Kanyego i wielu innych! Dobrą zabawę zapewni, już po raz drugi, Paul Orlov, a w uzupełnieniu duetu DJ-skiego znajdzie się Novicky — legenda wrocławskich rapowych imprez. Gościem specjalnym imprezy będzie TEDE wraz z ekipą NWJ i zagra dla Was na żywo.

Kiedy?: sobota, 18 maja, start 22:00
Gdzie?: Klub One Love, Wrocław (ul Ofiar Oświęcimskich 36)

Obecnie trwa duży konkurs:


Sprzedaż lóż odbywa się poprzez prywatną wiadomość na naszym Facebookowym fanpage’u. Pieniądze za lożę są do wykorzystania na barze. Rozkład loży znajduje się w jednym z postów na wydarzeniu (link poniżej)
Bilety można kupić na miejscu w cenie 25 PLN do godz. 23:00 oraz 35 PLN po 23:00.

Śledźcie wydarzenie na Facebooku!

Druga impreza spod szyldu Soulbowl!

Mamy przyjemność zaprosić Was na drugą imprezę z naszej serii we Wrocławiu! 18 maja w klubie One Love będziemy bawić się w rytm naszych ulubionych numerów z przestrzeni ostatnich 20 lat. Poprzednie wydarzenie kręciło się wokół Rihanny i Drake’a, a za muzykę odpowiedzialni byli Spisek Jednego oraz Paul Orlov. Tym razem bierzemy na warsztat Arianę Grande z Big Seanem. Oprócz nich będzie można potańczyć do Kendricka, Beyonce, Travisa Scotta, Kanyego i wielu innych! Dobrą zabawę zapewni, już po raz drugi, Paul Orlov, a w uzupełnieniu duetu DJ-skiego znajdzie się Novicky — legenda wrocławskich rapowych imprez. Gościem specjalnym imprezy będzie TEDE wraz z ekipą NWJ i zagra dla Was na żywo.

Kiedy?: sobota, 18 maja, start 22:00
Gdzie?: Klub One Love, Wrocław (ul Ofiar Oświęcimskich 36)

Obecnie trwa duży konkurs:


Sprzedaż lóż odbywa się poprzez prywatną wiadomość na naszym Facebookowym fanpage’u. Pieniądze za lożę są do wykorzystania na barze. Rozkład loży znajduje się w jednym z postów na wydarzeniu (link poniżej)
Bilety można kupić na miejscu w cenie 25 PLN do godz. 23:00 oraz 35 PLN po 23:00.

Śledźcie wydarzenie na Facebooku!

Wspólny singiel Ariany Grande i Victorii Monét

Po tym jak Grande wypuściła dwie płyty w ciągu pół roku, zgodnie z własnymi deklaracjami, że marzy jej się swoboda wydawnicza porównywalna z popularnymi raperami, prezentuje nowy singiel. W numerze zatytułowanym „Monopoly” piosenkarkę wspiera wokalnie relatywnie niszowa wciąż w porównaniu do Grande Victoria Monét, która w zeszłym roku wydała całkiem udany podwójny krążek Life After Love. Prywatnie panie ponoć się przyjaźnią, ale media plotkarskie zalała fala spekulacji i plotek w związku z linijką „I like women and men”, która pojawia się w tekście numeru. Sam kawałek ma bardziej trapowy niż popowy vibe i trudno nie odnieść wrażenia, że Grande inspiruje się raperami nie tylko jeśli chodzi o sposób wydawania muzyki, ale też o jej formę artystyczną.

Recenzja: Ariana Grande Thank U, Next

Ariana Grande

Thank U, Next (2019)

Republic

Niewinna, łagodna, piękna, z tlenionymi włosami i przejmującym, zapatrzonym w dal wzrokiem — taka jest Ariana Grande na okładce wydanego zaledwie parę miesięcy temu Sweetener. Nie do końca było wiadomo, czy to wzrok pełen nadziei czy strachu. Z pewnością był to ważny moment w jej życiu, w końcu zdołała pozbierać się po zamachu w Manchesterze i ponownie dać fanom muzykę i kolejny kawałek siebie. Z perspektywy czasu, Sweetener okazuje się istotny dla kariery wokalistki, jest początkiem jej artystycznej emancypacji oraz krokiem w bok z poprawnej do bólu popowej ścieżki.

Okładka jej najnowszego wydawnictwa, Thank U, Next, powstała jakby w odpowiedzi do swojej poprzedniczki. Jest odbiciem w krzywym zwierciadle — kolejne tragiczne wydarzenia w życiu wokalistki sprawiły, że przesłodzony wizerunek ustąpił tajemniczej, nagiej i mrocznej Arianie. Nie oznacza to, że nie odnalazła siły, wręcz przeciwnie, stara się zamknąć ten tragiczny okres, rozliczyć ze sobą i ze swoimi bliskimi oraz zmierzyć się z tragiczną śmiercią jej byłego partnera, Maca Millera. Ariana próbuje przejąć kontrolę nad swoim życiem, ale w przeciwieństwie do Sweetenera nie epatuje co chwilę szczęściem — w końcu daje sobie przyzwolenie na chwile słabości.

Thank U, Next nie było w planach. Po śmierci Maca, Ariana postanowiła odpocząć i pozbierać się po tragedii. Nie wisiała nad nią wytwórnia dobijająca się o kolejną płytę, w końcu dopiero co wydała świetnie przyjęte Sweetener. Mimo to, po półtoramiesięcznej przerwie, zdecydowała się wejść do studia i wszystkie swoje cierpienia przekuć na muzykę. Tym razem zrobiła to inaczej, w gronie najbliższych przyjaciół i współpracowników, którzy nie popychali jej do nagrywania. Jak widać, swoboda artystyczna oraz potrzeba ekspresji, wyszły jej na dobre. Czuć, że to jej album, zrobiony z własnej potrzeby, nienastawiony na aktualne trendy. Owszem, muzycznie czerpie z nich garściami, sporo tu odniesień do trapu, ale tak osobiste zwierzenia nie mogą być i nie są jedynie produktem. Ariana jest współautorką wszystkich piosenek. Skojarzenie dosyć luźne, bo kontekst powstania płyty zupełnie inny, ale Thank U, Next jest trochę jak Anti Rihanny, która tym krążkiem wreszcie zerwała z byciem kukiełką na bitach akurat modnych producentów. W przypadku Grande, ten proces należy rozłożyć na dwie płyty, ale to ta ostatnia jest jego ukoronowaniem. Featów brak, ale o dziwo, nie oznacza to wcale nudy. Poza tym zaproszenie jakiegokolwiek muzyka do pojawienia się jedynie jako ozdoba materiału dotykającego tak osobistych spraw, byłoby czymś, co zaprzecza jego idei. Jedynego featuringu, który pasowałby do wydźwięku albumu, nie usłyszymy już nigdy.

Ariana od jakiegoś czasu jest na świeczniku. Status supergwiazdy sprawia, że wiemy o niej wszystko. Stąd kontrowersje wokół pierwszego singla promującego album. „Thank U, Next” — zapowiadało tematykę albumu, który piosenkarka w całości poświęciła tematyce nieudanych związków, miłości i własnym wewnętrznym zmaganiom. Wiemy, że Grande nagrała różne wersje piosenki, na wypadek, gdyby jednak doszło do zaręczyn z Petem Davidsonem. Ariana zamiast chronić prywatność, wymienia swoich eks z imienia i nazwiska, w przewrotny sposób komentując nieudane związki. Utwór, w połączeniu z intertekstualnym teledyskiem, szybko osiągnął viralowy sukces, stając się nowym hymnem niezależnych nastolatek i godnym następcą „New Rules” Dui Lipy. W jednym z wywiadów Ariana przyznała, że tekstu „Thank U, Next” używa zawsze, by dodać sobie pewności siebie i przezwyciężyć przeciwności. Numer zyskał również wydźwięk feministyczny, dotykając tematu siły kobiet zdecydowanie zgrabniej niż prostolinijne „God Is a Woman”.

Nowy album Ariany to emocjonalne wzloty i upadki. Bliźniacze do tytułowego hitu są między innymi „Bad Idea”, „7 Rings” czy „Bloodline”, podobnie żywiołowe, stworzone ku pokrzepieniu i mające być dowodem na nową, silną Grande. Znacznie ciekawsze są te mroczne utwory, chwytające za gardło szczerością. Album otwierają dwie ballady — „Imagine” i „Needy”. Pierwsza z nich to numer otwarcie nawiązujący do Maca Millera. Ariana snuje w nim utopijną wizję ich wspólnego życia. Przy okazji pokazuje wokalne umiejętności, skutecznie sięgając po rejestr gwizdkowy. W minimalistycznym „Needy” również to ona jest na pierwszym miejscu — jej refleksje oraz jej głos. To dobra zmiana po Sweetenerze, na którym za dużo było post-trapowej deklamacji. Na szczególną uwagę zasługuje jeszcze „Ghostin”, który o mały włos, a nie znalazłby się na płycie — byłoby szkoda, bo to jeden z highlightów albumu. Już sama warstwa muzyczna przyprawia o dreszcze. Tajemnicze dźwięki są bowiem zdeformowanym samplem z „2009” Maca Millera, co dużo wyjaśnia przy interpretacji tekstu. Nieszczęśliwa miłość okazuje się przeszkodą w normalnym funkcjonowaniu i stworzeniu związku z Petem Davidsonem.

Płytę bronią również świetne bity, które stylistyką oscylują gdzieś między R&B a najnowszymi trendami trapowymi. Najmocniejszy pod tym względem jest zamykające płytę „Break Up With Your Girlfriend, I’m Bored” wyprodukowane przez duet Max Martin i ILYA. Mimo to znajdą się też numery zdecydowanie za słodkie muzycznie jak na ten etap twórczości — wśród nich „NASA” czy „Make Up”. Paradoksalnie, urocza Grande, którą niektórzy krzywdząco postrzegają jedynie jako jedną z ikon nastolatek, jest ciekawsza w mroczniejszych klimatach. A może po prostu chodzi o to, że sama przejęła kontrolę nad swoją muzyką? Ten album to zdecydowany krok w stronę dojrzałości artystycznej oraz wykładnia wewnętrznej batalii artystki. Miejmy nadzieję, że wygranej.

2 Chainz, Ariana i romantyczny szyk

Po pokojowym zażegnaniu potencjalnego sporu o plagiat dotyczącego głośnego utworu Ariany Grande „7 Rings” i wielu porównań, których numer doczekał się m. in. właśnie do twórczości 2 Chainza, Tity Boi i Ariana zaprezentowali teledysk do kolaboracji „Rule the World”.  Kawałek opatrzony scenami z niebanalnego zgromadzenia „gdzieś w Los Angeles”, w którym 2 Chainz rapuje (dość grzecznie i romantycznie) o miłości do żony, fani chwalą za muzyczny klimat ostatniego przełomu wieków, świetnie wpasowujący się w niego wokal Ariany i bardzo estetyczne wideo. „Rule the World” promuje najnowszy album 2 Chainza Rap or Go to the League, który ukazał się 1 marca. Przyjemność dla ucha i oka!

Grammy Awards 2019: kto zgarnął złoto?

Coraz częściej mówi się, że nagrody Grammy to już nie to samo, co kiedyś; że straciły znaczenie, że Akademii trudno nadążać za dynamicznie rozwijającą się sceną szeroko pojętej muzyki popularnej. Jedno jest jednak jasne: obserwować zawody lubimy wszyscy. Dzisiejszej nocy atrakcji nagrodowych nie brakowało, a w kategoriach bliskich miskowym klimatom był niemały tłok. Przed 61. rozdaniem Grammy, które poprowadziła dawno niesłyszana Alicia Keys, największego hałasu w nominacjach narobili Kendrick Lamar (aż 8 nominacji za Black Panther: The Album), Childish Gambino i Cardi B. Do kogo z naszych milusińskich (mniejszych lub większych) trafiły złote gramofony? Oto oni:

  • „This is America” — Childish Gambino — utwór roku (pierwszy raz w historii dla hip-hopowego kawałka!), nagranie roku, najlepsze wykonanie: rap/wokalne, najlepszy teledysk
  • Invasion of Privacy — Cardi B — najlepszy album: rap (wystrzałowy występ Bardi z singlem „Money” niejednemu oglądającemu galę zjeżył włos na głowie)
  • „God’s Plan” — Drake — najlepszy utwór: rap (Drizzy zaserwował wymowną wypowiedź na temat samej istoty wyróżnień takich jak Grammy, za co otrzymał szybkie i soczyste… przejście do reklam)
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: rap dla „Bubblin” Andersona.Paaka i „King’s Dead” drużyny w składzie Kendrick Lamar, Jay Rock, Future i James Blake
  • H.E.R. — H.E.R. — najlepszy album: R&B
  • „Boo’d Up” — Ella Mai — najlepszy utwór: R&B (niekwestionowany hit pochodzi z ciepło przyjętego debiutanckiego albumu Elli)
  • „Best Part” — H.E.R. & Daniel Caesar — najlepsze wykonanie: R&B
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: tradycyjne R&B dla „Bet Ain’t Worth the Hand” Leona Bridgesa i „How Deep Is Your Love” PJ’a Mortona i Yebby
  • Everything is Love — The Carters — najlepszy album: urban contemporary
  • Sweetener — Ariana Grande — najlepszy popowy album wokalny
  • Dua Lipa — najlepszy debiut (oprócz sporej liczby singli rozchwytywana młoda wokalistka ma na koncie jeden pełnowymiarowy krążek; w walce o nagrodę pokonała m. in. H.E.R. czy Jorję Smith)
  • Pharrell Williams — producent roku (m. in. dla The Carters, Migos, N.E.R.D., Ariana Grande)

Podczas gali najjaśniej błyszczały panie, szczególnie w kontekście występów. Początek wydarzenia z właściwą sobie werwą odznaczyła Camila Cabello przebojem „Havana” i doborowym towarzystwem m. in. Ricky’ego Martina. Janelle Monae nie zawiodła i zelektryzowała widzów wykonaniem „Make Me Feel”, 75. urodziny celebrowała legendarna Diana Ross, a H.E.R. w pięknym stylu i z wirtuozerskim popisem zaprezentowała utwór „Hard Place”. Aretha Franklin otrzymała fantastyczny hołd w postaci coveru „You Make Me Feel (Like a Natural Woman)” prosto ze złotych gardeł Fantasii Barrino, Andry Day i Yolandy Adams. Jednym z niewątpliwych highlightów wieczoru było widowisko od Travisa Scotta, który może i nie opuścił Staples Center z naręczem statuetek, natomiast z pewnością wywołał na scenie szaleństwo, o którym trudno będzie szybko zapomnieć (nawet chociaż — a może właśnie dlatego że — większość swojego show spędził w klatce). Moglibyśmy się czepiać zaskakującego wyboru Jennifer Lopez do wykonania Motown Tribute czy równie niespodziewanego połączenia Post Malone’a z Red Hot Chilli Peppers, ale należy przyznać, że w tym roku jest więcej przesłanek ku serdeczności niż uszczypliwości.

„Music’s Biggest Night” po raz kolejny przechodzi do historii. Pełną listę nominowanych i nagrodzonych, nie tylko z naszej działki, możecie zobaczyć na oficjalnej stronie Akademii. Uwagi, skargi, zażalenia? Dajcie znać, czy z Grammy w dłoniach do domów wracają wasi faworyci.

Nowy teledysk: Ariana Grande „Break Up with Your Girlfriend, I’m Bored”

Popowy reżim Ariany trwa w najlepsze, czego dowodem jest zaprezentowany dziś album Thank U, Next. Piąty krążek artystki zaserwował nam już mega hitowe single „Thank U, Next”, promocyjny „Imagine” oraz „7 rings”. Dwa z nich doczekały się teledysków, a gdyby ktoś dodatkowo cierpiał na niedosyt wideoklipów od Grande to artystka przygotowała niespodziankę dla swoich fanów w postaci poniższej wizualizacji do trzeciego, oficjalnego singla zatytułowanego „Break Up with Your Girlfriend, I’m Bored”. Tak jak w przypadku poprzednich klipów promujących najnowszą płytę wokalistki, tak i tu Ariana powierzyła reżyserię Hannie Lux Davis, której styl zdecydowanie wyróżnia się na tle innych, współczesnych twórców pop teledysków.

Tym razem nie grozi nam różowa gorączka, jest za to storyteling w którym, zgodnie z tytułem, Ariana próbuje uwieść postać graną przez Charlesa Meltona (znanego z netflixowego Riverdale) i skłonić go do zerwania ze swoją dziewczyną. Ale czy aby na pewno? Według wielu fanów artystki, za tym pozornie prostym przekazem, kryje się drugie dno. Arianators uważają, iż postać Ariany zrywa ze swym chłopakiem po to by skupić się na sobie i stąd też wynika wizualne podobieństwo Ariany do drugiej kobiety występującej w teledysku. Ten swoisty ménage à trois ma jednak pewien plot twist o którym możecie przekonać się po obejrzeniu wideoklipu.

Odsłuch: Ariana Grande Thank U, Next

Nie ma wątpliwości — Ariana Grande stoi obecnie na samym szczycie popowej gry, a Thank U, Next — płyta, zgodnie z zapowiedziami, oparta na osobistych przeżyciach piosenkarki, to bez wątpienia jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Choć ostatnie lata doświadczyły młodą piosenkarkę, ta nie tylko potrafiła wyjść z tego obronną ręką, ale jak na artystkę przestało, przekuła własne przejścia na nowy materiał. Thank U, Next jest mniej trappopowe niż zeszłoroczny Sweetener, ale to oczywiście w dalszym ciągu adekwatny brzmieniowo materiał — niektórzy już teraz mówią, że najlepsza płyta w karierze Grande. My jeszcze powstrzymamy się z werdyktem, ale już teraz zapraszamy do odsłuchu!

Internet oszalał, Ariana na szczycie, a Thank U, next coraz bliżej

Akcja promocyjna nadchodzącego krążka Ariany Grande to zjawisko, które zawładnęło internetem. Ari skutecznie bije kolejne rekordy popularności, najpierw dzięki kultowemu wręcz teledyskowi do thank u, next, potem za sprawą 7 rings, które przypadło do gustu zarówno tym, którzy lubią agresywny trap, jak i słodkie popowe brzmienia. Po drodze nie obyło się bez afer — Ariana została oskarżona o plagiat przez Princess Nokię, która stwierdziła, że 7 rings brzmi niepokojąco podobnie do Mine. Sądząc po statystykach, nie przyniosło to żadnych strat wokalistce. Przeciwnie, zainteresowanie krążkiem Ari wciąż wzrasta. Wreszcie poznaliśmy szczegóły! Thank U, next ukaże się 8 lutego, będzie składać się z 12 utworów, a dominującym kolorem wydawnictwa będzie róż. Na instagramowym koncie sweetener możecie sprawdzić, jak (prawdopodobnie) prezentuje się okładka płyty oraz posłuchać fragmentu bitu, który brzmi naprawdę świetnie. Czekamy z niecierpliwością, co tym razem zaserwuje nam Grande i obserwujemy — z zaciekawieniem i lekkim dystansem — jej muzyczną przemianę.

Rapująca Ariana Grande w teledysku do nowego singla „7 Rings”

Grande coraz śmielej przymierza się do premiery swojego piątego w dorobku krążka. Po mega hicie „Thank U, Next” oraz „Imagine” artystka zaprezentowała trapowy banger „7 Rings” (dodatkowo w asyście klipu). Ariana odkryła w sobie pierwiastek gangsta i zaserwowała naprawdę dobre braggadacio. Utwór powstał na bazie prawdziwej historii, kiedy to artystka wraz z kliką przyjaciółek udały się do Tiffany’ego, wstawiły serwowanym tam szampanem, a wokalistce włączył się syndrom kompulsywnej zakupoholiczki przez który nabyła siedem pierścionków zaręczynowych, dla siebie jak i BFF’s. Efektem tej historii jest solidna, pop-trapowa kompozycja, której nie powstydziłyby się hordy popularnych obecnie za oceanem, małoletnich raperów. Klip ocieka różem oraz zamierzonym i estetycznie strawnym kiczem. Widać też spory wpływ uwielbianej przez Ariane, Nicki Minaj.

Śpiewane zwrotki „7 Rings” oparte są na melodii „My Favourite Things”, nieśmiertelnego, musicalowego klasyka z Dźwięków Muzyki wykonywanego przez Julie Andrews. Trzeba przyznać, że to dość ciekawy i intrygujący zabieg zważywszy na dość konsumpcyjny i materialistyczny przekaz kompozycji „7 Rings”. Jeśli jesteśmy świadkami narodzin współczesnej wersji „Independent Woman Part I” to przyszło nam żyć w naprawdę ciekawych czasach.

Ariana Grande przemawia do wyobraźni

Ariana Grande podzieliła się właśnie drugim singlem z zapowiedzianego enigmatycznie nadchodzącego krążka Thank U, Next. Numer zatytułowany „Imagine” nie jest na szczęście coverem przeboju Johna Lennona — Ariana pozostaje w nim wierna brzmieniu bardziej balladowej części tegorocznego Sweetenera, co w żadnym razie nie wyklucza zdecydowanego trapowego bitu zestawionego rytmiką klasycznego walczyka zwieńczonego porwanym, ale jednak dość mocnym refrenem, w którym piosenkarka śpiewa — „imagine a world like that”. „Imagine” to kolejne ujęcie tematu nieudanych związków, wokół którego koncentrować ma się cały krążek.

Nowy teledysk Ariany Grandy z nawiązaniem do amerykańskich komedii

Nowy teledysk Ariany Grandy z nawiazaniem do amerykanskich komedii

Fani pop gwiazdki Ariany Grande mogę z ulgą wyłączyć stoper. Odliczanie do premiery teledysku do singla „Thank U, Next” dobiegło końca. W klipie, wyreżyserowanym przez Hannah Lux Davis, wokalistka, gdyż ciężko nazwać artystką osobę, która kreowana jest przez sztab ludzi, wciela się w postacie z kultowych amerykańskich komedii. Na tapetę wzięto Dziś 13, jutro 30, Dziewczyny z drużyny, Legalna blondynka oraz Wredne dziewczyny. Jak przystało na duże pieniądze, wideo nakręcono z rozmachem i czuć zainwestowany dolar. Nie zabrakło również znanych twarzy amerykańskiego ekranu. W obrazku zobaczycie Kris Jenner, Troye’a Sivana, Victorię Monét, Taylę Parx, Jennifer Coolidge i… psa Ariany Toulouse. Całość, jak przystało na Grande, jest dziewczęca i cukierkowa, czyli mdła jak najgorsze perfumy rozpylone w czasie lotu w przepełnionym pasażerami samolocie. Dziękuję, ale nie. Następny!