common

Kendrick Lamar, Common, Snoop Dogg i Flying Lotus na nowej płycie Herbiego Hancocka

Nowa płyta Herbiego Hancocka zbliża się wielkimi krokami. Nie ma jeszcze tytułu i ustalonej daty premiery, ale przynajmniej wiemy już kto będzie udzielał się gościnnie. Na mikrofonach usłyszymy Kendricka Lamara, Snoop Dogga i Commona, ale wiadomo też, że na krążku pojawią się Flying Lotus i Kamasi Washington. W wywiadzie dla San Diego Union-Tribune Herbie powiedział:

Nie mam tak dużo deadline’ów jak wiele lat temu, kiedy należałem do jednej z dużych wytwórni. Teraz mam swój label, prowadzę umowy i sam ustalam terminy, ale (…) powodem, dla którego się śmieję jest to, że to właśnie deadline’y wymuszają na mnie wymyślanie czegoś nowego, powodują, że robię rzeczy, których normalnie bym nie zrobił.

Odniósł się też do współpracy z młodymi twórcami:

Bardzo dużo się uczę od młodych ludzi, z którymi pracuję. Nigdy nie chcę przestać się uczyć. I nawet nie myślę tak: ‚Zrobię tą płytę, wypuszczę ją, wypromuję, zagram parę koncertów, a potem, w którymś momencie, zacznę pracę nad nowym albumem’. Dzisiaj możesz wypuścić dwa kawałki, potem jeszcze coś innego, co jest połączone z tymi dwoma numerami, więc to zależy od artysty, gdzie postawi granice. To jest nowy czas.

Producentem materiału jest Terrace Martin. Nie muszę chyba pisać, że już nie możemy się już doczekać. Ostatnim krążkiem Herbiego Hancocka było wydane w 2010 roku The Imagine Project.

Common, Robert Glasper i Karriem Riggins wypuszczają drugi singiel ze wspólnego projektu

Niecały miesiąc temu pisaliśmy, że Common, Robert Glasper i Karriem Riggins nagrywają płytę. Krążek projektu o nazwie Agust Greene ukaże się pod takim samym tytułem już 9 marca. Do tej pory poznaliśmy świetny singiel „Optimistic” z gościnnym udziałem Brandy, a dosłownie kilka godzin temu ukazał się drugi kawałek promujący wydawnictwo — „Black Kennedy”.

Black Kennedy to sposób mówienia o tym, że poruszamy się i operujemy w czarnej doskonałości. Dla wielu ludzi rodzina Kennedych jest synonimem wysokiej pozycji, symbolizuje władzę, styl i wpływy. Pomyślałem sobie, że jeżeli ja miałbym się do tego odnieść, zrobię to w sposób odpowiedni dla czarnej społeczności.

— powiedział Common.

Wyszło bardzo smakowicie. Ten numer to przykład tego, że nie trzeba wiele żeby zrobić naprawdę porywającą muzykę. Klimatyczne pianino, bas i bębny, a do tego Common na mikrofonie i idealnie pasujący tu śpiewany refren. Kolejna mocna zapowiedź tego, co w całości usłyszymy już niedługo.

Coś optymistycznego od August Green i Brandy

Cos optymistycznego od August Green i Brandy

Nowa grupa stworzona przez Commona, Roberta Glaspera oraz Karriema Rigginsa, działająca pod nazwą August Green, zaprosiła do swojego debiutanckiego singla artystkę o aksamitnym i charakterystycznym wokalu. Zespół wraz z Brandy stworzyli remake kawałka pochodzącego z 1991 roku, grupy Sounds of Blackness o tym samym tytule. „Optimistic” jest mieszanką R&B, jazzu i hip-hopu, a sam teledysk niesie za sobą optymistyczny przekaz. Wizualizacja przedstawia sceny z dnia Martina Luthera Kinga oraz kilku ważnych aktywistów, którzy skupiają wokół siebie lokalne społeczności, wspierają je i pomagają ludziom, którzy w różny sposób zostali zepchnięci przez państwo na margines. Debiutancka płyta August Green ma ukazać się cyfrowo 9 marca, ale na razie nie znamy więcej szczegółów, dotyczących okładki, spisu utworów, czy zaproszonych do projektu gości. W oczekiwaniu na powyższe, posłuchajcie czegoś optymistycznego poniżej.

Relacja z Hip Hop Kemp 2017

Wbrew czeskiemu hasłu promocyjnemu — „sweet 16” — line-up Hip Hop Kemp 2017 przypominał raczej program zlotu sympatyków geriatrii. Ostatecznie wypadło całkiem nieźle — dla każdego coś miłego. Polskie hasło promocyjne, czyli „festiwal z atmosferą”, odbierałam wcześniej jako trochę serowe, ale szybko zmieniłam zdanie — nigdzie indziej nie widziałam artystów napełniających napojami kubki widzów i zabierających publice telefony, żeby… nagrać się na nie czy zrobić pamiątkową fotkę (piękna sprawa). Hip Hop Kemp, pomimo jego imponującego stażu wiekowego, jest wciąż bardzo kameralnym wydarzeniem.

Pierwszy dzień co prawda lekko krztuśny, a to ze względu na występ Tego Typa Mesa z livebandem. A może raczej Tego Typa Moza? To świetny pomysł, żeby zabrać w trasę nową płytę, swoje największe przeboje oraz Kingę Miśkiewicz i Holaka, a nawet — jak na „komentatora rzeczywistości” przystało — nawiązać do Twin Peaks w „Czy ty to ty”. Ale pyskówka do widzów i sarkastyczne komentarze trochę zepsuły klimat koncertu. Duży kontrast w porównaniu z Rejjiem Snowem, który nie zawiódł i zadbał o przeniesienie swobodnej atmosfery swoich krążków na grunt koncertowy, polewając przy tym napoje widzom i zapraszając na scenę randomowego ziomka z Australii (trzeba było pomóc rapować). Najlepszym występem tego dnia był zdecydowanie Masego. Jego TrapHouseJazz (jak określa sam zainteresowany) był raczej mieszanką funku i future bassu. Jazzu było znacznie więcej chwilę później u Czecha Pauliego Garanda w Radio Spin Hangarze, zwanym też — słusznie zresztą — sauną. Jednak to energia i tak zwana „osobowość sceniczna” Masego doprawione szczyptą altowego saksofonu (momentami słabo słyszalnego, ale jednak) i hiciorem „Send Yo Rita” (opartym na samplu „Señority” Justina Timberlake’a) dały wybuchową, rozgrzewającą mieszankę, zaskakującą chyba nawet dla samej publiczności.

Drugi dzień to dla mnie zdecydowanie koncerty, które nie były najważniejszymi w programie. Zaczęło się od Little Simz. Świetny kontakt z publicznością, anegdotki i ogromna żywiołowość, nawet mimo dość skromnej frekwencji pod sceną. Wciąż jednak czekam na tak wyraźne kawałki w repertuarze jak choćby „Picture Perfect” czy „Dead Body”. Jeszcze lepiej wypadli kempowi weterani z Kontrafaktu. Oczywiście, to koncert z serii „złote przeboje” — bez bisów, bo sam był jednym długim bisem (z obowiązkowym, ulubionym przez Polaków, „JBMNT”; ale i z wieloma innymi, nazwijmy rzecz po imieniu — bangerami). W porównaniu z takimi Jedi Mind Tricks było o wiele więcej mocy. Rytmus udowodnił, że jego pozycja na czesko-słowackiej scenie hip-hopowej nie jest bezpodstawna; i ja za rok równie chętnie obejrzę powtórkę, choć rozumiem, że po kilku-kilkunastu latach może nudzić. Największy banger to jednak Quebonafide, który dał niesamowicie energetyczny występ, okrążając z zachwyconą widownią cały świat w jedną godzinę. Możecie mieć swoje zarzuty do Quebo, ale jego zaangażowanie i swego rodzaju teatralność wygrały wszystko, nawet jeżeli „nie zagrał Euforii, buuuu”.

Mimo bardzo dziwnego „be right back” w połowie koncertu Kool G Rapa (koncert dość osobliwy — dj rapera wypadł lepiej od samego rapera; hiciory od House of Pain i Tribe Called Quest znacznie bardziej rozgrzały publikę) i poprawnego Mos Defa (samo zastępstwo za Commona raczej nikogo nie uraziło — może prócz tych, którzy na Kempa nie pojechali — niemiecki out4fame spotkała zresztą dokładnie ta sama sytuacja), trzeci dzień był bardzo dobry. Na uznanie zasługuje oczywiście Grammatik. Eldoka i Jotuze do spółki z Noonem dali wspaniały wspominkowy koncert, który można by w skrócie nazwać „Grammatik gra Światła Miasta”. Atmosfera była tak podniosła i wzruszająca, że nawet konferansjerzy z Czech, zwykle obojętni albo nawet lekko ironizujący o polskich występach, krzyczeli po koncercie w tłum „zróbcie halas” (jeszcze raz: HALAS). Dla mnie największym highlightem, zarówno tego dnia, jak i całego festiwalu, był najbardziej dopracowany wizualnie, ale też najmniej kempowy Alltta. Kawałki z tegorocznego „The Upper Hand” w domu brzmią jak rapowa wersja Ratatat (czyt. bez szału), ale koncertowo to petarda. Obłędne biciwa od 20syla: chiptunesy, french touch, funk, nawet odrobina PC Music w towarzystwie doskonałej nawijki Mr. J. Medeirosa stworzyły razem niesamowity show, w wyniku którego cała sala dała się porwać do ekstatycznego tańca. Arturze Rojku, chyba wiesz, co masz robić. — MajaDan

Na Hip Hop Kemp przyjeżdża się głównie dla dwóch rzeczy — świetnej muzyki i niepowtarzalnego klimatu. Dla klimatu, na który składają się przyjaźnie nastawieni ludzie i lecący zewsząd rap. Wiadomo, dodatkowy urok nadają temu miejscu takie detale jak wypady nad jezioro, Kaufland czy dostępne w Czechach różnorodne specyfiki. W tym roku, mimo licznych narzekań uczestników, klimat był, i to naprawdę niezwykły. Co do muzyki, trudno zatrzeć złe wrażenie, jakie wywarł na fanów tegoroczny line-up. Oliwy do ognia dolał fakt odwołania Commona na krótko przed występem, ale trzeba przyznać, że organizatorzy spisali się na medal, błyskawicznie zastępując go Yasiinem Beyem. Bezbolesna zamiana, no chyba że ktoś gnał do Hradca specjalnie na Commona… wtedy to inna sprawa.

Masego, Oddisee czy Kool G Rap, nie ma co narzekać na ilość i różnorodność artystów z zagranicy. Faktycznie było w czym wybierać, bo oferta i spora, i różnorodna. Mimo to na wielu z tych koncertów czegoś zabrakło. W przypadku Kool G Rapa występ bardziej rozkręcił sam DJ. Wielkich rzeczy spodziewano się również po Yasiinie Beyu, tymczasem to, co działo się przed jego koncertem na scenie głównej całkowicie przyćmiło występ headlinera. Trzeba przyznać, że nieoczekiwanie ten dzień należał do Alltty! 20syl oraz Mr. J. Medeiros zrobili chyba najlepsze show tej edycji. Zgadzam się, że ich styl odbiega od samego Kempa, a szczególnie od artystów, którzy grali ostatniego dnia, bo już bliżej im do Masego. Przynajmniej była jakaś okazja, żeby się poruszać przed dosyć statycznym Beyem. Tegorocznym wygranym, jeśli chodzi o zagraniczne gwiazdy, jest dla mnie Rejjie Snow. Nie dość, że był szczerze zachwycony możliwością grania przed kempową publicznością, to dał znakomity koncert. Irlandczyk zawsze zaskakiwał różnorodnością w swojej twórczości, bo jeśli przyrówna się klimat singlów „1992” i „Flexin”, to można zacząć się zastanawiać, czy to oby ta sama osoba. Nieco obawiałam się, jak owa stylistyczna różnorodność przełoży się na koncertowe flow rapera, ale bez problemu przechodził od wolnych bitów po energiczne, a nawet nowoszkolne brzmienia.

Mimo że na mainie dominowali artyści zagraniczni, a na terenie Kempa proporcje Polacy-Czesi były raczej równomierne, to dla mnie Kemp muzycznie został zdominowany przez Polaków. O taki Kemp walczyliśmy? Być może, ciężko zaprzeczyć, że w tym roku polscy artyści zaskoczyli naprawdę pozytywnie.

Zaczęło się od QueQuality showcase. Quebo jak mało kto stawia na „młodziaków”, także mieliśmy okazję usłyszeć, jak brzmi załoga z jego wytwórni. Bokun, VBS, Emes i Kartky, a na koniec PlanBe udowodnili, że warto było do Hradca przyjechać dzień wcześniej. „Jak koncerty, to z rozmachem” — tak chyba obecnie brzmi dewiza Tego Typa Mesa, która przyświeca mu przy organizowaniu koncertów. Cały zespół z Holakiem, Kinga Miśkiewicz, Stasiak no i sam Mes, występami na żywo tylko potwierdza to, iż forma się go trzyma. Poza tym, że zaliczył mocny progres w rapie, progres zaliczył także jego wokal (ale żeby od razu Anthony Kiedis…). Akcja ze zdenerwowanym na fana Piotrem była równie dziwna co śmieszna, ale Artyście takie rzeczy się wybacza. W zupełnie innym klimacie odbył się występ naczelnego podróżnika polskiego hip-hopu, Quebonafide. Ten koncert można streścić w kilku słowach: pozytywna energia, pozytywny Quebo, skacząca publika i „Madagaskar”. Nieco później na scenie zawitał najmocniejszy obecnie jeden z mocniejszych polskich składów, czyli PRO8L3M. Oskar i Steez w Hradcu zagrali koncert prezentujący przekrojowo dotychczasowy dorobek duetu. Jak było? Jeśli ktoś kiedykolwiek był na show tych dwóch panów to chyba nie ma wątpliwości, że ten dzień należał do nich. Najpierw czarowali publikę takimi numerami jak „Księżycowy krok”, by za chwilę pobudzić słuchaczy mocnym uderzeniem, czyli „VHS” czy „Molly”. Magia!

Mój pierwszy Kemp i pierwszy koncert @pro8l3m

Post udostępniony przez Paulina Lubowiecka (@polazofia)

Z kolei Grammatik zabrał swoich słuchaczy w niezwykłą wspominkowo-muzyczną podróż. W tym wypadku sama atmosfera okazała się ważniejsza od tego, w jakiej formie są Eldo i Jotuze. Dawno nie byłam na tak poruszającym, sentymentalnym koncercie. Co prawda miałam okazję zobaczyć całą trójkę na tegorocznym Openerze, ale to właśnie Kemp był dla nich lepszym miejscem na powrót. Miejmy nadzieję, że Grammatika będzie można jeszcze gdzieś zobaczyć. Tegoroczny Festiwal z Atmosferą zakończyłam w hangarze na koncercie Małpy i Mielzkiego. Mimo ogromnej sympatii do obydwu raperów, Rottenberg zdecydowanie nie należy do zapętlanych przeze mnie płyt. Panowie chyba sami wyczuli, że nie jest to typowo kempowy materiał, urozmaicając go co i rusz wrzutkami z solowych dokonań. Backspin pękał w szwach, ale co tam, dla tak dobrego koncertu można było się przemęczyć, bo Małpa i Mielzky doskonale zamknęli występy tegorocznej reprezentacji polskiej na Kempie. — Polazofia

Amerigo Gazaway łączy twórczość Steviego Wondera oraz Commona

Mistrz mash upów powraca! Po bardzo udanych i znakomicie przyjętych przez słuchaczy albumach łączących twórczość takich artystów jak m.in. De La Soul i Fela Kuti (Fela Soul) czy Marvin Gaye oraz Yasiin Bey (Yasiin Gaye), za które odpowiada Amerigo Gazaway, przyszedł czas na fuzję dokonań Steviego Wondera z rymami Commona. Inspiracją do tego wydawnictwa był najprawdopodobniej gościnny udział tego pierwszego na ostatnim albumie reprezentanta Chicago i jak się za chwilę przekonacie, był to pomysł trafiony w dziesiątkę. Soulowy vibe i bujające bity były od zawsze idealnym tłem dla dokonań rapera, a produkcje na tym albumie, oparte w całości na utworach Steviego, to wysłuchanie modlitw wszystkich słuchaczy kochających klasyczne brzmienie, pełne pozytywnych dźwięków i wstawek wokalnych. Sprawdźcie zresztą sami, w jakim stopniu udało się wykorzystać olbrzymi potencjał tkwiący w tym projekcie.

Common headlinerem Hip Hop Kempa!

Mamy dla was świetną informację! Lista wykonawców uczestniczących w Hip Hop Kemp powiększa się o kolejną gwiazdę — headlinerem 16. już edycji czeskiego festiwalu zostaje Common!

Raper dołącza do ogłoszonych wcześniej artystów, spośród których warto wymienić Oddisee, Apollo Browna oraz Skyzoo. Chłopaków zza wielkiej wody będzie wspierać również spora reprezentacja z naszego podwórka: na scenie pojawią się m.in. Ten Typ Mes, PRO8L3M czy Dwa Sławy.

Sam Common wraz ze swoją pełną przemyśleń i wręcz poetycką muzyką idealnie wpasowuje się w koncepcję festiwalu, który jest jednym z większych wydarzeń hiphopowych w naszym regionie. Pochodzący z Chicago Lonnie Rashid Lynn Jr. na scenie jest już ponad 25 lat. Zaczynając karierę pod pseudonimem Common Sense, zaprezentował się szerszej publiczności już w 1992 roku, wypuszczając debiut Can I Borrow a Dollar?, jednak dopiero wydana 2 lata później płyta Resurrection przyniosła duży rozgłos, za sprawą singla „I Used to Love H.E.R.”. Oba albumy zostały prawie w całości wyprodukowane przez jedną z legend chicagowskiej sceny muzycznej, No I.D., który w późniejszych latach był mentorem dla kolejnego znanego producenta z Wietrznego Miasta – Kanye Westa.

Common nie zwalniał tempa i rozwijał się z każdym kolejnym wydawnictwem. One Day It’ll All Make Sense to płyta bardzo umiejętnie łącząca rap z soulem z lat 90. Wystarczy spojrzeć na listę gości: Lauryn Hill, De La Soul, Erykah Badu, Cee Lo Green czy Black Thought. Poza świetnymi produkcjami oraz doborem gości, sam gospodarz też pokazał się z najlepszej strony, poruszając mnóstwo poważnych tematów — zaczynając od egzystencjalnego rozważania w „G.O.D”, a kończąc na świetnym „Retrospect For Life”, w którym możemy usłyszeć wspomnianą Hill. Trudne, emocjonalne teksty, na przestrzeni lat stały się znakiem rozpoznawczym Commona, uważanym dziś przez wielu za jednego z ostatnich, ciągle aktywnych raperów starej szkoły.

Kolejny album, Like Water for Chocolate, to rozwój koncepcji z poprzedniego wydawnictwa, gdzie jeszcze wyraźniej możemy usłyszeć soulowe inspiracje. Na pewno duży wpływ na to miał fakt, że w tym czasie raper był członkiem muzycznego kolektywu o nazwie Soulquarians, w skład którego wchodziło naprawdę zacne grono artystów. Część z nich, tj. D’Angelo, Bilal oraz Erykah Badu, tak naprawdę zdefiniowała podstawy neo soulu. Z panią Badu powstał również najbardziej znany utwór z czwartej płyty, „The Light”, będący dziś klasykiem gatunku.

Następny projekt to zupełnie nowy kierunek. Na Electric Circus co prawda wciąż słyszymy nutkę brzmienia poprzednich wydawnictw, lecz wszystko zostało podane w bardziej nowoczesnej, elektronicznej wersji. Album dobrze przyjęli krytycy, ale, w przeciwieństwie do poprzedniego, nie przypadł on do gustu fanom, przechodząc bez większego echa. Co innego późniejsza płyta, Be. Nieprzypadkowo wspomniałem wcześniej o lekcjach produkcji Kanye u pierwszego producenta Commona, No I.D. — w 2005 roku historia zatoczyła koło i prawie całe Be zostało  wyprodukowane właśnie przez Westa. Co więcej, Common dołączył do wytwórni GOOD Music, której, jak powszechnie wiadomo, twórcą jest również Yeezy. Panowie kontynuowali współpracę przy kolejnym albumie, Finding Forever, i niewątpliwie jest to okres największych hitów Commona, przynajmniej pod względem wystąpień na liście Billboard.

Równolegle do działalności muzycznej Common rozpoczął karierę aktorską, debiutując w sitcomie Girlfriends. Szybko jednak przeniósł się na duży ekran, gdzie systematycznie dostawał co raz poważniejsze angaże. W 2007 zagrał drugoplanową rolę w American Gangster, a następnie pojawił się w takich produkcjach jak Wanted czy Terminator: Ocalenie. W 2010 roku w końcu wystąpił w roli głównej obok Queen Latifah, w komedii romantycznej Wygraj miłość, a ostatnio  na ekranach mogliśmy zobaczyć go w Suicide Squad. 

Cały czas jednak nie zapominał o swojej muzycznej działalności wypuszczając kolejne albumy. Najbardziej nowocześnie brzmiąca płyta rapera Universal Mind Control, pełne pozytywnej energii The Dreamer/The Believer, Nobody’s Smiling oraz najnowszy Black America Again. W wieku 45 lat nie planuje spokojnej emerytury, a jego twórczość jest przyjemnym kontrastem dla nowych brzmień, które królują obecnie w hip hopie.

Czego więc spodziewać się po jego występie na Kempie?

Nowy utwór: Robert Glasper feat. Lianne La Havas & Common „The Cross”

Common i Robert Glasper pracowali ostatnio przy Black America Again, ale na tym ich współpraca się nie zakończyła. Niedawno pianista, wspólnie z raperem z Chicago i z pomocą Lianne La Havas, wypuścili rewelacyjny numer „The Cross”. Kawałek został napisany właśnie przez Glaspera, Commona i Karriema Rigginsa, a znajduje się na ścieżce dźwiękowej do Burning Sands, filmu nakręconego dla Netflixa, który traktuje o wystawieniu na próbę przyjaźni i braterstwa w czarnej społeczności, ale nie tylko tam. Nie obyło się bez kontrowersji, ponieważ pewne organizacje skupiające Afroamerykanów greckiego pochodzenia wystosowały list w związku z tym, co film pokazuje. Dlatego ten numer wydaje się idealnie zmniejszać napięcie w całej sprawie. Piękne pianino Glaspera, grająca w tle trąbka robią swoje, a wokal Lianne i rap Commona pokazują, że przyjaźń i miłość są najważniejsze, zresztą słowa „I’ll go through the fire for you” wyraźnie to podkreślają.

Talib Kweli i Styles P ujawniają tracklistę wspólnej epki

talib-kweli-styles-p-1

Wspólny materiał Taliba Kweli i Stylesa P wydawał się tylko kwestią czasu. Panowie już nieraz ze sobą współpracowali. Wystarczy wspomnieć na przykład „The Thrill Is Gone” z płyty Statik Selektah. Teraz wreszcie wydadzą razem coś większego — będzie to 7-kawałkowa epka zatytułowana po prostu Seven. Gościnnie między innymi Common, Sheek Louch, Jadakiss, Rapsody i protegowany Taliba NIKO IS. Wyszedł już pierwszy singiel „Last Ones” i teledysk do niego, który udostępniamy poniżej. Nie jest to niestety nic porywającego, a szczerze mówiąc, liczyłem na coś ponadprzeciętnego, bo jednak Kweli i Styles to wyrobione marki w grze, choć ten drugi mógłby sobie wybierać zdecydowanie lepsze bity. Może tym razem się to uda, ale singiel niestety tego nie zwiastuje. Premiera już 14 kwietnia.

1. „Poets and Gangstas”
2. „Brown Guys”
3. „Nine Point Five” (feat. Sheek Louch, Jadakiss & NIKO IS)
4. „In the Field”
5. „Teleprompters” (feat. Common & Little Vic)
6. „Let It Burn” (feat. Rapsody & Chris Rivers)
7. „Last Ones”

Nowy teledysk: Common „Letter to the Free”

„Letter to the Free” to bez wątpienia jeden z najlepszych numerów na albumie Black America Again, który w tym roku dostarczył nam Common. Mało tego, to jeden z najlepszych utworów w całej jego dotychczasowej karierze. Rewelacyjna muzyka, za którą stoją takie postacie jak chociażby Rober Glasper, Karriem Riggins, Andra Day czy Bilal oraz poruszający tekst, doczekały się równie pięknego obrazka. Jego autorem jest ceniony operator — Bradford Young, znany z pracy nad takimi filmami jak Selma czy tegoroczny Nowy początek. Fantastyczne, czarno białe kadry przedstawiające muzyków rozmieszczonych po różnych pomieszczeniach opuszczonego więzienia, robią piorunujące wrażenie oraz tworzą klimat, który idealnie oddaje zaangażowany przekaz tego nagrania.

Recenzja: Common Black America Again

565646b92582d86f0446dc67906334c7-1000x1000x1

Common

Black America Again (2016)

Def Jam Recordings

Ostatnimi czasy czarni artyści nagrywają sporo protest albumów. Wystarczy przypomnieć wydane dwa lata temu Black Messiah D’Angelo, To Pimp a Butterfly Kendricka czy ostatnio A Seat at the Table Solange. Najnowsze dzieło Commona pięknie wpisuje się w tę konwencję i treściowo jest w pewnym sensie kontynuacją poprzedniego krążka.

Podczas gdy wydane przed dwoma laty Nobody’s Smiling koncentrowało się na przemocy wśród afroamerykańskiej społeczności Chicago, na nowej płycie Common patrzy na sytuację czarnej Ameryki z szerszej perspektywy. Wzbiera w nim złość i sprzeciw wobec tego, co obecnie dzieje się w Stanach — brutalności policji względem Afroamerykanów. Słyszymy przecież o tym w telewizji wyjątkowo często, a wydawałoby się, że skoro mamy XXI wiek, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Do tego widoczne nierówności ekonomiczne nawet wśród lepiej usytuowanych — „Maria Sharapova zarabia więcej niż Serena” i zakłamanie Hollywood — „Wsadziliście czarnego do Gwiezdnych wojen, może potrzebujecie dwóch. Wtedy, może wtedy byśmy wam uwierzyli”. Tak mocnego w przekazie Commona nie słyszałem dawno. To wersy z tytułowego utworu, w którym Stevie Wonder śpiewa o potrzebie napisania nowej historii czarnej Ameryki. Zresztą temat czarnej samoświadomości pojawia się w mniejszym lub większym natężeniu przez dużą część płyty, jak chociażby w „Pyramids” gdzie Common udowadnia, że mimo długiej obecności na scenie i pojawiania się na niej coraz to nowych zawodników, nie ma się czego wstydzić i swoimi umiejętnościami wciąż rozstawia raperów po kątach. Robi to z werwą, której brakuje wielu młodym gniewnym. Ale rapuje też o potrzebie pojawienia się na scenie czarnych generałów, którzy byliby swego rodzaju wzorem, odniesieniem dla słuchaczy. W zamykającym płytę „Letter to the Free” raz jeszcze odnosi się do brutalności policji i poddaje ostrej krytyce amerykański system penitencjarny — chociażby w wersach — „Niewolnictwo wciąż ma miejsce, sprawdź trzynastą poprawkę” albo „Nowy Jim Crow, zatrzymują nas, przeszukują, aresztują nasze dusze”.

Common angażuje się nie tylko społecznie, ale i politycznie. Za chwilę nastąpi koniec kadencji Baracka Obamy jako prezydenta Stanów Zjednoczonych, a krążek wyszedł na pięć dni przed wyborami, co można odebrać jako swoisty manifest. W „Letter to the Free” Com rapuje — „Chciałeś mnie zastrzelić swoim ray-gunem, teraz chcesz mnie zmylić”. Ten wers po polsku niewiele znaczy, ale jeśli odczyta się go po angielsku i umiejscowi w odpowiednim kontekście, zaczyna nabierać sensu. „Ray-gun” to odniesienie do Ronalda Reagana i jego polityki antynarkotykowej, przez działania której wielu czarnych Amerykanów zostało niesłusznie skazanych. „Zmylić kogoś” to tyle, co „to trump somebody”. Polityczny manifest objawia się też w „The Day Woman Took Over”, w którym raper ewidentnie pokazuje, który kandydat był mu bliższy. Pomijając jego polityczne zaangażowanie, piosenka o większej liczbie kobiet w polityce i życiu społecznym (co mogłoby poskutkować mniejszą agresją i większym otwarciem na drugiego człowieka) wydaje się całkiem sensownym konceptem. Common zawsze był świetnym bitewnym MC i wydaje się, że ten gniew, który w nim wzrastał był w pewnym sensie potrzebny, aby wydobyć z jego lirycznego arsenału to, co najlepsze. Oczywiście są też kawałki, gdzie nieco tonuje energię i zwraca się do płci przeciwnej, ale fakt pozostaje faktem — to najlepsza lirycznie płyta Commona od dawna, a przecież wiadomo, że nie zwykł schodzić z wysokiego poziomu na poprzednich.

Brzmieniowo Black America Again jest zawieszone gdzieś między Like Water For Chocolate, a Be. Słychać to na przykład w „Home”, które spokojnie mogłoby znaleźć się na drugiej z tych płyt. Zaś „A Bigger Picture Called Free” i przygrywająca w nim trąbka mocno kojarzy się z krążkiem z 2000 roku, na którym tak pięknie wybrzmiewały dźwięki grane przez Roya Hargrove’a. To wszystko nie dziwi. Za produkcję odpowiedzialny jest Karriem Riggins — beatmaker i bębniarz jazzowy, współpracujący z Commonem od 1997 roku, kiedy wydane zostało One Day It’ll All Make Sense. To właśnie Riggins odpowiadał za skomponowanie muzyki do drugiej i trzeciej części serii „Pop’s Rap” — utworów zamykających kilka poprzednich krążków, w których swoje trzy słowa mówił zmarły niedawno ojciec Commona. Zresztą doczekał się on tribute’u na tegorocznej płycie w postaci pięknego „Little Chicago Boy”. Common i Riggins współpracowali ze sobą także przy kilku innych okazjach, więc chemia między nimi jest niepodważalna i to słychać na Black America Again. Jeśli dodać do tego lekką pomoc Roberta Glaspera (to jego pianino słyszymy między innymi w tytułowym utworze) to już wiadomo, że taka mieszanka musiała dać coś wyjątkowego. Cieszy to, że akurat tutaj nastąpił powrót do takiego brzmienia po nowoczesnym, nieco odmładzającym sound chicagowskiego rapera Nobody’s Smiling. Społeczne i polityczne przesłanie nowego wydawnictwa koncentrujące się na sytuacji Afroamerykanów idealnie pasuje do bitów, w których da się usłyszeć domieszkę soulu, funku i jazzu.

Black America Again to najlepszy album Commona od dawna i wypowiadam się jako fan dwóch poprzednich. Raper lubi szukać muzycznych wyzwań, ale bardzo dobrze, że nowym dokonaniem nawiązał do tak lubianej przez fanów stylistyki. Do płyty z takim przesłaniem nie mógł wybrać lepiej. Poza tym jego pióro wciąż jest ostre i drzemiący w nim battle mc daje tutaj bardzo wyraziście o sobie znać. Zastanawiam się co z Rigginsem zaserwują w przyszłości, a podobno już pracują nad nowym materiałem. Oczywiście nie mogę się doczekać.

Gucci Mane remiksuje… Commona?

common-black-america-again-remix-1479144770-compressed

Co się dzieje, aż dwa posty o Guccim na głównej stronie soulbowl.pl? Ano rozwijamy swoje horyzonty, ale rozwija się również sam Guwop, który sprawia wrażenie bycia zupełnie inną osobą od czasu wyjścia z więzienia. Czy starego Gucia moglibyśmy usłyszeć w jednym utworze z Commonem i to w muzycznej konwencji jednoznacznie wskazującej na tego drugiego? Czy jego gościnny występ nie brzmiałby wtedy jak odklepany odrzut z któregoś z tysiąca wydanych przez niego mixtape’ów? Posłuchajcie sami remiksu “Black America Again”, tytułowego utworu z ostatniej płyty Commona, w którym gościnnie udzielał się Stevie Wonder. Tutaj Steviego nie ma, ale jest za to wspomniany gość, a oprócz niego Pusha T i BJ the Chicago Kid. No i zupełnie nowa aranżacja podkładu. W sumie to szkoda, że nie załapało się to jako bonus track na Black America Again, nie?

Common i BJ the Chicago Kid zagrali u Fallona

ct-fallon-common-bj-chicago-kid-recap

Premiera Black America Again już lada dzień, więc Common wziął się za aktywne promowanie krążka. Wspólnie z BJ The Chicago Kidem wystąpił w programie Jimmiego Fallona i w towarzystwie The Roots oraz towarzyszących im muzyków wykonali tytułowy numer z płyty. Powiem tak, na żywo brzmi równie przekonująco jak wersja studyjna. A jak Wam się podoba?

Nowy utwór: Common feat. Syd & Elena „Red Wine”

common-black-america-again1

Jak tak dalej pójdzie to przed premierą czwartego listopada poznamy całą zawartość nowego longplaya Commona — Black America Again. To już chyba szósty w sumie numer, który wyciekł na przestrzeni ostatnich miesięcy i następny, który sprawia, że coraz bardziej nie mogę się doczekać jak krążek wyląduje w moim odtwarzaczu. Bit mocno kojarzy się z twórczością The Internet, ale to nie dziwi, w końcu Syd udziela się tu gościnnie, a o dziwo Common dobrze odnajduje się w takiej stylistyce.

Nowy utwór: Common feat. Bilal „Joy and Peace”

common-black-america-again1

Jeszcze się nie nacieszyliśmy „Home” — ostatnim singlem promującym jedenasty album Commona — Black America Again, a tu już pojawił się kolejny. „Joy and Peace” otwiera krążek i po raz kolejny udowadnia, że warto czekać na czwartego listopada, kiedy ten będzie miał swoją oficjalną premierę. Nie wiem czy wam też, ale mi z jakiegoś powodu utwór klimatycznie kojarzy się z Like Water for Chocolate. Na produkcji oczywiście Karriem Riggins.

Nowy utwór: Common feat. Bilal „Home”

common-home-bilal

Czwarty listopada nadchodzi wielkimi krokami i to właśnie wtedy premierę będzie miał jedenasty w karierze album Commona — wyprodukowany w całości przez Karriema Rigginsa z lekką pomocą Roberta Glaspera Black America Again. Do tej pory poznaliśmy już trzy kawałki z tego wydawnictwa, a niedawno pojawił się czwarty. „Home” to kolejny utwór zdecydowanie mocno podgrzewający temperaturę przed datą wejścia krążka na półki sklepowe i następny, który sprawia, że nie mogę się doczekać aż pierwszy raz posłucham całości. Ale spokojnie, spokojnie… Trzy głębokie wdechy i wydechy… Jeszcze trzeba troszkę poczekać. Aha i znowu gościnnie na wokalu pojawia się Bilal.

Jako ciekawostkę i żebyście byli na bieżąco warto podać, że Common wypuścił ostatnio swoją wersję jednej z najbardziej przejmujących piosenek z A Seat at the Table Solange, czyli „Cranes In The Sky”. Do sprawdzenia tutaj. Poza tym będzie producentem serialu 93 Til Infinity robionego dla FOX. Ma opowiadać o raperze z lat 90-tych, który stara się odnaleźć w dzisiejszych czasach i zastanawia się co zrobić ze swoim życiem. Może być ciekawe.

Nowy utwór: Common feat. Bilal „Letter to the Free”

common

Premiera Black America Again Commona już za chwilę, a dosłownie wczoraj ukazał się kolejny kawałek promujący to wydawnictwo. „Letter to the Free” to przejmujący numer z gościnnym udziałem Bilala, w którym swoje palce chyba znów maczał Robert Glasper, oczywiście do spółki z Karriemem Rigginsem — głównym producentem albumu. Jeśli oglądaliście rewelacyjny występ Commona w Białym Domu w ramach serii Tiny Desk Concert, mogliście już usłyszeć ten track na żywo. Po wszystkich dostępnych na razie utworach mam wrażenie, że szykuje nam się najlepszy album Commona od czasów Be, ale poczekajmy do 4 listopada…

A tu do odsłuchu jeśli nie macie konta na Spotify.

Okładka i tracklista nowego albumu Commona

common-black-america-again-track-list-715x715

2016 wciąż nie przestaje być interesujący. Już 4 listopada do sprzedaży trafi jedenasty solowy album Commona, a na nim zwalający z nóg zestaw zaangażowanych w projekt postaci. Nie dość, że za warstwę produkcyjną odpowiada Karriem Riggins z lekką nutką Roberta Glaspera, to usłyszymy tutaj głosy Bilala, Johna Legenda, BJ the Chicago Kida, Syd z The Internet, czy oczywiście Steviego Wondera. W najlepszym wypadku zapowiada się udane odświeżenie soulquarianowskiej formuły z czasów Like Water For Chocolate, a w najgorszym — przepakowana, tendencyjna przynęta na Grammy. Optymistycznie zależy nam tylko i wyłącznie na tym pierwszym scenariuszu. Black America Again, miesiąc przed grudniem, pamiętajcie.

1. „Joy And Peace (feat. Bilal)”
2. „Home (feat. Bilal)”
3. „Word From Moe Luv Interlude”
4. „Black America Again (feat. Stevie Wonder)”
5. „Love Star (feat. PJ)”
6. „On A Whim Interlude”
7. „Red Wine (feat. Elena)”
8. „Pyramids”
9. „A Moment In The Sun Interlude”
10. „Unfamiliar (feat. PJ)”
11. „A Bigger Picture Called Free (feat. Syd)”
12. „The Day Women Took Over (feat. BJ The Chicago Kid)”
13. „Rain (feat. John Legend)”
14. „Little Chicago Boy (feat. Tasha Cobbs)”
15. „Letter To The Free (feat. Bilal)”

Common i premierowe numery prosto z Białego Domu

Człowiek chce uciec jak najdalej od polityki a tu nawet jedną z fajniejszych serii, czyli Tiny Desk Concert przenoszą z klimatycznego biura Boba Boilena, wprost do Białego Domu. Pisząc całkiem poważnie, odbywa się tam właśnie festiwal South By South Lawn gromadzący twórców, organizatorów, innowatorów i artystów, którzy poświęcają swoją energię na poprawienie jakości życia innych. Z tej okazji w ramach wspomnianej wyżej serii koncertów, wystąpił Common. Jakby tego było mało, otoczył się gromadą muzyków, wśród których znalazły się m.in takie postacie jak Robert Glasper, Bilal czy odpowiedzialny za brzmienie nadchodzącego albumu Karriem Riggins. To wciąż nie koniec atrakcji, gdyż ta zacna ekipa wykonała aż trzy premierowe utwory, które jeszcze bardziej zaostrzają apetyty na zbliżające się wydawnictwo.

Nowy teledysk: Common feat. Stevie Wonder „Black America Again”

Znamy już tytuł jedenastego w kolejności albumu Commona. Krążek Black America Again ukazać się ma jeszcze tej jesieni i jak wskazuje jego nazwa, będzie on bardziej niż mógł to wskazywać poprzedni singiel, zaangażowany w obecną sytuację społeczno-polityczną Stanów Zjednoczonych. Na potwierdzenie tego dostajemy kolejny numer wraz z klipem. Jest nim przejmujący utwór tytułowy, w którym wspomógł rapera prawdziwy dream team. Oprócz śpiewającego tu genialnego jak zawsze Steviego Wondera, przy produkcji udzielili się również Karriem Riggins, Robert Glasper oraz Esperanza Spalding, skrecze to dzieło J Rocka a dodatkowe wokale dograli Chuck D oraz Mc Lyte. Szykuje się naprawdę piękny krążek.

Nowy utwór: Common „Lovestar”

O tym, że Common znalazł wreszcie czas pomiędzy kręceniem kolejnych filmów i zabrał się za swój jedenasty w kolejności album, wiadomo było już od jakiegoś czasu. Nie było tajemnicą, że powrócić ma na nim do bardziej klasycznych klimatów, którymi zdobył serca słuchaczy na całym świecie. I taki właśnie jest pierwszy singiel promujący krążek, czyli przepełniony soulem (świetny gościnny udział odnotowała tu Marsha Ambrosius!), oparty na delikatnej, ale nie przesłodzonej produkcji „Lovestar”. Główny bohater w znakomitej formie przekazuje nam swoje spostrzeżenie na temat miłości. Niby słyszeliśmy to w jego wykonaniu już kilka razy, ale ponownie nie ma tu żadnych banałów czy pustych słów. Szczerze, emocjonalnie i z klasą. Liczymy na to, że uda się to przenieść na cały album.