dawn

D∆WN singlem „Guardian Angel” zapowiada nowe wydawnictwo

D∆WN singlem Guardian Angel zapowiada nowe wydawnictwo

Jeśli ktoś jeszcze nadąża za muzycznymi dokonaniami D∆WN, która dość chaotycznie prezentuje nowe kawałki, to muszę oddać mu hołd. Artystka nagrywa nowe utwory, ale mało kiedy wiadomo, czy są to po prostu luźno wrzucone do sieci kompozycje, czy zwiastują one może nową płytę. Tym razem, Amerykanka zaprezentowała singiel, który ma zapowiadać jej nadchodzący krążek. Do jego stworzenia zaprosiła producenta muzycznego Mumdance’a, który specjalizuje się w mieszance elektroniki i instrumentów. Owocem ich współpracy jest skręcająca bardziej w stronę popu, elektro-smyczkowa ballada „Guardian Angel”. Jej podniosłości dodaje mocny wokal byłej członkini Danity Kane. Ciekawi co z tego wszystkiego wyszło? Press play below!

Nowy teledysk: D∆WN (Dawn Richard) feat. Trombone Shorty „LA”

nowy teledysk dawn la

Dawn Richard zakończyła muzyczną erę The Heart Trylogy. Nie zaprzestaje jednak promocji ostatniej części, czyli Redemption. Kolejnym singlem promującym album jest jeden z bardziej przystępnych dla ucha kawałek „LA”. Nie jest elektronicznie ekstrawagancki, jest spokojniejszy i przypomina R&B, a nie kosmo-electro-dziwadło. Na featuringu pojawił się przyjaciel artystki Trombone Shorty. Klip jest minimalistyczny, ale przez to bardziej ciekawy i przy pomocy czarno-białych scenek, w sposób interesujący prezentuje uroki metropolii Los Angeles. Sama Dawn wygląda normalnie, co trzeba uznać za zaletę teledysku. Cenię Amerykankę za oryginalność, ale w przy Redemption zatkałem uszy.

Recenzja: Dawn Richard Redemption

dawn-richard-redemption-2016-2480x2480

Dawn Richard

Redemption (2016)

Our Dawn Entertainment

Dawn Richard zamyka The Heart Trilogy. Chciałoby się napisać: w końcu. Choć Goldenheart daleko było do poczynań Danity Kane, na debiucie Amerykanka jeszcze niepewnie stawiała kroki, przeplatając romantyczne R&B z nieskomplikowaną elektroniką. Trochę odważniej działo się na następcy zatytułowanym Blackheart, ale w ostatecznym rozrachunku wydawało się, że wokalistka popadła w dziwny stan apatii i zobojętnienia. Wypuszczane co chwila pojedyncze numery wprowadzały słuchaczy w błąd — raz Dawn brylowała w muzyce tanecznej, której nie powstydziłby się żaden średniej klasy klub w Europie („Wake Up”), a kiedy indziej świetnie radziła sobie z minimalistycznym R&B („Honest”). Gdzieś pomiędzy zmęczeniem oczekiwaniami na ostatnią część zapowiadanej trylogii a pozostałymi poczynaniami wokalistki, dopiero na Redemption Dawn Richard całkowicie puszcza wodze fantazji i wygrywa z wcześniejszymi bolączkami, choć nie obyło się bez drobnych potknięć.

Płytę otwiera wyszukane intro, które podszyte jest dzwonkami rodem z ostatniego marzycielskiego albumu Laury Mvuli i okrzykami przywołującymi na myśl nieokiełznane plemię z Trzeciego Świata. Ten wstęp doskonale nakreśla charakter Redemption: z jednej strony pulsujące syntezatory wybijające mocne charakterystyczne rytmy, z drugiej prostota i powrót do korzeni, choć absolutnie nie jest to afrocentryczny album na miarę tych, które wydali w ostatnim czasie Solange czy Common. „Love Under Lights” i „Black Crimes” przenikają się niezauważeniez z kolei późniejsze „Voices” brzmi jak numer, który z powodzeniem mogłaby zaśpiewać Rihanna, gdyby tylko David Guetta uporządkował ten chaos w tle na radiową modłę. Prawdziwym ewenementem jest jednak początkowo wydawałoby się nieskomplikowany numer „LA”, który po półtorej minuty przeradza się w gitarowe szaleństwo na miarę Lenny’ego Kravitza i jakby tego było mało, kończy się jazzową przygrywką rodem z lat 20. Zresztą wszelkiego rodzaju przejścia i przerywniki na tym albumie są jego największym atutem, przysłaniając jednak tym samym wokalne umiejętności Dawn. Piosenkarka jak gdyby nigdy nic bryluje między takimi gatunkami jak EDM, pop, funk, a nawet rock’n’roll, unikając przy tym powielania schematów. Bądź co bądź Richard wciąż pozostaje w mniejszym lub większym stopniu artystką alternatywną.

Im dalej w głąb albumu, tym bardziej rozjaśniają się intencje wokalistki. Nieco lżejsze „Renegades”, „Lazarus” i „Tyrants” odsłaniają znane nam już wcześniej eurodance’owe zapędy. „Hey Nikki”, obok wspomnianego już „LA”, to kawałek najbardziej się wyróżniający. Ciężki, mglisty, plasujący się gdzieś pomiędzy estetyką Prince’a a dzisiejszym PBR&B doskonale odzwierciedla twórczość byłej członkini Danity Kane. A ta nie pozostaje oczywiście bez mankamentów, bo choć warstwa muzyczna dopracowana jest tu w najmniejszym detalu, Dawn nie przyłożyła się zbytnio do tekstów. Te były o wiele barwniejsze na poprzednich płytach, a chwytliwe „She said she fucking with Drake/I said King Kendrick” to jednak za mało, by zadowolić spragnionych słuchaczy. W każdym razie ledwo zdążymy zanurzyć się w tym wielowymiarowym świecie dźwięków, a płytę zamyka już minimalistyczne outro. I tyle, i już.

Redemption to najbardziej złożona, ale zarazem melodyjna, płyta w dorobku Richard. Zamykająca pewien etap jej dyskografii, ale także utwierdzająca słuchaczy w braku obaw o przyszłość artystki. Bo czy sięgnie po The Velvet Rope Janet Jackson czy którąkolwiek płytę Davida Bowiego, zainspiruje się nimi w taki sposób, że będzie i oryginalnie, i nieszablonowo. Redemption polecam głównie tym, którzy szukają czegoś więcej niż to, co mają do zaoferowania Tinashe czy Kelela.

Nowy utwór: D∆WN „Honest”

8926186c

Dawn Richard przyzwyczaiła nas do tego, że co chwila wypuszcza luźno nagrane kawałki. Była członkini Danity Kane powraca z kolejnym singlem zatytułowanym „Honest”. To magnetyzujące nagranie, w którym co rusza zmienia się tempo, zaostrza apetyt na kolejny album Dawn, choć nie wiemy nawet czy artystka planuje wydać płytę w najbliższym czasie. Posłuchajcie kawałka wyprodukowanego przez Kingdoma poniżej.

Kolejny cover „Hello”. Ale jaki?

dawnOd dnia premiery singla „Hello” poznaliśmy już przynajmniej kilkanaście wersji tego przeboju od Adele. Jedne mniej, inne bardziej udane, ale wszystkie w stylu oryginału. D∆WN postanowiła zmienić ten trend i zaaranżować kawałek po swojemu, jak na nią przystało. Nie może być tradycyjnie, musi być oryginalnie i nietuzinkowo. I oto powstał fantastyczny cover, nieco mroczny, R&B, ale z domieszką elektroniki i z syntezatorowym wokalem Richard. Niezła odskocznia od tego, czego nasłuchaliśmy się już na youtube i w radio. „Hello” śni mi się już po nocach i czasem mam wrażenie, że mój budzik również gra w ten takt. Dlatego klubowa, ale mid-tempo wersja od Amerykanki zmienia całkowicie kawałek i słucha się go, jak zupełnie innego. Przekonajcie się sami. Dla mnie bomba!

Nowy utwór: D∆WN „Hollywould”

dawnDawn Richard jest bez wątpienia silną i dominującą kobietą. W większości jej utworów słychać głos nawoływania do buntu przeciw złu i niesprawiedliwości tego świata. Wszystko okraszone jest zawsze oryginalnym wokalem i niesztampowymi dźwiękami. Do tego całość nie jest przekombinowana, jak w przypadku V V (Brown), która zabrnęła o jeden krok za daleko w swojej rebelii. Nietuzinkowości możemy się również spodziewać po najnowszym singlu D∆WN – „Hollywould”. Wyprodukowany przez Noisecastle III and Swagg R’Celiousa kawałek ukazuje bujny wokal artystki otoczony gęstą warstwą syntezatorów i perkusji. Amerykanka do perfekcji opanowała sztukę tworzenia utworów wyprzedzających dotychczasowe trendy. Album The Red Era ukaże się na początku 2016 roku, więc przygotujcie się.

Nowy teledysk: D∆WN „Billie Jean x Dance”

dawnD∆WN płynnie przeszła z ciemnej strony muzyki, kończąc erę Blackheart i rozpoczynając nową, czerwoną erę, czego owocem jest podwójny teledysk do „Billie Jean x Dance”. Jeśli The Red Era będzie w takim stylu, w jakim była członkini Danity Kane zaprezentowała się w klipie, to czekam z niecierpliwością na nadejście trzeciej części trylogii. Wideo, które może wywołać padaczkę fotogenną (uważajcie), zobrazowano w industrialnej scenerii, w której główna bohaterka wraz z grupą tancerzy prezentuje nieziemskie umiejętności taneczne w miejscami dość dramatycznych układach. Podkreślałem niejednokrotnie, że D∆WN nie można zarzucić braku kreatywności i pracowitości, a teraz dochodzą do tego te niezwykłe ruchy. Punktem kulminacyjnym klipu jest scena zaczerpnięta z filmu American Beauty. I jak tu nie podziwiać takich wdzięków. Nie ma do czego się przyczepić. Przypominam, że trzeci album ukazać się ma na początku 2016 roku, a przedsmak tego, co się na nim znajdzie, zobaczcie poniżej.