dr. dre

Dr. Dre i Bootsy Collins łączą siły w studio

Na razie niewiele wiadomo, ale jasne jest to, że Bootsy Collons i Dr. Dre rzeczywiście coś razem robią. W wywiadzie dla Billboarda Bootsy powiedział:

Produkuję i gram na jego solowej płycie. I wiesz… tak. Tak to wygląda bez ujawniania czegokolwiek.

Niby nie za dużo, ale na profilu facebookowym muzyka pojawiło się wspólne zdjęcie obu panów i taka oto informacja:

Dr. Dre szykuje funkwe rzeczy dostępne dla was już bardzo niedługo! Jestem szczęśliwy, że mogę być częścią tej przygody. Funk staje się coraz Silniejszy…

Zapowiada się coś bardzo ciekawego. Wyjdzie na to, że jeszcze w tym życiu doczekamy się Detoxu.

Nowy album Andersona .Paaka najprawdopodobniej jeszcze w tym roku

W wypowiedzi dla stacji radiowej Triple J Anderson .Paak powiedział, że jego nowego albumu możemy wypatrywać jeszcze w 2018. Obecnie pracuje z Dr.’em Dre nad materiałem, który jest w trakcie miksu.

Nie podam żadnych dat, ale możecie na pewno spodziewać się płyty gdzieś w tym roku.

— powiedział .Paak.

Sam Dre ma ponoć bardzo duży wkład w powstawanie krążka, który jest już w ostatniej fazie powstawania.

To niesamowite pracować z takimi legendami (jak Dr. Dre — przyp. red.) i możesz naprawdę poczuć wzajemny szacunek. Właśnie dlatego zawsze to robiłem. Nie myślałem o pieniądzach czy sławie. Chciałem po prostu zyskać uznanie u osób, na których muzycznie się wzorowałem. To niesamowite.

— dodał.

Nie muszę chyba pisać, że czekamy na tą płytę. Oby była tak dobra jak wydane dwa lata temu Malibu.

Nowy utwór: Dr. Dre „Gunfiyah”

Niedawno HBO wypuściło czteroczęściowy mini serial dokumentalny The Defiant Ones o współpracy Dr. Dre i producenta muzycznego, menadżera oraz szefa Interscope Records Jimmy’ego Iovine’a. Możemy się z tej produkcji dużo dowiedzieć np. o historii N.W.A., ale też o powstawaniu wielu klasycznych nagrań rockowych, których współtwórcą był Iovine. W związku powstaniem serialu Dr. Dre wypuścił nowy numer zatytułowany „Gunfiyah”. Rapuje w nim o tym jak trzęsie rapgrą i chyba jest jedną z niewielu osób, z której ust takie słowa są w pełni uprawnione.

Dr. Dre i Scott Storch znów łączą siły?

Dr-Dre-Scott-Storch-827x620

Chyba rzeczywiście coś jest na rzeczy. Wiemy tylko tyle, że Steve Lobel — menadżer i producent muzyczny umieścił na swoim profilu Instagramowym to zdjęcie, które widzicie wyżej z takim opisem: „Dzisiaj rano to wielki dzień dla hip-hopu. Znowu razem i to niesamowite uczucie. Co za wspaniałe spotkanie! Bądźcie czujni! Historia się powtarza.” Zresztą sam Storch w wywiadzie z lutego powiedział: „Mam dobre przeczucie jeśli chodzi o mnie i Dre w przyszłości. Wrócimy i zrobimy coś razem. Jestem teraz w Kalifornii, więc to ma sens. Swoim uzależnieniem od narkotyków spaliłem dużo mostów i wkurzyłem wielu ludzi.” Dr. Dre zrobi bębny, Mike Elizondo zagra na basie, a Scott Storch stanie za klawiszami. Może być grubo. Czekam na ten powrót!

Nowy utwór: T.I. feat. Marsha Ambrosious „Dope”

t.i.-dope-dr.-dre

Takiego sztosu się nie spodziewałem — T.I. nagrał wspólny numer z Marshą na bicie Dr.’a Dre samplującego „Rock The Boat” Aaliyah! Tak myślałem jeszcze do niedawna, dopóki nie dotarłem do dziwnej informacji. Okazuje się, że podkład został zrobiony do spółki z legendarnym Sir Jinxem. Tak twierdzi Jinx na swoim prywatnym profilu facebookowym, więc możliwe, że to on odpowiada za większość produkcji. Coś tam jest też dogrywane na klawiszach i być może to jest robotą Doktora. Być może zrobił też bębny i w sumie to by się zgadzało bo brzmią jakby wyszły od niego. W każdym razie wszędzie w newsach jest napisane „produced by Dr. Dre”, więc może to być mylące. Tak, czy inaczej, wyszedł z tego bardzo fajny, bujający bit, w ogóle nie brzmiący jak coś, co Dre mógłby wyprodukować i już to jest zastanawiające. Sam numer też nie brzmi jak standardowy kawałek T.I. chociażby z dokonań z DJ’em Toompem. T.I. dobrze płynie, jak na niego przystało, natomiast Marsha się specjalnie nie wychyla, ale za to ładnie ozdabia całość. Sprawdźcie sami!

Dr. Dre gwiazdą nowego serialu firmy Apple

20140602-drdre-x624-1401740910
W sumie niecodzienna to wiadomość, ale jak najbardziej prawdziwa. Okazuje się, że Dr. Dre będzie główną gwiazdą i jednocześnie producentem pierwszego serialu ze stajni Apple. Vital Signs ma być sześcioodcinkową, w połowie biograficzną produkcją. Nie wiem co znaczy „w połowie”, ale może chodzi o przedstawienie w jakiś sposób życia doktorka już po N.W.A.? To tylko moje spekulacje, bo po co powtarzać coś co już zostało świetnie opowiedziane i to w pełnometrażówce? W projekt mocno zaangażowany jest również Paul Hunter — reżyser teledysków między innymi Aaliyah i A Tribe Called Quest. Nie wiadomo jeszcze kiedy premiera, ale ptaszki poćwierkują coś o lecie tego roku. Zapowiada się interesująco i na pewno ciekawie będzie zobaczyć Dreja przed kamerą, chyba pierwszy raz od czasu The Wash. Zastanawia mnie tylko, czy to, że będzie również producentem serialu oznacza przy okazji, że zrobi również ścieżkę dźwiękową. Poczekamy, zobaczymy.

Nowy utwór: Dr. Dre feat. T.I. & Victoria Monét „Back to Business”

dr-dre-thr

Podczas sobotniej audycji na Apple Beats 1, Dr. Dre zaprezentował zupełnie nowy utwór, który okazał się być odrzutem z zeszłorocznego albumu Compton. „Back to Business”, bo taki tytuł nosi premierowy kawałek, zawiera gościnną zwrotkę T.I.’a oraz wokal Victorii Monét. W tytule wymienieni są także Justus oraz Sly Piper. Dre wspomina początki swojej kariery, a Tip otwarcie czerpie z postaci Doktora inspirację. Przypominam, że album Compton jest nominowany do nagrody Grammy w kategorii Best Rap Album, zaraz obok Kendricka, J. Cole’a, Nicki Minaj i Drake’a.

Recenzja: The Game The Documentary 2 & 2.5

The-Game-Documentary-2-cover-art

The Game

The Documentary 2 & 2.5 (2015)

Blood Money/Universal

Dziesięć lat temu świat usłyszał debiutancki krążek 26-letniego wówczas The Game’a, The Documentary. Raper z Compton wszedł „na salony” i wbił się w grono najpopularniejszych raperów bardzo szybko, ze względu na ówczesną siłę przebicia labelu 50 Centa, G-Unit. Płyta sprzedała się w ilości ponad pół miliona w ciągu pierwszego tygodnia i stała się klasykiem west coast rapu. Od tamtej pory Game miał swoje wzloty i upadki: beef z 50, sprzeczki z Dr. Dre, nagranie wielu szlagierów hip-hopowych czy świetne sprawdzenie się w roli ojca. Swój sukces Jayceon Taylor zawdzięcza, w dużej mierze, również gościom na swoich albumach, bowiem jest to raper, u którego na tracklistach znajdują się największe nazwiska muzyki rozrywkowej. Czy sequel debiutu, który pojawia się po dziesięciu latach, dorównuje pierwowzorowi? A może go przebija?

Tak na dobrą sprawę, kolosalnie istotnym faktem jest to, że The Documentary 2 okazało się być wydawnictwem dwupłytowym, gdzie druga część swoją premierę miała tydzień po jedynce. Na obu dyskach znajduje się razem 36 kawałków, co daje grubo ponad dwie godziny czystego gangsta rapu i solidnego, soczystego miejscami g-funku. Warto wspomnieć także o tym, jak płyty te wyglądają (razem z bookletami). Dysk pierwszy jest koloru czerwonego, we wzory bandany. Dysk drugi natomiast jest niebieski, co łącząc symbolizuje barwy legendarnych gangów Bloods & Crips (powszechnie wiadomym jest, że Game należał do Cedar Block Piru Bloods). Dlaczego o tym wspominam? Między innymi dlatego, że w tekstach utworów na obu płytach, słowa takie jak Blood czy Compton padają w dziesiątkach, jeśli nie setkach razy. Uspokajam jednak — to nie jedyne wyrażenia, jakie idzie usłyszeć. Jak, i w ogóle, czy udało się w tych okolicznościach zachować spoistość materiału? Otóż… biorąc pod uwagę tegoroczne To Pimp A Butterfly Kendricka, trzeba powiedzieć sobie szczerze — Lamar chciał przekazać konkretną wiadomość. Jego materiał wbrew pozorom jest skupiony na stronie lirycznej, a sam Duckworth miał specjalną agendę. Żałuję, że K.Dot nie ma takiego ucha do bitów, jakie posiada Game. Wybory autora „How We Do” są najczęściej trafne, a nierzadko wyśmienite. Wśród producentów pojawiły się gdzieniegdzie identyczne nazwiska, jak w przypadku pierwszego albumu: Cool & Dre, Dr. Dre, Kanye, a także wiele innych, ważnych osobistości, wśród których są między innymi: DJ Premier, Boi-1-da, will.i.am, czy Hit-Boy. Pomimo tak wielu różnych postaci, muzycznie jest w miarę jednolicie — podobnie jak w pierwowzorze, dużo jest fortepianu, ciężkich bębnów, ale także lekkich, świeżych syntezatorów i wyświechtanych werbli. Agresywne kawałki przeplatają się z numerami o seksie. Nie brakuje też wzmianek o rodzinie Jayceona — o Tiffney, która nie może znieść ojca swoich dzieci, o dzieciakach, które są dla Game’a całym światem i fakt, że ten jest twardzielem, momentami przygasa, powodując uśmiech na twarzy słuchacza.

Mój ulubiony Blood na swój wielki album miał opracowany koncept — od początku do końca ważna jest historia z west side. Tam, wśród pistoletów, cracku i czerwonych bandan, znalazło się też miejsce na puszysty g-funk („Quiks Groove”) oraz refleksyjny, spokojny, zachodni rap („Life”) — tu pokłony za bit i dobór sampla dla Tone’a Masona — ten numer jest idealny na outro. Nie sposób nie otworzyć szeroko szczęki słysząc „Don’t Trip” z Ice Cube’emDr. Dre w gościnnych zwrotkach. Pomiędzy piosenkami, jak to zwykle w rapie bywa, znajdują się skity. I jak zwykle ich nie znoszę, tak w przypadku Documentary 2 są to ciekawe przerywniki. W jednym można usłyszeć genezę beefu z G-Unit (w formie wywiadu — dziennikarzem jest Sway!), stosunek Game’a z jedną z dziewczyn z dzielnicy, czy, uwaga, spotkanie z Felicią, znaną ćpunką z filmu Friday, która wszystko pożycza i oddaje się za crack! Spotkanie to ma miejsce na końcu utworu „Mula” z Yeezusem. Wracając do muzyki, na wyróżnienie zasługuje bezapelacyjnie bezbłędnie dobrany singiel „100”, na którym Compton spotyka się z Toronto. To w tym kawałku Drake zaliczył jedną z najciekawszych i najlepszych swoich zwrotek w roku 2015.

Game’a trzeba, powtarzam, trzeba, szanować. Chociażby za to, że rapując potrafi wylać z siebie siódme poty. Jest to jeden z graczy najbardziej kochających kulturę hip hopu. Ciągle wierzę w bezustanny progres i zajawkę Taylora, a udowodnił to w kolaboracjach z raperami TopDawgEntertainment — „Gang Bang Anyway” z Jay RockiemSchoolboyem, a także w utworze „On Me” — współpracy z Kendrickiem, gdzie pomiędzy raperami z Compton wibruje ta sama chemia, którą kocham od „The City”. W tle sampla Eryki „On & On”, niższy z raperów oznajmia, że za Game’em „pójdzie w ogień”, a sam gospodarz utworu w swojej drugiej zwrotce udowadnia to, o czym wspomniałem na początku tego akapitu — kilkukrotna zmiana flow w trakcie robi nie-sa-mo-wi-te wrażenie! Jeżeli słuchacz nie jest w stanie tego poczuć za pierwszym razem, polecam dokładnie i kilkakrotnie przesłuchać, co i w jaki sposób Game ma do powiedzenia.

Na The Documentary 2 znajduje się dosłownie stos piosenek, które produkcyjnie stoją na wysokim poziomie. Wśród gości (solowych numerów jest mało, ale mówimy o raperze specjalizującym się w kolaboracjach, co wychodzi mu doskonale) znajdują się najważniejsze obecnie nazwiska, a za produkcję odpowiadają najgorętsi teraz i dawniej muzycy. Cały album został zatwierdzony przez Dr. Dre, legendę z Compton. Autor Dokumentu nie wstydzi się opowiadać o swoich uczuciach, rodzinie, historii życia, wspomina zmarłych przyjaciół, oddaje cześć największym raperom, którzy przedwcześnie nas opuścili i twardo używa słów, aby agresywnie przekazać myśli — taka zasada gangsta rapu. The Game to według mnie jeden z najlepszych raperów i osoba ze sporym dorobkiem artystycznym (oczywiście w zakresie west coast rapu i gangsta rapu), a także ze sprawnie pracującym uchem. Porównując sequel do „oryginału”, stwierdzam, że znaleźć można trochę podobieństw, ale dzisiaj, 36-letni Jayceon Taylor to naturalnie już nie ten sam dwudziestosześcioletni świeżak, który nigdy miał nie rapować, a jego kariera zaczęła się od… śpiączki. W 2015 roku dzieli się z fanami swoim bagażem doświadczeń, dekadę temu dopiero raczkował. Game’owi trzeba przyznać, że dał z siebie wszystko. Jeśli „dwójka” nie jest lepsza od poprzednika, to przynajmniej mu dorównuje. So, what it do, Blood?

Recenzja: Dr. Dre Compton

1035x1035-dre-compton-soundtrack

Dr. Dre

Compton (2015)

Aftermath / Interscope

W ciągu szesnastu lat wielu słuchaczy całkowicie zwątpiło, że Dr. Dre kiedykolwiek wyda album. Już w poprzedniej dekadzie można było usłyszeć z jego ust słowa „look out for Detox”, aczkolwiek prócz dwóch singli („Kush” i „I Need a Doctor”) zgłodniali fani Andre Younga mogli zaspokoić swój apetyt jedynie nieoficjalnymi wyciekami, które cyklicznie pojawiały się w sieci. W 2015 roku Detoxu nadal nie ma i… nie będzie. Mamy za to Compton – alternatywę dla tworzonego przez wiele lat, w bólach, albumu-legendy.

W momencie, gdy Dr. Dre poinformował, że nowy album pojawi się jeszcze przed premierą filmu Straight Outta Compton, świat muzyczny był w tym samym stopniu podekscytowany, co pełen obaw. Sam przed pierwszym odsłuchem wpisałem go a priori w poczet albumów z kategorii „hit or miss”. Dziś ze spokojem ducha mogę stwierdzić, że Dre nie zawiódł. Jeśli jednak ktoś oczekiwał od Compton tego, że będzie wypełnione po brzegi bangerami pokroju „Still Dre”,  „The Next Episode” czy „Forgot About Dre”, z moja opinią zapewne się nie zgodzi. Trzeba jednak przyznać, że weteran rapgry wydał album przemyślany, dopracowany, gdzie poszanowanie do westcoastowej tradycji znalazło consensus ze współczesnymi muzycznymi trendami.

Z pierwszymi dźwiękami Compton, w kinematograficznym klimacie, przenosimy się do stolicy miodowych Timberlandów, flanelowych koszul, gdzie muzycznym tłem do codziennych wydarzeń jest werbel tworzony za pomocą spustu czarnego Colta. Dostajemy krótką lekcję historii o tym, jak miasteczko wprost z amerykańskiego snu zamieniło się w jeden z najniebezpieczniejszych rejonów w Stanach Zjednoczonych, w którym kolor czerwony i niebieski toczą nieustająca walkę na śmierć i życie. Początkiem muzycznej przejażdżki po Compton jest „Talk About It”. Prócz gospodarza, rolę przewodnika po dzielnicy pełni King Mez, któremu wtóruje Justus. Z początku utwór sprawia wrażenie chaotycznego, jednakże należy do tych, o których zwykło mówić się w muzycznej nomenklaturze, jako grower – posłuchacie raz, drugi, a kwestią czasu będzie, gdy zatęsknicie za otwierającym „I don’t give a one fuck!”. Kolejnym przystankiem jest świetny, przyprawiony reggae’owym sosem, „Genocide”, w którym energia Kendricka przypomina tę, jaką Eminem miał w sobie na 2001 – „fucki” zostały rzucone, a współczynnik przedwczesnej umieralności w Compton, nie zmalał nawet o promil.  Słońce pojawia się na horyzoncie przy „It’s All On Me”. Dzięki pięknemu, letniemu bitowi przenosimy się gdzieś w okolice narodzin g-funku, a dzięki retrospekcjom Dre poznajemy historie, które wydarzyły się dużo wcześniej niż premiera The Chronic.

Gdy już na dobre zadomowimy się w upalnej Kalifornii, na horyzoncie pojawia się Anderson .Paak – lokalny artysta, fan Dr. Dre. „All in Day’s Work” to hymn pracoholików i swoiste połączenie dwóch pokoleń – młodego twórcy dążącego do perfekcji w swoim fachu i weterana, który dzięki swojemu etosowi pracy dorobił się fortuny większej niż sześć zer. „Loose Cannons” i  „Issues” są czymś na wzór zjazdu starych OG’s – w pierwszym pojawia się COLD 187um wraz z Xzibitem, w drugim Ice Cube. Co najważniejsze — wszyscy w formie. Pod względem muzycznym faworytem jest „Loose Cannons”. Gdy znacie „Supermagic” Mos Defa (Yasiina Beya?), to wiecie, że sampel „Ince, Ince” można było wykorzystać lepiej.

Na „Deep Water” po raz kolejny swój ogromny potencjał pokazuje Kendrick Lamar. Kawałek jest jakby połączeniem stylów z dwóch albumów Kalifornijczyka (jazzowa końcówka jest wręcz żywcem wyjęta z To Pimp a Butterfly). Świetne występy zanotowali także Jon ConnorSnoop Dogg na „One Shot One Kill”. Na Compton nie mogło zabraknąć oczywiście „największego fana doktora”, Game’a, który przy pomocy Asi Bryant wysmażył utwór, którego repeat value, plasuje się w czołówce. Gdy zbliżamy się ku końcowi podróży, czas umilają nam sprawnie skomponowane utwory, w których zarówno ci śpiewający ,jak i rapujący robią swoje – „For the Love of Money” (świetna Jill Scott, świetny Jon Connor) oraz „Satisfiction” (Marsha Ambrosious + kolejne zwrotki Snoopa i King Meza [sic!] na „5”). Przyjemnie słucha się „The Animal”, dosyć bezbarwnie wypada natomiast „Medicine Man” z Eminemem.

Nie można zapominać jednak, że podczas całej tej podróży przez wąskie uliczki Compton, to Dr. Dre jest tutaj gospodarzem. Mimo że mikrofon wędruje z ręki do ręki bardzo często, to jego obecność na albumie jest niezaprzeczalna. Dre pokazuje, że mając 50 lat na karku, cały czas można świetnie poruszać się po bicie i nagrywać dobre rzeczy (biorąc poprawkę na to, że gospodarz korzysta z usług ghostwriterów).

Podróż po Compton kończy się przy akompaniamencie „Talking To My Diary”. Przekaz ostatniego utworu jest jasny – weteran rapu, współtwórca kultowej grupy, jeden z najbardziej cenionych producentów w historii, przechodzi na emeryturę. Przechodzi na nią w stylu nieosiągalnym dla wielu artystów, którzy z wiekiem rozmienili swój dorobek na drobne. Jeśli utwory na mityczny Detox rzeczywiście tak bardzo nie satysfakcjonowały Andre Younga, to cieszę się, że nie ujrzał on światła dziennego. Parafrazując znane polskie przysłowie – lepszy Compton w garści niż Detox na dachu. Compton to nie The Chronic, ani nie 2001. Brakuje mu na pewno znamion, które cechują albumy uznawane za klasyczne. Bądźmy jednak szczerzy, to nadal cała masa znakomitych zwrotek, niezłych refrenów i świetnych bitów. Pamiętnik Dr. Dre został spięty klamrą z napisem „tajne przez poufne”.

Dr. Dre wydaje nowy album!

compton
Wszystko już jasne. Zgodnie z domysłami dotyczącymi wczorajszego wielkiego ogłoszenia, Dr. Dre zapowiedział premierę nowego albumu! Nie jest to już ten niesławny Detox (który według autora powstał, ale okazał się zbyt słaby, żeby ujrzeć światło dzienne), ale jest to ścieżka dźwiękowa do nadchodzącego filmu biograficznego o N.W.A., którą będzie można spokojnie uznać za trzeci po The Chronic2001 album Doktorka. COMPTON trafi na iTunes już 7 sierpnia (tego roku, jak Dre wyraźnie zaznaczył podczas audycji The Pharmacy) i składać się będzie z 16 premierowych nagrań. Gościnnie na albumie przewinie się plejada postaci kojarzonych z legendarnym producentem (Ice Cube, Snoop Dogg, Eminem, Kendrick Lamar…), ale znajdziemy na trackliście także kilka niespodzianek (Jill Scott, BJ the Chicago Kid, Anderson Paak). Cały album (poza jednm utworem) wyprodukowany zostanie przez wiadomo-kogo. Pytanie tylko, jak często (albo czy w ogóle) udzielać się będzie również na mikrofonie? Dowiemy się już niedługo. Bardzo niedługo.

1. „Intro”
2. „Talk About It (feat. King Mez & Justus)”
3. „Genocide (feat. Kendrick Lamar, Marsha Ambrosius & Candice Pillay)”
4. „It’s All On Me (feat. Justus & BJ the Chicago Kid)”
5. „All In a Day’s Work (feat. Anderson Paak & Marsha Ambrosius)”
6. „Darkside/Gone (feat. King Mez, Marsha Ambrosius & Kendrick Lamar)”
7. „Loose Cannons (feat. Xzibit & COLD 187um)”
8. „Issues (feat. Ice Cube & Anderson Paak)”
9. „Deep Water (feat. Kendrick Lamar & Justus)”
10. „One Shot One Kill (feat. Snoop Dogg)”
11. „Just Another Day (feat. Asia Bryant)”
12. „For the Love of Money (feat. Jill Scott & Jon Connor)”
13. „Satisfiction (feat. Snoop Dogg, Marsha Ambrosius & King Mez)”
14. „Animals (feat. Anderson Paak)”
15. „Medicine Man (feat. Eminem, Candice Pillay & Anderson Paak)”
16. „Talking To My Diary”

Dr. Dre i DJ Premier tworzą wspólny materiał?

dre preemo

Prawdopodobnie zapowiada się jeden z największych, i mam nadzieję, że przy okazji najciekawszych projektów w historii hip hopu. Choć póki co kolaborację zapowiadają wyłącznie udostępniane w sieci zdjęcia, to już teraz można się szykować na kolejną mocną rzecz w tym roku. Ciężko zresztą nie podążać za takim przeświadczeniem, mając na uwadze, że w jednym studiu spotykają się dwie absolutne legendy – Dr. Dre oraz DJ Premier. Obaj Panowie posiadają bardzo bogate artystyczne portfolia, których zwieńczeniem może się okazać materiał powstały z efektów  ich obecnej współpracy. Czekamy zatem na więcej konkretów.

Ciekawe czy powstanie kolejny hiphopowy klasyk…?

Nowy utwór: Dr. Dre feat. Kendrick Lamar & Jeremih „2Nite”

kendrick-dre

„She got that shit that make you kill a nigga”, czyli romantyzm z Compton. Oczekujących od wielu, wielu lat na Detox fanów z pewnością ucieszy fakt, że Dre prawdopodobnie coś pcha do przodu, bo udostępnił utwór „2Nite” z KendrickiemJeremih w refrenie. Panowie zwracają się do „swoich” kobiet. Wiadomo, co chcą zrobić. Numer brzmi całkiem świeżo, a biorąc pod uwagę nazwiska, które tu występują, można stwierdzić, że to nawet kwestia kilku ostatnich miesięcy. Wszystko brzmi świetnie, kawałek jest przyjemny, Doktor jest w formie, ale poza tym wszystkim nasuwa się pytanie: czy Jeremih w końcu wyda Late Nights: The Album? Mam nadzieję, że ten tematycznie pasujący do koncepcji krążka utwór jest poniekąd zapowiedzią zbliżającej się premiery płyty. Tymczasem, nacieszcie uszy tą kolaboracją.

Trailer filmu „Straight Outta Compton”

straight-outta-compton

Znacznie większą radość niż niektóre werdykty na Grammy Awards spowodowała u mnie wiadomość o premierze trailera do filmu „Straight Outta Compton”. Jest to dokument przedstawiający historię N.W.A – najpopularniejszego zespołu reprezentującego gangsta-rap przełomu lat 80. i 90.. W jego skład wchodzili między innymi Dr Dre czy Ice Cube, którzy osobiście wystąpili w filmie. Premiera pełnometrażowego materiału w Stanach odbędzie się dopiero 14. sierpnia. Miejmy nadzieję, że film szybko dotrze do Polski!

Nowy teledysk: T.I. feat. Skylar Grey „New National Anthem” (Lyric Video)

Bez tytułuJutro na sklepowe półki trafia najnowszy krążek T.I.’a  Paperwork: The Motion Picture, a raper nie zwalnia tempa i udostępnia lyric video do singla „New National Anthem”. Na featuringu usłyszeć możemy Skylar Grey – wokalistkę znaną chociażby ze współpracy z Dr. Dre czy Eminemem. Utwór opowiada o współczesnych problemach, z którymi borykają się Amerykanie, czyli m.in. rasizm, niesprawiedliwość i brutalność policji. Sam kawałek od razu zapada w pamięć, zapewne za sprawą wyrazistego refrenu. Posłuchajcie i oceńcie, czy rzeczywiście numer mógłby pretendować, aby stać się nowym hymnem narodowym.

Marsha Ambrosius i Dr. Dre coverują numer Sade

10428486_10151842156657325_191884210762735236_n
Chyba nie ma na sali osoby, która nie znałaby hitu Sade „Love Is Stronger Than Pride”. Marsha Ambrosius podjęła się nagrania własnej wersji tego kawałka, a wspomógł ją w tym nikt inny jak sam… Dr. Dre. Zdziwieni? Ja również. Posłuchajcie coveru o mocno hip hopowym zabarwieniu, a ja przypomnę jeszcze tylko, że Marsha szykuje się do wydania nowej płyty Friends & Lovers, za produkcję której odpowiadać będą m.in. Pop & Oak, Da Internz, Eric Hudson oraz J.U.S.T.I.C.E. League. Czekamy!

Kendrick Lamar w nowej reklamie „Beats By Dre”

kendrickcommercial

 

Wczoraj ujrzała światło dzienne nowa reklama sprzętu audio Beats By Dre, który ostatnimi czasy cieszy się ogromną popularnością. Dokładniej chodzi o „Beats Pill”, najnowszy model przenośnych głośniczków. W spocie wystąpili Dr. DreKendrick Lamar. Co ciekawe, oglądając ten krótki film można usłyszeć nową zwrotkę podopiecznego wytwórni „Aftermath Entertainment”, należącej do Doktora. Numer, który został wykorzystany w przekazie, podkreśla perfekcjonizm obu artystów, jako że żaden z nich nie jest zadowolony z pierwszego ujęcia tego, co wygląda najprawdopodobniej na kolejną kolaborację wielkiej dwójki. Co się dzieje później – to już zostawiamy Wam, przecież nie będziemy psuć przyjemności z oglądania, a taka na pewno jest!

Dr Dre najlepiej zarabiającym muzykiem rapowym ostatniego roku


Według magazynu Forbes Dr Dre był najlepiej zarabiającym muzykiem rapowym ostatniego roku. Wpływy Dre’a nie pochodziły jednak stricte z muzyki. (więcej…)

Dwa nowe teledyski Ricka Rossa

Czy Wam też się wydaje, że ostatnio znów wszędzie go pełno? Może to dlatego, że wczoraj premierę miał jego piąty już studyjny krążek God Forgives, I Don’t. W związku ze zintensyfikowaną promocją albumu w pierwszym tygodniu wydania, do sieci trafiły właśnie dwa nowe teledyski, do trzeciego i czwartego singla z albumu (przy czym trudno jednoznacznie stwierdzić, który jest który) – „3 Kings” z Drem Dre i Jay’em Z oraz „Hold Me Back”. Pierwszy jest czarno-białym montażem scen z życia tytułowych trzech królów (można rzucić okiem); drugi – także czarno-biały – brzmieniowo bardzo południowy, przedstawia Rossa w różnych ujęciach na przedmieściach w otoczeniu tamtejszej społeczności.

„3 Kings”

„Hold Me Back”

Nowy utwór: 50 Cent feat. Alicia Keys & Dr. Dre „New Day”

50 Cent zapożyczył sobie refren z nowej piosenki Alicii Keys „New Day” i wraz z Dr. Dre stworzył inny utwór o tym samym tytule. Singiel promować będzie jego nadchodzącą płytę Street King Immortal, której możemy spodziewać się w listopadzie. Zanim usłyszycie pełną wersję utworu, mamy dla Was snippet do sprawdzenia.

edit: Całość utworu do sprawdzenia poniżej.

Nowy utwór: Kendrick Lamar feat. Dr. Dre „The Recipe”


Przed nami pierwszy owoc współpracy Kendricka Lamara z wytwórnią Aftermath – utwór „The Recipe” z gościnnymi linijkami samego Doktorka. Kendrick to klasa sama w sobie jak zawsze, natomiast z występem Dre sytuacja jest dość zabawna. Jego zwrotka nie dość, że została najprawdopodobniej napisana przez Lamara, to jeszcze nawinięta została zupełnie w stylu młodszego mc. Nikogo to w sumie dziwić nie powinno, Doktor od początku kariery korzystał z pomocy ghostwriterów. Dobrze, ze chociaż autorstwa podkładu sobie nie przywłaszczył – ten wyszedł spod ręki Scoopa DeVille’a. Co by nie mówić – doskonały kalifornijski letniak.