Wydarzenia

kanye west

Recenzja: Kanye West „808s & Heartbreak”

Kanye West, samozwańczy głos młodego pokolenia, wydając swój najnowszy krążek „808s & Heartbreak” zdążył już, jak najbardziej świadomie, wywołać burzę skrajnych komentarzy i opinii. Zarówno krytyka jak i fani muzyka pozostają podzieleni. Kim tak naprawdę jest West? Geniuszem muzyki popularnej czy może sprawnym manipulatorem i znakomitym specjalistą od muzycznego marketingu? Tego, co prawda nie dowiadujemy się słuchając „808s & Heartbreak”, a co więcej pozostawia on po sobie jeszcze większy mętlik, ale może odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka jednoznaczna?

Ye dużo ryzykował wydając „808s & Heartbreak”. Już samo „Love Lockdown” w roli singla promującego, w środowiskach hip-hopowych zupełnie zdegradowało go, jako rapera. Tymczasem reszta krążka utrzymana jest w podobnej konwencji, a sam West zdaje się nie tylko nie chować się przed narastającą krytyką (byłych już często) fanów, ale wręcz świadomie prze naprzód nic sobie nie robiąc z kolejnych wymierzonych w niego ciosów. To, na ile krążek jest genialny z pewnością nigdy nie zostanie do końca rozstrzygnięte. Pewne jest natomiast, że jest to album niepowtarzalny i warty zauważenia.

Na płycie West sięgnął po ogólno wykorzystywane środki i instrumenty jak choćby popularne ostatnio auto-tune i bębny 808, aby stworzyć coś nie do końca mieszczącego się w dotychczas znanych ramach gatunkowych. Nie jest to z pewnością krążek hip-hopowy, choć oczywiście sięga po rozwiązania stosowane właśnie przez produkcje charakterystyczne dla tego rodzaju muzyki. Koncepcję albumu można określić w kilku zdaniach, jako życiowe rozważania człowieka na granicy załamania nerwowego, którego w ostatnim czasie spotkały pełne traumatyczne wydarzenia – jest to dość czytelne, nie tylko ze względu na asocjacje autobiograficzne czy zapowiedzi i komentarze samego Ye, ale także ze względu na oszczędną muzycznie, liryczne i wizualnie formę krążka.

Mimo wszystko album nie jest do końca taki, do jakiego aspiruje. West kreuje się, bowiem na bohatera werterycznego, którego dosięga nieuchronny ból istnienia. Tymczasem utwory, w których ten ból naprawdę się zawiera możemy policzyć na palcach jednej ręki. Nie twierdzę, że to źle, że krążek jednak mimo wszystko okazuje się być dość różnorodny, ale w pewien sposób burzy to jednak zapowiadany schemat albumu z uniwersalną boleścią i rozpaczą w rolach głównych. Motywy, które przewijają się w kolejnych utworach, mimo, że momentami próbują sięgać głęboko, często niestety brodzą po mieliźnie. Zdecydowanie od konceptu płyty odcinają się miłe dla ucha, mdłe dla ducha „Robocop” i zjawiskowe, ale jednak utrzymane w pozytywnym i lekkim duchu „Paranoid”. Ten drugi tematycznie przypomina mi do złudzenia „Don’t Worry” Aaliyah.

Jak na człowieka po przejściach Kanye wydaje się być bardzo towarzyski. Do współpracy zaprosił między innymi kolegów raperów Young Jeezy’egoLil’ Wayne’a – ich udział może być odczytany, jako dramatyczna próba ratowania wizerunku hip-hopowca. (Zapewniam, że daremna.) Nie mniej jednak, panowie nie są tu jedynie, z tej przyczyny. W niewątpliwie wyróżniającym się, autoironicznym „Amazing” West tłumaczy się, a w zasadzie odpowiada na ataki mediów w stosunku do jego gwiazdorskich zapędów. Jeezy w drugiej części utworu pełni funkcję pewnego alter-ego Westa, który zapewnia nas, że nie miał łatwo w życiu i to, co osiągnął w pełni mu się należy. Te deklaracje warto jednak skontrastować także z najbardziej reprezentatywnym (poza singlowym „Love Lockdown”) utworem na krążku, czyli prawie-tytułowym „Welcome to Heartbreak”, gdzie Ye odkrywa przed nami ciemne strony sławy i zdaje się żałować życia, które wiedzie, na rzecz szeroko pojętej normalności. Poza tym na albumie pojawiają się także poprawnie emocjonalne „Streetlights”, dobrze napisane, choć z niekoniecznie trafioną pointą prowadzącą do wniosku, że miejsce Westa jest na ulicach (w domyśle ze swoimi dawnymi ziomkami), bo sam autor doskonale wie, że nie porzuciłby dotychczasowego życia, aby znowu stać się takim jak dawniej. Takie deklaracje brzmią w jego ustach co najmniej zabawnie, chociaż oczywiście nie neguję jego dobrych intencji, bo być może w chwili słabości faktycznie zdarzało mu się miewać takie myśli. Końcówka albumu („Bad News”, „See You In My Nightmares”„Coldest Winter”) zawiera bardzo wiele gorzkich i mocnych słów, które jednak niekoniecznie prowadzą do czegokolwiek. I o ile jeszcze samo „Coldest Winter” broni się muzycznie, o tyle już dwa wcześniejsze niestety nie oferują nam nic innowacyjnego. Szczerości natomiast ciężko odmówić otwierającemu krążek, chwytającemu za serce, chociaż być może trochę na siłę wydłużonemu „Say You Will”. Zabieg ten jednak był w pełni celowy i miał stanowić przeciwwagę dla najkrótszego na krążku, zamykającego go „Coldest Winter” i przez to zawierać wszystkie utwory w pewnej całości.

Brzmieniowo West zdecydowanie mocniej nawiązuje do „Graduation”, niż do dwóch pierwszych krążków. Wszystkie bity i wokale zdają się brzmieć syntetycznie, chociaż dla podniesienia napięcia w utworach bardzo często występują także klasyczne motywy instrumentalne jak chociażby sekcja smyczkowa. Rozstrojone i podrasowane przez vocoder wokale, a także oszczędność dźwięków mają imitować stan duszy i umysłu muzyka. I o ile na tym poletku Kanye wychodzi z tego zabiegu obronną ręką, o tyle, jeśli chodzi o treść, którą przez ograniczenie formy wystawia na główny plan, nie ma niestety już tyle szczęścia. Całość mimo początkowego wrażenia niestrawności, okazuje się mimo wszystko dość smaczna i przemyślana. I chociaż nie ma pewności na ile uczucia i emocje Westa są szczere, a na ile stanowią tylko marketingowe tło, nie można przejść obojętnie obok „808s & Heartbreak”.

Recenzja: Q-Tip – The Renassaince

Q-tip
Po 9 latach milczenia powraca Q-Tip z albumem The Renassaince. To prawdopodobnie najlepsza płyta hip-hopowa wydana w 2008 roku.

(więcej…)

Nowy utwór: Common – Be (prod. J Dilla)

5819b256780d460cacfb33c3856bc0ee351.jpg

 O tym, że J Dilla był geniuszem nie muszę przypominać. Na mikstapie DJ Eves`a Laced With Gems została zamieszczona oryginalna wersja utworu Be, z klasycznego już albumu Commona Be z 2005. Podobno, nie pasowała do całości materiału i trudno się z tym nie zgodzić. W porównaniu z wersją Kanye Westa,  jest to estetyczny zwrot o 180 stopni. J Dilla postawił na mocny bit, przypominający o początkach Commona, jest to prawdziwy, organiczny hip-hop, sięgający korzeni. Wersja Kejna nie jest zła… ba, to według mnie najlepszy moment na całej płycie. Polecam!

(więcej…)

Okładka albumu: Keyshia Cole ‚A Different Me’

keyshia

Nie wiem czy Keyshia Cole wpada czasem na soulbowl.pl i z pomocą tłumacza bądź słownika czyta nasze komentarze. W każdym razie wzięła chyba sobie do serca porady naszych chłopaków i zmieniła fryzjera. Wygląda doskonale  w tej fryzurze. Przedstawiam Wam okładkę najnowszego albumu artystki zatytułowanego ‚A Different Me’. Oprócz 2Paca na krążku pojawi się także Kanye West, Nas oraz Monica. Premiera 16 grudnia.

Przerwa na reklamę

Mój drogi Kejn, którego nie wiedzieć czemu oficjalnie nazywa się KanYe Westem, reklamował już m.in. pewien wysoko procentowy napój. West wystąpił także w żartobliwym spocie tabletek Be KanYe. Teraz przyszła pora na coś bardziej banalnego. Ye wypuścił właśnie reklamówkę swojego najnowszego albumu 808s & Heartbreak, żebyście Xenu broń nie zapomnieli, że już 25 listopada trafi on do sklepów. Z tego wszystkiego, co ostatnio wyciekło i wynikło w związku z postacią KanYe Westa, ten obrazek przemawia do mnie najbardziej. Jego znakomitość możecie sprawdzić sami powyżej. Znakomitość reklamówki, nie mówię tu o znakomitości Kejna, bo ta jest bardziej problematyczna. Bowiem wraz z premierą kawałka Love Lockdown i reszty tych wokoderowych kakofonii, wyszło na jaw, że król jest nagi. Tak jakby. (więcej…)

Nowy krążek Jay’a Z nie w tym roku

jay.png

Jay-Z uciął spekulacje na temat rzekomej premiery swojego „The Blueprint 3” przed końcem 2008 roku. Po wypuszczeniu trzech nowych utworów: buzz singla „Jockin’ Jay-Z”, oficjalnego „Swagga Like Us” nagranego w spółce z innym wielkim hip-hopu T.I.’em oraz wyciekłego kilka dni temu do sieci, z okazji zwycięstwa Baracka Obamy w wyborach prezydenckich „History”, zaczęły narastać pogłoski jakoby krążek miał ukazać się jeszcze w grudniu. Tymczasem sam Jay w zeszłym tygodniu na antenie Hot 97 w rozmowie z Angie Martinez powiedział, że nic o tym nie wie i nie ma pojęcia w jaki sposób pojawiła się ta informacja. Ponadto w rozmowie z MTV, Kanye West, producent wszystkich trzech nowych utworów Jiggi, zapowiedział, że na dniach wracają do studia, żeby nagrać jeszcze kilka tracków na album. Ja osobiście nie mogę się doczekać nowego krążka Jay’a i zdecydowanie nie boję się, że zawartość może mnie rozczarować, o ile oczywiście nie zaprosi do współpracy Rihanny i/lub Akona. Tymczasem po skoku „History” na zaostrzenie apetytu.

(więcej…)

Jak się cieszy Will.I.Am, czyli nowy teledysk

Tuż po elekcji Baracka Obamy na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Will.I.Am nakręcił prędko teledysk do radosnej piosenki zwycięstwa „It’s A New Day”. Widać, że klip był robiony bardzo spontanicznie, ale nie dziwię się Willowi, że tak szybko chciał podzielić się swoją euforią z fanami. W teledysku zobaczymy cameos m.in. Kanye Westa, Michelle Williams (byłą żonę Heatha Ledgera, nie byłą Destinkę), Harolda Perrineau (aktora znanego z „Matrixa”i serialu „Zagubieni”), członków Black Eyed Peas, aktorów Kerry WashingtonKevina Bacona oraz samego Obamę. Zobaczcie poniżej.


Za newsa dziękujemy portalowi Infomuzyka.
infomuzyka

Fotka: Kanye i Estelle

Niemiłosiernie ubździłam sobie w głowie, że Kanye WestEstelle stworzyliby boską parę. Europa kocha Kanye, amerykanie uwielbiają Estelle. Oboje są odważni muzycznie i wizerunkowo oraz mają krzywy zgryz (nie hejtujcie, to nie przytyk tylko uwaga – ja też taki mam). Nagrali świetny przebój o amerykańskim chłopaku, który do tej pory nie może wyjść mi z głowy. Zresztą popatrzcie na nich. Czy to nie byłaby piękna (w lekko alternatywnym tego słowa znaczeniu) przeciwwaga dla Beyoncé i Jay’a-Z? Fotka z rozdania MTV’s EMAs 2008.

Tak naprawdę piszę ten post żeby wyjaśnić, że przez chwilę się z wami nie zobaczę. Znikam z sieci, siła wyższa – przeprowadzka. Postaram się wrócić jak najszybciej. Już za wami tęsknię. (odp. z publiki: a kim ty k* jesteś?). A tak serio: bądźcie grzeczni, nie rozwalcie serwera. Big Sister is watching. Wracam niedługo.

Siostra

Nowy klip: kanYeWest – Heartless

Mamy drugi klip z nadchodzącego krążka Kanye’go Westa – „808’s & Heartbreak”. Tym razem na tapet został wzięty średnio-(jeśli w ogóle)-powalający singiel „Heartless”. West ostatnio wyraźnie lubuje się w animowanych teledyskach. Po „Champion”„Good Morning” przyszedł czas na kolejną animację. Tym razem jednak to sam animowany West, a nie Graduation Bear pojawia się w klipie. Niestety wygląda trochę jak postać z Alladyna i ja osobiście wolałbym, żeby nowe teledyski kręcone były w standardowy sposób.

Nowy utwór: Kanye West – Anyway (feat. Kid Cudi)

Kolejna odsłona nowego projektu Westa. Anyway to wszystko, prócz stary poczciwy Kanye. Szalone disco, niczym Sexi Flexi, vocodery, bębny, śpiewający Kanye. Trochę przypomina mi produkcje Neptunesów, starego Prince`a. W refrenie debiutant z Cleveland Kid Cudi, najnowszy podopieczny Westa, którego usłyszymy dwukrotnie na 808`s & Heartbreak i zapewnie będzie o nim jeszcze głośno.