Wydarzenia

kid cudi

Nowy utwór: Kid Cudi „The Frequency”

53040_466031698585_3393761_o

Podobno sam Andre 3000 przyznał, że album Kid Cudiego, Speedin’ Bullet 2 Heaven, to najlepsza rzecz, jaka została ostatnio wydana. Chyba słuchałam zupełnie innego krążka niż połówka Outkastu, ale wiecie, z legendą z Atlanty się nie dyskutuje. W każdy razie, Kid Cudi pracuje już nad kolejnym dziełem. Pomaga mu w tym Kanye West, a jak wiadomo, wszystko co dotknie najlepszy artysta wszech czasów zamienia się w złoto. W oczekiwaniu na nową płytą Kida, raper udostępnił numer „The Frequency”. Nieco hipnotyczny klimat piosenki przypomina mi debiut Man on the Moon: The End of Day. Lubię to!

Nowy utwór: Kid Cudi „Speedin’ Bullet 2 Heaven”

kid-cudi-sbthKid Cudi odwołuje dalszą część trasy koncertowej i skupia się na dopieszczaniu płyty. W dzisiejszym oświadczeniu opublikowanym na twitterze raper odwołuje resztę „Especial” tour, które zaczęło się w tamtym miesiącu. Problemy osobiste i brak satysfakcji w warstwie produkcyjnej nadchodzącego albumu to najważniejsze powody jakie Scott wymienia w opublikowanym oświadczeniu. Swoją nieobecność próbuje w pewien sposób zrekompensować i dzisiaj udostępnił tytułowy utwór z nadchodzącego albumu Speedin’ Bullet 2 Heaven, którego premiera już 18 grudnia. Polscy fani nie powinni być zawiedzeni, ponieważ wszystkie odwołane koncerty miały odbyć się w Stanach, natomiast nowy utwór powinien zadowolić każdego.


Kid Cudi ujawnia okładkę nowego albumu

kid-cudi-sbth
Dobre wieści dla fanów Kid Cudiego. Raper wydaje nowy album Speedin’ Bullet to Heaven, którego okładkę znajdziecie powyżej. Przyznam się szczerze, że obawiam się zawartości tej płyty po tym hippisowsko-hipsterskim zdjęciu… auć. Poniżej także tracklista do „strony A”, czyli właściwej zawartości krążka bowiem „strona B” zawierać będzie odrzuty, dema, nagrania z prób i tak dalej, i tak dalej. Czekacie na 4 grudnia?

Nowy utwór: Kid Cudi „love.”

cudi-glasses
„Wszystko będzie dobrze” to jednocześnie najlepsza i najgorsza rada dla kogoś, kto przeżywa katusze. Niemniej jednak tą drogą właśnie postanowił pójść Kid Cudi w tekście nowego kawałka, odrzucie z sesji nagraniowych Satellite Flight: The Journey to Mother Moon zatytułowanym po prostu „love.”. W piosence ku pokrzepieniu serc muzyk wykorzystał sampel ze swojego ulubionego kawałka „Sunblocks” Ratat. W nawiązaniu do mojego poprzedniego wpisu o Trinie i jej poszukiwaniach tego jedynego, należy chyba załączyć jej w mailu poniższy utwór i wierzyć, że wszystko się poukłada. Śmiem twierdzić, że słuchając Kid Cudiego, każda dziewczyna uwierzy w te… banały!

Recenzja: Kid Cudi Satellite Flight: The Journey to Mother Moon

satellite flight

Kid Cudi

Satellite Flight: The Journey to Mother Moon (2014)

Wicked Awesome Records / Republic Records

-What is you like most about being up here?
 -The silence. I could get used to it.
 Gravity

Kid, Ty fircyku, zagrałeś na nosie pani doktor z hollywoodzkiej produkcji i udowodniłeś, że w kosmosie znaleźć można coś o wiele bardziej interesującego niż ciszę, której akompaniuje Steven Price. Dałeś nam miksturę swojego klasycznego stylu z domieszką patosu VangelisaEnnio Morricone (uwierz, trochę chichotałam, kiedy po raz pierwszy przesłuchiwałam Twój album) oraz odgłosów, które hulały w głowie Lema, kiedy ten osadzał w dźwiękowej rzeczywistości swojej wyobraźni postać pilota Pirxa.

Satellite Flight: The Journey to Mother Moon miał być pierwotnie EP-ką, w zamierzeniu – albumem, a w efekcie – stanowi (podobno) pomost spajający INDICUD i ospale zapowiadającym się Man on the Moon III. Albo inaczej – ma być do MOTM3 wprowadzeniem i zapowiedzią nowego rozdziału w artystycznej twórczości Mescudiego.

Tylko jak ten pomost wygląda? Największą jego słabością jest, paradoksalnie, stabilność, czyli natrętna równość kawałków – przynajmniej tych z pierwszej połowy albumu. Ugrzęzłe w charakterystycznej nostromo-lunarnej stylistyce numery aż do „Too Bad I Have To Destroy You” zdają się siostrzanie podobnymi do siebie zapychaczami albo uzupełnieniami prowadzonej przez Kida narracji. Uzupełnieniem do nieprzedstawionej treści, trzeba dodać. Mętnie nie przestaje być nawet, gdy za mikrofon w „Balmain Jeans” – notabene, niesamowicie banalnego pod względem tekstowym – chwyta Raphael Saadiq. Jest charakterystycznie, a jednak nijako.

Dopiero szósty, posiadający najbardziej hitowy potencjał numer wytrąca z poczucia odrętwienia i zawieszenia, nomen omen, w próżni. „To Bad I Have To Destroy You”, poza ironiczno-melancholijnym tytułem przykuwa uwagę rapowymi skilami Cudiego. O tak, ten człowiek zdecydowanie umie nawijać i szkoda, że robi to relatywnie rzadko.

Podróż trwa w najlepsze. Docieramy do „Internal Bleeding”. Semantycznego #bangu, emocjonalnego #sztosu. Dla tego i poprzednio wspomnianego numeru przedzierałam się przez papkowatość pozostałych utworów. Dziękuję Bogu za ten kawałek, bo jest on jednym z niewielu, po których pozbierać się jest nie łatwo. Co z tego, że technicznie wykazuje te same braki co reszta płyty i w ogóle producencka działalność Scotta: czyli zbytnią monotonność i zacietrzewianie się w jednym, zazwyczaj całkiem udanym, ale na dłuższą metę nudzącym koncepcie. Nic po tym, jeśli ciężar emocjonalnego przekazu w „Internal Bleeding” sączy się jak żółć , a środków wykonawczych, jakie zostały w nim zastosowane, mogliby pozazdrościć wszyscy laureaci wszelakich festiwalów piosenek aktorskich razem wzięci. Jednostajność warstwy instrumentalnej tutaj służyć może tylko jako atut. Nic nie porusza bardziej niż wyśpiewana świadomość wiecznego, jednostajnie raniącego cierpienia podkreślona ociężałością podkładu. Kid, ta piosenka sprawiła, że „my heart was leaking”. As well.

Szkoda tylko, że najjaśnieszy punkt płyty jest jej prawie jedynym highlightem. Leniwie składające się do zamknięcia albumu outropodobne trzy ostatnie numery powracają do poprzednio spotkanej konwencji – czyli głównie do budowania atmosfery, stanowienia wspomagacza opowieści, którą na dobrą sprawę można wysupłać tylko z tytułów kolejnych kawałków. Hej Scott, trochę mało konkretów w twoim sprawozdaniu z podróży do innej rzeczywistości, a zbyt wiele kliszowatych stylistycznych trików, które miały słuchaczy wprowadzić w atmosferę dalekosiężnych wojaży. Satellite Flight… prawdopodobnie zdecydowanie bardziej sprawdziłoby się jako EP-ka. Jego koncepcyjny charakter, zbyt inwazyjnie wpływający na stylistykę panującą na krążku nie wyczerpałby się, gdyby miał się rozciągać na o połowę mniej utworów. Mniej znaczy więcej, pamiętaj o tym, Kid. A teraz zabieraj się do pracy nad MOTM3.

Nowy utwór: Kid Cudi feat. Skylar Grey „Hero”

need-for-speed-ost

W związku z premierą piątkową premierą Need for Speed, rozpędza się machina promocyjna. I oto voila – mamy jeszcze ciepły singiel z soundtracku. Kid Cudi, który pojawi się także na ekranie, razem ze Skylar Grey wzięli udział w tworzeniu muzyki do filmu. Efekt finalny? Piosenka raczej będzie potrzebowała wizualu, żeby się obronić.

Odsłuch: Kid Cudi Satellite Flight: The Journey to Mother Moon

1941544_10152259531603586_1293250662_o

Informacjami dotyczącymi najnowszego albumu Kida Cudiego dzieliliśmy się z Wami już dwa tygodnie temu. Niecierpliwe wyczekiwanie na publikację Satelite Flight… przyniosło swoje efekty. Nadeszła wiekopomna chwila: kolejne wydawnictwo Kida utrzymane w dobrze znanej z poprzednich albumów stylistyce, jest już do odsłuchu. Klikajcie tu i zabierzcie się w kolejną podróż na Księżyc.

Kid Cudi zdradza szczegóły Satellite Flight: The Journey to Mother Moon

1941544_10152259531603586_1293250662_o
W grudniu zeszłego roku Kid Cudi zapowiadał premierę nowego wydawnictwa Satellite Flight: The Journey to Mother Moon, które będzie preludium do Man on the Moon 3. Utwór promujący album, “Satellite Flight”, przypadł nam do gustu. Dziś możecie zobaczyć okładkę pierwszego z krążków. Podsumuję to jednym wyrazem: kosmos! Poniżej pełen spis utworów. 10 numerów i tylko jeden gość ALE! jaaaaaaaki gość — sam Raphael Saadiq. Niestety data premiery Satellite Flight: The Journey to Mother Moon pozostaje wciąż nieznana.

1. “Destination: Mother Moon”
2. “Going to the Ceremony”
3. “SATELLITE FLIGHT”
4. “Copernicus Landing”
5. “Balmain Jeans” feat. Raphael Saadiq
6. “Too Bad I Have to Destroy You Now”
7. “Internal Bleeding”
8. “In My Dreams 2015″
9. “Return of the Moon Man (Original Score)”
10. “Troubled Boy”

Nowy utwór: Kid Cudi „Satellite Flight”

artworks-000065551998-bqt8cn-t500x500
W październiku Kid Cudi obiecał, że Man on the Moon 3 ukaże się w 2015 roku. Zanim jednak doczekamy się pełnego wydawnictwa, będziemy mieli okazję posłuchać epki KiD CuDi Presents Satellite Flight: The Journey to Mother Moon. Jak na razie Scott dotrzymuje obietnicy bowiem mamy pierwszy odsłuch z preludium MOTM3. Moją reakcję na „Satellite Flight” można podsumować jednym wykrzyknieniem „uff!”. Jest psychodeliczny klimat, są odniesienia do szeroko pojętego kosmosu. Wydaje się, że po ostatnich (niekoniecznie udanych) wariactwach (patrz Indicud lub WZRD) Mescudi wraca na właściwe tory.

Kid Cudi z nową epką jeszcze w tym roku

kid-cudiRok 2013 nie jest, jak do tej pory, czasem zbyt udanym dla Kid Cudiego. Zerwanie kontraktu z G.O.O.D. Music i porażka w roli producenta na kiepskim albumie Indicud nie wróżą wiele dobrego na niedaleką przyszłość. Bardziej niż na wspomniany Indicud, fani czekali zapewne na trzecią część serii Man on the Moon. Cóż, wygląda na to, że już niebawem usłyszymy nowy materiał od Scotta Mescudiego. Podczas koncertu w Dallas artysta zapowiedział, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy ukaże się epka, będąca preludium do Man on the Moon 3, które ma ujrzeć światło dzienne (dopiero) w 2015 roku. Nie znamy jeszcze żadnych szczegółów, wiemy tylko tyle, że na mini-albumie mają pojawić się Dot Da GeniusKing Chip. Żadna nowość, prawda? Ciekawe, w którym kierunku tym razem pójdzie Cudder.