michael jackson

Recenzja: Michael Jackson Xscape

Xscape-Cover-Art-Deluxe

Michael Jackson

Xscape (2014)

Sony Music Entertainment/Epic Records

Premierą Xscape byłem podekscytowany, ponieważ po porażce, jaką Sony zafundowało fanom cztery lata temu, nie było osoby, która wątpiłaby w wokal na kolejnym pośmiertnym albumie Michaela. Ja, jako samozwańczy ekspert w dziedzinie twórczości Króla, znałem sześć na osiem utworów, które znalazły się na trackliście. Jedynie „Chicago” oraz „Loving You” były dla mnie zagadką, ponieważ mimo plotek o lewej jakości demach, jakie rzekomo można było znaleźć w internecie (przynajmniej w przypadku „Chicago” — „She Was Lovin Me”) nie byłem z nimi zapoznany, toż cieszyłem się na myśl, że usłyszę wokal w całości, nie zważając na nową aranżację. W pojedynku z poprzednikiem, Ucieczka wygrywa bezapelacyjnie.

Pamiętając historię TLC i przekręty L.A. Reida, co do produkcji można było lekko się uprzedzić, a jednak pomimo wszystkich negatywnych wydarzeń, które w historii otaczały szefa wytwórni Epic, trzeba przyznać, że producentów i utwory wybrał na minimum czwórkę. Teddy Riley kojarzony z wtopą z albumu Michael odpadł w przedbiegach, więc tym razem do współpracy zaproszono inną osobistość, która miała okazję nagrywać z samym Michaelem Jacksonem, Rodneya Jerkinsa. Wykonawczym mianowano Timbalanda, który jest na topie i z pewnością sukces to jego drugie imię. Dodatkowo J-Roc i hitmakerzy z Norwegii, duet StarGate odpowiedzialny za największe światowe przeboje. Uruchamiamy więc płytę i… zaczynamy od „Love Never Felt So Good”, disco w klimacie lat 70., podobnego dość do „Don’t Stop Till You Get Enough” (zwłaszcza wersja z Justinem Timberlakiem). Inną bajką są za to „A Place With No Name” produkcji StarGate, porównywane do „Leave Me Alone” (oryginalna wersja jest prześwietna — choć nazywana remake’iem „A Horse With No Name” grupy America, to w wersji Michaela oprócz tekstu ma również całkiem inny charakter) oraz „Do You Know Where Your Children Are”. Oba numery są mroczne i drapieżne. Nowa aranżacja tego drugiego z początku odrzuca na naprawdę sporą odległość. Szybko jednak idzie się osłuchać z dziwnymi dźwiękami rodem z gier z lat 80. i nietypowymi efektami nałożonymi gdzieniegdzie na wokal. Słyszalne są również elementy elektrycznej gitary, ale prędzej na słuchawkach, niż na głośnikach. Po jakimś czasie można więc zrozumieć i co ważne — zaakceptować go, a nawet i polubić.

Z piosenek opowiadających o „złości” mamy ostatnią dwójkę. „Blue Gangsta” i kończące listę „Xscape” to przeciwstawne utwory. Wynika to z następujących powodów: pierwszy jest przekombinowany, a drugi to bardzo udana produkcja. W „Niebieskim Gangsterze” nie wykorzystano potencjału, który czuć przez pierwszą minutę. Do czasu, gdy wpadają bit i cykacze, wciśnięte zresztą na siłę. Z „Ucieczką” natomiast, sytuacja wygląda inaczej. Tutaj dobrą robotę wykonał Darkchild, na którego od początku liczyłem. Sekcja dęta w tytułowym utworze jest strzałem w dziesiątkę i przypomina mocno brzmienia z Thrillera. Smyczki oraz bas uwypuklają wokal Jacksona, który słychać tak czysto, że demo ma się ochotę odepchnąć w kąt i na jakiś czas o nim zapomnieć. Wyrazistość głosu Króla Popu najbardziej słychać w mostku. Najsłabszym ogniwem zdaje się być faworyt (początkowo), „Slave to the Rhythm”, a to dlatego, że Timbo tutaj niestety zawiódł i to na całej linii. Monotonny bit toczący się przez cały kawałek męczy, nic się tam nie dzieje, a utwór sam w sobie mógłby być idealnym kandydatem na przejęcie klubowych parkietów. Wersja Tricky Stewarta bije na łeb na szyję interpretację Timothy’ego, a szkoda, bo nie musiało tak być. Rozczarowanie było tym większe, gdyż w reklamie najnowszego smartfona Sony budująca napięcie sekcja smyczkowa zwiastowała naprawdę mocny numer. Do zestawu dochodzi słodkie „Loving You” w średnim tempie i zmodernizowane „Chicago”.

W ten oto sposób przewidywalnie najsłabszy kawałek stał się bardzo dobrym singlem, a najmocniejszy cios, który miał zostać wyprowadzony przez twórców drugiego pośmiertnego krążka Jacksona, okazał się klapą. Teoretycznie każdy z utworów mógłby wpaść na playlisty DJ-ów klubowych. Teoretycznie, bo to nie czas, ani nie świat, w którym młodzież bawi się do piosenek Michaela Jacksona, inspiracji większości ich idoli. Część polskich fanów nazywa ten kompakt „zlepkiem remiksów”. Sądzę, że niesłusznie, bo jakby to nie brzmiało, w każdym z utworów czuć cząstkę koncepcji najlepiej sprzedającego się artysty wszech czasów. Jak to się mówi — zawsze mogło być lepiej. Jeśli jednak chodzi o albumy pośmiertne, Xscape na pewno nie jest złe, a rzeknę nawet, że jest bardzo dobre i wyróżnia się pośród innych, nie tylko z racji nazwiska na opakowaniu.

Nowy utwór: Michael Jackson „Chicago”

xscape

Od dziś, codziennie aż do premiery albumu, 9 maja, Sony będzie udostępniać utwory z Xscape w kolejności zgodnej z tracklistą. Oprócz dzisiejszego „Chicago” poznamy również „Loving You”, „A Place With No Name”, „Slave To The Rhythm” oraz „Do You Know Where Your Children Are”. Wracając jednak do tematu piosenki nr 2, mam do powiedzenia kilka słów. „Chicago” (we wcześniejszej wersji zwane „Chicago 1945”) pochodzi z sesji nagraniowej do krążka Invincible z 2001 roku. Nagrany 15 lat temu wokal wpadł w ręce Timbalanda, a ten odświeżył ten numer nadając mu współczesną perkusję, kilka syntezatorów oraz linię basową. I choć ad-libsy w refrenie zdają się być bardziej wyraźne i głośniejsze niż refren sam w sobie, to jednak to jest to vibrato. Rzadkie, piękne, jedyne w swoim rodzaju. Timbo miał wiele szczęścia, że mu się to przydarzyło, a w czerwcu będzie w Warszawie w ramach Orange Warsaw Festival, pamiętacie? Może zagra ten utwór, na pewno napawa go dumą. Poniżej zamieszczamy pełną wersję utworu. Zapnijcie pasy w drodze do Chicago ;)

Nowy utwór: Michael Jackson & Justin Timberlake „Love Never Felt So Good”

jtmj

Tak jak było zapowiedziane, premiera pierwszego singla z albumu Xscape odbyła się podczas gali iHeartRadio Music Awards zeszłej nocy. Po raz pierwszy „Love Never Felt So Good” usłyszeć można było w trakcie hołdu złożonemu Michaelowi. W tym samym czasie na scenie pojawił się Usher i tańcząc przypomniał, kto jest jego główną inspiracją. Co do samego singla, istnieją jego dwie wersje — solowa oraz duet z Justinem Timberlake’iem. To co je różni to aranżacja. Opcja z Księciem Popu jest bardzo „Off The Wall-owa”, słychać wyraźnie klimat „Don’t Stop ‚Til You Get Enough”. Kto by pomyślał, że Timbaland zrobi pewnego dnia taką disco funkową muzykę… Jeżeli chodzi o solowe wykonanie tego kawałka, to również mamy do czynienia z wyborem tanecznym. Górujący fortepian, smyczki oraz głośna stopa to cechy charakteryzujące ten utwór. Szkoda tylko, że na krążku w wersji deluxe nie znalazło się miejsce dla kolaboracjiD’Angelo, Mary J. Blige oraz Questlove’em. Uważam, że potrójne umieszczenie tej samej piosenki to błąd, ale cóż zrobić. Premiera albumu odbęzie się kolejno 9 maja w Niemczech, 12 maja w Polsce a w USA dopiero zgodnie z oficjalną datą. Poniżej „Love Never Felt So Good” w dwóch odsłonach. Long live the King!

Michael Jackson i Justin Timberlake w duecie!

jtmj

Dziś dotarła do nas informacja, że w piosence „Love Never Felt So Good” (która jest pierwszym singlem albumu Xscape) usłyszymy Justina Timberlake’a. Następnie pojawiły się wieści o gościu specjalnym podczas dzisiejszej premiery utworu, która odbędzie się na iHeartRadio Music Awards. Teraz informacje te się potwierdziły. Oficjalnie — „Love Never Felt So Good” będzie duetem Króla i Księcia Popu! Poniżej wersja, która w sieci krąży od kilku dobrych lat. Ależ niespodzianka!

Znamy tracklistę Xscape Michaela Jacksona

Już niewiele czasu pozostało do premiery kolejnej pośmiertnej płyty Michaela Jacksona zatytułowanej Xscape. Niedawno przedstawiliśmy Wam prawdopodobną tracklistę, która zaczęła krążyć w sieci po prezentacji albumu dziennikarzom. W tym tygodniu na oficjalnej stronie artysty pojawił się już ostateczny spis utworów, jakie znajdziemy na podstawowej części wydawnictwa:

1. „Love Never Felt So Good”
2. „Chicago”
3. „Loving You”
4. „A Place With No Name”
5. „Slave To The Rhythm”
6. „Do You Know Where Your Children Are”
7. „Blue Gangsta”
8. „Xscape”.

Przypominamy, że zestaw deluxe ma zawierać oryginalne wersje kompozycji. Xscape trafi do sprzedaży 13 maja.

To nie jest nowość: Michael Jackson „Xscape”

mj

„Xscape” to tytuł, którego nie sposób dziś nie zauważyć, zwłaszcza z dopiskiem „nowy utwór”. Chyba nadeszła pora, by wyprowadzić Was z błędu — tytułowe nagranie z kolejnego pośmiertnego albumu Michaela Jacksona wcale nie jest taką świeżynką. Kawałek powstał we współpracy z Rodney’em Jerkinsem na potrzeby wydanej w 2001 roku płyty Invincible, na której ostatecznie zabrakło dla niego miejsca. Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Piosenka wyciekła już w 2002 roku, jednak w niedługim czasie, dzięki interwencji prawników artysty, dotarcie do niej stało się niezwykle trudne. Niemniej, nikt tu nie powiedział, że niemożliwe. Co powiecie na nieco inny tytuł? Na przykład „I Want to Escape With You”? W tym tygodniu nagranie wypłynęło ponownie, przypominając, jak trzynaście lat temu brzmiał porządny pop i przy okazji jeszcze bardziej podkręcając wielkie odliczanie do premiery albumu Xscape. Czy właśnie tę wersję usłyszymy za kilka tygodni na oficjalnym wydawnictwie? W przypadku edycji dwupłytowej jest to ponoć bardzo prawdopodobne. Życzyłabym sobie, żeby nikt już tego utworu bardziej nie uwspółcześniał. Jakie jest Wasze zdanie?

D’Angelo, Mary J. Blige & Questlove w utworze Michaela Jacksona

wooooo123

Kilka dni temu gitarzysta zespołu The Time (znanego ze współpracy z Prince’em), Jesse Johnson umieścił na swoim fanpage’u na facebooku wpis, w którym zamieścił informacje jakoby miał brać udział w nagraniu utworu na najnowszy pośmiertny album Michaela Jacksona, Xscape. Co ciekawe, wymienił nazwiska dużej ilości osób pracujących nad piosenką. Wśród różnych producentów i inżynierów dźwięku znalazły się takie postaci jak Mary J. Blige, Questlove oraz D’Angelo! Wiadomość tę od razu podchwyciły wszystkie media, my jednakże podchodzimy do tej informacji sceptycznie, gdyż wpis po niedługim czasie został usunięty. Utwór miałby nosić tytuł „H** ** *** *********e” zgodnie z tym, co napisał Jesse. Źródła z MJJC (Michael Jackson Community) podają, że odkodowany tytuł to „Hot Fun In The Summertime”. Czekamy z niecierpliwością na pierwszy singiel oraz na potwierdzoną tracklistę, bo w końcu nie ma pewności tylko co do jednego tytułu…

TRACKLISTA (wg informacji dziennikarzy, którzy rzekomo brali udział w odsłuchaniu albumu, a którą można znaleźć na MJJC):

1. „Love Never Felt So Good”
2. „Chicago (She Was Loving Me)”
3. „A Place With No Name”
4. „Do You Know Where Your Children Are”
5. „Slave to the Rhythm”
6. „Blue Gangster”
7. „Xscape”
8. „Stop Throwing Your Life Away”
====== DELUXE VERSION ONLY ======
9. „Hot Fun In The Summertime” (feat. D’Angelo & Mary J. Blige)
10. „Love Never Felt So Good” **Original Version**
11. „She Was Loving Me” **Original Version**
12. „Chicago” **Original Version**
13. „A Place With No Name” **Original Version**
14. „Do You Know Where Your Children Are” **Original Version**
15. „Slave to the Rhythm” **Original Version**
16. „Blue Gangster” **Original Version**
17. „Xscape” **Original Version**

Kolejny pośmiertny album Michaela Jacksona już w maju

mj

Nareszcie plotki przekształciły się w prawdziwą informację — 13-go maja światło dzienne ujrzy kolejne wydawnictwo z wcześniej niepublikowanymi nagraniami Michaela Jacksona. Album zatytułowany Xscape ukaże się nakładem Epic Records. Tym bardziej nie dziwi, że osobą za niego odpowiedzialną jest sam L.A. Reid, który otrzymał nieograniczony dostęp do muzycznych archiwów Króla Popu, obejmujących cztery dekady jego pracy artystycznej. Na krążku znajdzie się osiem (ponoć) zupełnie nowych utworów (tu pojawia się jednak pytanie o kawałki, które już wcześniej trafiły do sieci, m.in. „A Place With No Name”). Wszystkie piosenki zostały poddane procesowi „uwspółcześnienia”, którym zajęli się Timbaland, Rodney Jerkins, Stargate, Jerome „Jroc” Harmon oraz John McClain. Dla koneserów wydana zostanie również wersja deluxe, dodatkowo wzbogacona o nagrania w oryginalnej formie. W ciągu najbliższych tygodni poznamy kolejne szczegóły dotyczące kampanii promocyjnej oraz zawartości tej płyty. Tymczasem przedsprzedaż ruszy już jutro. Jesteście podekscytowani?

Walentynki z The Magic of Motown w Warszawie!

motownW przyszły piątek 14 lutego po raz pierwszy w historii odwiedzi Polskę grupa amerykańskich artystów, którzy z okazji Walentynek zaprezentują genialne widowisko muzyczne – The Magic of Motown! W warszawskiej Sali Kongresowej będziecie mieli możliwość usłyszeć miłosne szlagiery od reprezentantów renomowanej wytwórni Motown, czyli Stevie Wondera, Diany Ross & Supremes, Michaela Jacksona & Jackson 5, Lionela Richie i wielu innych. Dodatkowo świetną okazją do świętowania jest jubileusz pięćdziesięciu pięciu lat istnienia legendarnego amerykańskiego labelu.

The Magic of Motown charakteryzuje się oryginalną choreografią, kostiumami oraz klimatem muzyki rodem z Detroit. Podczas warszawskiego koncertu zabrzmi niemal 40 klasycznych hitów, których wykonanie z łatwością przeniesie Was w lata 60 ubiegłego wieku. Artyści perfekcyjnie, z niezwykłym z autentyzmem przedstawią twórczość legend Motown Records. Podtytuł imprezy to „Love & Soul”, zatem bez wątpienia kolektyw The Magic of Motown sprawi, że dzień zakochanych będzie prawdziwym dniem miłości!

Bilety w cenie od 60 zł do 250 zł (VIP) dostępne są w sprzedaży w internetowych punktach Eventim, Ticketpro oraz eBilet, a także stacjonarnie w kasie biletowej Sali Kongresowej, kasach Eventim, salonach Empik oraz sieci sklepów Media Markt i Saturn.

14.02.2014r., Sala Kongresowa
The Magic of Motown – koncert walentynkowy „Love & Soul”
Start:
20:00
WYDARZENIE NA FACEBOOKU

Nowy utwór: Michael Jackson “A Place With No Name”

Michael-Jackson-michael-jackson-22332314-700-700_large

Przecieki niepublikowanych utworów Króla Popu są zmorą dla właścicieli jego spuścizny. Ciekawe jak zareagowali, gdy dziś, po czterech latach od pojawienia się niespełna 30-sekundowego snippetu na YouTube pojawiła się pełna wersja utworu “A Place With No Name” będącego poniekąd coverem “A Horse With No Name” grupy America z 1972 roku. Za produkcję odpowiada Dr. Freeze, który jest zaangażowany w prace nad drugim już pośmiertnym albumem wykonawcy (a ten, jeśli wierzyć plotkom, ma mieć swoją premierę w przyszłym roku). Nie trzeba chyba wspominać, że jest to pozycja obowiązkowa do przesłuchania dla każdego miłośnika muzyki, gdyż mowa tu o Michaelu Jacksonie, artyście przez duże A. Poniżej odsłuch.

Stand By Me bo All You Need Is Love, przecież We Are The World

we are the worldNa pożółkłych kartkach pamiętnika znalazłam podkreślone i obmalowane sercami słowa „muzyka łagodzi obyczaje”. Przypomniały mi się czasy młodości, kiedy to na ławce siedzieliśmy młodzi, szczęśliwi, puszczając muzykę z magnetofonu (do momentu póki baterie się nie wyczerpały). Miłośniczka Chaki Khan kochająca się w Rayu Charlsie obok ubranej w glany w środku lata fanatyczki Led Zeppelin. Naprzeciwko szeroko uśmiechnięte dziewczę, której ściany w pokoju ozdabiały plakaty Spice GirlsPetera Andre. MetallicaNirvana przegrywane z kasety na kasetę obiegały całe towarzystwo, a na szkolnych wycieczkach walkmany (później zastąpione przez discmany) przekazywane z siedzenia na siedzenie rozbrzmiewały wersami polskich rapsów. Szczęśliwi posiadacze boomboxa byli pierwszymi zapraszanymi na wszelkie plenerowe poczynania. Pozbawieni telefonów komórkowych i niekończącego się transferu, przemierzaliśmy drogę do domu znajomych i z powrotem tylko po to, by pożyczyć VHS z nagranym z telewizji koncertem. Na notowania list takich jak 30 ton – lista, lista przebojów, czekało się długimi godzinami, by wreszcie móc zobaczyć choć fragment ulubionego teledysku. Chłonęło się wszystko, ale mimo że nie każdy kawałek i artysta wpasowywał się w kształtujące się wówczas muzyczne gusta, nigdy nie gardziło się zamiłowaniami innych. Wielogodzinne dyskusje polegały na próbie ukazania walorów „swojego idola”, wymianie zasłyszanych czy przeczytanych w Bravo nowinek. Trafiłeś na plakat z ulubieńcem kumpeli, natychmiast nakładałaś wytarte od biegania po dworze trampki i biegłaś co sił w nogach, by wspólnie udekorować jej ścianę. Ileż frajdy sprawiało wtedy jaranie się muzyką, a jakże niewiarygodne wydawało się to, co dzisiaj jest normą. Jedno kliknięcie i dyskografie największych gwiazd znajdują się na mojej półce, dysku, w mojej własnej małej chmurze. Ale… wszystko ma swoją cenę. Ofiarowano nam niesamowity dar w postaci nieograniczonych możliwości zagłębienia się w najdalsze muzyczne zakątki świata. Nikt nie ostrzegł, że do tego dostaniemy również tysiące posiadaczy niewyparzonych twarzy, nie umiejących konstruktywnie rozmawiać, potocznie zwanych hejterami. Wydarzenia ostatnich dni jeszcze mocniej rozbudziły we mnie chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie „skąd tyle nienawiści?”. Z czego wynika chęć uduszenia Justina Biebera? Z wnikliwych obserwacji wynika również, że młode pokolenie często ostro krytykuje nielubiane gatunki, za zdradę prawie uważając i niemal wirtualnie kamieniując artystów, którzy „bratają się z wrogiem”. Mam wrażenie, że przeoczyłam ten moment, w którym to dzieciaki przestały bawić się razem na podwórkach, a zaczęły pogardliwie spoglądać na wszystko co inne (czyt. nieznane czy niezrozumiałe). Gdy tak pogrążyłam się w tym smutku i morzu nienawiści uratowana zostałam przez to, co kiedyś zwykło łączyć, nie dzielić. MUZYKA. Utwór, który zawsze przywraca mi wiarę w ludzkość, wzbudza chęć walki o lepszy świat, o tolerancję, to tak często zapominany hymn „We Are The World”.

Obraz uśmiechniętych twarzy największych wokalistów wkładających swoje serca nie tylko w utwór, ale i w ideę pomocy Afryce, powoduje, że łzy wzruszenia płyną przez najszczerszy uśmiech za każdym razem. Stevie Wonder obok Bruce’a Springsteena, Bob Dylan, Diana Ross, Tina Turner, Ray Charles, wszyscy śpiewają jednym głosem, kierowani batutą wspaniałego Quinciego Jonesa. To co udało stworzyć się Michaelowi JacksonowiLionelem Richie jest dowodem na to, jak wielką siłę mają szczere dźwięki. Tak ogromną, że 25 lat później, grupa ich następców, w tym samym miejscu nagrała ponownie ten muzyczny pomnik, pragnąc wspomóc zdewastowane trzęsieniem ziemi Haiti.

Wielu oryginalnych wykonawców już wtedy nie żyło, w tym Król Popu, którego zachowane wersy potęgują emocje. Głosy pojawiające się w nowej wersji są równie różnorodne jak w oryginale, zmieniła się aranżacja, wzbogacona rapowymi wersami, ale przekaz i pozytywna energia pozostały równie pochłaniające i jednoczące. Jamie Foxx przez moment wcielający się ponownie w rolę Raya Charlesa stanowi kolejny link łączący pokolenia muzyków. Artyści pokazali nam po raz kolejny jak wielką moc ma uśmiech i metaforyczne podanie sobie dłoni. Przypomnijmy sobie częściej, że rodzimy się wszyscy równie bezbronni, że możemy uczynić ten świat lepszym miejscem.

Posłuchajmy od czasu do czasu „Heal The World”. Obejrzymy występy wielkiego Luciano Pavarotti, który corocznie organizował koncerty z cyklu „Pavarotti i Przyjaciele” grając między innymi dla Kosowa, Gwatemali, Bośni. Jeden z najbardziej cenionych tenorów w historii zapraszał na swoją scenę gwiazdy wszelkich gatunków, wykonując z nimi ich największe przeboje. Śpiewał z Jamesem Brownem i Spice Girls, Bryanem Adamsem i Mariah Carey. Dziecięce chóry za każdym razem przypominały o tym, że to właśnie dla tych młodych pokoleń zobowiązani jesteśmy tworzyć świetlaną przyszłość.

Nie tylko muzyczne ikony jednak mają świadomość ciążącej na nich, jako osobach publicznych, odpowiedzialności, którą mogą wykorzystać w dobry sposób. Idąc śladem chwalebnych poczynań, chcąc włączyć się w pomoc Haiti, zebrali się również artyści w Kanadzie. W nagraniu „Wavin’ Flag” K’naana wzięli udział m.in. Drake, Nelly Furtado, Justin Bieber, Avril Lavigne. Obok nich stanęła cała rzesza mniej znanych wokalistów, którzy poczuli, że mogą porwać ze sobą serca ludzi nie tylko na amerykańskim kontynencie.

Takie to tęczowe przemyślenia i dźwięki krążą sobie dziś wokół mnie. Dzieląc się nimi z Wami chciałabym przegonić na chwilę egoistyczne myśli i zadumać się nad tym co przykładowo dzieje się obecnie na Filipinach. Wyjrzyjmy czasem poza swoje podwórko. Jeden z moich ulubionych projektów Playing for change, nagrał wyjątkową wersję „Stand By Me”. Wzruszający filmik zaczyna się od słów „No matter who you are, no matter where you go in your life, at some point you gonna need somebody to stand by you”. Kolejno włączający się uliczni artyści z najróżniejszych zakątków świata łączą się śpiewając „stand by me”.

Pamiętając o tych, którzy mają jeszcze mniej niż my, doceniając to co nam dano, uśmiechnijmy się i przynajmniej raz w roku zróbmy coś bezinteresownie dla drugiego człowieka. Podobno ci, którzy kochają muzykę są bardziej wrażliwi niż inni; udowodnijmy, że to prawda. Niech Miska dziś wypełni się miłością i pozytywnymi dźwiękami. Macie swoje utwory, które przypominają Wam o tym co jest w życiu najważniejsze? Podzielcie się z nami i rozpalmy dziś łącza.

Nowy utwór: Mentalcut „Remember”

mentalcut

Przyznaję, że o wiele bardziej przyjaźnię się z jaśniejszą stroną nowoczesnej elektroniki. Przykładowo – stanowczo łatwiej jest mi stać się fanem twórczości Ta-Ku aniżeli TNGHT. Stąd cieszą mnie udane podejścia polskich producentów, próbujących swoich sił w nowatorskim zredefiniowaniu rnb i popu. Jedną z takich postaci jest Mentalcut, czyniący od pewnego czasu zdecydowane kroki w tym kierunku. Sprawdźcie zatem jedną z jego ostatnich produkcji zawierającą kilka wersów z „Remember The Time” Michaela Jacksona.

Video: Dokument Spike’a Lee na 25-tą rocznicę wydania Bad

Thriller czy Bad? Większość słuchaczy bez cienia wątpliwości wybiera ten pierwszy, kiedy trzeba wskazać magnum opus Michaela Jacksona. Osobiście zawsze mam wątpliwość przy stwierdzeniu, który z tych dwóch kultowych krążków jest dla mnie ważniejszy. Co by nie było, rok 2012 jest rokiem obchodów dwudziestej piątej rocznicy wydania Bad – objawionych najpierw za pomocą reedycji płyty, a teraz również za pomocą filmu dokumentalnego. Wczorajszego wieczoru amerykańska stacja ABC wyemitowała dokument zatytułowany Bad 25, reżyserii samego Spike’a Lee. W filmie możemy usłyszeć, co do powiedzenia na temat kulisów powstania albumu mają osoby bezpośrednio związane z procesem twórczym dzieła, a także posłuchać opinii takich zadeklarowanych fanów MJ’a jak Kanye West, ?uestlove, Mariah Carey, czy Chris Brown. Dzień po emisji programu całość trafiła do sieci w postaci streamu, niestety wyłącznie dla obywateli Stanów Zjednoczonych. Jako mieszkańcy wszystkich innych państw skazani jesteśmy na nieoficjalne, telewizyjne ripy, takie jak ten poniżej. Radzę szybko sprawdzać, nie wiadomo jak długo link będzie czynny.

Michael Jackson najlepiej zarabiającym wśród nieżyjących artystów


Magazyn Forbes utworzył ranking 10-ciu najbogatszych wśród nieżyjących artystów. Michael Jackson zajął pierwsze miejsce zarabiając w 2012 roku 142 miliony dolarów. (więcej…)

Kilka numerów na 1. listopada

Święto zmarłych, wszystkich świętych, zaduszki – nie łapię się w tych katolickich ceremoniach i nawet nie zamierzam Was tutaj pouczać w tej kwestii. Prawdą jest, że to jednak trochę taki dzień zadumy i melancholijnych nastrojów. Pamiętać o bliskich należy cały rok, ale to jednak szczególny dzień, dlatego proponuję niezobowiązującą listę nostalgicznych piosenek, które powstały na cześć zmarłych muzyków (w końcu to miska soulu!) lub ogólnie dla bliskich, którzy odeszli. Odświeżamy, przypominamy, przywołujemy refleksje. Jeśli macie jakieś swoje ulubione kawałki, które pasowałyby do dzisiejszej atmosfery, podzielcie się z nami!

Mariah Carey „Bye Bye”

P. Diddy feat. Faith Evans & 112 „I’ll Be Missing You”

Jay-Z „Miss U”

Nas feat. Quan „Just a Moment”

Missy Elliott feat. TLC „Can You Hear Me?”

Bone Thugs N Harmony „Crossroads”

Michael Jackson „Gone Too Soon”

Jadakiss feat. Faith Evans „Letter to B.I.G.”

Pięć utworów Michaela Jacksona na Halloween

Jeśli gdy słyszycie – Halloween, myślicie – „Thriller” Michaela Jacksona, to prawdopodobnie chętnie spędzicie dzisiaj z Królem Popu kilka chwil. Michael bowiem nagrał całkiem sporo piosenek wpisujących się w klimat amerykańskiego święta duchów, nawet mimo tego, że legendarny już teledysk do „Thrillera”, zawierał słowne wyjaśnienie, że ideą Jacksona nie jest szerzenie okultyzmu. My też nie zamierzamy szerzyć okultyzmu, ale na tę okoliczność przygotowaliśmy pięć klimatycznych utworów Króla do słuchania po zachodzie słońca.

1. „Thriller” (1982)

Jeden z najsłynniejszych i prawdopodobnie najlepszych teledysków wszech czasów, a w zasadzie krótki film, z fabułą, akcją, efektami specjalnymi i intrygującym zakończeniem. Jest widowiskowo, trochę kiczowato, ale bardzo klimatycznie. Ale czemu się tu dziwić skoro kawałek zrobili Rod Temperton i Quincy Jones, a głosu w finałowych taktach piosenki udzielił sam mistrz kina grozy – Vincent Price.

2. „Ghosts” (1997)

Krążek z remiksami Blood on the Dance Floor: History in the Mix z 1997 roku zawierał też pięć rewelacyjnych, oryginalnych utworów, utrzymanych głównie w klimacie „Thrillera” i przenoszących elementy kina grozy do rasowego popu. „Ghosts” doczekało się nawet (prawie czterdziesto-minutowego!) teledysku, który przez wiele lat dzierżył miano najdłuższego klipu muzycznego w historii.

3. „Somebody’s Watching Me” (Rockwell feat. Michael Jackson) (1984)

Tym razem to nie duchy czy zombie, ale paranoja głównego bohatera tworzy klimat grozy. Utwór często utożsamiany z Jacksonem, faktycznie zawiera go tylko w chórkach refrenu. Wykonawcą całości jest natomiast debiutant-one hit wonder Rockwell, wyglądający trochę jak młodszy bliźniak Króla Popu. A wszystko to utrzymane w klimacie „Thrillera”.

4. „Blood on the Dance Floor” (1997)

Teledysk do „Blood on the Dance Floor” niekoniecznie oddaje mroczny, tajemniczy charakter utworu, ale uwierzcie, że idąc ciemną ulicą z tym utworem w słuchawkach, poczujecie się jak w dobrym filmie grozy. Agresywny wokal, new jack swingowy beat i zakrwawiony nóż na parkiecie. Kto zabił?

5. „Ben” (1972)

Pozornie niewinna piosenka o przyjaźni śpiewana przez 13-letniego chłopca, zamienia się w ponury żart, gdy dowiadujemy się, że tytułowy Ben (bohater filmu o tym samym tytule), którego Michael opisuje z taką czułością jest monstrualnym szczurem-mordercą. Miłej nocy!

Recenzja: Michael Jackson Bad 25

Michael Jackson

Bad 25 (2012)

Epic / Legacy / MJJ Productions

Piąty najlepiej sprzedający się album wszech czasów, Bad Michaela Jacksona, został właśnie reedytowany z niesamowitą pompą z okazji 25-lecia wydania oryginału. Specjaliści od marketingu z Sony Music tym razem naprawdę srogo się natrudzili by po raz kolejny sprzedać album, który już wszyscy zainteresowani mają od lat na swoich półkach. Płyta ukazała się w pięciu różnych edycjach, a jeśli włączyć w to regionalne ekskluzywne wydania z różnych części świata – w aż jedenastu! Czy odkurzony, przeładowany dodatkami Bad jest w ogóle wart uwagi?

Oryginalne Bad, pomimo ogromnego komercyjnego potencjału – aż dziewięciu znaczących przebojów, po dziś dzień aranżacyjnie tkwi w niezręcznym uścisku R&B, rocka i charakterystycznych dla drugiej połowy lat 80. syntezatorów. Ta ryzykowna mieszanka dla wielu okazałaby się przytłaczająca, ale dla Jacksona była naturalnym wyrazem jego osobowości i niejako pogodzeniem pulsujących w nim skrajności, które, przy starannym doborze środków, ostatecznie udało się zamknąć w niezwykle przebojowych popowych piosenkach.

Podstawowa edycja Bad 25 obok oryginalnego programu albumu, zawiera dodatkowy dysk wypełniony odrzutami z sesji nagraniowych płyty (spośród których aż sześć utworów zostało wydanych po raz pierwszy) oraz trzema premierowymi remiksami. W skład wersji deluxe weszły ponadto CD i DVD ze znakomitego koncertu na stadionie Wembley z 1988 roku. Same bisajdy bez zarzutu dopełniają muzycznego konceptu Jacksona sprzed ćwierć wieku — na czele z subtelnie zaaranżowanym demem „Don’t Be Messin’ ‚Round”, tanecznym „Song Groove” (w którym Jackson sprzeciwia się aborcji) czy przejmującymi „Free” i „I’m So Blue” w stylu Steviego Wondera.

Reedycja nie przedstawia jednak Bad jako albumu kompletnego — wieńczące płytę remiksy autorstwa Afrojacka („Bad” z kuriozalnym udziałem najgorszego rapera naszych czasów – Pitbulla) i Nero („Speed Demon”) są w najlepszym razie nieporozumieniem – by nie napisać – największą profanacją jaką kiedykolwiek uczyniono muzyce Michaela Jacksona, włączając w to wcześniejszą kolaborację z Akonem. Z kolei dodane do albumu – hiszpańska i francuska wersja pierwszego singla „I Just Can’t Stop Loving You” mają walor raczej wyłącznie ciekawostkowy. Europejscy fani Jacksona nie będą też mieli szans na zdobycie DVD z teledyskami do singli z albumu, które dołączone jest wyłącznie do ekskluzywnego wydania sprzedawanego w amerykańskiej sieci sklepów Target. W końcu business is business.

Bad 25 nie jest z pewnością ani ostatecznym, ani najlepszym możliwym rewydaniem klasycznego albumu Jacksona, który to, znając życie, wytwórnie płytowe będą bez wątpienia jeszcze wielokrotnie eksploatować. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że na kolejnej edycji, wydawca pójdzie po rozum do głowy i nie zaprosi Pitbulla, by ten w rytmie „Coco Jambo” zatańczył na grobie króla popu.

Ne-Yo i Melanie Fiona coverują Michaela Jacksona

Wczoraj w Nowym Jorku odbyła się ostatnia impreza z serii Summer Beats organizowana przez PepsiBillboard. Nie mogło być inaczej i była ona dedykowana pamięci Michaela Jacksona, który tego dnia obchodziłby 54. urodziny. Na scenie wystąpili Swizz Beatz, Melanie FionaNe-Yo. Dwójka ostatnich artystów podczas swoich występów wykonała kilka klasyków Króla Popu, jak chociażby “Smooth Criminal”, “The Way You Make Me Feel” czy “BAD”. Nie ma co się rozpisywać, występy zdecydowanie warte zobaczenia. Kilka prezentujemy poniżej, więcej filmików z koncertu możecie obejrzeć pod tym linkiem.

Nowy numer: Michael Jackson „Wanna Be Where You Are” J. Period Remix

By uczcić 54 urodziny Króla Popu, J. Period wypuścił remix singla z 1972 roku „Wanna Be Where You Are”. Można powiedzieć, że tchnął w ten klasyk trochę nowego życia, a to dzięki wkomponowaniu w niego niewykorzystanej dotąd partii wokalnej 14-sto letniego Michaela oraz dodaniu nowej aranżacji smyczków. Utwór jest częścią Man or The Music Collection, serii uhonorowującej dokonania Michaela Jacksona, która to z kolei jest częścią dorocznych imprez Spike’a Lee BK Loves MJ.

Nowy utwór: The Weeknd vs Michael Jackson „Dirty Diana” (Mash-up)

weeknd-mj-e1325716937241

Zawarty na ostatnim mixtape’ie The Weeknda rewelacyjny cover przeboju Michaela Jacksona był dla mnie kropką nad „i”, doskonałym wręcz zakończeniem udanego muzycznie roku 2011. Patrząc na opinie krytyków i internautów nowoczesna wersja „Dirty Diany” nie tylko przeze mnie przyjęta została bardzo pozytywnie, choć nie obeszło się bez skrajnych opinii na temat tego, czy The Weeknd podołał wyzwaniu czy nie. JayBeatz, specjalista od Mash-upów, prowokuje nas do kontynuowania tej dyskusji poprzez skonfrontowanie obu wersji w jednym tracku.

The Weeknd & Michael Jackson – Dirty Diana (A JAYBeatz Mashup) by JAYBeatz