mya

Mýa świątecznie w pokrzepiającym utworze

Mýa świątecznie w pokrzepiającym utworze

Mýa wesprze przyjaciela w potrzebie

Mýa powoli przygotowuje się do wydania kolejnego albumu. Nowa grafika i odświeżony styl muzyczny zwiastują, że w 2021 rok artystka wejdzie w nowej odsłonie. Czy lepszej? Okaże się, gdy pojawi się jej płyta. Na razie single zapowiadające wydawnictwo pokazują, że nie będzie to nic przełomowego, bo czegóż można spodziewać się po wokalistce, która zdecydowanie stawia na ilość piosenek, a nie na ich jakość. Odstawmy dywagacje na bok, bo w dokach startowych czeka nowy singiel Mýi, a w związku z tym, że mamy Święta, będzie to pokrzepiająca ballada. „Just Call My Name” opowiada o przyjacielu, który zawsze będzie u twego boku, gdy tylko go zawołasz. Za produkcję kawałka spod znaku współczesnego R&B odpowiada kalifornijski producent My Guy Mars, czyli Lamar Edwards. A może sami potrzebujecie w tej chwili kogoś obok siebie?

Mýa powraca z nowym upbeatowym bopem

Mýa z nowym upbeatowym bopem

Mýa prawie jak Iggy i Jidenna

Mýa nie wydała od długiego czasu nic wartego większej uwagi. Jej ostatni album T.K.O. został storpedowany i zatopiony przez krytykę, co niestety nie powstrzymało wokalistki od wypuszczania singli z płyty. Do tego artystka nie daje od siebie odpocząć ani na chwilę, bombardując nas również luźnymi singlami. Tym samym zamiast skupić się na poważnym materiale i wydać go w sposób przemyślany, Mýa zaplata sieć nieprzemyślanych kompozycji. Możliwe, że złą passę zacznie odwracać najnowsza produkcja MyGuyMars „I’ma Do It”, w której Amerykanka przedstawia się w upbeatowym bopie, łudząco przypominającym produkcje Iggy Azalei „Fancy” czy Jidenny „Classic Man”. Można by rzec „ale to już było”, jednak nie skreślam na starcie starań Mýi nawet już nie w walce o szczyt, ale przynajmniej w powrocie do ogona czołówki.

Mýa podnosi na duchu w oldschoolowej odsłonie

Mýa podnosi na duchu w oldschoolowej odsłonie

Mýa powraca ze wspierającą i podnoszącą na duchu balladą

Mýa od długiego czasu nie nagrała muzyki z górnej półki. Ślizga się po nutach raz rzewnie balladowych, raz wręcz EDM’owych. Tym razem artystka zaprezentowała swobodną, oldschoolową balladę „Space and Time”, dzięki której wraca do korzeni i udowadnia, że w prostocie siła. Kompozycja nawiązuje do tragedii ludzi wywołanej sytuacją pandemii na świecie. Wspiera, inspiruje i podnosi na duchu. Daje nadzieję tym, którzy zagubili się w mgle tragedii i zniechęcenia. Każdy z nas potrzebuje trochę przestrzeni i czasu, by przemyśleć swoje życie i postępowanie.

#FridayRoundup: J. Cole, Noon, The Trp, Flirtini i inni

Jak co piątek podajemy wam na tacy odsłuchy ciekawych premier płytowych, a dziś, wbrew pozorom jest ich całkiem sporo — począwszy od zapowiedzianego w ostatniej chwili krążka J. Cole’a, przez debiutancki longplay tajemniczego bytu na scenie alt R&B — The Trp, nowe propozycje ze stajni Asfaltu, aż po powroty weteranów — Myi i Dela.


KOD

J. Cole

Dreamville, Inc.

OPIS— Adrian

J. Cole, obok Kendricka Lamara i Drake’a, zajmuje chlubne miejsce na podium amerykańskiej sceny hip-hopowej od czasu kiedy ni stąd, ni zowąd wypuścił pierwszorzędne Forest Hills Drive 2014. Kontynuacją tego zawrotnego sukcesu, miało być 4 Your Eyez Only, które, chociaż zawierało kilka niezwykle mocnych propozycji, było naznaczone również kilkoma chybionymi pomysłami. Jak widać, J. Cole bardzo wierzy w taktykę „surprise release”, gdyż zapowiedziane zaledwie kilka dni temu KOD już dziś trafiło do fanów. Poza oszałamiająco dobrą i nawiązującą do „Opowieści wigilijnej” okładki i tracklisty (12 utworów), niewiele wiadomo na temat nowego materiału rapera. Tematyka ma dotyczyć uzależnień i narkotyków, a jedynym gościem na albumie jest alter ego autora, czyli kill Edwards. Czy Cole ma szansę wrócić na szczyt i wzbudzić podobną ekscytację co 4 lata temu? Mam taką nadzieję — Adrian


Algorytm

Noon

Asfalt

Na jego surowym i niepowtarzalnym stylu dorastają kolejne pokolenia producentów. Mikołaj Bugajak, znany jako Noon, po dłuższej przerwie (10 lat!) wreszcie powraca z solowym materiałem. Sam muzyk o braku aktywności mówi w ten sposób: „wieloletnia praca nad własnym stylem okazała się praktyczną medytacją, a co najważniejsze — akceptacją niedoskonałości”. Algorytm ma być zamknięciem trylogii epek producenta. Poprzedzają go Pewne sekwencje oraz Dziwne dźwięki i niepojęte czyny. Wydawnictwo ma składać się z czterech utworów. Trudno tu mówić o „jedynie” czterech kawałkach, bo większość z nich długością odbiega od standardowych „radiowych” numerów (większość z nich trwa niemalże dziewięć minut). Po zapowiedziach w postaci „Rian” oraz „Phantom Power” można było spodziewać się rozbudowanych kompozycji oraz braku nudy jeśli chodzi o samo brzmienie. Trudno tu doszukać się owych wspominanych niedoskonałości.— Polazofia


Soak

The Trp

The Trp

Singlowym poczynaniom tajemniczego altsoulowego bytu The Trp przyglądamy się z uwagą już od miesiący — dziś rzecz nabrała wreszcie bardziej oficjalnego kształtu dzięki premierze debiutanckiego krążka Soak. To w sumie pół godziny muzyki rozłożone na 11 kompaktowych kompozycji oscylujących od minimalistycznego neo-soulu w stylu ostatniego albumu Franka Oceana, przez formalne zabawy z UK bassem aż po powykręcane R&B w klimacie zeszłorocznego albumu Dirty Projectors. To zdecydowanie pozycja, z którą powinniście się zapoznać.— Kurtek


Heartbreaks & Promises Vol. 4

Flirtini

Asfalt

Czwarta już część niezawodnej kompilacji Heartbreaks & Promises już dzisiaj ląduje w naszych głośnikach. Duet Flirtini (Ment XXL i Jedynak) przygotowali w ramach najnowszego wydawnictwa 16 utworów, nad którymi pracowało ponad 30 osób. Świetne single, na których pojawili się Rosalie., Ras, Jarecki, Ten Typ Mes, Sonar i PlanBe zwiastują naprawdę mocną porcję letniaków. Z woluminu no wolumin poziom rośnie w kosmicznym tempie, ogromny w tym udział topu polskich producentów, gdzie za każdy kawałek odpowiada ktoś inny. Soulection ma naprawdę godną konkurencję.— Richie Nixon


Illmatic: Live From the Kennedy Center

Nas

Mass Appeal Records

„…One was „nah,” the other was Illmatic, That’s a one-hot-album-every-10-year average”. W ten sposób przed laty na legendarnym „Takeover” Jay-Z podsumowywał karierę kolegi po fachu. I choć można się spierać, ile klasycznych albumów znajduje się na koncie Nasa, to co do tego, że Illmatic to jego najważniejsze dzieło, nikt nie ma żadnych wątpliwości. Po 24 latach od premiery raper wypuszcza wersję koncertową krążka, zrealizowaną z udziałem National Symphony Orchestra w The Kennedy Center w Waszyngtonie. Co prawda sam koncert miał miejsce w 2014 roku, jednak fanów Nasira z pewnością ucieszy, że będą mogli usłyszeć magnum opus legendarnego MC również w wydaniu symfonicznym.— Mateusz


Gate 13

Del the Funky Homosapien & Amp Live

l.o.t. Records

Del the Funky Homosapien barwny weteran rapowej sceny pomimo prawie 30 lat na scenie nadal daje z siebie wszystko i nadal brzmi kreatywnie i witalnie. Na wyprodukowanym przez AmpLive’a krążku Gate 13, jego pierwszym długogrającym albumie od pośpiesznego Iller Than Most z początku 2014 roku, tryska energią i wabi humorem. To stary dobry Del z bardzo konserwatywnym produkcyjnym anturażem — Amp Live mota się tu trochę między boombapową konserwą a ostrożnymi eksperymentami z oldschoolowymi syntezatorami, co nie powinno jednak nadto przeszkodzić zagorzałym fanom Dela w pozytywnym odbiorze krążka.— Kurtek


Stargate Music

Ras G & The Afrikan Space Program

Leaving Records

Jeśli chilloutowy instrumentalny hip-hop z eksperymentalną żyłką to wasza działka, koniecznie wsiadajcie na pokład Stargate Music sygnowanego przez Rasa G i jego Afrikan Space Program. To zaledwie pół godziny pokopanych elektrosoulowych bitów zupełnie naturalnie łamiących jakiekolwiek bariery gatunkowe.— Kurtek


TKO (The Knock Out)

Mýa

Planet 9 / MGM

Wierzcie lub nie, ale Mýa jest obecna na scenie już 20 lat i wciąż trzyma się świetnie na pozycji liderki zmysłowego, lekko oldschoolowego r&b. TKO (The Knock Out) jest ósmym albumem w bogatej dyskografii artystki. Wydawnictwo celebruje dwie dekady upływające od debiutu piosenkarki, czyli krążka Mýa, którego premiera miała miejsce dokładnie 21 kwietnia 1998 roku. Na płycie możemy spodziewać się kontynuacji stylistyki utrzymanej na ostatnim krążku, czyli nominowanym do Grammy Smoove Jones. Już sama okładka nawiązuje do estetyki poprzednika. Panna Harrison serwuje nam dwanaście kompozycji, w tym duet z GoldLinkiem i jak możemy się domyślać po singlowych „Ready for Whatever”, „Ready, Part II” czy „You Got Me”, artystka przygotowała solidny zestaw bedroomowych utworów, mocno przesiąkniętych brzmieniem soula i r&b lat dziewięćdziesiątych. — Pat


Primal Heart

Kimbra

Warner Bros.

Kimbra otwiera przed słuchaczami serce, pokazując że ma w nim miejsce dla całej palety barw i nastrojów. Prawdopodobnie też bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zbliża się do naszych, miskowych klimatów, wciąż jednak mocno tkwiąc w popie. Na trzecim albumie Nowozelandki znajdziemy jak zwykle mnóstwo różnorodności (lub jak kto woli — udziwnień): od sophisti-popowych ballad przez hymniczne plemienne utwory do łzawych neo-soulowych fragmentów, przywołujących na myśl zeszłoroczne dokonania Mosesa Sumneya. Wśród producentów między innymi Skrillex czy wieloletni współpracownik St. Vincent John Cogletone.— Maja Danilenko


Not for Sale

Smoke DZA

Babygrande

Przed tygodniem Smoke DZA wypuścił kolejną część swojej serii Ringside, a teraz atakuje szóstym longplayem zatytułowanym Not For Sale. Jak twierdzi sam raper, zależało mu na tym, by na najnowszym albumie zmieścić wszystko to, co go inspiruje. Mowa oczywiście o złotej erze rapu oraz R&B, można więc spodziewać się utworów utrzymanych w klasycznych klimatach. Ciekawie prezentuje się lista gości, wśród których są Joey Bada$$, Ty Dolla $ign, DRAM, Dom Kennedy czy Coz. Ciekawe co reprezentant Harlemu zgotował tym razem?— Mateusz


Eyio EP

Ibibio Sound Machine

Merge

Współczesny londyński big band Ibibio Sound Machine zaserwował nam dzisiaj suplement do ich zeszłorocznego drugiego longplaya Uyai. To jeszcze więcej ich sygnaturowej ultraprzebojowej mieszanki futurystycznego afrobeatu i funktroniki. W czterech nowych utworach ukazują cztery zupełnie różne odsłony własnej muzyki.— Kurtek


Metamorphosis

Uniatowski

Agora S.A.

Długo wyczekiwana, również przez samego artystę, płyta Metamorphosis zawiera trzynaście nastrojowych kompozycji, które Uniatowski stworzył na przełomie kilku lat. Utwory zostały napisane głównie w języku angielskim, a po polsku usłyszymy zaledwie pięć kawałków, w tym poznane wcześniej „Każdemu wolno kochać” oraz ostatni singiel „Honolulu”. Całość płyty, zgodnie z zapowiedzią, utrzymana jest w jazzowo-popowym klimacie, z elementami soulu i bossa nowy. Nic dziwnego, bo Sławek lubuje się w jazzie i porusza się po nim niezwykle swobodnie, a jego seria występów Tribute to Frank Sinatra zyskała niemały rozgłos. Tytuł albumu nie oznacza wcale metamorfozy fizycznej, o której tabloidy rozpisywały się od jakiegoś czasu, lecz dorastanie muzyczne, przemianę w dojrzałego artystę. Zatem posłuchajcie jak na przełomie wielu lat zmieniał się muzycznie Sławek. — Forrel


Mýa przypomina o sobie utworem „You Got Me”

Mýa upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu wydając kawałek, który jednocześnie stanowi idealne tło dla lutowych zakochanych oraz upamiętnia dwudziestą (!!) rocznicę jej debiutanckiego singla „It’s All About Me” nagranego do spółki z rozchwytywanym niegdyś Sisqó. Premiera tego kawałka miała miejsce dokładnie 14 lutego 1998 roku. Wcale nie czujemy się staro.

W „You Got Me” artystka prezentuje to za co kochamy ją najbardziej, czyli nieśmiertelny vibe lat 90 wraz z jego ocierającymi się o pogranicze kiczu pościelówkami. Jeśli tak jak i my lubujecie się w tych klimatach i z nostalgią wspominacie czasy, gdy słuchanie łzawych ballad oraz bedroomowych tracków nie było społecznym laurem obciachu to z pewnością zakochacie się w poniższej kompozycji.

Nowy utwór: Mýa „Ready for Whatever”

W kwietniu przyszłego roku minie 20 lat (!) od debiutanckiej płyty Mýi zatytułowanej po prostu Mýa. Po 5 albumach oraz perturbacjach związanych z wytwórnią, wokalistka swoje 3 EP’ki a także ostatni longplay wydała własnym sumptem. Pomogło jej w tym stworzenie niezależnej wytwórni, Planet 9. Manewr ten odpłacił się choćby zeszłoroczną nominacją do Grammy w kategorii Najlepszy Album R&B za Smoove Jones. Na początku tego roku artystka wydała klip do utworu „Coolin’”, który promował ostatnie wydawnictwo i od tamtej pory o poczynaniach Mýi nieco przycichło. Na szczęście artystka powraca, czego zwiastunem jest kawałek „Ready for Whatever”. Jeśli chodzi o stare, dobre r’n’b to Mýa jest stuprocentowym gwarantem wysokiej jakości, dlatego nie zawodzi i w poniższym utworze. Niecierpliwie czekamy na ciąg dalszy.

Nowy teledysk: Mýa „Coolin'”

mya_coolin_soulbowlpl

Chociaż dzień zakochanych już za nami, przy rytmach Mýi możecie ponownie spędzić miłe chwile ze swoją drugą połówką. Artystka zaprezentowała teledysk do singla „Coolin'”, pochodzącego z jej walentynkowego albumu Smoove Jones. Klip jest seksowny, zmysłowy, a główna bohaterka — uwodzicielska. Romantyzm dodatkowo podsyca sceneria, piękna plaża w Sydney. Sam utwór jest eteryczny, swobodny i zalicza się do typowych pościelówek. Powinien sprawdzić się również na leniwą niedzielę.

Recenzja: Mýa Smoove Jones

12717769_1021112324594185_9196011656743730102_n

Mýa

Smoove Jones (2016)

Planet 9

Smoove Jones to pierwszy krążek Mýi od ponad pięciu lat. Po nieprzyjemnościach z Universal Motown i Interscope wokalistka zdecydowała się na wydawanie swoich płyt niezależnie, choć materiał zarejestrowany na Sugar & Spice czy K.I.S.S. nie różnił się zbytnio od poprzedniej twórczości artystki. Zmieniło się tylko jedno — Mýa, która robi nie mniej i nie więcej niż przykładowo Faith Evans, ginie w oczach mediów z roku na rok. Trochę boli mnie ta niesprawiedliwość, ale są rzeczy na które przeciętny słuchacz nie ma wpływu.

Poprawnie i bezpiecznie. Tak w dwóch słowach można by określić ostatni krążek Mýi. Smoove Jones zaczyna się naprawdę nieźle. Już delikatnie wibrujące jednominutowe intro, które przeradza się w bujne „Welcome to My World” wprowadza nas w świat pościelówek, które przywołują na myśl pierwsze płyty wokalistki. Dalej Mýa płynie równie swobodnie, trzymając się co prawda starych i sprawdzonych rozwiązań, ale przynajmniej nie wychodzi poza granice kiczowatego R&B z domieszką eurodance’u czy elektroniki. „Hold On”, „Elevator” czy „Team You” to kilka momentów, które choć odrobinę wyróżniają się na tle pozostałych nagranych jakby zachowawczo. Trwa to w sumie niecałe 40 minut — taka dawka nie powinna nikogo zmęczyć, a jest w zupełności wystarczająca, by przekonać się, że piosenkarka jakby zatrzymała się w poprzedniej dekadzie, a ten krążek absolutnie nie zmieni oblicza dyskografii wokalistki. Smoove Jones można raczej sprawdzić z sentymentu do „Case of the Ex” czy „My Love Is Like…Wo” niż w poszukiwaniu odpowiedników tych największych przebojów Mýi.

Smoove Jones Mýi na ostatniej prostej

mya

Nie wiem, czy ktoś jeszcze interesuje się muzycznymi dokonaniami Mýi, a tym bardziej jej mającym się ukazać za chwile krążkiem. Jeśli nie, to spróbuję Was zainteresować. Przede wszystkim wydawnictwo, które ukaże się w walentynki, będzie dojrzalsze od poprzedników, bardziej zmysłowe i nieco jazzujące, jak wskazuje tytuł. Delikatny wokal artystki rozbudzi zmysły podczas miłosnych wieczorów, a zawartość krążka przekona zakochanych do spędzenia romantycznego wieczoru przy lampce wina, zamiast szwendać się po klubach i sięgać po kolejne kufle piwa. Fragmenty płyty można odsłuchać na iTunes, a poniżej nacieszcie ucho jazzowym outrem, w którym artystka przy pomocy swej seksownej barwy głosy zaprasza do wspólnej zabawy (jeśli wiecie o co chodzi).

Nowy singiel Mýa i szczegóły albumu Smoove Jones

mya

Po niedawnych singlach „Team You” i „Welcome to My World” przyszła kolej na trzeci utwór z nadchodzącego wydawnictwa – „Elevator”. Kawałek z pulsującym bitem, zawierający nutę tajemniczości rodem z filmu szpiegowskiego, powinien wzmóc apetyt fanów w oczekiwaniu na Smoove Jones. Krążek, poprzedzony promocyjnymi epkami With Love, Sweet XVILove Elevation Suite, wydany zostanie nakładem wytwórni Planet 9 należącej do artystki i ukaże się w Walentynki. Odsłuchajcie produkcję poniżej. Enjoy!