Soulbowl pyta: najlepsze albumy 2009 wg ludzi muzyki

Data: 3 stycznia 2010 Autor: Komentarzy:

Mimo, że już pełną parą weszliśmy w 2010 rok, to jeszcze nie koniec muzycznych podsumowań poprzedniego roku na Soulbowlu. Poprosiliśmy bowiem znane osoby z Polski i zagranicy profesjonalnie zajmujące się muzyką na co dzień o sporządzenie list swoich pięciu ulubionych albumów 2009. O tym kto przedstawił nam swoje muzyczne typy podsumowujące ubiegły rok i jak one wyglądają, możecie przekonać się po skoku!

ANDRZEJ CAŁA

– warszawski dziennikarz specjalizujący się w pisaniu o tzw. „czarnych brzmieniach”. Ma na koncie trwałą współpracę z bardzo wieloma ośrodkami medialnymi, m.in. magazynami HIRO, Laif, Ślizg, Aktivist, Exklusiv, vortalem clubber.pl. Współautor książek „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” (2005) i „Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul” (2008).

Już chciałem sobie ponarzekać, że soulowy rok bez albumów Jill ScottEryki Badu nie może być udany, że D’Angelo znów nie wrócił, że to i że tamto też. Narzekać jednak nie będę, z prozaicznego dość powodu. Sumując wydane w 2009 roku albumy, które jakkolwiek mogą zainteresować czytelników Soulbowla, wybrałem ponad piętnaście pozycji. To całkiem przyzwoity wynik. O ile z wyborem pozycji numer jeden problemu żadnego nie miałem, to już nad dalszą kolejnością trochę się nagłowiłem. Niezwykle blisko nominacji były Joy JonesAlicia Keys, długo wybierałem pomiędzy Erikiem RobersonemMayerem Hawthornem, kapitalne dzieło dostarczył Dâm-Funk, w piękną muzyczną podróż zabrali nas 4Hero, jak zwykle na wysokości zadania stanęła Me’Shell NdegéOcello, niezmiennie intrygująca jest scena z Nowej Zelandii (Fat Freddy’s Drop, Electric Wire Hustle, Julien Dyne), sporo dobrej muzyki można znaleźć na płytach LeToi, Melanie Fiony czy Deborah Jordan.

Poniżej najlepsza piątka, a dla czytelników Soulbowla najlepsze noworoczne życzenia – obyśmy w 2010 roku mieli równie dużo powodów do radości, jak w tych mijających dwunastu miesiącach.

5. Ledisi „Turn Me Loose”
Z każdym kolejnym albumem coraz lepsza. Przy spadku formy Angie Stone doskonale wbiła się na jej miejsce, bo tak jak kiedyś Angie pięknie gra emocjami, uczuciami i ukazuje, że nie trzeba plastiku, aby odnaleźć się na listach przebojów.

4. Eric Roberson „Music Fan First”
Ten facet pasję do muzyki ma we krwi. Nie posiadając aż tak wybitnego warsztatu jak Bilal, Amp Fiddler czy Anthony Hamilton, każdy numer dopieszcza do granic możliwości i ciągle się rozwija. Chyba najlepszy obecnie tekściarz na scenie R&B.

2-3. The Sa-Ra Creative Partners „Nuclear Evolution: The Age of Love” & Shafiq Husayn „Shafiq En’ A-Free-Ka”
Nominacja łączona dla Sa-Ra jako trio i Shafiqa solo. O ile w grupie panowie stawiają na „afromagnetyczno-elektroniczny spirytualizm”, obłędnie łącząc funk, elektronikę,

1. Maxwell „BLACKsummers’night”
Wielki powrót wielkiego artysty. Bez żadnych ozdobników dla dzieciaków ery iTunes, głośnych nazwisk na liście producentów czy gości. Maxwell powrócił tym, za co go pokochaliśmy – szczerą, autentyczną muzyką. To wystarczyło. Pięknie, czyż nie?

RADEK MISZCZAK

– wrocławski aktywista muzyczny, organizator i promotor wydarzeń muzycznych, współautor i redaktor prowadzący książek „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” (2005) i „Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul” (2008).

Mayer Hawthorne „A Strange Arrangement”
Choć głos i brzmienie instrumentów Mayera stawiają go daleko za klasykami, którymi tak mocno się inspiruje, to udało mu się odtworzyć wyjątkowy klimat nagrań dawnego, dobrego soulu. Płyta nie nudzi się po kilkudziesięciu odsłuchaniach, w czym tkwi jej wielka siła.

The Herbaliser Band „Session 2”
Dawniej mistrzowie jazzującej elektroniki, obecnie wzięli swój „samplerowy” repertuar na warsztat i dają pełnego czadu jako liveband funkowo-hiphopowy. Petarda!

Menahan Street Band „Make the Road by Walking”
Najbardziej urzekający i wciągający materiał instrumentalny, jaki słyszałem od dawien dawna. Jakże inaczej mogły jednak wypaść połączone siły muzyków z takich mistrzowskich grup, jak Antibalas, Budos Band, El Michels Affair czy The Dap-Kings?

Maxwell „BLACKsummers’night”
Jeśli chodzi o te dojrzałą, nastrojową odmianę współczesnego soulu, Max wciąż nie ma sobie równych. Kapitalna od początku do końca.

Lily Allen „It’s Not Me, It’s You”
Może stricte z czarną muzą nie ma to zbyt wiele wspólnego (choć CommonMark Ronson wiedzą, co dobre:), ale bardzo często słuchałem tego albumu w 2009 – jest dla mnie esencją przyjemnego w odsłuchu, ale niebanalnego wpółczesnego popu.

JOY JONES

– amerykańska wokalistka soul, autorka tekstów, poetka, soulowe objawienie roku 2009

Robert Glasper „Double Booked”
Absolutnie olśniewający miks jazzu, hip-hopu i soulu, „All Matter” to cudowna kompozycja z głębią!

Dirty Projectors „Bitte Orca”
To, co mnie ujęło to czystość ich głosów, a niespodziewane i nieprzewidywalne aranżacje podtrzymały moje zainteresowanie.

Maxwell „BLACKsummers’night”
To Maxwell, cóż można więcej powiedzieć!

Little Dragon „Machine Dreams”
Wydaje mi się, że zawsze potrafią znaleźć sobie wygodną kieszeń i wykorzystać naprawdę interesujące dźwięki.

Carlos Nino & Miguel Atwood Ferguson „Suite for Ma Dukes”
Współczesne arcydzieło. Na początku roku widziałam, jak wykonywali to na żywo i później inspirowało mnie to przez cały rok.

SOFA

– sześcioosobowy zespół, posiadający aż 3 wokalistów, grający muzykę soul, experimental, funk, hip-hop, chillout, R&B z Torunia.

Dizzee Rascal „Tongue’n’Cheek”
Passion Pit „Manners”
Yeah Yeah Yeahs „It’s Blitz”
Editors „In This Light and on This Evening”
Q-Tip „Kamaal the Abstract”

We wszystkich przypadkach uderzyła nas świeżość, bezkompromisowość, odwaga i nowatorstwo, czyli wszystko czym powinien kierować się artysta komponujący nowy album.

OLGA MATYLDA WOŹNIAK

– połowa duetu producenckiego NuSoulCity, którego twórczość zakorzeniona jest w muzyce soul i funk, organizatorka festiwalu SoulAnd.

Płyta roku według mnie powinna spowodować wstrząs emocjonalno – duchowy lub choć na tyle silne poruszenie aby muzyczne doznania na zawsze pozostały w pamięci. W mijającym już roku 2009 pozytywne emocje wywołali u mnie głównie weterani neo soulu.

1. Maxwell „BLACKsummers’night”
Album cenię za wokalną płynność, ciepłe brzmienie, kompozycje pełne soulowego lenistwa.

2. India Arie „Testimony, Vol. 2: Love & Politics”
India podobnie jak Maxwell od lat hipnotyzuje mnie wokalem i W przypadku tej płyty nic się nie zmieniło. Piękne melodie i harmonie. Utwory „The Cure”„Yellow” w szczególności mnie urzekają.

3. Ledisi „Turn Me Loose”
Ledisi kolejny raz, wokalnie rozkłada na łopatki wiele amerykańskich koleżanek po fachu. Na płycie pokazuje potężny pazur. Ten album to żywe brzmienie i soulowa ekspresja.

4. Musiq „Christmas Musiq”
Mimo że płyta jest zbiorem znanych utworów świątecznych, to zasłużyła na szczególną uwagę z mojej strony za świetne, soulowe aranżacje. Mnie wprowadza w błogi stan, więc będę jej słuchała nawet w lipcu.

5. Melanie Fiona „The Bridge”
Jako debiutantka, to pierwsza od lat, którą doceniam zarówno muzycznie jak i wokalnie. Mnie przypadła do gustu mieszanka oldschoolu jak w „Please Don’t Go” i współczesnych brzmień „Priceless”. Do tego wokalistka świetnie radzi sobie nie tylko na płycie ale i podczas koncertów na żywo, co mnie ogromnie cieszy.

COOKIE MONSTER

– łódzki DJ, organizator imprez nastawionych na promocję muzyki funk i soul oraz gatunków bezpośrednio z nimi spokrewnionych. W chwili obecnej rezydent klubu Soda Bar oraz gospodarz imprez Soul Confectionery w klubie Jazzga, na codzień związany z grupą Ustinstrumetalix.

Ostatnimi czasy, moje zainteresowania odwróciły się trochę, w stronę muzyki granej przez instrumentalistów, stroniąc odrobinę, od muzyki samplowanej, zapętlanej, obrabianej, wstawianej w sztywne ramy rytmiczne, gdzie nie słychać już prawie tego ludzkiego czynnika błędu i ludzkiej spontaniczności. Jakoś moje ucho trawiło ostatnio bardziej muzykę, której twórcy mają więcej możliwości wykroczenia właśnie poza te granice, które narzuca producentom sampel i precyzyjne cięcie – gdzie jedno uderzenie werbla brzmi tak samo jak 200 pozostałych w utworze.
Kierując się tropem, tego co przesiąknięte tym właśnie ludzkim czynnikiem, na pewno naturalnie idziemy w stronę artystów tworzących muzykę bardziej korzenną, organiczną i pulsującą naturalnością. W związku z tym nie będzie zaskoczeniem, że na pierwszym miejscu w chartcie roku 2009 postawię album „Secret Agent”. Tony Allen – jeden z twórców afrobeatu, jeden z najlepszych perkusistów naszych czasów, którego na wiele lat zaangażował do swojej orkiestry Fela Kuti. Niedługo, bo w połowie lutego 2010 – Tony Allen w klubie Palladium w Warszawie. Ja chyba się skuszę na wycieczkę do stolicy…
Idąc dalej za ciosem, żywego, organicznego grania – w tym roku – na pewno warto było zwrócić ucho w stronę Hypnotic Brass Ensemble i ich albumu o tym samym tytule. Jak widać Sun Ra był płodnym muzykiem, nie tylko pod względem artystycznym, ale i dosłownie, bo aż 8 z 9 członków tego bandu dzieciaków-dęciaków, to jego synowie. Wystarczyło dobrać bębniarza i skład gotowy. Swoją drogą ostatnimi czasy powstaje trochę składów tego typu. Chociażby Hot 8 Brass Band czy Youngblood Brass Band, na które też warto zwrócić uwagę.
Numerem trzy byłby dla mnie Quantic and His Combo Barbaro „Tradition in Transition”. Quantic od początku daje wyraźnie znać, że jest artystą wiecznie poszukującym. Próbuje sił w różnych gatunkach muzycznych. To nie pierwsze jego podejście do stylistyki Ameryki Południowej. Album stworzony w warunkach i otoczeniu Kolumbijskiego miasta Cali. Miła wycieczka w tamte rejony. Ciekawe jaki kurs obierze Quantic w 2010.
Nasi skandynawscy sąsiedzi również zaserwowali nam ciekawą pozycję. Nie jest to płyta długogrająca, a EPka sporządzona przez dwóch jazzowych aktywistów z Kopenhagi. Jeden muzyk, drugi dj – jako Povo podają nam interpretacje utworów, które w orginale prezentowali na kompilacjach z serii „On the Spot”. Jak dla mnie „Beenie’s Groove” z albumu „City Blues” po prostu płynie…
Tak, jak wcześniej wspominałem, ten rok upłynął mi jakoś głównie przy naturalnych dźwiękach granych na żywo, co nie znaczy, że chcę w ten sposób powiedzieć, że odwracam się zupełnie od budowania struktur muzycznych z dźwiękowych klocków. Dlatego na koniec – „Re: Generations”. Tribute dla Nat King Cole’a. Ta płyta – głównie dla produkcji Cut Chemista „Day in Day Out” oraz Will.I.Am z gościnnym udziałem córki piosenkarza – Natalie Cole.

GROH

– DJ i wydawca, członek JuNouMiCREW oraz Funky Mamas and Papas

Myślę, że rok 2009 był dobrym rokiem dla muzyki. Nie tylko wyszło sporo ciekawych płyt i singli, ale okazało się po raz kolejny, że muzyka nigdy nie stanie w miejscu. Rozwój glitch hopu, future funku, neo soulu, dubstepu i Bóg wie ile jeszcze świeżych gatunków nie pozwalało słuchaczom poszukującym ciekawych brzmień nudzić się przez cały rok.

Przyznam, że zawsze mam problem z zestawieniami „najlepszych albumów”, gdyż od dłuższego czasu najwięcej czasu poświęcam przesłuchiwaniu miksów, setów i podcastów. Jeśli kupuję to w zdecydowanej większości single, winylowe oczywiście. Postaram się jednak dla Soul Bowl wytypować przynajmniej te pięć Long Playów.

Zacznę od najbliższego nam wspólnego mianownika, czyli hip-hopu. Z tegorocznych płyt najdłużej w mych słuchawkach zadomowił się zespół People Under The Stairs z albumem „Carried Away”. Bardzo przypomina mi złotą erę hip-hopu i moje ulubione Native Tongues. Mam słabość do rapu z pozytywnymi wibracjami. Warto wspomnieć o świetnym powrocie jednego z najbardziej charakterystycznych głosów zza Wielkiej wody – Mos Defa. Warto sięgnąć po jego „The Ecstatic”. Nowojorczyk to dla mnie synonim hip-hopu na najwyższym poziomie, który nie boi się eksperymentów.

Polskiego rymowania unikałem od jakiegoś czasu. Rzadko, która produkcja docierała na moją playlistę. Zbyt głęboko zakorzenił się we mnie uraz o kryptonimie „UMC”. Jednak jest jeszcze parę głosów, na których wysłuchanie zawsze znajdę czas. Wyróżnię tylko jedną płytę z rocznika 2009 i pewnie nie będę oryginalny, ale nie zawiódł mnie Ten Typ Mes. „Zamach na przeciętność” to tytuł, który jest zarazem dla mnie trzysłowną recenzją zawartości krążka, a utwór „My” nie raz przetestowałem z powodzeniem na około rapowych bibach będąc za gramofonem. Aby nie zostawić wyłącznie gorzkich słów na temat kondycji polskiej sceny hip-hopowej przyznam, że planuję na początku 2010 roku wydać kolejną odsłonę winylowej epki JuNouMi, bo znalezienie 10 wybitnych ekip do nagrania płyty okazało się wyjątkowo prostym zadaniem. Na naszej rodzimej scenie zostali już tylko najlepsi, co jest jedynym pozytywnym efektem komercyjnego boomu polskiego rapu sprzed paru lat. Ostatnio pojawiło się też kilku inteligentnych raperów „młodego pokolenia”, więc z JuNouMi EP vol. 4 nie powinno być tak źle.

Od kilku dobrych lat swój renesans przeżywa soul i funk. Co roku ukazuje się kilka muzycznych perełek z przeróżnych stron świata. Ten rok początkowo należał do pewnego białasa – Mayera Hawthorne’a, który i na mnie zrobił spore wrażenie (czekam właśnie na wydanie zielonego winyla „Green eyed love – Classixx remix”, który to remix jest jednym z mych ulubionych singli roku), ale pałeczkę pierwszeństwa zdecydownie przekazałbym Lee Fieldsowi z Nowego Jorku. Album Lee Fields & The Expressions „My World” to płyta, która zrobiłaby wrażenie nawet jakby miała konkurować z bestsellerami Jamesa Browna w latach 70tych.

Na koniec kilka słów o moich elektronicznych faworytach. Cały rok wałkuję „Great Lenghts” Martyna. Spora dawka bardzo bassowych brzmień, które polecam wszystkim tym, którzy nie zapoznali się z około dubstepowym brzmieniem. Pisząc o roku 2009 w elektronice nie można zapomnieć o takich projektach/postaciach jak Floating Points, Hudson Mohawke czy Joy Orbison. Warto też śledzić poczynania sceny z Los Angeles na czele z Dam-Funkiem i wszystkim co dzieje się wokół klubu Low End Theory (poszukajcie podcastów firmowanych nazwą klubu).

Ostatnie trzy zdania poświęcę człowiekowi, który współtworzy Soulbowl – czyli Roux Spanie. Świetny wysmażył prezent na Święta – album remiksów „1nce again”. Zdecydowanie polecam i sądzę, że to produkcja na światowym poziomie. Mos Def feat. Esthero – Summertime (Roux Spana Remix) mogę słuchać bez końca…

Oby 2010 nie był gorszy!

KIXNARE

– producent hip-hopowy, współpracował z szerzej znanymi raperami m.in. Eldo, Emil Blef, Warszafski Deszcz, a także z graczami podziemnymi jak wspomniany wcześniej Smarki Smark, TeTris czy Mef.

1. Jimi Tenor & Kabu Kabu „4th Dimension”
Świetny początek roku. Po znakomitym „Joystone” z 2007 dostaliśmy może nawet i lepszą „4th Dimension”. Afrobeaty w najlepszym wydaniu. Jestem fanem tego kolektywu!

2. Mayer Hawthorne „A Strange Arrangement”
Dałem się wciągnąć jak tysiące innych słuchaczy. „A Strange Arrangement” to zdecydowanie jedna z najczęściej słuchanych płyt przeze mnie a „Maybee So, Maybee No” to chyba moj osobisty faworyt do kawalka roku. Bonusowo polecam remixy kończącego płytę „Green Eyed Love” wydane na oddzielnym 12″, przede wszystkim zaś Classixx Remix.

3. The Sa-Ra Creative Partners „Nuclear Evolution: The Age of Love”
Ci ludzie robią dokładnie taką muzykę jaką ja chcę robić. Więc cóż więcej mógłbym dodać…?
Zdecydowanie najlepiej wyprodukowana płyta 2009 roku, i czekam na następne. W międzyczasie odwiedziłem warszawskie Powiększenie aby móc zobaczyć swoich idoli na żywo. I w ten sposób zostałem psychofanem!

4. Jimi Tenor & Tony Allen „Inspiration Information”
Właściwie opinia ta sama co w przypadku „4th Dimension” czy „Joystone”. Rewelacja!

5. Shafiq Husayn „Shafiq En’ A-Free-Ka”
Shafiq to mózg muzyczny Sa-Ra. I zupełnie jak w przypadku ich najnowszej, wymienionej przeze mnie płyty dostaliśmy projekt znakomicie wyprodukowany, wszechstronny. Mimo że „Nuclear Evolution” słuchałem częściej solo Shafiqa wcale nie jest płytą gorszą, choć zdecydowanie inną, i bardziej różnorodną.

SPINACHE

– łódzki raper i producent muzyczny, członek zespołów Thinkadelic, Obóz TA, Red & Spinache, Eudezet Allstars oraz Bukkake Warrioz

Moje 5 płyt roku potraktujcie jako pięć tytułów, spontanicznie wybranych z grupy albumów, które zgłębiłem w ostatnim czasie.

Mark Weinstein & Omar Sosa „Tales From The Earth”
Zauroczyła mnie wolność dźwięków zawartych na tym albumie. Muzyka otwarta, odprężająca, uzdrawiająca… W nagraniach czuć spontaniczność, symbiozę i pełne oddanie muzyce Afryki.

Maxwell „BLACKsummers’night”
Tak się składa, że jest to mój ulubiony album Maxwella. W zasadzie każdy utwór rozwija się w nieoczywisty sposób. Brzmienie ciepłe, subtelne a jednocześnie dynamiczne. Moim zdecydowanym faworytem jest tętniący radością utwór „Love You”.

Tomasz Stańko Quintet „Dark Eyes”
Osiem świetnych kompozycji Tomasza Stańko i dwie piękne kompozycje Krzysztofa Komedy tworzą wyjątkową całość. Ten album to absolutnie wciągająca podróż w bardzo klasycznym, stonowanym i eleganckim klimacie.

Jay-Z „The Blueprint 3”
Ta płyta weszła do mojej piątki ze względu na kilka zupełnie wyjątkowych utworów. Gdyby Jay poszedł w ślady Maxwella i zbudował płytę z 9 utworów, była by ona moim numerem jeden. Trust me Hov, „Thank You”, „D.O.A” czy „Empire State of Mind” poradzą
sobie bez „Young Forever”.

Vijay Iyer Trio „Historicity”
Zaskakujący album. Jeden z najświeższych pianistów jazzowych w klasycznym do bólu składzie i covery takich utworów jak „Galang” (M.I.A.) czy „Big Brother” (Stevie Wonder). Świeżo, mocno, bezkompromisowo, ale z pełnym szacunkiem do historii.

ZEUS

– łódzki MC i beatmaker, współpracował z takimi wykonawcami jak: Dior, Dusza, Fatum, Kaczy, Koncept, O.S.T.R., PHHR, Vademecum; jest członkiem grupy Pierwszy Milion.

Kid Cudi „Man on the Moon: The End of Day”
Ghostface Killah „Ghostdini: The Wizard of Poetry in Emerald City”
Joy Jones „Godchild”
Float 11 „Moment”
True Live „Found Lost”
Q-Tip „Kamaal the Abstract”

Komentarze

komentarzy