denzel curry

Denzel Curry z nowym singlem promuje grę wideo

Denzel Curry to bestia niemożliwa do zatrzymania. Kurz jeszcze dobrze nie opadł po srogo targającym trzewia albumie ZUUa raper z Florydy już raczy nas nowym singlem. Tym razem jest prościej, nowocześniej i agresywniej.

„Shawshank” to singiel nagrany przez artystę do soundtracku, który ma się pojawić w grze „Madden 20” i stanowi część projektu Madden Symphony, w który zaangażowani są m.in. Snoop Dogg, Wiz Khalifa, Rico Nasty czy Saweetie. Gra utrzymana jest w duchu sportowej rywalizacji, przez co sam track również sięga po prostą, energiczną i motywującą formułę, serwując nam mocno techniczne, trapowe żonglerki flow i prosty instrumental oparty na motoryce przesterowanych ejtoejtów. Na kawałku gościnnie udziela się Tate Kobang, który brzmi jak Kodak Black, któremu opłacono w dzieciństwie logopedę.

Gra dostępna na rynku jest już od 2 sierpnia, a całego projektu promocyjnego (na którym znajdziecie także „Shawshank”) możecie posłuchać już na Spotify.

Recenzja: Denzel Curry Zuu

Denzel Curry

Zuu

PH

Zuu nie miało łatwo. Poprzedni album Denzela, wielowątkowe, ambitne Ta13oo to krążek, który w końcu zdarł z Denzela łatkę agresywnego, podziemnego antybohatera i wypchnął go w kierunku rapowego mainstreamu z należnym mu od dawna tytułem mistrza akrobatycznego flow. Balansująca na granicy agresywnego nihilizmu wobec otoczenia i nieco paranoicznej introwersji przepełnionej traumą płyta zawiesiła swojemu następcy poprzeczkę bardzo wysoko. Zeltron tymczasem  zaskoczył wszystkich, bo Zuu sprawnie wywija się oczekiwaniom muzycznego światka i bezpardonowo uderza srogimi bangerami.

Miejsce surowej dekonstrukcji świata wewnętrznego i zewnętrznego bohatera zastępuje przewózkowe, nostalgiczne braggadocio, ambitny koncept ustępuje piosenkowym formułom, a chłodne, trapowe produkcje i neo-soul, choć dalej wybrzmiewające w echach intrumentali, wyparte zostały przez brzmienie brudnego południa. Zuu to hołd dla czasów wczesnego trapu, muzyki hyphy czy nawet złotej ery crunku. W duchu nagrywek Three 6 Mafii i wczesnego T.I. próbuje przywołać do życia okres sprzedawania nielegalnych mixtape’ów na chodnikach Florydy, nie porzucając jednak przy tym współczesnej klarowności brzmienia. I tak możemy odhaczyć najbardziej esencjonalne elementy tamtej epoki. Brudny, agresywny featuring od lokalnego underdoga? Mamy urokliwie kanciasty przelot PlaiThatBoiZay na „P.A.T.”. Dziki, hedonistyczny, zamaszysty twerk anthem? „Shake 88” już w tytule sugeruje istotę swojego istnienia. Rozmyta pościelówa R&B tęskniąca za czasami Bone Thugs-n-Harmony? Posłuchajcie tylko tych smukłych klawiszy w „Wish”! Jest nawet miejsce dla Ricka Rossa (a z tym bywa różnie), który oferuje tu porcję swojego charakterystycznego, prostackiego flow w swoim nieco przesadzonym gangsterskim etosie.

Smaczków jest jednak znacznie więcej, a najwyraźniej przejawiają się one w przywróconych do życia hiphopowych relikach, jakimi są skity. I o ile szczerą i nieukrywaną niechęcią pałam do znacznej większości narracyjnych przerywników, tutaj dodają one wyrazu całej koncepcji albumu i dobudowują kolejny filar do oparcia na nim ton nostalgii. Pojawia się klasyczny zabieg z rozmową telefoniczną i krótki hołd dla SpaceGhostPurrpa w postaci „Blackland 66.6”. Tym, co za to psuje nieco retrofilską atmosferę są kawałki skłaniające się ku nieco bardziej współczesnym brzmieniom. „Automatic” to przyjemny, choć nieco nijaki w kontekście reszty numer osadzony na dosyć typowym instrumentalu, za który odpowiedzialny jest jeden z naczelnych trapowych hitmakerów — Tay Keith. Już w momencie singlowej premiery moje wątpliwości budziło także „Speedboat” mocno czerpiące z kolorystyki dźwiękowej „Clout Cobain”, ale, choć pozostaje jednym ze słabszych momentów na albumie, gospelowe zacięcie z modlitewnymi zaśpiewami Denzela po kilku przesłuchaniach zaczyna wciągać słuchacza w swój klimat.

ZUU to zatem płyta, która na pierwszy rzut oka może wydawać się skokiem w komercję, porzuceniem podziemnych ideałów i ambitnych konceptów na rzecz prostolinijnej piosenkowości i hedonistycznego ducha. Przy bliższym przesłuchaniu okazuje się jednak, że to nie tylko rozważny krok ze strony Denzela w kierunku jego rapowych korzeni z oddaniem im należytego szacunku, ale także pierwsza od dawna próba tchnięcia świeżego powietrza z zastałą formułę trapowego hitu. We gon shake that ass for You, Mr Curry!

#FridayRoundup: Denzel Curry, Skepta, Raveena, Sinkane i inni

Maj ma się ku końcowi, ale do sezonu ogórkowego wciąż nam daleko. Dziś mocno oczekiwane longplaye wydali Denzel Curry i Skepta, nareszcie dłuższą formą zadebiutowała eteryczna pieśniarka alt R&B — Raveena, Portrety ulubionych perkusistów nakreśliło U Know Me Records, a bardzo satysfakcjonującą epkę wydał okrzyknięty brytyjską odpowiedzią na Franka Oceana — Col3trane. A to dopiero początek listy. Sprawdźcie więcej nowości poniżej i na plejliście na dole artykułu.


ZUU

Denzel Curry

PH Recordings

Po tak ambitnym projekcie jak zeszłoroczne Ta13oo, przyszłość twórczości rapera z Florydy była wielką niewiadomą. Balansujący na granicy psychotycznej agresji i introwersji trap jest formułą nośną, jednak dosyć łatwo następne albumy mogły popaść w schematyczność. Denzel jednak zaskoczył wszystkich i na zupełnym luzie puścił półgodzinne Zuu kłaniające się w pas ojcom trapu spod znaku T.I. i Three 6 Mafii. Tradycje chopped and screwed, hyphy i oldschoolowe twerk hymny przekuwają się w pełen bezpretensjonalnej zabawy album, oddech po wyrachowanym poprzedniku i nostalgiczny hołd dla czasów, kiedy trap dopiero stawiał pierwsze kroki. Klimatu całości dodają zabawne skity (będące też już rapowym reliktem) i surowe, momentami nieco nieporadne fgościnne zwrotki od lokalnych underdogów. Choć nadal czekamy na coś ambitniejszego, urokowi Zuu zwyczajnie trudno nie dać się porwać. — Wojtek


Ignorance is Bliss

Skepta

Boy Better Know

Wydane trzy lata temu Konnichiwa sprawiło, że kariera Skepty wprost wystrzeliła w kosmos, czyniąc go jednym z najpopularniejszych brytyjskich raperów na świecie. Lider Boy Better Know nie osiadł jednak na laurach i poświęcił się pracy nad kolejnym wydawnictwem. Ignorance Is Bliss to 13 utworów, wśród których znajdują się single „Bullet from a Gun”, „Greaze Mode” i „Pure Water”. Dużym zaskoczeniem jest fakt, że raper prawie zrezygnował z zapraszania światowych gwiazd gatunku, decydując się na współpracę głównie z przedstawicielami rodzimej sceny, takimi jak J Hus czy Nafe Smallz. Dotychczasowe zapowiedzi wskazują na to, że piąty krążek artysty będzie zróżnicowany i bogaty w brzmienia. Czy uda mu się przebić Konnichiwa? Wszystko jest możliwe!

Adrian


Lucid

Raveena

Moonstone

„Nectar”, „Bloom”, „Petal” — tytuły niektórych utworów na debiucie Raveeny Lucid mówią same za siebie. Z albumu wylewa się słoneczna błogość i zmysłowość. Belgijska wokalistka czaruje słodkim jak miód głosem, umoszczonym w rozmarzonych i delikatnych neo-soulowych aranżacjach, zahaczających o niegroźną psychodelię i alt-R&B. I brzmi to tak cukierkowo, jak się zapowiada. Jeżeli wysoki poziom glukozy jest tym, czego aktualnie szukacie w muzyce, debiutancka płyta Raveeny odnajdzie w was swoich zwolenników.– Maja Danilenko



Dépaysé

Sinkane

City Slang

Jeśli Life & Livin’ It z 2017 roku było otwarciem się Sinkane’a na muzykę organiczną i melodyjną, to wydana dzisiaj płyta Dépaysé jest zanurzeniem się po czubek głowy w progresywnym afrobeatowym sosie. Prym wiodą souljazzowe riffy, tropikalna rytmika i post-plemienne afrykańskie zaśpiewy. To prostolinijna płyta, której dobrze z oczu patrzy — dla tych, którzy odnajdują się w muzyce Pablopavo, K’naana czy The Budos Band. — Kurtek

Portrety

Różni wykonawcy

U Know Me

Najnowsze wydawnictwo U Know Me Records zrodziło się ze snu. Założycielowi wytwórni, Grohowi, jakiś czas temu przyśniło się, że zebrał ośmiu niezwykle utalentowanych perkusistów i poprosił ich o nagranie swoich autorskich utworów. Już na jawie, od razu zaczął się z nimi kontaktować z propozycją wzięcia udziału w tym niecodziennym projekcie: bez konkretnego założenia co do gatunku w jakim utwór ma wybrzmiewać, ile ma trwać, czy obostrzeń w postaci gościnnych występów. Każdy się zgodził. I tak oto dziś ukazała się płyta Portrety nagrana przez Michała Bryndala, Rafała Dutkiewicza, Krzysztofa Dziedzica, Qbę Janickiego, Jana Młynarskiego, Łukasza Moskala, Marcina Raka i Huberta Zemlera. A dlaczego właśnie perkusiści? Jak mówi Groh: „często o nich zapominamy, są zazwyczaj w cieniu, a ich rola jest przecież nie do przecenienia! Chcemy pokazać, jak zdolni i otwarci muzycznie są to artyści”.


TDR

Tomasa del Real

Nacional

Pierwsza dama reggaetonu wraca z trzecim krążkiem eksponującym wszystko to, co sprawiło, że publika zwróciła na nią uwagę przed trzema laty w nieco mniej poukładanej, ale bardziej autotune’owej odsłonie. Del Real wciąż jednak buduje swoją muzykę na fuzji gatunku z wpływami szeroko pojętej muzyki elektronicznej, dancehallu, trapu czy R&B. Dla miłośników hiszpańskojęzycznego R&B. — Kurtek


Heroine

City Slang

Geffen

Jeśli marzy wam się, by Travis Scott nagrał wspólnie z Drake’m płytę R&B, być może nowa epka pochodzącego z Londynu Col3trane’a będzie na tę fantazję pewną odpowiedzią. GQ nazwało przed kilkoma miesiącami 19-letniego piosenkarza brytyjską odpowiedzią na Franka Oceana, ale jego nowe wydawnictwo zdradza bardziej post-trapowe inklinacje stylistyczne i obnaża nieco inną wrażliwość. Trzeba jednak przyznać, że Heroine to zaskakująco satysfakcjonujące wydawnictwo w kontekście meandrów brzmieniowo-produkcyjnych współczesnego trap&B. — Kurtek


Naughty Dog

Coucou Chloe

Nuxxe

Założycielka wytwórni Nuxxe i członkini projektu Y1640 na najnowszym mini-albumie dokonuje dekonstrukcji klubowych brzmień. Eksperymentuje też z glitch popem i zniekształconym wokalem. Do współpracy zaprosiła tym razem Shygirl i Lederricka z Thraxxhouse. Coucou Chloe doceniona przez Rihannę (jej „Doom” posłużyło za tło to pokazu „Fenty x Puma”) tym samym dokłada epkę do wcześniejszych wydawnictw — eksplorujących ciemne muzyczne rejony, niemal operowych Halo i magnetycznej Erika Jane. Intrygująca propozycja dla poszukiwaczy nowych, chwilami zdehumanizowanych dźwięków. — Ibinks


Long Live Love

Kirk Franklin

Fo Yo Soul

Król Midas muzyki gospel wraca po czterech latach milczenia z trzynastą w karierze płytą LONG LIVE LOVE, by zaprezentować wszechstronność gatunku tym, którzy chcą słuchać. Flagowy upbeatowy singiel „Love Theory”, zrealizowany ze swadą i wyczuciem aktualnych popowych trendów, nie bez powodu okupował gospelową listę Billboardu przez cztery miesiące. Reszta albumu LONG LIVE LOVE jest naturalnie równie wszechstronna (choć jednak z przewagą dla singli) — mamy tu zarówno bogate bigbandowe aranżacje, jak i ukłon w stronę trapu czy g-funku. Gratka dla fanów, ale i dla tych, którzy chcieliby doświadczyć muzycznego optymizmu. — Maja Danilenko


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nowy teledysk: Denzel Curry „Speedboat”

Dzisiaj ma premierę najnowszy krążek Denzela Curry, zatytułowany Zuu jednak nie możemy pozwolić, żeby naszym uszom umknął jeden z singli zapowiadających album, czyli „Speedboat”.

Denzel wyciągnął wnioski z dużego komercyjnego sukcesu Ta13oo, swojego poprzedniego albumu, a w szczególności promującego go singla „Clout cobain”, bo po agresywnym, ścierającym starą i nową szkołę kawałku „Ricky” stawia ponownie na melodie. „Speedboat” to chwytliwy, momentami prześpiewany trapowy numer oparty instrumentalu ogrywającym na dalszych planach intrygujące linie pianina. Najbardziej charakterystycznymi momentami w utworze są jednak spokojne przejścia wykorzystujące sample z przesterowanym chórem gospel, na których raper subtelnym, niepewnym głosem nuci wers Jesus, please deliver us from devil. Trudno wyzbyć się uczucia, że utwór jest celowym i bardzo wyraźnym powtórnym przywołaniem stylistyki ogranej na wspomnianym hicie z poprzedniego albumu, jednak całość broni się na tyle dobrze, że trudno się o to spierać. Kawałek wypada też mniej wyraziście niż ociekający charyzmą poprzednik, jednak mocno prowokuje nas, by sprawdzić jak spisze się w kontekście całego wydawnictwa.

Denzel Curry i Flying Lotus hołdują Madlibowi

Kiedy przy okazji premiery „Fire is Coming” z Davidem Lynchem Flying Lotus opublikował tracklistę swojego najnowszego krążka Flamagra, kawałkiem, który najbardziej przykuł moją uwagę, było „Black Balloons Reprise” z gościnką Denzela Curry. Producent ciekawość fanów postanowił zaspokoić jeszcze przed premierą i ten właśnie numer ukazał się jako singiel.

Warstwa muzyczna tracku powstaje na przecięciu kilku intrygujących płaszczyzn. Tytuł wyraźnie nawiązuję do poprzedniego albumu Denzela, Ta13oo na którym motyw czarnego balonika przewijał się kilkukrotnie. Kolorystyka dźwięków wydaje się kontynuacją pierwszej, soulowo-rapowej części krążka, jednak Fly Lo wyraźnie naznacza swoją obecność, gęsto wypełniając dalsze plany beatu subtelnie ogrywanym szumem. Cały numer ma być hołdem dla legendy psychodelicznego, abstractowego rapu- Madliba, o czym poinformował nas sam Steven Ellison w komentarzu na YouTube [pisownia oryginalna]:

That black balloons beat is dedicated to Madlib and Egon [założyciel Stones Throw Records-przyp.red.]. When I was in college I heard quas”come on feet” it relit my love for sampling and eventually changed my world. Love to you legends.

Flamagra premierę będzie miała 24 maja nakładem Warp Records.

Nowy teledysk: Denzel Curry „Ricky”

Najnowszy singiel Denzela Curry to krok, którego słuchacze wyglądali z niecierpliwością. Zeszłoroczny album Ta13oo to wielowątkowe dzieło operujące całą gamą przeróżnych emocji, nastawione bardzo mocno na introspekcje i autorefleksje, ale nie gubiące przy tym niezbędnej piosenkowości. Po tak silnie skonceptualizowanej płycie pojawiły się pytania o kierunek artystyczny dalszej twórczości, tym bardziej, że muzycznie krążek lawirował od smukłego soulu po srogi trap na pełnym przesterze.

„Ricky”, najnowszy singiel rapera z Florydy, godzi ze sobą różne światy, której do tej pory słyszeliśmy u Denzela. Oldschoolowe, klubowe konotacje rapu spod znaku hyphy przecina wyraźna, trapowa motoryka, a całość to tylko tło pod opowieść o przeszłości muzyka napędzaną przez refren będący jednym z najagresywniejszych earwormów, jakie w tym roku słyszeliście. Nacisk położony jest przede wszystkim na groove. Nie znajdziemy tu żonglerki flow, a charakterystyczna, agresywna ekspresja wokalna artysty trzymana jest tu na wodzy, aby pozwolić kapitalnemu instrumentalowi w pełni ukazać bangerowy potencjał.

Utworowi towarzyszy teledysk, który doskonale oddaje klimat samego kawałka. Dostajemy sekwencje walk ulicznych (dosyć oszczędne w swojej brutalności), przeplatane symetrycznymi, bardziej statecznymi kadrami i swobodnymi przebitkami z osiedlowego życia Denzela. Najwięcej emocji budzi jednak ostatnie ujęcie, na którym raper stoi przy dużym napisie „ZUU”. Fani spekulują, czy nie jest to tytuł kolejnej płyty artysty, której „Ricky” ma być zapowiedzią. Przyznajemy, że nie mielibyśmy nic przeciwko.

Nowy teledysk: Denzel Curry feat. Juicy J „Ultimate”

Takiej niespodzianki nikt się nie spodziewał. Denzel Curry, amerykański raper z Florydy, który w zeszłym roku podbijał rankingi najlepszych albumów 2018 swoim Ta13oo, zdecydował się na publikację teledysku to swojego przeboju „Ultimate” sprzed 4 lat.

„Ultimate” to kawałek, który stał się internetowym viralem m.in. za sprawą Vine’ów z Bottle Flip Challenge. Agresywna południowa nawijka połączona z przesterowanym, intensywnym instrumentalem pozwoliły zaistnieć Denzelowi po raz pierwszy w świadomości szerszej widowni, zaś Ronny J, który track wyprodukował, stał się specem od tworzenia tłustych, trapowych bangerów. Track hulał po Souncloudach i Youtubach, a na fanowskich uploadach wykręcał milionowe odsłony. Nigdy nie doczekał się oficjalnego audio czy video ze strony twórcy… aż do teraz.

Teledysk do „Ultimate” oparty jest na bardzo prostym koncepcie. Denzel demoluje samochód. Po prostu, bez zbędnych udziwnień. W międzyczasie lata, używa telekinezy, a także łączy się na Facetime z Juicym J, który nawija za pośrednictwem telefonu swoją zwrotkę z remiksu oryginalnego kawałka. Wideo na pierwszy rzut wydaje się banalne, ale doskonale oddaje charakter utworu, będącego prostackim, agresywnym, pozbawionym finezji braggadoccio. Jak do was przemawia taki koncert efekciarskiej rozróby?

Cypher Week, czyli nowa inicjatywa hip-hopowa w Warszawie

Uwaga, nowa inicjatywa koncertowa w Warszawie! Denzel Curry, Clams Casino, Bladee oraz Skepta to artyści, którzy w tym roku zostali headlinerami Cypher Week. To festiwal organizowany przez agencję Follow The Step, która Cypher Week opisuje jako „świeże wydarzenie bez precedensu”. Głównym założeniem koncertów jest promocja hip-hopu w stolicy. Festiwal potrwa od 3 do 8 grudnia i ma odbywać się co roku. Biletów szukajcie tutaj, a dokładną rozpiskę koncertów znajdziecie na stronie wydarzenia.

Line up prezentuje się następująco:
• 3.12 Denzel Curry – Progresja, Warszawa
• 5.12 YG – Progresja, Warszawa
• 6.12 Skepta – Progresja, Warszawa SOLD OUT
• 7.12 Clams Casino – Niebo, Warszawa
• 8.12 Bladee – Smolna, Warszawa

Recenzja: Denzel Curry Ta13oo

Denzel Curry

Ta13oo (2018)

Loma Vista Recordings

„Welcome to the darker side of TA13OO/ All I’ve got is permanent scars and tattoos / Take another step in the path that you choose / Make a bad choice in your path then you lose” – śpiewa Denzel Curry w rozpoczynającym jego nowy album utworze tytułowym. Psychodeliczny, duszny, melancholijny vibe numeru, przywodzący na myśl brzmienie Outkast z ATLiens czy Aquemini, zaskakuje brzmieniem, a zarazem stanowi fantastyczne wprowadzenie do dalszej części płyty. Te blizny i tatuaże, o których śpiewa młody reprezentant Florydy to zdecydowanie nie znamiona na skórze, a raczej wryte w psychikę życiowe doświadczenia znajdujące swe ujście w wersach zawartych na TA13OO.

Najnowsze dzieło pochodzącego z Carol City rapera to płyta aż do kości introspektywna, mroczna, czasem wręcz wprowadzająca uczucie pewnego dyskomfortu, a jednocześnie fascynująca, gdyż daje nam możliwość odbycia podróży w głąb psyche tego młodego i bardzo wrażliwego artysty. Kluczową rolę odgrywa tu koncept, a raczej konstrukcja albumu. TA13OO podzielone jest na trzy akty, które reprezentują różne stany psychiki rapera (odpowiednio światło, szarość i ciemność). Każdy z tych aktów z powodzeniem może funkcjonować jako oddzielony, niezależny byt, jednak zdecydowanie najlepiej spełniają swoją rolę, będąc częścią większej całości, dzięki czemu z każdą kolejną piosenką poznajemy coraz mroczniejsze zakamarki umysłu Denzela. To stopniowe przejście ze światła w ciemność niekoniecznie jest odzwierciedlone w sposób bezpośredni w tekstach utworów, które tak naprawdę od początku są mroczne (jedynymi wyjątkami są „Cash Maniac” i „Sumo”). Z pewnością istotniejsza w tym kontekście jest warstwa muzyczna i atmosfera, dzięki czemu idea stojąca za albumem jest bardziej płynna i niejednoznaczna, a w rezultacie otwarta na interpretacje i unikająca dosłowności.

Produkcyjnie TA13OO jest albumem bardzo różnorodnym, co pozwala Curry’emu w pełni rozwinąć skrzydła i pokazać wachlarz swych niemałych umiejętności. Słychać to szczególnie dobrze w akcie pierwszym, który jest najbardziej zaskakującym fragmentem płyty. Po wspomnianym już otwarciu w postaci „Taboo”, płynnie przechodzimy do pop-rapowego „Black Balloons”, w którym upbeatowy podkład kontrastuje z mrocznym tekstem, gdzie czarne balony z tytułu zdają się symbolizować śmierć („Soon black balloons pop / That’ll be the day the pain stops”). Następny numer, czyli „Cash Maniac” to kolejny nietypowy ruch ze strony Denzela — przywołuje bowiem skojarzenia ze złotą erą G-funku, tyle że w odświeżonej formie. Oczywiście 23-latek nie zrezygnował ze stylistyki, którą prezentował na Nostalgic 64 czy Imperial — zarówno akt drugi, jak i trzeci to przede wszystkim trapowa produkcja, która przywodzi na myśl mroczne brzmienie Three 6 Mafii i inspiracje muzyką industrialną. Najgłośniejszy nawet bit nie jest jednak w stanie przyćmić osobowości i stylu Denzela, a najlepszymi na to dowodami są wieńczące album „Vengeance” i „Black Metal Terrorist”, gdzie jego agresywne staccato nie tyle dominuje nad podkładami, co wręcz rozbija je w proch.

Jeśli wziąć pod uwagę dotychczasową ścieżkę, jaką Curry podążał w trakcie swojej kariery, łatwo byłoby go wrzucić do szuflady opatrzonej hasłem „Soundcloud rap”. W końcu 23-latek sam rozpoczynał przygodę z rapem od wrzucania numerów na tej, nieco już chyba zapomnianej, platformie, a także należał do kultowego w niektórych kręgach składu RVIDXR KLVN, które swoim oryginalnym brzmieniem zainspirowało falę soundcloudowych raperów. Na TA13OO Denzel oddziela się jednak od tego środowiska grubą kreską, a najdosadniej robi to w „Percs”, gdzie rapuje m.in. „Get it straight, I innovate, you ad-libs on a 808 / Don’t need a tattoo on my face ’cause Denzel is a different race”. To odcinanie się od reszty raperów ze swojego pokolenia jest zresztą w przypadku Curry’ego nie tyle wyrazem arogancji, co bardziej w pełni uzasadnionej pewności siebie i przekonania o własnej oryginalności. TA13OO stanowi tego doskonały dowód.

#FridayRoundup: Denzel Curry, Santigold, Gaika, Fullee Love, RL Grime i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, gdzie oprócz typowych dźwięków jakie zazwyczaj prezentujemy na naszej stronie, mamy dzisiaj również trochę dancehallu oraz elektroniki.


Ta13oo

Denzel Curry

Downtown Records

Denzel Curry to raper, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jego dotychczasowa dyskografia odzwierciedla nie tylko olbrzymi progres, ale również wielki potencjał. Charakterystyczny styl, pomysłowość, ambicja i swoisty pazur sprawiły, że Ta1300 stało się jedną z najbardziej oczekiwanych rapowych premier tego roku. Wszystkie single, w tym „Sumo”, „Percs” i „Clout Cobain” zwiastują obiecującego kandydata do najlepszych płyt w tym roku. Równie interesująco prezentują się występy gościnne, a wśród nich tacy artyści jak Goldlink, J.I.D. czy JPEGMAFIA, oraz producenci pokroju Ronny J’a czy DJa Dahi. Jeśli ktoś szuka dowodów na to, że współczesny hip-hop ma coś konkretnego do zaoferowania, najnowsza płyta Denzela koniecznie powinna wylądować na jego głośnikach – Adrian


I Don’t Want: The Gold Fire Sessions

Santigold

Warp Records

Santigold (poza nagraniem wraz z Diplo „Worry No More”) zniknęła z naszych muzycznych radarów na dobre dwa lata, bowiem wtedy ukazał się jej ostatni długogrający projekt zatytułowany 99¢. Dokładnie dzisiaj, z zupełnego zaskoczenia, opublikowała nowy mixtape, na którym usłyszeć mamy laid-backowy dancehall, a nieskomplikowane teksty mają być spontanicznym odbiciem chwili i nastroju, w jakim znajdowała się wokalistka podczas sesji nagraniowych do tego wydawnictwa. Idealna propozycja na lato? – efdote


Basic Volume

Gaika

Warp Records

Od industrialnych dancehallowych brzmień undergroundowych klubów z trip-hopem po eksperymentalny hip-hop. Twórczość Gaiki intryguje hybrydycznością i zaangażowanymi tekstami. Długogrający debiut to dobra okazja do zapoznania się z tym wyjątkowym artystą z Brixton. Jest gaz, są pesos i jest moc! — ibinks


Free, White & 21

Soup J5 presents Fullee Love

Najla Music

Fullee Love to artystyczne alter ego Soupa z Jurassic 5. Raper do tej pory kojarzony z trueschoolową ekipą postanowił kompletnie zmienić swoją artystyczną drogę i niespodziewanie wydał płytę Free, White & 21 mocno inspirowaną funkiem i soulem lat 60-tych i 70-tych. Dużo tu śpiewu, za to rapowania bardzo mało. Produkcyjnie gospodarza wspomaga Nick Green z The Internet i już samo to stanowi spore zaskoczenie. Wczoraj pisaliśmy o dwóch pierwszych singlach promujących ten materiał i zapowiadały one naprawdę ciekawy projekt. Dziś jest już możliwość odsłuchu całego materiału. — Dill


Nova

RL Grime

WeDidIt Records

Henry Steinway, czyli RL Grime, tak upodobał sobie współpracę z Miguelem przy zeszłorocznym bangerze „Stay For It”, że chyba postanowił zostać trapowym Calvinem Harrisem. Na najnowszym albumie amerykańskiego producenta zwanego też „królem trapu” błyszczą gwiazdy z miskowego podwórka: Miguel, Jeremih, Tory Lanez, Chief Keef, Joji, Ty Dolla $ign. Takie rzeczy tylko w lecie. — Maja Danilenko


Silk Canvas

VanJess

VanJess

Debiutancki album sióstr VanJess szczęśliwie ujrzał dzisiaj światło dzienne. Po długim oczekiwaniu otrzymujemy solidną dawkę elektronicznej muzyki, podszytej dźwiękami R&B lat dziewięćdziesiątych. Na Silk Canvas usłyszeć można oldschoolowy klimat z czasów początków kariery Brandy, czy SWV, charakterystyczne nuty od Kaytrandady, inspiracje housem, a nawet brzmienie zbliżone do stylu Azeali Banks. Całość umiejętnie zszywają jedwabiste i uwodzicielskie wokale Ivany i Jessicy, które zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan i dominują. Jeśli dodam jeszcze, że producentami krążka są wspomniany Kaytranada oraz IAMNOBODI i Louie Lastic, a wśród zaproszonych gości znaleźli się Masego, GoldLink, Leikeli47 i Berhana, to w podsumowaniu wychodzi, że Silk Canvas jest obowiązkową pozycją do zapętlania przez długi czas. – Forrel


The Station

Oneohtrix Point Never

Warp Records

Daniel Lopatin komponujący piosenki Usherowi? W sumie dlaczego nie, kiedy ten drugi nagrywa takie utwory jak „That Girl Right There”. Tym razem jednak do współpracy nie doszło, a „The Station”, napisane pierwotnie dla Ushera, ostatecznie trafiło na najnowszy album Oneohtrix Point Ever Age Of. I kiedy pół internetu zdążyło już dostatecznie ponarzekać na ostatnią płytę Lopatina, ten postanowił rozszerzyć „The Station” do epki, dodając jeszcze trzy nowe utwory. Czy to oznacza, że najbardziej intrygujący producent muzyki elektronicznej obecnego dziesięciolecia wziął na warsztat R&B? Po muzyku, u którego wszystko jest możliwe, możemy spodziewać się wszystkiego. A już na pewno czegoś interesującego. — Maja Danilenko


Fleurever

Jazz Cartier

Universal Music Canada

Wydany w 2016 roku projekt Hotel Paranoia uczynił z Jazza Cartiera młodą gwiazdę i utorował mu drogę do płytowego kontraktu. Raper nie zamierzał jednak wykorzystać szybkiego wzrostu zainteresowania i na legalny debiut kazał nam czekać ponad dwa lata. W efekcie dziś do naszych rąk trafia Fleurever. W skład albumu wchodzi szesnaście utworów, a jedynym gościem na albumie jest niejaki KTOE. Oczekiwania są dosyć wysokie, czy Kanadyjczyk im sprostał? — Mateusz


Swervo

G Herbo & Southside

Machine Entertainment Group

G Herbo postanowił połączyć siły z członkiem kolektywu 808 Mafia – Southsidem i wypuścił swój drugi legalny projekt. Ubiegłoroczne Humble Beats okazało się całkiem udane, teraz raper z Chicago będzie chciał potwierdzić formę. Na Swervo znajdzie się czternaście kawałków. Wśród gości pojawią się m.in. 21 Savage, Chief Keef, Young Thug oraz Juice WRLD. Na papierze wszystko wygląda świetnie, czy okaże się takie w rzeczywistości? — Mateusz


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej.

Denzel Curry ponownie w Polsce

Denzel Curry ponownie zagra w Polsce! Rapera znamy z takich materiałów jak Nostalgic 64 czy Imperial. Jego talent docenili krytycy i fani. W 2016 roku znalazł się w gronie Freshmenów magazynu XXL. Swoje umiejętności mógł wówczas zaprezentować wśród takich raperów jak 21 Savage czy Lil Uzi Vert. Według zagranicznych mediów Denzel przywraca hip-hopowi „surowość”. Niebawem ukaże się nowe wydawnictwo rapera, TA1300, które ma być podzielone na trzy części: Act I. Light, Act II. Grey oraz Act III. Dark. To właśnie z tym materiałem Denzel wystąpi 3 grudnia w warszawskiej Progresji. Organizatorem wydarzenia jest Follow The Step — biletów szukajcie między innymi na ich stronie internetowej.

Nowy utwór: Denzel Curry „Clout Cobain | Clout Co13a1n”

Denzel Curry, przedstawiciel eksperymentalnego rapu wciela się w Czarnego Jokera/Erica Dravena. W „Clout Cobain | Co13a1n” wyraźnie wyczuwalny jest klimat dokonań smutnych chłopców. Monotonne frazowanie i cloudowy podkład tworzą w wykonaniu Denzela trafną parodię samobójczych skłonności raperów z wytatuowanymi twarzami. Nad „Cloud Cobain | Clout Co13a1n” unosi się duch Kurta Cobaina, a główną inspiracją zdaje się „SAD!” autorstwa tragicznie zmarłego XXXtentaciona. Singlowi towarzyszy mocny, intensywny klip, w którym dominuje ważna dla rapera kolorystyka czerni i szarości. „Clout Cobain | Clout Co13a1n” to mroczna zapowiedź nowego wydawnictwa Curry’ego TA1300.

Nowy teledysk: Denzel Curry „Zenith” (feat. Joey Bada$$)

denzel-curry

Mimo że od wydania Imperial Denzela Curry’ego minęło już ponad sześć miesięcy, to album ten nadal utrzymuje się w ścisłej czołówce najmocniejszych rapowych premier z tego roku. Kilka dni temu światło dzienne ujrzał teledysk do jednego z najlepszych utworów z płyty, czyli „Zenith” z gościnnym udziałem Joey’ego Bada$$a. Czarno-biały i dosyć paranoiczny obrazek doskonale dopełnia klaustrofobiczną, gęstą atmosferę numeru, a sami raperzy wręcz tryskają tu charyzmą i energią. Jeśli jeszcze nie sprawdziliście najnowszej płyty uczestnika tegorocznej edycji XXL Freshman, to koniecznie nadróbcie zaległości.

XXL prezentuje Freshman Class 2016

fresh

No i oto poznaliśmy właśnie tegoroczną okładkę magazynu XXL objawiającą nam zestawienia najciekawszych/najgłośniejszych/najlepszych reprezentantów młodej fali hip hopu. Dokładnie tak jak przy okazji poprzednich ogłoszeń, nie obyło się bez kontrowersji wokół samych wyborów jak i sposobu wyborów świeżaków. Jak widać niektórzy musieli trochę czasu pracować na to wyróżnienie (Anderson .Paak i Denzel Curry, obiektywnie najlepsi zawodnicy na liście), a był i taki jeden co wystarczyło, że nagrał przez całe krótkie życie jeden utwór o pandzie, dwa o czymś innym i voila. Lil Dicky’ego traktowałem raczej jako ciekawostkę, być może niesłusznie — przypuszczam że to on był tym jedynym freszmenem wybranym głosem czytelników. Nie mogę też ukryć zadowolenia z obecności dwóch autotune’owych cudaków: pracowitego Lil Uzi Verta i okrutnie pociesznego Lil Yachty’ego. Co do reszty to przyznam szczerze, że nie miałem przyjemności (?) poznać, ale z pewnością będę miał oczy i uszy otwarte. Tak na koniec — nie mogę się oprzeć — zapraszam do obejrzenia klipu pana Yachty’ego.

Recenzja: Denzel Curry 32 Zel / Planet Shrooms

cover7

Denzel Curry

30 Zel / Planet Shrooms (2015)

L&E x C9

Denzel Curry, 20-letni gość z Florydy, postanowił w końcu ponownie dać o sobie znać. Wydane w 2013 roku Nostalgic 64 było silną pozycją, nierzadko pojawiającą się w rocznych podsumowaniach, więc oczekiwania co do kolejnego wydawnictwa młodego rapera były naprawdę wysokie. Jednak zamiast długogrającego albumu fani dostali dwie EP-ki 30 Zel oraz Planet Shrooms, które prezentują dwie strony osobowości Curry’ego.

30 Zel to część bardziej przyziemna. Złość, palenie, Carol City – tak w skrócie można by opisać pierwszą EP-kę. To w niej kumuluje się największa energia. Mamy tutaj więcej eksperymentów z flow i mniej eksperymentów z bitami. Nie jest to jednak zarzut, gdyż muzycznie 30 Zel przewyższa Planet Shrooms – dostajemy sprawdzone patenty ze znakiem jakości.

Wraz z rozpoczęciem Planet Shrooms wchodzimy w krainę zmienionej percepcji, gdzie dym palącego się blunta zastąpiony jest niszowymi używkami. To co było szare i przytłumione staje się barwne i jaskrawe. Przesterowane wokale Denzela zlewają się z halucynogennymi dźwiękami. „Stay trippy” rzekłby Juicy J. Psychodeliczny klimat jest jednak na tyle ciężki, że na końcu tej krętej wycieczki pośród odurzającej mgiełki możemy poczuć lekkiego kaca. Faktem jest, że przy takich produkcjach stan świadomości powinien być lekko naruszony, a odsłuch przy jaśminowej herbacie na pewno nie ułatwi odbioru. Stąd nie dla wszystkich jest ten kawałek ciasta albo dobrze przyprawionego muffina. Wybierzcie sobie sami na co macie ochotę.

Najlepsze kawałki? Na pewno „Chief Forever”, „Delusional Shone” z gościnnym występem Twelve’Lena oraz „Ultimate”. Nieźle wypada także popowo-A$AP’owy „Ice Age” oraz podsycony ambientowymi brzmieniami, przywołujący na myśl OutKast z czasów płyty ATLiens, „Past the Wudz Intro”, gdzie pojawia się Big Rube.

Najnowsze wydawnictwo pokazuje, że młody reprezentant Carol City to raper o dużym potencjale. Wyróżniające się, różnorodne flow, ciekawe patenty na kawałki, niezłe teksty, brak strachu przed eksperymentami – to naprawdę wiele. Ciężko oceniać 30 Zel/Planet Shrooms jako jeden projekt. To dwa zupełnie inne klimaty.  Połączenie ich jest zabiegiem nie do końca trafionym, powodującym mieszane uczucia. Zawsze jednak możemy podzielić sobie listę odtwarzania na dwie części, prawda?