freddie gibbs

#FridayRoundup: Action Bronson, Rosalía, H.E.R., Vince Staples i inni

W tym tygodniu wjeżdżamy na bogato, ponieważ mamy dla Was aż dziesięć premier, po których najszczęśliwsi powinni być przede wszystkim fani hip-hopu, ale jak zwykle znaleźliśmy również trochę neo-soulu, jazzu a nawet szczyptę klimatycznego downtempo.

(więcej…)

#FridayRoundup: Kamasi Washington, Teyana Taylor, Death Grips i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych: Kamasi Washington wraca z godnym następcą monumentalnego The Epic, Kanye zamyka swój płytowy projekt Wyoming Sessions albumem Teyany Taylor, Death Grips robią swoje, Yazmin Lacey wskrzesza ducha wczesnych płyt Eryki Badu, a raperzy, jak zawsze, rapują. Sprawdźcie niżej, co jest streamowane!


Heaven and Earth

Kamasi Washington

Young Turks

Kamasi Washtingon ocalił już współczesny jazz przed sztampą i nieadekwatnością na jego głośnym potrójnym krążku The Epic sprzed 3 lat. Po zeszłorocznej dysonantycznej epce Harmony of Difference saksofonista wypuścił właśnie równie spektakularną kontynuację swojego przełomowego longplaya. W zupełności godną, przynajmniej jeśli chodzi o rozmiar, bo na Heaven and Earth złożyło 16 kompozycji i ponad 144 minut muzyki w wersji cyfrowej i prawie 40-minutowa ukryta płyta The Choice jako ukryty dodatek w wersji kompaktowej! Washington wyjaśnił formalny i tytularny dualizm następująco: „The Earth side represents the world as I see it outwardly, the world that I am a part of. The Heaven side represents the world as I see it inwardly, the world that is a part of me”. Zwiastujące projekt nagrania pokazały, że warto na niego czekać — nie smućcie się więc z nagłego weekendowego powrotu jesieni — to nowa płyta Kamasiego Washingtona puka do waszych głośników!— Kurtek


KTSE

Teyana Taylor

GOOD / Def Jam

Teyana Taylor w ciągu kilku lat odhaczyła zadania, które mogłyby świadczyć o sukcesie (przynajmniej dla niektórych): wywoływała kontrowersje, wydała debiutancką płytę w GOOD, i wreszcie — zdobyła MTV Video Music Award 2017 za choreografię do „Fade” Kanyego Westa. Nietrudno zauważyć, że dopiero to ostatnie uczyniło ją szerzej rozpoznawalną. Teraz Teyanę czeka kolejne poważne zadanie — to właśnie KTSE zamyka Wyoming Project Westa. Na przeszkodzie stoi więc nie tylko miałki debiut, ale też rząd raperów, z którymi przydałoby się równać krok. W przypadku Teyany musiałoby to oznaczać stworzenie muzycznej tożsamości od nowa. Czekamy zatem. — Maja Danilenko


Year of the Snitch

Death Grips

Third Worlds

W tym roku minęło siedem lat od premiery Exmilitary — mixtape’u który dał nam przedsmak industrialno-hiphopowego szaleństa autorstwa grupy założonej przez Zacha Hilla, Andy’ego Morina i MC Ride’a. Przez ten czas zdążyli podpisać umowę z wielką wytwórnią, uwolnić się z niej po kilku miesiącach, zakończyć artystyczną działaność, wskrzesić artystyczną działalność, i tak dalej, i tak dalej. Przez cały czas pozostali wierni swoim muzycznym ideom — wątpię więc by za sprawą właśnie wydanego „Year of the Snitch” miało się cokolwiek zmienić. Tym bardziej że już przed premierą usłyszeliśmy sześć singli (czyli praktycznie połowę płyty) i wiemy że jest co najmniej nieźle. Interesujący goście na płycie: Justin Chancellor z kultowej progresywno metalowej grupy Tool i Andrew Adamson — reżyser dwóch pierwszych filmów o przygodach Shreka. Bo czemu nie. — Chojny


When the Sun Dips 90 Degrees

Yazmin Lacey

First Word Records

Jeśli spoglądacie tęskno w stronę klasycznego neo-soulu przełomu wieków, nowa epka pochodzącej z Londynu Yazmin Lacey powinna trochę ulżyć waszej niedoli. Piosenkarka, która zadebiutowała w zeszłym roku epką Black Moon, a wcześniej nagrywała m.in. z Jordanem Rakei czy Children of Zeus, z pomocą jazzowego zespołu Peta’ Beardsworth z powodzeniem wskrzesza ducha produkcji Soulquarians. To niesamowicie klimatyczne granie dla fanów pierwszych płyt D’Angelo i Eryki Badu.— Kurtek


Freddie

Freddie Gibbs

ESGN / EMPIRE

Freddie Gibbs powraca po roku od wydania You Only Live 2wice. Jego najnowszy projekt zatytułowany jest po prostu Freddie. Jedyną zapowiedzią, jaka pojawiła się przed premierą, był zabawny, stylizowany na lata 80. klip. Czy to oznacza zmianę muzycznego kierunku? W żadnym wypadku! Z pewnością będzie jeszcze bardziej bezczelnie i bezkompromisowo. Na trzynastu kawałkach obok gospodarza pojawią się Cassie Jo Craig, Irie Jane Gibbs i 03 Greedo. To chyba dobra rozgrzewka przed zapowiadaną już od jakiegoś czasu Bandaną z Madlibem. — Mateusz


Think Free

Freeway

New Rothchilds

Ostatnim wydawnictwem jakie wypuścił Freeway było Free Will z 2016 roku. Miało to miejsce w tym samym czasie, w którym zmagał się chorobą niewydolności nerek. Jednak jeden z najbardziej charakterystycznych raperów z Filadelfii nie dał za wygraną i dziś pokazuje, że wciąż jest aktywny w rap grze, bo właśnie wjechał z nowym materiałem. Żadnych szczegółowych informacji do tej pory nie było, wypuszczony został tylko pierwszy singiel „All The Way Live” i to w zasadzie tyle. W brzmieniu bardzo trapowy, wpisujący się w obowiązujące ostatnimi czasy trendy. Może to być lekkim zaskoczeniem dla tych, którzy najbardziej lubią jego numery na bitach Just Blaze’a czy Jake’a One’a. — Dill


Let the Trap Say Amen

Lecrae & Zaytoven

Reach / Columbia

Nadszedł czas na to, żeby chrześcijański hip-hop spotkał najprawdziwszy trap z serca Atlanty. Tak najkrócej można napisać o dziewiątym studyjnym albumie jednego z liderów i weteranów natchnionego rapowania. Lecrae, bo o nim mowa, przez lata obecności na scenie dorobił się solidnej marki i niemałego fanbase’u, który po za chrześcijańsimi treściami, dostrzegł w nim także duże umiejętności i charyzmę. Let the Trap Say Amen to 13 utworów wyprodukowanych przez Zaytovena, z gościnnym udziałem Waka Flocka Flame’a, 24hrs czy Verse’a Simmondsa. Tak oryginalna fuzja stylów aż prosi się o porządny odsłuch — Adrian


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej. Tam też usłyszycie nawet więcej tegotygodniowych wydawnictw. Tym tygodniu dodatkowo alt-soulowy Monsoonsiren, truschoolowy Canibus, wschodząca piosenkarka nowego R&B Ojerime oraz nasz stary dobry znajomy Miles Bonny.


IAMNOBODI supportem przed warszawskim koncertem Freddiego Gibbsa!

W tym tygodniu pisaliśmy już o tym, że Jam City będzie supportował Mount Kimbie przed ich koncertami w Warszawie oraz Krakowie. Dziś z kolei donosimy, że przed warszawskim występem Freddie Gibbsa publikę będzie rozgrzewał producent i dj – IAMNOBODI! Pochodzący z Berlina artysta jest przede wszystkim kojarzony ze świetnymi instrumentalnymi kompozycjami, które wydawał m.in. pod szyldem jednej z najpopularniejszych hip-hopowych wytwórni – Soulection. Na koncie ma ponadto współpracę z takimi wykonawcami jak G-Eazy oraz JMSN, a do tego udanie remiksował single m.in. D’Angelo, Kendricka Lamara czy Denzela Curry.

Powyższa informacja jest więc kolejnym argumentem, bo pojawić się 22 listopada w warszawskiej Proximie! Więcej informacji o wydarzeniu szukajcie w załączonym linku.

Freddie Gibbs wystąpi w Polsce!

Jeśli tworzylibyśmy zestawienie najbardziej charakterystycznych postaci w środowisku hip-hopowym, na pewno nie zabrakłoby w nim Freddiego Gibbsa. To wykonawca, który jest kwintesencją gangsterskiego rapu. W jego dyskografii znajdziemy między innymi album Piñata, który nagrał wspólnie z Madlibem. Raper współpracował też z innymi producentami i wykonawcami, m.in. Dannym Brownem, KAYTRANADA, G-Wize’em czy Gucci Mane’em. 

31 marca odbyła się premiera jego najnowszego albumu You Only Live 2wice, który promował singiel „Crushed Glas”. Już w listopadzie będziecie mogli usłyszeć Gibbsa na żywo w trakcie zbliżającej się trasy koncertowej. Podczas koncertu w warszawskim klubie Proxima przekonacie się na własne uszy, dlaczego nie bez powodu raper porównuje się do świętego.

Bilety znajdziecie na:
www.go-ahead.plwww.biletomat.plwww.ebilet.plwww.ticketpro.plwww.ticketmaster.pl oraz w sklepach sieci Empik, Media Markt i Saturn.

22.11.2017, Proxima
Freddie Gibbs
start: 
20:00
wstęp:
89 pln

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

#FridayRoundup: Jamiroquai, Freddie Gibbs, Włodi, Leela James i inni

Kolejny tydzień przynosi kolejny wysyp nowości. Rozpiętość gatunkowa jest dosyć spora, więc ponownie każdy znajdzie coś dla siebie. A wybierać możecie z brzmienia współczesnego hip-hopu dostarczonego nam przez Freddiego Gibbsa oraz Włodiego, nowej fali jazzu, którą reprezentuje Christian Scott aTunde Adjuah. Jazz, tym razem wymieszany z rockową psychodelią znajdziecie również na wspólnym albumie od zespołu The Mattson 2 oraz Chaza Bundicka oraz w czystej kameralnej formie na An Ancient Observer ormiańskiego pianisty Tigrana Hamasyana. Klasyczne R&B w pięknym wydaniu zaprezentowała nam z kolei Leela James. Udany powrót po 7 latach zaprezentowała grupa Jamiroquai, a fani mocniejszego uderzenia dostaną coś, co nie często gości na łamach naszej strony, czyli potężną gitarową płytę od Body Count, w której na mikrofonie rządzi Ice-T. Startujemy!


You Only Live 2wice

Freddie Gibbs

ESGN / EMPIRE

Freddy Kane powraca do nas z kolejnym solowym wydawnictwem. You Only Live 2wice nie zwalnia tempa, single „Crushed Glass” i „Alexys” ostrzą apetyt na kolejne uliczne historie. Gibbs, nieco jak Schoolboy Q, rozerwany nieco między swoją ekipą a rodziną. Mimo, że to tylko osiem kawałków (połowa mniej niż na Shadow of a Doubt, warto było czekać, zwłaszcza, że sporo się działo u Freddiego. Twardy i pewny siebie jak nigdy, w sam raz po Drake’u i przed Kendrickiem. — Richie Nixon


Automaton

Jamiroquai

Jamiroquai Limited

Kiedy już wszyscy myśleli, że Jamiroquai umarli śmiercią naturalną, Jay Kay i spółka wracają po siedmiu latach od Rock Dust Light Star. Tytułowe „Automaton” zapowiadało prawdziwą bombę, nie inaczej było z drugim singlem „Cloud 9”. Te dwa numery zwiastują ciekawy materiał i do tego jeszcze ta okładka z dziwacznym nakryciem głowy, które było widoczne w teledysku do pierwszego utworu. Jedno jest pewne, panowie mogą nas mocno zaskoczyć, więc chyba pora zapiąć pasy i ruszyć w tą kosmiczną podróż. — Dill


Star Stuff

Chaz Bundick & The Mattson 2

Company Records

Chaz Bundick, znany lepiej jako Toro y Moi, swoją nową płytę zapowiedział już na początku listopada. Krążek (i cały projekt) nagrany wspólnie z duetem The Mattson 2 tworzonym przez dwóch identycznych bliźniaków został zatytułowany adekwatnie Chaz Bundick Meets the Mattson 2. Muzycznie z kolei łączy sztandarowe chillwave’owe brzmienie Toro y Moi z nutką gitarowej psychodelii spod znaku Jimmy’ego Hendrixa. –Kurtek


Did It for Love

Leela James

Shesangz Music

Szósty album Leeli James to powrót artystki do korzeni. Dwanaście kompozycji na Did It for Love utrzymanych jest w stylu klasycznego smooth R&B z eterycznym wokalem Amerykanki. Większość utworów skomponowana została wspólnie z Rexem Rideoutem, który tworzył m.in. dla Willa Downinga, Ledisi, czy BJ the Chicago Kida. Pochwała należy się dla James za wierność tradycyjnemu soulowi, w który tchnęła nieco nowoczesności i umiejętnie przeniosła go w 2017 rok. Oprócz romantycznych melodii, na drugim planie usłyszeć można również trap, nienachalnie wypełniający niektóre kawałki. Płyta brzmi wyjątkowo pod każdym względem, a żadna piosenka nie jest oderwana od całości, dzięki czemu płyty słucha się przyjemnie. — Forrel


An Ancient Observer

Tigran Hamasyan

Nonesuch

W ciągu minionych dwóch lat pod skrzydłami kontraktu z oficyną Nonesuch Tigran Hamasyan, ormiański pianista i kompozytor na co dzień mieszkający i tworzący w Nowym Jorku, wyrósł na jedną z większych gwiazd współczesnej jazzowej pianistki. Hamasyan, który nie stroni od odwoływania się do tradycji muzyki ormiańskiej i flirtów z poważką, dziś wydał kolejny solowy krążek — An Ancient Observer — subtelny, ale niebanalny melancholijny piano jazz. Zdecydowanie polecamy! –Kurtek


Ruler Rebel

Christian Scott aTunde Adjuah

Stretch Music

Amerykański trębacz jazzowy Christian Scott idzie mocno w konceptualizm. Ruler Rebel jest zgodnie z zapowiedziami pierwszym krążkiem w trzyczęściowej serii The Centennial Trilogy, która ma koncentrować się, krótko mówiąc, wokół kwestii ważkich jego zdaniem dla współczesnej Ameryki. Wśród nich Scott wymienia system więziennictwa, głód, ksenofobię, imigrację, zmiany klimatyczne, orientację seksualną, równość płci, faszyzm i powrót demagogii. Odważnie. Mamy nadzieję, że swój manifest polityczny oprze na równie przemyślanym i treściwym brzmieniu. –Kurtek


Wszystkie drogi prowadzą do dymu

Włodi

District AREA

Chyba specjalnie nie trzeba chyba nikogo namawiać do sprawdzenia najnowszego albumu warszawskiego weterana hip-hopu, jakim bez wątpienia jest Włodi. Jeżeli potrzebujecie jednak dotykowej motywacji, pomóc Wam może nasza recenzja krążka. Cała reszta od razu zanurzyć się może w zadymiony świat artysty, który po raz kolejny udowadnia, że jest jak najbardziej na czasie z tym, co obecnie dzieje się w muzycznym świecie, a swoje olbrzymie doświadczenie zamienia w wersy i flow, których po prostu chce się słuchać. — efdote


Bloodlust

Body Count

The Century Family Inc.

Sytuacja społeczno-polityczna w Stanach Zjednoczonych już od dłuższego czasu pozostawia wiele do życzenia. Widać to zarówno z relacji telewizyjnych oraz po częstych reakcjach artystów, którzy bardzo aktywnie zaczęli udzielać się, jak i wypowiadać na tematy z tym związane. Wytrzymać też zapewne nie mógł już Ice-T, który wraz ze swoją grupą Body Count powrócił z nowym albumem zatytułowanym Bloodlust. Wszyscy, którzy znają już to oblicze muzyka, wiedzą zapewne, że tutaj kończą się już żarty. To właśnie razem z tą ekipą, raper prezentuje swoją najbardziej agresywną twarz. Mocne gitarowe riffy i rapcorowy klimat są idealną platformą do wyrażenia za pomocą pełnych wściekłości i nie raz niestroniących od kontrowersji wersów, tego wszystkiego, co mu nie pasuje w zastanej rzeczywistości. Przy okazji jest to również dobry kawałek muzyki, jeżeli oczywiście lubicie nieco mocniejsze klimaty. — efdote


Nowy utwór: Freddie Gibbs „Alexys”

Ostatnio pisaliśmy o tym, że Freddie Gibbs szykuje się do wydania nowego materiału, krążka zatytułowanego You Only Live 2wice. W audycji Dr.’a Dre na Beats 1 poleciał ostatnio kolejny kawałek z płyty. Pierwszym, który oficjalnie się pojawił było „Crushed Glass”. Nowy kawałek to „Alexys” — dosyć klimatyczny, ale w sumie krótki numer, bo nie ma nawet trzech minut. Jakość niestety jest jaka jest, bo to rip z radia, ale tak czy inaczej, robi wrażenie. Produkcja BADBADNOTGOOD i KAYTRANADA.

Nowy album Freddiego Gibbsa jeszcze w tym miesiącu. Jest klip do pierwszego singla i tracklista!

c6atcgbu4aaacgp

Już 31 marca ukaże się 8-kawałkowy krążek Freddiego Gibbsa zatytułowany You Only Live 2wice. W sumie można powiedzieć, że to epka, ale lepsze to niż nic, tym bardziej, że singiel „Crushed Glass”, który promuje materiał, jest kawałkiem naprawdę dobrej muzyki. Bardzo klimatyczny bit autorstwa Teddiego Wartona i Aarona Bowa i Freddie idealnie odnajdujący się w tej stylistyce. Do tego teledysk też świetnie pasuje do całości. Mocno przywodzi na myśl kuszenie Chrystusa na pustyni. Zresztą chyba taki był zamiar, bo okładka projektu też wydaje się mocno symboliczna, co widać wyżej. Sprawdźcie tracklistę i wideo na dole.

1. „20 Karat Jesus”
2. „Alexys”
3. „Crushed Glass”
4. „Dear Maria”
5. „Amnesia”
6. „Andrea”
7. „Phone Lit”
8. „Homesick”

The Avalanches dzielą się nagraniem z gościnnym udziałem Freddiego Gibbsa

Na ostatni album od zespołu The Avalanches czekać musieliśmy 16 długich lat. Pół roku po wydaniu znakomitego Wildflower, trafił do nas ich nowy numer zatytułowany „Bad Day”. Na tym przesiąkniętym dillowym vibem, samplującym „Strawberry Letter 23” Shuggie Otisa oraz „For Once in My Life” Steviego Wondera numerze, gościnnie udziela się mający w zanadrzu jak zwykle kilka gangsterskich przechwałek — Freddie Gibbs. Nie wiadomo do końca czy jest to nowy utwór, czy tylko odrzut z albumu. Optymizmem napawa jednak fakt, że panowie wspomnieli niedawno za pomocą swojego konta na Twitterze o nagrywanym właśnie tracku, w którym wersami zajęli się Pos z De La Soul oraz Spank Rock. Jest więc szansa, że na kolejny materiał od Australijczyków nie będziemy musieli czekać aż tyle czasu.

Madlib i Freddie Gibbs pracują nad kontynuacją albumu Piñata

Podczas rozmowy w ramach Red Bull Music Academy, odbywającego się w Nowym Yorku, Madlib zdradził rzecz, która z pewnością ucieszy nie jednego fana dobrego hip-hopu. W tym roku ukaże się bowiem kontynuacja, rewelacyjnego albumu Piñata, który stworzył z nim do spółki Freddie Gibbs (raper również potwierdził prace nad krążkiem na swoim Twitterze). Nie było chyba podsumowania muzycznego 2014 roku, nieuwzględniającego tego wydawnictwa, a na wielu z nich zajmował pierwsze miejsce. Po dwóch latach panowie ponownie wchodzą do studia, aby dostarczyć nam krążek zatytułowany Bandana. Część produkcji, jakie trafić mają na to wydawnictwo, pochodzić ma z tego, co Madlib zaproponował Kanyemu, podczas prac The Life of Pablo i na tym właściwie kończą się dostępne jak dotąd informacje. Pozostaje czekać, odświeżając sobie poprzedni album tej dwójki, który chyba nigdy się nie znudzi.

bandana06

Nowy teledysk: Freddie Gibbs „Freddie Gordy”

fg

Shadow of a Doubt to jedna z najlepszych produkcji rapowych z USA w 2015 roku. Gibbs postanowił nakręcić klip do jednego z najlepszych utworów na płycie, czyli „Freddie Gordy”. Miejskie video, ukazujące rodzinne miasto rapera (Gary w stanie Michigan) i mistrzowska nawijka Tiptona o tym, jak  wygląda street life. Nie ma owijania w bawełnę, tylko real talk w najczystszej postaci. Zresztą jak można odbierać ten numer inaczej skoro padają takie wersy jak: „And now the DEA they checking on me when I’m getting on a plane/ double life it got me ducking under covers/I just want to be legit man, shit man/And every time I touch the dope I say that „this gonna’ be my last flip man”. Petarda. I ten genialny obrazek, kiedy Freddie odwiedza mural The Jacka.

Radiowe popisy raperów

wizzzz

Przez ostatnie dni w kółko zapętlałem jedną rzecz na Youtube, potem zripowałem to sobie na mp3 i słuchałem praktycznie wszędzie. Wiz Khalifa; Adele; Radio; The Cruz Show. Raper z Pittsburga pozamiatał freestylem na muzyce z „Hello”. Zainspirowało mnie to, do odkurzenia specyficznych występów raperów w radio, do których zawsze chętnie wracam, ale które muszą mieć również obraz, nie tylko głos. Typowych klasyków (z jednym wyjątkiem) tutaj nie będzie. W niektórych momentach oglądania tych popisów, aż ciężko nie odnieść wrażenia, że tekst powstał wcześniej niż w radio. Przyjmijmy nazewnictwo z  Youtube, no bo różnicy nie ma skoro wyszły niesamowite rzeczy. Na początku miały być trzy pozycje, potem pięć… stanęło na sześciu. Nie miałem serca wyrzucić jakiejkolwiek. Kolejność przypadkowa, bo ułożenie rankingu było kompletnie niemożliwe.

 

Wiz Khalifa „Hello O’s” (Adele Hello)

To video było skazane na hit od samego początku. Joe Cruz – który trochę podkręcił Wiza – sam nie spodziewał się takich efektów. Raper najpierw się roześmiał na muzykę z „Hello” Adele, a potem po prostu pozamiatał. Śpiewany freestyle? Chyba tak to można nazwać. Tematyka jak to u Wiza, mogła dotyczyć tylko palonych tematów. W tym nagraniu jest jednak zawarty tak ogromny wajb i zajebista energia, że można słuchać go w kółko. Siedem milionów odsłon materiału w nieco ponad tydzień mówi sama za siebie. Może ta rosnąca cały czas liczba będzie motywacją dla Khalify, żeby zrealizować pełnoprawny utwór zastępując Adele w „witającym” utworze. Zrób to chudzielcu, będzie ogień. A tak swoją drogą… wierzycie w to, że Wiz nie znał nazwy tego utworu?

 

Jay Z – Freestyle w Hot97

Shawn Carter zawsze miał to „coś”, co sprawiało, że jego freestyle był topowy. W 2006 roku w Hot97 zarejestrowano jeden z najlpeszych popisów na wolno kiedykolwiek. Jay zjada tutaj swoim flow na którym rzuca potężnie mocne linijki. Krótkie „Say when!”, a potem płynie po bicie kilka minut na galaktycznym poziomie. Stąd pochodzi klasyczne Hov got flow, though he’s no Big and ‘Pac / But he’s close, how I’m ‘pose to when they got me fighting ghosts”. Wykon nie sprawia mu najmniejszych problemów, a wręcz przeciwnie – on się bawi przed mikrofonem z pełnym luzem i można odnieść wrażenie, że mógłby tak godzinami. Ktoś tego nie zna?

 

Action Bronson – Freestyle w Hot97

Performance. Sama nawijka to jedno, ale sytuacja, która wywiązała się w radiu między Funkmaster Flexem, Bronsonem i Big Bodym była spektakularna. Gospodarz programu zapowiadając już występ najlepszego kucharza wśród raperów ledwo powstrzymywał śmiech. Ujarany Mr. Wonderful najpierw przystopował swojego ziomka, po czym gładząc się po brodzie niczym stary mędrzec rzucił „I got this baby” i zaczął ceremonię. Bronson wygląda jak – dobrze znana z bajki – Buka i rzuca wersy naładowane emocjami, wsparte humorem i gestykulacją. W połowie całego materiału zaprasza do rapowania Body’ego i gdy on wymawia kilka słów do mikrofonu… pojawia się drugie „I got this” i gruby odpycha koleżkę łapiąc ponownie za stery. Szef. Polecam bacznie obserwować reakcje Flexa na to, co się dzieje w studio. Na koniec Action ostentacyjnie i od niechcenia pieprznął słuchawkami.

 

Freddy Gibbs – Freestyle w The Takeover

Freddie przesadził. Wycisnął bit Statika do ostatniej kropli i zrobił na nim wszystko, co najlepsze. Pojechał tutaj perfekcyjnie, na swoich zasadach, a przy tym wplątał w słowa wiele treści. Freestyle często bywa sztuką dla sztuki, ale to wykonanie ma idealnie wyważone proporcje i żadnych słabszych momentów. Wszystkie słowa, które wyrzuca z siebie raper lecą w bardzo szybkim tempie, a do tego zawierają sens i m.in. pocisk w stronę Rick Rossa, którego Tipton (nazwisko Gibbsa) nazywa fejkiem. Gość rapuje jak nakręcony. Tak to powinno wyglądać; taki jest Freddie Gibbs. Kompletna rzecz.

 

Tyler The Creator – Freestyle w Sway in the Morning

Tyler to popapraniec, co zresztą potwiedził w załączonym obrazku. Krótki, acz treściwy w emocje freestyle ze zmianą tempa, modulacją głosu, krzykiem i onomatopejami. Gość wpadł w trans, jeźdźi na krześle i pod koniec występu zaczyna świrować. W pewnych momentach można się o niego zacząć bać, ale na szczęście wszystko jest skwitowane wielkim wybuchem śmiechu. Akcja zaczyna się dziać od 3:30. Polecam sprawdzić również freestyle acapalla z tej samej audycji. „My name is my name…”

 

Sean Price – „Palookas” w Hip Hop Nation

Niestety już nieżyjący Sean Pi pozostawił po sobie nagranie, które tylko utwierdza w przekonaniu, dlaczego wszystko ogromnie go szanowali i wymieniali jednym tchem w gronie swoich ulubionych raperów. Price dograł sięTalibowi na płytę Gutter Rainbows, po czym obaj zaprezentowali utwór „Palookas” na żywo w radio. Gospodarz numeru nie zaskoczył niczym szczególnym i po prostu odwalił swoją robotę bez większych emocji. Gdy Ruck przejął mikrofon zaczął z biegiem zwrotki się rozkręcać. Pełne skupienie i do nieco zmodyfikowanej szesnastki dołożył gestykulację, po czym wstał i z rękami podniesionymi w triumfie zwycięstwa wyszedł ze studia prawie wyrywając słuchawki. Talib z szerokim uśmiechem dołożył tylko „You’re the best”. Otóż to.

Nowy utwór: Freddie Gibbs „Cocaine Parties In L.A.”

freddie

Kanye West rozpoczął na dobre promocję albumu, który na dzień dzisiejszy, zatytułowany jest WAVES. Jednym z utworów z nieregularnej serii G.O.O.D. Fridays, jest kawałek „No More Parties In L.A.” na beacie Madliba z gościnnym udziałem Kendricka Lamara. Freddie Gibbs postanowił stworzyć własną wersję, dzięki czemu otrzymaliśmy „Cocaine Parties In L.A.”. Jak sugeruje tytuł, utwór opiera się an tematyce narkotyków, do czego z resztą Gangsta Gibbs zdążył nas przyzwyczaić.

Recenzja: Freddie Gibbs Shadow of a Doubt

Freddie Gibbs

Shadow of a Doubt (2015)

ESGN


Ponad półtorej roku temu Freddie Gibbs wydał z Madlibem świetną Pinatę i od tego czasu ani trochę nie zwolnił tempa. Dowodem tego są kolejne dwie EPki – The Tonight ShowPronto i dopiero co wydany album Shadow of a Doubt. Nigdy nie byłem zwolennikiem wydawania dużej ilości płyt w krótkim czasie, bo zazwyczaj odbija się to na jakości materiału. Jak to wygląda tym razem?

Szybki rzut oka na listę producentów i mamy tutaj sytuację totalnie odmienną od sytuacji, gdy Gibbs nagrywał całe wydawnictwa z pojedynczymi producentami (gdzie pracował z takimi nazwiskami jak Madlib czy The World Freshest). Kanadyjczycy tacy jak Boi-1da czy Kaytranada, 808s Mafia Tarentino, wieloletni producent Kanye Mike Dean, Blair Norf, Mikhail i można tak jeszcze długo wymieniać. Nie ma co ukrywać, że w ten sposób, sam raper stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko, wspomagając się całą armią producentów. I tutaj zdecydowanie trzeba brać wzór z Gibbsa, bo pomimo całej „paczki”, udało mu się nagrać bardzo zróżnicowaną, ale jednak mimo to krążącą wokół pewnego brzmienia płytę. Bas przyprawia o problemy z błędnikiem, high-haty sypią się jak z karabinu a samplowane bity tłuką się cały czas z dopieszczonami syntezatorami. To najlepsze ucieleśnienie ulicznego, gangsterskiego rapu osadzonego w newschoolowej otoczce. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu z jaką lekkością przychodzą Gibbsowi refreny, zwłaszcza te podśpiewywane, które rozbujają absolutnie każdego, nawet tych, którzy niekoniecznie mają zajawkę na hip-hop. Absolutnie nie ma znaczenia czy są to delikatnie podśpiewywane (jak w „Lately”, „McDuck” czy „Insecurities”) czy totalnie na chłodno ale z porywającą siłą wrzucone na bit („Forever and a Day”, „Fuckin’ Up the Count”) czy nawet podszyte autotunem („Basketball Wives”). Freddie Gibbs jest mistrzem rapowych refrenów i doskonale obroniłby się sam bez pomocy zaproszonych na płytę wokalistów (Dana Williams czy bardziej-mc-niż-wokalista Tory Lanez). Sam nie potrafię ocenić, czy to wpływ jego charyzmatycznego, ostrego głosu czy nieprzeciętnych umiejętności.

Sam Gibbs zdaję sobie sprawę z unikalności brzmienia, które stworzył. To mu trzeba przyznać, jest niepodrabialny. W mini-skicie na końcu „McDuck”, w czasie którego raper udziela wywiadu Snoop Doggowi mówi „I created that sound”. Lirycznie nie ma tutaj szczególnych niespodzianek. Wypełniony przemocą świat Gibbsa odcisnął na nim piętno, które on nie przestaje obrazowo kreować. To zdecydowanie jeden z nielicznych przedstawicieli sceny, który jest bardzo autentyczny w swoich obficie przelanych krwią i narkotykami historiach. W dodatku naturalnie lokuje swoją pozycję na scenie, w dużo surowszym i mniej błyszczącym miejscu niż rapowe gwiazdy instagrama czy snapchata obwieszone złotem.

Współczuję wszystkim gościom na Shadow of a Doubt, którzy liczyli na jakąkolwiek szansę, żeby przyćmić gospodarza. W żadnym współtworzonym utworze nie ma nawet cienia wątpliwości kto kogo wpuszcza do swojego świata, wyłącznie na krótką chwilę. Najciekawsze jest to, że taka koncepcja absolutnie nikogo nie razi. Czy to Black Thought ze swoją politycznie przesiąkniętą zwrotką czy wspomniani już wyżej wokaliści, czy przydymiający atmosferę weteran E-40 i Gucci Mane, każdy zna swoje miejsce i absolutnie im to nie przeszkadza.

Ciężko mi sobie przypomnieć płytę z tego roku, która z taką lekkością i niekwestionowaną przyjemnością zachęca do kolejnego i kolejnego odtworzenia jako całość i jako pojedyncze utwory. Nikt nie powinien mieć już Cienia Wątpliwości, jakim materiałem jest ten album, jak utalentowany jest Freddie Gibbs i dlaczego warto czekać na każdy jego projekt.

Freddie Gibbs zapowiada nowy album

fredi

Freddie Gibbs — najbardziej gangsterski raper w erze nie tak bardzo gangsterskiego rapu — powróci już niedługo z nowym albumem, pierwszym długogrającym projektem od czasu świetnego LP z Madlibem. Shadow of a Doubt to piętnaście nowych utworów Gibbsa, do których swoje trzy grosze dorzucą także takie postaci jak E-40, Gucci Mane czy Black Thought. Na produkcji zamiast Otisa Jacksona pojawić się mają między innymi Boi-1da, Kaytranda i weteran Mike Dean. Jeśli mielibyście jakikolwiek nomen omen cień wątpliwości typu „czekać czy nie czekać”, zapraszam do sprawdzenia teledysku do „Fuckin’ Up The Count”. Przesłuchajcie także wspomnianą Piñatę, jeżeli jakimś cudem ją przegapiliścię. Macie czas do 20 listopada.

1. „Rearview”
2. ‚Cocaine”
3. „Careless”
4. „Fuckin’ Up The Count”
5. „Extradite” (feat. Black Thought)
6. „McDuck” (feat. Dana Williams)
7. „Packages” (feat. ManMan Savage)
8. „Mexico” (feat. Tory Lanez)
9. „10 Times” (feat. Gucci Mane & E-40)
10. „Lately”
11. „Basketball Wives”
12. „Forever and A Day”
13. „Insecurities”
14. „Freddie Gordy”
15. „Cold Ass Nigga”

Nowy teledysk: Freddie Gibbs „Pronto”

gibbsFreddie Gibbs z wideo do „Pronto”! Najcięższy numer z EPki o tym samym tytule został osadzony w równie mrocznym klimacie co sam kawałek. Raper z Indiany otacza się wężami (i nie tylko) kładąc mordercze linijki na trapowych „cykaczach” w czarno-białym, minimalistycznym klipie. Kto znajdzie nawiązania do 2paca? Tytułowy kawałek jak i całą EPkę — szczerze polecamy!

Nowy utwór: Freddie Gibbs & Kaytranada „My Dope House”

freddiekay-380x400Freddie Gibbs nie przestaje tworzyć świetnych rzeczy. Dopiero co w sieci znalazła się Pronto EP, a teraz łączy siły z ultrazdolnym Kanadyjczykiem Kaytranadą. Gibbs operuje różnorodnym flow bez żadnego wysiłku, świetnie współgrając z totalnie przebujanym podkładem od młodego producenta. Bardzo przyjemnie ogląda się jak Kaytra zdobywa co raz to większe uznanie na całym świecie. Różnorodność spójnych stylowo produkcji powoduje, że warto sprawdzić jego wcześniejsze materiały, zaczynając od tego kawałka. Singiel ukaże się w maju w iTunes i na limitowanym winylu!

Nowy utwór: JMSN feat. Freddie Gibbs „Street Sweeper”

jmsnstreet

JMSN dokłada starań żebyśmy coraz bardziej niecierpliwie oczekiwali grudniowej premiery Blue Album i trzeba przyznać, że są to działania skuteczne. Nagranie „Street Sweeper” już wielokrotnie zdążyło się zapętlić w niejednym odtwarzaczu, teledysk przyciągnął uwagę, to teraz pora na remix. Wielkich zmian nie ma, za to pojawia się dodatkowy głos. Artystę wsparł raper Freddie Gibbs, który sam przygotowuje się do wydania kolejnego solowego krążka — Lifestyles of the Insane ma się ukazać w przyszłym roku. Sprawdzone połączenie łagodnego, soulowego wokalu z zachrypniętym rapem zdecydowanie nie zmniejsza mocy przyciągania tego kawałka. Posłuchajcie sami.

Nowy teledysk: Freddie Gibbs & Madlib „Deeper”

Image3

Jeśli waszej uwadze uszedł fakt, że Freddie Gibbs z Madlibem zrobili jedną z najlepszych rapowych płyt tego roku, macie sposobność te braki nadrobić, bo duet właśnie wypuścił klip do singla promującego wydawnictwo. Poza tym, że „Deeper” raczej nie jest numerem, który spodziewałbym się usłyszeć w hip-hopowym radiu, oglądając klip do niego, poczułem się przez chwilę, jakbym przeniósł się w czasie o dobre dziesięć lat wstecz, kiedy na Viva Zwei można było wieczorową porą wyhaczyć dobry zaangażowany rap, a zrobienie dobrego teledysku wciąż było sztuką wcale nie mniejszą niż nagranie udanego kawałka. Powrót do przeszłości sponsorują Freddie Gibbs, Madlib i reżyser klipu — Jonah Schwartz.

Madlib wydaje instrumentalną Piñatę

madlibartworks-000080746935-ny5zot-t500x500

Madlib wydał w marcu długograjkę, Piñata, na której znalazły się kolaboracje z między innymi: Earlem Sweatshirtem, Mac Millerem czy Raekwonem. Wszystkie utwory zostały wyprodukowane oczywiście przez legendę, a teraz muzyk zdecydował, że osobnym wydawnictwem będzie instrumentalna wersja albumu. W sprzedaży cyfrowej album znajdzie się już 3 czerwca, a na winylu będzie można go nabyć dwa tygodnie później. Dziś dostaliśmy przedsmak oryginalnych, czystych i pięknych bitów, którym nie brak „Madlibowego blasku”. Kawałek „Real” to płynąca produkcja idealna na np. nocne podróże samochodem, gdyż wywołuje rozmyślenia, przynajmniej w moim przypadku. Posłuchajcie więc surowego Otisa.

Recenzja: Freddie Gibbs & Madlib Piñata

madgibs

Freddie Gibbs & Madlib

Piñata (2014)

Madlib Invazion

Na Piñatę czekaliśmy z zapałem i lekką niepewnością, chociaż po serii poprzedzających projekt epek mogliśmy być spokojni o poziom. Będę więc szczery jak sam Gibbs — jest to najlepsza pozycja w jego dyskografii, a także najmocniejsza produkcja Madliba od czasów Madvillainy.

Pochodzący z rodzinnych stron Michaela Jacksona raper podąża ścieżką udeptaną przez Scarface’a, Raekwona i innych naczelnych dilerów rap gry. Jest dosłowny, surowy, wulgarny. Wbija kij w mrowisko, wyraźnie nakreśla swoje życiowe priorytety. Jego historie są tak wiarygodne i opisane z taką starannością, że nie potrzebują żadnego certyfikatu autentyczności. Wywołują u nas to niekomfortowe wrażenie, że nasza codzienność wydaje się być nudna i bezbarwna w porównaniu z życiorysem Gibbsa. Kiedy w jednym z utworów emcee rozlicza się ze swoim dawnym wydawcą Young Jeezym, nie zostawia na nim suchej nitki i nazywa go po imieniu — taka szczerość jest na wagę złota w czasach kiedy raperzy częstują się zaczepkami-aluzjami, by potem się ich wypierać na twitterze niczym panienki. Chociaż Freddie nieraz popisuje się swoim wygimnastykowanym flow, nigdy nie daje mu brać górę nad cierpkim, ulicznym przekazem. Jest niebywale niedzisiejszy, co nie znaczy zacofany. Nie stara się na siłę przypodobać tetrykom narzekającym na wszystko, co świeże we współczesnym hip hopie. On po prostu jest w stu procentach sobą, taka postawa jest i zawsze będzie na czasie.

Oczywiście każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z rapem Gangsta Gibbsa, wie już to wszystko. Tym co uczyniło Piñatę jego najwybitniejszym projektem jest drugi bohater, czyli legendarny Madlib. Producent z zachodu Stanów również nikogo innego nie udaje. Brudne, wysamplowane z zakurzonych jazzowych i soulowych winyli pętle, melancholijne melodie, pomysłowe partie perkusyjne, powycinane z filmów dialogi to wciąż jego znaki szczególne. Tak samo zahaczające o psychodelikę efektowne przejścia i dodatkowe aranżacje z użyciem wyszukanych instrumentów, choć tych elementów jest znacznie mniej niż zazwyczaj. Efekt końcowy jest jednak znakomity — album brzmi bardzo oldschoolowo i ulicznie, ale idealnie doprawiony został czymś, czego nie uświadczysz na swoim ulubionym gangsterskim albumie z lat dziewięćdziesiątych. Madlib nie próbuje — tak jak w kultowej kolaboracji z MF DOOMem — wkraczać na pierwszy plan, jego bity stanowią przede wszystkim tło dla tematów poruszanych przez Freddiego. Idealne tło, gdy przyjrzymy się paranoicznemu „Shitsville”, narkotycznemu „High„, oddającemu hołd upieczonej słońcem Kalifornii „Lakers” albo bezlitośnie bujającemu naszymi głowami „Real”.

Hip hop jako gatunek muzyczny daje nieograniczone możliwości jeśli chodzi o posługiwanie się treścią i formą. Gdy przychodzi co do czego, pewne wartości pozostają jednak najważniejsze. Nic tak nie satysfakcjonuje jak uliczne opowieści raperów z niewypłacalnym street creditem. Inny przykład to doskonała chemia między jednym emcee i jednym producentem. Piñata doskonale łączy w sobie oba te aspekty i uzależnia słuchacza — nieważne czy wypełniona słodyczami, czy kokainą.