freddie gibbs

Machinedrum zapowiada nowy krążek dwoma świetnymi singlami

Niecodzienna kolaboracja na linii muzyka elektroniczna – hip-hop

Amerykański producent Machinedrum po czteroletniej przerwie od solowych wydawnictw, powraca z nowym krążkiem nagranym dla kultowego Ninja Tune. Album zatytułowany A View of U ukaże się już 9 września, a już dzisiaj posłuchać możemy aż dwóch singli zapowiadających to wydawnictwo. O ile nagranie „Ur2yung”, to dość typowy dla artysty instrumentalny joint łączący elektronikę z klasycznie bujającymi bębnami i soulowym samplem, to drugi wydany właśnie numer zatytułowany „Kane Train”, przynosi bardzo zaskakującą kolaborację, gdyż wokalnie udziela się na nim Freddie Gibbs. Samo nagranie nie wychodzi jednak poza ramy typowego, nowoczesnego hip-hopu, a sam Freddie nie wychodzi z roli jednego z najciekawszych obecnie raperów, gdyż jak zdążył nas do tego przyzwyczaić, tekstowo oraz technicznie roznosi ten utwór w drobny pył. Przekonajcie się zresztą sami.

 

Nowy teledysk: Freddie Gibbs feat. Rick Ross „Scottie Beam”

zdjecie freddiego gibbsa na koncercie

zdjecie freddiego gibbsa na koncercie

Kilka tygodni po premierze fantastycznego Alfredo nagranego w duecie z The Alchemistem Freddie Gibbs prezentuje drugi promujący projekt teledysk. Tym razem klipu doczekał się utwór „Scottie Beam” z gościnnym występem Rick Rossa. Fabuła rodem z gangsterskich filmów opowiada o strzelaninie z policjantem i ucieczce gospodarza na przymusowe wakacje za granicą z pomocą lidera Maybach Music Group, a całość bardzo dobrze współgra z klimatyczną warstwą muzyczną. Niewykluczone, że to nie ostatni teledysk z Alfredo — płyta sprzedała się w ilości 30 tys. egzemplarzy, co jest dużym sukcesem, a sam Gibbs niedawno oznajmił, że podpisał kontrakt z Warner Records. W drodze jest również kolejna odsłona duetu MadGibbs, jednak na tę premierę możemy jeszcze trochę poczekać.

Recenzja: Freddie Gibbs & The Alchemist Alfredo

Freddie Gibbs & The Alchemist

Freddie Gibbs & The Alchemist

Alfredo (2020)

ESGN / ALC / Empire

Jakoś tak się złożyło, że płyty nagrane w duecie z jednym producentem Freddiemu Gibbsowi wychodzą lepiej niż własne solówki. Za potwierdzenie tych słów niech posłuży fakt, że obydwa projekty z Madlibem są uznawane za współczesne klasyki i w sumie nie ma się czemu dziwić, bo to piekielnie dobre albumy. Alfredo, wspólny projekt z The Alchemistem, to kontynuacja tamtej tradycji.

Freddie Gibbs znów przenosi nas w świat biznesu narkotykowego, tego co w nim najciekawsze, ale nie zapomina też o gorzkich stronach. Przedstawia blaski i cienie życia narkotykowego barona, człowieka, który ma pod sobą całą ekipę pracujących dla niego ludzi, szacunek, posłuch i bogactwo. Słowem — może wszystko. Nieprzypadkowo zresztą jeden z numerów zatytułowany jest „Frank Lucas”, bo Gibbs przedstawia się jako współczesny don, ostatni prawdziwy gangster wierny zasadom, ale nie żaden włoski mafioso. Dla niego punktem odniesienia są właśnie afroamerykańscy bossowie, którzy najpierw żyli na ulicy, ledwie wiążąc koniec z końcem, by potem stać się panami sytuacji rozdającymi karty w grze. Wycinki z takiego życia świetnie pokazane są w otwierającym płytę „1985”, ukazującym romantyczną wersję balansowania na krawędzi, podobnie zresztą jak w „Look at Me” czy „Baby $hit”.

Wydawałoby się zatem, że profesja gangstera to u Gibbsa obraz pełen kwiatów, tęczy i zjeżdżających po niej jednorożców. Nic bardziej mylnego. On nie gloryfikuje takiego życia. Nie mówi — „Zobacz, każdy tak może”. Przedstawia różne aspekty, robiąc to za każdym razem w bardzo obrazowy sposób. Obok korzyści, jest też ryzyko, co doskonale pokazane zostało, chociażby w „All Glass” czy poprzedzającym go „Skinny Suge”, gdzie słyszymy wersy „Man, my uncle died off a overdose/And the fucked up part about that is, I know who supplied the nigga that sold it”. Gibbs udowadnia na płycie także swoją wszechstronność, potrafiąc wpleść odniesienie do współczesnej sytuacji społeczno-politycznej, a jednocześnie będąc wiernym motywowi przewodniemu całego albumu np. w „Scottie Beam”, w którym słyszymy wersy „He pulled me over, I asked him, „Yo, what’s the problem, sir?/I swerved to duck the potholes, man, I had no option, sir/Just let me go ’cause my license, insurance proper, sir/I’d hate to be on the run for smokin’ an officer”. Pomijam to, że wszystko na płycie zostało doskonale nawinięte, zarówno przez gospodarza, jak i przez gości, a ci są zacni, bo mamy wśród nich Benny’ego the Butchera, Conwaya czy Tylera, the Creatora. Sam zaś Freddie pokazuje takimi kawałkami jak „God Is Perfect”, że w kwestii flow niewielu raperów może się z nim dzisiaj równać.

Warstwa muzyczna Alfredo to małe arcydzieło, które stanowi kontynuację tego, co znamy z projektów tworzonych wspólnie z Madlibem. Nie jest to, pod żadnym pozorem, zarzut, ponieważ na tym projekcie The Alchemist potwierdza, że jest obecnie jednym z najlepszych producentów w grze. Tutaj kontynuuje styl, który rozpoczął się u niego mniej więcej w 2010 roku, przy okazji wypuszczenia wspólnej płyty z Oh No jako Gangrene. Wydaje się, że to właśnie w tym duecie produkcyjnie Al nieco się rozluźnił. Przestał układać klocki, jak to miało miejsce w pewnym okresie przy jego bitach dla Dilated Peoples. Nagle wszystko zaczęło być prostsze, a co za tym idzie, przynajmniej w moim odczuciu, lepsze. Na Alfredo muzyka płynie, pętle hipnotyzują i aż chciałoby się usłyszeć instrumentalną wersję wydawnictwa.

Alfredo to bezapelacyjnie jedna z najlepszych płyt w tym roku. Jedyne co można jej zarzucić to fakt, że jest krótka. Skondensowana forma w postaci trzydziestu pięciu minut to niedużo, a przy takiej jakości materiału zwyczajnie chciałoby się więcej.

#FridayRoundup: Ro James, Freddie Gibbs/The Alchemist, Lil Yachty i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem nowe płyty krążki wypuścili m.in. Ro James, Freddie Gibbs i The Alchemist, Lil Yachty, Miły ATZ i The Cool Kids, a epkę zaprezentowała Sevdaliza. Wszystkie jak zawsze do odsłuchu na naszej playliście #FridayRoundup.


#FridayRoundup

Mantic

Ro James

ByStorm / RCA / Sony

Ro James zwrócił naszą uwagę już przed sześcioma laty, kiedy młody wokalista nagrał wspólny singiel ze Snoop Doggiem. Trzy lata później ukazał się jego debiutancki album Eldorado, na którym James zręcznie połączył pozornie wykluczające się radiowe nurty R&B — quiet storm z trap&B. I chociaż wówczas wciąż, mimo kontraktu z RCA, nie wieściliśmy mu wielkiej kariery. Tymczasem nowy album Mantic jest bez wątpienia dla Jamesa krokiem do przodu — nie tylko doprowadził do perfekcji swoją wizję post-pościelowego R&B, co udowodniły błyskotliwe single „Touchy Feely”„Too Much”, ale na płytę zaprosił pierwszoligowych gości — Brandy, Miguela i Masego. To bez wątpienia najważniejsza premiera R&B ostatnich tygodni. — Kurtek


#FridayRoundup

Freddie Gibbs & The Alchemist

Alfredo

ESGN / ALC / Empire

Freddie Gibbs i Alchemist kolejny raz łączą siły. Ich poprzednie, artystyczne spotkanie miało miejsce na wydanym w 2018 roku albumie Fetti nagranym przez tę dwójkę wraz z Curren$y. Tym razem przyszedł czas na klasyczny duet mc/producent, które zmaterializowało się w postaci albumu zatytułowanego Alfredo. Mocny zestaw zaproszonych na ten album gości reprezentują Tyler, the Creator, Rick Ross, Benny the Butcher oraz Conway the Machine, a dziesięć zawartych tu krążków, to pełne soulowych sampli i bardzo klimatycznych produkcji, na których Gibbs kolejny raz udowadnia, że jest jednym z najciekawszych raperów na hip-hopowej scenie. — efdote


#FridayRoundup

Lil Boat 3

Lil Yachty

Capitol / Quality Control

Wystarczyły zaledwie 4 lata, żeby Lil Yachty z jednego z najoryginalniejszych młodych raperów na scenie zamienił się parodię samego siebie. Czy to kwestia wypalenia, złego towarzystwa, a może braku talentu — trudno powiedzieć, jednak ostatnie wydawnictwa czerwonowłosego dzieciaka z Atlanty kompletnie zatraciły urok obecny na debiutanckim Lil Boat. Trzecia odsłona serii jest więc niejako ostatnią szansą Yachty’ego, żeby udowodnić, że należy do mainstreamu i ma jeszcze cokolwiek do zaoferowania słuchaczowi, który każdego dnia może wymienić 10 ulubionych raperów na 20 nowych. Przyjemny singiel „Oprah Bank Account” oraz gościnne zwrotki ASAP Rocky’ego, Tylera i Tierry Whack mogą zapowiadać względnie dobry projekt, jednak w kontrze stoi niemal godzinna długość, której, umówmy się, Lil Yachty nie udźwignie za żadne skarby. Czy warto dać temu szansę? Odpowiedź nasuwa się sama. — Adrian


#FridayRoundup

Miły ATZ

Czarny Swing

Def Jam

„Czarny swing” to jednostka elementarna flow. Definicja (stworzona przez samego autora tego określenia) pozostaje enigmatyczna w teorii, ale absolutnie jasna i odczuwalna w zbiciu się z materią debiutu gnieźnieńskiego MC. Czarny Swing to wizytówka-portfolio, szarmancko rzucona na stół rapowego mainstreamu, który wydaje się być coraz bardziej pogodzony z niepokorną naturą młodego rapera. ATZ ze swojego curiculum vitae wyciąga najbarwniejsze strzępki, serwując zarówno suto podbijane tłustym brytyjskim basem bangery odwołujące do czasów grime’owego Mordoru, jak i lekkie, laidbackowe boom bapy i hip house’y przesączone trójmiejską lekkością Undy. Na kompilacji nostalgicznych klisz się jednak nie kończy, bo Miły ma w zanadrzu także kilka świeżynek, jak chociażby suto trapowe strzały na czele z zaskakująco zaangażowanym „Strachem”, czy kawałek tytułowy, który jest zupełnie nową jakością na rodzimej scenie i, choć wyspiarskie korzenie pozostają więcej niż widoczne, wydaje się oferować coś na kształt współczesnego post-boombapowego futuryzmu. Ogromna w tym, oczywiście, robota producentów, spośród których najjaśniej bryluje atutowy, który tutaj udowadnia, że w kwestii muzycznej erudycji stanowi w naszym kraju podium. — Wojtek


#FridayRoundup

Joanna

Sevdaliza

Twisted Elegance

Nowa EPka Sevdalizy to wydawnictwo niezwykle skromne, nie w kwestii poetyki bynajmniej, a raczej pod względem po prostu ilościowym. Trzy tracki, łącznie składające się na 11 minut nowego materiału, powracają do neurotycznego, momentami ascetycznego wręcz art-popu, który artystka serwowała nam na poprzednich wydawnictwach, choć tym razem nieco odrywa się on (niestety) od trip-hopowych konotacji. Najbardziej intryguje utrzymane w minimalistycznym anturażu współczesnego R’n’B „Oh My God”, które może zwiastować nowy kierunek w twórczości Sevdalizy. Być może w dłuższej formie trafią się większe zaskoczenia. —Wojtek



#FridayRoundup

Volumes

The Cool Kids

Propelr

Chuck Inglish i Sir Michael Rocks niejako zapowiadali powrót z większym projektem, stawiając w ostatnich miesiącach małe kroczki. Najpierw było The Layups na bitach The Alchemista, później Got Wings wyprodukowane w całości przez Cardo. Dorzućmy do tego jeszcze kilka luźnych tracków z ostatnich dwóch lat i „Dipped” nagrane z Kenny Beats. Te wszystkie tracki i projekty skumulowane w jednym miejscu składają się na Volumes. Nie będzie to więc zaskoczenie dla zagorzałych fanów, którzy wszystkie te numery słyszeli już wcześniej. Dla reszty z kolei jest do dobry pretekst do tego, żeby o twórczości The Cool Kids sobie przypomnieć – w końcu pod względem jakości materiał nie zawodzi. Gościnnie pojawiają się m.in. Boldy James, duet Louis The Child oraz Guapdad 4000. —Mateusz


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Freddie Gibbs i The Alchemist wypuszczają wspólny krążek

Wydawnictwo zatytułowane Alfredo, ukaże się już o północy

Freddie Gibbs i Alchemist ponownie łączą siły. Po wydanym w 2018 roku albumie Fetti nagranym przez tę dwójkę wraz z Curren$y przyszedł czas na klasyczny duet mc/producent. Album zatytułowany Alfredo ukaże się jeszcze dzisiaj o północy, a mocny zestaw zaproszonych gości reprezentują Tyler, the Creator, Rick Ross, Benny the Butcher oraz Conway the Machine. Mamy też pierwszy singiel i klip zapowiadający ten projekt, w postaci bardzo udanego „1985″. Zacieramy już ręce, bo wydana w ubiegłym roku do spółki z Madlibem Bandana, to jeden z najlepszych rapowych krążków ostatnich lat.

EDIT: Zgodnie z zapowiedzią, krążek już się ukazał, a posłuchać go możecie poniżej:

Świetny występ Freddiego Gibbsa w Colors Show

Ten rok jest jego. Freddie Gibbs zdecydowanie pretenduje do miana rapera roku. Bandana wyprodukowana przez Madliba nie przestaje zachwycać, mimo że od premiery minęły już trzy miesiące. Z każdym odsłuchem i z każdym wykonem na żywo, przypominamy sobie o kolejnych „perełkach” albumu. Tym razem Freddie pojawił się w Colors Show z utworem „Fake Names”. Przy okazji, raper ogłosił trasę koncertową „The Album Of The Year Tour” — w listopadzie z Bandaną zwiedzi całe Stany Zjednoczone, a my mamy nadzieję, że niebawem zobaczymy go również w Europie.

Cousin Stizz i Freddie Gibbs wznoszą toast we wspólnym kawałku

Cousin Stizz – raper z Bostonu, mający już na swoim koncie trzy dobrze przyjęte projekty (ostatnim było One Night Only z 2017 roku), szykuje się do wypuszczenia nowej płyty. Trying to Find My Next Thrill ukaże się 14 sierpnia nakładem RCA Records, a my możemy na razie sprawdzić trzy single promujące ten krążek. Ostatnim jest całkiem udany, lekko trapowy, numer z gościnnym udziałem Freddiego Gibbsa „Toast 2 That”, w którym panowie wznoszą toast między innymi za to, że prawdziwi gangsterzy nie umierają nigdy. Poprzednie materiały Stizza bardzo nam się podobały, czekamy na premierę nowego!

Recenzja: Freddie Gibbs & Madlib Bandana

freddie gibbs i madlib nowa plyta

freddie gibbs i madlib nowa plyta

Freddie Gibbs & Madlib

Bandana

ESGN / Keep Cool / Madlib Invazion / RCA

Musiało upłynąć 5 długich lat od premiery Piñaty, żeby jeden z najbardziej nieoczywistych duetów na hip-hopowej scenie powrócił z kolejnym wspólnym projektem. Był to czas pełen przeszkód i problemów, takich jak zatrzymanie Kane’a w Austrii, czy walka twórców o wyczyszczenie sampli i opublikowanie materiału. Cała ta historia znalazła jednak szczęśliwe zakończenie — Bandana ujrzała w końcu światło dzienne, a trudne okoliczności, w których powstawała sprawiły, że smakuje jeszcze lepiej.

Ostatnie lata w hip-hopie udowodniły, że aby stworzyć dobry muzyczny duet, potrzeba czegoś więcej niż kilku godzin w studiu i hitu, który podbije popularne playlisty. Dobry duet to taki, w którym dzięki ciężkiej pracy i wzajemnemu zrozumieniu powstaje synergia i unikatowa formuła. Freddie Gibbs i Madlib odnaleźli swoją już w 2014 r. W przypadku drugiej płyty postanowili jednak wnieść ją na zupełnie nowy poziom. Może wynika to z różnicy, którą były wspólne sesje w jednym studiu, a może po prostu z większego budżetu i nabytego doświadczenia — Kane i Madlib dali z siebie wszystko.

W warstwie muzycznej Bandana to festiwal grubo ciętych soulowych i funkowych sampli, wokół których Madlib zabudował pełne życia, barw i detali podkłady, hołdujące klasycznemu brzmieniu hip-hopu. Począwszy od ciepłego i radosnego „Freestyle Shit” na samplu z „Revelation Funk” Elastic Lover, przez intymne „Practice” z Donnym Hathawayem w tle, aż po eleganckie i pełne klasy „Education” na kanwie filmowego „Dance Music” R. D. Burmansa (które kojarzyć można, chociażby z zeszłorocznego Nasira). Otis sporadycznie wplata między tego typu kompozycje nowoczesne akcenty, takie jak trap w „Half Manne Half Cocaine”, czy nocne, laidbackowe brzmienie w „Situations”. Poza tym Bandana jest pełna szczegółów, zmian podkładów, przerywników — jednym słowem, wszystkiego, z czym kojarzą się prawie wszystkie hip-hopowe klasyki.

Produkcja to jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest doskonała chemia między Madlibem i Gibbsem — progres, który uczynił ten drugi w technice, różnorodności i ekspresji rapowania wprost zwala z nóg. Kane bez najmniejszego problemu żongluje dynamiką, emocjami i stylami, wszystko po to, by zbudować niesamowicie autentyczną opowieść o swoim życiu. Afirmacja, spokój oraz duma i radość z sukcesu mieszają się tu z bólem, smutkiem, gniewem i bezdusznością ulic. Ten dualizm idealnie oddaje przejmujące „Half Manne Half Cocaine”, które z trapowego hymnu przeradza się w surowy banger przywodzący na myśl brzmienie spod znaku Ruff Ryders. Tematyka albumu dotyka przestępczego życia i dilerki (przejmujące „Fake Names”), historii Afroamerykanów i polityki (świetne „Palmolive”), a także związków i zdrady (brutalnie szczere „Practice”). Freddie co chwilę serwuje odbiorcy urywki rzeczywistości, które razem tworzą większy obraz. Linijki takie jak Made it through the summer with no air conditioner, catch us huddled ’round the kitchen in the winter budują bardzo osobistą perspektywę, ale pozwalają również wniknąć w motywy artysty. Całość celnie puentuje zamykające płytę „Soul Right” — Yeah, and I been struggling my whole life, yeah, I pour it up and get my soul right, yeah rapuje Gibbs — po odsłuchu całego albumu ten pozornie trywialny refren nabiera niepodważalnej głębi.

Bandana to płyta dopieszczona w każdym calu. Żaden dźwięk i wers nie są tu przypadkowe — wydaje się, że autorzy wycisnęli z tego materiału wszystko, co tylko się dało. Efektem jest soczysty hip-hopowy album rozpisany na wiele satysfakcjonujących odsłuchów. Oryginalne brzmienie sprawia, że nie trzeba być fanem Freddiego ani Madliba z osobna, by zakochać się w tym zaskakującym i jakże trafionym połączeniu. Mistrzostwo świata.

#FridayRoundup: Freddie Gibbs & Madlib, Daniel Caesar, The Black Keys i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Wszystkie krążki przedstawione poniżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na plejliście na samym dole wpisu.


Bandana

Freddie Gibbs & Madlib

Keep Cool / RCA

Pinata, czyli debiutancki krążek duetu Madlib & Freddie Gibbs to nie tylko jeden z najbardziej cenionych przez krytykę albumów hip-hopowych ostatniej dekady, ale także udokumentowanie tego, co są w stanie stworzyć dwie tak charakterne osobowości artystyczne, kiedy spotkają się u szczytu możliwości. Poprzeczka była zatem zawieszona bardzo wysoko, jednak Bandana nie wydaje się ustępować poprzedniczce, a wręcz poszerza jeszcze bardziej spektrum brzmieniowe, eksplorując niezbadane dotąd przez ten duet płaszczyzny. Abstractowe beaty Madliba stawiają na eklektyzm, śmiało wplatając momenty smukłego soulu i kaskadowego trapu, zaś Freddie pozwala sobie na małą gimnastykę liryczną i kilka dynamicznych przebiegów. W stosunku do poprzedniczki, Bandana porzuca nieco uliczny brud i gangsterski sznyt na rzecz zamglonych, subtelniejszych tonów, a nawet, momentami, melancholijnej atmosfery. Czy Bandana powtórzy sukces poprzedniczki, wchodząc do kanonu współczesnych klasyków? Trudno orzec, jednak fani fuzji artystycznej tych dwóch hip-hopowych tuzów nie powinni być zawiedzeni– Wojtek


Case Study 01

Daniel Caesar

Golden Child

Dwa lata po freudowskim debiucie Daniel Caesar po raz kolejny ucieka się do psychologii, wypuszczając Case Study 01 bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi czy zabiegów promocyjnych. 10 nowych piosenek to niemal 3 kwadranse rasowej mieszanki alternatywnego R&B i klasycznego neo-soulu. Na płycie poza Caesarem usłyszmy także Brandy, Pharrella Williamsa, Johna Mayera, Seana Leona czy Jacoba Colliera. — Kurtek


„Let’s Rock”

The Black Keys

Nonesuch

Rekiny współczesnego blues-rocka powracają po pięcioletniej przerwie z albumem, który powinien zadowolić wiernych fanów. Dan Auerbach i Patrick Carney zdecydowanie bardziej niż mniej wędrują ku swoim ostrzejszym, rockowym korzeniom (przynajmniej w porównaniu z ostatnią płytą, Turn Blue) i w większości serwują właściwe sobie, niemożliwe do pomylenia gitarowe brzmienia. Single promujące płytę („Eagle Birds”, „Lo/Hi” i „Go”) doskonale oddają jej charakter – jeśli te utwory zrobiły wam smaka, absolutnie nie będziecie zawiedzeni. — empee


Kwiaty i korzenie

Bitamina

Kalejdoskop

Po ogromnym zamieszaniu ostatnimi wydawnictwami, jeden z najlepszych polskich zespołów, Bitamina, powraca z piątym albumem. „Kwiaty i Korzenie” to opowieści o tym, że wszystko bierze się z wnętrza, a to, co w nim – widoczne jest później na zewnątrz. Jeśli zastanawiacie się czego można się spodziewać od tria po tylu odniesionych sukcesach, to jak zawsze mądrych treści, dużo emocji, nierzadko humorystycznych tekstów, z którymi łatwo się zidentyfikować, całej masy słusznych uwag i refleksji, więcej poezji, równie sporo pytań i jeszcze więcej dojrzałości. „Kwiaty i Korzenie” to podróż w głąb siebie. Uwaga – na jednym odsłuchu się nie kończy!– dżesi


Indigo

Chris Brown

RCA Records

Mam problem z Chrisem Brownem od jakiegoś czasu. Nie, żeby robił słabą muzykę, bo ma rzadko spotykany talent do chwytliwych refrenów. To, co mnie martwi, to kolejny długogrający krążek z liczbą utworów powyżej 30. Serio? 32? Już wcześniej było wiadomo, że Breezy, podobnie jak Ciara, nie może znaleźć na siebie pomysłu i ciężko mu nagrać spójny album. Te składanki mogą człowieka nużyć, ale zawsze znajdą się jednak w tym gąszczu kawałki warte uwagi albo nawet i perełki. Szkoda, że singlowe. Na Indigo światełkiem w tunelu jest duet z Drake’iem i „Come Together” z H.E.R. — Kuba Żądło


The Love Reunion

Raheem DeVaughn

SoNo

Raheem DeVaughn nie próżnuje. Po udanej październikowej premierze Decade of a Love King wokalista wypuścił właśnie kolejną część swojej miłosnej sagi zatytułowaną The Love Reunion. Na płytę poza singlowym „Just Right” trafiło jeszcze 13 utworów, które pod nieobecność The-Dreama mają uprawomocnić panowanie DeVaughna na tronie miłosnego króla w muzyce R&B. W przeciwieństwie do najlepszych produkcji Dreama Devaughn jest jednak w swoim klasycznym radiowym R&B odrobinę zbyt zachowawczy i monotonny, by móc być spokojnym o zawłaszczoną koronę. Prędzej czy później znajdzie się śmiałek zdolniejszy i bardziej uprawniony do tego tytułu. — Kurtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Madlib i Freddie Gibbs z dedykacją dla młodej gwiazdy NBA

Freddie Gibbs i Madlib nie marnują czasu i prezentują kolejny przedpremierowy singiel z Bandany. Tym razem gospodarz parafrazuje jedną z linijek Lil Wayne’a, a przy okazji nawiązuje do imienia młodej gwiazdy koszykówki – Giannisa Antetokounmpo z Milwaukee Bucks. Ot cała geneza tytułu. Przy okazji na samplowanym beacie w refrenie udziela się Anderson .Paak. Na początku czerwca duet zdradził, że gościnnie na Bandanie pojawią się także Pusha T i Killer Mike. Trzeba przyznać, że z tygodnia na tydzień atmosfera wokół tego krążka robi się coraz gorętsza. Do premiery albumu pozostało jeszcze trochę ponad tydzień. Co wydarzy się w tym czasie?