g-eazy

Eteryczna Cassie traci kochanka w nowym singlu

Od udawania niedostępnej w „Long Way 2 Go” w 2006 roku do miłości do przegrywa w „Love a Loser” w 2017 Cassie w istocie przeszła długą drogę. W zaprezentowanym w sobotę w OVO SOUND Radio nowym singlu, w którym gościnnie udziela się G-Eazy piosenkarka śpiewa “I would rather lose a lover than to love a loser / Tell me is it me or the drugs ’cause baby I can’t tell”. Gorzkie eteryczne midtempo nie przedstawia Cassie w szczególnie nowatorskiej odsłonie. Wpisuje się raczej w konwencję, do której przyzwyczaiła nas przez lata. Po raz kolejny niestety brakuje punktu zaczepienia. Miejmy jednak nadzieję, że piosenkarce uda się wreszcie wydać drugi longplay. Jej jedyny Cassie ukazał się w 2006 roku.

Nowy teledysk: G-Eazy & Kehlani „Good Life”

Wkrótce odbędzie się premiera kolejnej części Szybkich i wściekłych (The Fate of the Furious). Z tej okazji G-Eazy i Kehlani wypuścili klip do swojego niedawnego singla „Good Life”. Jak przystało na większość utworów do filmów, klip przedstawia skąpe sceny samych artystów i rozległe wizualizacje z hollywoodzkiej produkcji. Sam kawałek nie jest najwyższych lotów, ale współgra z poprzednimi kompozycjami do „szybkich”, a wokaliści wydają się nieźle bawić na planie teledysku. Jak zapewne wiecie, Kehlani przełożyła swoją europejską trasę koncertową, dlatego poniższe wideo może wynagrodzi tę przykrą wiadomość.

Nowy utwór: Raekwon feat. G-Eazy „Purple Brick Road” (produkcja: J.U.S.T.I.C.E. League)

artworks-000208069879-3rtby4-t500x500

Raekwon wraca z nowym singlem i do tego wyprodukowanym przez J.U.S.T.I.C.E. League! Gościnnie pojawił się tu G-Eazy i zanim powiecie, że to dziwne połączenie, lepiej posłuchajcie co panowie dla nas przyszykowali. Bit od justysiów może nie brzmi jak coś co wyszłoby ze stajni Wu-Tang Clanu, ale nie da się zaprzeczyć, że to mocny, rasowy banger. Chyba takiego właśnie brzmienia można się spodziewać po nowym albumie Wu, za który J.U.S.T.I.C.E. League mają po części odpowiadać. „Purple Brick Road” jest kolejnym po „This Is What It Comes Too” utworem promującym nowy krążek Raekwona Wild, który będzie dostępny już od dwudziestego czwartego marca.

Upiorny Twist: 10 przerażających utworów na Halloween

twist

Nie wybieramy się dzisiaj co prawda w tournee po okolicy, by dręczyć niczemu winnych ludzi prośbami o cukierki, ale myślę, że nie pogardzimy seansem jakiegoś prawdziwie upiornego filmu. By jednak wcześniej wprawić się w nastrój, przygotowaliśmy dla was odpowiednio upiorną selekcję muzyczną. Dziesięciu przedstawionych halloweenowych hajlajtów wraz z dodatkową upiorną trzydziestką możecie posłuchać na plejliście poniżej.


10.

„Saw It Coming”

G-Eazy feat. Jeremih

RCA

„Ghostbusters” Raya Parkera Jra nie da się niczym zastąpić, więc nazywanie „Saw It Coming” promującego tegoroczny remake Pogromców duchów następcą legendarnego motywu byłoby srogim nadużyciem. Nie zmienia to jednak faktu, że „Saw It Coming” to kawałek solidnego radiowego popu z obłędnym refrenem Jeremiha mocno nawiązującym do R&B w stylu późnego Michaela Jacksona. Na pytanie „Who you gonna call?” G-Eazy i Jermih odpowiadają „I bet you never saw it coming” — i rzeczywiście mają rację.


9.

„The Boogie Monster”

Gnarls Barkley

Downtown

Aloe Blacc ma dolara w kieszeni, a Cee Lo Green — potwora w szafie, przynajmniej jeśli wierzyć deklaracjom z refrenów ich piosenek. Danger Mouse od zawsze lubował się w serwowaniu mrocznych motywów w gęstych aranżach — z jednej strony mocno osadzonych na hip-hopowych fundamentach, z drugiej zaś bezsprzecznie czerpiących z upiornego twistu lat 60. Jednym z kulminacyjnych momentów tego chwytliwego stylu był wydany w 2006 roku krążek St. Elsewhere, na którym wespół z Cee Lo z retrosoulu i oldschoolowego funku wyczarowali prawdziwie diaboliczne muzyczne przedstawienie.


8.

„Clint Eastwood”

Gorillaz feat. Del the Funky Homosapien

Parlophone

Czy tylko ja nigdy nie wierzyłem Damonowi Albarnowi śpiewającemu w „Clint Eastwood” apatycznym głosem, że jest szczęśliwy i ma torbę pełną promieni słonecznych? Moją niepewność potęgował przeraźliwy syntezatorowy motyw wybijający się raz po raz ponad klasyczny triphopowy bit. Sytuacji nie poprawiał też Del the Funky Homosapien, który charyzmatycznymi (czyt. demonicznymi w nieco kreskówkowy sposób) zwrotkami doskonale dopełnia hipnotyczny refren Albarna.


7.

„Puk puk”

Nosowska

PolyGram

Jeśli sądziliście, że w polskiej muzyce nie mieliśmy swoich własnych upiornych momentów, to najwyższy czas zweryfikować ten pogląd. Tytułowy utwór z wydanego przed 20-ma laty triphopowego debiutu Kasi Nosowskiej mógłby służyć za model, jak zręcznie budować grozę w muzyce pop. Mamy plemiennie pulsujący bit, wiatr wygwizdujący na skraju fałszu straszliwą melodię i opartą na na pomyśle z filmu Dzieco Rosemary porażającą kołysankę. Atmosfery horroru dopełniają szczere wyznania Nosowskiej, która nie ukrywa tego, że jest przerażona i nie zawaha się wciągnąć słuchacza do swego pogrążonego w mroku świata.


6.

„Bust”

OutKast feat. Killer Mike

LaFace / Artista

W dyskografii OutKast można by co prawda znaleźć kilka utworów bardziej bezpośrednio tekstowo nawiązujących do Halloween — z humorystycznie traktującym o problemach matrymonialnych najsłynniejszego wampira w historii „Dracula’s Wedding” na czele. Ze świecą szukać natomiast piosenki dorównującej „Bust” z wydanego w 2003 roku Speakerboxxx/The Love Below szeroko pojętą upiornością na poziomie aranżacji. Zanim na dobre zrywa się potworna nawałnica Big Boi ostrzega, że siódma pieczęć właśnie została zerwana, a duchy i gobliny błądzą wolno po Ziemi. Część z nich zaangażował zresztą najpewniej do majakowego chóru przyprawiającego żywych o dreszcze przez cały burzliwy przebieg utworu.


5.

„I Put a Spell on You”

Screamin’ Jay Hawkins

Okeh

VooDoo D’Angelo może i czarowało słuchaczy, ale z prawdziwym voodoo miało niewątpliwie niewiele wspólnego. W tym kontekście dużo większą moc mają zaklęcia rzucane przez Jaya Hawkinsa w klasycznym „I Put a Spell on You”, które doczekało się bezliku coverów i do dziś pozostaje adekwatnym elementem zachodniej popkultury. Żadna z reinterpretacji nie dorównywała jednak ekspresją wydanemu w listopadzie 1956 roku oryginałowi. Ta niesławna bluesowa ballada zapewniła nieznanemu wcześniej szerszej publiczności Hawkinsowi nieśmiertelność i dołożyła swoje trzy grosze do naszej upiornej plejlisty.


4.

„Red Right Hand”

Nick Cave & The Bad Seeds

Także Nick Cave zbudował jeden ze swoich gotyckich przebojów na bazie upiornego twistu i złowrogo dmiącego w tle wiatru. Pierwotnie wydane w 1994 roku na płycie Let Love In „Red Right Hand” dwa lata później nie bez powodu zostało wybrane jako temat sagi filmowej Krzyk. Cave jednak nie krzyczy — jako narrator oszczędnie dozuje emocje w historii, która bierze swój tytuł z poematu łączonego niegdyś z satanizmem Johna Miltona, ale rozwija się co najmniej jak opowiadanie Stephena Kinga.


3.

„House of Balloons”/
„Glass Table Girls”

The Weeknd

XO

„House of Balloons”/”Glass Table Girls” podwójny hajlajt z debiutanckiego mikstejpu The Weeknd brzmi może bardziej jak bliskie spotkanie trzeciego stopnia z istotami pozaziemskimi, aniżeli z wesołym diabłem, ale bardzo trudno odmówić mu przepełnionego ciemną materią gęstego klimatu, kóry można by ciąć nożem. Po części dlatego, że muzyk pożyczył potwornie przebojowy refren od Siouxsie & The Banshees, ale także dzięki wkładowi własnemu — okalającym melodię mrocznym syntezatorom i zdumiewająco przestrzennej produkcji.


2.

„Oh My Darling
Don’t Meow
(Just Blaze Remix)”

Run the Jewels

Mass Appeal

Po zeszłorocznej premierze kociego arcydzieła nic nie będzie już takie samo. Nie duchy, wampiry czy zombie, a koty stoją za mrocznym i psychotycznym brzmieniem Meow the Jewels. Kocia paranoja jest zresztą ewidentnym lajtmotiwem hitowego „Oh My Darling Don’t Meow” w znakomitym remiksie Just Blaze’a, który dzięki zaprzęgnięciu w bit hipnotycznych kocich sampli wykreował klimat grozy niczym nieustępujący „Thrillerowi” Michaela Jacksona.


1.

„Thriller”

Michael Jackson

Epic

Nastoletnie uwielbienie klasycznego kina grozy, fascynacja nieprzeniknionymi, strasznymi, tajemniczymi historiami to punkt wyjścia do koncepcyjnego przeboju Michaela Jacksona — być może najbardziej utytułowanej okołohalloweenowej piosenki w historii muzyki popularnej. Jackson z Rodem Tempertonem zawarli w niej bowiem typową dla amerykańskich slasherów naiwność, a ejtisowe syntezatory połączone z galerią klasycznych dźwiękowych efektów — od wyjącego psa po skrzypiące drzwi — dodały do utworu odrobinę nieodzownego w tym wypadku kiczu. Całości dopełnił niezastąpiony mistrz horroru Vincent Price w roli narratora, którego głos przyprawiać może o ciarki. Panie, panowie, prawdziwy thriller!


Nowy utwór: QUIÑ feat. G-Eazy „Over Again”

quin

By już na wstępie nabić nieco fejmu – zapewne niezbyt znanej – wokalistce QUIÑ, odeślemy Was do serwisu YouTube, a konkretnie do teledysku „Suede” duetu NxWorries (Anderson .Paak i Knxwledge), gdzie wspomniana towarzyszy chłopakom, wzbogacając swą urodą ogólny odbiór obrazka. Poza tym, że pochodząca z Miasta Aniołów QUIÑ zachwyca swą aparycją (zawodowo jest fotomodelką), to do tego całkiem nieźle radzi sobie za mikrofonem. Można się o tym przekonać słuchając chociażby jej najnowszego utworu „Over Again”, w którym z szybką zwrotką pojawił się ceniony raper G-Eazy. Wschodząca artystka swoją twórczość opatruje nazwą Fantasy Soul Music, za wzór stawiając sobie takie autorytety jak Sade, Erykah Badu czy Beyoncé.

Ze swojej strony życzymy dalszego rozwoju, zapraszając zarazem do przyjemnego odsłuchu niniejszej kolaboracji.

G-Eazy i Jeremih pogromcami duchów

ghost

Już 15 lipca do kin trafi odnowiona wersja klasycznego filmu z lat 80. Pogromcy duchów. W filmie miejsce nieustraszonych Billa Murraya, Dana Aykroyda i Harolda Ramisa zajmą panie: Melissa McCarthy, Kristen Wiig i Kate McKinnon. Zasadnicza zmiana nastąpiła także w ścieżce dźwiękowej filmu — nieśmiertelny klasyk Raya Parkera, Jra pozostawiono w spokoju w 1984 roku, a nowy utwór przewodni nagrali G-Eazy i Jeremih. I chociaż G-Eazy’ego trudno nazwać dobrym raperem, robotę w numerze robi Jeremih z obłędnym popowym refrenem mocno nawiązującym do R&B w stylu późnego Michaela Jacksona. W tekście pada zresztą klasyczne „Who you gonna call?” zestawione z tytułowym „I bet you never saw it coming”.

Recenzja: G-Eazy When It’s Dark Out

g-eazy

G-Eazy

When It’s Dark Out (2015)

RCA

Drugi album studyjny rapera pochodzącego z Oakland. I tak jak naprawdę duża część jego słuchaczy zastanawia się dlaczego jego kariera tak późno wystrzeliła i dlaczego, pomimo od kilku do kilkudziesięciu milionów wyświetleń na teledyskach, nie otrzymuje należytego mu rozgłosu. Natomiast ja zacząłem się zastanawiać, dlaczego ten koleś zrobił jakąkolwiek karierę?

To kolejny album o niczym. Kolejny album o tym, jak to ciężko jest być raperem w Stanach, jacy fani potrafią być nieznośni, jakie problemy mają dwudziestolatkowie przed trzydziestką, którym jako tako udało się w muzyce. Kolejny album o tym jak zajebiście jest być raperem w Stanach, o kobietach, o pieniądzach, o tych wszystkich rapowych imprezach, które nigdy się nie odbyły. Jedno szalone, błędne koło napędzane smutkiem i jednocześnie byciem „cool”. Sam nie wiem czy bardziej umęczyłem się przy tematyce i wsłuchiwaniu w dokładne te same opowieści słyszane od kolejnego rapera czy okrutną formą podania.

Sytuację odrobinę ratuje warstwa muzyczna, która, o dziwo, jest bardzo słuchalna. Oczywiście, nie ma tutaj żadnej rewolucji ani nawet ewolucji. Ot tona basu, dorzucona garść hi-hatów, a potem rollercoaster ckliwego pianinka i smutnych syntezatorów z domieszką groźnych przygrywek i bangerowych aspiracji bardzo wyraźnie inspirowanych stylem innych graczy. Na koniec zalejmy to wszystko jeszcze monotonnym flow i oceanem gości, którzy czasami po prostu wypierają gospodarza z utworu, po czym zaczynamy się zastanawiać kto u kogo jest gościem. Dawno czegoś takiego nie słyszałem, ale dobrze wiedzieć, że są jeszcze zawodnicy, którzy nie potrafią okiełznać własnej płyty.

Jestem bardzo zaskoczony, że ktoś z tak prostym warsztatem, tak absolutnie brakiem osobowości i pomysłu, potrafi kręcić takie cyferki na YouTube czy w ogóle sprzedawać płyty. Ot kolejny pop-rapowy pseudogroźny twór, jakich było już na pęczki. Młode dziewczyny będą zadowolone, chłopaki ogolone po bokach też, kasa będzie się zgadzać, teoretycznie wszyscy są zadowoleni. Ta płyta gdzieś utonie w zapomnieniu, na szczęście mamy 2015 rok, który dostarczył nam naprawdę masę świetnych płyt i może taka mała dawka miałkości pozwoli nam trochę z tej ekscytacji i serii genialnych wydawnictw troszeczkę otrzeźwieć.

Nowy utwór: G-Eazy feat. Kehlani „Everything Will Be OK”

geazy-kehlani

Oprócz JeremihaKid Cudiego, w piątek nowy album wydał również G-Eazy. Wydawnictwo wypełnione po brzegi jest silnymi nazwiskami: Boi-1-da, Southside od strony produkcji, a wśród gości Chris Brown, Big Sean, Keyshia Cole, Too $hort czy też piękna Kehlani, którą usłyszeć można w utworze „Everything Will Be OK” — refleksji na temat sławy i rodziny, gdzie gładki wokal artystki z Kalifornii dodaje emocji. Warto zatrzymać się i przez chwilę zastanowić — to przekaz rapera. When It’s Dark Out” to drugi album pochodzącego z Minnesoty Geralda.

Nowy teledysk: G-Eazy „Tumblr Girls”

tumblrgirlsG-Eazy atakuje kolejnym video! Tym razem klipu doczekał się jeden z najprzyjemniejszych numerów na płycie, czyli „Tumblr Girls”. Sam klip jest zlepkiem krótkich filmików i zdjęć utrzymanej właśnie w estetyce znanej z portalu Tumblr. Łączą się z historią z utworu, jednak nie aż tak dosłownie jak co niektórzy oczekiwali. Całość bardzo przyjemna dla oka, zdecydowanie warto obejrzeć, zwłaszcza, że za oknem szaro i ponuro.