Wydarzenia

jazz

Jazzująco: The Bad Plus grają Strawińskiego

Jedna z najpopularniejszych grup jazzowych XXI wieku zapowiada nowy album. Trio, znane z niekanonicznego podejścia do doboru repertuaru, tym razem sięgnęło po klasyczny balet Igora Strawińskiego Święto wiosny. Dziewiąty studyjny krążek grupy, zatytułowany po prostu The Rite of Spring ukaże się 25 marca, w związku z trwającymi nadal obchodami setnej rocznicy premiery przełomowego dzieła. Tak Strawiński jednak jeszcze nie brzmiał — grupa bowiem rozpisała jego najsłynniejsze dzieło na fortepian, perkusję, kontrabas i elektronikę, interpretacyjnie pozostając możliwie jak najbliżej oryginału. A to o tyle niełatwe, że balet jest niezwykle ekspresyjny i sto lat temu, przez liczne stylistyczne nawiązania do obrzędów pierwotnych, jego premiera wywołała niemały skandal.

Jeśli nie możecie się doczekać, by sprawdzić jak ta interpretacja wyszła Amerykanom, od kilku godzin całego albumu można posłuchać na stronie NPR.

Recenzja: Vijay Iyer Mutations

Vijay Iyer

Mutations (2014)

ECM

Vijay Iyer nie boi się niczego. Z każdą kolejną płytą coraz odważniej poszukuje, w efekty swoich eksploracji wtajemniczając słuchaczy. A te przybierają coraz bardziej wysublimowane i nieoczekiwane formy — jego pierwszy krążek nagrany dla ECM, Mutations, jest ewoluującym w czasie, żywym organizmem.

Pianista znacząco wychodzi poza ramy współczesnego jazzu i korzystając z doświadczenia amerykańskiej szkoły minimalizmu, przedstawia serię dziesięciu tytułowych mutacji, oprawionych w trzy mniejsze kompozycje, służące tu poniekąd jako prolog i epilog. Nie tylko tymczasowo rozstaje się z formułą jazzowego tria, ale w jego miejsce angażuje do współpracy klasyczny kwartet smyczkowy, sam podejmując się wielu ról — kompozytora, interpretatora, improwizatora i producenta, zmyślnie zbierającego poszczególne fragmenty w jeden utwór przy pomocy elektroniki.

Mutacje płynnie i bez sentymentów przechodzą jedna w drugą, dostojnie prezentując swe obecne formy, by za chwilę przybierać kolejne, aż do momentu, gdy fortepian Iyera da wymowny sygnał w „When We’re Gone”, które na zwieńczenie tej żywej maskarady jawi się niczym nokturn na koniec czasu.

Trudno osądzić czy Iyerowi jest bliżej radosnym pulsacjom Reicha, czy serialistycznemu enigmatyzmowi Feldmana — jego Mutacje w istocie plasują się gdzieś pomiędzy nimi. Pianista miesza i celowo gubi klucze do swojej muzyki, stawiając w równej mierze na pieczołowitą organizację kompozycji, jak i na otwarcie jej ram dla wykonujących ją muzyków. Dzięki temu, niezależnie od aktualnie wybrzmiewającego fragmentu, utwór zdaje się oddychać, poruszać i rozwijać się — żyć.

Jazzująco: Billy Hart Quartet z nową płytą

LL

Naturalnie pod szyldem ECM. Po rewelacyjnym debiucie All Our Reasons w szeregach jazzowej oficyny przed dwoma laty, Billy Hart Quartet wraca z nowym krążkiem. Wydane pod koniec lutego One Is the Other zawiera osiem stylowych kompozycji nadal pozostających w duchu nowojorskiego jazzu, ale tym razem nawet mocniej zanurzonych w charakterystycznym dla Europy brzmieniu. Płyta została zarejestrowana w kwietniu i maju zeszłego roku przez kwartet w niezmienionym składzie: Mark Turner (saksofon tenorowy), Ethan Iverson (fortepian), Ben Street (kontrabas) i Billy Hart (perkusja). Więcej o płycie i odsłuch pierwszego utworu Lennie Groove znajdziecie na oficjalnej stronie ECM.

Jazzująco: Adam Bałdych zapowiada nowy album i trasę koncertową

Image2

Najsłynniejszy polski skrzypek jazzowy przymierza się do wydania nowego krążka. W dodatku nie sam, ale wraz z izraelskim pianistą Yaronem Hermanem. Efekt ich kolaboracji można będzie usłyszeć już (albo dopiero?) 30 maja, kiedy nakładem oficyny ACT ukaże się krążek The New Tradition (okładka powyżej). Album promuje kompozycja „Quo Vadis” autorstwa Zbigniewa Seiferta, do której przed kilkoma dniami ukazał się teledysk — brzmi harmonijnie i zaskakująco amerykańsko. Poza tym na krążku znajdzie się jeszcze 8 utworów, w tym „Sleep Safe and Warm” Krzysztofa Komedy i „Canticles of Ecstasy” średniowiecznej kompozytorki, Hildegardy z Bingen. Pełna tracklista oraz klip do sprawdzenia poniżej.

Jakby tego było mało, jeszcze przed wydaniem krążka, muzycy wyruszą w krótką trasę koncertową, podczas której odwiedzą także dwa polskie miasta — Kraków i Wrocław — odpowiednio 10 i 12 kwietnia.

Spis utworów:
1. Riverendings (Baldych, Adam) 05:21
2. Legenda (Baldych, Adam) 07:50
3. Sleep Safe and Warm (Komeda, Krzysztof) 04:10
4. Letter for E. (Baldych, Adam) 06:01
5. June (Baldych, Adam) 04:39
6. Quo Vadis (Seifert, Zbigniew) 05:29
7. Lamentation of Jeremiah (Tallis, Thomas) 05:13
8. Relativities (Baldych, Adam) 02:10
9. Canticles of Extasy (von Bingen, Hildegard) 05:08

Blue Note reedytuje sto tytułów na winylu

Image1

Dobra wiadomość dla miłośników czarnych płyt. Blue Note zamierza reedytować w tym formacie aż sto klasycznych tytułów swojego katalogu w związku z obchodzonym 75-leciem wytwórni. Seria ruszy już niebawem, 25 marca z pięcioma jazzowymi krążkami: Free for All Arta Blakeya, Blue Train Johna Coltrane’a, Out to Lunch Erica Dolphy’ego, Speak No Evil Wayne’a Shortera oraz Unity Larry’ego Younga. To świetna okazja, by uzupełnić swoją kolekcję płytową o brakujące, częstokroć dotychczas rzadkie, albumy.

Dla tych, których czarne płyty nie interesują, już za tydzień, 11 marca, Blue Note wyda specjalną dwupłytową kompilację na CD, zawierającą 22 kluczowe dla oficyny numery, podsumowujące jej dotychczasową działalność. W najbliższych tygodniach wytwórnia planuje także cyfrową selekcję 75-ciu nagrań na 75 lat Blue Note oraz dwa limitowane single z okazji przypadającego w kwietniu Record Store Day.

Pełną listę płyt, jakie zostaną reedytowane na winylu znajdziecie na oficjalnej stronie Blue Note.

Recenzja: Orange Trane Acoustic Trio Fugu

Orange Trane Acoustic Trio

Fugu (2014)

Soliton

Choć Orange Trane nie są nowicjuszami na polskiej scenie jazzowej, ich nowy album w zreformowanym składzie, na swój sposób kreśli dla grupy nowy początek. Fugu to ewolucja po rewolucji, która nastąpiła przed trzema laty, gdy kontrabasista Piotr Lemańczyk i perkusista Tomasz Łosowski, po długiej przerwie od wspólnego tworzenia muzyki, zaprosili do współpracy uznanego wibrafonistę Dominika Bukowskiego, który przy pomocy swojego instrumentu przewrócił do góry nogami ich dotychczasowe brzmienie.

Choć zespół nie rezygnuje z eksploracji złożonych struktur rytmicznych i melodycznych, wśród dziesięciu kompozycji składających na Fugu, nie stanowią one podmiotu samego w sobie, ale wtapiają się w znacznie pełniejsze i swobodniejsze zarazem traktowanie muzyki. Bez skrótów i uproszczeń, muzycy z zaangażowaniem dążą do osiągnięcia harmonii, którą można odczytywać na wiele sposobów — czy to jako odnalezienie idealnej synergii między jazzmanami, spośród których każdy wnosi do projektu pewną unikalną wartość i mimo muzycznych ewolucji żaden zdecydowanie nie dominuje na krążku; czy też jako próbę uchwycenia tyleż tożsamego dla jazzu, ile ulotnego pierwiastka wysmakowanej elegancji, pewnej wypracowanej nonszalancji, która pozwala słuchaczom na zatracenie się w muzyce i zdystansowanie się od prozy codzienności, choćby na krótką chwilę. I choć udział wszystkich trzech muzyków w projekcie wydaje się równoważny, to jednak subtelnemu brzmieniu wibrafonu w dużej mierze grupa zawdzięcza elegancki chilloutowy krój, w jaki ostatecznie wpasowane zostały kompozycje o momentami wręcz progresywnym zacięciu. To powoduje, że nie tylko w skali kraju, ale może i Europy, obecne brzmienie Orange Trane Acoustic Trio jest czymś niecodziennym, egzotycznym, jeśli nie orientalnym.

Kompozycyjne i dynamiczne zróżnicowanie Fugu jest utrzymywane w ryzach, dzięki zachowaniu jednolitego muzycznego rysopisu, poruszaniu się, jakby nie było, w obrębie pewnej przyjętej konwencji. Najpełniej trio brzmi, gdy na płycie zapada zmrok, pod którego płaszczem w dotychczas przyjęty, całkiem wyrazisty szyk kompozycyjny, przy świetle ledwie tlącej się ulicznej latarni, wkradają się nieostrości, jak w paradoksalnie zatytułowanym „Screamtime” czy uroczo niegramatycznym „Praying Someone”.

Recenzja: The Heliocentrics 13 Degrees of Reality

The Heliocentrics

13 Degrees of Reality (2013)

Now-Again

The Heliocentrics na swoim tegorocznym krążku przeszli samych siebie. Po serii epek i współpracy z tuzami jazzu — Mulatu Astatke i Lloydem Millerem, wreszcie udało im się wydać prawowitego następcę udanego debiutu Out There sprzed sześciu lat. Brytyjski kolektyw nie ustaje w eksperymentach z brzmieniem, tym razem ujmując ze stawki sporo funku, który wcześniej był podstawą ich muzycznego jestestwa, a zastępując go orientalną awangardą i psychodelicznym krautrockowym podszyciem. 13 Degrees of Reality nie brakuje oczywiście pewnego wspólnego mianownika z wcześniejszymi wydawnictwami grupy, ale wprawne ucho od razu wychwyci subtelną ewolucję od beatowego nu-jazzu w stronę bardziej organicznego i — co tu kryć — wirtuozerskiego budowania brzmienia. Oczywiście szeroko pojęty rytm nadal pozostaje kwintesencją muzyki The Heliocentrics, ale tym razem mroczny dub wraz z gitarowymi przesterami, elementami muzyki konkretnej i prominentnie eksponowanymi elektroniczno-jazzowymi eksperymentami znaczniej częściej i bardziej wyraziście przybiera charakter harmonijnego, przestrzennego drona. Mimo to struktura nadal pozostaje dla słuchacza czytelna, przez co każde spotkanie z albumem jest nie tylko satysfakcjonujące, ale co ważniejsze — szalenie przyjemne.

Recenzja: John Abercrombie Quartet 39 Steps

preservation

John Abercrombie Quartet

39 Steps (2013)

ECM

39 Steps, dzielące swój tytuł z filmem Alfreda Hitchcocka z 1935 roku, ma z obrazami mistrza suspensu niewiele wspólnego poza luźnymi zapożyczeniami przy nazywaniu kompozycji. Kwartet nie uwydatnia tu elementu zaskoczenia (co samo w sobie zaskoczeniem nie jest), ale skupia się na kreowaniu atmosfery — zazwyczaj subtelnej i balladowej, tylko okazjonalnie mocniej akcentując frazy („LST”), co składa się na nieśpiesznie kontemplacyjny album spowity gęstą mgłą w atmosferze tajemnicy („Spellbound”, „Shadow of a Doubt”), która nigdy ma nie zostać ujawniona — czyli odwrotnie niż u Hitchcocka. Mimo kolejnej zmiany w składzie grupy Johna Abercrombiego — saksofonistę Joego Lovano zastąpił Marc Copland na fortepianie — muzycy doskonale się rozumieją i równoważą, tworząc krążek współczesny i elegancki w post-bopowej tradycji, charakterologicznie puszczający jednak oko w stronę cool jazzu, choć wciąż mocno wpisujący się w ramy nowoczesnej szkoły ECM-u.

Recenzja: Preservation Hall Jazz Band That’s It!

preservation

Preservation Hall Jazz Band

That’s It! (2013)

Legacy

Trudno uwierzyć, że wydane właśnie That’s It! jest pierwszym krążkiem całkowicie wypełnionym oryginalnym materiałem w katalogu działającej od pół wieku nowoorleańskiej grupy. Przez ten czas w muzyce rozrywkowej zmieniło się niemalże wszystko, a i sam jazz ewoluował wielotorowo. Ale dla Preservation Hall Jazz Band to żaden problem — ich muzyka wychodzi z zupełnie innego paradygmatu i czerpie z wiecznie żywej jazzowej tradycji miasta — klasycznego rhythm & bluesa i (ponad wszystko) big bandowego dixielandu, którego charakterystyczne brzmienie sięga początków zeszłego stulecia. I choćby brzmiało to nieprawdopodobnie — grupa z żelazną konsekwencją podąża tą staromodną ścieżką, pielęgnując ducha Louisa Armstronga i legendarnych grup z lat 20. — Original Dixieland Jazz Band czy New Orleans Rhythm Kings.

Na tym historycznym, jakby nie patrzeć, tle jedenaście premierowych kompozycji z That’s It! nie tylko wypada znakomicie, ale tworzy niezwykle mocny i klimatyczny zestaw, który w złotej erze jazzu byłby jednoznacznie skazany na sukces. Ton całości nadaje niezwykle skoczny, otwierający płytę utwór tytułowy, który bezlikiem tańczących dęciaków zdaje się krzyczeć do słuchacza: „To to! Prawdziwy jazz! Żadna imitacja!” I tak właśnie w istocie jest.

W czwartek początek wrocławskiego Jazztopadu

Image1

Tegoroczna edycja wrocławskiego festiwalu Jazztopad przyciągnie wielkie nazwiska światowego jazzu. Dość mówić, że na koncercie inaugurującym w czwartek, 14 listopada, wystąpi kwartet legendarnego awangardowego saksofonisty Wayne’a Shortera. 70-letni muzyk wydał w tym roku nowy album, Without the Net i w dużej mierze to właśnie kompozycje z niego mają wypełnić program koncertu.

Kolejny dzień festiwalu (piątek, 15.11.) przyniesie światową premierę kompozycji Ceremonies for Those Who Are Still Williama Parkera na trio jazzowe i orkiestrę symfoniczną. Parker uznawany za czołową postać eksperymentalnego jazzu obecnie, razem z perkusistą Hamidem Drake’iem, tworzy tandem uważany za najlepszą sekcję rytmiczną na świecie.

Na tegorocznym Jazztopadzie zagrają także m.in. Joachim Kühn Trio, Charles Lloyd czy Tony Malaby — wszyscy oni wystąpią na festiwalu w niecodziennym, nierzadko premierowym repertuarze. Poza tym festiwal obejmie też japońską sekcję z Tokyo Jazz Festival, liczne jam sessions, projekcje filmów jazzowych i rozmaite występy rodzimych muzyków. Szczegółowy program festiwalu, który potrwa do 24 listopada, dostępny jest na oficjalnej stronie internetowej: jazztopad.pl.