jay-z

Benny The Butcher otoczony gwiazdami w nowym singlu

Reprezentanci Griselda Records z pewnością będą mogli uznać ten rok za udany. Ekipa Westside Gunna zapewnia sobie ciągłą uwagę słuchaczy kolejnymi wydawnictwami, które mimo dużej częstotliwości trzymają poziom. Jedyną rzeczą, jakiej brakuje jeszcze do szczęścia fanom składu z Buffalo, jest solowy projekt Benny’ego the Butchera. Raper pojawiał się regularnie na płytach kolegów, ale wciąż nie poinformował jeszcze o swoich wydawniczych planach.

Na szczęście to wkrótce powinno się zmienić, bo w piątek miała miejsce premiera najnowszego singla Benny’ego. W „Timeless” gościnne zwrotki dorzucili Lil Wayne oraz Big Sean. Za produkcję numeru odpowiada Hit-Boy. Swoją drogą z podkładem związana jest ciekawostka — powstał on jeszcze za czasów Watch The Throne a Hit-Boy stworzył go właśnie z myślą o tym projekcie. Zamiast tego Jay i Kanye wybrali „Niggas in Paris” a beat przez dekadę czekał na nowego właściciela.

My natomiast czekamy na informacje i datę premiery nowego albumu – do końca roku zostało jeszcze trochę czasu. Przyglądając się działaniom Griseldy możemy zakładać, że nie powiedzieli oni jeszcze ostatniego słowa.

Pharrell Williams i Jay-Z rozpoczynają rewolucję

Pharrell Williams

Pharrell Williams
Pharrel Williams prezentuje teledysk do nowego utworu, „Entepreneur” z gościnnym występem Jay-Z. Singiel towarzyszy premierze serii wywiadów i esejów „The New American Revolution” w tygodniku Time, za której redakcję odpowiedzialny jest słynny producent. Wyreżyserowany przez pochodzącego z Los Angeles twórcę filmów, Calmatica, klip to kolaż scen inspirowanych ruchem Black Lives Matter i ostatnimi wydarzeniami w Stanach Zjednoczonych. Numer został nagrany na minimalistycznym podkładzie autorstwa The Neptunes, których mieliśmy okazję usłyszeć zaledwie kilka miesięcy temu u boku Deadmau5’a. Czy legendarny producent  z Virginia Beach szykuje dla fanów coś więcej, niż okazyjny utwór? Pożyjemy, zobaczymy.

Recenzja: Jay Electronica A Written Testimony

Jay Electronica A Written Testimony recenzja

Jay Electronica

A Written Testimony

Roc Nation

Tak jak Izraelici musieli czekać na ważną wiadomość od Mojżesza, tak my musieliśmy czekać na debiutancki album Jaya E. Prace nad A Written Testimony zajęły mu dokładnie 40 dni i 40 nocy, a projekt ukazał się 13 lat po obiecującym mixtapie Act I: Eternal Sunshine (The Pledge), który miał zapoczątkować trylogię. Odpowiedzi na to, dlaczego ostatecznie się ona nie ukazała, szukać możemy w „Ezekiel’s Wheel” — nawiązującym do biblijnej Księgi Ezechiela, dziewiątym, czyli przedostatnim utworze na płycie. Płycie bardzo starannej i na swój sposób niezwykłej; płycie, na której większość zwrotek nawinął wciąż genialny… Jay-Z.

A Written Testiomony jest mistyczny. Nie tylko dlatego, że jest świadectwem wiary Jaya E, który należy do Narodu Islamu, ale także ze względu na przepełnioną soulem, nowoczesną, nieco psychodeliczną i dekadencką atmosferę. „What a time we livin’ in, just like the scripture says / Earthquakes, fires, and plagues, the resurrection of the dead” — pada w „The Neverending Story”, tuż przed tym, gdy słyszymy dźwięk przewracanej strony. Electronica, podobnie jak Bastian z Niekończącej się opowieści, po odkryciu tajemniczej książki, staje do walki z nicością. W przypadku rapera jest to oczywiście Koran, a abstrakcyjne zjawisko utożsamić możemy ze swego rodzaju pustką i materializmem w hip-hopie. Kiedy Jay i Jay opowiadają swoje historie, nie zatracają się w samouwielbieniu, a dalej chcą się rozwijać, co tylko podkreśla później outro w wykonaniu The-Dreama — „I tried to turn a page, over a zillion times”.

Muzyk dograł się również w kolejnym „Shiny Suit Theory”, kawałku, który został nagrany po tym, jak Electronica dołączył do Roc Nation. Jednak i tu jego obecność, tak samo jak pozostałych gości, jest bardzo subtelna. Wyjątkowo nienachalnie w „The Blinding” występuje Travis Scott. Utwór rozpoczyna się ciężkim samplem „Mudala Mukamba, Nakangishe” Arusi Binti Kasimu with Sukuma Women, który w połowie znika, aby zrobić miejsce na przesterowany, krótki refren. Na podobnej zasadzie został wykorzystany także wokal Jamesa Blake’a pod koniec „Universal Soldier”.

Być może perfekcjonizm i obawy przed spowszednieniem wyszły więc Jayowi E na lepsze. Gdy słucha się A Written Testimony, trudno nie odnieść wrażenia, że ma się do czynienia z materiałem wyjątkowym oraz dopracowanym na poziomie wykonawczym, lirycznym i producenckim. Od intro, które nawiązuje do Sądu Ostatecznego, i w którym słyszymy fragment przemówienia Louisa Farrakhana, przywódcy Narodu Islamu, po ostatni — dziesiąty — „A.P.I.D.T.A.”. Utwór będący refleksją o śmierci i przemijaniu został nagrany w dniu, w którym zginął Kobe Bryant. Tytuł zaś, zapisany na okładce albumu po arabsku, to pierwszy filar islamu i ostatnie słowa, które powinni wypowiedzieć umierający.

Czarna Ameryka we wrocławskiej odsłonie filmowo-klubowej

Ruszyła sprzedaż biletów na jedyną projekcję nagrodzonego w ubiegłym roku na festiwalu w Sundace filmu Monsters and Men we wrocławskim Dolnośląskim Centrum Filmowym. Projekcja filmu w czwartek 9 maja to pierwszy dzień dwudniowego wydarzenia Czarna Ameryka poświęconego afroamerykańskiej kulturze — kolejnego dnia we wrocławskim Klubie Nietota odbędzie się kontynuacja wydarzenia — Tribute to Jay-Z Party z muzyka rapera Jaya-Z. Każdy kto zakupi bilet będzie mógł uczestniczyć w dyskusji po filmie oraz afterparty z setem DJ-skim.

To pierwsza i jedyna we Wrocławiu okazja (a druga w Polsce), aby zobaczyć na dużym ekranie niepokazywany wcześniej film, za który reżyser Reinaldo Marcus Green otrzymał Nagrodę Specjalną Jury za Wybitny Debiut Fabularny na wspomnianym festiwalu Sundance. Akcja dramatu toczy się w Nowym Jorku na Brooklynie, gdzie zostaje zastrzelony przez policję czarnoskóry mężczyzna. Zabójstwo nagrywa komórką młody ojciec (Anthony Ramos), po czym staje przed dylematem: ujawnić mediom nagranie, a tym samym narazić na nieprzyjemności siebie i swoją rodzinę czy mieć poczucie współudziału w przestępstwie? Zdarzenie zmienia jego życie i dwóch innych osób: czarnoskórego policjanta (John David Washington) i nastolatka (Kelvin Harrison Jr.). Ten ostatni z beztroskiego licealisty staje się aktywistą walczącym z przemocą i niesprawiedliwością społeczną wobec czarnych Amerykanów.

Po seansie odbędzie się dyskusja o filmie i o tym, jak przez lata muzyka hip-hop zmieniała się w roli komentatora spraw Czarnej Ameryki. Goście: Dawid Bartkowski (Interia, Goodkid.pl, dyrektor artystyczny Polish Hip-Hop Festival), Radek Miszczak (dziennikarz i aktywista muzyczny, współautor książek Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop oraz Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul, do 2018 roku promotor festiwalu Hip-Hop Kemp). Spotkanie poprowadzi Marta Wróbel — organizatorka cyklu.

W piątkowy wieczór wydarzenie będzie mieć swoją kontynuację w klubie Nietota, gdzie zagrają specjaliści od czarnych brzmień: Dejot, DJ Creon i Funk Fu.

Bilety na film można nabyć na stronie DCF-u, więcej o filmieimprezie na Facebooku.

Kanye West zapowiada kolejne albumy!

Kiedy wydawało się, że reszta roku przebiegnie już w spokojnej, bezstresowej atmosferze, Kanye zasiadł do Twittera. I znów rozwiązał mu się język. Zaczęło się od postów zapowiadających drugą część Watch The Throne (od tamtego czasu publiczność na koncertach Jaya interpretuje każde słowo jako potwierdzenie tej rewelacji). Co więcej, przed kilkoma dniami razem z Chance’em dolali oliwy do ognia, sugerując, że ich wspólny projekt Good Ass Job także ujrzy światło dzienne. A na koniec największa rewelacja – druga części Yeezusa będzie mieć swoją premierę jeszcze w tym miesiącu! A przynajmniej tak wynika z ostatnich tweetów Ye. Obok prawdopodobnej okładki pojawił się tytuł Yandhi oraz data 29 września. Wygląda na to, że przed nami kolejny gorący miesiąc z G.O.O.D. Music.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Kanye West (@kanyewest)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Chance The Rapper (@chancetherapper)

 

Odsłuch: Drake Scorpion

scorpion recenzja

O Drake’u można mówić różnie, ale nawet jego krytycy muszą przyznać, że More life zatarło nie do końca pozytywne wrażenie, które pozostawił album Views. Na More life działo się wiele — były trapowe hity pokroju „Portland”, były też przyjemne dla ucha, luźne numery typu „Passionfruit”, czy romantyczne „Teenage Fantasy”. Tym razem Drake nie porywa, niestety. Scorpion mógł być naprawdę ciekawy, bo single promujące wydawnictwo, dały nadzieję na naprawdę solidną całość. Po takich zapowiedziach jak „God’s Plan”, czy „Nice for what” mało kto spodziewał się, że po odsłuchu powiemy „I’m Upset”. Dwadzieścia pięć numerów za jednym zamachem — można było mieć obawy już przed odsłuchem. Taka długość nie okazało się być dobrym pomysłem, co udowodniło już tegoroczne Culture II Migosów. Niewątpliwe ciekawym zabiegiem jest podzielenie płyty na dwie części, z tym że tutaj znowu brak zaskoczenia – na jednej Drake prezentuje się jako nieco agresywny, pretensjonalny raper, któremu w części B bliżej już do postawy niepoprawnego romantyka, lubiącego pośpiewać i pogadać o miłości. Przy tak długiej liście piosenek brakuje tego, co było mocną stroną More life – gości. Z drugiej strony, dostajemy coś, co wywołało ogromne emocje i kontrowersje. W utworze „Don’t Matter to Me” refren wykonuje Michael Jackson, co wzbudza spekulacje wśród fanów. Nie wiadomo, czy jest to fragment niewydanego utworu, czy komputerowo wykreowany głos króla popu. Na płycie pojawili się także Jay Z, Static Major i Ty Dolla $ign, ale ich obecność nie zatarła poczucia nudy. Paradoksalnie, Drake’owy Scorpion pozbawiony jest jadu. Całości słucha się przyjemnie, ale trudno wymienić piosenki, do których chciałoby się powrócić. Kanadyjczyk stworzył płytę, której bliżej do playlisty niż spójnego materiału mogącego wnieść coś do jego dyskografii.

Recenzja: The Carters Everything Is Love

The Carters

Everything Is Love (2018)

Roc Nation / Parkwood Entertainment / Sony Music

Ostatnie wydawnictwa Beyoncé i Jaya-Z, przy wszystkich słusznych skądinąd zachwytach, jakie na ich temat pisano, przypominały kolejne sezony serialu obyczajowego. Z tą tylko różnicą, że udostępnione zostały w formie dźwiękowej i ekskluzywnie nie na Netfliksie, a na Tidalu. Najpierw Queen B została zdradzona przez męża, co przełożyło się na wszystko, co słyszymy na Lemonade. Później wyszło 4:44, na którym Jay-Z przyznał się do błędu i z całych sił ją przepraszał. Everything Is Love brzmi jak szczęśliwe zakończenie tej historii.

Ten album pokazuje, że mimo wszystkich przeciwności losu małżeńska miłość jednak zwyciężyła, co słychać już na samym początku w otwierającym płytę „Summer”. Wspólny krążek jednej z najbardziej rozpoznawalnych par amerykańskiego show-biznesu to jednak nie tylko potwierdzenie ich uczucia, ale też sukcesu w szerszym tego słowa znaczeniu. W „Apeshit” Jay-Z rapuje: „Powiedziałem „nie” występowi na Super Bowl/Wy potrzebujecie mnie, nie ja was”. Dodajmy także wymowny teledysk do utworu nakręcony w Luwrze i mamy jeszcze bardziej dosadnie pokazane, co państwo Carterowie chcieli przekazać na krążku. A jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, niech włączy „Heard About Us”, w którym para rozlicza się ze wszystkimi plotkami na swój temat — idą przez życie razem i nic nie może ich powstrzymać.

Nie jest to album dla Jaya czy Beyoncé przełomowy, ale nie można tej płycie odmówić rewelacyjnego wykonania, a do większości numerów z radością się wraca. Shawn Carter przy mikrofonie jak zwykle pokazuje klasę, a i sama Beyoncé równie dużo śpiewa, co rapuje. Ten zabieg wychodzi naprawdę dobrze, a niektórzy mówią wręcz, że może stanąć w jednym szeregu z Nicki Minaj i kto wie — może coś w tym jest. Muzycznie Everything Is Love to w dużej mierze klasyczne brzmienie oparte na soulowych samplach przy zachowaniu wszystkich najnowszych standardów. Świetny bit do wspomnianego wyżej „Summer” mógłby spokojnie trafić na któryś album Ghostface’a, a końcówka w postaci „Lovehappy”, z podkładem jakby żywcem wyjętym ze zbiorów Just Blaze’a, przypomina najlepsze dokonania Jaya-Z. Beyoncé zresztą też świetnie się na tym bicie odnalazła. Nie zabrakło także nieco bardziej trapowych akcentów — przyznać trzeba, że i one wyszły tu zaskakująco dobrze. „Apeshit”, a szczególnie „Nice” przykuwają uwagę słuchacza do głośnika już od pierwszych sekund i co ważne, nie ma się wrażenia, że Carterowie na siłę próbują iść z duchem czasu, czy przesadnie się odmłodzić. Wszystko wyszło zupełnie naturalnie.

W tej beczce miodu musiała jednak znaleźć się i kropla dziegciu. Środek albumu nie zachwyca. „Friends” czy „Heard About Us” są totalnie nijakie i nawet po kilku sesjach z materiałem trudno je sobie przypomnieć. Czego by jednak nie mówić, mimo że krążek nie stanowi przełomu w twórczości małżeńskiej pary, Everything Is Love jest naprawdę bardzo udanym materiałem. Poza kilkoma wyjątkami świetnie się go słucha i chyba o to przede wszystkim chodziło. No i przy okazji, wreszcie dostaliśmy szczęśliwe zakończenie małżeńskiej opery mydlanej.

Odsłuch: The Carters Everything Is Love

Wydane w sobotę bez żadnej zapowiedzi Everything Is Love ostało się ekskluzywnie na Tidalu niezbyt długo. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że Lemonade pani Carter i cała dyskografia pana Cartera są w dalszym ciągu na innych platformach strumieniowych niedostępne. Jeśli nie macie Tidala, w związku z czym nie słyszeliście pewnie jeszcze sensacyjnego małżeńskiego krążka państwa Carter, niesiemy go wam na spotifajowej tacy.

Prince symfonicznie i z Jayem-Z

Jeśli sprawdzą się szumne zapowiedzi, to rok 2018 upłynie pod znakiem odgrzewania purpurowych kotletów. Granica między stosownym hołdem a bezideową monetyzacją wydaje się na szczęście w tym wypadku dość wyraźna. Po zeszłorocznym megasuperhiperultrarozszerzonym wydaniu Purple Rain i wypuszczonej w minionym miesiącu ni stąd, ni zowąd na singlu oryginalnej wersji „Nothing Compares 2 U” czas na bardziej ryzykowne ruchy. A co!

Właśnie na wrzesień zapowiedziano pierwszą część symfonicznego tournée z utworami Prince’a. Rzecz nazywać się będzie 4U: A Symphonic Celebration of Prince i polegać mniej więcej na tym, że usłyszymy głos Prince’a z nagrań i zobaczymy go na wideo, a przygrywać do tego będą jacyś filharmonicy. Kuratorem projektu został Questlove, a całość zorganizowali wspólnie spadkobiercy Księcia, Live Nation Urban i TCG Entertainment. W tym roku ma ukazać się także niedokończona książka z wspomnieniami Prince’a, której 50 stron rękopisu miał oddać swojemu wydawcy na niedługo przed śmiercią w 2016 roku.

Jak gdyby tego było mało krewni Prince’a zakopali też topór wojenny z Tidalem, którego przed dwoma laty pozwali za to, że ponoć bezprawnie wykorzystywał dyskografię artysty w swoim serwisie. Tymczasem na przyszły rok Jay-Z zapowiedział album z niewydanymi nagraniami Księcia. Krążek przez dwa pierwsze tygodnie można będzie usłyszeć wyłącznie w Tidalu — prawdopodobnie astronomiczną ilość razy! Oczywiście intencją Tidala jest przede wszystkim uszanowanie woli artysty i wydawanie jego muzyki zgodnie z jego zamysłem artystycznym. Oczywiście, ale wszyscy doskonale wiemy, jak takie projekty wychodzą w praktyce. Niemniej jednak powodzenia (żeby nie napisać — krzyż na drogę).

Tidal oskarżony o fingowanie liczby odtworzeń Beyoncé i Kanyego Westa

Przed dwoma laty w marcu 2016 roku wielu nie dowierzało, gdy Tidal oświadczył, że w ciągu pierwszych 10 dni ekskluzywnego streamingu The Life of Pablo Kanyego Westa w serwisie krążek doczekał się aż 250 milionów odsłon. W tym samym czasie platforma deklarowała tylko 3 miliony subskrybentów — każdy z nich musiałby w tym czasie odsłuchać album średnio 8 razy każdego dnia. Kilka miesięcy później kolejny rekord miało pobić Lemonade Beyoncé — następne wydawnictwo opublikowane w serwisie na wyłączność — tym razem deklarowanych streamów było 308 milionów w ciągu nieco ponad 2 tygodni. W zeszłym roku norweska gazeta Dagens Næringsliv w wyniku dziennikarskiego śledztwa dotarła do dokumentów potwierdzających, że liczby były wyssane z palca. Co więcej na ich podstawie ówczesna liczba faktycznych subskrybentów według zewnętrznych źródeł oszacowana została na 1 milion osób w skali całego świata.

Teraz Dagens Næringsliv ujawnia kolejne rewelacje dotyczące fingowania liczb streamingowych przez serwis Jaya Z. W centrum afery — Beyoncé i Kanye West — według gazety beneficjenci nawet kilkunastu tysięcy milionów fałszywych odtworzeń. To miało z kolei przyczynić się do wypłaty nienależnych tantiem kosztem innych artystów. Gazeta weszła w posiadanie dysku twardego z dotyczącymi odtworzeń utworów w serwisie poufnymi danymi — zgodnymi z deklarowanymi wytwórniom liczbami. Dziennik skonfrontował wyrywkowo dane przypisane konkretnym użytkownikom, wchodząc z niektórymi w bezpośredni kontakt. Była wśród nich m.in. Tiare Faatea, studentka prawa z Waszyngtonu, która w 24 godziny miała przesłuchać zawartość Lemonade 180 razy, czemu w rozmowie z tabloidem stanowczo zaprzeczyła.

Sprawą zainteresował się też Norweski Uniwersytet Nauki i Technologii, który opublikował przed miesiącem obszerny raport wykazujący manipulację danymi przez Tidal. Dokument przygotowany przez NTNU wykazuje m.in., że niektórzy z użytkowników musieliby słuchać wielu utworów z The Life of Pablo jednocześnie, co jest fizycznie i technicznie niemożliwe. W przypadku Lemonade z kolei kopiowano wcześniejsze faktyczne dane o odsłuchach, zmieniając jedynie godziny — zgodnie z raportem w tym przypadku utwory miały być słuchane przez użytkowników wielokrotnie w tej samej kolejności i przełączane w takim samym cyklu z dokładnością do milisekundy. W sumie wykryto ponad 150 milionów fałszywych streamów TLoP i ponad 170 milionów Lemonade. Szacuje się, że na podstawie danych o liczbie odtworzeń z Tidala TLoP zarobiło w lutym i marcu 2016 roku około 2 milionów euro, a Lemonade — w kwietniu i maju tego samego roku około 2,5 miliona dolarów.

Tidal stanowczo zaprzeczył wszystkim oskarżeniom, twierdząc, że raport uczelni został sfałszowany na zamówienie gazety. Podważył także wiarygodność i pochodzenie danych, na podstawie których go przygotowano.


Artykuł bazuje na przedruku oryginalnego tekstu Dagens Næringsliv, który ukazał się wczoraj na Music Business Worlwide.


Beyoncé zdominowała festiwal Coachella

Zdjęcie Larry Busacca/Getty Images for Coachella

All Hail the Queen! Ciężko było mi podnieść szczekę z podłogi po tym co usłyszałam i zobaczyłam podczas koncertu Beyoncé na tegorocznym festiwalu Coachella w Indio, Kalifornia. Zabrzmi to jak czcze słowa, ale wokalistka po raz kolejny podniosła sobie poprzeczkę i udowodniła, że jest tytanem występów live. Śmiem też podejrzewać, że zrekompensowała z nawiązka brak obecności na zeszłorocznej Coachelli.

Pięciokrotna zmiana kreacji (w tym nawet manikiuru!), ponad stu tancerzy, orkiestra, zmodyfikowany aranż utworów, genialnie stworzone przejścia i wstawki i ta kondycja Bey. Podczas prawie dwugodzinnego setu nie zabrakło też „niespodziewanych” gości. W trakcie „Deja Vu” do artystki dołączył Jay-Z, byliśmy świadkami ponownego reunionu Destiny’s Child (aczkolwiek poczułam lekki zawód z powodu braku LaTavi oraz LeToyi, a były ku temu przesłanki). Dodatkowo „Get Me Bodied” uświetnił taneczny układ sióstr Knowles. Wszystko jak za starych dobrych czasów.

Beyoncé i Jay-Z wystąpią w Warszawie!


No i stało się! Tym razem już oficjalnie możemy Was poinformować: Beyoncé i Jay-Z wystąpią w Warszawie!

Agencja Live Nation Polska dosłownie chwilę temu poinformowała, potwierdzając nasze wcześniejsze podejrzenia z lutego, że państwo Carter wystąpią 30 czerwca na Stadionie Narodowym w ramach europejskiej części wspólnej trasy koncertowej On The Run II.

Para po burzliwej zdradzie Jaya nagrała podobno płytę, na której zwierzają się na temat romansu, co miało być dla nich najlepszą formą terapii. Bey postanowiła jednak rozprawić się z niewiernym mężem solo, uderzając bardzo silnie — nagrała Lemonade. Carterowi w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak na oddzielnym albumie, 4:44, wytłumaczyć się ze swoich uczynków do wszystkiego się przyznając. Jako jednak, że w show-biznesie nic nie ginie oraz nic nie sprzedaje się tak jak prywatność, para (udowadniając, że nadal jest potęgą) postanowiła na tym zarobić. Efekty tego świetnie przemyślanego, jak zwykle zresztą u Knowles, planu marketingowego, usłyszeć i zobaczyć będziemy mogli już za trzy miesiące na Stadionie Narodowym.

Bilety dostępne będą w przedsprzedaży na platformie Tidal już 19 marca od godziny 10:00 czasu lokalnego (uwaga, opcja dostępna tylko dla użytkowników platformy). Oferta ta będzie obowiązywać do 22 marca, a jeszcze tego samego dnia wystartuje sprzedaż na stronie Live Nation.

Co to będzie za show!

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

DJ Khaled zapowiada nowy album

Rok bez albumu od DJ-a Khaleda byłby prawdopodobnie rokiem straconym. Nie będziemy mieli okazji, by się o tym przekonać, gdyż krzykacz z Miami właśnie zapowiedział nadejście nowego projektu. W sieci pojawił się singiel „Top Off”, na którym udzielają się Jay Z (w ostatnich latach dość regularnie pojawia się na płytach Khaleda), Beyonce oraz Future. Jak prezentuje się sam kawałek? To już pozostawiam do osobistej oceny. Producentem wykonawczym projektu po raz kolejny ma być pierworodny Khaleda. A jeśli uważacie, że młody zasługuje na jeszcze większy rozgłos, to z pewnością ucieszy was tytuł albumu – Father of Asahd. Jeszcze nie wiadomo, kiedy jedenasta płyta Khaleda ujrzy światło dzienne, ale bez wątpienia gospodarz zadba, by było o niej głośno.

Beyoncé i Jay-Z wystąpią w tym roku w Polsce?


Nie wiem czy pamiętacie, ale w październiku 2012 jako pierwsi wywróżyliśmy z fusów, że Beyoncé wpadnie do Polski na koncert. Kilka miesięcy później nasza wróżba się spełniła i największa gwiazda muzyki pop ogłosiła europejską część trasy koncertowej, w tym występ podczas Orange Warsaw Festival.

Teraz, choć informacja również nie jest potwierdzona, lecimy za głosem źródeł, bowiem od kilku dni krążą słuchy, że Yoncé ponownie odwiedzi nasz kraj — tym razem w towarzystwie Jaya-Z. Jak wiadomo najbogatsza para show-biznesu ma za sobą poważny kryzys małżeński związany ze zdradą Cartera (sic!), co zaowocowało dość szczerymi wydawnictwami obojga. A co byłoby lepszą promocją i podbiciem i tak ogromnego już majątku, niż właśnie wspólna trasa?

Jak będzie — czas pokaże, ale możecie w kalendarzach ołówkiem zakreślić 30 czerwca.

Bruno Mars bryluje na Grammy

Singer Bruno Mars poses in the press room with his Grammy trophies during the 60th Annual Grammy Awards on January 28, 2018, in New York. / AFP PHOTO / Don EMMERT

zdj. AFP Photo / Don Emmert

Przebojowe 24K Magic zapewniło wokaliście aż 6 statuetek, w tym w najważniejszych kategoriach — album roku, piosenka roku i utwór roku! Tym samym Childish Gambino, Kendrick Lamar i Jay-Z (a zwłaszcza ten ostatni, który przy 8 nominacjach został zupełnie z niczym) musieli obejść się smakiem. Mars triumfował także w kategoriach najlepsze wykonanie R&B, najlepszy utwór R&B i najlepszy album R&B. Najlepszym tradycyjnym utworem R&B wybrano „Redbone” Childish Gambino. We wszystkich kategoriach rapowych stawkę zamknął Kendrick Lamar, co wraz z nagrodą za najlepszy teledysk dało mu 5 statuetek. Dwie nagrody za najlepszy utwór i najlepszy album gospel przywiozła do domu CeCe Winans. Najlepszą debiutantką okrzyknięto Alessię Carę. Pełną listą nagrodzonych znajdziecie na oficjalnej stronie nagród.

Wyznania Jaya-Z: przyjaźń, rodzina i… album z Beyoncé

Od kilku dni Jay-Z płynie na fali nominacji do nagród Grammy za album „4:44”. W obszernym wywiadzie dla T Magazine, który ukazał się wczoraj, raper poszedł za ciosem i, podobnie jak w warstwie lirycznej swojego ostatniego dzieła, szczerze spowiadał się nie tylko z najnowszych produkcji, ale także okoliczności, jakie towarzyszyły ich powstawaniu.

Hova przyznał się do niewierności, o której świat dowiedział się z „Lemonade” — doskonale znanego wydawnictwa pewnej pani na B. Ujawnił również, że to bolesne wydarzenie stało się przyczyną „twórczej terapii”, w ramach której państwo Carter „zaczęli razem pracować nad muzyką”. „Piosenki, które [Beyoncé] robiła w tym czasie, były o wiele bliższe ukończenia, więc ostatecznie jej płyta wyszła zamiast naszej wspólnej” — zdradził artysta (pun intended) i dodał, że „nadal mają sporo kawałków” z tego okresu.

Warto wspomnieć, że podczas rozmowy poruszono także wątki orientacji seksualnej matki Jaya czy, co bardzo istotne, przyjaźni z Kanye Westem. Bohater utworu „Big Brother” wyznał, że chociaż ich zażyłość „stała się skomplikowana” i „są rzeczy, których nie zaakceptuje”, między nim a Yeezym wciąż jest wiele „szczerej miłości”. Zapytany o uczucie wrogości, odpowiedział: „Takie rzeczy się zdarzają. (…) Może kiedy będziemy mieć po 89 lat, spojrzymy na te sześć miesięcy albo ile ich tam było i pośmiejemy się. (…)”

Czy możemy pozwolić sobie na nadzieję, że jeszcze usłyszymy to, co w zanadrzu ukrywa nasza królewska para? Kto wie – może i autorzy „Watch the Throne” spotkają się znowu przy mikrofonie… Po lekturze jedno jest pewne — powodów do muzycznych marzeń zdecydowanie nie brakuje!

Jay-Z i Kendrick Lamar brylują w nominacjach do Grammy

Wczoraj oficjalnie ogłoszono nominacje do przyszłorocznych nagród Grammy wręczanych za okres między październikiem 2016 a wrześniem 2017 roku. Najwięcej szans na otrzymanie statuetki, bo aż 8, zdobył ku naszemu zaskoczeniu Jay-Z, który wyprzedził nawet Kendricka Lemara, któremu przypadło w udziale 7 nominacji. Poza stricte rapowymi kategoriami obaj panowie mają szanse na wyróżenienia z głównej puli — za album roku (tu obok 4:44 JayaDamn Lamara znalazły się także 24K Magic Bruna Marsa, „Awaken, My Love!” Childish Gambino oraz Melodrama Lorde) czy utwór roku (od Jaya wyróżniono „The Story of O.J.”, od Kendricka przebojowe „Humble” — wśród konkurencji znowu Gambino, Mars i… „Despacito”). Marsa wyróżniono w sumie sześciokrotnie. Na zdobycie honoru najlepszego nowego artysty szansę dostali m.in. SZA, Khalid i Lil Uzi Vert.

Wśród nominowanych na gruncie muzyki R&B wyszczególniono poza tym m.in. PJ-a Mortona, Anthony’ego Hamiltona, Daniela Caesara, Ledisi i The Weeknd. Za najlepszy rapowy krążek nominowano Tylera, the Creatora. Ponadto Odesza, Gorillaz i Bonobo mają szanse zostać wyróżnieni na polu muzyki elektronicznej, a za stosownego kandydata w kategorii najlepszej piosenki rockowej uznano znakomite skądinąd „Blood in the Cut” K.Flay.

Przyszłoroczna 60. już ceremonia nagród Grammy odbędzie się 28 stycznia, a poprowadzi ją James Corden.

Soulbowlowa sekcja nominacji poniżej. Pełna lista dostępna na stronie Amerykańskiej Akademii. Za kogo trzymacie kciuki?

Record of the Year:
„Redbone” — Childish Gambino
„Despacito” — Luis Fonsi and Daddy Yankee featuring Justin Bieber
„The Story of O.J.” — Jay-Z
„Humble” — Kendrick Lamar
„24K Magic” — Bruno Mars

Album of the Year:
„Awaken, My Love!” — Childish Gambino
4:44 — Jay-Z
Damn — Kendrick Lamar
Melodrama — Lorde
24K Magic — Bruno Mars

Song of the Year:
„Despacito” — Luis Fonsi & Daddy Yankee featuring Justin Bieber
„4:44” — Jay-Z
„Issues” — Julia Michaels
„1-800-273-8255” — Logic featuring Alessia Cara & Khalid
„That’s What I Like” — Bruno Mars

Best New Artist:
Alessia Cara
Khalid
Lil Uzi Vert
Julia Michaels
SZA

Best R&B Performance:
„Get You” — Daniel Caesar featuring Kali Uchis
„Distraction” — Kehlani
„High” — Ledisi
„That’s What I Like” — Bruno Mars
„The Weekend” — SZA

Best Traditional R&B Performance:
„Laugh and Move On” — The Baylor Project
„Redbone” — Childish Gambino
„What I’m Feelin'” — Anthony Hamilton featuring The Hamiltones
„All the Way” — Ledisi
„Still” — Mali Music

Best R&B Song:
„First Began” — PJ Morton
„Location” — Khalid
„Redbone” — Childish Gambino
„Supermodel” — SZA
„That’s What I Like” — Bruno Mars

Best Urban Contemporary Album:
Free 6lack — 6lack
„Awaken, My Love!” — Childish Gambino
American Teen — Khalid
Ctrl — SZA
Starboy — The Weeknd

Best R&B Album:
Freudian — Daniel Caesar
Let Love Rule — Ledisi
24K Magic — Bruno Mars
Gumbo — PJ Morton
Feel the Real — Musiq Soulchild

Best Rap Performance:
„Bounce Back” — Big Sean
„Bodak Yellow” — Cardi B
„4:44” — Jay-Z
„Humble” — Kendrick Lamar
„Bad and Boujee” — Migos featuring Lil Uzi Vert

Best Rap/Sung Performance:
„Prblms” — 6lack
„Crew” — GoldLink featuring Brent Faiyaz and Shy Glizzy
„Family Feud” — Jay-Z featuring Beyoncé
„Loyalty” — Kendrick Lamar featuring Rihanna
„Love Galore” — SZA featuring Travis Scott

Best Rap Song:
„Bodak Yellow” — Cardi B
„Chase Me” — Danger Mouse featuring Run The Jewels & Big Boi
„Humble” — Kendrick Lamar
„Sassy” — Rapsody
„The Story of O.J.” — Jay-Z

Best Rap Album:
4:44 — Jay-Z
Damn — Kendrick Lamar
Culture — Migos
Laila’s Wisdom — Rapsody
Flower Boy — Tyler, the Creator

K. Michelle w trzech odsłonach

Nieco ponad rok od premiery More Issues Than Vogue, a tu już K. Michelle czeka gotowa z nowymi piosenkami i rozmaitymi pomysłami zwiastującymi kolejny krążek The People I Used to Know.

Najnowszy singiel wokalistki „Make This Song Cry” to nieskrywana inspiracja Jayem-Z i jego „Song Cry”. K. Michelle przeistacza klasyk Jiggi w balladę, którą można spokojnie wpisać w nurt Trap&B. Ale niech nikogo nie zmylą ckliwe smyki — tak jak w przypadku „Song Cry” muzyka jest zarówno ujściem dla emocji, jak i demonstracją siły.

Chwilę wcześniej mieliśmy szansę poznać dwa single z nadchodzącej płyty wokalistki. Na „Birthday” K. Michelle częstuje nas różnorodną paletą możliwości wokalnych — zaczynając łagodnym śpiewem, żeby zgrabnie przejść do rapu i zakończyć utwór popisem przywodzącym na myśl manierę Ariany Grande. Z kolei „Either Way”, nagrane do spółki z Chrisem Brownem, to rasowy banger — dynamiczny rapowo-śpiewany kawałek został napisany z myślą o hejterach. Oba utwory do odsłuchu poniżej. Data premiery The People I Used to Know nie jest jeszcze znana, ale na razie album zapowiada się całkiem nieźle.

Tyler, the Creator remiksuje „4:44” Jaya-Z

Chociaż przed nami jeszcze dobrych kilka miesięcy do zakończenia 2017 oraz, miejmy nadzieję, co najmniej kilka dobrych rapowych wydawnictw, to Flower Boy Tylera, the Creatora z pewnością znajdzie się w wielu zestawieniach najlepszych płyt tego roku (warto przypomnieć sobie przy tej okazji naszą recenzję ostatniego krążka rapera). Tyler ciągle nie daje o sobie zapomnieć! Występy na żywo z nowym materiałem, ogłoszenie dat trasy koncertowej, niestety na razie tylko po Stanach Zjednoczonych, a następnie nieoczekiwane wrzucenie linku do „Ziploc”. Jak się okazało, utwór to nic innego jak tylerowska interpretacja świetnego bitu znanego z „4:44” Jaya-Z. Mimo że kawałek trwa jedynie niewiele ponad półtorej minuty, tekst zawiera liczne follow-upy, między innymi do Kanye Westa czy Meek Milla. Na koniec Tyler wyznaje, że czuję się, jakby wydał najlepszy album tego roku i chyba coś w tym jest.

Nowy teledysk: Jay-Z „Moonlight”

Po dość niemrawym początku Jay-Z na dobre wystartował z promocją albumu 4:44 i wypuszcza teledysk za teledyskiem. Wczoraj informowaliśmy o wideo do bonusowego utworu „MaNyfaCedGod”, a dziś otrzymujemy kolejny obrazek z płyty. Paradoksalnie najsłabszy kawałek doczekał się jednego z najciekawszych klipów. Hova zatrudnia kilku utalentowanych aktorów młodego pokolenia i serwuje swoim fanom remake legendarnego serialu. Nie jest to oczywiście tylko odegranie dobrze znanych gagów, za całym pomysłem kryje się drugie dno. Dla przypomnienia, klipami została opatrzona już większość numerów z projektu, bardzo możliwe, że w najbliższych tygodniach pojawi się jeszcze kilka podobnych newsów. Takich teledysków jednak nigdy za wiele.