lucky daye

#FridayRoundup: Slowthai, Lucky Daye, Jpegmafia i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Po słabszym pierwszym piątku lutego ponownie możemy wskazać kilka wartych uwagi okołosoulowych premier. Wśród nich długo oczekiwany Slowthai, epki Lucky’ego Daye’a, Jpegmafii i Roosevelta, powrót Robina Thicke’a, nowa/stara Tiana Major9 czy rapowy debiut Margaret. O części płyt przeczytacie poniżej. Pełna selekcja dostępna jest na playliście #FridayRoundup.


#FridayRoundup

Tyron

Slowthai

Method/Interscope/AWGE

Tak jak Nothing Great About Britain zrobiło ze slowthaia bohatera brytyjskiej klasy robotniczej, epizod kryzysu wizerunkowego uczynił go wrogiem publicznym numer jeden, tak Tyron w końcu przypomina nam, że slowthai jest przede wszystkim człowiekiem. Drugi krążek Anglika to dyptyk, który tak naprawdę opowiada tą samą historię. Emocje zalegające po trzewiach Framptona, wytrącające się w grudach cynizmu stanowią trzon obu części, jednak w pierwszej nacisk położony jest przede wszystkim na agresję, cała negatywna energia zostaje zużyta jako paliwo napędowe sutych, trapowych bangerów. Tutaj ujawnia się też jedna z największych zalet rapera- giętkość języka eklektycznej, dźwiękowej wypowiedzi. W swoim anturażu sięga zarówno po dziedzictwo trapowego Memphis na czele z Lil Ugly Manem, jak i po współczesną pierrebournowszczyzne w posttrapowych produkcjach. Ach, no i definitywnie slowthai jest fanem Whole Lotta Red… Drugi krążek zaś uderza w tony nostalgii i melancholii, ubierając te same uczucia, które rozgrzewały atmosferę w pierwszej połowie, w formę chłodnej melancholii i konfesyjnej refleksji. Tutaj sięga po pocięty soul okresu wczesnego Kanye i syntetyczny, wyspiarski art-pop. Dwie kontrastujące połowy nie gryzą się jednak ze sobą, a wręcz przeciwnie, emocjonalne trzewia lepko spajają obie połowy pokazując, że raper jest pełnoprawnym, mięsistym bohaterem, który, jak każdy z nas, bywa wysoko i bywa nisko. Dobrze jeszcze dostrzegać człowieczeństwo w świecie rapowego performance’u. — Wojtek


#FridayRoundup

Table for Two

Lucky Daye

Keep Cool/RCA

Lucky Daye rozmienia się na drobne — dosłownie i w przenośni. Za tytułem Table for Two kryje się bowiem koncept epki nagranej w duetach: Lucky Daye + wokalistka towarzysząca. Za samą epką kryje się może i przyjemna, może i współtowarzysząca propozycja walentynkowego R&B (choć biorąc pod uwagę tematykę utworów, raczej antywalentynkowego); propozycja zwiewna i delikatna, ale też nierówna, z naciskiem na bezpieczna. Przedrostek alt na Table for Two przekształca się w contemporary na rzecz niespecjalnie ostentacyjnej muzyki tła (mimo drobnych niespodzianek, jak sampel z „Give Me Your Love” Curtisa Mayfielda czy cytat z „I Can’t Stand the Rain” Ann Peebles). Ale może taki właśnie jest jej cel. Wokalista przyznał się w wywiadzie, że to nieintencjonalny przystanek przed drugim albumem, mającym dla nas odkryć zupełnie nowe wcielenie Lucky’ego Daye’a. Wybaczamy, wylegując się w półśnie na kanapie. — Maja Danilenko


#FridayRoundup

EP2!

Jpegmafia

EQT/Republic/UMG

Zgodnie z zapowiedzią otrzymaliśmy kontynuację zeszłorocznej epki Jpegmafii. Na EP! złożyły się wszystkie wydane przez rapera single w 2020 z wyjątkiem „LAST DANCE!”. Ten jednak otwiera właśnie EP2!, bo nowy projekt choć wciąż eksperymentalny, jest muzycznie znacznie spokojniejszy i bardziej melodyjny niż poprzedni. Peggy nadal porusza problemy dotyczące zdrowia psychicznego, społeczeństwa oraz polityki czy te w relacjach, sprawnie nawiązując przy tym także do postaci i zjawisk popkultury. EP2! jednak również dzięki temu, że rozwija zapoczątkowany na AMHAC lżejszy styl, jest jednym z najbardziej kameralnych projektów Jpegmafii. — Klementyna


#FridayRoundup

On Earth, and in Heaven

Robin Thicke

Lucky Music/Empire

Czyżby kariera Robina Thicke wracała na właściwie tory? A może zawsze toczyła się właściwym torem, a jedynie Blurred Lines było wkroczeniem w boczną uliczkę? Nowa płyta On Earth, and in Heaven nie jest krążkiem, na którym poszukuje się hitów. Jest wydawnictwem, na którym sam wokalista odnalazł siebie i sens życia. Piosenki Robina były różne, czasem inteligentne, czasem jego pisarstwo było żenujące, a głos słaby. On Earth, and in Heaven jest, jak twierdzi wokalista, krążkiem prawdziwym, optymistycznym i romantycznym. Znajdziecie tu ciekawe funky brzmienia w postaci znanego już „Take Me Higher”, letni vibe bossa novy („Lucky Star”), trochę latino („Lola Mia”) i wiele jazzowych oraz soulowych zabarwień. Płyta jest pierwszym albumem wydanym niezależnie, spod skrzydeł wytwórni Lucky Music, co niestety przejawia się zbyt lekkim tonem piosenek i swoistym pomieszaniem z poplątaniem dźwięków. Oceńcie sami. — Forrel


#FridayRoundup

Major Mantras

Tiana Major9

Zero Point Nine/Motown/UMG

Nowy krążek Major Mantras młodej i dobrze zapowiadającej się Tiany Major9 to w rzeczywistości… kolejna wersja jej wcześniejszego albumu At Sixes and Sevens. Można powiedzieć, że już druga, po tej akustycznej, którą możemy usłyszeć na epce Back At Sixes and Sevens. Co więc się zmienia? Dostajemy dodatkowe CD, na którym znajdziemy tytułowe mantry wygłaszane przy akompaniamencie kojącej melodii. Zachęcamy do sprawdzenia szczególnie tych, którzy nie znają oryginału – to wciąż klimatyczna mieszanka subtelnego R&B i soulu. A jeśli już znacie cały materiał to z pewnością przyjemnie będzie wrócić do niego ponownie. — Mateusz


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Lucky Daye, Tiana Major9, i komunikacyjny impas

Lucky Daye Tiana Major9 - On Read

Lucky Daye Tiana Major9 - On Read

Lucky Daye pozostawiony „na przeczytanym”. Ale za to z nową epką!

Doświadczenie, które bez cienia przesady można nazwać zbiorowym: wiadomości oznaczone jako przeczytane, pozostawione na długo bez odpowiedzi. Byliśmy tam chyba wszyscy, z różnych powodów; był i Lucky Daye. Przy czym w „On Read” stawka jest najwyższa, bo mowa o kruszącym się związku. Lucky Daye i Tiana Major9 wylewają w utworze różne (zapewne niewyczytane) pretensje. Dźwiękowo „On Read” zahacza o wystawność i progresję wyjęte z The 20/20 Experience Justina Timberlake’a; doprawiony jest żywym, bluesowym riffem i gospelowym dramatyzmem, ale podbicie ma bassowo-trapowe, co pozwala produkcji pozostać w adekwatnym, wycofanym nastroju. I — już tradycyjnie — stare R&B spotyka nowe, ale czy to na pewno wciąż nasz Lucky Daye?

„On Read” jest zwiastunem epki Table For Two, wypełnionej rzędem gościń. Premiera już 12 lutego!

1. “How Much Can The Heart Take” feat. YEBBA
2. “On Read” feat. Tiana Major9
3. “My Window” feat. Mahalia
4. “Access Denied” feat. Ari Lennox
5. “Falling In Love” feat. Joyce Wrice
6. “Dream” feat. Queen Naija

SG Lewis mistrzem ceremonii parkietu

SG Lewis feat. Lucky Daye - Feed the Fire

SG Lewis strikes again. Debiutancki album już w lutym!

Całkiem niedawno zwracaliśmy waszą uwagę na to, że SG Lewis dowozi w tym roku jak mało kto. Po zawiesistym, hipnotycznym housie ejtisowych torów wrotkarskich na „Impact” przenosimy się w czasy nowsze. Kolejny singiel brytyjskiego producenta „Feed the Fire” to bardzo udane naśladownictwo estetyki Jamiroquai z okresu A Funk Odyssey. Post-funkowa rewolucja, którą miał zwiastować Automaton, nie wyszła Jay Kayowi najlepiej, więc zabrali się za nią SG Lewis z Lucky Daye’em. „Feed the Fire”, które wrzuca Buffalo Mana i jego „You Give Me Something” w sam środek sali grającej nu-disco (obok szeregu dusz bujających się ramię w ramię i nóżka w nóżkę z Jessie Ware czy Róisín Murphy) nic rewolucyjnego w sobie nie ma, ale odziera funkową odyseję z milenijnej ciężkości. Czyż to nie żre? No pewnie, że żre.

Do lutego i debiutanckiego albumu SG Lewisa times jeszcze chwila. Zanim nastąpi, uraczcie się z nami tym przebojowym kawałkiem.

Kreatywne przymierze Leona Bridgesa i Lucky’ego Daye’a

Leon Bridges Lucky Daye

Leon Bridges i Lucky Daye szukają pomysłu na brzmienie

Leon Bridges próbuje w ostatnich miesiąc znaleźć na siebie jakiś pomysł. Po wspólnej epce z Khruangbin przeszedł na stronę bardziej nowoczesnego, minimalistycznego R&B. W jego kolejnych singlach słyszeliśmy Johna MayeraTerrace’a Martina, a teraz zawarł kreatywne przymierze z Lucky’m Daye’m, który także jest w kluczowym dla swojego scenicznego być albo nie być momencie przed wydaniem drugiego longplaya. Wspólny numer obu panów nie wykorzystuje jednak potencjału synergetycznego tego duetu. Panowie grają zachowawczo, brakuje im charyzmy, a numer to raczej albumowy filler niż radiowy brylant. Mimo wszystko oceńcie sami.

Kaytranada prezentuje singiel z Lucky Daye’em

Kaytranada

Kaytranada

Kaytranada rekrutuje zdolnego wokalistę do nowego singla „Look Easy”

Jeśli stęskniliście się za R&B początku zeszłej dekady to Kaytranada z Lucky Daye’em dostarczą wam solidną porcję muzyki, która jednocześnie brzmi futurystycznie i oldschoolowo. Jeden z naszych ulubionych producentów (którego długogrający debiut trafił do naszego podsumowania najlepszych albumów dekady) wraca niechybnie z nowym projektem — następcą zeszłorocznego Bubba. Na razie szczegóły nie są znane, ale z pewnością zapowiada się dość duchologicznie.

#FridayRoundup: Westside Gunn, Mulatu Astatke, Gucci Mane i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Na inaugurację sezonu ogórkowego dotarło kilku raperów, mistrz etiopskiego jazzu wraz ze swoją świtą i garść odrzutów Lucky’ego Daye’a. Obczajcie naszą selekcję poniżej.


#FridayRoundup

Flygod Is an Awesome God 2

Westside Gunn

Griselda

Swoim ostatnim wydawnictwem – Pray for Paris, Westside Gunn zapewnił już sobie obecność w hip-hopowych podsumowaniach tego roku. Zawodnik z Buffalo nie osiada jednak na laurach i wypuszcza kolejny projekt, tym razem jest to kontynuacja wydanego rok temu Flygod Is An Awesome God. Z założenia projekt ma mieć podziemny charakter i odwoływać się do muzycznych korzeni artysty. To oczywiście oznacza brudne i boom-bapowe brzmienie, do którego przyzwyczaili nas członkowie Griselda Records. Za stronę produkcyjną odpowiadają m.in. Daringer, Sadhugold, Street Runner i Chuck Inglish. W gronie gości pojawiają się natomiast Benny The Butcher, Boldy James, Stove God Cooks i Keisha Plum. To z pewnością nie jest ostatnie słowo Westsde Gunna w tym roku – raper zapowiedział już kolejny album o nazwie Who Made the Sunshine. — Mateusz


#FridayRoundup

To Know Without Knowing

Mulatu Astatke & Black Jesus Experience

Agogo

Guru ethio-jazzu Multatu Astatke po dwumiesięcznym opóźnieniu właśnie wydał swój kolejny longplay — To Know Without Knowing. Płyta, podobnie jak Cradle of Humanity z 2016 została zrealizowana wspólnie z australijskim dwunastoosobowym zespołem Black Jesus Experience, a wydała ją oficyna Agogo Records. Nowy materiał żywej legendy etiopskiej muzyki to żywy progresywny stylistyczny kolaż łączący taneczny groove z wysublimowaną improwizacją i piosenkowymi zaśpiewami. Z pewnością usatysfakcjonuje wszystkich tych, którzy cierpliwie czekali na kolejne dzieło afrykańskiego mistrza. — Kurtek


#FridayRoundup

Gucci Mane Presents: So Icy Summer

Gucci Mane

1017 / Atlantic

Zapowiada się bardzo zimne lato. Po przeproszeniu się z wytwórnią Atlantic Gucci atakuje z kolejnym projektem. Gucci Mane Presents: So Icy Summer to kolekcja 24 utworów, na których oprócz gospodarza usłyszymy 21 Savage’a, Young Thuga czy Lil Baby’ego. Oprócz gości z czołówki mainstreamu, na płycie pojawiają się również wschodzące gwiazdy trapu z ekipy 1017, w tym Pooh Shiesty czy Foogian0. Czas przekonać się, czy Guwop wciąż ma talent do wyławiania prawdziwych perełek z podziemia — Adrian


#FridayRoundup

Shoot for the Stars, Aim for the Moon

Pop Smoke

UMG Recordings

Wydany pod kreatywną pieczą 50 Centa pośmiertny album Pop Smoke’a pokazuje, przede wszystkim, jak duże muzyczne indywiduum straciliśmy wraz z odejściem rapera. Shoot for the Stars, Aim for the Moon, mimo tego że to album nierówny i borykający się z dużą ilością muzycznej szarej materii, odsłania dziki potencjał komercyjny, kiedy uderza w bardziej skupione, skondensowane formuły. Uwagę przykuwa przede wszystkim bardzo charakterystyczny język wyrazu rapera, łączący w sobie synkopowane kaskady werbli rodem z brytyjskiego drillu, spuściznę pimp rapu spod znaku największych hitów 50 Centa (vide: fantastyczne „Something Special”) oraz wpływy współczesnej trapowej socjety romansującej z motoryką R’n’B (choć to akurat najsłabsze momenty na krążku). Wszystko to, doprawione oczywiście wyrazistym, zapadającym w pamięć i rozpoznawalnym niemal od razu głosem oraz masą (w większości nietrafionych) gościnek, składa się na nieco chaotyczny, ale cholernie charakterny materiał. — Wojtek


#FridayRoundup

Seguridad

Gaika

N.A.A.F.I

Z Gaiką wewnętrzny dialog prowadzę już od bardzo dawna. Z jednej strony jest to jeden z najoryginalniejszych gości na światowej scenie R’n’B i rapu. Transhumanistyczne, krystaliczne wokalizy zespojone nierozerwalnie z syntetycznym, psychodelicznym autotunem roztaczają narrację na euforycznych, chwilami mantrycznych pasażach czegoś, co moglibyśmy określić jako gotyckie, postclubowe neoperrero. No i konceptualnie jest to wizja absolutnie fascynująca, problem pojawia się jednak niemal zawsze na płaszczyźnie przekuwania tego ekscentrycznego języka w skondensowany, równie fascynujący twór muzyczny, co, niestety, w znamienitej większości zapewnia nam w najlepszym wypadku niedosyt. Seguridad nie stanowi w tej regule dużej rewolucji. Mimo tego że chwilami słychać dokąd zmierzał autor i co chciał określonymi zabiegami wyegzekwować, finalnie niewiele rzeczy tu uderza tak jak powinno. Gaika pozostaje zatem nadal ucieleśnionym potencjałem, który rozbija się o kawałki bliższe szkicowym demówkom niż dopracowanym kompozycjom. — Wojtek


#FridayRoundup

6 R&B

Lucky Daye & Cassius Jay

Drip Gang

Na bezrybiu i rak ryba. Na inaugurację sezonu ogórkowego na serwisy streamingowe spadła dziwaczna, najpewniej nieoficjalna epka z sześcioma numerami Lucky’ego Daye’a wyprodukowanymi przez Cassiusa Jaya. Elektropopowe prostolinijne R&B przypomina trochę wczesne numery Franka Oceana. I podobnie jak tamten bootlegowy materiał, tak i to wydawnictwo spadło z rowerka równie szybko, jak na niego wsiadło. Obszernych fragmentów można wciąż posłuchać na stronie Juno Download. — Kurtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Lucky Daye zaprasza Babyface’a do nowego singla

Lucky Daye i Babyface

Lucky Daye i Babyface

Lucky Daye i legenda 90sowego R&B w duecie

Jeśli słuchaliście zeszłorocznego debiutu Lucky’ego Daye’a, nie mogło umknąć waszej uwadze zamiłowanie wokalisty do brzmienia lat 90. Inspiracje czasem świetności Babyface’a stały się jednym z elementów tożsamych dla jego własnego stylu. Nic więc dziwnego, że obaj panowie zdecydowali się na nagranie czegoś w duecie. Ich wspólny singiel zatytułowany „Shoulda” trudno jednak nazwać sentymentalnym czy anachronicznym — Daye nie robi odstępstwa od jego zwyczajowego mariażu nowoczesnego (tu wręcz okołotrapowego) R&B z akustycznymi elementami. Ciepły wokal Babyface’a brzmi tu niesamowicie soulowo — jak w czasach jego muzycznej świetności.

Jednocześnie ukazał się remiks pierwszego singla promującego Painted — „Roll Some Mo”, w którym wokalnie i stylistycznie (odrobiną reggae’owej rytmiki) wsparli Daye’a Chronixx i MediSun. Posłuchajcie obu nowych numerów poniżej.

Rozważny i romantyczny Lucky Daye

Lucky Daye - Fade Away

Lucky Daye - Fade Away

Lucky Daye nie odpuszcza

A już na pewno nie w przypadku ścieżek dźwiękowych tworzonych na potrzeby kinowych produkcji. Wydane przed nowym rokiem przebojowe post-disco we „Fly” zostało właśnie zrównoważone dojrzałą balladą. „Fade Away” promuje film The Photograph, który wejdzie na ekrany kin w walentynki. Taki opis w zasadzie powinien wam nakreślić ogląd sytuacji. Nowy sngiel z udziałem Daye’a to oczywiście zmysłowe downtempo, czerpiące garściami z soulu lat 70. Z D’Milem za sterem produkcyjnym dołącza do kolekcji ballad, których w karierze croonera znów nie aż tak wiele. I nie da się ukryć, że nawet przy tak konfekcyjnych produkcjach jak „Fade Away” przejmujący wokal Lucky’ego Daye’a może pozostawić co najwyżej z niedosytem i kolejnymi oczekiwaniami. Nie do wiary, ale to najprawdziwsze czary!

Lucky Daye ratuje stacje radiowe

Lucky Daye - Fly

Lucky Daye - Fly

Superagenci Lucky Daye i Mark Ronson w ultraprzebojowym singlu

Grono superbohaterów rośnie w siłę! Chyba nie myśleliście, że Mark Ronson zatrzyma się na jednorazowej wycieczce dookoła smutnych dyskotek świata? Niedawno prezentowaliśmy wam efekt studyjnej magii wynikły ze współpracy producenta z Andersonem .Paakiem. Teraz czas na kolejnego singlowego speca, Lucky’ego Daye’a. „Fly” to drugi singiel ze ścieżki dźwiękowej do flimu Tajni i fajni, którą Mark Ronson wyprodukował. Nie wiemy, jak będzie z kondycją świata, ale „Fly” połączy różnorakie grupy wpływów: od miłośników Space Jam, przez fanów The NeverEnding Story, do układających końcoworoczne potańcówki w stylu post-disco. Posłuchajcie niżej, jak brzmi Lucky Daye w ultraprzebojowej wersji.

Recenzja: Lucky Daye Painted

Lucky Daye - Painted

Lucky Daye - Painted

Lucky Daye

Painted

Keep Cool / RCA

Równie trudno o Lucky’m Daye’u w kontekście Franka Oceana pisać, co nie pisać. Wokalista, od debiutanckiego „Roll Some Mo” pozycjonowany jako cudowne dziecko RCA, pojawił się, gdy scena była już dojrzała, a publiczność nasycona. Na debiutanckim Painted nie mógł nie inspirować się odmienioną już przez wszystkie przypadki falą alternatywnego R&B, ale udało mu się z powodzeniem zarówno odnaleźć w schemacie, jak i go poszerzyć go po swojemu.

Painted to w istocie zebrane w całość dwie epki wokalisty wydane oryginalnie na przełomie 2018 i 2019 roku, a domknięte czterema nowymi nagraniami. W zamyśle pierwotny podział musiał być jednak konceptem zastępczym — płyty słucha się doskonale jednym tchem, choć paleta muzycznych barw, którymi Daye maluje Painted jest zaskakująco szeroka. O ile wspomniane już „Roll Some Mo”, nie bez przyczyny otwierające krążek, czerpie bezpośrednio z oceanowskich wzorców — melodycznie szorstkie i słodkie zarazem, aranżacyjnie przymglone, ale ożywione gitarą elektryczną i aranżem smyczkowym — to odtworzenie najlepszych tricków z Channel Orange Franka. Schemat jednak ewoluuje, bo kolejne „Late Night” to post-dyskotekowe R&B na różnych poziomach cytujące zarówno lata 70. i 90., jak i współczesne wcielenia nurtu.

Mantrą krążka są właśnie muzyczne wzorce z R&B lat 90. — w kolejnym „Extra”, pomimo ponadczasowego funkującego aranżu, refren stanowi esencję brzmienia dekady — nad numerem czuwają duchy klasycznych nagrań Janet Jackson i Boyz II Men. Ale to nic w porównaniu do hołdu, który piosenkarz składa epoce w singlowej „Karmie”, zbudowanej na gęstych nawiązaniach i przetworzeniach kultowego „Pony” Ginuwine’a — bez wątpienia jednego z najbardziej charyzmatycznych momentów popu lat 90. Daye jest pewny siebie, precyzyjny i zadziorny, bez problemów czyni to, co zostało z legendarnego bitu Timbalanda swoim własnym. To jeden z najciekawszych momentów tegorocznego R&B nie tylko ze względu na modelowo intertekstualny kontekst, ukochany przez badaczy popkultury, ale także — obezwładniający, pulsujący vibe, który Daye brawurowo odświeżył wraz ze stojącym za oprawą producencką większości numerów na krążku D’Mile’m. Kolejne na trackliście quasi-tytułowe „Paint It” kontynuuje w podobnym tonie, ale wyróżnikiem numeru pozostają odpowiednio spitchowane wokale, spopularyzowane, a jakże, przez Franka Oceana na Blonde. W nieco bardziej stonowanym klimacie utrzymana jest końcówka krążka, poczynając od post-jazzowego „Misunderstood” dość nagle wciągającego Daye’a z na wpół śpiewanymi linijkami na niepokojący fortepianowy podkład. Mimo tego o niedopasowaniu stylistycznym nie może być mowy — rzecz współgra całkiem nieźle z resztą materiału, przechodząc płynnie w kolejne „Floods”.

Do kolejnego hajlatu Painted musimy jednak poczekać do samego końca płyty — do niemal 8-minutowego „Love You Too Much” po raz kolejny błyskotliwie odwołującego się do klasyki soulu, tym razem dzięki spokenwordowemu wstępowi. Ten otwiera bez wątpienia najbardziej rezonujący emocjonalnie moment albumu — gdy Daye śpiewa w refrenie „It’s a shame for you, it’s a shame for me (…) / This is a truth that I can’t fight / I love you too much”, ma się wrażenie, że nareszcie dzieli się sobą z słuchaczem bez odwracających uwagę aranżacyjnych ozdobników i przyjętych na potrzeby kolejnych tracków konwencji. I wówczas słuchacz orientuje się, czego na Painted brakuje, czy może raczej, co nie zostało należycie wyeksponowane. Szczery przekaz. Ten sam, który u Oceana od samego początku budował jego więź z słuchaczem, u Daye’a został sprowadzony do roli elementu drugoplanowego. Z tego powodu, nawet pomimo tego, że Daye ma niejednokrotnie lepsze melodie i doskonale wyważoną produkcję, tak że i wprawiony słuchacz poczuje się zaintrygowany, i radio będzie w stanie przełknąć numery bez zastrzeżeń, trudno się w tej muzyce zatrzymać na dłużej. Można się przy Painted pobujać w sobotni wieczór, ale w poniedziałek rano znów wrócić do zapętlania Blonde Oceana.

Lucky Daye gra na czas

Wygląda na to, że karma zakolegowała się z Luckym Dayem na dobre (i na złe). Wokalista wprawdzie nie próżnuje i prócz trasy koncertowej u boku Elli Mai pojawił się też przy małym biurku NPR. Czy jednak wciąż nie na próżno? Teraz David Debrandon Brown raczy nas podwójnie: nowym singlem i nowym teledyskiem. Utwór „Buying Time” to przede wszystkim dźwięczna akustyczna gitarka, oscylująca wokół debiutanckiego albumu Daye’a Painted i wyraźnych inspiracji Frankiem Oceanem w aspekcie kompozytorskim. „Feels like I’m buying more time” wydaje się tu samospełniającą się przepowiednią.

Gdybyście jednak chcieli więcej groove’u i Lucky’ego Daye’a w Luckym Daye’u, w sieci pojawił się też teledysk do utworu „Love You Too Much”, czyli ponad cztery minuty satyny skondensowanej do maksimum.
Czy te jaskółki mogą jeszcze uczynić nam choćby przedwiośnie w środku jesieni? Sprawdźcie koniecznie!

Prawdziwe gry Lucky’ego Daye’a

Miesiąc po premierze debiutanckiego longplaya, który niestety dla wielu słuchaczy i recenzentów przemknął niezauważony, Lucky Daye kontynuuje promocję płyty. Jeden z wielu hajlajtów na płycie zatytułowany „Real Games” doczekał się właśnie teledysku. Numer, któremu niedaleko do popfunkowego stylu Bruno Marsa, przy dotarciu do odpowiednich osób i mediów, ma szanse na zostanie radiowym przebojem i, kto wie, być może tchnięcie nowego życia w odbiór znakomitej swoją drogą płyty.

Lucky Daye na żywo przy biurku NPR

Lucky Daye performs a Tiny Desk Concert on March 25, 2019 (Amr Alfiky/NPR).

Tym razem do naszej ulubionej serii koncertowej — Tiny Desk Concert zawitał autor jednej z naszych ulubionych płyt ostatnich tygodni — Lucky Daye. Kilka dni po premierze debiutanckiego Painted piosenkarz wystąpił w NPR na żywo z kameralnym 10-osobowym składem. Wspólnie podczas niemal 14-minutowego występu muzycy kunsztownie wykonali trzy numery — zeszłoroczxny radiowy singiel „Roll Some Mo” oraz dwa numery z nowej płyty — „Misunderstood” i „Late Night”. Jeśli chcecie usłyszeć Daye’a na żywo z towarzyszeniem jazzującej sekcji dętej — to najlepsza ku temu sposobność!

#Friday Roundup: Flying Lotus, Steve Lacy, Lucky Daye, Mavis Staples, Beast Coast i inni

Kolejny bogaty w wydawnictwa piątek — w ten weekend polecamy nowego FlyLo, debiuty Steve’a Lacy’ego i Lucky’ego Daye’a, kolaborację Mavis Staples z Benem Harperem, materializację długogrającego Beast Coast, Abstract Orchestrę reinterpretującą Madvillaina i nowe wydanictwa od Shay Lii, Andreyi Triany, Rashana Ahmada czy YG. Oprócz tegom co przygotowaliśmy w naszym cotygodniowym zestawieniu, koniecznie sprawdźcie również naszą playlistę, gdzie znajdziecie też epki Jordana Rakeia, Blu & Exile, Rotimiego, Mylesa Camerona, $uicideBoys, Terri Walker i Kelly Rowland.


Flamagra

Flying Lotus

Warp Records

Ósmy krążek Fly Lo budził ogromne emocje jeszcze zanim się pojawił. Pierwszy album po pięcioletniej przerwie producenta zapowiedział sam David Lynch, w dodatku w singlu o bardzo wymownym tytule „Fire is Coming” Głośno było też o gościach, których Steve Elison wciągnął w swój freakshow, bo poza wspomnianym reżyserem na płycie udzielają się Denzel Curry, Tierra Whack, Solange, Anderson .Paak, George Clinton, Thundercat, Little Dragon, Toro y Moi i Shabazz Palaces. Owocem współpracy tej familii jest ponad godzinny festiwal muzycznych ekscesów z neofunkowym sznytem uciekających w afrofuturystyczny nu jazz, regularnie rozrywany przez serie glitchujących przełamań. W mikrokosmosie stworzonym na Flamagrze lawirujemy między introwertycznymi opowieściami o traumie w wykonaniu Denzela Curry po wpychającą cycki w twarze Tierrą Whack, a kierunek temu cyrkowi nadają gęsto poprzetykane szumem instrumentale ze wspaniale (jak zawsze u Ellisona) rozegranymi planami. Flamagra na tle tak wyrazistych albumów jak You’re Dead! czy Cosmogramma wypada co prawda mniej spójnie i nieco chaotycznie, jednak błyskotliwe, ekstrawaganckie idee, za które pokochaliśmy poprzedniczki są obecne i tutaj.- Wojtek


Apollo XXI

Steve Lacy

3qtr under

Na pierwszy długogrający projekt Steve’a Lacy’ego czekaliśmy długo, zwłaszcza że wydane w 2017 roku amatorskie Demo ujęło nas swoim niewymuszonym i żywym, gitarowym, soulowo-funkowym brzmieniem. Apollo XXI, utrzymane w podobnym klimacie, co The Last Party Matta Martiansa (również członka The Internet), zdaje się je dopracowywać. Jak powiedział Steve, to jest jego podróż; to wyraz tego, jak się teraz czuje. — Klementyna


Painted

Lucky Daye

Keep Cool

Lucky Daye nie kazał na siebie długo czekać i tuż po kolejnym rewelacyjnym singlu niespodziewanie przedstawił nam pełen obraz swojego debiutanckiego albumu Painted. Do zestawu wcześniejszych dwóch epek i wypuszczonego luzem „Love You Too Much” dołączyło eleganckie zamknięcie. Zaskoczenia nie ma — artysta znów udowadnia nam, że nadzwyczajna paleta środków wyrazu, jaką wcześniej stosował, nie była przypadkowa. Pomysł Daye’a na alternatywne R&B podszyte klasyczną soulową wrażliwością rozkwita na Painted w pełnej krasie i wnosi mnóstwo powietrza do współczesnej sceny. W tym tygodniu to pozycja obowiązkowa. — Maja Danilenko

>


We Get By

Mavis Staples

Anti

Stwierdzić, że Mavis Staples jest ambasadorką zmian, to jak powiedzieć, że woda jest mokra, a jednak weteranka południowego soulu nie ustaje w jednoznacznym wyrażaniu swojego życiowego stanowiska. Pod koniec marca, zaledwie kilka tygodni po premierze krążka z zapisem jej znakomitego londyńskiego koncertu, piosenkarka podzieliła się nowym singlem o wiele mówiącym tytule „Change” — gitarową zapowiedzią 12. studyjnego krążka artystki We Get By, który wytwórnia Anti po dwutygodniowej zwłoce wypuściła wreszcie dziś. Na nowym krążku 79-letniej Staples znalazło się w sumie 11 soul-rockowych numerów wyprodukowanych przez ikonę amerykańskiej alternatywy lat 90. Bena Harpera. — Kurtek


Escape From New York

Beast Coast

Beast Coast Media

Beast Coast to kolektyw łączący pod swoim szyldem reprezentantów the Underachievers, Flatbush Zombies i ekipy Pro Era z Joey’em Bad$$em na czele. Z takim składem i taką chemią w grupie (dosłownie i w przenośni) potencjał był ogromny i Escape from New York robi wszystko, żeby go wykorzystać. Dostajemy 13 posse cutów narkotycznego rapu z pogranicza starej szkoły i onirycznego, mrocznego trapu, robiący niekiedy chwilowe odjazdy w g-funkową przewózkę bez spiny. Chłopaki, mimo agresywnego, niepokojącego vibe’u całości, stawiają raczej na fun i mixtape’owy luz, przez co całość bardzo dobrze razem płynie, wciągając w swój psychodeliczny trip słuchaczy podatnych na takie muzyczne intoksykacje- Wojtek


Dangerous

Shay Lia

Shay Lia

Debiutancka epka Shay Lii Dangerous to produkt, na który składają się aksamitne sofistykowane tańce spod znaku Jessie Ware, przykryte satynową, zmysłową nastrojowością z rejonu Sabriny Claudio. Nad całokształtem czuwa świadomy i intrygujący wokal Shay Lii. Artystka świetnie odnajduje się zarówno w estetyce soul, jak i w R&B. Wtórują jej goście, jak Buddy i Kojey Radical czy KAYTRANADA i BADBADNOTGOOD w roli producentów. Koleżanka KAYTRANADY nie zawiodła i utrzymała klasę charakteryzującą wydane do tej pory single. Sprawdźcie koniecznie! – Maja Danilenko


Life in Colour

Andreya Triana

Hi-Tia Records

Do szarości i powagi obecnego świata Andreya Triana postanowiła dodać nieco żywych barw. Pomimo że okładka nowej płyty Life in Colour przywołuje na myśl bupowe rytmy, artystka do pokolorowania poważnych tematów dotyczących kobiecości, girl power, niezależności, miłości oraz wolności użyła szerokiej palety barw i sprawiła, że omawiane kwestie stały się bardziej przystępne dla słuchacza, nie tracąc jednocześnie na swojej wartości. Teksty wplotła w barwne dźwięki popu, bluesa, reggae i jazzu, spajając wszystko w całość przy pomocy swojego charakterystycznego i mocnego wokalu. Płyta jest głośnym manifestem kobiecości, za sprawą którego każda kobieta może rządzić jak królowa i być superbohaterką. – Forrel


The Sun

Rashan Ahmad

B Sides

Rashan Ahmad ma na swoim koncie całe mnóstwo projektów z ludźmi z całego świata. Jego najnowszy krążek zatytułowany The Sun to kolejny krok naprzód. O ile poprzednie solowe wydawnictwa ograniczały się raczej do współpracy z jednym producentem, to na swoim nowym albumie zebrał całe grono muzyków z tak odelgłych od siebie miejsc, jak chociażby Dakar, Paryż, Seattle, Hiszpania czy Nowy Meksyk. Efektem jest bardzo eklektyczna i to nie tylko muzycznie płyta. Śpiewanie, spoken word oraz oczywiście znakomite rapowanie, przenosi nas w świat doświadczonego i pewnego swojego miejsca w świecie człowieka, a sam album przypomni wielu czasy znakomitego Crown City Rockers. — efdote


Madvillain, Vol. 2

Abstract Orchestra

Ata

Po jazzowym hołdzie dla J. Dilli w listopadzie Abstract Orchestra wzięło na warsztat dorobek Madvillain — superduetu złożonego z MF Dooma i Madliba, którzy w 2004 roku wydali wspólnie jeden z najbardziej ikonicznych krążków w historii alternatywnego rapu, by następnie rozpłynąć się w próżni. Teraz angielski jazzrapowy big band pod wodzą saksofonisty Roba Mitchella na nowo odkrywa spuściznę Madvillainy, łącząc w równych proporcjach hip hop i jazz w stylu klasycznych ścieżek dźwiękowych do programów telewizyjnych. Dziś ukazała się druga część projektu przynosząca 13 nowych reinterpretacji motywów z legendarnej płyty. — Kurtek


4REAL 4REAL

YG

Def Jam Recordings

YG postanowił nie tracić czasu i po zaledwie 9 miesiącach od wypuszczenia Stay Dangerous prezentuje nam swój najnowszy projekt zatytułowany 4REAL 4REAL. W zasadzie to płyta miała ukazać się miesiąc wcześniej, jednak po śmierci Nipsey Hussle’a raper zdecydował o przesunięciu daty premiery na maj. I choć całość materiału została zarejestrowana jeszcze przed tym tragicznym zdarzeniem, to reprezentant LA postanowił uczcić na nim pamięć zmarłego przyjaciela. Poza tym, na krążku znalazło się 13 numerów, w tym singlowe „Go Loko” i „Stop Snitchin”. Do YG dołączył również szereg gości, w tym Tyga, Boogie, Valee, Meek Mill, Kamaiyah i G-Eazy. Za część produkcji na albumie odpowiada m.in. DJ Mustard, który z pewnością dorzucił tu kilka west-coastowych bangerów. Jak słyszymy w otwierającym numerze: „talkin’ ’bout the West Coast, I’m the face of it”. Ile w tym prawdy? Sami się przekonajcie. — Mateusz


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Lucky Daye gotów na kolejny rozdział

Po fenomenalnej nu-funkowej „Karmie”jednej z najlepszych epek zeszłego roku po zaledwie trzech miesiącach przerwy Lucky Daye staje w gotowości na kolejny rozdział — zarówno w swojej dyskografii, jak i w historii R&B, bo choć piosenkarz nie zapisał się jeszcze na kartach gatunku złotymi literami, nie mamy wątpliwości, że ma ku temu pełen potencjał — talent wokalno-songwriterski idzie u niego w parze z pomysłami na brzmienie, które jednocześnie brzmi świeżo i ponadczasowo. Nowy singiel „Love You Too Much” to kolejne potwierdzenie naszych wcześniejszych przypuszczeń względem Daye’a i następny znakomity singiel w jego dyskografii. A Daye dopiero się rozkręca — jego debiutancki długograj ma ukazać się w tym roku.

Lucky Daye z drugą odsłoną muzycznego autoportretu

Nie bez powodu charyzmatyczne nowe otwarcie dla współczesnego R&B w postaci listopadowej debiutanckiej epki Lucky’ego Daye’a trafiło na drugie miejsce naszego podsumowania najlepszych epek minionego roku. Na pierwszym małym krążku zręcznie przetwarzył inspiracje klasycznym soulem na prawidła alt R&B, skutecznie unikając przy tym coraz bardziej dusznego paradygmatu Ocean-Weeknd-Mars. Wczoraj nieoczekiwanie, po niedawnej premierze fenomenalnego singla „Karma” zbudowanego na nawiązaniach do kultowego „Pony” Ginuwine’a, Daye podzielił się drugą odsłoną muzycznego autoportretu, który jeszcze w tym roku ma przybrać długogrającą odsłonę w postaci krążka Painted. Tymczasem posłuchajcie wysmakowanego II — z dużą dozą prawdopobieństwa to najlepsza nowa rzecz, jaką usłyszycie w tym tygodniu!

Lucky Daye przywołuje hit z lat 90. w najnowszym singlu

Słodki Daye’u, co tu się wyprawia! Ledwo zdążyliśmy ochłonąć po listopadowej epce Lucky’ego Daye’a, z którą zawędrował aż na podium naszego rankingu, a on już atakuje nas nowym utworem. Przy singlu „Karma” możemy z pełną premedytacją mówić o ataku. Ktoś, kto ot tak zapożycza sobie wokalno-melodyczne patenty z najntisowego hitu Ginuwine’a „Pony”, przekształcając je bez cienia wysiłku w nośny kawał gitarowego funku (na produkcji D’Mile), nie może być niepozornym zawodnikiem. Włączamy do noworocznego menu i czekamy na dokładkę.

R&B między wtedy a teraz – przed wami Lucky Daye

Ile to już mieliśmy laurek dla Franka Oceana od debiutujących artystów R&B? Chyba niewystarczająco dużo, skoro wciąż pojawia się ktoś, dla kogo punktem odniesienia może być autor Channel Orange. Może, ale wcale nie musi. Lucky Daye, mimo że podobnie jak Frank pochodzi z Nowego Orleanu, próbuje nas omamić szeroką i nadzwyczajną paletą środków. Raz jest wrażliwy i korzysta ze smyczkowych aranżacji, w innym miejscu podchwytuje niedawne przebłyski new jack swingu i rozwija je we własne kompozycje. W tle pojawia się też oczywiście trap, ale jest drobnym dodatkiem, zrównoważonym patynową wrażliwością wokalisty. Ten slalom między wpływami wychodzi Lucky’emu całkiem zgrabnie.

Epka I to pierwsza część trylogii składającej się na debiutancki album Lucky’ego Daye’a Painted. Wedgłu zapewnień artysty cały album powinniśmy poznać 9 grudnia. Niecierpliwie czekamy na ciąg dalszy!